10

Nieco zapomniane legendy rodzimego futbolu:

21 stycznia 1948 r. w Nysie urodził się Zygmunt Kukla, bramkarz, wychowanek i legenda Stali Mielec, z którą dwa razy zdobył mistrzostwo Polski. 20 razy zagrał w reprezentacji Polski, w tym w dwóch meczach w finałach MŚ 1978 w Argentynie. Urodził się z dala od Mielca, jednak to właśnie z niewielkim miastem na Podkarpaciu związał całe swoje życie (podobnie jak urodzony w Malborku Grzegorz Lato). Do Stali zapisał się w wieku 12 lat, został wicemistrzem Polski juniorów, jednak przez pewien czas zawiesił przygodę z futbolem na rzecz piłki ręcznej (tam też był bramkarzem). Szybko wrócił i w 1965 r. trafił do pierwszej drużyny. Prawie rok czekał na swoją szansę: ,,Do składu dostałem się przez przypadek. Pierwszy bramkarz złamał obojczyk, drugi w trzech meczach zagrał i wszystkie trzy „czapa”. Spadliśmy do trzeciej ligi. Piękny początek kariery, nie? Ale później awans i już poszło – rok po roku. Druga liga, pierwsza. Dziesiąte miejsce, piąte i wreszcie mistrz. Dwa razy mistrzostwo Polski w Mielcu, na wsi! ‘’– mówił w wywiadzie dla Weszło.com. Debiutował w sierpniu 1966 r. w meczu z Olimpią Poznań (w ówczesnej drugiej lidze). Wszedł w przerwie, kiedy Stal przegrywała 0:3 i „zamurował” bramkę. Skończyło się 4:3 dla Stali, a bluzy z numerem 1 nie oddał aż do 1980 r. Zagrał dla ekipy z Mielca 340 ligowych spotkań, co do dzisiaj stanowi klubowy rekord. W 1979 r. w plebiscycie krakowskiego Tempa został uznany za najlepszego bramkarza ligi. Ostatni raz w barwach Stali Mielec wystąpił we wrześniu 1980 r. Potem dostał telefon od trenującego Apollon Ateny Jacka Gmocha i wyjechał do Grecji, z której wrócił po trzech latach. Miał wtedy 35 lat i działacze prosili go, aby pomógł Stali wrócić do ekstraklasy. Postanowił jednak zakończyć karierę, odrzucił także propozycję posady trenera i rozpoczął pracę w WSK Mielec. W reprezentacji zadebiutował 16 października 1976 r. w meczu eliminacji MŚ 1978 z Portugalią (wygrana w Porto 2:0). Podobno Jacek Gmoch typował go na pierwszego bramkarza kadry w finałach MŚ 1978 w Argentynie, jednak ostatnie miesiące przed turniejem Zyga spędził na leczeniu złamanej nogi. Ostatecznie wystąpił w dwóch meczach – w wygranym 1:0 z Peru i ostatnim, przegranym 1:3 z Brazylią. 17 października 1979 r. zanotował kapitalny występ w Amsterdamie, a Polska zremisowała w meczu eliminacji Euro 1980 z Holandią 1:1. Niestety, ten wynik oznaczał, że Polska na finały Euro do Włoch nie pojechała, a dla Kukli był to dwudziesty i ostatni mecz w bluzie z orzełkiem na piersi. W mieleckiej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego pracował tylko trzy lata, bo w 1986 r. wózek widłowy zmiażdżył mu stopę i dwa lata walczył o uniknięcie jej amputacji. Przeszedł na rentę, a w latach 90. przyplątał się jeszcze rak krtani. Kukla pokonał nowotwór, ale w 2016 r. nie miał już tyle szczęścia – po wylewie nie odzyskał przytomności i zmarł w wieku 68 lat. W Reprezentacji rozegrał 20 meczów, 14 straconych goli.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

9

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

21 stycznia 1927 r. w Czeladzi urodził się Stanisław Hachorek. Przygodę z piłką zaczynał jako skrajny obrońca, ale szybko dał się poznać jako niezwykle ambitny, przebojowy i skuteczny napastnik. Pochodził z Czeladzi, ale złotymi zgłoskami zapisał się w historii Gwardii Warszawa, gdzie wymienia się go w gronie klubowych legend. Swoje pierwsze piłkarskie szlify zdobywał w lokalnym CKS Czeladź a potem w WMKS Katowice, szybko jednak przeniósł się do stolicy. Zasilił szeregi nowo powstałego wielosekcyjnego klubu sportowego WKS Gwardia Warszawa, który szybko udowodnił, że ma ambicje do poważnego grania. ,,Harpagany” relatywnie szybko wywalczyły awans do najwyższej ligi i w pierwszych sezonach zajmowały miejsce tuż za podium. W sezonie 1954 Gwardia sensacyjnie zdobyła Puchar Polski pokonując w finale 3:1 Wisłę Kraków. Walnie przyczynił się do tego Hachorek, który zdobył dwa pierwsze gole w meczu. Poza niezwykłą skutecznością pod bramką rywala, czego dowodem był tytuł króla strzelców w sezonie 1955, jego atutem była wprawiająca w zdumienie kondycja.. Podczas jego gry w Gwardii, ta występowała w najwyższej lidze przez 9 sezonów. Hachorek zdobył w tym czasie 86 goli w 174 spotkaniach, co do dziś stanowi rekord klubowy. Uwzględniając pozostałe sezony strzelił on łącznie 111 goli w 206 meczach jako piłkarz ,,Harpaganów”. W 1962 roku przeniósł się do Warszawianki, w której zakończył karierę piłkarską i rozpoczął przygodę trenerską. Ta niestety nie była zbyt owocna. Hachorek to przede wszystkim reprezentant drużyny narodowej i uczestnik igrzysk olimpijskich 1960 w Rzymie. Debiutował w 1955 r. w starciu z Rumunią i strzelił nawet gola. Łącznie rozegrał w biało-czerwonych barwach 16 spotkań, w których zdobył 8 goli. Jedną z nich zanotował na igrzyskach w pojedynku z Tunezją.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

0

Otóż to! Ten bramkarz prezentuje klase światową i po powrocie powinien bronić jako bramkarz numer 2.

0

Otóż to! Ten bramkarz to klasa światowa i po powrocie powinien bronić jako drugi bramkarz.

1

@Sysia11 Co do "Julka" to pełna zgoda. Jednak Lautaro Martinez wczoraj w meczu z Arsenalem był cieniem samego siebie i nie dziwota ze trener zdjał go w 63 minucie. Reprezentacja to troche inna bajka, nigdy niewiadomo jak się będzie prezentował za kilka miesięcy...

12

Zapomniane El Clasico:

21 stycznia 1962 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 3:1 w ramach 20 kolejki Primera Division, po 2 golach Brazylijczyka Evaristo oraz jednym Sandora Kocsisa. Po wygranym klasyku Barça zajmowała 3 pozycje w tabeli ze stratą 8 punktów do Realu Madryt i 2 do Atletico Madryt. Pościg Blaugrany za Realem niestety się nie powiódł i w rezultacie Duma Katalonii zdobyła tylko wicemistrzostwo tracąc do Królewskich 3 punkty.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

1

@Sysia11 Tylko coś Lautaro Martinez i Julian Alvarez ostatnio spuścili nieco z tonu...

16

Legendy, o których prawdziwi cules nigdy nie zapominają:

21 stycznia 1901 r. w Barcelonie urodził się Ricardo Zamora, wielka legenda nie tylko Barçy lecz i światowego futbolu. Jeden z najlepszych bramkarzy w historii tej dyscypliny. Swoją karierę rozpoczynał w Espanyolu. Miał zaledwie 16 lat gdy zadebiutował w zespole lokalnego rywala Barçy. W roku 1919 przeniósł się do FC Barcelony, która wówczas potrzebowała klasowego bramkarza. Jego ojciec poprosił go wtedy aby zawiesił karierę i dokończył studia. Ricardo spełnił życzenie ojca ale wraz z innymi socios założył czwartą drużynę Barçy, która grała co niedziele dla własnej przyjemności. Władze Blaugrany uznały to za marnotrawstwo jego talentu i w końcu udało się namówić piłkarza do powrotu w szeregi pierwszej drużyny. Zamora miał świetne warunki fizyczne(186 cm./82 kg), doskonały refleks, potrafił wyczuć intencje strzelca i rzucić się w odpowiedniej chwili w stronę właściwego słupka. Słynął również z solidności i stalowych nerwów. Bardzo szybko zaczął uchodzić za jednego z najlepszych bramkarzy świata. W Dumie Katalonii Ricardo spędził 3 sezony, dwukrotnie zdobywając Puchar Króla(La Liga jeszcze wówczas nie istniała) i trzykrotnie mistrzostwo Katalonii. W 1922 Zamora opuścił jednak Dume Katalonii, po konflikcie jaki wynikł pomiędzy nim a władzami klubu. Ricardo zażądał od prezydenta Gampera podwyżki, na którą ten się nie zgodził. Wykorzystali to dyrektorzy Espanyolu, którzy proponując zawodnikowi 25 tys. peset za przejście do ich klubu oraz miesięczne pobory w wysokości 1 tys. peset, zapewnili sobie jego powrót. Za ten transfer hiszpańska federacja nałożyła na zawodnika karę. Za opuszczenie Blaugrany bez zgody tegoż klubu Zamora nie mógł występować przez rok. Z Espanyolem zdobył Puchar Hiszpanii a kilka lat później przeniósł się do Realu Madryt gdzie zakończył swoją wielką karierę. Zamora do dziś uważany jest za najlepszego bramkarza swojej epoki. Ponieważ we wszystkich sezonach La Ligi od jej powstania w 1928 r. aż do zakończenia kariery, Zamora był bramkarzem, który miał na koncie najmniej puszczonych goli w każdym z sezonów, to od jego nazwiska nazwano trofeum wręczane co roku najskuteczniejszemu bramkarzowi tych rozgrywek. Mimo że na Camp Nou spędził tylko 3 sezony to jednak cules uważają go do dziś za swoją wielką legende. Rodzinne miasto uczciło Zamore nazywając jego imieniem jeden z placy nieopodal Camp Nou.

Cześć i chwała legendom Barçy!

@Adran360
@Arkon
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@Pnog37 Jak na taki potencjał to jednak za mało....

0

@lajcior Oj nie wiem, nie wiem, już i tak sporo ponakupowali tych piłkarzy a efektów nie widać...

3

Prawie rok temu pisałem żeby Pepito dał już sobie spokój z "Obywatelami". Z całym szacunkiem do Guardioli ale wcale bym się nie zdziwił gdyby włodarze Manchesteru City zwolnili Katalończyka po sezonie a nawet jeszcze w tym tygodniu! W końcu sam bym stracił cierpliwość...

12

Żywe legendy urugwajskiego futbolu:

Dokładnie 70 lat temu urodził się Rodolfo Sergio Rodríguez Rodríguez, urugwajski bramkarz. Piłkarską karierę rozpoczął w 1971 roku w klubie CA Cerro, skąd w 1976 przeniósł się do Club Nacional de Football, gdzie rozpoczęła się jego kariera zawodowa. W Nacionalu występował do 1984 roku zdobywając w tym okresie trzykrotnie mistrzostwo Urugwaju (1977, 1980 i 1983) oraz wygrywając turniej Copa Libertadores 1980 a następnie Puchar Interkontynentalny. W 1984 Rodríguez przeniósł się do Brazylii, do klubu Santos FC, z którym jeszcze w tym samym roku zdobył mistrzostwo stanu São Paulo (Campeonato Paulista). W Santosie grał do 1988 roku. Następnie Rodríguez rozegrał jeden sezon w portugalskim klubie Sporting CP, skąd w 1990 wrócił do Brazylii, gdzie grał w klubie Portuguesa São Paulo, z którego po dwóch latach przeszedł do EC Bahia. Z klubem Bahia dwukrotnie został mistrzem stanu Bahia - w 1993 i 1994. Rodríguez bronił bramki reprezentacji Urugwaju w czterech meczach grupowych nieudanego turnieju Copa América 1979. Urugwaj grał w grupie z Paragwajem i Ekwadorem, plasując się ostatecznie na drugim miejscu za Paragwajem (późniejszym trumfatorem). Z reprezentacją Urugwaju Rodríguez wygrał rozegrany na przełomie lat 1980 i 1981 prestiżowy turniej ,,Mundialito” zorganizowany w 50 rocznicę pierwszych mistrzostw świata. W turnieju Copa América 1983 Urugwaj zdobył mistrzostwo Ameryki Południowej a Rodríguez był podstawowym bramkarzem drużyny, broniąc jej bramki we wszystkich ośmiu meczach: z Chile i Wenezuelą w fazie grupowej, z Peru w półfinale oraz w dwóch finałowych spotkaniach z Brazylią. Będąc piłkarzem brazylijskiego klubu Santos FC był w kadrze reprezentacji Urugwaju w finałach mistrzostw świata w 1986 roku, gdzie Urugwaj dotarł do 1/8 finału. Choć był podstawowym bramkarzem reprezentacji, z powodu kontuzji nie zagrał w żadnym meczu. Zastąpił go Fernando Álvez.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

13

Wybitne legendy hiszpańskiego futbolu:

20 stycznia 1921 r. urodził się Telmo Zarraonandia Montoya, genialny napastnik. Zanim Cristiano Ronaldo i Lionel Messi zaczęli swój kosmiczny wyścig, najlepszym strzelcem w historii ligi hiszpańskiej był Telmo Zarra. Urodzony w Erandio zawodnik stał się największą legendą Athletiku Bilbao(277 meczów i 251 goli), zdobywając w tym klubie tytuł mistrzowski, pięć krajowych pucharów i sześciokrotnie sięgając po koronę króla strzelców. Do dziś trofeum najlepszego hiszpańskiego snajpera w Primera Division jest nazywane jego nazwiskiem. Zarra świetnie radził sobie również w reprezentacji Hiszpanii (20 meczów i 20 goli!). Zagrał też na mistrzostwach świata w 1950 roku a jego zwycięski gol w meczu z Anglią zadecydował o tym, że uważający się za najlepszych na świecie Anglicy nie wyszli z grupy.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

1

@Safrani Oski? Echhhh, ten Oski...

1

@Safrani To dlaczego FC Porto napisał że będzie lepszy niż w Liverpoolu?

12

Premierowy oficjalny gol w historii FC Barcelony miał szkocki wydźwięk:

Około dwa lata po pierwszym meczu w historii FC Barcelony, drużyna rozegrała swój pierwszy oficjalny mecz w Copa Macaya, w którym zadebiutowała 20 stycznia 1901 r. przeciwko Hispania na „Campo del Hotel Casanovas” przy Gran Vía. Był to mecz otwierający turniej, który zakończył się porażką Blaugrany 1-2, ale gol Szkota George'a Girvana powiększył ich dorobek, otwierając długą i pełną sukcesów passę strzelecką Blaugrany. W tym meczu obok Girvana Barça wystawiła Reiga (bramkarz), Witty'ego, Mauchana (obrońcy), Valdésa, Terradesa, Maiera (pomocnicy), Blacka, Freemana, Gampera i Parsonsa (napastników). Girvan urodził się w szkockim miasteczku Motherwell. Miał wówczas 22 lata, grał na pozycji napastnika i rozegrał zaledwie osiem meczów w barwach Barcelony. Jego drugi oficjalny gol padł dwa tygodnie po pierwszym, również w meczu Copa Macaya przeciwko drużynie francusko-hiszpańskiej. Mecz ten drużyna Blaugrany wygrała 13-0 a Joan Gamper, strzelił aż 9 goli! W każdym razie Hispania wygrała ten Puchar a Barça zajęła drugie miejsce. Girvan osiedlił się w Barcelonie ze względu na pracę w szkockiej firmie tekstylnej w Sant Martí de Provençals, popularnie zwanej „La Escocesa” a jako zagorzały kibic piłki nożnej, w którą grał już wcześniej, wkrótce po przyjeździe założył FC Escocés. Dołączył do Barcelony jako wzmocnienie właśnie na pierwszą edycję Copa Macaya i nie był jedynym piłkarzem ze swojej szkockiej drużyny, który w pewnym momencie grał w FC Barcelona, zwłaszcza po rozwiązaniu szkockiego klubu. Niektórzy z nich, jak sam Girvan, ostatecznie podpisali kontrakt z Hispanią. Po powrocie do ojczyzny strzelec pierwszego oficjalnego gola dla Blaugrany przez kilka lat pełnił funkcję burmistrza Newmilns, zmarł w 1968 roku w wieku 90 lat.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

2

@Safrani O! To ten Szwed co grał w Liverpoolu? No to super!

11

@FCBparasiempre
1925. Niektórzy zapamiętają ten rok jako jeden z nielicznych, w których nastąpiło całkowite zaćmienie słońca. Niektórzy, jako rok przełomowy dla historii Włoch, bo wtedy Mussolini ogłosił się dyktatorem. Inni, jako rok, w którym powstał grecki Olympiakos. A Ci, co fascynują się Premier League, jako rok, w którym Kanonierów objął Herbert Chapman, twórca słynnego WM, legenda klubu z północnego Londynu. Urodzony w Kiveton Park, Chapman był zawodnikiem przeciętnym. Przez kilkanaście lat swej kariery nie osiągnął wiele. Zapisanie na kartach historii miała mu zapewnić przyszła praca. Swą przygodę trenerską rozpoczął w Northampton, by potem prowadzić Leeds i Huddersfield Town(dwa mistrzostwa kraju), by w końcu latem 1925 podjąć najważniejszą życiową decyzję. Zgodził się zastąpić na pozycji trenera Kanonierów Leslie Knightona. ,,Nikt nie spodziewał się, że ten kiepski piłkarz osiągnie takie sukcesy na Highbury. Arsenal jest otwarty na oferty objęcia stanowiska menedżera zespołu. Musi on posiadać doświadczenie i najwyższe kwalifikacje na to stanowisko, zarówno pod względem umiejętności i charakteru” – ogłoszenie Sir Henry’ego Norris w Athletic News. Chapman objął zespół w ciężkim momencie. Gdy razem z Huddersfield zdobywał mistrzostwo, Arsenal walczył do końca o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Anglik nie bał się podjąć wyzwania. Jedną z jego pierwszych decyzji było sprowadzenie 34-letniego napastnika, Charlie Buchana. Przybycie dwóch nowych ludzi na Highbury nastąpiło w momencie zmiany przepisu o spalonym – od tamtej pory przed zawodnikiem do którego kierowana była piłka mogło być już tylko dwóch zawodnikiem (łącznie z bramkarzem), a nie trzech jak to było dotychczas. Odpowiedzią na tą zmianę była taktyczna rewolucja Chapmana. Słynne pociski „WM” nie powstałyby bez pomocy Buchana, który w rozmowie z trenerem miał zasugerować zmianę ustawienia z dotychczas używanego 2-3-5 na 3-4-3, by móc skutecznie wykorzystać zmianę w przepisach. Tak o taktyce Arsenalu w latach dwudziestych piszą autorzy książki „Wielcy piłkarzy sławne kluby”: ,,Rewolucyjny pomysł Chapmana polegał na zwiększeniu siły defensywy i lepszym wykorzystaniu zawodników w środkowej strefie boiska poprzez cofnięcie środkowego pomocnika pod własną bramkę- tak narodziła się funkcja stopera (…) Jego zadania defensywne i ofensywne zostały rozłożone na dwóch łączników, czyli cofniętych napastników (…) Od ustawienia zawodników wzięła się nazwa systemu, który obok atutów- wzmocnienie defensywy i możliwości lepszego opanowania środkowej strefy boiska, miał też ujemne skutki. Dość wyraźnie zwiększał obciążenia łączników i pomocników. (…) System WM Chapmana rozwinęła dopiero w zasadzie ,,brazyliana” Feoli, w ponad 30 lat później!”. Z nowym napastnikiem i ustawieniem Chapman wyciągnął w sezonie 1925/26 Arsenal z ligowego dna na drugą pozycję w lidze, przegrywając walkę o mistrzostwo jedynie z Huddersfield Town (pierwszy raz ktoś zdobył wówczas trzy mistrzostwa z rzędu). Następne lata pokazały, że Anglik to właściwa osoba na właściwym miejscu. ” Zamierzam uczynić Arsenal największym klubem na świecie” Liczne dyskusje z zarządem, udostępnienie jak na tamte czasy znaczących funduszy transferowych, które skończyło się ściągnięciem takich graczy, jak: Bill Harper(Hibernian), Joe Hulme(Blackburn), czy Herbie Roberts(Oswestry) sprawiło, że nastały złote czasy w historii Arsenalu. Chapman, który zmarł 6 stycznia 1934 roku w wieku 55 lat, był świadkiem tylko niektórych z nich, lecz bezsprzecznie położył kamień węgielny pod budowę silnych Kanonierów. Pod wodzą Anglika, Arsenal przegrał w 1927 w finale Pucharu Anglii 0:1 z Cardiff, by po trzech latach w 1930 zdobyć go po wygranej 2:0 z Huddersfield. Największy sukces w swej karierze Herbert Chapman odniósł w kampanii 1930/1931, gdy z siedmiopunktową przewagą wygrał ligę. Było to pierwsze mistrzostwo zdobyte przez Arsenal w historii. Zdobyte wówczas w 42 meczach 66 punktów pozostawało rekordem, aż do 1969 roku. Potem udało mu się poprowadzić Kanonierów do wicemistrzostwa w 1932 i finału Pucharu Anglii. Przedwczesna śmierć nie pozwoliła być świadkiem pięknych trzech sezonów Arsenalu, które zawsze kończyli na pierwszym miejscu powtarzając wyczyn Huddersfield. ” Piłkarz jest panem swojego losu. Ma swój kontrakt i żaden klub nie może go zmusić do zerwania go”

Chapman to nie tylko taktyczny rewolucjonista. To także człowiek, który był jednym z pierwszych tak zwanych menedżerów biorących pełną odpowiedzialność za zespół, dbających o szczegóły. Wierzył również, że sprawność fizyczna to składowa niezbędna do osiągnięcia sukcesu, zatrudniając masażystów i fizykoterapeutów. Teraz to czynność powszechnie stosowana, kiedyś mało kto o tym myślał. Wpłynął na zmianę strojów Arsenalu, dodając do nich białe rękawy. Był zwolennikiem wprowadzenia numerów na koszulkach i korzystania podczas meczu z białych piłek. Rzeczy teraz nam tak dobrze znane, kiedyś nie istniały. Angielska piłka nie zapomniała Herberta Chapmana. W 2003 roku został częścią piłkarskiej Galerii Sław za swoje niezwykłe dokonania. W marcu 2005, na domu znajdującym się w Hendon, została umieszczona tabliczka upamiętniająca miejsce, w którym Anglik mieszkał przez ostatnie 7 lat swego życia. Dziesięć lat temu The Sunday Times uznał go za najlepszego brytyjskiego menadżera w historii. Chapman został upamiętniony nie tylko na poziomie krajowym. Jeszcze, gdy Arsenal występował na Highbury, rzeźbiarz Jacob Epstein stworzył popiersie, którego kopia została podarowana Huddersfield Town 6 sierpnia 2008, gdy miało miejsce niezwykłe wydarzenie. Tego piątkowego popołudnia Arsenal i Huddersfield rozegrali mecz, którego stawką było trofeum Herberta Chapmana. W meczu obejrzanym na żywo przez 19 044 widzów(najwyższa frekwencja w meczu przedsezonowym na Galpharm Stadium) Arsenal wygrał 2:1. Obecnie każdy człowiek odwiedzający Emirates, może zrobić sobie zdjęcie przy pomniku Chapmana, który został odsłonięty 9 grudnia 2011 z okazji 125-lecia klubu z północnego Londynu.

1

@Bernard777 No właśnie! Ja akurat kibicując Barcie od 2004 jakoś tego nie pamiętam, chyba już tego nie było. A teraz jakiś jeden wielki azjatycki piknik na Camp Nou...

12

Blaugrana w Superpucharach:

19 stycznia 1983 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Aston Ville 1:0 w pierwszym meczu o Superpuchar Europy. Zwycięskiego gola zdobył Marcos Alonso Peña w 52 minucie meczu. Siedem miesięcy po zdobyciu Pucharu Europy Aston Villa zmierzyła się z FC Barceloną w Superpucharze UEFA – dwumeczowym finale, w którym zwycięzcy Pucharu Europy mierzyli się ze zwycięzcami (nieistniejącego już) Pucharu Zdobywców Pucharów UEFA. To była ich pierwsza wizyta na stadionie od porażki w ćwierćfinale Pucharu UEFA w 1978 roku. Z tamtego meczu pozostało już tylko trzech zawodników – Ken McNaught, Gordan Cowans i Dennis Mortimer, którzy po raz trzeci w swojej karierze stanęli w kolejce, by zmierzyć się z hiszpańskimi gigantami. Po raz kolejny Aston Villa została pokonana jednym golem a Nigel Spink nie był w stanie zapobiec odbiciu strzału z 25 jardów, który trafił w narożnik bramki. Nie wszystko jednak było stracone. Tony Barton powtórzył to, co lokalna prasa określiła jako najlepszy występ FC Barcelony w sezonie 1982/83. Gospodarze nadal jednak nie wykorzystali kilku okazji i mecz zakończył się skromnym 1:0. Mimo wielu bardzo dogodnych okazji na zdobycie gola, tego wieczoru Aston Villa była wdzięczna że takim wynikiem skończyło się to spotkanie, gdyż mogła wrócić do Birmingham i czekać z niecierpliwością na rewanż.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

15

Szczęśliwe El Clasico:

19 stycznia 1991 r. FC Barcelona pozbawiona kontuzjowanego Koemana i Stoiczkowa, który został zawieszony za nadepnięcie na noge sędziego pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:1 w ramach 19 kolejki Primera Division. Jednym z goli dla Barçy było samobójcze trafienie Spasicia w 62 minucie i to ono zadecydowało o zwycięstwie Blaugrany. Pierwszego, znakomitego gola w tym meczu strzelił dla Blaugrany Laudrup w 18 minucie. Ten gol wywołał taką eksplozje okrzyków i kanonadę pomarańczowych oraz niebieskich rac odpalonych przez „boixos nois” zajmujących północną trybune że Zubizarreta poprosił sędziego by na chwile przerwał mecz. Stadion pogrążył się w jarzącej się mgle. David Miller z „Timesa” wyraził wątpliwość czy Barça zdołała strzelić bardziej spektakularnego gola od czasów, gdy Sandor Kocsis był w życiowej formie 30 lat wcześniej. Natomiast honorowe trafienie zaliczył Butragueño w 28 minucie. To zwycięstwo pozwoliło FC Barcelonie utrzymać pozycje lidera z czteropunktową przewagą nad Atletico i aż 10-punktową nad Realem Madryt!

Przypomnijmy:



@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

4

@esem91 Raczej nie powinno zabraknąć. Podkreślam że wczoraj to była Anoeta plus brak Raphinii. Dalej to już powinno być dobrze, oczywiście w La Liga!

1

@Marusek Mówcie co chcecie ale dla mnie numerem drugim po Garcii powinien być Ter Stegen. Mimo że nie cierpie szwabów, tak on jest bardzo klasowym golkiperem i powinien bronić! A Remiro? No jest dosyć dobrym bramkarzem ale czy na te chwile lepszym od Niemca to ciężko powiedzieć? W przypadku definitywnego odejścia Ter Stegena to Remiro może spokojnie być numerem drugim.

14

Ku pamięci wybitnych Katalońskich legend:

Dokładnie 90 lat temu rozegrano pożegnalny mecz legendarnego Josepa Samitiera. Reprezentacja Katalonii zremisowała z czeskimi Židenicami 1:1. Tak oto ostatnie chwile Samitiera na boisku relacjonował dziennik ,,El Mundo Deportivo”: ,,Pepe Samitier, jeden z najbardziej podziwianych piłkarzy katalońskich, z najlepszą grą indywidualną, od dłuższego czasu zasługiwał na pożegnanie”. Ostatecznie Židenice wygrały trofeum dzięki większej liczbie….. wykonanych rzutów rożnych(9-8).

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

6

Cóż za kapitalny, pasjonujący spektakl zaprezentowali wczoraj "Txuri-Urdin" na Estadio Anoeta! Na tym piekelnym od miemal zawsze Anoeta Baskowie nawet grający w dzięsiątke potrafili dzielnie stawiać "nam" czoła. Bohaterem meczu został bez dwóch zdań Alex Remiro, który usunał w cień niepewnie interweniującego Garcie. Takie porażki w kraju Basków są dla mnie wkalkulowane w drodze po mistrzostwo, więc nie robiłbym z tego jakiejś większej tragedii...

1

@Marusek Szczerze? Nie dzierże rapu! Dla mnie to nie piosenki tylko jakieś wynaturzenie...

1

@Safrani A widzisz...... :)

1

@Marusek Aha... No ja na przykład nie znam żadnego Grubbsona?

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?