FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
Tacy gospodarze to niemal zawsze górą!
17 stycznia 1967 r. Urugwaj pokonał Boliwie 4:0 na Estadio Centenario w meczu otwarcia 29 edycji Copa America. Po raz pierwszy w historii wystąpił absolutny kopciuszek latynoskiego futbolu a mianowicie Wenezuela. Tym samym po 51 latach od założenia CSF ostatni członek tej organizacji dołączył wreszcie do grona uczestników Pucharu Ameryki. Ilekroć turniej toczył się w Montevideo, niezmiennie na najwyższym podium stawali gospodarze. Było zatem jasne iż między nimi i Argentyną rozegra się główna batalia o mistrzostwo. Boliwia natomiast mimo niezłej gry Blacutta, grała wprost beznadziejnie, ulegając nawet 0:3 wenezuelskiemu debiutantowi. Niewiele lepszy był Paragwaj, zespół bez oblicza i bez wielkich indywidualności. Nie najgorzej za to wypadło Chile, któremu udało się urwać cenny punkt samemu Urugwajowi. Uwagę publiczności i obserwatorów przykuli zwłaszcza dwaj zawodnicy: Elias Figuerora Brander oraz Ignacio Prieto Urrejola. W zasadzie od początku turnieju liczyły się tylko Urugwaj i Argentyna. Gospodarze stracili punkt z ambitnym Chile, podczas gdy Albicelestes szli jak burza od zwycięstwa do zwycięstwa, w przededniu ostatniego meczu gromadząc 8 punktów, podczas gdy Celestes zebrali ich tylko 7. Wszystko zatem miało się rozstrzygnąć w ostatnim(de facto finałowym) starciu tych gigantów. Urugwajczyków poprowadził do decydującego boju ojciec zwycięstwa z 1959, sędziwy Juan Corazzo, zaś Argentyńczyków równie wiekowy Renato Cesarini. Wieczór 2 lutego 1967 był pochmurny aż wreszcie lunęło jak z cebra. W gęstym deszczu toczyło się to zacięte spotkanie, w którym linie obronne górowały nad ofensywnymi. Celestes nawiązali do chwalebnej tradycji swej ,,garra uruguaya”, zajadłej walki do upadłego o każdą, nawet pozornie beznadziejną piłke. W ich szeregach wyróżniało się szczególnie dwóch zawodników. Bramkarz Ladislao Mazurkiewicz, z pochodzenia Polak, o którym napisze przy okazji jego urodzin(14 luty) oraz rozgrywający Pedro Virgilio Rocha, którego Pele zaliczył do grona ,,pięciu najlepszych napastników świata”. Właśnie ten król środka pola zapewnił Urugwajowi Puchar Ameryki tego turnieju. W 74 minucie bezlitośnie wykorzystał potknięcie Rattina na śliskiej nawierzchni, przejął jego zbyt krótkie podanie i pokonał bramkarza Rome. Był to trzeci w dziejach Copa America zwycięski gol dla Urugwaju strzelony w kierunku szczęśliwej trybuny Colombes. Tych dwóch asów Celestes miało oparcie w zwartej, ambitnej drużynie, w której wyróżniali się ponadto pomocnik Mujica, obrońca Cincunegui oraz napastnicy Domingo Perez i Hector Salva. Na koniec trzeba jeszcze nakreślić sylwetke króla strzelców. Został nim wybitny argentyński snajper Luis Artime, który w tym turnieju uzyskał 5 goli. Dodam jeszcze że Artime w reprezentacji Argentyny rozegrał 25 spotkań strzelając 24 gole. Luis do perfekcji absolutnej doprowadził technikę użytkową a zwłaszcza technikę strzału. Nie gustował w dryblingach, nie kręcił finezyjnych kółeczek, tylko podawał, przyjmował piłke albo też bez przyjęcia strzelał. Pojawiał się na polu karnym niczym zjawa aby w tej jednej najbardziej sprzyjającej sekundzie przyłożyć głowe lub noge do piłki. Szybki ruchliwy, sprytnym manewrem potrafił wyprowadzić w pole każdego obrońcę. Grał czysto, będąc pod każdym względem ideałem sportowca w nieco staroświeckim rycerskim stylu. Wspaniały kolega, gentelmen w każdym calu, zaskarbił sobie zasłużenie powszechny podziw i sympatie w całej Ameryce. Jednak nawet tak wspaniały atak z Artime, Bernao, Rojasem i Masem wyszczerbił sobie zęby na urugwajskiej obronie. To był ostatni turniej rozgrywany wedle tradycyjnej formule, czyli każdy z każdym. W następnej edycji Copa America(1975) wprowadzono rywalizacje w grupach.
@Safrani
@Pawel13sz
@misterio
@MoralnyKarzel
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
0
@Sysia11 Oj głupoty piszesz! On ma dwa przydomki: "The Butcher" i "Maltina".
Wyraźnie to internet pokazuje!
1
@Sysia11 No ja wiem że od Lisandro ale z jakiej paki akurat Licha a nie na przykład Liso czy Lindro?
1
@Sysia11 Czemu ty go nazywasz jakiś Licha?? Przecież on jest nazywany "rzeźnikiem"
13
Wybitne legendy futbolu:
17 stycznia 1906 r. w Buenos Aires urodził się Guillermo Stabile, Wicemistrz Świata(1930), Król strzelców I Mistrzostw Świata(1930) oraz Sześciokrotny Zdobywca Copa America jako trener(z kadrą Argentyny). W roku 1930 odbywały się pierwsze w dziejach Mistrzostwa Świata gdzie Guillermo strzelił w nich 8 goli co dało mu koronę pierwszego króla strzelców na Mundialu a zaczynał je jako rezerwowy(nie zagrał tylko w pierwszym meczu z Francją). W debiucie na Mundialu popisał się hat-trickiem w spotkaniu z Meksykiem(pierwszym w historii mistrzostw) a potem zdobywał gole w każdym kolejnym meczu-z Chile dwa, Stanami Zjednoczonymi również dwa a w finale z Urugwajem jeden gol. Stabile nie miał nawet 170 cm wzrostu ale był bardzo szybki i świetny technicznie, coś w rodzaju Leo Messiego. Jego rekord życiowy na sto metrów wynosił 11 sekund! Nazywano go ,,El Filtrador’’ co miało oddawać umiejętność przejścia przez nawet najbardziej szczelną obronę przeciwnika. Cieszył się szacunkiem także dlatego iż grał bardzo fair. Karierę piłkarską rozpoczynał w argentyńskim Huracan Buenos Aires. Szybko wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie drużyny. Był niezwykle skuteczny, potrafił z zimną krwią wykorzystać każdy błąd rywala. Po dwunastu latach spędzonych na krajowym podwórku został kupiony przez włoską Genuę. Po zaledwie roku pozyskali go działacze Napoli, by po kilku miesiącach oddać go ponownie Genui. Kilka poważnych kontuzji i brak szczęścia nie zagwarantowało mu sukcesów w Serie A. Nie powiodło mu się również w Red Star Paris(chociaż namawiano go do zmiany obywatelstwa i obiecywano grę w reprezentacji) i tuż przed wojną wrócił do Argentyny. Natomiast zrobił wielką karierę jako trener. Od roku 1941 do 1958(i krótko w 1960) prowadził reprezentację Argentyny, pracując jednocześnie w klubach. Trzy razy z rzędu zdobył z Racingiem Mistrzostwo Argentyny(1949-1951). Reprezentację kraju doprowadził 6 razy(!) do tytułu mistrza Ameryki Południowej(Copa America). Po raz pierwszy po wojnie wywalczył z Argentyną awans na Mundial w Szwecji(1958). Wychował wielu argentyńskich piłkarzy, którzy przeszli do historii futbolu od Alfredo di Stefano, Adolfo Pedernery, Angela Labruny i Felixa Lustau po Oresta Corbattę, Omara Sivoriego, Humberto Maschio i Jose Sanfilippo. Był wykładowcą w wyższej szkole wychowania fizycznego, komentatorem radia Libertad a pieniądze zdobyte na boisku pomnażał w branży cukierniczej. Był w swojej ojczyźnie bardzo popularny i bogaty. Zmarł w roku 1966 w wieku 60 lat.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
1
@Safrani No nie da się ukryć. No cóż, gratuluje ci mimo wszystko
9
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
17 stycznia 1947 r. w Szczecinie urodził się Władysław Szaryński, jeden z ciekawszych napastników polskiego futbolu. ,,Kiedy zmieniałem klub mówili że zdradziłem Szczecin, lecz tylko ja wiem że gdy wybierałem się do odsłużenia wojska w Zawiszy Bydgoszcz, ryczałem jak bóbr. Tak samo, gdy jechałem na dworzec na pociąg do Rybnika. Musiałem opuścić rodzinne miasto bo chciałem grać w ekstraklasie”- opowiadał Szaryński, jeden z nielicznych szczęściarzy, którzy wystąpili w polskiej drużynie w finale europejskiego pucharu. Wychodząc w podstawowym składzie Górnika Zabrze na finałowy mecz Pucharu Zdobywców Pucharów z Manchesterem City, czuł jak nigdy że te wszystkie poświęcenia miały sens. Dopiero co skończył 23 lata, a tu w ataku u boku Banasia i Lubańskiego zaraz miał rozpocząć mecz, który przykuwał uwagę już nie tylko całej piłkarskiej polski ale również Europy. Zabrzanie przegrali 1:2, lecz ich wyczyn wciąż jest nieosiągalny dla jakiegokolwiek innego polskiego klubu. Szaryński już wcześniej dołożył cegiełke do sukcesu. W walce o ćwierćfinał z Glasgow Rangers na Stadionie Śląskim ,,huknął” z ponad 20 metrów tak kapitalnie że ponad 70 tys. ludzi przez minutę biło mu brawo na stojąco! To był gol na 2:0, gospodarze ostatecznie wygrali 3:1 i ze spokojem mogli jechać na rewanż do Glasgow, gdzie również pokonali Rangersów 3:1!
Do Zabrza Szaryński trafił z ROW Rybnik i był to jeden z kilku skomplikowanych transferów w jego karierze. Zawsze uparcie pchał się wyżej i efekty były dość zaskakujące jak na tamtą piłkarską epoke, ponieważ w ekstraklasie występował w aż 5 klubach(Arkonia Szczecin, Zawisza Bydgoszcz, Row Rybnik, Górnik Zabrze i Zagłębie Sosnowiec). W 1974 został właśnie piłkarzem Zagłębia i znowu była to transferowa niespodzianka. Zagłębie na półmetku zajmowało ostatnie miejsce w tabeli, na gwałt potrzebowało wzmocnień. Problemem podobno osobiście zainteresował się Edward Gierek. Nic dziwnego że transakcja doszła do skutku. Szaryński bardzo pomógł nowemu klubowi w utrzymaniu a w 1977 i 1978 jako kapitan zdobywał z nim Puchar Polski. Jeżeli nawet mógł mieć żal że Górnik tak łatwo pogodził się z jego odejściem, na koniec nie powinien był narzekać, bo zdążył zostać jedną z legend Zagłębia Sosnowiec. ,,Jestem wdzięczny losowi że tyle w piłce osiągnąłem. Wcale nie miałem łatwo, wiele było zakrętów, gróźb dyskwalifikacji, łez i niepewności, więc tym bardziej trzeba się cieszyć”- zapewniał Władysław Szaryński.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
3
No cóż, derby żądzą się swoimi prawami, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko pogratulować zawodnikom Manchesteru United. Tak czy inaczej losy tytułu jeszcze nie są rozstrzygnięte...
1
@Safrani Niedoczekanie!!! Przynajmniej z mojego punktu kibicowskiego...
1
No! Przed nami(krwawe?) derby Manchesteru po raz 198 w historii. Nowy trener "Czerwonych diabłów" i nowy nabytek "Obywateli" Gueie, czy jak mu tam? Teoretycznie powinno się dziać coś szalonego w tym meczu a więc zapinamy pasy i....
1
@Safrani Chopie, co ty tu wypisujesz!!? Do ku... nędzy?
0
@KrychaFCB Ter Stegen jest wciąż klasowym bramkarzem świata i powinien non stop grać! Mało tego, on zasłużył żeby grać jako przynajmniej pierwszy rezerwowy FC Barcelony!
10
Remontada na „Estadio Mestalla”:
17 stycznia 1943 r. FC Barcelona pokonuje na Mestalla CF Valencie 2:4 w 15 kolejce Primera Divison. Dublet w meczu zanotował znakomity napastnik Mariano Martin(62 i 63 minuta). Pozostałe 2 gole dołożyli Jose Bravo(53 minuta) oraz genialny napastnik Cesar Rodriguez(77 minuta). Blaugrana do czasu gola Jose Bravo przegrywała 2:0, jednak w drugiej połowie dokonała znakomitej remontady. W efekcie zwycięstwa Duma Katalonii uplasowała się na 7 pozycji w tabeli ze stratą 8 punktów do Athleticu Bilbao.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Hattrick Luisa Suareza:
Dokładnie 10 lat temu Lionel Messi, który wręczył kibicom piątą w swojej karierze Złotą Piłkę FIFA, przed rozpoczęciem meczu na Camp Nou, wykorzystał rzut karny, zapewniając FC Barcelonie zwycięstwo 6-0 nad 10-osobowym Athletic Bilbao. Z kolei najlepszy strzelec La Ligi, Luis Suarez, popisał się hattrickiem. Athletic sprokurował rzut karny na początku spotkania, gdy ich bramkarz, Gorka Iraizoz, powalił Suáreza i został ukarany czerwoną kartką, po czym Barça rozgromiła baskijski klub. Mistrzowie Hiszpanii i Europy, którzy rozegrali o jeden mecz mniej ze swoimi głównymi rywalami, tracili dwa punkty do Atlético, które zajmowało drugie miejsce a Real miał kolejne dwa punkty straty do niego, zajmującego trzecie miejsce. Athletic nie sprawiał Blaugranie żadnych problemów, nawet gdy grali w osłabieniu a Neymar podwyższył wynik na 2-0, przerzucając piłkę nad rezerwowym bramkarzem, Iago Herrerínem. Luis Suarez strzelił gola w drugiej połowie, wymieniając podania z Neymarem a napastnik Brazylii asystował Ivanowi Rakiticiowi, ustalając wynik na 4-0 w 62. minucie. Siedem minut później Suarez strzelił drugiego gola po podaniu Ardy Turana i skompletował hattrika, wysuwając się na prowadzenie w klasyfikacji strzelców z 18 golami, o dwa więcej niż Ronaldo i Benzema. „Wyrzucenie z boiska całkowicie odmieniło sytuację i mogliśmy to wykorzystać przez resztę meczu” – powiedział Suarez, ściskając piłkę meczową, hiszpańskiej telewizji. „Umieszczę to w muzeum, gdy tylko zdobędę podpisy kolegów z drużyny” – dodał napastnik Urugwaju.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Gary
@Bernard777
@Adran360
10
Wspominamy zasłużonych prezydentów Dumy Katalonii:
17 stycznia 1968 r. wybory na Prezydenta FC Barcelony wygrał Narcis de Carreras. Urząd piastował zaledwie 2 lata lecz zasłynął na zawsze ze słynnej frazy: „El Barça es mes que en club” co wszem i wobec znaczy Barça to więcej niż klub. Ta fraza miała na celu podkreślić iż Blaugrana jest od dziesięcioleci symbolem i wizytówką Katalonii, a nie tylko zwykłym klubem piłkarskim. W czasach dyktatury Franco Katalończycy byli mocno prześladowani a Camp Nou było jednym z niewielu miejsc, w których można było rozmawiać po katalońsku i demonstrować lokalny patriotyzm.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
9
@FCBparasiempre
16 stycznia 1922 r. w Budapeszcie urodził się Ferenc Deak, wybitny węgierski napastnik. Deak swoją piłkarską przygodę rozpoczął jako nastolatek. Miał 13 lat, kiedy zgłosił się do klubu, w którym rozpoczął pierwsze treningi. Był to zespół z jego najbliższej okolicy – Szentlőrinci Atlétikai Club. Pierwsze kroki w futbolowym świecie stawiał jako bramkarz i był w tym całkiem dobry. Słynął z tego, że momentami ciężko było go pokonać a bramka wydawała się zaczarowana. W jednym z meczów został jednak mocno trafiony piłką w głowę i stracił przytomność. Według jednej z wersji tego zdarzenia autorem trafienia miał być brat Józsefa Bozsika. Chłopak doszedł do siebie, ale rodzice postawili stanowcze weto dalszej pasji syna. Piłki w tamtych czasach były dużo cięższe niż dzisiaj i szybciej nasiąkały wodą. Dla młodego, rozwijającego się ciągle organizmu skutki takich uderzeń mogły być bardzo groźne. Jednak młody Ferenc nie potrafił wyrzucić futbolu z własnego życia. Kiedy tylko mógł zachodził i zaglądał na stadion. Z żalem i zazdrością patrzył na trenujących kolegów. Żeby być choć trochę bliżej piłki, stawał z boku boiska i podawał futbolówkę kolegom, opuszczała plac gry. Uderzał ją przy tym nie tylko mocno, ale też bardzo precyzyjnie. Swoją postawą zdobył sympatię jednego z trenerów. Był nim Elemér Berkessy, który jako zawodnik grał w paryskim Racingu czy FC Barcelonie. Miał też za sobą występy w reprezentacji, więc potrafił ocenić, czy ktoś ma talent czy nie. Ferenc nie miał kłopotów z opanowaniem piłki, a po sposobie, w jaki ją uderzał, widać było, że ma naturalny talent. Szkoleniowiec postanowił więc spróbować przekonać jego rodziców do zmiany zdania. Ci zgodzili się ustąpić, ale troszcząc się o zdrowie syna, postawili warunek, że Ferenc nie może już grać jako bramkarz. Chłopak został więc przesunięty do przodu. Nie był jednak przyzwyczajony do gry w polu, więc potrzebował nieco czasu, żeby odnaleźć się w nowej roli. Wtedy właśnie zyskał sobie przezwisko Bamba. Określenie to w wolnym tłumaczeniu można przetłumaczyć jako dureń. Deák sprawiał wrażenie trochę nieporadnego, ale bardzo szybko zaczął wszystkim pokazywać, na co go stać. ,,Byłem tak nazywany już w Lőrinc, ponieważ zgodnie z moimi przyzwyczajeniami stałem zwykle w kole środkowym przy linii, wyglądając przy tym, jakbym nie miał nic do roboty. Sterczałem tak jak bambus, ale kiedy nadchodziła okazja, zawsze potrafiłem ruszyć szybko i niespodziewanie”– opowiadał Deák. Ferenc konsekwentnie pracował na treningach i wkrótce zaczął zbierać efekty tej pracy. Pierwszy mecz w barwach Szentlőrinci zagrał 3 września 1939 r. Zespół przegrał 1:3, ale młokos uświetnił swój debiut golem. Klub występował wówczas na drugim poziomie rozgrywkowym w Nemzeti Bajnokság B, ale sezon później grali już w trzeciej lidze. Deak szybko budował swoją pozycję w zespole a swoimi sześcioma trafieniami na tym poziomie wysłał czytelny sygnał, że coraz lepiej radzi sobie też pod bramką rywali. Drużyna zaczęła piąć się w górę a Deak został jednym z jej liderów i zapoczątkował jeden z najlepszych okresów w dziejach klubu. Strzelał jak na zawołanie, niejednokrotnie notując po cztery czy pięć trafień w jednym meczu. W sezonie 1942/43 wystąpił w 26 meczach i tylko w trzech nie pokonał bramkarza rywali. Łącznie uzyskał aż 49 goli. Kwestią czasu było, kiedy zespół zamelduje się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Cel ten udało się wywalczyć w sezonie 1943/44 i jesienią 1944 r. Deak miał szansę debiutu w ekstraklasie. Pierwsze trzy mecze zakończyły się dla Szentlőrinc AC kompletem zwycięstw a nasz bohater zdobył w tych pojedynkach dziewięć goli. Ligowe zmagania zostały jednak przerwane z uwagi na działania wojenne. Jesienią próbowano zorganizować mistrzostwa wojskowe, ale tych też nie udało się dokończyć. Deak również wtedy imponował skutecznością, strzelając pięć goli w dziesięciu spotkaniach.
Wiosna przyniosła kolejną radziecką ofensywę, a piłkarskie zmagania zostały ograniczone tylko do drużyn z Budapesztu. Szentlőrinci grał na drugim poziomie tych rozgrywek, ale braki w źródłach nie pozwalają na pełne odtworzenie bilansu zespołu. Dopiero kolejną ligową kampanię udało się rozegrać w pełni. Futbol był jednym z tych elementów życia, który pozwolił Węgrom szybciej stanąć na nogi po wojnie. Zasady się nie zmieniły ale zmienił się sam kraj, w którym władzę przejęli komuniści. Wkrótce nowe władze zaczną wykorzystywać sport dla własnych celów i organizować go na nowo. Nie ominie to też piłki nożnej. Na razie jednak rywalizacja toczyła się w miarę normalnie. Zespoły podzielono na dwie grupy, z których najlepszych pięć drużyn awansowało do grupy mistrzowskiej. Dalekie od normalności były jednak strzeleckie popisy Deaka. Ładował gola za golem i nic nie robił sobie z przeciwników. Nie ważne, czy naprzeciwko niego stała drużyna MTK, Ferencvárosu czy ktoś z dołu tabeli. Zawsze znajdował sposób na bramkarza rywali. W wygranym 13:0 spotkaniu z Kőbányai Barátság strzelił aż dziewięć goli! Pięć trafień zaaplikował Ferencvárosowi, a kolejnych sześć drużynie Debreceni VSC! Poza tym wielokrotnie strzelał dwa, trzy albo cztery gole. Deak był praktycznie nie do zatrzymania i w śrubowaniu rekordu nie przeszkodziło mu nawet to, że dwukrotnie został usunięty przedwcześnie z boiska. Ostatecznie sezon 1945/46 ukończył z 66 golami na koncie! Potrzebował do tego 34 meczów, więc łatwo policzyć, że średnio uzyskiwał niemal dwa gole w każdym występie! Nawet biorąc po uwagę nieco inny niż zwykle format rozgrywek, trudne czasy powojenne i zapewne sporą różnicę w poziomach między zespołami, takie osiągnięcie musi budzić największe uznanie. Wcześniejszy rekord ustanowił w 1939 r. Gyula Zsengellér, który 56 razy znajdował wówczas drogę do bramki rywali. Strzeleckie popisy Deaka nie wystarczyły jednak, żeby ugrać coś z zespołem na arenie krajowej. Zmagania w grupie zachodniej Szentlőrinci AC zakończyło na czwartej lokacie, a w grupie mistrzowskiej zajęli dopiero ósme miejsce w stawce dziesięciu ekip. Rok później ekstraklasa składała się już tylko z 16 zespołów, które normalnie rywalizowały w jednej grupie. Deak potwierdził wówczas swoje nieprzeciętne umiejętności i drugi raz z rzędu został królem strzelców. Trafiał „tylko” w 22 z 30 meczów, ale w czterech czterokrotnie wpisywał się na listę strzelców a w trzech starciach aż pięć razy trafiał do siatki! Zespół znowu jednak zakończył zmagania w środku tabeli, zajmując siódmą lokatę. Po bramkostrzelnego zawodnika sięgnął w końcu jeden z największych i najbardziej utytułowanych klubów w kraju, czyli stołeczny Ferencvárosi Torna Club. Jedną z kart przetargowych przy transferze był dwupiętrowy dom, który zapewniono Deakowi. Bardzo entuzjastycznie na jego przyjście zapatrywali się też kibice, którzy liczyli, że nowy nabytek przywróci ich ukochanej drużynie utracony blask. Ferenc za otrzymane zaufanie odwdzięczył się najlepiej, jak mógł, czyli kolejnymi golami. Już w 3. kolejce cztery razy pokonał bramkarza rywali i poprowadził zespół do wygranej. W całym sezonie zespół zanotował tylko cztery remisy i pięć porażek, a pozostałe 23 spotkania wygrał. Deak był jednym z motorów napędowych zespołu i często to jego trafienia decydowały o zwycięstwach. Drużyna finiszowała na najniższym stopniu podium. Ferenc mógł być zadowolony ze swoich występów, choć w rywalizacji o koronę króla strzelców musiał uznać wyższość Ferenca Puskása, który zdobył 50 goli, podczas gdy Deak „zaledwie” 41 goli. W kolejnym sezonie pokazał razem z kolegami prawdziwą klasę. Ferencváros szedł jak burza i po kolei rozjeżdżał kolejnych rywali. Deak znowu zaliczył kilka meczów z czterema trafieniami i raz pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Pierwsze potknięcie zespół zanotował dopiero 13. kolejce, remisując 1:1 z MTK. Pierwsza porażka z kolei przyszła dopiero w 24. kolejce. W całym sezonie Ferenc z kolegami uzbierali ich ledwie trzy. W znakomitym stylu sięgnęli po krajowe mistrzostwo, dystansując wszystkich konkurentów w walce o tytuł. Nad drugim w tabeli MTK mieli aż 11 punktów przewagi. Ferenc Deak ze swoimi 59 golami w 30 meczach znowu zbliżył się do magicznej granicy dwóch goli na mecz i po raz trzeci został królem strzelców. Obok siebie miał znakomitych Sándora Kocsisa i Zoltána Czibora i trudno było sobie wyobrazić lepszy sposób na uczczenie jubileuszu 50-lecia klubu.
Latem 1950 r. razem z kolegami spędzał czas w jednym z klubów nocnych w mieście Siófok nad Balatonem. Towarzystwo trochę sobie wypiło, a że Deak był muzykalny i lubił śpiewać, to zaintonował wykonanie klubowego hymnu, który jednak nie cieszył się wówczas uznaniem w oczach władz. Pech chciał, że świadkami tego występu była dwójka funkcjonariuszy z Államvédelmi Hatóság, czyli politycznej policji węgierskiej. Przez moment tolerowali oni zachowanie Deaka, ale po chwili do niego podeszli i kazali mu się zamknąć. Deak zamilkł, odwrócił się w stronę baru i zamówił dwa drinki. Kiedy barman mu je przygotował, Ferenc wylał ich zawartość wprost na twarze oficerów i całą akcję zakończył dwoma precyzyjnymi ciosami, jak na dobrego napastnika przystało. Władze nie chcąc skandalu, starały się wyciszyć sławę, ale Deak był już u nich na cenzurowanym. Jeden z wysoko postawionych w ministerstwie działaczy Sándor Csáki postawił piłkarzowi ultimatum. Urzędnik był też jednym z działaczy Dózsa Sport Egyesület, czyli dzisiejszego Újpestu i przedstawił zawodnikowi propozycję nie do odrzucenia. Możesz zdecydować – idziesz do więzienia, albo do Újpestu! – zwrócił się Csáki do Deaka. Incydent nad Balatonem położył się też cieniem na jego karierze reprezentacyjnej. Gusztáv Sebes uznał go za element niepewny politycznie i przestał go powoływać. Miejsce Deaka na środku reprezentacyjnego napadu zajął Nándor Hidegkuti. Węgrzy w tamtych czasach dysponowali wieloma klasowymi zawodnikami, a siła ognia ataku drużyny narodowej czasami wręcz porażała, więc spokojnie mogli sobie pozwolić na rezygnację z usług takiego snajpera jak Deak. W reprezentacji debiutował on jeszcze w czasie wojny w spotkaniach nieoficjalnych. Pierwszy oficjalny występ zanotował 6 października w meczu z Austrią, strzelając dwa gole. Łącznie zdążył uzbierać 20 meczów w kadrze i tylko w trzech nie strzelił gola. Tych zdołał strzelić aż 29, co też musi budzić uznanie. Dwukrotnie wystąpił w meczach z Polską. Po raz pierwszy 19 września 1948 r. w wygranym 6:2 spotkaniu w Warszawie, gdzie strzelił jedną z bramek. Drugi raz zagrał przeciwko naszym reprezentantom 10 lipca 1949 r. W Debreczynie Węgrzy wygrali wówczas 8:2, a Ferenc Deak aż cztery razy zmusił do kapitulacji Henryka Borucza. W nowym klubie musiał pogodzić się z faktem, że to nie on jest już gwiazdą numer jeden w zespole. W Újpeście pierwsze skrzypce grał Ferenc Szusza. Deak ciągle jednak imponował skutecznością, choć jego osiągnięcia nie rzucały już na kolana. W 83 spotkaniach, jakie w ciągu czterech lat rozegrał dla klubu, strzelił 53 gole. Po przygodzie z Újpestem występował jeszcze przez parę lat w mniejszych klubach, aż w końcu w 1960 r. zakończył karierę w grającym wówczas w piątej lidze Siófoki Bányász SE. Pod koniec swojej przygody z piłką grywał już dalej od bramki przeciwnika i nie strzelał już tylu goli. Kiedy jednak już to robił, to zapadał kibicom w pamięć, jak wtedy, gdy trafił do bramki z połowy boiska. Nigdy nie pogodził się z decyzją o odsunięciu go od reprezentacji. Ominęły go wszystkie największe sukcesy węgierskiej ekipy – igrzyska olimpijskie w Helsinkach, mecz z Anglią na Wembley, czy mistrzostwa świata w Szwajcarii. Jedne trofeum, jakie zdobył z kadrą, to Puchar Bałkanów w 1947 r., gdzie oczywiście został królem strzelców. Po zakończeniu kariery podjął współpracę z rządem i pracował dla armii. Ukończył też szkołę oficerską policji i w oczach kibiców został towarzyszem Deakiem. Wszystkie te działania podejmował, żeby zapewnić utrzymanie rodzinie. Dodatkowo przed opuszczeniem Ferencvárosu zobowiązał się, że wszystkie okoliczności zmiany klubu zachowa w tajemnicy, przez co kibice długo nie mogli mu wybaczyć, że odszedł do największego rywala. Dobre imię zostało mu przywrócone dopiero po zmianie ustroju. W 1994 r. został uhonorowany Krzyżem Oficerskim Order Zasługi, a w 1999 r. pośmiertnie przyznano mu Nagrodę Dziedzictwa Węgierskiego. Na rok przed śmiercią, w 1997 r. w Monachium na gali IFFHS otrzymał tytuł króla strzelców stulecia. Zmarł 18 kwietnia 1998 r. w Budapeszcie. Swoimi rekordami na stałe zapisał się w historii futbolu a uzyskane przez niego 66(!) goli w jednym ligowym sezonie wydaje się być wynikiem nie do pobicia!
6
To był piłkarz, który strzelił więcej goli w sezonie ligowym od Lewandowskiego, Cristiano Ronaldo czy nawet Messiego! Dzisiaj przypada 104 rocznica jego urodzin. Kim był ten genialny snajper? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
11
David Villa z dubletem a Barça z rekordem:
Dokładnie 15 lat temu FC Barcelona pokonała Malage 4:1. Blaugrana kontynuuowała nieustępliwy marsz w Primera Division i kolejnym zdecydowanym zwycięstwem nad Malagą na Camp Nou wykorzystała porażkę Realu Madryt w Almerii powiększając jeszcze bardziej przewagę w walce o tytuł. Podopieczni Pepa Guardioli zakończyli pierwszą połowę sezonu z najwyższą liczbą punktów w historii: 52. Porażka z Hérculesem (0:2) i remis z Mallorcą (1:1) to jedyne dwa mecze, w których Barça nie zdobyła wszystkich trzech punktów. To najlepsza ekipa od czasów Rinusa Michelsa (1973-74), z 61 strzelonymi i 11 straconymi golami. Ich statystyki są lepsze niż w sezonie, w którym zdobyli sześć tytułów. Andaluzyjska drużyna Manuela Pellegriniego nie miała szans na sprawienie niespodzianki na Camp Nou, zwłaszcza że Iniesta dał im kontrolę nad meczem w siódmej minucie. Villa, z dwoma golami, i Pedro byli pozostałymi strzelcami. Pierwsze minuty meczu były, co nie dziwi, kompletnym monologiem Barçy. Piłkarze Malagi gonili za piłką, nie mogąc przebić się przez zbiorową grę podaniową, organizowaną przez Busquetsa, Iniestę, Xaviego, Messiego i spółkę. Pierwszy gol padł po siedmiu minutach, po oszałamiającym uderzeniu Iniesty. Urodzony w Albacete zawodnik wolejem skierował piłkę do bramki po dośrodkowaniu Alvesa z prawej strony i uderzył nią w wewnętrzną część prawego słupka, nie dając Sergio Asenjo żadnych szans. To szósty gol Iniesty w tym sezonie, co jak dotąd jest bezprecedensowym osiągnięciem. Od tego momentu Barça trzymała się swojego planu: kombinowała podania, tworzyła przestrzeń i tak dalej. Ich gra była wspaniała, jak zwykle, ale z dodatkową dawką szybkości, nie do zatrzymania dla żadnego przeciwnika. Malaga odczuła skutki pierwszej bramki. Asenjo zapobiegł zmianie na 2:0, broniąc strzału Pedro; miał też szczęście, gdy w 16. minucie zobaczył, jak strzał Xaviego z dystansu trafił w poprzeczkę. W następnej minucie, w 17. minucie, Messi asystował Villi a ten nie pomylił się. Wyjątkowa interwencja Busquetsa po wybiciu Malagi dała Argentyńczykowi piłkę idealnie podaną do Villi, która następnie wślizgnęła ją między nogi bramkarza.
Jedynym negatywnym akcentem dla Barcelony była zmiana Alvesa z powodu kontuzji w 27. minucie. Brazylijczyk będzie pauzował od dziesięciu do piętnastu dni, co oznacza, że opuści co najmniej kolejny mecz Pucharu Króla(rewanż z Betisem) i sobotni mecz na Camp Nou z Racingiem. Adriano był odpowiedzialny za zajęcie swojego miejsca na boisku. Dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy Barça przypieczętowała zwycięstwo, o ile wcześniej tego nie zrobiła. Po tym, jak Asenjo obronił sytuację sam na sam z Iniestą, Pedro wpakował piłkę do siatki. Tempo gry znacznie spadło w drugiej połowie. Wynik był już przesądzony i Barça nie chciała podejmować dalszego ryzyka. Malaga kontynuowała grę, robiąc, co mogła, i oddała pierwszy strzał na bramkę Valdésa w 65. minucie. W drugim strzale, w 67. Minucie Duda zdołał zamienić rzut wolny na gola honorowego. Po zdobyciu gola Andaluzyjczycy zwiększyli intensywność, ale to Barça się obudziła. Zmiana tempa Xaviego i rajd Villi wystarczyły, by zdobyć czwartego gola. Asturyjczyk zręcznie minął Asenjo dryblingiem i przypieczętował zwycięstwo (4:1, 73. minuta). Ostatnie minuty były doskonałą okazją, by dać szansę na grę nowemu nabytkowi, Holendrowi Ibrahimowi Afellayowi a także Bojanowi Krkiciowi.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
3
Niech odchodzi z klubu jak najszybciej i dokadkolwiek patałach jeden!
Już dawno nie powinno go tu być!
11
Madrycki prowokator:
16 stycznia 1921 r. FC Barcelona pokonała CE Europa 2:1 w mistrzostwach Katalonii. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt wywołania przez kibiców zamieszek na stadionie ,,Camp del Carrer Indústria”, gdzie rozgrywano ten mecz. Industria, popularnie nazywana ,,Escopidora” była pierwszym stadionem Blaugrany, który został zamknięty z nakazu federacji hiszpańskiej. Była to kara nałożona w następstwie zajść wywołanych przez kibiców Barçy zaraz po meczu właśnie z CE Europa. Mimo zwycięstwa, naciski i ataki na sędziego przyczyniły się do interwencji obecnej na stadionie policji z Gwardii Cywilnej. Wydarzenia te ówczesna prasa określiła mianem ,,nieprzyjemnych zajść". Doszło do nich pod koniec meczu, kiedy to madrycki sędzia Pablo Lemmel, były bramkarz klubów Gimnasia i FC Madrid, oraz według niektórych źródeł ,,cieszący się zasłużoną sławą antybarcelonisty oraz socio Espanyolu", został zaatakowany przez niektórych sympatyków Barçy. Agresja nieroztropnych kibiców kosztowała klub karę nałożoną przez Hiszpańską Federacje Piłkarską, która nakazała zamknąć ,,Escopidore” na 3 miesiące. W następną niedziele po zajściach Duma Katalonii rozgrywała kolejny mecz o mistrzostwo Katalonii na ,,Camp del Carrer Galileu” przeciwko FC Internacional. Kilka minut przed końcem legendarny napastnik Paulino Alcantara zdobył zwycięskiego gola dla Barçy. Było to nie lada osiągnięcie w starciu z walecznym rywalem, którego bramkarz Bru był najlepszym zawodnikiem. Paradoksalnie arbitrem tego spotkania był niezawodowy sędzia Massana, będący piłkarzem...Espanyolu. Kolegium Sędziów nie desygnowało na to spotkanie żadnego arbitra, ponieważ FC Barcelona nie wytłumaczyła się jeszcze z poprzednich zajść. Tak oto funkcjonował futbol w tamtej epoce…
@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
12
Zapomniana goleada Blaugrany:
16 stycznia 1910 r. FC Barcelona rozgromiła FC Central 12:0(!) w ramach 7 kolejki mistrzostw Katalonii. Trzeba wiedzieć że aż 5(!) goli w tym meczu zanotował legendarny napastnik Carles Comamala, który został królem strzelców w tamtej edycji(1909/10) mistrzostw Katalonii. Mistrzostwo zdobyła FC Barcelona, wyprzedzając Espanyol o 4 punkty.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Peru po raz pierwszy!
15 stycznia 1939 r. na Estadio Nacional w Limie, Paragwaj pokonał Chile 5:1. Ten mecz zapoczątkował 15-tą w historii edycje Copa America. Podczas gdy w 1939 r. Europa sposobiła się do wojny, Południowa Ameryka szykowała się do zupełnie bezkrwawej rywalizacji. Po raz kolejny Lima podejmowała uczestników nowej edycji Copa America. Zaszczyt ten przypadł Peruwiańczykom nie bez przyczyny. Po berlińskiej Olimpiadzie z 1936 r. chodzili oni w glorii pokrzywdzonych bohaterów, którym należy się nie tylko moralna satysfakcja. Istotnie coś było na rzeczy. W Berlinie ,,Inkowie” wprost olśnili wybredną, międzynarodową publiczność. Doskonale przygotowany zespół, tak dobrze prezentujący się już w 1935 r. rozgromił Finlandie 7:3 a z bardzo silną wówczas Austrią bawił się w kotka i myszkę wygrywając 4:2! Droga do finału i powtórzenia urugwajskich osiągnięć z lat 20-tych zdawała się być w zasięgu ręki. I oto kombinacje komisji regulaminowej sprawiły że wynik meczu z Austrią został anulowany. Prostoduszni Peruwiańczycy, zdruzgotani takim obrotem sprawy, w poczuciu ciężkiej i niezasłużonej krzywdy, na znak protestu natychmiast wrócili do domu. Witano ich niczym inkaskich herosów. W dowód kontynentalnej solidarności powierzono Bogocie organizacje pierwszych Igrzysk Boliwarskich w 1938, traktowanych jako moralne zadośćuczynienie za berliński afront. Zaś na tej samej fali emocjonalnej rok później Lima podejmowała uczestników Copa America.
Po nieszczęsnym epizodzie berlińskim w szeregach Peru doszły nowe indywidualności. Osią i filarem drużyny został kapitalny środkowy pomocnik Segindo Castillo. Znakomicie uzupełniali go w defensywie pracowici Carlos Tovar, Orestes Jordan i Pablo Pasache. Cennym nabytkiem okazal się przedstawiciel niezwykle usportowionej rodziny, Enrique Perales. Natomiast asami atutowymi ekipy ,,Inków” byli bracia Fernandez(Teodoro i Arturo) oraz bracia Alcalde(Jorge i Teodoro). Kolejnym debiutantem w imprezie był Ekwador, który wszelako oprócz ambicji nie wiele miał do powiedzenia. Z kolei zawiodło z kretesem Chile, chociaż filar jego defensywy, Ascanio Cortez, zaraz po ostatnim meczu podpisał kontrakt z samym River Plate. Paragwaj, jak zwykle bitny i ofiarny, tym razem wypadł słabiej. Z Peru i Urugwajem nie miał nic do powiedzenia. Pod nieobecność Argentyny i Brazylii tylko Urugwaj mógł sprostać idącym od zwycięstwa do zwycięstwa gospodarzom. ,,Celestes” dobrze przygotowali się do gry w wysokogórskim klimacie Limy. Imponowali sprawnością i wybieganiem. Zespół opierał się na graczach Nacionalu, który właśnie startował do największych w historii sukcesów. Wszystko rozstrzygnęło się w ostatnim, decydującym o tryumfie meczu Peru-Urugwaj. Zagrzewani szaleńczym dopingiem gospodarze, przejeli inicjatywę od pierwszych minut, spychając ,,urusów” do obrony. Gole Jorge Alcalde i Bielicha oraz honorowy Porty ustaliły wynik 2:1 dla gospodarzy. Limę ogarnęła euforia. Berlińska zniewaga została pomszczona, choćby i pośrednio. Bohaterowie Peru, bracia Alcalde oraz bracia Fernandez, wysoko w górze dzierżąc Puchar Ameryki, czuli się tak, jakby odnaleźli legendarny złoty skarb Inków!
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@MoralnyKarzel
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
10
Wybitne legendy argentyńskiego futbolu:
12 stycznia 1918 r. urodził się Vicente de la Mata, legendarny napastnik; 3-krotny zdobywca Copa America(1937, 1945 i 1946) oraz 3-krotny mistrz Argentyny z CA Independiente. W 1937 roku przeszedł z prowincjonalnej Cordoby do wielkiego Independiente, gdzie stworzył (wraz z Antonio Sastre i paragwajskim fenomenem Arsenio Erico) wymarzony tercet. Nazywano go „Capote" (płaszcz), Gdyż po mistrzowsku prowadzoną piłkę jak gdyby rzeczywiście okrywał niewidzialnym płaszczem. Kapryśny i chimeryczny, nierzadko boiskowy pieniacz i awanturnik, w galerii najwspanialszych dryblerów Argentyny zajmuje miejsce poczesne. Do historii jako piłkarskie „dzieło sztuki" (Obra de arte) przeszła jego akcja podczas meczu z River Plate 12 października 1939 r., kiedy otrzymawszy podanie na pozycji lewego obrońcy z gracją baletmistrza objechał kolejno ośmiu(!) przeciwników i zwolniwszy bieg, niczym na spacerku z niezmąconym spokojem wolniutko wszedł do bramki z piłką przy nodze. „Capote" strzelał równie dobrze jak kiwał. W latach 1937- -52 zdobył w argentyńskiej lidze 152 gole. Natomiast w latach 1937- 46 rozegrał w barwach ,,Albicelestes” 13 meczów strzelając 6 goli.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
0
@Damian11 Te słowa po chińsku oznaczają może "przy okazji"?
3
@Sysia11 Achhhh te wasze żarty..........!
0
@mkord No zgadza sie! Czyli konkretnie jak?
4
@Sysia11 Nie no, ty wierzysz w to co piszesz?
9
Naturalnie ja też jestem ukontentowany że Real Madrid odpadł z rozgrywek Cope del Rey ale(!) jest takie stare, mądre przysłowie: Nie śmiej dziadku z cudzego wypadku......
0
@mkord Aaa rzeczywiście coś tam gadał ale słabo kojarze...
Z drugiej strony to ciul go wie jak to się wymawia te chińszczyzne?
13
El Clasico w Supercopa:
15 stycznia 2023 roku Robert Lewandowski wywalczył pierwsze trofeum w barwach FC Barcelony. "Duma Katalonii" w świetnym stylu pokonała Real Madryt 3:1 i zdobyła po raz 14-ty Superpuchar Hiszpanii. Kapitan reprezentacji Polski zaliczył asystę i trafił do siatki. Już w pierwszej połowie Blaugrana udowodniła, że tego dnia jest drużyną wyraźnie lepszą. Podopieczni Xaviego Hernandeza wyszli na prowadzenie w 34. minucie gry. Podanie Lewandowskiego wykorzystał Gavi. Pomocnik Barcelony wyszedł na wolne pole i pewnie pokonał Thibault Courtois. Tuż przed przerwą było już 2:0. Tym razem Lewandowski i Gavi zamienili się rolami. Hiszpan popędził lewym skrzydłem i zagrał piłkę w pole karne do nabiegającego Polaka. 34-latek z bliskiej odległości skierował futbolówkę do siatki. Do przerwy Barça utrzymała dwubramkowe prowadzenie. Warto wspomnieć, że w pierwszej części spotkania "Królewscy" oddali tylko jeden strzał i było to uderzenie niecelne. Wydawało się, że po zmianie stron Real ruszy do odrabiania strat. Zespół Carlo Ancelottiego nie miał jednak sposobu na przedarcie się przez obronę "Dumy Katalonii". W 51. minucie meczu mogło być 3:0, ale doskonałą szansę na gola zmarnował Ousmane Dembele. W końcu jednak Blaugrana dopięła swego i zdobyła trzecią bramkę. Ponownie asystował Gavi a akcję wykończył Pedri. Sędzia jeszcze sprawdzał, czy 21-latek nie znalazł się pozycji spalonej. Ostatecznie trafienie zostało zaliczone. Po trzecim golu tempo gry spadło. FC Barcelona kontrolowała wynik i przebieg meczu. Real szukał gola honorowego, ale w atakach "Królewskich" brakowało pomysłu. Finalnie jednak w jednej z ostatnich akcji meczu jedynego gola dla ekipy z Madrytu zdobył Karim Benzema.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360