FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
33 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
6
"Ja jednak wieeerze że nie będzie źle, e Viva España Ole!".
4
@FcPortoFan1999 Republiką :)
15
Wojna futbolowa:
Końcówka lat 60-tych była czasem wielkich napięć pomiędzy Salwadorem a Hondurasem. Zarzewiem konfliktu stała się migracja salwadorskich chłopów, którzy w poszukiwaniu lepszego życia masowo osiedlali się na terytorium przygranicznym Hondurasu. Spowodowane to było faktem, iż ponad połowa rolników pracowała tylko sezonowo. W poszukiwaniu lepszego życia decydowali się opuszczać swoją ojczyznę. Szacuje się, że na ten krok zdecydowało się od 150 do 300 tysięcy! W obawie przed szerzeniem się biedoty, której niestety i tak już było sporo, kraj ze stolicą w Tegucigalpa zapowiedział reformę rolną; miała zostać wprowadzona głównie kosztem ziemi zagospodarowanej nielegalnie przez Salwadorczyków. Warto również wspomnieć, że niektórzy obywatele Hondurasu dopuszczali się brutalnych zbrodni. W skrajnych przypadkach także torturowali swoich sąsiadów. Prasa publikowała zdjęcia represjonowanych. Nienawiść była olbrzymia, a wojna wisiała na ostrzu noża. Kiedy więc los w eliminacjach do Mundialu 1970, który miał się odbyć w Meksyku, skrzyżował obie te reprezentacje, stało się jasne, że będą to mecze podwyższonego ryzyka. Pierwsze starcie wyznaczono na 8 czerwca 1969 w Tegucigalpie, stolicy Hondurasu. W przededniu spotkania prawdziwy „popis” dali kibice gospodarzy, którzy zgromadzili się pod hotelem zamieszkiwanym przez reprezentantów Salwadoru i tak skutecznie uprzykrzali im życie, że ci w nocy nie zmrużyli nawet oka! Podczas swojego „gorącego” powitania nie szczędzili kamieni ciskanych w okna przy akompaniamencie wrzasków i petard. Nietrudno się zatem domyślić, że swój cel osiągnęli. Zawodnicy „Los Catrachos” wygrali spotkanie, decydującą bramkę strzelając w ostatniej minucie gry. To, co wywołało euforię wśród jednych, innych pchnęło do dramatycznych decyzji. 18-letnia Amelia Bolaños, która oglądała to spotkanie na ekranie telewizora, chwilę po tym wydarzeniu popełniła samobójstwo, strzelając sobie w serce. Użyta przez nią broń należała do jej ojca i została wykradziona z jego biurka… Tak przynajmniej brzmi wersja Ryszarda Kapuścińskiego, której niestety nigdy nie potwierdzono. Być może był to zabieg mający na celu dodanie nieco romantyczności do całego wydarzenia. Tego niestety już się nigdy nie dowiemy. Wróćmy zatem do faktów. Tydzień później miał miejsce rewanż, który odbył się w San Salvador. Drużyna Hondurasu w obawie przed linczem drogę z hotelu na stadion odbyła w opancerzonym wozie. Antonio Mendoza po latach wspominał ostatnie 24 godziny przed meczem: „ Był to czas, kiedy na prawdę baliśmy się o swoje życie. Do naszego pokoju hotelowego wpadła bomba domowej roboty, która na szczęście nie wybuchła”. Cytat ten dobitnie pokazuje, że środki bezpieczeństwa nie były przesadzone. Przejdźmy jednak do samego futbolu. Honduranom do awansu wystarczał remis, gdyż w tamtych czasach nie stosowano jeszcze zasady goli strzelonych na wyjeździe. Każda ich porażka oznaczała trzeci, barażowy mecz. I tak też się stało. Rozpędzona maszyna „La Selecta” rozbiła w puch swojego rywala, nie dając mu żadnych szans, wszystkie trzy bramki strzelając przed przerwą. Jeden z bohaterów tamtej porażki wyznał niedawno, że nie był zbyt rozczarowany tą porażką. Przynajmniej korzystny wynik nie podburzał tłumu. Relacje pomiędzy obydwoma krajami popsuły się do tego stopnia, że wkrótce zerwano stosunki dyplomatyczne. Decydujący o awansie mecz rozegrano na Stadionie Azteca w Meksyku. Tam po dogrywce zwyciężył Salwador 3:2. Futbol jednak zaczynał odchodzić w cień…
Czternastego lipca korespondent Polskiej Agencji Prasowej, Ryszard Kapuściński, nadał taki oto telegram: ,,Tegucigalpa (Honduras) pap 14 lipca via tropical radio rca dzisiaj szósta wieczorem rozpoczęła się wojna Salwadoru z Hondurasem lotnictwo Salwadoru zbombardowało cztery miasta Hondurasu stop jednocześnie wojska Salwadoru przerwały granice Hondurasu usiłując wedrzeć się w głąb kraju stop w odpowiedzi na atak agresora lotnictwo Hondurasu zbombardowało ważniejsze obiekty przemysłowe i strategiczne Salwadoru a siły lądowe podjęły działania obronne”. Oba kraje dysponowały skromnymi siłami wojskowymi, jednak Honduras miał sporą przewagę wśród jednostek powietrznych. Jak się wkrótce okazało, lotnictwo miało odegrać decydującą rolę w całym konflikcie. Lepiej wyposażonym i wyszkolonym pilotom Hondurasu od samego początku udało się wywalczyć przewagę w powietrzu i skutecznie bombardować oddziały lądowe wroga. Dowódcy armii Salwadoru, którzy byli pewni swej przewagi na lądzie i uważali, że łatwo uda im się pokonać Honduras, pozbawieni zapasów paliwa zniszczonych przez samoloty FAH, utknęli ze swoimi oddziałami w miejscu. Już w drugim dniu konfliktu Organizacja Państw Amerykańskich żądała wycofania wojsk Salwadoru z terytorium sąsiada. Jednak dowództwo okupanta zdecydowało, że uczyni to tylko i wyłącznie pod warunkiem wypłaty odszkodowań dla swoich wysiedleńców. W końcu po stu godzinach potyczek, dnia 18 lipca 1969 roku, osiągnięto zawieszenie broni. Salwador długo zwlekał z wycofaniem swoich wojsk, uczynił to dopiero pod groźbą poważnych sankcji. „Tysiące uchodźców z obu krajów, wielu z nich ciężko rannych, przybywa do sąsiedniej Gwatemali” – relacjonowano w Polskim Radiu dwa dni po zakończeniu walk. – (…) W ciągu tych 5 dni walk wojna futbolowa przestała być operetkową ciekawostką z krańca świata. Jest jeszcze jedną, rozgrywającą się na tym świecie tragedią.” Niestety, źródła nie są zgodne co do ilości zabitych. Szacunkowo mogę zatem podać, że jest to przedział pomiędzy dwoma a sześcioma tysiącami osób. Pewny jest jednak fakt, że wiele tysięcy straciło dach nad głową. Wojna, która trwała zaledwie 100 godzin, odmieniła życie ogromnej liczbie ludzkich istnień. Incydenty graniczne trwały aż do 1972 roku. Około 130 tysięcy salwadorskich chłopów powróciło do ojczyzny. Spowodowało to w znaczącym stopniu zahamowanie rozwoju gospodarki tego kraju. W efekcie wojny stosunki polityczne i ekonomiczne między obu państwami zostały zerwane. Traktat pokojowy podpisano dopiero w październiku 1980 pod naciskiem Stanów Zjednoczonych, dążących do skoordynowania działań armii obu państw przeciwko lewicowym partyzantom salwadorskim, operującym w rejonach przygranicznych. Podpisanie traktatu nie rozwiązało jednak istoty sporu granicznego. A co z piłkarzami Salwadoru? W decydującej rundzie kwalifikacji pokonali Haiti, jednak podczas Mistrzostw Świata nie tylko nie wyszli z grupy – zostali także strasznie upokorzeni, kończąc turniej bez strzelonej bramki i z bilansem dziewięciu goli straconych.
@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
9
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
15 czerwca 1920 r. w Krakowie urodził się Władysław Gędłek, jeden z czołowych piłkarzy Cracovii po wojnie i filar jej defensywy. Był wychowankiem krakowskiego klubu Krowodrza. W czasie okupacji brał udział w konspiracyjnych rozgrywkach na terenie Krakowa. Po wojnie związał się z Cracovią, z którą w 1947 r. skutecznie walczył o prawo gry w ekstraklasie. W reaktywowanej lidze zgromadzili taką samą liczbę punktów, co Wisła, ale okazali się od nich lepsi w dodatkowym, decydującym o tytule meczu i mogli świętować mistrzostwo. Był to ostatni triumf krakowskiego klubu w lidze. Przez kolejne pięć sezonów był podstawowym zawodnikiem drużyny i jednym z najlepszych obrońców w kraju. Znakomicie radził sobie w grze w powietrzu i dysponował dobrym, długim wykopem. Dobrze spisywał się w sytuacjach podbramkowych i miał niezły start do piłki. Był świetnie wyszkolony technicznie i bardzo sprytnie potrafił się ustawiać. Już w tamtych latach zaczynał grać ofensywnie. Stworzył swój własny styl gry i trudno go było do kogokolwiek porównywać. Pierwszy raz narodowe barwy reprezentował w wyjazdowym meczu z Rumunią (porażka 1:2) 8 maja 1949 r. Od tego czasu stał się podstawowym obrońcą i często występował razem z klubowym kolegą Tadeuszem Parpanem. To Gędłek trzymał w ryzach i kierował naszą defensywą na igrzyskach w Helsinkach. Mimo pechowego występu naszych reprezentantów, jego klasę doceniono za granicą. Był kandydatem do występu w drużynie „reszty świata” w 1953 r. Gędłek był osobą bardzo towarzyską, uśmiechniętą i lubianą przez wszystkich. Tym większym szokiem dla całego piłkarskiego środowiska była informacja o jego samobójczej śmierci. Odszedł 28 lutego 1954 r. ledwie kilka godzin po sparingowym meczu Cracovii.
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
3
@Terroriser Ależ cała przyjemność po mojej stronie :) Obserwuj mój profil jeśli chcesz ciągle czegoś ciekawego się dowiadywać, gdyż już nie mam możliwości oznaczania więcej użytkowników.
13
Panie i Panowie, 15 czerwca 1883 r. urodził się Henri Delaunay, wybitna postać w dziejach futbolu. Owszem, czekaliśmy dodatkowy rok na UEFA EURO 2020 ale upłynęło 30 lat, zanim spełniło się pierwotne marzenie Francuza o europejskich rozgrywkach reprezentacji narodowej. „Niewielu mężczyzn pozostawiło tak wyraźny ślad, samą siłą swojej osobowości, w tak uniwersalnej działalności jak piłka nożna, jak Henri Delaunay”. (Pięćdziesiąt lat książki UEFA, 2004) Pierwszy sekretarz generalny UEFA, Francuz Henri Delaunay, zajmuje znaczącą pozycję w historii organizacji, nie tylko jako pionierski duch, który wniósł kluczowy wkład w narodziny europejskiego organu zarządzającego, ale także poprzez swoją rolę jako katalizatora tworzenia Mistrzostwa Europy. Urodzony w Paryżu w 1883 roku Henri Delaunay był oddanym entuzjastą piłki nożnej, który od najmłodszych lat uczynił z gry swoją pasję. W młodym wieku 20 lat został mianowany sekretarzem Etoile des Deux Lacs, wiodącego francuskiego klubu tamtych czasów, i objął stery jako prezes klubu, gdy miał 26 lat. Umiejętności Delaunaya jako administratora zostały już zauważone na szczeblu krajowym w międzyczasie – w 1906, gdy miał zaledwie 23 lata, został mianowany sekretarzem generalnym nowego Francuskiego Komitetu Międzyfederacyjnego, prekursora Francuskiego Związku Piłki Nożnej (FFF), który powstał w 1919 roku. Henri Delaunay, człowiek o mocnym autorytecie, obdarzony wrodzoną wrażliwością i wyostrzonym humorem, był ekspertem od piłki nożnej i jej praw, co było szczególną pomocą w jego roli sędziego we Francji. W 1920 roku światowa organizacja piłkarska FIFA poprosiła go o zasiadanie w nowym komitecie konsultacyjnym ds. Przepisów Gry, który ostatecznie został przemianowany na Komitet Sędziowski FIFA. Następnie skompilował pierwszą serię decyzji dotyczących interpretacji przepisów. Delaunay pielęgnował marzenie o zorganizowaniu europejskich zawodów dla drużyn narodowych, aby rozwinąć tożsamość i atrakcyjność narodowej gry drużynowej. Dał także impuls do rozpoczęcia Mistrzostw Świata FIFA. Na Kongresie FIFA w Amsterdamie w 1928 r. odegrał kluczową rolę w przyjęciu decydującej rezolucji „o zorganizowaniu zawodów, które byłyby otwarte dla reprezentatywnych drużyn wszystkich zrzeszonych stowarzyszeń narodowych”. Inauguracyjne finały mistrzostw świata miały nastąpić w 1930 roku. Delaunay stał się przełomową postacią w powstaniu UEFA w czerwcu 1954 roku, pełniąc rolę kluczowego lidera w działaniach na rzecz utworzenia grupy składającej się z europejskich federacji narodowych. Decyzja FIFA z 1953 roku o autoryzacji kontynentalnych federacji piłkarskich utorowała drogę do narodzin nowego europejskiego organu na spotkaniu 28 krajowych federacji w Bazylei w Szwajcarii następnego lata. Kadencja Henriego Delaunaya jako sekretarza generalnego UEFA była niestety krótka. Jego śmierć w listopadzie 1955 oznaczała, że nie będzie mógł pomóc UEFA w stawianiu pierwszych niepewnych kroków; nie widział też spełnienia swojego wieloletniego marzenia o europejskich rozgrywkach reprezentacji narodowej. W konsekwencji, kiedy w lecie 1960 roku w końcu rozpoczęły się Mistrzostwa Europy, wypadało aby trofeum nosiło imię człowieka, który tak wytrwale walczył o stworzenie zawodów.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Szalik
4
Rekordy mistrzostw świata:
Brazylijczyk Pelé jest jedynym zawodnikiem w historii, który trzykrotnie zdobył tytuł mistrzowski (1958, 1962, 1970, natomiast jego rodak Cafu jako jedyny w historii wystąpił w trzech różnych meczach finałowych rozgrywek (1994, 1998, 2002).
Rekordowo w pięciu mistrzostwach wystąpiło sześciu zawodników: Meksykanie Antonio Carbajal (1950–1966), Rafael Márquez (2002–2018) oraz Andrés Guardado (2006–2022), Niemiec Lothar Matthäus (1982–1998), Argentyńczyk Lionel Messi (2006–2022) i Portugalczyk Cristiano Ronaldo (2006–2022).
Cristiano Ronaldo jest jedynym, który strzelił gola w pięciu różnych turniejach, natomiast Lionel Messi jako jedyny zaliczył asystę w pięciu różnych turniejach.
Do Messiego należą także rekordy: największej liczby rozegranych spotkań (26), największej liczby rozegranych minut (2314), największej liczby rozegranych meczów jako kapitan (19) oraz największej liczby zdobytych nagród "zawodnika meczu" (11).
Najlepszym strzelcem w historii mistrzostw świata w piłce nożnej jest reprezentant Niemiec Miroslav Klose (2002–2014), który zdobył 16 goli. Jest on także posiadaczem rekordu największej liczby wygranych spotkań (17). Na drugim miejscu jest Brazylijczyk Ronaldo (1994–2006, 15 goli). Trzecie miejsce zajmuje Niemiec Gerd Müller, który ma na koncie 14 goli. Czwartą pozycję zajmuje Lionel Messi ex aequo z Francuzem Just Fontaine, który wszystkie swoje 13 goli zdobył podczas turnieju w 1958 rok – rekord pod względem liczby bramek na jednym turnieju.
Brazylijczyk Mário Zagallo, Niemiec Franz Beckenbauer i Francuz Didier Deschamps są jedynymi, którzy zdobyli Puchar Świata jako zawodnicy i jako trenerzy. Zagallo triumfował w 1958 i 1962 jako zawodnik oraz w 1970 jako trener. Beckenbauer wygrał w 1974 jako kapitan drużyny oraz w 1990 jako trener. Deschamps wygrał w roku 1998 jako kapitan drużyny oraz w 2018 jako trener. Włoch Vittorio Pozzo jest jedynym trenerem, który zdobył dwa tytuły mistrzowskie. Wszyscy trenerzy, którzy zdobyli mistrzostwo świata, prowadzili reprezentacje swoich ojczystych państw.
Reprezentacja Brazylii rozegrała rekordową liczbę meczów w mistrzostwach świata; na kolejnym miejscu są Niemcy i Włochy. Brazylia zdobyła także najwięcej bramek w historii, druga zaś jest reprezentacja Niemiec[48]. Obie te drużyny podczas mistrzostw świata grały ze sobą tylko dwa razy, w finale turnieju w 2002 roku i w półfinale turnieju w 2014.
Kolumbijczyk Marcos Coll jest jedynym zawodnikiem w historii, który na mistrzostwach świata zdobył bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego. Podczas turnieju w 1962 roku pokonał on radzieckiego bramkarza Lwa Jaszyna.
Do Włocha Waltera Zengi należy rekord najdłuższej serii bez straconej bramki. Na mundialu w 1990 roku bramkarz Włoch nie dał się pokonać przez 517 minut.
Najmłodszym uczestnikiem finałów mistrzostw świata jest piłkarz Irlandii Północnej Norman Whiteside, który w trakcie debiutu miał 17 lat i 41 dni. Natomiast najstarszym uczestnikiem jest egipski bramkarz Essam El-Hadary, który w chwili ostatniego występu liczył 45 lat i 161 dni. Najmłodszym mistrzem świata jest Pelé, który triumfował w wieku 17 lat i 249 dni. Włoch Dino Zoff mając 40 lat i 133 dni, stał się najstarszym zwycięzcą mundialu. Z kolei najstarszym strzelcem jest Roger Milla z Kamerunu, który strzelił bramkę mając 42 lata i 38 dni.
Najwyższe zwycięstwo 10:1 zanotowano w meczu Węgry – Salwador podczas turnieju w 1982 roku oraz 9:0 w meczach Węgry – Korea Południowa w 1954 i Jugosławia – Zair w 1974. Natomiast rekordowe zwycięstwa w meczach eliminacyjnych odniosła Australia, która 11 kwietnia 2001 roku pokonała Amerykańskie Samoa 31:0 w eliminacjach do MŚ 2002 grupy I strefy OFC.
Najwięcej bramek (12) w jednym meczu padło w spotkaniu Austrii ze Szwajcarią 7:5 podczas turnieju finałowego w 1954 roku.
Najwyższy remis to 4:4 – takim wynikiem zakończyły się mecze Anglia – Belgia (w czasie dodatkowym) w 1954 i ZSRR – Kolumbia w 1962. Remis 4:4 był też w regulaminowym czasie meczu Brazylia – Polska w 1938 ale po dogrywce Brazylijczycy wygrali 6:5.
5
@Comentateiro Bo wygrali z najsłabszą ekipą? Ha ha ha
4
@FCBparasiempre
Bardzo pozytywne wrażenie pozostawili po sobie piłkarze Peru. Swoim radosnym, pozbawionym bojaźni futbolem skradli serca milionów fanów na całym świecie. Przy odrobinie szczęścia mogli zagrać na nosie faworytom i wyjść z grupy. Do ostatniej chwili na włosku wisiał awans do fazy pucharowej reprezentacji Argentyny. Po remisie 1:1 z Islandią i sromotnej porażce 0:3 z Chorwacją, która bezapelacyjnie zdominowała grupowe rozgrywki, Albicelestes poczuli dotyk noża na gardle. Starcie z Nigerią musieli wygrać, a nastroje w ekipie były grobowe. Media donosiły, że trener Jorge Sampaoli stracił szacunek w szatni i drużyną w pojedynkę dyryguje Messi. Ostatecznie wyszarpali trzy punkty z rąk drużyny z Afryki po zwycięstwie 2:1 i awansowali do 1/8 finału. Niestety, z paskudnej strony stale pokazywała się legenda światowej piłki i samych Mistrzostw Świata, Diego Maradona. Obrazki z jego udziałem obiegały internet szybciej niż jakiekolwiek inne. Boski Diego, ewidentnie będąc pod wpływem środków odurzających, zasypiał w loży honorowej, prezentował wulgarne gesty i awanturował się. Warto wspomnieć, że trener Chorwatów, Zlatko Dalić, odesłał do domu Nikolę Kalinicia, który podczas meczu z Nigerią, obrażony za posadzenie na ławce, odmówił wejścia na murawę. Bez niespodzianek obyło się w grupie E. Brazylia i Szwajcaria wyszły z niej bez większych problemów. Zapamiętaliśmy przede wszystkim teatralne popisy Neymara oraz zachowanie Szwajcarów z meczu przeciwko Serbii. Nie od wczoraj kadra Helwetów stanowi zlepek piłkarzy urodzonych w różnych częściach Europy. Gole w starciu z Serbią strzelali pochodzący z Albanii Granit Xhaka i urodzony w Kosowie Xherdan Shaqiri. Serbowie z obydwoma krajami nie mają dobrych relacji, wobec czego w Kaliningradzie często wypominali szwajcarskim piłkarzom ich pochodzenie. Po skierowaniu piłki do siatki Xhaka i Shaqiri zaprezentowali w ich kierunku gest albańskiego orła, co zostało uznane za prowokację. Obu zawodnikom groziło zawieszenie na dwa mecze, jednak ostatecznie FIFA wycofała się z tego pomysłu. Czwarty raz w XXI wieku panujący Mistrz Świata nie zdołał wyjść z grupy. Los Francuzów z 2002 roku, Włochów z 2010 roku i Hiszpanów z 2014 roku podzielili Niemcy. Po porażce z Meksykiem w niektórych miastach kraju z Ameryki Północnej, pod uporem wiwatujących kibiców, zatrząsnęła się ziemia. Joachim Löw objął niemiecką kadrę w 2006 roku. Od tej pory z każdego wielkiego turnieju zawsze przywoził medal. Mundial w 2018 roku był więc pierwszym, z którego wracał z pustymi rękoma. Jednocześnie pierwszym od 1938 roku, w którym Niemcy odpadli już po pierwszej fazie rozgrywek. A propos Meksyku i jego kibiców. Codziennie z Moskwy i innych miast-gospodarzy docierały do nas zdjęcia kreatywnych fanów, przybyłych do Rosji z różnych zakątków świata. Wielką pomysłowością popisała się grupka Meksykanów, od dawna planujących wspólny wypad na czempionat. Jeden z nich odpadł na ostatniej prostej, tłumacząc, że na wyjazd nie zgodziła się jego żona. Koledzy okazali się bezlitośni – zabrali ze sobą kartonową podobiznę swojego przyjaciela, przybraną w koszulkę z napisem: „Żona mi nie pozwoliła”. Mieli ją przy sobie non stop. Od samego losowania wiadome było, kto wywalczy awans z grupy G. Belgia i Anglia wykonały swoje zadanie. Stawką bezpośredniego starcia, gdy jedni i drudzy byli już pewni wyjścia, była łatwiejsza drabinka pucharowa. Co ciekawe, w uprzywilejowanej pozycji miał być… przegrany. Trenerzy wystawili rezerwowe składy, a znacznie mniej starali się Anglicy, przegrywając 0:1 po pięknej bramce Januzaja i jeszcze piękniejszej zabawie z piłką Batshuayia. Wielkie nadzieje wiązaliśmy z reprezentacją Polski. Po wylosowaniu Senegalu, Kolumbii i Japonii w naszym kraju wybuchła bezpodstawna euforia i rozbudziły się marzenie na powtórzenie sukcesów z 1974 i 1982 roku. Dyskusje nad trójką na środku obrony, kontuzja Kamila Glika i w końcu porażka na dzień dobry z Senegalem okazały się być początkiem końca drużyny Adama Nawałki. Jeszcze mocniej na ziemię sprowadzili nas Kolumbijczycy a zwycięstwo na otarcie łez z Japonią, po beznadziejnie brzydkim meczu i graniu w ostatnim kwadransie „niskim pressingiem”, jeszcze bardziej rozwścieczyło kibiców. Zapamiętamy ciągnące się minuty Kuby Błaszczykowskiego przy linii bocznej i parodystyczną próbę symulowania kontuzji przez Grosickiego.
Pierwszy raz w historii o wyjściu z grupy zadecydowała tabela fair play. Japończycy okazali się w niej lepsi od Senegalczyków i obok Kolumbii wywalczyli awans. Ciekawą statystyką z fazy grupowej jest fakt, że wszystkie drużyny z czwartego miejsca (Egipt, Maroko, Australia, Islandia, Kostaryka, Niemcy, Panama i Polska) strzeliły po dwa gole. Po raz pierwszy od 1982 roku w fazie pucharowej zabrakło miejsca dla reprezentantów Afryki. Leo Messi i Cristiano Ronaldo to dwaj współcześni gladiatorzy futbolu, którzy prawdopodobnie nie spełnią już marzenia o triumfie na Mistrzostwach Świata. W Rosji odpadli tego samego dnia. W 1/8 finału Argentyna po znakomitym widowisku przegrała z Francją 3:4, a Portugalia uległa Urugwajowi 1:2. Kylian Mbappe został pierwszym nastoletnim zdobywcą dubletu od czasów Pelego w 1958 roku. Po raz siódmy z rzędu swój udział na tej fazie rozgrywek zakończył Meksyk, przegrywając z Brazylią 0:2. Wielką niespodziankę sprawili gospodarze. Sborna zagrała z Hiszpanią jak równy z równym i po remisie 1:1 wyeliminowała dwukrotnych Mistrzów Europy po serii rzutów karnych. Kraj momentalnie opanowało takie szaleństwo, że na przełomie marca i kwietnia możemy spodziewać się wzrostu liczby urodzeń. Stanisław Czerczesow odebrał nawet telefon z gratulacjami od samego Władimira Putina. Wielkie emocje towarzyszyły pojedynkowi Belgii z Japonią. Zapewne po bezbarwnej jak „Czarny kwadrat na białym tle” pierwszej połowie wiele osób poszło spać, ale tym co przetrwali, piłkarze obu ekip zaserwowali większe pobudzenie niż Tussipect z Red Bullem. Najpierw dwukrotnie ukąsili Azjaci, ale Belgowie nie dopuścili do sensacji. Gole Vertonghena i Fellainiego doprowadziły do remisu, a fatalnie rozegrany przez Japończyków rzut rożny przerodził się w zabójczą kontrę kwartetu Courtois-De Bruyne-Meunier-Lukaku, z zimną krwią sfinalizowaną przez Chadliego. Szwecja pokonała 1:0 Szwajcarię, a Anglicy i Chorwaci potrzebowali konkursu rzutów karnych, by wyeliminować Kolumbię i Danię. Ćwierćfinał okazał się murem nie do przeskoczenia dla Rosjan, którzy po 120-minutowej walce przegrali z Chorwacją w serii jedenastek. Udział w najlepszej ósemce i tak jest najlepszym osiągnięciem Sbornej od 1970 roku. Francja pokonała Urugwaj 2:0, udowadniając swój mundialowy patent. Był to bowiem jej 10. mecz z rzędu bez porażki w starciach przeciwko ekipom z Ameryki Południowej. W tych samych rozmiarach Anglicy pokonali Szwedów i na Wyspach Brytyjskich zapanowała euforia. Kibice co rusz intonowali piosenkę „Football’s coming home” z pamiętnego dla nich Euro 1996 i zaczęli wierzyć w sukces na rosyjskiej ziemi. Wielkim zainteresowaniem w ich kraju cieszył się element rozpoznawczy trenera Garetha Southgate’a – będąca swoistym talizmanem kamizelka. W czasie Mundialu jej sprzedaż na Wyspach wzrosła o ponad 35%. Grono półfinalistów uzupełnili Belgowie. Po naprawdę rewelacyjnym widowisku pokonali Brazylię 2:1. Tym samym, po raz pierwszy od 1930 roku, do najlepszej czwórki turnieju nie przebrnęli Niemcy lub Brazylijczycy. Przypominający partię szachów półfinał Francja – Belgia padł łupem Trójkolorowych. Po bramce Umtitiego wygrali 1:0. Znacznie ciekawiej było w Moskwie, gdzie Chorwacja podejmowała Anglię. Miałem przyjemność oglądać ten mecz w jednym z największych sportowych pubów w Budapeszcie, w 95% opanowanym przez angielskich kibiców. Na początku spotkania w ekstazę wprowadziło ich trafienie Trippiera. Chwilę później fenomenalnej okazji nie wykorzystał Kane. Zaprzepaszczona szansa zemściła się w drugiej połowie, gdy do wyrównania doprowadził Perisić. Do wyłonienia finalisty niezbędna okazała się dogrywka. Dla przybyszy z Bałkanów był to trzeci kolejny mecz z dodatkowymi 30 minutami. Wydawało się zatem, że to oni będą mieli cięższe nogi i polegną, tymczasem gol Mandżukicia wprowadził ich do wielkiego finału. Anglicy się nie załamali. Wciąż głośno śpiewali i zgodnie powtarzali, że i tak czują się wygranymi tego Mundialu. W finale pocieszenia lepsi byli Belgowie, którzy pokonali w Sankt-Petersburgu Anglię 2:0. Fani Czerwonych Diabłów również uznali trzecie miejsce na świecie za przeogromny sukces, tłumnie witając swoich bohaterów w Brukseli. Z reguły wielki finał jest jedną, wielką, nudną piłkarską klapą. Tym razem było zupełnie inaczej. Na moskiewskich Łużnikach Francuzi i Chorwaci stworzyli najlepsze finałowe widowisko w historii. Młodość, polot i finezja królowała nad doświadczeniem i żelazną dyscypliną. Mbappe znów dorównał Pelemu i jako drugi nastolatek zaliczył trafienie w starciu o złoto. Goli było znacznie więcej, bo aż sześć. Francuzi wygrali 4:2 i po raz drugi zostali Mistrzami Świata. Didier Deschamps dołączył do Franza Beckenbauera oraz Mario Zagallo i, podobnie jak oni, sięgnął po tytuł zarówno jako piłkarz jak i trener. Nad Moskwą rozpętała się solidna burza, a na niego i jego podopiecznych polał się nie tylko deszcz z nieba, ale i obfity deszcz złotego konfetti. Jeśli zsumujemy łączny czas gry Chorwatów i podzielimy go przez 90 minut, otrzymamy osiem pełnych meczów Mistrzostw Świata rozegranych na jednym turnieju. To kolejny rekord, nikt w dziejach Mundiali nie rozegrał więcej minut od podopiecznych Dalicia. I oni zostali moralnymi zwycięzcami tego turnieju. W Zagrzebiu i innych chorwackich miastach i wioskach również można spodziewać się kwietniowego baby boomu. Bez wątpienia Mistrzostwa Świata były jednymi z najlepszych w historii. Rosja wypadła znakomicie, jej wizerunek na całym globie uległ wyraźnemu ociepleniu. Cieszę się, że mogłem wziąć w nich czynny udział. Zachęcam do przeczytania moich relacji z Kaliningradu i Sankt Petersburga, w których opisałem m.in. przyjazność i otwartość Rosjan, samą organizację turnieju i zastosowane środki bezpieczeństwa: Na Mundialu padło 169 goli, o dwa mniej niż na rekordowych w tym aspekcie czempionatach w 1998 i 2014 roku. Ponad 1/3 z nich padła po stałych fragmentach gry, co pokazuje, w jakim kierunku idzie dzisiejszy futbol. Biorąc pod uwagę również dogrywki, aż 10 zdobyto po upływie regulaminowego czasu gry. Najwięcej, po 12 goli, strzelili piłkarze Tottenhamu i Paris Saint-Germain. 45 padło w fazie pucharowej, co jest nowym rekordem. Królem Strzelców został Harry Kane, autor 6 trafień. Żartowano, że ten tytuł powinien trafić do zawodnika o nazwie „Own Goal”, bowiem oglądaliśmy aż 12 goli samobójczych. W tym aspekcie podwojono dotychczasowy rekord, osiągnięty w 1998 roku. Podyktowano aż 29 rzutów karnych (22 z nich zamieniono na gola), o 11 więcej niż w rozgrywkach w 1990, 1998 i 2002 roku. Część z nich była pokłosiem interwencji VAR. Trzeba przyznać, że technologia wideo-asystenta wypadła bardzo dobrze i przekonała do siebie wielu krytyków.
6
@FCBparasiempre
Do walki o organizację 21. edycji światowego czempionatu stanęło sześć krajów. Do siedziby FIFA wpłynęły cztery oferty: rosyjska, angielska oraz portugalsko-hiszpańska i belgijsko-holenderska. Oficjalną decyzję podjęto 2 grudnia 2010 roku. W pierwszym głosowaniu z marzeniami o goszczeniu u siebie najlepszych reprezentacji pożegnali się Anglicy. Tę informację przyjęto na Wyspach Brytyjskich jak cios w serce. Jeszcze kilkanaście godzin wcześniej brytyjskie media informowały że w uczciwej walce kandydatura Anglii jest nie do pokonania a w celu wywierania presji na Komitecie Wykonawczym do Zurychu polecieli David Beckham, książę William i premier David Cameron. Delegacja wracała do kraju z poczuciem wyrolowania. W drugim głosowaniu Rosja zgromadziła większość głosów i to jej przypadł zaszczyt organizacji mistrzostw. Ówczesny prezydent FIFA, Sepp Blatter, poinformował że głosujący sugerowali się planem powierzenia turnieju krajom, które nigdy wcześniej nie pełniły roli gospodarza. Taki zabieg miał na celu pokazanie wielkiej piłki na nowych terenach. Napisałem w liczbie mnogiej, bowiem tego samego dnia ogłoszono, że w 2022 roku Mundial zawita do Kataru. Międzynarodowe media od razu zaczęły węszyć spisek, że wybór gospodarzy już dawno został zaklepany, bo FIFA sprzedała Rosjanom i Katarczykom prawo do organizacji turniejów. W 2012 roku rosyjski dziennikarz sportowy Igor Rabinier wydał książkę pt. „Jak Rosja dostała Mistrzostwa Świata w futbolu 2018. Śledztwo sportowo-polityczne”. Co ciekawe, jej pierwotny tytuł „Czy Rosja kupiła mistrzostwa świata w futbolu 2018?” nie przeszedł przez szpony państwowej cenzury. Rabinier pisze w niej o licznych spotkaniach Blattera z prezydentem Władimirem Putinem. Do pierwszego miało dojść już w 2001 roku. W kolejnych latach szef FIFA był zapraszany przez jedną z najbardziej wpływowych głów państw do prezydenckiej rezydencji w Nowo-Ogarowie. Spotkania obu panów stawały się coraz częstsze i nasiliły się w latach 2008-2012. W międzyczasie Putin zdążył publicznie nazwać Blattera „swoim drogim przyjacielem”. Zaledwie kilka chwil po ogłoszeniu gospodarza Mundialu 2018, wspomnianego 2 grudnia 2010 roku, rosyjski władca pojawił się znienacka w Zurychu na konferencji prasowej, na której podkreślał: „To zwycięstwo jest absolutnie niespodziewane. Jesteśmy zaszczyceni, że wygraliśmy tę trudną i uczciwą walkę”. Jego przemówienie było znacznie dłuższe i, co szczególnie ciekawe, w całości wypowiedziane po angielsku. Prezydent Rosji bardzo rzadko udziela publicznych wypowiedzi w obcym języku. Dla węszycieli teorii spiskowej stanowiło to kolejne potwierdzenie przypuszczeń, że już od dawna wiedział o fakcie wygrania wyścigu o czempionat, przez co dokładnie przygotował się do wypowiedzi. Najgorzej wieść o zwycięstwie Rosji przyjęto w Anglii. Dzień po ogłoszeniu wyników okładki największych brytyjskich gazet grzmiały o oszustwie, korupcji, skandalu i ustawce. Wyspiarze wynajęli nawet grupy detektywistyczne zatrudniające byłych agentów wywiadu MI6, którzy mieli zdobyć dowody na oszustwo i wywołać wielki, międzynarodowy skandal. Ostatecznie nie udało im się znaleźć oznak rzekomych przekrętów. Gdzieniegdzie mówi się, że Rosja Mundialu nie kupiła, a wykorzystała stare, dobre znajomości. Na tym polu wykazać mieli się przede wszystkim rosyjscy oligarchowie, żyjący w bardzo dobrych relacjach z Putinem. Komitet organizacyjny był znakomicie przygotowany, a czołową rolę odegrał właściciel Chelsea, Roman Abramowicz. Podczas Mistrzostw Świata w Republice Południowej Afryki w 2010 roku właściciel Chelsea został nakryty przez jednego z agentów MI6 na prywatnej rozmowie z Blatterem. Już wtedy w głowach Anglików zapaliło się światło ostrzegawcze. W eliminacjach do Mistrzostw Świata wystartowało aż 208 reprezentacji narodowych. Po niezłym występie na Euro 2016 reprezentacja Polski została ogłoszona zdecydowanym faworytem grupy, w której przyszło jej się mierzyć z Danią, Rumunią, Czarnogórą, Kazachstanem i Armenią. Choć zbieranie punktów czasami rodziło się w bólach, Biało-Czerwoni zajęli pierwsze miejsce i po 12 latach nieobecności wrócili na Mundial. Finałową stawkę uzupełnili: Rosja, jako gospodarz, oraz Arabia Saudyjska, Australia, Iran, Japonia, Korea Południowa, Egipt, Maroko, Nigeria, Senegal, Tunezja, Kostaryka, Meksyk, Panama, Argentyna, Brazylia, Kolumbia, Peru, Urugwaj, Anglia, Belgia, Chorwacja, Dania, Francja, Hiszpania, Islandia, Niemcy, Portugalia, Serbia, Szwajcaria i Szwecja. Panama i Islandia wywalczyły awans po raz pierwszy w historii, ponadto licząca niespełna 340 tys. mieszkańców Islandia została najmniejszym państwem, jaki kiedykolwiek wystąpił na światowym czempionacie. Zgodnie z systemem rozgrywek obowiązującym od 1998 roku, drużyny zostały podzielone na osiem czterozespołowych grup:
Grupa A: Arabia Saudyjska, Egipt, Rosja, Urugwaj
Grupa B: Hiszpania, Iran, Maroko, Portugalia
Grupa C: Australia, Dania, Francja, Peru
Grupa D: Argentyna, Chorwacja, Islandia, Nigeria
Grupa E: Brazylia, Kostaryka, Serbia, Szwajcaria
Grupa F: Korea Południowa, Meksyk, Niemcy, Szwecja
Grupa G: Anglia, Belgia, Panama, Tunezja
Grupa H: Japonia, Kolumbia, Polska, Senegal
Wszystkie poprzednie edycje Mistrzostw Świata wygrały ekipy prowadzone przez swoich rodaków. Idąc tym tropem, szansę na triumf w Rosji już na starcie straciły Egipt, Arabia Saudyjska, Iran, Maroko, Australia, Dania, Peru, Nigeria, Szwajcaria, Meksyk, Belgia, Panama i Kolumbia, które postawiły na zagranicznych szkoleniowców. A propos szkoleniowców. Na dzień przed rozpoczęciem sportowych zmagań doszło do niecodziennej sytuacji. Julen Lopetegui, opiekun reprezentacji Hiszpanii, ogłosił, że porozumiał się z Realem Madryt i po turnieju pożegna się z kadrą, choć trzy tygodnie wcześniej przedłużył kontrakt z hiszpańską federacją piłkarską. Ta zadziałała błyskawicznie i za brak lojalności i załatwianie interesów za jej plecami zwolniła go w trybie natychmiastowym. Oczywiście nie było czasu na poszukiwania nowego bossa, zatem stery w La Roja przejął dotychczasowy dyrektor sportowy, Fernando Hierro. Rozgrywki toczyły się w dniach od 14 czerwca do 15 lipca. Z uwagi na bardzo dużą powierzchnię Rosji, rozciągającej się ze wschodu na zachód na długość niemal 13 tys. km, FIFA zastrzegła, że turniej musi zostać rozegrany jedynie na części europejskiej. Miało to wyeliminować długie podróże pomiędzy miastami. Mecze odbywały się zatem na 12 stadionach w 11 miastach: Moskwie (Łużniki i Otkrytije Ariena), Sankt Petersburgu, Kaliningradzie, Kazaniu, Niżnym Nowogrodzie, Samarze, Wołgogradzie, Sarańsku, Rostowie, Soczi i Jekaterynburgu. Budżet przeznaczony na organizację wynosił rekordowe 20 mld dolarów. Wraz z realizacją prac sukcesywnie go zmniejszano. Ostatecznie wyniósł 14,2 mld dolarów, a i tak jest najwyższym w historii Mundiali. Kiedy tylko ogłoszono ceny wejściówek, od razu rozpoczęło się narzekanie, że i one nigdy nie były tak wysokie. Nie będąc obywatelem Rosji, najtańszy bilet można było nabyć za 105 dolarów. Biorąc pod uwagę, że w tej cenie zawierało się wyrobienie FAN ID, swoistej legitymacji kibica, działającej na zasadach wizy, ponadto upoważniającej do darmowego przejazdu pociągiem pomiędzy miastami-gospodarzami i otwierającej wiele drzwi (m.in. do muzeum FIFA, komunikacji miejskiej, okolicznościowych wystaw), fani szybko zorientowali się, że tak naprawdę „czysty” koszt wejściówek na mecze jest bardzo niski. Kibice Sbornej nie robili sobie większych nadziei. W przedmundialowych ankietach uznawali swój zespół za najgorszy w całej stawce, na to samo wskazywały ranking FIFA i kursy u bukmacherów. Tymczasem podopieczni Stanisława Czerczesowa rozgromili na dzień dobry Arabię Saudyjską 5:0. Zgodnie z oczekiwaniami karty w grupie rozdawał Urugwaj. Podopieczni Oscara Tabareza z kompletem punktów i bez straconej bramki zameldowali się w 1/8 finału. Razem z nimi awans wywalczyli gospodarze, wygrywając jeszcze z Egiptem 3:1. Golkiper Faraonów, Essam El Hadary, został najstarszym piłkarzem w dziejach Mistrzostw Świata. W spotkaniu o przysłowiową pietruszkę przeciwko Arabii Saudyjskiej liczył sobie 45 lat i 161 dni. Mimo porażki 1:2 okrasił swój występ obroną rzutu karnego. Warto odnotować, że bramkarz był starszy od trzech turniejowych trenerów – Roberto Martineza (Belgia, 44 lata i 11 miesięcy), Mladena Krstajicia (Serbia, 44 lata i 3 miesiące) oraz Aliou Cisse (Senegal, 42 lata i 3 miesiące). Fenomenalnie rozpoczęły się rozgrywki grupy B. Na początek Iran, po naprawdę bardzo dobrym meczu, rzutem na taśmę pokonał Maroko 1:0. Chwilę później rozległ się gwizdek sędziego spotkania Portugalia – Hiszpania. Kto oglądał, ten bez wątpienia zgodzi się, że powinno kandydować do najlepszego starcia turnieju. Zwroty akcji, iberyjska wymiana ciosów w najlepszym wykonaniu i grad goli. Skończyło się 3:3, a wszystkie bramki dla Mistrzów Europy zdobył Cristiano Ronaldo, stając się najstarszym strzelcem hat-tricka w historii mistrzostw (33 lata i 130 dni). Oprócz tego dołączył do zacnego grona zawodników, którzy zaliczyli co najmniej jedno trafienie w czterech kolejnych edycjach czempionatu. Wcześniej tej sztuki dokonali jedynie Uwe Seeler, Pele i Miroslav Klose. Walka o awans była bardziej zażarta niż mogliśmy się spodziewać i trwała dosłownie do ostatniej sekundy meczu Iran – Portugalia. Ostatecznie, zgodnie z przewidywaniami, w fazie pucharowej zameldowali się giganci z Półwyspu Iberyjskiego. W grupie D awans wywalczyły drużyny z Europy. W starciu Francji z Australią po raz pierwszy w historii skorzystano z pomocy video assistant referee (VAR), po czym podyktowano rzut karny dla Trójkolorowych. W jednym z najnudniejszych starć turnieju, między Danią a Francją, padł wynik 0:0. Dopiero kilkanaście dni później okazało się, że był to jedyny mecz, w którym kibice nie oglądali goli.
10
Marsylianka na Łużnikach:
Organizacja Mistrzostw Świata w 2018 roku została powierzona największemu państwu na świecie, Rosji. Pomimo tego, że wybór gospodarza wywołał masę wątpliwości i podejrzeń, nikt po zakończeniu imprezy nie narzekał na poziom jej organizacji. Co więcej, szerokie grono fachowców i kibiców uznało turniej za najlepszy w historii. Czym zaskakiwał? W jakich rankingach okazał się bezapelacyjnie wyjątkowy? Jak spisały się nowe technologie, po raz pierwszy zastosowane podczas meczów tej rangi? Dlaczego nie tylko Francuzi, którzy okazali się najlepsi, zostali powitani w swoim kraju jak zwycięzcy? Tego dowiecie się w odpowiedzi do tego komentarza.
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
9
Jacek Gmoch „se pomajstrował”:
14 czerwca przypada rocznica porażki z Argentyną na mistrzostwach świata 1978: https://sport.tvp.pl/70527118/ms-1978-popis-mario-kempesa-i-przeklety-rzut-karny-kazimierza-deyna-45-lat-po-meczu-argentyna-polska
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Genialny Escola na piątke!
Dokładnie 90 lat temu FC Barcelona rozgromiła CA Osasuna 7:1 na „Camp de Les Corts” w rewanżowym starciu półfinałowym o Puchar Króla. W pierwszym spotkaniu Blaugrana przegrała 4:2, więc z nawiązką odrobiła straty awansując do finału. Nie lada wyczynem w rewanżu popisał się fenomenalny napastnik Josep Escola, strzelając 5 goli, w tym klasycznego hattricka w pierwszej połowie. Pozostałe 2 gole dołożył Marti Vantolra.
@Vivienne
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Vivienne A zdajesz sobie sprawe że mogą na siebie trafić tylko co wychodząc z grupy? Przecież to byłby absolutnie przedwczesny finał! Jaki złośliwy sukinkot ustalał taką drabinke i w jakim celu?
12
Najsmutniejszy dzień w życiu Joana Gampera:
Dyktatura Miguela Primo de Rivery w latach 20-tych prześladowała liczne instytucje. Rozwiązano na przykład „Mancomunitat de Catalunya”(instytucja opowiadająca się za autonomią Barcelony). Zamknięto także wiele stowarzyszeń i organizacji. To samo w 1925 r. spotkało stowarzyszenie chóralne „Orfeo Catala”, założone w 1891 r. i zamknięte z nakazu rządu. To zdarzenie spowodowało iż FC Barcelona postanowiła zorganizować mecz w hołdzie chórowi. Wybrano dzień 14 czerwca 1925 r. a rywalem Barçy był Club Esportiu Jupiter. Żeby przyciągnąć więcej widzów na Estadio Camp de Les Corts, Arthur Witty, jeden z założycieli klubu, zaprosił zespół muzyczny ze statku floty angielskiej, który zacumował w barcelońskim porcie. Przed rozpoczęciem meczu zespół odegrał Marsz Królewski(hiszpański hymn), przywitany przez 14 tysięcy obecnych na trybunach kibiców głośnymi gwizdami. Reakcja ta zepsuła nastroje angielskich muzyków, którzy zaczeli co raz bardziej fałszować. Następnie zespół wykonał „ God save the Queen". Królewski hymn brytyjski według jednych źródeł wysłuchany został przy godnej szacunku ciszy a według innych przy ogłuszającym aplauzie barcelońskich kibiców. Dwa dni później klub dostał komunikat od Rządu Cywilnego, w którym zawiadamiano o wszczęciu postępowania za wygwizdanie hiszpańskiego hymnu, ,,oznaczające ostentacyjną niechęć do Hiszpanii". Postępowanie opierało się na raporcie przygotowanym przez komendantów policji. Ostatecznie ówczesny gubernator cywilny miasta Joaquim Milans de Bosch, przesłał list do FC Barcelony, komunikując w nim o zawieszeniu wszelkiej działalności klubu na 6 miesięcy(później kare zredukowano na 3 miesiące). Dwa dni później w siedzibie Barçy zjawiła się policja żeby zamknąć i zapieczętować drzwi lokalu. Zawieszenie działalności klubu pociągneło za sobą odejście ze stanowiska Joana Gampera i wygnanie go z kraju, co w efekcie po kilku latach skutkowało popełnieniem samobójstwa przez niego. Później założyciel Barçy przyznał iż dzień, w którym policja zamknęła siedzibe przy „Placa de Teatre”, był ,,najsmutniejszym w moim życiu". Po jego przymusowym odejściu funkcję prezydenta klubu objął arystokrata Arcadi Balaguer, bliski przyjaciel króla Alfonsa XIII. Pomimo zawieszenia działalności liczba socios pozostała nie zmieniona. W czasie gdy klub był zamknięty, żaden socio nie zrezygnował z karnetu. Co więcej, wszyscy płacili miesięczne składki, zaś do biura klubu przychodziły anonimowe darowizny. Również żaden z zawodników nie odszedł z klubu. Okres braku sportowej aktywności wykorzystano na zasianie trawy na placu gry. Wszystkie katalońskie kluby, z wyjątkiem Espanyolu, okazały solidarność z FC Barceloną i postanowiły zaczekać z wznowieniem rozgrywek o mistrzostwo Katalonii do zakończenia sankcji. Pierwszy mecz, jaki Blaugrana rozegrała na murawie „Les Corts” miał miejsce 24 grudnia 1925 roku, kiedy piłkarze Barçy zmierzyli się z austriacką drużyną First Vienna Futbol Club.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Vivienne
0
@Gall Wstyd to wogóle nie pielęgnować historii własnego klubu zwłaszcza przez redakcje, która powinna dawać przykład wszystkim użytkownikom...
13
Rekord największej liczby wykluczeń drużyny w meczu La Liga:
Sezon 1986/1987 był tym z niesławnymi play-offami, które ostatecznie okazały się kompletną porażką. Na szczęście ten eksperyment trwał tylko jeden sezon, ponieważ był to prawdziwy bałagan, improwizowany na bieżąco. Co więcej, w tym sezonie rozegrano mecz, który przeszedł do historii, ustanawiając rekord największej liczby wykluczeń jednej drużyny w lidze. W meczu, o którym mowa, 13 czerwca 1987 roku zmierzyły się RCD Espanyol (wówczas znany jako Español) i RCD Mallorca. Drużyna z Balearów wciąż miała szansę na awans do Pucharu UEFA ale aby tego dokonać, musiała wygrać na legendarnym a obecnie zburzonym stadionie Sarrià. Tydzień był gorący ze względu na wymianę oświadczeń między trenerami obu drużyn: Javier Clemente był trenerem Espanyolu a Lorenzo Serra Ferrer siedział w tym czasie na ławce rezerwowych Mallorki. Już na samym początku sytuacja zaczęła się komplikować dla gości. W 27. minucie Paquete Higuera otrzymał drugą żółtą kartkę i jako pierwszy udał się do szatni. Co gorsza, w 40. minucie gospodarze strzelili pierwszego gola za sprawą Ernesto Valverde a jeszcze przed przerwą Miquel Soler podwyższył na 2:0. Mecz był praktycznie rozstrzygnięty. Wtedy sytuacja zaczęła się komplikować. Gra stała się ostra a zawodnicy obu drużyn zaczęli wykonywać groźne wślizgi. Hassan, zawodnik Mallorki, był drugim zawodnikiem wyrzuconym z boiska tego popołudnia, również za drugą żółtą kartkę, w 64. minucie. To, zamiast uspokoić sytuację, tylko podsyciło przemoc. Nieszczęsny protagonista meczu, sędzia Caetano Bueno, zakończył mecz z RCD Mallorca w 70. minucie potrójnym (tak, dobrze przeczytaliście) wykluczeniem z boiska. Chano, Pepe Bonit i Orejuela zostali wyrzuceni z boiska, pozostawiając Vermilion z zaledwie sześcioma zawodnikami na boisku (zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami mecz zakończyłby się).
Gole dla RCD Espanyol padały bez przerwy( Pineda, Golobart i Pichi Alonso ), przypieczętowując miażdżące zwycięstwo 5:0. Był to rekord największej liczby czerwonych kartek pokazanych drużynie w meczu La Liga, rekord, którego żadna inna drużyna nie będzie w stanie pobić, ponieważ obecnie żadna drużyna nie może grać w składzie mniejszym niż siedmiu zawodników. Jednak tego dnia Mallorca zakończyła mecz w sześcioosobowym składzie. Naturalnie, ta rekordowa liczba wykluczeń od razu odbiła się echem w mediach. José María García zdołał przeprowadzić wywiad z menedżerami obu drużyn, który okazał się niezwykle napięty. Javier Clemente obwinił Serrę Ferrera za zachowanie swoich zawodników i przypomniał mu, że trenował w najwyższej klasie rozgrywkowej przez wiele lat, podczas gdy sam dopiero co się tam pojawił. Te cudowne lata 80-te…
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Vivienne
0
@Kintoki Jakie znowóż korzenie z 2 wojny? Przecież adidasa jeszcze nie było w okresie wojennym
2
@FcPortoFan1999 To by tłumaczyło ogrom twoich wpisów na stronie fcbarca.com :)
1
@Marusek Aha! Wnioskuje za tem że on jest dla ciebie wyjątkową osobistością?
1
@Marusek Bawisz sie teraz na weselu?
0
@HypeR W co uwierzyli?
3
@APTAPT Dokładnie tak! Masz absolutną racje!
Mam wrażenie że tych prawdziwych cules na tej stronie jest bardzo mało...
14
Dyktatura Franco wobec Dumy Katalonii:
13 czerwca 1943 r. doszło do skandalu na „Estadio Chamartin” w Madrycie. FC Barcelona przegrała 11:1 z Realem Madryt w rewanżowym półfinale Copa del Generalisimo. W pierwszym spotkaniu na Camp Nou Blaugrana wygrała pewnie 3:0 i na trybunach po raz pierwszy w Hiszpanii dało się słyszeć gwizdy przeciwko dyktaturze Franco. Ruszyła wtedy machina propagandowa przeciwko Dumie Katalonii i jej graczom. Cegiełkę dołożył Real, który do każdego biletu na mecz rewanżowy dołączał gwizdek, którego kibice mieli używać, gdy jakikolwiek gracz Barçy dojdzie do piłki. Gracze gości dostali w szatni ,,instrukcje” przekazane przez Dyrektora Generalnego ds. Bezpieczeństwa Narodowego aby swoją grą nie wzburzać tłumu a niektórym graczom takim jak Escola, Balmanya i Raich przypomniano iż reżim odpuścił im wcześniejsze winy za wspieranie przeciwnych władzy frakcji w czasie wojny domowej. Podobne zalecenia dał tuż przed meczem arbiter spotkania Celestino Rodriguez. Spotkanie było jednostronne, kibice obrzucali bramke Blaugrany kamieniami i monetami, które dawno wycofano z obiegu. Bramkarz stał więc przy linii pola karnego, co ułatwiało Realowi zdobywanie goli. Prawda jest taka że piłkarze Barçy byli w szatni zastraszani a nawet grożono im śmiercią. To była typowa ustawka reżimu Franco. Po meczu gości z niezrozumiałych powodów ukarano za zamieszki razem z gospodarzami a prezydenci obu klubów ustąpili ze stanowiska. Ze strony FC Barcelony był to Enrique Piñeyro, członek reżimu ale jednocześnie człowiek honorowy, który złożył oficjalny protest i poparł go swoją rezygnacją. W Realu Madryt nowym prezydentem został Santiago Bernabeu.
@Vivienne
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
3
Coś pięknego! Shakira tańczy z Messim! No kto by pomyślał?
1
@AssisMoreira No właśnie mam dużo obaw na czele z Otamendim i potencjalną Hiszpanią....
0
@Lionel_Messi10 Ale mówiąc o farfoclu chyba nie masz na myśli Jonathana Wilsona? Po drugie co będzie jak "trafimy" na Hiszpanie???
1
@FcPortoFan1999 No nie powiedziałbym że tak dość łatwo. W ćwierćfinale z Paragwajem awansowali ledwo, ledwo po rzutach karnych 4:3! A w finale mieli dosyć łatwego i mało oczekiwanego przeciwnika........
2
@Sysia11 @Lionel_Messi10 Co o tym sądzicie?
Biorąc pod uwage choćby aspekt skojarzenia grup J i H, gdzie Albicelestes mogą już w 1/16 spokojnie trafić na Hiszpanie....?
11
Cules nie zapominają o pierwszych legendach FC Barcelony:
13 czerwca 1877 r. w Berlinie urodził się Udo Steinberg niemiecki inżynier, sportowiec oraz działacz sportowy i pierwszy Niemiec w Dumie Katalonii. W 1902 roku zdobył dwa pierwsze gole przeciwko Realowi Madryt(ówcześnie FC Madrid) jako zawodnik FC Barcelony w pierwszej edycji Pucharu Króla, co czyni go pierwszym strzelcem w El Clásico. Steinberg pracował między innymi w sporcie-piłki nożnej, lekkoatletyki, krykieta, tenisa, kolarstwa, boksie i dyscyplinach alpejskich, pracował również jako redaktor sportowy. Od 1901 do 1910 Udo Steinberg był aktywnym piłkarzem Blaugrany. W 1902 roku założył klubową szkołę piłkarską, poprzedniczkę „La Masii”, którą kierował do 1916 roku. Od 1906 r. pisał jako redaktor w gazecie sportowej „El Mundo Deportivo”. W tym samym roku objął przewodnictwo w „Związku Klubów Piłkarskich Barcelony”, które później przekształciło się w Kataloński Związek Piłki Nożnej. Oprócz swojej pasji do piłki nożnej, był również entuzjastą lekkoatletyki, krykieta, tenisa, piłki rowerowej(gymkhana) i hokeja, udzielał się również jako sędzia. W owym czasie Steinberg był uważany za najskuteczniejszego napastnika FC Barcelony z ponad 60 golami. W 1910 roku zakończył aktywną karierę jako regularny zawodnik Blaugrany z powodów zawodowych.
@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani