0

Chudini
Nie przesadzaj. Podsumowując cały sezon Fabsa w Dumie Katalonii oraz patrząc na jego statystyki mogę śmiało powiedzieć, iż jest to dobry rok dla byłego kanoniera. Ja wiem, iż istnieją małe i duże kłamstwa oraz... statystyki, ale patrząc na sumę asyst i bramek Cesc plasuje się na drugim miejscu w zespole. To nie wszystko. Chłopak znajduje się w wyjątkowo niewdzięcznej sytuacji. Jest on jednym z niewielu graczy bez konkretnego przydziału. Ma prawo czuć się zdezorientowanym. To nie wpływa dobrze na grę. Przy Xavim oraz Inieście trudno pełnić rolę pierwszego reżysera drużyny. Do tego jest on jednak stworzony, a (nie ukrywajmy) musi grzecznie czekać, aż główny generał złoży swoją buławę. Co czeka Fabsa do tego momentu? Pogra trochę w pomocy, potem zostanie przesunięty na (sic!) środek ataku. To nie jest jednak jego bajka. Były gracz Arsenalu ma potężne zadatki na lidera drużyny. Taką rolę pełnił w Londynie. Tutaj, w Barcelonie, został sprowadzony na ziemię. Stał się jednym z wielu. Daj mu jednak trochę czasu. Emerytura Xaviego jest nieunikniona. Wtedy zobaczysz prawdziwego Cesca. Nie napastnika, ale typowego lidera środka pola. Mózg Barcelony. Przypomnij sobie dwójkowe akcje Messiego z bohaterem "artykułu". Jeszcze nie raz, mam nadzieję, będziemy bić brawo po ich zagraniach.
Pozdrawiam.
P.S. Szanowna redakcjo. Czy wszystkie te idiotyczne plotki transferowe muszą być zamieszczane na tej zacnej stronie? Ile z tych śmiesznych wróżb się sprawdziło?

0

Do diaska. Gabriel Batistuta to moje niespełnione marzenie transferowe numer jeden. Argentyńczyk był prawdziwym sępem pola karnego. Kiedy grał we włoskiej Fiorentinie, to zawsze po cichu liczyłem, iż w końcu przywdzieje naszą koszulkę. Niestety, Batigol wybrał Romę, z którą zdobył później mistrzostwo Italii. Wielki napastnik, być może jeden z najlepszych w historii. Ech. Dawnych wspomnień czar. Plakaty na ścianie etc. "To właśnie jest futbol, mało w nim logiki" - słowa jak najbardziej prawdziwe. Za to jednak kochamy ten sport. Nie zawsze wygrywa najlepszy.

0

Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę Brazylijczyka w koszulce Dumy Katalonii. Na dodatek przed budynkiem klubowym lub podczas prezentacji na stadionie. Codzienne informacje związane z Neymarem wychodzą mi już bokiem. Transfer Fabsa z Arsenalu, a teraz powtórka z rozrywki. Niekończąca się opowieść, którą śmiało można zakwalifikować w szeregi nudnej telenoweli. Mam tylko nadzieję, że nasz prezes bardzo poważnie podejdzie również do sprawy związanej z kupnem klasowego stopera. Nawet dwóch. To jest, koleżanki i koledzy, nasz priorytet. Jeśli klub wyłoży ogromne pieniądze na bohatera artykułu, a potem będzie zmuszony do oszczędności - wpadnę w szał. Nie chcę jakiegoś nieznanego, ale rzekomo "obiecującego" obrońcy. Nam jest potrzebny stoper z krwi i kości. Z nazwiskiem. Młody, ale z doświadczeniem na arenie międzynarodowej. To powinien być główny punkt programu na biurku głównego księgowego klubu. Jeśli znajdą się fundusze na dwóch defensorów, to będę wniebowzięty. Potem można ewentualnie pomyśleć o kupnie piłkarzy z innych formacji (może z pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży kilku zawodników). Chcecie oglądać w przyszłym sezonie Songa, Mascherano lub Sergio na pozycji ostatniej instancji przed bramkarzem? No właśnie. Ja mam dosyć takich eksperymentów. Linia ataku to nasz najmniejszy problem. Pożyjemy - zobaczymy. Lato zapowiada się gorące. Nie wiem jaka będzie pogoda za oknem w tym okresie, ale w budynku klubowym będzie z pewnością gorąco. Nic to. Otwieramy jutro szampany z okazji zdobycia mistrzostwa kraju? Mam nadzieję, że tak.

0

Dzisiaj Neymar pozostaje w swoim kraju, jutro przejdzie do Barcelony, w niedzielę dowiemy się, iż wciąż się waha, a w poniedziałek dostaniemy kolejną wyssaną z palca informację, iż chłopak otrzymał intratną propozycję od innego klubu. Wszystko to okraszone wypowiedziami przedstawicieli zainteresowanych klubów, rodziny, managerów i samego piłkarza. Do diaska. Myślałem, że po sadze związanej z transferem Cesca media wszelakie dadzą nam więcej czasu na odpoczynek. Relaks od nudnej telenoweli. Nic z tego. Jesteśmy codzienne zalewani stertą niepotrzebnych domysłów i wyimaginowanych ustaleń. Chyba tylko spokój może nas uratować. Neymar, Rooney, Kun... główny księgowy Dumy Katalonii zalewa się pewnie łzami ze śmiechu. Naprawdę, nie wiem po co i czemu mają służyć takie informacje. Czekam na kolejny potężny felieton, który poruszy ważne tematy związane z Dumą Katalonii. Plotki, ploteczki oraz wróżby transferowe powinny być odłożone głęboko do szafy. Zwłaszcza, iż w niedzielę, w stolicy Hiszpanii, możemy zapewnić sobie czwarty mistrzowski tytuł na przestrzeni pięciu ostatnich lat. To jest temat.

0

Do diaska. Chłopak jest świetnym grajkiem, ale czy potrzebnym Dumie Katalonii? Śmiem wątpić. Rooney ewoluuje, stając się z każdym kolejnym sezonem coraz bardziej uniwersalnym piłkarzem. Anglik nie jest już nakierowany tylko i wyłącznie na strzelanie bramek. Potrafi wziąć się za rozegranie piłki oraz wrócić na swoją połowę i pomóc partnerom z defensywy. Pytań z wiązanych z tym potencjalnym transferem jest jednak kilka. Po pierwsze: Miłość do Neymara. Brazylijczyk, jak widać i słychać każdego dnia, jest jednym z marzeń Tito. Chłopak zapewne w końcu przywdzieje koszulkę Barcelony. To będzie drogi transfer. Mamy (hipotetycznie) Neymara i w tym samym momencie wąż w kieszeni naszego prezesa szeroko rozdziawi swą paszczę. Dwóch nowych napastników? Wszystko pięknie i ślicznie, tylko… pytanie numer dwa: Czy wystarczy pieniędzy na kupno jednego lub najlepiej dwóch klasowych obrońców? Pewnie nie. To jest jednak, moim skromnym zdaniem, priorytet na przyszły sezon. Niech zarząd odwróci kolejność i najpierw pomyśli o obrońcach. Jeśli wystarczy środków finansowych, to wtedy wzmocnijmy atak. Zwłaszcza, iż nie wygląda on tak katastrofalnie. Co innego nasza defensywa. Zmora tegorocznego sezonu. Puyolowi, ku mojej rozpaczy, wiosen nie ubędzie. Niejasna sytuacja z Abidalem i Adriano też spędza mi sen z powiek. Pique gra nierówno, a Bartra nie nabędzie doświadczenia siedząc na trybunach. Jednoczesny transfer Neymara i Rooneya to nic innego jak powrót do utopijnej filozofii sprzed lat. „Najwyżej będziemy wygrywać 6:4” – mroczne hasło, które nie przyniosło pożądanych efektów. Mam już dosyć patrzenia na sytuacje, w których gracze z innych formacji przepychani są na siłę ku obronie. Sergio, Song i Mascherano. Ich miejsce jest gdzie indziej. Transferowi Anglika do Barcelony mówię zatem kategoryczne „nie”. Są rzeczy ważne i ważniejsze.

0

Myślisz o graczu uniwersalnym i od razu na myśl przychodzi Adriano. Niestety, zawsze istnieje jakaś ciemna strona księżyca. W przypadku Brazylijczyka są to liczne kontuzje. Najgorsza zmora i przekleństwo każdego sportowca. W tym sezonie jest podobnie. Gracz z Kraju Kawy raz gra, a raz przebywa u medyków wszelakich. Szkoda, bo chłopak wnosi de facto do zespołu bardzo dużo. Pomijam jego epizodyczne występy w roli stopera. To nie jest jego bajka, a zarazem jest to przestroga i znak dla trenera. Kupno jednego lub dwóch stoperów z prawdziwego zdarzenia. Nie chcę już powtórki z rozrywki i zmieniania (na siłę i z musu) zawodnikom ich nominalnych pozycji. Adriano nie jest i nie będzie ostatnią instancją przed bramkarzem. To samo dotyczy się Songa lub Sergio. Ich miejsce na murawie jest zupełnie gdzie indziej. Adriano w bocznych sektorach boiska jest mocny. Może grać w obronie, pomocy, a nawet w ataku. Tacy gracze są wyjątkowym skarbem w szkatule trenera. Boję się natomiast jednego. Po nieudanych podbojach europejskich boisk rozpoczyna się w klubie polowanie na czarownice. Wszystko pięknie i ślicznie, ale... no właśnie. Najpierw Abidal, a teraz Adriano. Na czarną listę zostaną zapewne niedługo wpisani tacy gracze jak: Sanchez (chciałbym, aby został. Mam do chłopaka okrutną słabość), Song, El Guaje lub Alves. Nie muszę chyba pisać co ich wszystkich łączy i kogo na tej liście nie ma? Nic to. Tegoroczne lato z pewnością będzie ciekawe. Szykuje się kilka zmian personalnych. Kto odejdzie, a kto zawita w szeregi Dumy Katalonii? Nie chcę nawet zgadywać. Pozostawię to innym. Chciałbym natomiast, aby bohater artykułu został w Barcelonie. Albie potrzebny jest solidny konkurent w walce o pierwszą jedenastkę. Takim graczem jest właśnie Adriano.

0

Sir Alex Ferguson - legenda światowej piłki. Ojciec wielu pokoleń znakomitych graczy. Jego długa kariera trenerska w Manchesterze United powinna być lekcją dla innych klubów, które po pierwszym poważnym niepowodzeniu postanawiają zwolnić trenera. W ekipie Czerwonych Diabłów nie zawsze było sielankowo. Zwłaszcza na arenie międzynarodowej (tylko dwa Puchary Europy pod wodzą tego genialnego stratega. Przy tylu sukcesach na krajowym podwórku jest to zatem rezultat mocno średni). Pomimo tego władze klubu zawsze dawały kolejną szansę swojemu trenerowi. Tyle lat w jednym klubie? Dzisiaj jest to ewenement na skalę światową. Nie sądzę, aby ktoś to powtórzył. W dzisiejszych czasach gra toczy się o wielkie pieniądze, a co za tym idzie cierpliwość nie jest najmocniejszą stroną możnych wszelkiej maści. Klub jako zabawka lub hobby. Coraz więcej mamy takich przypadków. Niestety. Na szczęście w futbolu jest również miejsce dla romantyzmu. Taki właśnie był ten związek. Manchesteru United ze swoim trenerem. Hołd zatem składam temu wielkiemu trenerowi. Szkoda, że odchodzi. Kiedyś mówiono o cudownych dzieciach Matta Busby'ego. Może niedługo kibice na całym świecie, wspominając trenera Manchesteru, będą mówić o cudownych dzieciach Sir Alexa Fergusona.

0

Niezwykle delikatna sprawa, którą trzeba postrzegać w dwóch kategoriach: sportowej i mimo wszystko moralnej. Nie wiemy tak do końca jak będzie przebiegała dalsza kariera sportowa Francuza. Czy podoła trudom kolejnego sezonu? Nie siedzę w szatni zawodników. Nie obserwuję ich treningów. Póki co, jak mówi trener, Abidal nie jest gotowy na rozegranie dwóch spotkań z rzędu w przeciągu kilku dni. Jak będzie to wyglądało w przyszłym sezonie? Trudno orzec. Jedno jest pewne. Eric wrócił do zawodowego futbolu po bardzo ciężkiej chorobie. Dla wszystkich sympatyków piłki nożnej na całym świecie była to wspaniała wiadomość. Pierwsze mecze i… Abidal zagrał tak, jakby nic złego się wcześniej nie działo. Spokój, opanowanie i pewność w podejmowaniu decyzji. „Debiut” marzenie. Co postanowi zarząd? Boję się jednego. Po klęsce w Lidze Mistrzów czeka nas przewietrzenie szatni. Priorytetem, przynajmniej dla mnie, będzie kupno dwóch klasowych obrońców. Trzeba będzie jednak kogoś sprzedać . Znając miłość ludzi na „górze” do wychowanków, na czarną listę zostaną wpisani gracze z zewnątrz. Szkoda, bo tacy piłkarze jak Eric powinni być w 100% traktowani jak swoi. W trakcie choroby klub wspierał Francuza, nie wspominając nawet o braku chęci przedłużenia umowy. Teraz sprawa wygląda inaczej. Jeśli miałbym decydować, to przedłużyłbym umowę z Francuzem na jeszcze jeden rok. To wciąż klasowy obrońca, który może jeszcze wiele dać klubowi. Jak myśli zarząd oraz sztab trenerski? Patrząc na odwlekanie całej sprawy, sytuacja wydaje się być coraz bardziej klarowna. Niestety.

0

Sympatyczna wypowiedź Isaaca. Bez owijania w bawełnę i prosto z mostu. Chłopak chce zostać w Ajaxie i jest to chyba najlepsza z możliwych dróg. W Barcelonie grałby zaledwie ogony lub wcale. W Amsterdamie może z pewnością liczyć na więcej minut. Zarówno w lidze, jak i na arenie międzynarodowej. Ma się też od kogo uczyć. Legendy holenderskiego futbolu w osobach De Boera i Bergkampa. Ponadto nie ma się co oszukiwać. Ajax... to Ajax. Klub z wielkimi tradycjami, który "wydał" na świat wielu znamienitych zawodników. Tegoroczny mistrz kraju. Życzę Cuence jak najlepiej na nowej drodze piłkarskiego życia. Często porównywaliśmy ze sobą Tello i bohatera wywiadu. Nie ukrywam, iż na początku bardziej przekonywał mnie swoją grą Cuenca. Teraz jednak sytuacja przedstawia się inaczej. Tello eksplodował. To prawdziwy diament, choć potrzeba mu jeszcze ździebko szlifu. Ma on jednak odpowiednich nauczycieli, którzy z wielu pieców jedli już chleb. Demon szybkości i pewniak do pozostania w klubie na przyszły sezon. Taką mam przynajmniej nadzieję. Podobnie jak w przypadku Sancheza (do którego mam okrutną słabość) i El Guaje. Kogoś nie wymieniłem? No tak. Pedro... Ciężkie lato przed Tito. Sprzedać wychowanka, czy też nie... Z pewnością będzie się działo. W wielu przypadkach odłożyłbym sentymenty na bok.

0

Pele kiedyś zażartował, iż najpierw w Argentynie powinni rozstrzygnąć kto jest ich najlepszym piłkarzem w historii. Potem dopiero powinno się zacząć porównania do „Jego Świętobliwości”. Dowcip średni, ale kwestia wyboru najlepszego gracza w dziejach jest i będzie sprawą dyskusyjną. Brazylijczyka, rzecz jasna, pamiętam jedynie z opowiadań i powtórek z rozrywki. Maradona? Bez wątpienia był wielkim piłkarzem. Jak się później okazało był też małym człowiekiem. Mnie najbardziej zapadł w pamięci jego występ podczas MŚ w Italii. Praktycznie w trzech („boski” Diego, rezerwowy bramkarz oraz Caniggia) wprowadzili ekipę Albicelestes do finału. Przez cały turniej grali źle, a niewiele zabrakło do wygranej. W finale RFN strzeliło bramkę w ostatnich minutach meczu, na dodatek z rzutu karnego. Obraz płaczącego Maradony. Chwile tworzące historię. Cztery lata później nastąpił ostateczny krach Argentyńczyka. Afera dopingowa i spadek morale u drużyny. Szkoda, bo do tego momentu Argentyna grała porywająco. Wyżej oceniam jednak Maradonę. W przypadku Pelego zawsze stał ktoś obok. Wspaniali koledzy z reprezentacji. Garrincha i chociażby MŚ w 1962 roku. Podobno obaj latali oddzielnymi samolotami. Tak, aby na wypadek tragedii jeden przeżył. Maradona natomiast często sam pchał wózek o nazwie: Reprezentacja Argentyny. Ponadto czarował publiczność grając w europejskich klubach. Futbolowemu światu objawił się jednak ktoś nowy. Osoba, której celem było zepchnięcie najlepszych piłkarzy z tronu. Leo Messi. Na jego temat napisaliśmy już wiele. Chłopak z każdym rokiem łamie kolejne bariery, a rekordom wszelakim śmieje się prosto w twarz. Gracz, który wyznaczył nowe kanony w piłce nożnej. Genialny strzelec, który potrafi również zaserwować kolegom zacną asystę. Bóg futbolu. To przyszłe pokolenia wskażą najlepszego z najlepszych. Messi wciąż bowiem gra. Nie spisał do końca swojej historii.

0

Wyraźnie widać, iż ten sezon daje się już coraz mocniej we znaki naszym chłopakom. Na szczęście liga ma się już ku końcowi, a my (być może) już w przyszły weekend będziemy otwierać szampany, świętując czwarte mistrzostwo kraju w ostatnich pięciu latach. Po pierwszej połowie meczu z Betisem przecierałem oczy ze zdumienia. Czyżby klątwa spotkań na arenie międzynarodowej oraz słaba dyspozycja zawodników w rozgrywkach Ligi Mistrzów przeniosła się również na krajowe podwórko? Nasz wczorajszy rywal postawił nam trudne warunki, a w głowach piłkarzy Dumy Katalonii siedział jeszcze zapewne blamaż po dwumeczu z Bawarczykami. Drugie 45 minut to już jednak inna historia. Najpierw El Guaje, a potem dwukrotnie „zbawca” z Argentyny. Zwycięstwo. Ulga. Mistrzostwo kraju jest już praktycznie nasze. Potrzebna jest jeszcze potwierdzając a pieczęć okrutnej matematyki. Dyspozycja niektórych zawodników pozostawia wiele do życzenia, ale tak to już będzie wyglądało do końca ligi. Potem, po kilku (-nastu) nieprzespanych nocach, potrzebne będą w klubie męskie decyzje dotyczące przyszłego sezonu. Póki co cieszmy się jednak ze zwycięstwa i czekajmy na Atletico. Mistrzostwo w stolicy? Podtekstów i „smaczków” będzie sporo. Najlepsze: Postawa formacji ofensywnej. Sanchez, do którego mam słabość, zaczyna punktować w każdym meczu. Mam nadzieję, że zostanie na przyszły rok i zacznie w końcu grać na regularnym poziomie. Tello, czyli próby bicia rekordów szybkości. Diament, który wymaga trochę szlifu. Kto wie, może przyszły rok będzie należał do niego? Mocno w to wierzę. Messi, czyli chłopak z innej planety. Wszedł i przywitał się z publicznością w najlepszy możliwy sposób. El Guaje – mógł nastrzelać więcej goli. Licznik zatrzymał się na jednym trafieniu. Najgorsze: Zmora tegorocznego sezonu. Defensywa.

0

Wiele zależeć będzie od sfery psychiki zawodników Dumy Katalonii. Jeśli w ich głowach wciąż będzie krążył blamaż z Bayernem, to również i dzisiaj może być ciężko. Ja jednak liczę na to, iż piłkarze Barcelony będą szukać jak najszybszej okazji do podniesienia swojego morale. Mecz z Betisem będzie świetną ku temu okazją. Gramy u siebie, a wizja powrotu na tron jest niezwykle kusząca i coraz bliższa realizacji. Dzisiaj, po sobotnim zwycięstwie Realu, nie otworzymy jeszcze szampanów, ale kto wie - może za tydzień sięgniemy po czwarte mistrzostwo kraju (w ciągu pięciu ostatnich sezonów - brzmi nieźle, nieprawdaż?). Musimy tylko poczekać, aż okrutna matematyka postawi swoją pieczęć akceptacji przy tym pucharze. Nic to. Liczę dzisiaj na komplet punktów oraz na poprawną grę. Nie oczekuję w tym względzie jakiś fajerwerków. Sezon ma się ku końcowi, a po naszych chłopakach widać już zmęczenie. Kto zagra? Nie wiem. Mam tylko nadzieję, że nasz trener wystawi tych, którzy są aktualnie w najlepszej dyspozycji. Nie po "nazwiskach" i zasługach. Miłego meczu Panie i Panowie.

0

duch toma joad
Przeczytałeś całą moją wypowiedź, czy tylko urywki? Przecież napisałem, iż potrzebujemy napastnika. Zaśmiałem się z żądań JEDNOCZESNEGO sprowadzenia kilku napastników. Nie dostrzegasz różnicy? "Pańska wola i skrzypce". Twoja "riposta" związana z Xavim oraz Puyolem? Nawet nie ma się co do niej odnosić. Jeśli to miała być ironia, to kiepsko wyszła. Czekam na Twoje propozycje i pozdrawiam.

0

Zwolennikom radykalizmu, których de facto tutaj nie brakuje, zadam jedno proste pytanie. Kogo byście sprzedali? Bo jeśli przeczytam o Sanchezie, Alvesu, Villi, Mascherano lub Abidalu to pęknę ze śmiechu. Radykalizm, panie i panowie, to nic innego jak sprzedaż piłkarzy pokroju Xaviego, Puyola, Iniesty, Messiego lub Sergio. Ikony Dumy Katalonii. Dalej jesteście zwolennikami tej koncepcji? Nie wznoście więc szumnych haseł, których realizacja jest po prostu niemożliwa. Tito mówi, iż w zespole nie potrzeba wielkich zmian. Ja też tak uważam. Kupmy zacnego bramkarza oraz dwóch obrońców z potężnym CV. To można racjonalnie wytłumaczyć. Valdes odchodzi. To po pierwsze. Abidal oraz Puyol mają na grzbiecie coraz więcej wiosen. Adriano raz gra, a raz przesiaduje u medyków różnej maści. Song oraz Mascherano to defensywni pomocnicy. Potrzebujemy zatem wzmocnień w formacji defensywnej. Jeśli wystarczy pieniędzy, to zastanówmy się nad bramkostrzelnym i "deczko" egoistycznym napastniku. Mam tutaj na myśli gracza, który będzie myślał najpierw o strzeleniu bramki, a później dopiero o odegraniu piłki do Messiego. Trzech, góra czterech zawodników. To nie jest radykalne posunięcie. Przeklinam to pojęcie, bo nie przyniesie nam ono nic dobrego. Trenerowi daję kredyt zaufania na przyszły sezon. Nasz zespół, koleżanki i koledzy, potrzebuje przede wszystkim rozpalenia na nowo żądzy zwycięstw. Fundamenty personalne mamy i to potężne. Jeśli dojdą gracze o których wspomniałem wyżej, to będę ukontentowany. Główne zadanie Tito na przyszły sezon: Niech rozpali ponownie głód zwycięstw u swoich podopiecznych. To tyle i... aż tyle.
P.S. Zwolennikom jednoczesnego ściągnięcia do klubu Neymara, Aguero i innych napastników przypomnę tylko szaloną koncepcję dawnej Barcelony. Brzmiała ona tak: "Najwyżej będziemy wygrywać 6:4". W gablotach klubowych zaczął potem zalegać kurz...

0

Cochise
Wszystko pięknie i ślicznie, tylko jak zwykle musi być pewne "ale". Śmiać mi się chce z osób, które są zwolennikami radykalizmu personalnego. Czytam ich propozycje i przecieram oczy ze zdumienia. Osoby te żądają sprzedaży takich zawodników jak Sanchez, Song, Villa, a wcześniej dla przykładu Mawell lub Keita. To ma być radykalizm? Zwolennicy tej idei powinni rzucić tu "grubszymi"nazwiskami. Sprzedajmy Iniestę, Busquetsa, Xaviego lub Puyola. Nikt tego nie robi. Nie ma odwagi. Wielu natomiast staje na barykadach z szumnymi i ogólnikowymi pojęciami. Dlatego też powtórzę się po raz n-ty. Nie jestem zwolennikiem tej koncepcji. Całkowita zmiana stylu gry? Tylko jak to zrobić i czy my de facto tego potrzebujemy. Pięknie napisałeś (czapka ma z głowy i ukłony niskie) o "zmodernizowaniu części sal lekcyjnych". Tak, to da się zrobić. Zburzyć jednak, jak wielu w swym szaleństwie proponuje, tak piękną szkołę? Z takimi tradycjami? To nie będzie dobre rozwiązanie. Ze swojej strony życzę wszystkim gorącym głowom szczypty dystansu. Skończy się sezon i przyjdzie czas zadumy. Będzie to pracowite lato dla zarządu i sztabu trenerskiego. My będziemy to wszystko obserwować z boku, trzymając kciuki za powodzenie w przyszłym sezonie. Ja daję Tito kredyt zaufania na kolejny rok. Proszę również o kupno dwóch klasowych obrońców oraz, w przypadku odejścia Valdesa, bramkarza światowej klasy. Jeśli wystarczy pieniędzy, to pomyślmy o napastniku. Ma to być "grajek", który odciąży Messiego w zdobywaniu bramek. Niech ma coś w sobie z egoisty (choć bez przesady). To wystarczy. Przynajmniej ja tak uważam.
Pozdrawiam serdecznie i gratuluję zacnego komentarza.

0

C.D.
Niech Tito przepracuje cały kolejny sezon. Jego absencja nie trwała tylko w momencie pobytu w Stanach. Taka choroba zżera twoje myśli non stop. Jesteś wtedy gdzie indziej. Nie z zespołem. Z rodziną i samym sobą. Pisano o stałym kontakcie na linii Barcelona – Stany Zjednoczone. Panie i Panowie. Trener musi oddychać z zawodnikami wspólnym powietrzem. Być z nimi. Wspólnie „Śmiać się i kląć”. Radykalna zmiana filozofii gry? O zgrozo. Takie rzeczy buduje się latami. Mozolnie. Wysysasz to z mlekiem matki La Masi, a potem przenosisz na grunt pierwszego zespołu. Tego nie da się zburzyć jednym kopnięciem. Jedyne czego potrzebujemy, to kilku roszad w składzie. W tym sezonie najbardziej „kulała” obrona. Nasz kapitan (ku mojej rozpaczy numer dwa) młodszy już nie będzie. Podobnie Abidal. Adriano też nie stanie się nagle podręcznikowym okazem zdrowia. Naturalnym zatem będzie kupno obrońców. Najlepiej dwóch, z gargantuicznie dobrym CV. Valdes odejdzie i kolejne zmartwienie dla zarządu, sztabu trenerskiego oraz… księgowego. Bardzo dobry bramkarz to kolejny wydatek. Na dodatek spory. Po tych transferach będzie można pomyśleć o następnych. Pod warunkiem, że wystarczy pieniędzy w kasie. Kogo sprzedać? Nie wiem. Nie podejmę się takiej decyzji. Ci co powinni odejść… i tak nie zostaną sprzedani. Na czarną listę zostaną wpisani gracze z zewnątrz. Strach przed „tykaniem świętości” (czytaj: wychowanków). Na ten temat już jednak pisałem, przy okazji innego zacnego artykułu.

0

Sinusoida Fabregasa. IceMan słusznie zauważył, iż świetne mecze przeplata katastrofalnymi. Dlaczego tak się dzieje? Moim skromnym zdaniem sytuacja z byłym graczem Arsenalu przedstawiała się następująco: Chciano powrotu Cesca. Jak w nudnej telenoweli. Ma do nas wrócić. Mantra. Koniec i kropka. W końcu nadeszła ta chwila, a wtedy... zaczęto się zastanawiać co z chłopakiem zrobić i gdzie go umieścić na boiskowej szachownicy. Na dzień dobry Fabs stanął w szranki do zaszczytów z Xavim oraz Iniestą. Ikony Dumy Katalonii. Generał oraz czarodziej futbolu. "Gorzej" być nie mogło. Z pozycji głównego kanoniera Fabs stał się jednym z wielu. Graczem de facto bez przydziału. Trudna sprawa. Cóż począć? Może spróbować przesunąć chłopaka do ataku? Szaleńczy pomysł wszedł w życie nie tylko w Barcelonie. La Furia Roja złapała "bakcyla", a trener Hiszpanii mianował Cesca pierwszą "szpicą". To jednak nie jego teren. Zarówno w reprezentacji, jak i w klubie. Fabregas jako reżyser. Dyrygent. Wczoraj pisałem, iż Xaviemu lat nie ubywa. Generał, ku mojej rozpaczy, złoży niedługo swoją buławę. Następcą zostanie Cesc i wtedy zobaczymy moc. Jestem o to spokojny. 88% kibiców zażądało głębokiej renowacji? Tylko powiedzcie mi co to oznacza. Dla mnie są to puste hasła rzucane pod wpływem chwili. Krzyki gorących głów, które zapomniały o latach, kiedy Barcelona nie była w stanie zdobyć żadnego pucharu. Sprzedajmy trenera, wywalmy na bruk pół drużyny. Zostawmy Messiego. Dokupmy Neymara, Aguero i jeszcze kilku napastników. Powrót do dzikiej filozofii: „Najwyżej będziemy wygrywać 6:4”. Nie wygrywaliśmy, a w gablotach klubowych zaczął zalegać kurz. Nie jestem zwolennikiem radykalizmu. Pisałem już o tym wielokrotnie. Wybaczcie mi zatem powtórkę z rozrywki.

0

c.d.
Valdes powiedział, iż chce spróbować swych sił w nowym klubie, poznać inną kulturę i filozofię gry. To był jak dla mnie pierwszy sygnał nadchodzących zmian. Popieram jego decyzję, dziękując za wszystkie lata spędzone w Barcelonie. Kilka propozycji rzuconych w pustkę. Potrzebujemy młodego, a zarazem klasowego bramkarza. To nie koniec. Ofensywa wygrywa mecze, defensywa zdobywa mistrzostwo. Jeśli chcemy walczyć w przyszłym sezonie na wszystkich frontach, to potrzebujemy dwóch obrońców z potężnym CV. Na temat Tarzana już pisałem. Nie do końca również wiemy jak będzie wyglądać piłkarska przyszłość Abidala. Adriano z kolei raz gra, a raz leczy kontuzje. To są, jak dla mnie, priorytety. Jeśli wystarczy pieniędzy w budżecie, to pomyślmy o napastniku. Ktoś musi odciążyć Messiego od zdobywania bramek. To tyle jeśli chodzi o transfery z zewnątrz. Czy klub zdecyduje się sprzedać jakiegoś zawodnika? Dla mnie decyzja jest oczywista. Czy tak samo myśli zarząd oraz trenerzy? Nie wiem. Nie chcę również wymieniać konkretnych nazwisk. Pamiętajcie tylko, iż nie żyjemy w świecie gier. Nie jest łatwo kupić lub sprzedać zawodnika. Tego nie robi się poprzez kliknięcie w klawiaturę. Istnieją umowy i pewne zobowiązania. Nie mamy i nie będziemy mieć do nich wglądu.

0

Jedyne czego potrzebujemy na tę chwilę, to… spokój. Zarząd oraz sztab trenerski nie powinni podejmować zbyt pochopnych decyzji. Gdy emocje już opadną, przyjdzie czas na analizę tegorocznego sezonu. Jedno jest pewne. To będzie ciekawe lato dla wszystkich sympatyków Dumy Katalonii. Coś bowiem trzeba będzie zmienić. Zacznijmy od trenera. Ma on u mnie kredyt zaufania na przyszły rok. Mam w sobie dużo cierpliwości. Nauczyłem się tego w okresie, kiedy Barcelonie nie wiodło się najlepiej. Wtedy każdy zdobyty puchar zakrawał na cud. W tym roku zdobędziemy mistrzostwo. To dużo, choć młodsi kibice nie zgodzą się ze mną. Wielokrotnie już pisałem, iż nie jestem zwolennikiem radykalizmu. Coś co było budowane przez tyle lat, nie powinno być z miejsca zburzone. Kilka korekt jest jednak potrzebnych. Nie ma co ukrywać. Po części staliśmy się niewolnikami swojej filozofii. Miłość do wychowanków, uznawana przez wielu za cnotę, zaczyna wciągać nasz klub w niebezpieczną mieliznę. Miałby ktoś z was odwagę posadzić na ławce Sergio, Iniestę, Xaviego lub Messiego? Na dodatek w ważnym meczu? No właśnie. Pedro w tym sezonie gra katastrofalnie, a jednak pierwszym do odstrzału został człowiek z zewnątrz – Alexis Sanchez. Jeśli nie on, to El Guaje. Dlaczego nie Pedro? Nie wiem. Nie można wszystkiego opierać na wychowankach. To romantyczna idea, ale wszyscy wiemy jak przeważnie kończyli romantycy. Wypośrodkowanie. Tego oczekuję. Byłem świadkiem debiutów Puyola oraz Xaviego. To są legendy i ikony klubu. Symbole wielkiej Barcelony. Ich czas, niestety, już przemija. Piszę to ze smutkiem, ale nie oszukamy rzeczywistości i minionych wiosen. Potrzebujemy świeżej krwi. Nie tylko La Masia. Istnieje jeszcze inny świat.

0

c.d.
Dałbym Tito jeszcze jedną szansę. Ten rok był… jaki był. Długi pobyt w Stanach i bycie całym sobą przy rodzinie i przy swoim zdrowiu. Wszystko inne musiało i zeszło (słusznie zresztą) na drugi plan. Żadne nowinki technologiczne nie oddadzą tego, co oddychanie trenera i piłkarzy wspólnym powietrzem. W tym roku wygramy ligę. To i tak spory sukces drużyny, która przeżywa kryzys. Rozwiązania? Pozostawię to innym. Rzucone w pustkę rady? Kupno dwóch klasowych obrońców i jeśli pozwolą na to fundusze – bramkostrzelnego napastnika. Nie wiem również jakie zapadną decyzje względem Valdesa. Panie i Panowie. Tymczasem głowy do góry. Za rok ponownie stawimy się na arenie międzynarodowej i powalczymy o piąty Puchar Europy. Podstawy mamy i to potężne. Trzeba kilku korekt i wskrzeszenia w zespole ducha walki. Nic nie przyjdzie darmo, a wiele klubów przekonało się, iż Duma Katalonii jest do ogrania. Nic bowiem nie trwa wiecznie. Banalne stwierdzenie, ale do bólu prawdziwe. Nigdy jednak nie przestanę w nich wierzyć. Wybaczcie mi długi komentarz.

0

c.d.
Podsumowanie gry poszczególnych zawodników? Trudna sprawa. Moim skromnym zdaniem jedynym zawodnikiem, który chciał i walczył niemalże do końca był Song. Kameruńczyk z każdym meczem prezentuje się coraz lepiej. Wczoraj grał za dwóch lub nawet za trzech kolegów. Łatał dziury najlepiej jak mógł, ale samemu możesz osiągnąć sukces jedynie w sportach… indywidualnych. Ewentualna sprzedaż Alexa po tym sezonie będzie gargantuicznym błędem zarządu oraz sztabu trenerskiego. Chłopak jest bowiem wielką inwestycją na przyszłość. Kogo można jeszcze pochwalić? Pique za pierwszą połowę. Gerard, podobnie jak Song, ofiarnie ratował zespół przed stratą bramki. Potem, niestety, „doszusował” poziomem do pozostałych. Teraz kilka kamieni wrzuconych do ogródka poszczególnych piłkarzy. Nie wiem nawet jak skomentować występ Pedro. Chłopak jest totalnie bez formy. Wczoraj również nie sprawił nam prezentu. On, o zgrozo, zapomniał jak przyjmuje się piłkę. Każde jej dotknięcie było dla mnie jak cios w plecy. Beznadziejny występ i taki też cały sezon w jego wykonaniu. Nie wiem dlaczego zabrakło Alexisa. To on powinien grać w miejsce Pedro. Zwłaszcza, że… na murawie nie było Messiego. Brak Tello jest również dla mnie niezrozumiały. W sumie nie ma już chyba sensu pastwić się nad innymi. Zagraliśmy fatalnie. To po pierwsze. Po drugie – Bayern jest na tę chwilę zespołem kompletnym. Jak Duma Katalonii pod batutą Guardioli. Po pierwszym meczu pisałem, iż zarząd oraz sztab trenerski nie powinni robić niczego zbyt pochopnie. Wszelkie decyzje powinny być podejmowane na chłodno, wraz z zakończeniem sezonu. To będzie ciekawe lato. Zapowiada się kilka roszad w składzie, choć trener zapewne pozostanie ten sam.

0

Czekałem na pierwszy gwizdek arbitra i wierzyłem. Z klubem trzeba być na dobre i na złe. Niezależnie co się dzieje. Pamiętam sezony bez jakichkolwiek sukcesów. Kolonia Holendrów, Brazylijczycy drugiego „sortu”, beznadziejna obrona i praktycznie brak jakiegokolwiek zainteresowania La Masią. Przed meczem pisałem, iż oczekuję od naszych graczy maksymalnego zaangażowania. Wtedy wynik będzie mniej ważny. Przegrać zawsze można. Trzeba to jednak uczynić z honorem i bez potulnego podkładania głowy pod topór. Pierwszy cios nadszedł jeszcze przed meczem. Największy crack i ostoja Dumy Katalonii rozpoczyna mecz na ławce. Barcelona bez Messiego traci wiele. Tutaj nie ma się co oszukiwać. Moja jedenastka nie pokryła się z tą, którą desygnował do boju Tito. To on jest jednak trenerem. Wie co się dzieje w szatni i jak prezentują się poszczególni gracze podczas treningów. Taką mam przynajmniej nadzieję… choć nie ukrywam, iż większość graczy nie spełniła moich i waszych oczekiwań. Kilka słów na ten temat później. Wyszli. Z jednej strony nasze chłopaki, a z drugiej potężny Bayern, który niszczy w tym roku wszystkich napotkanych przeciwników. Jak czołg. Drużyna totalna. Czy stworzona do tego, by osiągać sukcesy na miarę Barcelony Pepa? Zobaczymy. Zwłaszcza, iż to były trener Dumy Katalonii przejmie niedługo stery w Monachium. Cóż można napisać o samym meczu. Z każdą minutą z naszych zawodników schodziło powietrze. Niestety. Podopieczni Heynckesa tylko na to czekali. Znowu nas zranili, a potem dobili. Deja vu z pierwszego pojedynku. Wynik dwumeczu poszedł w świat i jeszcze długo będzie zapamiętany. Razem z Atenami i porażką z Milanem 0:4 lub pojedynkami z Dynamo Kijów. Historia warta zapamiętania. Uczy pokory i dystansu do pewnych spraw. Ja to tak odbieram. Nie wiem jak wy.

0

Niebo albo odmęty piekielne. Przejdziemy po raz kolejny do historii lub obejdziemy się smakiem, patrząc z oddali na stadion Wembley. Wynik pierwszego spotkania nie napawa optymizmem, ale z drugiej strony... gorzej już chyba być nie może. Wyjdźmy dziś na murawę. Zagrajmy tak, jakby nie było jutra, a Bawarczycy niech tańczą pod nasz rytm. Podopieczni Heynckesa są diabelnie mocni. Nie wierzę również, iż nas zespół zapomniał jak się gra i wygrywa. Zapowiada się zatem wielki spektakl, który mam nadzieję, zakończy się naszym zwycięstwem. Czy dostatecznie wysokim? Nie wiem. Jeśli zobaczę naszych piłkarzy gryzących murawę, wybaczę brak awansu. Spotkamy się za rok. Podtekstów będzie wtedy wiele, na czele z nowym trenerem Bayernu - Pepem Guardiolą. Liczmy dzisiaj na cud i dopingujmy nasz klub. Mnóstwo w tym sezonie wysączyło się jadu spod niektórych klawiatur. Nie pamiętacie jak to było kiedyś? Kilka lat bez pucharów i klub pogrążony w potężnym kryzysie. Tak panie i panowie. Barcelona nie rozpoczęła się od Guardioli - trenera. Bądźmy z nimi dzisiaj, a jeśli odpadną - bądźmy i jutro. Ten zespół zasługuje na szacunek. Niech już rozpocznie się mecz. Być może dzisiejszy dzień zapisze się na kartach piłkarskiej historii. Mocno w to wierzę.

0

„Będziemy atakować”. Te słowa świadczą o tym, iż Niemcy są świadomi swojej wartości. Po pierwszym spotkaniu wielu wieszało psy na naszych piłkarzach, nie wspominając nawet słowem, iż zagraliśmy i przegraliśmy z potężnym rywalem. Heynckes stworzył jeden wielki monolit z… indywidualności. To trudna sztuka, ale jemu to się udało. Nie mam problemów ze skierowaniem w stronę Monachium słowa: Szacunek za tamten mecz. Przez ponad 20 lat kibicowania Dumie Katalonii przeżyłem już wiele rozczarowań. To nauczyło mnie dystansu do pewnych spraw związanych z naszym klubem. Jutro mecz o wszystko, który de facto może zamknąć tegoroczny sezon. W lidze bowiem tylko kataklizm mógłby nam odebrać mistrzostwo. Trzeba zatem postawić wszystko na jedną kartę i zagrać tak, jakby nie było już dnia następnego. Wóz albo przewóz. Niebo lub odmęty piekielne. Pokażmy rywalom, iż wciąż jesteśmy wielkim klubem. Jeśli będziemy walczyć do upadłego i mimo wszystko odpadniemy – wybaczę. Poczekam cierpliwie na kolejny sezon. Jeśli zabraknie wiary i woli walki, poczuję się mocno zawiedziony. Ja wiem, iż nasze komentarze idą de facto w pustkę, ale wspierajmy jutro wszyscy Barcelonę. Ten zespół dał nam przecież tyle pięknych wspomnień. Radość po zwycięstwie… dalszą część wszyscy znają lub znać powinni.

0

Do diaska. Napięcie rośnie z każdą minutą. Wiele ich jeszcze pozostało do pierwszego gwizdka arbitra. Nie ma co się rozdrabniać na poszczególne formacje. W środowy wieczór musimy stworzyć jeden spójny monolit. Hasło muszkieterów brzmiało: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Gracze Dumy Katalonii właśnie tak powinni podejść do rewanżowego spotkania z Bawarczykami. Nie uda się odrobić strat – trudno. Przyjdzie kolejny sezon, a po nim następny. Musimy jednak walczyć o każdy skrawek murawy, traktując tę bitwę jako ostateczną. Jeśli od początku zobaczę rezygnację na twarzach naszych chłopaków, będę mocno rozczarowany. Nie oszukujmy się. Do końca sezonu zostało de facto kilka meczów. Trzeba zatem wykrzesać całą moc i zaatakować. Nie myślmy o lidze. Mistrzostwo jest już praktycznie nasze. Jutro trzeba nacierać na rywala bezustannie. Nie będzie bowiem czasu na podania wszerz lub do tyłu. Postawmy wszystko na jedną kartę i zagrajmy jak w śnie wariata. Półśrodki nic nam nie dadzą. Byle do jutra.

0

Jeden z klasyków mawiał: "Pokaż mi drugą linię, a powiem ci jaki masz zespół". W środę, moim skromnym zdaniem, wszystko rozbijać się będzie właśnie o środkową część boiska. Bayern ma tam kim grać. Przekonaliśmy się o tym aż za dotkliwie. Teraz przyszedł czas na znalezienie antidotum. Nie mamy wyjścia. Wóz albo przewóz. Na miejscu Tito zagrałbym systemem 3-4-3. Nie jest to ulubione ustawienie naszego klubu, ale może w tym szaleństwie będzie metoda. Musimy czymś zaskoczyć naszych przeciwników. Heynckes powiedział, iż zna Dumę Katalonii lepiej niż swój klub. Rezultat pierwszego meczu był odzwierciedleniem słów trenera Bawarczyków. Plany na rewanż? Nie lubię bawić się we wróżkę, ale postawiłbym na bardzo ofensywne ustawienie. Odsądzicie mnie od czci i wiary, ale zrezygnowałbym z Xaviego. Nie będzie po prostu czasu na piruety i podania wszerz. Trzeba cały czas grać do przodu, pamiętając również o zabezpieczeniu tyłów. Jedna bramka strzelona przez Bayern i możemy ostatecznie zapomnieć o Wembley. W bramce: Valdes. Obrona: Alves - Pique - Adriano. Druga linia: Song - Sergio - Iniesta. Atak: Sanchez - El Guaje - Tello. No i Messi jako wolny elektron. Nadmieniam, iż jest to tylko wróżenie z fusów. Tak czy inaczej przed naszym trenerem jeszcze dwie noce bez zmrużenia oka. Mam nadzieję, iż Tito obmyśli jakiś szalony plan, bo tylko taki może nas wprowadzić do finału. Liczę na walkę od pierwszego do ostatniego gwizdka arbitra. Jeśli to zobaczę, przyjmę z pokorą każdy wynik. Jeśli nasi piłkarze wyjdą na murawę ze spuszczonymi głowami, będę rozgoryczony. Pozostaje nam czekać. Jestem z tym klubem od ponad 20 lat. Nigdy nie przestawałem i nie przestanę w nich wierzyć. Z takim przekonaniem zasiądę w środę przed telewizorem.

0

Duch toma joad ma sporo racji. Miło by było zobaczyć wszystkich zawodników na takim „luźnym” treningu. Coś na zasadzie akcji zorganizowanej, a także pokazania całemu piłkarskiemu światu, iż "palimy" się do gry, jesteśmy gotowi i wyjątkowo zmotywowani na rewanżowy pojedynek z Bawarczykami. Puyol mógłby zebrać wszystkich zawodników wokół siebie i uderzyć pięścią w stół. Zapewne już to zrobił, ale takiej motywacji nigdy za wiele. Zwłaszcza, iż do zakończenia sezonu zostało de facto kilka meczów. No nic. Zawsze można powiedzieć, iż istnieje pewne „ale”. Jak dla mnie czas drastycznie zwolnił i tak już pozostanie do środy. Czekam na to spotkanie. Awans do finału zakrawałby na cud, ale póki piłka w grze – wszystko jest jeszcze możliwe. Liczę przede wszystkim na postawienie twardych warunków podopiecznym Heynckesa. Jeśli będziemy walczyć z pianą na ustach o każdy milimetr trawy, to będę ukontentowany. Nie zdołamy awansować mimo pięknej walki – trudno. Poczekam do następnego sezonu. Z kolei jeśli od początku zabraknie wiary u zawodników Dumy Katalonii, poczuję się zdegustowany. Każdy mecz można przegrać, ale nie wolno niczego oddać za darmo. Szlachectwo zobowiązuje. Od takiego klubu jak Barcelona powinniśmy i musimy wymagać więcej. Mam nadzieję, że chłopaki zagrają mecz życia i postarają się o dobry wynik.Z pewnością stać ich na to.

0

IceMan
"Nie ma tu miejsca na sentymenty"? Nie żartuj. Pod jednym z artykułów napisałem, iż to co stanowiło o naszej sile, powoli zaczyna nas wciągać w niebezpieczną mieliznę. Rozszerzając temat. Matka La Masia, która wydała na świat wielu zacnych piłkarzy. Wsiąknęli oni w klub, doprowadzając go na piłkarskie szczyty. Zaślepiona miłość do wychowanków spowodowała jednak, iż w którymś momencie zadałem pytanie: Czy w bardzo ważnym meczu miałby ktoś z was odwagę posadzić na ławce Sergio, Xaviego lub Iniestę? No właśnie. Z niecierpliwością czekam na mecz z Bayernem. Kogo desygnuje do pierwszego składu Tito? Jeśli nie zobaczę Songa, to poczuję się zawiedziony. Chłopak był wczoraj najlepszym graczem Barcy i jego środowy występ powinien być obligatoryjny. Czy będzie? Pewnie nie. Tito postawi zapewne na sprawdzony skład. To nie jest tak, iż deprecjonuję wartość wychowanków. Musiałbym być chyba szaleńcem. Oczekuję jednak większej równowagi między nimi, a graczami z zewnątrz. Nie można (niestety) przez całą "wieczność" opierać składu na Puyolu lub Xavim. Wielokrotnie pisałem, iż klub potrzebuje rotacji, ale daleki jestem od radykalizmu. Sentymentalizm jako romantyzm. To jest właśnie Barcelona (i za to kocham ten klub od ponad 20 lat). Tito został trenerem, bo to był taki "romantyczny" ruch zarządu. Nie przekreślam Tito. Dałbym mu jeszcze szansę. Nie jestem zwolennikiem zwalniania piłkarzy, tudzież trenerów po jednym sezonie. Ja też pamiętam czasy bez jakichkolwiek pucharów. Powrót do tamtych lat byłby niemile widziany. Podstawy mamy i to potężne. Potrzeba drobnych korekt. Czy wystarczą same transfery? Zależy jakie. Barca potrzebuje przede wszystkim dwóch klasowych obrońców. Nie wierzę też, iż Pedro lub Alexis mogą dalej grać tak słabo. Musimy im zaufać. Ja to uczynię. Dam im szansę (mając w pamięci lata bez jakichkolwiek pucharów).

0

Myślałem, że już wczoraj otworzymy szampany, ale piłkarze Dumy Katalonii nas ostatnio nie rozpieszczają. Przed meczem pisałem, iż teren Basków do najłatwiejszych nie należy. Moje słowa się potwierdziły. Zdobyliśmy punkt, choć do końcowego sukcesu zabrakło de facto kilka minut. Z drugiej jednak strony powinniśmy sobie zadać pytanie: czy my na to zwycięstwo zasłużyliśmy? To wciąż nie jest taka Barcelona, jaką chcielibyśmy oglądać. Nie jest to również dobry prognostyk przed rewanżowym spotkaniem z Bawarczykami. Mam jednak nadzieję, że zobaczę w środę inny zespół. Walczący o każdy skrawek murawy z przysłowiową pianą na ustach. To chcę zobaczyć. Wtedy wynik będzie sprawą drugorzędną. Wracając do wczorajszej batalii. Alex Song. Kameruńczyk rozegrał kapitalne zawody i choć miał swój udział przy straconej bramce, to i tak był najlepszym zawodnikiem Barcelony. Ściana, którą trudno było skruszyć. Odbiór za odbiorem. Takiego Alexa chcę oglądać jak najczęściej. Czy wystąpi w środę? Do diaska... pewnie nie, choć ja zaryzykowałbym ustawienie 3-4-3 (wóz albo przewóz) z Kameruńczykiem i Sergio od pierwszych minut. Na pochwały zasługuje również Alexis. Biorąc pod uwagę wyjściową jedenastkę, Chilijczyk wypadł zdecydowanie najlepiej spośród graczy ofensywnych. Inaczej przedstawia się sytuacja z Pedro. Nawet totalny laik dostrzeże, iż chłopak jest po prostu w katastrofalnej formie. Panie i panowie, on nawet zapomniał jak się przyjmuje piłkę. Nie wiem co się dzieje. To chyba najgorsze chwile w jego zawodowej karierze. Mam nadzieję, że to minie. Jeśli nie, to... tak jak pisałem pod innym artykułem. Sztab trenerski oraz zarząd będą mieli sporo pracy po zakończonym sezonie. Świętowanie mistrzostwa kraju odkładamy na później. Teraz czekamy na Bayern. Ja wierzę, że nam się uda. Od ponad 20 lat jestem z tym zespołem i zawsze w nich wierzyłem.

0

Patrząc na zdjęcie rozpoczynające filmik, coraz bardziej zaczyna mi brakować w drużynie gracza o charakterystyce zbliżonej do Samuela Eto'o. Do diaska, ależ ten chłopak miał ciąg na bramkę. Kameruńczyk był nieobliczalnym graczem. Pokorą też nie grzeszył. To jednak nie zmienia faktu, iż potrafił strzelać bramki niemalże na zawołanie. Brakuje dzisiaj takiego grajka w naszym zespole. Bad Boy'a. Kogoś, kto mógłby odciążyć Messiego w strzelaniu bramek. Samuel, Thierry, Dani w najlepszym okresie swojej kariery. "Gdzie są chłopcy z tamtych lat?". Wracając do dzisiejszego spotkania. Baskijska ziemia do gościnnych nie należy (bez podtekstów politycznych). To trudny teren, gdzie nie jest łatwo wywieźć komplet punktów. My jednak powinniśmy dzisiaj wygrać. Tak, aby morale przed meczem z Bayernem skoczyło o kilka kresek w górę. Kto wie. Może już po tej kolejce otworzymy butelki szampana, świętując mistrzostwo kraju (czwarte w ostatnich pięciu latach. Kosmos). Wygrywamy z Bilbao, a Real ulega w derbach Madrytu Atletico. Jeśli taki scenariusz się nie uda... co się odwlecze to nie uciecze. Mistrzostwa nikt nam bowiem nie odbierze. Kataklizm jakowyś mógłby to jedynie uczynić. Miłego meczu panie i panowie. Malkontentom oraz "krzykaczom" wszelakim życzę z kolei cierpliwości i wiary w swój klub. To tyle.

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: