0

Dawnych wspomnień czar. Ronaldinho Gaucho. Człowiek, dzięki któremu wyrosła nowa gałąź na futbolowym drzewie. W pewnym momencie był cholernym romantykiem, który wolał piękną grę i piłkarską zabawę (inne, pozaboiskowe uciechy, z grzeczności pominę) od suchych wyników. Mag futbolu z czarami na poziomie ostatniego wtajemniczenia. Gracz, który "kazał" wstać z krzeseł kibicom naszego odwiecznego rywala. Niewielu dostąpiło takich emocji. Chwile warte zapamiętania. Nasza powinność. Porównywanie Brazylijczyka z Messim jest dla mnie pewną formą bluźnierstwa. To tak jakbyśmy porównywali arcydzieła Picassa z nowatorskimi pracami Warhola lub prozę Hemingwaya z niedokończonymi książkami Kafki. Geniusze, którzy z góry spoglądają na swoje epoki. Efekty ich prac? Białe Kruki po wieki, wieków, amen. Chciałbym, aby na moment założył naszą koszulkę i jeszcze raz pokazał swoje nieprzeciętne umiejętności. Wiem jednak, że jest to nierealne. Mam nadzieję, iż w przyszłym roku pojawi się na murawie podczas Mistrzostw Świata. Nic to. Na temat gracza z Kraju Kawy można pisać godzinami. Jego zasługi i... te gorsze chwile, niekoniecznie związane stricte z futbolem. Temat wart wielotomowego wydawnictwa. Wielkie dzięki za wszystkie piękne chwile w barwach Dumy Katalonii. Ech... Dawnych wspomnień czar.

0

Pod artykułem dotyczącym zwycięstwa Hiszpanii nad Italią napisałem, iż gra Iniesty staje się w swym pięknie "nudna". Chcę się jednak tak "nudzić" do końca świata i potrzebuję potem jeszcze jednego dnia na wspomnienia i ochłonięcie. Czarodziej murawy, zaklinacz piłek i specjalista w slalomie gigancie (gdzie tyczkami są rzecz jasna zawodnicy drużyn przeciwnych. Przy całym moim szacunku do owych grajków). Jego sposób poruszania się po boisku powinien być pokazywany wszystkim adeptom futbolu. Balans ciała i kontrola nad piłką. Hipnotyzowanie rywali. Każda sekunda filmu okraszona stop klatką. Powtórka za powtórką. Dobro narodowe Hiszpanii lub jak powiedzą niektórzy - Katalonii. Jeśli Andres zostanie ponownie nominowany do nagrody Złotej Piłki, to wezmę kartkę i podpiszę się pod jego kandydaturą. Inkaust też się znajdzie, jak mawiał jeden z bohaterów Trylogii. Głos mój oddany zostanie w próżnię, ale spełnię swój wewnętrzny obowiązek. Iniesta jako piłkarz. Temat wart potężnej książki z wieloma opasłymi tomami. To nie wszystko. Mądre i stonowane wypowiedzi. "Kiedy rodzice zostawili mnie w szkółce, stałem w oknie i płakałem". Piękne słowa. Szczere i do bólu ludzkie. Bez nadęcia i "zgrywania" bohatera. Teraz taka wiadomość. Potwierdzenie tego, o czym wie większość z nas. Chciałbym, aby w niedzielnym finale wygrali podopieczni Vicente del Bosque. Radość Iniesty i jego kompanów. Zasłużył sobie na to, będąc najlepszym zawodnikiem La Furia Roja podczas tegorocznego Pucharu Konfederacji.

0

Pomimo temperatury niemrawej i deszczu rzęsistego za oknem, poczułem się wczoraj skrajnie wyczerpany. Strasznie mi było żal chłopaków biegających po murawie. Diabelskie warunki pogodowe, jak słusznie zauważył komentator meczu, mogą być głównym krupierem rozdającym karty podczas przyszłorocznych Mistrzostw Świata. Sama dogrywka przypomniała mi tytuł filmu „Czyż nie dobija się koni?”. Karne i ulga. Mamy wymarzony przez wielu kibiców finał Brazylia – Hiszpania. Czy reprezentanci La Furia Roja powrócą do pełnej sprawności fizycznej? Nie wiem. Czasu pozostało niewiele, a ich rywal ma o jeden dzień więcej odpoczynku w nogach. Sądna niedziela. Mimo wszystko bez zdecydowanego faworyta. Takie mecze rządzą się swoimi prawami. Banalne stwierdzenie, ale jakże prawdziwe. Główną nagrodę może zgarnąć jeden lub drugi zespół. Ja postawię na Hiszpanię. Wierzę, że odnajdą w sobie resztki pokładów energii i pokonają gospodarzy turnieju. Andres Iniesta. To już staje się nudne. Patrząc jednak na jego grę mogę się tak „nudzić” do końca świata. Mag futbolu i zaklinacz piłek wszelakich. Inni potykali się o własne nogi lub w geście rozpaczy prosili kolegów o pomoc. Piłkarz Dumy Katalonii walczył i pchał ten wózek aż do rzutów karnych. Tam też się nie pomylił. Na jego trafieniu zależało mi najbardziej. Podopieczni Vicente del Bosque podnieśli dłonie w geście tryumfu, ale wielki szacunek kieruję w stronę zawodników Italii. Dali z siebie wszystko. Mało tego, dogodnych okazji mieli więcej. Nie wykorzystali ich jednak. Takie „niedopatrzenie” lubi się potem mścić. Futbol jest tego idealnym przykładem. Byle do niedzieli. Neymar chciał zagrać przeciwko nowym kolegom… marzenia się jednak spełniają.

0

adam_99
W uwielbieniu do owczego pędu posłużyłeś się jałowym hasłem, który zamieszczany jest na tej zacnej stronie niemalże pod każdym artykułem. Co by się nie działo, to i tak głowę pod topór powinien położyć Tito. Z dziką rozkoszą zaczekam na jakąś merytoryczną, podkreślam MERYTORYCZNĄ, kontynuację Twojego komentarza. Dlaczego Meksykanin ma zostać w Dumie Katalonii na następny sezon? Oświeć mnie, bo słowo "młody" w tym przypadku zakrawa na kpinę. Zabrakło jeszcze sformułowania "perspektywiczny". Wtedy miałbym dopełnienie dramatu w Twojej wypowiedzi. Dos Santos? Życzę mu wszystkiego najlepszego w nowym klubie. Chłopak, pomimo całego mojego szacunku, nie nadaje się po prostu do gry w Barcelonie. Wielu otrzymuje szansę spojrzenia bykowi prosto w oczy. Niewielu jednak potrafi złapać go za rogi. Takim zawodnikiem jest właśnie bohater artykułu. Zbyt mało gra? Po pierwsze, nie siedzimy na treningach i nie obserwujemy zawodników. Widocznie inni zasługują na więcej minut. Po drugie, chcesz więcej minut dla Meksykanina? Czyim kosztem? Konkretnie, bez owijania w bawełnę. Thiago w swej rozpaczy żąda większej ilości szans, podobnie Dos Santos. To kto ma do diaska nie grać? Iniesta, Busquets, Fabregas... Tylko nie podążaj powtórnie za owcami i nie pisz mi, iż Xavi nadaje się już tylko na przysłowiowy "złom". Po porażce z Bawarczykami część osób chciała sprzedać połowę zespołu. Odszedł Abidal - źle, odejdzie Thiago i Dos Santos - tragedia. To kogo, do jasnej cholery, mieli na myśli ci wszyscy krzykacze? Kto ma odejść? Najłatwiej jest operować pustym hasłem. Bez urazy. Pozdrawiam.
P.S. Nie wiem, czy proponowana kwota jest wysoka, czy też nie. Wyobrażam sobie natomiast potencjalnych "nabywców", którzy mówią: "Więcej za zawodnika, który cały sezon spędza na trybunach lub na krańcowej ławce rezerwowych dać nie możemy". Niestety.

0

Wierność, wytrwałość, cierpliwość. Tego mi brakuje w niektórych komentarzach. W niektórych? Zbyt skromna ocena wypłynęła z mojej klawiatury. W większości. Amnezja osób, które nasycone do granic możliwości sukcesami Guardioli zapominają, iż Barcelona istniała „przedtem” i wszystkie znaki na niebie i poniżej wskazują na to, iż istnieć będzie dalej. Nie lubię sytuacji, w których wbija się zawodnika z dziką rozkoszą na pal. Potem głęboko w ziemię, butem kopiąc mocno, opluwając przy okazji rynsztokowym słownictwem. Nie tędy droga, koleżanki i koledzy. Pedro nie może zaliczyć ubiegłego sezonu do najlepszych. Tak najdelikatniej mogę opisać jego grę. Powinienem bardziej dosadnie, ale nie chcę. Być może jestem zbyt sentymentalny. Być może wspominam jego poprzednie sezony oraz bramki – niezwykle ważne. We wszystkich możliwych rozgrywkach. Nie wiem jaka czeka go przyszłość, ale jedno jest pewne – chłopak musi się wziąć ostro do roboty. Konkurencja jest spora, a wilczki z rezerw poczują niedługo zew pierwszej drużyny. Może przyczyna słabej gry bohatera felietonu czai się gdzie indziej? Może kto inny powinien posypać głowę popiołem? Z pozycji fotela mogę jedynie zgadywać. Inną z kolei sprawą są licznie poustawiane pułapki. Jednego rodzaju. Też dałem się złapać, ale „odgryzłem” sobie, po bólach i męczarniach, wolność. Miłość do wychowanków. Z założenia romantyczna, ale jak kończyła swe harce większość romantyków – wiemy doskonale. W tym punkcie chciałbym wypośrodkowania. Piłkarze z zewnątrz nie przychodzą do nas z trądem wszelakim. Wnoszą do zespołu coś nowego, jakże potrzebnego. Czy da się zbudować podstawową jedenastkę z samych wychowanków? Pewnie tak, ale gwarantuję, iż nie będzie ona personalnie najmocniejsza. Nie chciałbym zatem, aby przy dywagacjach: „kogo sprzedać, a kogo ocalić” kierowano się słowem wychowanek.

0

kacper1423
Dziękuję za kwerendę. Jak widać nic się nie zmienia. Poziom niektórych komentarzy osiągnął dno, pokropione na dodatek rynsztokowym słownictwem. Z przykrością czytam takie wywody, zawierające jedno lub w porywach dwa zdania. Brak jakichkolwiek dysput okraszonych zacną oprawę merytoryczną (jedynie kilkunastu użytkowników trzyma fason). Jedyna zagrywka, w swej formie tania, zawiera jad i bezsensowne plucie na innych. Marne obelgi skierowane w stronę ludzi, którzy w futbolu osiągnęli bardzo dużo. Johan Cruyff. To on był jednym z ojców pewnej filozofii gry, która do dzisiaj jest wielbiona w Barcelonie i kopiowana przez kolejnych jej trenerów. Holender był też piłkarskim ojcem Guardioli. Nie tylko w chwili, gdy Pep grał na boisku. Dlaczego piszę akurat o trenerze Bayernu? Bo dla wielu z was Barcelona rozpoczęła się w chwili, kiedy na ławce zasiadł Pep. Skończyła się natomiast wraz z jego odejściem. Uważać się za kibica Barcelony nie znając jej historii? Współczuję. Dream Team I, pierwszy Puchar Europy. Znacie? Kojarzycie? "Boski" Johan. Tak, właśnie jemu, między innymi, to zawdzięczamy. Wtedy też narodziła się moja miłość do tego klubu. Ponad 20 lat. Cruyff jako piłkarz. Tą piękną historię znam z opowiadań. Ajax, Barcelona, Holandia. Wszędzie był gwiazdą, filarem, opoką. Można się nie zgadzać z jego wypowiedziami, można dyskutować, ale do diaska - nie operujcie takimi prostymi i chamskimi sformułowaniami. Lista "obrażanych" jest długa. Tito i Sandro są na czele. Dalej, ze stratą kilkuset kilometrów do liderów, część piłkarzy. Krytyka zawsze mile widziana, a kulturalna wymiana zdań oczekiwana z dziką rozkoszą. Dosyć mam natomiast wylewania przez wielu "kibiców" swoich wypocin, wymiocin i innych umysłowych fekaliów. Komentarz mój skierowany jest przede wszystkim w stronę administratorów. Ku zastanowieniu.

0

"Boski" Johan znany jest ze swoich radykalnych wypowiedzi, ale tym razem lekko przesadził. Nikt, podkreślam NIKT, nie jest w stanie przewidzieć jak będzie wyglądała współpraca na linii Messi - Neymar. Obaj są genialnymi zawodnikami i po części indywidualistami. Po części, gdyż o pomocy Argentyńczyka wobec innych graczy nie ma chyba się co rozpisywać. Świadczą o tym chociażby liczne asysty do swoich kolegów. Takich sytuacji była przecież gargantuiczna ilość. Szukanie na murawie Tello, Villi itp, itd. Gracz z Kraju Kawy urzekł mnie natomiast swoją grą podczas Pucharu Konfederacji. Pisałem już o tym wcześniej. Zacne bramki pominę. Chłopak gra pressingiem, a każdy jego powrót za piłką okraszony jest gniewem w oczach. Konieczność odzyskania futbolówki. Pomoc kolegom z innych formacji. Widzę to u Brazylijczyka i cholernie doceniam. Jeśli przeniesie takie zaangażowanie do Barcelony, to będę wniebowzięty. Mam nadzieję, iż pomiędzy nim a Messim pojawi się chemia. To będzie meritum przyszłego sezonu. Jeśli zaiskrzy, to drżyjcie narody. Jeśli nie, zaczną się kłopoty. Szczerze mówiąc w drugą opcję nie wierzę, choć pierwszej nie mogę być pewny w 100%. Pierwsze mecze rozstrzygną nasze dywagacje i podejrzenia. Nie rozumiem też wypowiedzi związanej z Valdesem. Przecież chłopak wielokrotnie mówił dlaczego chce odejść. Po co kolejne pytania. Chyba, że Holender chce je zadać w podziemiach budynku. Najlepiej z włączoną lampą skierowaną w oczy Victora. Nasz portero chce zmienić otoczenie, poznać inny kraj, kulturę i filozofię gry. Tak jak uczynił to Fabregas w Londynie. Wystarczy? Jak dla mnie w zupełności. Szukanie wszędzie teorii spiskowych i czarnych dziur "przysłuży" się tylko destabilizacji zespołu. Szanuję Cruyffa, pamiętam jak dyrygował Dumą Katalonii, ale niektóre wypowiedzi "trącają" jak dla mnie zawiścią wobec zarządu.

0

Odejście Dos Santosa z Barcelony będzie chyba najrozsądniejszą decyzją. Chłopak nie znajduje się w planach Tito i wątpię, aby coś mogło się w tej sprawie zmienić. Ponadto, nie oszukujmy się, w Dumie Katalonii jest kilku lepszych piłkarzy od niego. Wywalczenie sobie miejsca w wyjściowym składzie będzie dla Meksykanina heroicznym wyczynem, czymś z gatunku fantasy. Biorąc pod uwagę, iż nie jest on wcale takim młodym graczem, nadszedł już chyba czas na spakowanie walizek i zmianę otoczenia. Naiwne trzymanie się opcji, że kiedyś nadejdzie mój czas doprowadzi do tego, iż całą karierę piłkarską spędzi na trybunach lub na ławce rezerwowych. Jeśli mu to odpowiada, to "Pańska wola i skrzypce". Nie na tym chyba jednak polega gra w piłkę. Brak rozgrywania meczów, ale radość z bycia członkiem jednego z największych klubów na świecie. Nie takiej postawy oczekuję od profesjonalnych sportowców. Czekam na konkretne, męskie decyzje i... życzę wszystkiego najlepszego w nowym klubie.
P.S. Ci, którzy uważają, iż Dos Santos powinien grać więcej zadam pytanie: "Czyim kosztem"?. Zapewne przeczytam, iż wszystkiemu winien jest Tito.

0

Doceniam Valdesa oraz jego wkład w sukcesy Dumy Katalonii. XXI wiek bez dwóch zdań należy właśnie do naszego klubu, a Victor bez wątpienia był jednym z ojców sukcesu. Gabloty klubowe zapełniły się w tym czasie wieloma trofeami, a na wszystkich pucharach bez trudu można znaleźć odciski palców naszego podstawowego portero. To tyle jeśli chodzi o pochwały. Wszystkim tym, którzy uważają, iż nasz bramkarz jest słaby, polecam chwilę zadumy i zastanowienia nad samym sobą. Śmieszą mnie komentarze, które mówią o tym, iż Real ma Ikera, to my też musimy mieć wychowanka w bramce. Do diaska. Akurat pod względem wychowanków nie powinniśmy cierpieć na jakiekolwiek kompleksy. Chyba, że się mylę???
Ciemna strona księżyca. Jak zawsze. Decyzja Valdesa o odejściu. Po części ją rozumiem, ale sposób i czas ogłoszenia komunikatu był dla mnie dalece niestosowny. Dalsze postępowanie również. Gracz, który czuje się zmęczony, wypalony do ostatniej kosteczki i pragnący pooddychać nowym powietrzem nie powinien już dalej reprezentować klubu. "Chcę odejść, ale za rok". Telegraficzny skrót wypowiedzi Victora. Mnóstwo sprzeczności. Dla mnie niezrozumiałych. Z oficjalnym komunikatem też mógł się wstrzymać do zakończenie sezonu. Liczył on zapewne na to, iż potencjalne nowe zespoły zaczną wcześniej zarzucać na niego sieci. Póki co nie ma ruchu w interesie. Statki zostały w portach. Skoro nic się nie dzieje, to Valdes "łaskawym" tonem ogłasza, iż zostanie. Szopka, bynajmniej nie noworoczna. Podsumowując: Doceniam Valdesa. Za tyle niełatwych lat spędzonych w Barcelonie. To jednak nie zwalnia mnie z obowiązku postawienia mu potężnego "-" za historię związaną z jego odejściem.

0

Cochise
Prawdę rzeczesz. Nigdy nie lubiłem sformułowania "wypożyczenie". Klub podejmuje się takiego ruchu i co dalej? Piłkarz powróci po jakimś czasie, ale z przeświadczeniem, iż go tutaj nie chciano. "Coś zatem musi być ze mną nie tak" - rozmyśla skrycie zawodnik. Jak to wpływa na psychikę sportowca? Chyba nie muszę pisać. Rzadkim niezwykle obrazkiem jest sytuacja w której piłkarz wraca po, nie oszukujmy się, banicji i w mig staje się ważną personą klubu. Historia zna mało takich przypadków. Trzy nazwiska wymienione w artykule. Życzę chłopakom wszystkiego najlepszego, ale nie w naszym klubie. Bojan, jak sam mówi, wciąż dojrzewa do optymalnej formy, ale niektóre francuskie wina robią to szybciej. Etykietka z napisem "dobrze rokujący na przyszłość" znacznie już wyblakła. Ratunku dla niej i dla Bojana nie widzę. Cuenca. Szkoda mi chłopaka. Notoryczne kontuzje są zmorą dla każdego sportowca. Gdyby jakiś mag potężny chciał go dożywotnio wyleczyć, to Isaac byłyby obiecującym piłkarzem. W bajki jednak nie wierzę, podobnie jak i w cudowne ozdrowienie gracza Ajaxu. Na sam koniec Ibrahim Afellay. Z całej trójki jest to gracz najlepszy pod względem stricte piłkarskim. Niestety, on kompletnie nie nadaje się do Barcelony. Boję się, iż w innych wielkich klubach również by sobie nie poradził. Wszystko leży w sferze psychiki. Nie rozumiem tego. Chłopak w kadrze potrafi przeprowadzić zacny rajd i huknąć jak z armaty. Głowa podniesiona do góry i znajomość swojej wartości. W Dumie Katalonii natomiast widziałem w jego oczach jedynie strach. Odpowiedzialność za wynik. Tego Holender unikał jak ognia piekielnego. Nie wiem nawet dlaczego? "Bał" się słynniejszych kolegów? Przecież nikt by go nie ochrzanił za zmarnowanie okazji. Wszystkiego najlepszego chłopaki, ale tak jak pisałem wcześniej - waszą przyszłość widzę z dala od Barcelony.

0

Chciałbym, aby tym razem Złota Piłka trafiła w ręce Iniesty. Zaklinacz piłki, kontroler najwyższej jakości. No i ten sposób poruszania się po murawie. Balans ciała. Tak, jakby nie było nikogo z drużyny przeciwnej. Oglądanie Andresa to zaszczyt oraz zacny materiał poglądowy dla wszystkich adeptów futbolu. Jego akcje można oglądać w nieskończoność, co rusz wciskając stop klatkę. To powinno zostać docenione. Co w przyszłości? Jak zwykle jest ona niepewna, choć na horyzoncie pojawia się kolejny człowiek, który spróbuje podbić Europę. Neymar. Gracz z Kraju Kawy zaimponował mi swoją grą podczas meczów grupowych w Pucharze Konfederacji. Pomijam bramki. Jedna ładniejsza od drugiej. To nie wszystko. Chłopak pokazuje, iż jest zadziornym zawodnikiem. Przekonali się o tym chociażby Włosi. Nasz nowy nabytek biegał za nimi jak chart puszczony w pole po długim odpoczynku. Oczy pełne pozytywnej nienawiści i głodu odzyskania futbolówki. Tego się nie spodziewałem. "Przeniesienie" takiego zaangażowania do Barcelony wniesie dużo do zespołu. Pressing. Z tego byliśmy znani na całym świecie, choć w ubiegłym sezonie nie było to już naszym znakiem firmowym. Trzeba wrócić do korzeni. Obrona zaczyna się od ataku. Neymar udowodnił, iż rozumie to hasło i z chęcią podejmie się jego realizacji w klubie. Taką mam przynajmniej nadzieję. Na to oraz na chemię pomiędzy nim a Messim. Jeśli ta mieszanka wypali, to możemy być świadkami wyznaczenia nowej gałęzi na bogatym, futbolowym drzewie. Do pełni szczęścia będziemy potrzebować jeszcze Alexisa. Z taką formą, jaką prezentował pod koniec tegorocznego sezonu. Nie zapominam również o defensywie. Wzmocnienie tej formacji jest obligatoryjne. Nie mogę się już doczekać jakiś oficjalnych informacji. Bez odpowiednich wzmocnień w defensywie będzie ciężko o jakiekolwiek sukcesy. Może po turnieju w Brazylii coś się "ruszy"... Oby tak było.

0

Zacznę od tego, iż jestem niezmiernie ukontentowany z jego powrotu do futbolu. Pep Guardiola. Nie ma go już z nami, ale wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. Było - minęło. Nie ma sensu już do tego wracać. Pamiętajmy o sukcesach drużyny Guardioli na wieki, wieków amen, ale nie rozczulajmy się zbytnio. Świat nie stanął w miejscu. Ckliwi i zbytnio sentymentalni kibice nie zdejmą jeszcze długo z oczu opasek z nazwiskiem naszego byłego trenera. To błąd. Barcelona istniała na długo przed panowaniem Pepa i nic nie stoi na przeszkodzie, by istniała dalej po wsze czasy. Część z kibiców nie potrafi jednak przyjąć tego do świadomości, przyrównując wszystko i wszystkich do Guardioli. Teraz za sterami naszego okrętu stoi Tito, który pomimo wielu sztormów wokół siebie ma ode mnie duży kredyt zaufania na kolejny sezon. Wracając jednak do nowego trenera Bawarczyków. Życzę mu wszystkiego najlepszego na nowej, niemieckiej drodze życia. Chciałbym, aby zamknął gęby wszystkim krytykom, którzy uważali, iż bez niego Barcelona i tak zdobyłaby wszystko. Trudno o bardziej wierutne bzdury. Dużo sukcesów na krajowych boiskach i dojścia do finału w elitarnych rozgrywkach Ligi Mistrzów. Tam z kolei... no właśnie, chyba większość z nas o tym marzy. Rewanż za ubiegłoroczną klęskę. Finał Barcelona - Bayern. Pep i Tito. Póki co taki scenariusz istnieje tylko w sferze marzeń, ale... nie bójmy się ich.

0

Vicente del Bosque ma w życiu zawodowym praktycznie wszystko. Potężną wiedzę na temat futbolu, szczęście w eksplozji pewnej generacji oraz odpowiednie narzędzia w ręku do spełniania marzeń wszystkich Hiszpanów. XXI wiek naznaczony jest grą La Furia Roja. Trzy tytuły w najważniejszych imprezach reprezentacyjnych pod rząd robią wrażenie na wszystkich. Końca tej passy nie widać, o czym świadczą każde kolejne mecze i odprawianie rywali z kwitkiem. Kłopot bogactwa. Z tym też potrafi sobie poradzić trener Hiszpanii. Kilkudziesięciu zawodników palących się do gry. Villa, Silva, Martinez, Mata i Torres na ławce? Tam wszystko jest możliwe. Najlepsi piłkarze na świecie występujący pod jednym szyldem. W kolejce młodzi i niezwykle obiecujący zawodnicy: Thiago, Montoya, Tello, Isco i wielu, wielu innych. Neverending story. Totalna hegemonia. Wiem, że Mundial oraz Mistrzostwa Europy rządzą się swoimi prawami, ale ciężko jest na tę chwilę znaleźć godnego rywala dla La Furia Roja. Czy zastaniemy w przyszłym roku taką samą sytuację? Do diaska. Trudno powiedzieć. Gospodarze turnieju, Niemcy, Holandia, Włochy lub Argentyna wyjdą na ewentualną bitwę z Hiszpanią z pianą na ustach oraz okrzykiem: "Bij mistrza". Czy to im się uda? Będzie cholernie ciężko, ale w jednym spotkaniu można spodziewać się wszystkiego. Tymczasem cieszmy się ich grą oraz drużyną, której najważniejszym ogniwem są piłkarze Dumy Katalonii. Ośmiu zawodników w wyjściowej jedenastce. To musi i robi wrażenie. Znakomity we wczorajszym spotkaniu Alba oraz zaklinacz piłki - Iniesta. Bardzo dobry występ Valdesa. Ręce same składają się do oklasków. Teraz mecz z Italią, która zawsze jest groźna. Ponadto chęć rewanżu za ubiegłoroczny finał podczas Mistrzostw Starego Kontynentu brzmi niezwykle kusząco. Co na to gracze z Hiszpanii? Oni wszystkie wątpliwości rozstrzygają na murawie. Tam i tylko tam.

0

Cochise
Dariusz Szpakowski to jeden z najgrubszych i najstarszych korzeni wijących się pod budynkami zasłużonej telewizji publicznej. Na temat jego błędów, lapsusów i potknięć mogłaby powstać jakaś zacna praca doktorska. Kwerenda o szerokim spektrum poszukiwań i opasłe tomy gotowe. Jednego natomiast nigdy mu nie daruję. Mecz Barcelony na Camp Nou, a on zaczyna: "Witam ze słynnego stadionu Santiago Bernabeu". Potknięć było wiele, mylenie zawodników notorycznym się stało, ale taki brak znajomości tematu? Przecież to są podstawy. To tak jakby pomylić ze sobą dwa kultowe obiekty - Wembley z Maracaną. Nawet tak doświadczony dziennikarz nie powinien zapominać o wcześniejszym przygotowaniu się do meczu. Widocznie on nie musi. Nikt go przecież nie ruszy z tego towarzystwa wzajemnej adoracji.

0

Italia bardzo rzadko składała broń bez wcześniejszej walki. To ekipa wielkich wojowników i choć w składzie nie ma jakiejś wielkiej konstelacji gwiazd, to potrafią stworzyć potężny monolit. Pominę nawet ubiegłoroczny finał na Starym Kontynencie. Włosi, wyniszczeni półfinałową batalią z Niemcami, nie potrafili wykrzesać już sił na mecz z La Furia Roja. Na dodatek kontuzje w trakcie spotkania "zabiły" całą taktykę trenera. Przecież oni kończyli mecz w niepełnym składzie. Hiszpania z kolei zagrała najlepszy mecz w turnieju. Nigdy nie kibicowałem Włochom, ale dla mnie byli bohaterami podczas występów na boiskach Polski i Ukrainy. Ciekawe jak sobie poradzą podczas przyszłorocznych Mistrzostw Świata. Znowu zaliczani będą do faworytów turnieju. Z pewnością są drużyną turniejową. To duży "+". Tego brakuje z kolej piłkarzom Holandii. "Pomarańczowi" grają widowiskowo, ale w kluczowych momentach brakuje im jedności. Kiedyś z takim samym problemem walczyła reprezentacja Hiszpanii. XXI wiek pokazał jednak, iż problem został zakopany głęboko w ziemię a na dodatek dociśnięty ciężkim butem.

0

Brazylia przed każdymi Mistrzostwami Świata stawiana była niemalże z "urzędu" w roli faworyta. W przyszłym roku będzie ponownie. Bycie gospodarzem turnieju ma wiele pozytywów, chociażby efekt własnych ścian, tłumy fanatycznych kibiców lub bardziej przychylne oczy arbitrów. To jednak nie wszystko. Nie grasz w eliminacjach, dzięki czemu drużyna staje się bardziej "zagadkową" dla rywali. Trudniej ją rozpracować, bo mecze towarzyskie całej prawdy z pewnością nie zdradzą. Puchar Konfederacji, czyli pierwszy poważny sprawdzian graczy z Kraju Kawy od dłuższego czasu. Póki co gospodarze turnieju mają na koncie same zwycięstwa, a zew gry w finale wzywa do siebie coraz mocniej. Brazylia znów gra radosny futbol. Owszem, czasem jest to niefrasobliwe, ale z tego w końcu Brazylia słynie. Na sam koniec trochę naszej katalońskiej prywaty. Neymar. Do diaska. Pomijam już gole, co jeden to piękniejszy. Ten chłopak pokazał wczoraj lwi pazur. Zadziorność i taka pozytywna złośliwość. Zaimponował mi wczoraj okrutnie. Wracał do defensywy i to nie tylko z trenerskiego przymusu. On miał w oczach gniew. Jak najszybciej odzyskać piłkę. Pressing. Brzmi znajomo? Z tego słynęła Barcelona. W ubiegłym roku ten element popadł, nie wiedzieć czemu, w niełaskę. Błąd. Gargantuiczny na dodatek. Jeśli Neymar przeniesie taką waleczność do Barcelony, to... nawet nie chcę zapeszać. Jeśli dojdzie do tego chemia pomiędzy nim a Messim, to... znowu nie chcę zapeszać. Mamy sporo rachunków do wyrównania. Jeśli powyższe założenia znajdą swoje potwierdzenie na murawie, to drżyjcie narody.

0

KingLeonidas, sojerrrr
Dziękuję za miłe słowa. Muszę przyznać, iż pomysł zamieszczania artykułów przez użytkowników tej zacnej strony przypadł mi niezmiernie do gustu. Z miejsca ułożyłem sobie wczoraj listę osób, których teksty chciałbym przeczytać z "dziką rozkoszą". Bez zbędnych kurtuazji, szczerze do bólu i z kolejnością przypadkową. Z kartki przepisuję zatem "żywcem": Geble, Constantine16, KingLeonidas, sojerrrr, Buzinga (choć chłopak ostatnio nam niestety zniknął) i Cochise, który debiut miał niezwykle udany. Tak na dobry początek. Pozdrawiam serdecznie.

0

Jeden z klasyków powiedział, iż: "Każdy ma swojego Boga". Póki co mamy jasny i czytelny przekaz Tito. Thiago Silva. Nikt inny. Kierunek Brazylia, drogowskaz na Paryż. Wszystko w rękach zarządu. Nie będzie to łatwy transfer do realizacji, ale jeśli się uda, to ukłonię się w pas. Mantra. Powtarzałem to od ostatniego gwizdka arbitra w tegorocznym sezonie. Nie byłem sam. Wszyscy żądali od władz Dumy Katalonii sprowadzenia klasowego obrońcy. Ta formacja doprowadzała nas ostatnio do łez. Słaba forma zmieszana z pechem. Z takich składników za nic na świecie nie otrzymasz zacnej potrawy. Kontuzje Puyola, Adriano, Mascherano, sinusoidalna forma Pique, brak zaufania do Bartry, obniżka formy Alvesa oraz choroba Abidala. Telegraficzny skrót. Nie ma sensu się dłużej rozpisywać. Na ten temat wypowiadałem się już wielokrotnie. Nie tylko ja. Opasłe tomy mogłyby z tego powstać. Praca zbiorowa pod redakcją... redakcji. Gracz z kraju Kawy, nawiązując do Gombrowicza i jego powieści "Ferdydurke", wielkim piłkarzem jest. Być może najlepszym na swojej pozycji. Grzechem byłoby nie skusić takiego grajka do reprezentowania barw naszego klubu. Trzeba przynajmniej spróbować, by móc potem powiedzieć: "Zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy". Czy się uda? Nie wiem. Chłopak zarabia w Paryżu dużo. Tutaj musiałby zapewne zrezygnować z tylu "kokosów". Czy się zgodzi? Do diaska. Znów muszę odpowiedzieć zdawkowo - nie wiem. Chciałbym go jednak zobaczyć w naszym klubie. Jestem pewien, iż mając Silvę obok siebie na wyższy poziom wskoczyłby od razu Pique, który potrzebuje "wodza" przy boku. Razem mogliby stworzyć duet nie do przejścia. W odwodzie Puyol, Mascherano, Bartra, a w razie strasznego kataklizmu (oby takowego nie było) Song lub Sergio. Zróbmy wszystko, by ściągnąć bohatera artykułu i zacznijmy sezon. Mamy przecież kilka rachunków do wyrównania.

0

Całe nieszczęście Tito nie rozpoczęło się wraz z kupnem biletu do Nowego Jorku oraz nie zakończyło się wraz z powrotem do domu. Choroba trenera. Cios dla niego, rodziny oraz podopiecznych. Nie jesteś wtedy z drużyną. Bynajmniej nie całym swoim "jestestwem". Nie wmówicie mi tego. Jesteś z samym sobą oraz z bliskimi. Jak mogę myśleć o zestawieniu składu na przyszłe mecze, skoro za tydzień lub dwa może mnie już nie być na świecie. Nowinki technologiczne? Nie żartujcie sobie. One, owszem, mogą trochę pomóc, ale nie zastąpią wspólnego przebywania z zawodnikami. Jednoczesne oddychanie katalońskim powietrzem, śmiech, przeklinanie. Razem, a nie po kablach i złączach internetowych. To był ciężki rok dla trenera. Nie było spokoju i stabilizacji. Dzisiaj jestem z wami, ale jutro będę zmuszony wyjechać. Mętlik w głowie i niepewność przyszłych dni. Zmęczenie powoduje błędy. Każdy trener je popełnia (choć fanatycy Pepa powiedzą, iż on takowych nie czynił). W tym przypadku potrafię wybaczyć. Udało nam się przecież odzyskać mistrzostwo kraju i to z rekordową przewagą nad drugim zespołem. Półfinały w Lidze Mistrzów oraz Pucharze Króla również nie są hańbą. Lanie od Bawarczyków było potrzebnym prysznicem. Zimnym, ale uczącym pokory. Dobrą lekcją na przyszłość. Zdania nie zmienię. Cieszę się, że Tito zostaje z nami na kolejny rok. Zasługuje na to. Przy tylu problemach osobistych obrzucanie go błotem lub wyzywanie od najgorszych jest przejawem chamstwa i cynizmu. Dajcie mu przepracować cały rok. Oby tylko nie wróciły problemy ze zdrowiem. Mając świadomość, iż wszystko jest w porządku, trener skupi się w 100% na pracy z zespołem. Wtedy, po całym sezonie, ocenimy jego pracę, choć pewnie ci, którzy wylewają na jego głowę pomyje wszelakie, zdania nie zmienią. Nowy, świecki stereotyp - co by się nie działo, to i tak winę ponosi Tito oraz Rosell.

0

Cochise
Nieżyjący mistrz pióra i mój guru po wsze czasy - Ryszard Kapuściński powiedział w jednym z wywiadów, iż współczesny Homo Sapiens nie potrafi się skupić na jednej czynności zbyt długo. Jest to zapewne odpowiedź na pytanie: "Kto to do cholery przeczyta?". Cenię sobie wysoko wszelkie potężne felietony, które piszą redaktorzy tej zacnej strony. Dogłębny tekst, kwerendy wszelakie oraz ważne problemy związane z naszym klubem - to lubię. Mam już serdecznie dosyć zbyt dużej dawki plotek i ploteczek transferowych, które rzadko kiedy mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Gdyby to wszystko podsumować, w Dumie Katalonii grałoby kilkudziesięciu zawodników, a o jedną pozycję toczyłaby się rywalizacja pomiędzy kilkoma zawodnikami. Opasłe i "pyszne" artykuły Challengera, Eoren lub Iceman'a są zatem niezwykle jasno świecącym światłem w tunelu. Uwielbiam je czytać i wrzucać kilka swoich groszy lub też kamyków do ogródka. Czy mi to wychodzi, czy nie - nie wiem. Mam jednak nadzieję, iż znajdzie się kilka osób, które czytają moje długie komentarze. Pozdrawiam.

0

Constantine16
Lak do pieczęci rozgrzany niemal do czerwoności. Przykładam go pod Twój komentarz i podpis składam z wielką radością. Ze swojej strony po raz kolejny zapytam te osoby, które z wrzaskiem przeraźliwym chciały sprzedać połowę naszej ekipy. Zaraz po sromotnej porażce z Bayernem. Teraz nie potrafią nawet wymienić kilku nazwisk. Wszystko się zazębia, a rzucanie pustych haseł bez jakiejkolwiek merytorycznej uczty doprowadza mnie już do rozpaczy i późniejszego szału. Dzięki za komentarz.
Pozdrawiam z tego samego okopu.

0

W dalszym ciągu trwa podsycanie ognia pod stosem przeznaczonym dla Tito i Rosella. Zlot czarownic przybrał już gargantuiczne rozmiary, wszyscy chcą krwi tych dwóch panów. Jak słyszę, iż Sandro zniszczył ideę, która brzmi: "Więcej niż klub", to po prostu chce mi się śmiać. Proszę, wytłumaczcie mi dlaczego Barcelona ma mieć wyłączność na ten slogan? Od ponad 20 lat jestem z tym klubem, ale nigdy nie użyłem tego hasła. Nie rozumiem dlaczego akurat my. Podajcie mi kilka powodów, oświećcie mnie. Nie piszcie o koszulkach, które przez "wieki" były nieskalane. Czyste, puste i romantycznie piękne. Tak. W tym punkcie zgodzę się z dziką rozkoszą. Koleżanki i koledzy - co dalej? Przecież takie hasło może sobie wyryć przed budynkiem klubowym zespół z Bilbao. Za wieloletnie wewnętrzne transfery. Jedyny klub na świecie. Amsterdam też może pokusić się o przywłaszczenie takiego sloganu. Chociażby za ogromną kuźnię talentów i setki uzdolnionych dzieci, które stanowiły potem o sile wielu europejskich zespołów. Dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie. Każdy niemalże klub odnajdzie w swojej historii jakieś szczegóły, które pozwolą mu używać zwrotu "Więcej niż klub". Poprawcie mnie, jeśli się mylę.
P.S. Wyrzucić Rosella na zbity pysk. Chcemy powrotu Laporty. Niedawno jeden z użytkowników napisał, iż za poprzedniego prezesa były "przekręty", ale nie niszczono hasła "Więcej niż klub". Zmieszanie w jednym zdaniu tych dwóch sformułowań? Paranoja. Często czytam komentarze w takim dziwnym klimacie. "Może nie było uczciwie, ale sukcesy były", "klub popadł w długi, ale sukcesy były", "może biegali z lornetkami za piłkarzami, ale sukcesy były". Przypomina mi to pewną epokę w naszym kraju. Obaj prezesi mają swoje grzechy. Całej prawdy nie poznamy nigdy. Chyba, że przemówią ściany klubowych budynków.

0

Constantine16
Trener musi odejść, bo tak zadecydował lud. Ja się z tym jednak nie zgadzam i wszelkim owczym pędom będę na wieki wieków przeciwny. Ta ciągła i monotonna krytyka oraz obwinianie Tito za wszystko i za wszystkich jest jak sen wariata. Każdy ma prawo do wyrażania swoich opinii. Święte słowa, ale nie przesadzajmy. Granice istnieją. Nawet jak są niewidoczne. Krytykę okraszoną merytoryczną ucztą przeczytam. Zgodzę się z nią lub nie. Nie potępię jej jednak. Tekstów typu: "Tito ma chyba raka mózgu" nie zaakceptuję. Liczę, że administratorzy tej strony również. Wczoraj pisałem o porażce z Bawarczykami. Stało się. Solidna lekcja na przyszłość. Pamiętasz setki komentarzy, iż należy sprzedać połowę drużyny? Zadałem pytanie (rzucone praktycznie w próżnię) - wymieńcie konkretne nazwiska? Nie uzyskałem satysfakcjonujących mnie odpowiedzi. Zobacz co się dzieje, odchodzi Abidal - źle, pojawiają się informacje o opuszczeniu zespołu przez Thiago lub El Guaje - bardzo źle. To kogo, do diaska, miały na myśli te osoby, które chciały prawdziwej czystki? Nie sądzę, żeby chodziło im o Iniestę, Messiego, Sergio, Puyola lub Albę... Najłatwiej jest zatem rzucić puste hasło, a potem zamilknąć z konkretnymi przykładami. Tak ma wyglądać radykalizm, któremu zawsze byłem przeciwny? Nie sądzę. Co zatem pozostaje tym ludziom? Obarczyć winą naszego trenera. Tak jest najłatwiej. Niestety.
Pozdrawiam.

0

Zapomniałem dodać. Gratulacje dla autora tekstu. Przyłączam się do opinii koleżanek i kolegów - większa ilość felietonów wychodząca spod piór (klawiatur) użytkowników tej zacnej strony mile widziana.
Cochise
Dziękuję za nawiązanie do twórczości jednego z moich ulubionych pisarzy. "Wieki" temu pisałem o nim i o jego twórczości pracę magisterską. "Proces" jako powieść niedokończona. Czy widzisz w tym jakąś analogię do sytuacji z Abidalem?

0

Zacznę od banalnego stwierdzenia, iż odejście Abidala z Dumy Katalonii nie jest łatwym tematem. Długo jeszcze na szalach Temidy będą toczyły się kłótnie i wzajemne przyciąganie na swoją stronę. Kwestie moralne i czysto sportowe. Więcej niż klub lub racjonalna opinia lekarzy. W samym centrum zimnej wojny bohater kibiców. Nie tylko tych z Katalonii. Abidal wygrał walkę z ponurą chorobą. Wiem, że takie boje wygrywa wielu. Tyle też osób przegrywa. Jemu się udało. To jest najważniejsze. Nie dalsze występy w Barcelonie lub pod nowym sztandarem. Takie rzeczy schodzą na drugi plan. To samo przeżywał Tito, jakże inaczej traktowany przez część kibiców piszących na tej zacnej stronie. Szkoda.
"Debiut" Francuza. Spokój i pełna kontrola nad grą. Tak, jakby nic się wcześniej nie wydarzyło. Dłuższa przerwa urlopowa. Potem pierwsze, niepewne informacje. Eric nie jest w stanie grać na pełnych obrotach co kilka dni. Szok. Zakończenie sezonu i wiadomość urbi et orbi: Eric Abidal odchodzi z drużyny. Łzy kibiców, kolegów z szatni, pamiątkowy dyplom, szpaler i koniec pewnej historii. Bogatej, pięknej, a zarazem naznaczonej trudnymi i krętymi drogami. Nie była to krystalicznie piękna opowieść. Zawierała jedną, ale za to potężną "skazę" - ciężką chorobę.
Wciąż nie potrafię wydać wyroku w tej kwestii. Za mało wiem. Ze śmiechem czytam komentarze, iż za wszystko odpowiada Sandro i Tito - dwóch szarlatanów wcielonych. Piąta kolumna wyimaginowanego wroga. Nie wolno tak tego spłaszczać. To są trudne tematy, których nie da się porównać z sytuacją, kiedy sprzedaje się zawodnika, bo... strzelił pięć bramek w sezonie.
Życzę Francuzowi wszystkiego najlepszego w nowym klubie. Dziękuję jednocześnie za wszystkie mecze w barwach naszego klubu. W życiu piękne są tylko chwile, a dzięki niemu tych chwil było znacznie więcej.

0

FCBandOL
Podano mi nazwiska po zadaniu przeze mnie pytania. Część z tych osób (dzięki za propozycje) zaznaczyła, iż nie chciała sprzedaży połowy zawodników. Czekam zatem na osobę, która otwarcie napisze: "Tak, chciałem prawdziwej czystki w zespole", a następnie rzuci mi kilkoma nazwiskami. Nie mieszałbym do tego graczy wypożyczonych. Oni nie uczestniczyli w porażkach z Bayernem. Reasumując: Najłatwiej jest rzucić hasło, trudniej natomiast jest podać przykłady. Nie dwa lub trzy. Ludzie żądali sprzedaży POŁOWY zespołu. Mam nadzieję, że w miarę jasno napisałem. Pozdrawiam.

0

Póki co trafiłem dwa nazwiska. Doszliśmy do takiej sytuacji, że ludzie chcą "czystki" w zespole, a każda ewentualna sprzedaż zawodnika jest tu mocno negowana. Odszedł Eric - źle. Kolejni gracze? Służę. Thiago? Fatalnie, Villa? Tylko nie on, Alves? Pół na pół. To kogo chcą sprzedać w końcu krzykacze? Iniestę, Sergio, Albę lub Messiego? Nie żartujmy sobie. Nie rozumiem tej niekonsekwencji w wypowiedziach. Wracam zatem do pytania: Jakie konkretne nazwiska macie na myśli? Śmiało i bez owczego pędu. To nie jest łatwe zadanie, ale skoro jesteście zwolennikami radykalizmu, to z miejsca powinniście mnie zarzucić konkretnymi personaliami. Nie kieruję tego, rzecz jasna, do Ciebie. Pozdrawiam.

0

Po sromotnych porażkach z Bawarczykami nastąpił na tej zacnej stronie nalot krzykaczy, którzy chcieli sprzedać PÓŁ drużyny, wyrzucić trenera na zbity pysk, a zarząd z Rosellem na czele spalić na stosie. Zakończył się sezon i rozpoczął się ruch transferowy. Pierwszym, który odszedł został Abidal. To zła wiadomość - takie pojawiały się najczęściej komentarze (użyłem delikatnej formy. Przeważnie padały mocniejsze słowa). Kolejnym w kolejce wydaje się być (niestety) Thiago. Jak widać opinie są zbliżone do tych związanych z odejściem Francuza. Zawsze podkreślałem, iż nie jestem zwolennikiem radykalizmu i działania pod wpływem emocji. Mam zatem pytanie do tych osób, które chciały wielkich zmian personalnych. Jakie nazwiska macie na myśli? Konkretnie i bez owijania w bawełnę. Ja bym nie potrafił dokonać takiego wyboru i obawiam się, iż nie uzyskam odpowiedzi na zadane pytanie. Najlepiej jest jednak wykrzyczeć w przypływie złości: "sprzedajmy PÓŁ drużyny". Miłość do wychowanków i piłkarzy, którzy doprowadzili nas na sam szczyt zawiodła nas w "pułapkę". Ja w nią po części wpadłem. Dlatego też nie potrafię podać konkretnych nazwisk do "odstrzału". Liczę jednak, iż ci, którzy krzyczeli najgłośniej rzucą kilka propozycji (domyślam się trzech zawodników. Nijak to się jednak ma do proponowanego przez krzykaczy radykalizmu). Coś czuję, iż usłyszę jedynie ciszę. No może za wyjątkiem naszego trenera. Do tego już się jednak przyzwyczaiłem.

0

Dobrze, że nie czytał niektórych wypowiedzi ukazujących się na tej zacnej stronie. Pisane w owczym pędzie krzywdzące opinie, na dodatek "okraszone" rynsztokowym słownictwem. Każdy, powtarzam KAŻDY, zawodnik ma gorsze chwile w sezonie. To jednak, moim skromnym zdaniem, nie powinno zwalniać kibiców od wspierania zawodnika. Kilka słabych meczów i bach - sprzedać lekką ręką Fabregasa. W tym sezonie "dostało" się tak niemal wszystkim piłkarzom Dumy Katalonii. Zdobyli oni bowiem TYLKO mistrzostwo kraju i to przy rekordowej przewadze punktowej nad drugim w tabeli zespołem. Cesc tymczasem, pomimo skomplikowanej sytuacji związanej z brakiem stałego "przydziału" pozycji na murawie, osiągnął bardzo dobre statystyki końcowe. Uplasowały go one na drugim miejscu w drużynie. Właściwie na pierwszym, bo Messi powinien być traktowany w kategoriach nadludzkich. Były gracz Arsenalu już wkrótce zasiądzie na fotelu głównego reżysera. To on (mam nadzieję, że do spółki z Thiago) będzie dzielić i rządzić w Dumie Katalonii. Rytm i tempo rozgrywania akcji. Za to właśnie będzie odpowiedzialny Fabs. Robił to w Londynie i wychodziło mu to bardzo dobrze. Powoli zbliżamy się do emerytury Xaviego. Już niedługo buława generalska będzie wolna. Kolejnym do jej otrzymania powinien być właśnie bohater artykułu. Szczerze mówiąc innej opcji nie widzę. Będąc pewnym swojej pozycji w zespole, zobaczycie de facto prawdziwe oblicze chłopaka. Pamiętacie współpracę z Messim, a pod koniec sezonu z Alexisem? Moc. Oj, będzie tego więcej. Jestem o tym przekonany.
P.S. Nie byłem zwolennikiem jego transferu - powrotu. Przyznaję się bez bicia. Dobrze, że się myliłem... Głowa i popiół.

0

Coraz częściej wszelkie informacje związane z naszym kapitanem dotyczą tylko i wyłącznie kontuzji. Carles Puyol. Symbol zespołu. Serce Dumy Katalonii. Wielki gracz, który dla futbolu mógłby poświęcić niemalże wszystko. Tytan pracy i poświęcenia. Facet, który nigdy nie odstawiał nogi, walcząc do upadłego o każdą piłkę. Z czym mi się najbardziej kojarzy? Mecze, w których Barcelona prowadziła wysoko i nagle traciła bramkę bez "znaczenia" dla końcowego wyniku. Nasz kapitan zachowuje się jednak tak, jakbyśmy właśnie stracili gola decydującego niemalże o utracie mistrzostwa. Gniew. Mogłem zagrać lepiej. Wszyscy mogliśmy. Piękny widok. Tarzana doceniają kibice praktycznie na całym świecie. Chłopak nie lubi żalić się przed kamerami, nie "obgaduje" innych drużyn. Wszystkich wyjaśnień szuka na murawie. Tam i tylko tam. Scena z zapalniczką. Reakcja Pique, a potem kapitana Dumy Katalonii. Gladiatorzy nie mają czasu na takie drobiazgi. Zemsta nastąpi na zielonej murawie, ale zgodnie z zasadami fair play. Cały Puyol. Każda jego kontuzja jest szpilką wbijaną w serca kibiców Barcelony. Niestety, tych szpilek jest coraz więcej. Zmierzch tytana. Pamiętam jego debiut. Niedługo buty zawisną na kołku. Chciałbym, aby tacy zawodnicy jak on grali wiecznie. Maldini, Raul, Puyol i kilku innych (wybaczcie, że bez konkretnych nazwisk). Dawni i wciąż grający romantycy piłki nożnej. Szkoda, że w niektórych przypadkach nie da się zatrzymać czasu. Banalne życzenie, ale w przypadku Carlesa jak najbardziej prawdziwe. Wracaj chłopie do zdrowia i na boisko. Drużyna potrzebuje takich graczy. Najpierw jako mentorów na murawie, a potem już w szatni.

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: