9

Blaugrana w europejskich pucharach:

21 marca 1984 r. FC Barcelona poległa na Old Trafford 3:0 w rewanżowym pojedynku ćwierćfinałowym Pucharu Zdobywców Pucharów. Co prawda w pierwszym meczu Blaugrana wygrała 2:0, lecz w rewanżu nie miała nic do powiedzenia wobec takich przeciwników jak Robson, Wilkins, Stapleton czy Whiteside.




@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon

9

Duma Katalonii w europejskich pucharach:

21 marca 1979 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou w meczu rewanżowym Ipswich Town 1:0 w ramach ¼ Pucharu Zdobywców Pucharów. Upragnionego gola dającego awans(w pierwszym meczu Ipswich wygrało 2:1) strzelił legendarny defensor Migueli. Przypomne iż w zespole Ipswich występował wówczas znany i waleczny obrońca Terenc Butcher oraz znakomity holenderski pomocnik Arnold Müren.




@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz

0

@Mezocyklon87 Otóż grali! Chodzi o sezon 1964/65

0

@Danny Gaucho Człowieku(!) czy ty umiesz czytać? Napisałem we wszystkich rozgrywkach! a nie na krajowym podwórku!

0

@Danny Gaucho Z tego co podał tvpsport.pl to jest właśnie rekord! Chodzi oczywiście o rozgrywki na wszystkich frontach. Nie wyjeżdżaj mi tu z chińszczyzną bo jej nie rozumiem. Jeśli już to powinieneś to przetłumaczyć

10

Ależ ten Bayer Leverkusen gra! Wcale się nie zatrzymuje! Ile to już meczów bez porażki? 37 czy 38? W takim wypadku jest szansa pobić(lub przynajmniej wyrównać) rekord świata należący do wielkiej Benfiki z lat 60-tych. Popularni ,,As Águias” (Orły) wówczas nie przegrali kolejnych 48 meczów! Przypomne tylko iż ,,nasza kochana” Duma Katalonii posiada 39 meczów bez porażki, tak więc ,,Aptekarze” chyba nas prześcigną…
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon

15

Szanowni cules, pamiętamy i nigdy nie zapominamy:

Feliz cumleaños panie Ronaldzie! Z okazji 61 urodzin

Feliz cumpleaños panie Ronaldo de Assis Moreira! Z okazji 44 urodzin

Feliz cumpleaños panie Jordi! Z okazji 35 urodzin

Cóż za wybitne legendy Blaugrany obchodzą dzisiaj urodziny! To trzeba uczcić… ale po pracy oczywiście 


@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Symson

8

@FCBparasiempre
Kiedy Roman Siergiejewicz Zobnin zawalił w ostatnim meczu Euro 2020 Dania – Rosja gola na 2:0, nieostrożnym podaniem otwierając drogę do bramki Yussufowi Poulsenowi, duńskojęzyczne zakamarki internetu zasypane zostały imieniem i nazwiskiem dość często występującym w Skandynawii: Jesper Olsen. Dlaczego? Wiąże się to z jednym konkretnym Jesperem Olsenem, niegdyś niepozornej postury blondwłosym chłopakiem, który właśnie kończy 63 lata. Wypatrzony jako nastolatek przez Ajax, skrzydłowy znany jako „Pchła” przez trzy lata popisywał się na holenderskich boiskach dryblingami, unikaniem wślizgów, szybkością. Należał do drużyny, która bombardowała przeciwników golami, m.in. rozbijając Feyenoord 8:2!(Olsen został zawodnikiem meczu). Miał okazję grać z samym Johanem Cruyffem; to właśnie Olsen asystował przy pamiętnym i tylekroć pokazywanym golu z rzutu karnego. W zespole byli także jego rodacy, Søren Lerby i Jan Mølby, później gracze odpowiednio Bayernu i Liverpoolu a także Wim Kieft, Gerald Vanenburg, Marco van Basten oraz Frank Rijkaard. Jesper zadebiutował w kadrze jeszcze jako zawodnik Næstved IF, w towarzyskim meczu ze Związkiem Radzieckim. Już jako piłkarz Ajaxu strzelił dwa gole w eliminacjach do Euro 1984, w tym decydującą bramkę na 2:2 w ostatnich chwilach spotkania z Anglią na Wembley. Pojechał z kadrą do Francji i wystąpił w meczu otwarcia przeciwko gospodarzom, zmieniając na prawym skrzydle Franka Arnesena z mocnego wówczas Anderlechtu (w przyszłości zdobywcę Potrójnej Korony z PSV) chwilę po trafieniu Michela Platiniego na 1:0. W 87. minucie Olsen nieprzepisowo zatrzymał Manuela Amorosa, a wściekły obrońca Trójkolorowych najpierw niecelnie rzucił w Duńczyka piłką, po czym po prostu walnął mu w czoło z główki. Niemiec Volker Roth natychmiast wyrzucił zawodnika gospodarzy z boiska, lecz i Jesper otrzymał żółtą kartkę. Mimo przewagi jednego gracza, podopieczni Seppa Piontka nie zdołali wyrównać. Reprezentacja Danii straciła być może największą gwiazdę: Allana Rodenkama Simonsena. Były gracz Borussii Mönchengladbach i FC Barcelony oraz zdobywca Złotej Piłki to również ciekawa postać, temat na osobny tekst. Turniej zakończył w straszny sposób już w pierwszej połowie starcia w Paryżu: Yvon Le Roux złamał mu nogę. Simonsena zastąpił John Lauridsen z Espanyolu. Trener Piontek miał do dyspozycji kilku ciekawych piłkarzy. Oprócz wspomnianych już w tekście Arnesena i Lerby’ego byli to choćby Michael Laudrup, Morten Olsen (Anderlecht), John Sivebæk (w przyszłości piłkarz Manchesteru United), Preben Elkjær Larsen czy Ivan Nielsen. Drużyna pojechała do Lyonu i rozbiła Jugosławię 5:0, po czym wywalczyła awans w Strasbourgu, pokonując Belgię 3:2, choć Enzo Scifo, Jan Ceulemans, Jean-Marie Pfaff i koledzy zaczęli od prowadzenia 2:0. W półfinale czekali zwycięzcy drugiej grupy: Hiszpanie. Wynik meczu w Lyonie otworzył Lerby już w siódmej minucie. W 67. Wyrównał Antonio Maceda, wobec czego Piontek powtórzył manewr z pierwszego spotkania i zmienił Arnesena, a wpuścił Olsena. I tym razem 23-letni wtedy Olsen nie wpłynął na grę na tyle, by Duńczycy zdobyli gola, zarobił jednak znów żółtą kartkę. W dogrywce z powodu drugiego żółtego kartonika boisko opuścić musiał Klaus Berggreen. Wynik 1:1 utrzymał się do ostatniego gwizdka, o awansie do finału zadecydować miały rzuty karne. Skuteczniejsi okazali się podopieczni Miguela Muñoza, zwyciężając 5:4. Olsen nie mógł sobie nic zarzucić, gdyż swoją okazję wykorzystał. Jako jedyny pomylił się Elkjær, który fatalnie przestrzelił. Po turnieju tak Mølby (jedynie rezerwowy), jak i Jesper Olsen trafili do Anglii. Jesper, z dwoma tytułami mistrza kraju oraz pucharem Holandii, został sprowadzony za 350 tys. funtów do Manchesteru United, gdzie Ron Atkinson planował zastąpić nim innego byłego gracza Ajaxu, o dziesięć lat starszego Arnolda Mührena (swoją drogą – kolejna bardzo ciekawa postać, związana m. in. z widowiskowym golem; to on cztery lata później asystował przy fenomenalnym trafieniu Marco van Bastena w finale Euro 1988).

Czas angielskiego trenera powoli dobiegał końca, jednak zdołał jeszcze wywalczyć drugi Puchar Anglii w trakcie swego pobytu na Old Trafford. Olsen wystąpił w finale, a w lidze w swoim pierwszym sezonie strzelił pięć goli, szóstego dokładając w Pucharze Ligi. Występował także regularnie w Pucharze UEFA. W kolejnych rozgrywkach niestety nie mógł się zaprezentować na europejskich boiskach ze względu na wykluczenie angielskich klubów. Zdobył jednak aż trzynaście bramek (jedenaście w lidze i dwie w FA Cup), często wykonując rzuty karne. Był to wynik tym lepszy, iż część sezonu Jesper stracił przez kontuzję; kupiony został nawet następca, Peter Barnes z Coventry City (mający już za sobą wypożyczenie do United), lecz wobec powrotu Duńczyka do zdrowia nie zagrzał miejsca w wyjściowym składzie. Olsen zanotował m. in. hattricka w meczu First Division przeciwko West Browmich Albion, w którym z „wapna” trafił do siatki dwukrotnie. W trakcie sezonu do United dołączył Sivebæk. Obaj Duńczycy zostali powołani na mundial w Meksyku. Forma Olsena oznaczała, że tym razem będzie podstawowym zawodnikiem. Los zetknął Danię ze Szkocją przez Alexa Fergusona. W jej barwach grał klubowy kolega Jespera, Gordon Strachan, a wśród rezerwowych był kolejny, Arthur Albiston. Mecz między tymi dwoma drużynami zakończył się wygraną Danii (1:0 po golu Elkjæra), a Olsen grał do 80. minuty, kiedy zmienił go Mølby (trochę wcześniej Sivebæk wszedł za Andresena). Drugi mecz skrzydłowy Manchesteru United rozpoczął na ławce rezerwowych. Przeciwnikiem była reprezentacja Urugwaju, która od 19. minuty musiała sobie radzić w dziesiątkę, ponieważ dwie żółte kartki otrzymał Miguel Bossio. Duńczycy prowadzili wtedy już 1:0 dzięki kolejnemu trafieniu Elkjæra. Przed przerwą podwyższył Lerby, a kontaktowego gola do szatni strzelił z rzutu karnego Enzo Francescoli. Nie wybiło to półfinalistów ostatnich mistrzostw Europy z rytmu. Na początku drugiej połowy do siatki trafił Laudrup, a następnie hattricka skompletował Elkjær, wysuwając się przy okazji na czoło wyścigu o koronę króla strzelców turnieju. Olsen wchodził na murawie już przy stanie 5:1, niecałych dziesięć minut przed końcem podstawowego czasu gry. 25-latek zmienił Laudrupa i dopełnił dzieła zniszczenia, w 88. minucie ustalając wynik meczu na 6:1. Grupa E mistrzostw świata w Meksyku była tą, dzięki której w anglojęzycznej prasie spopularyzowano określenie „grupa śmierci”, znane od lat tam, gdzie mówi się po hiszpańsku. Poza Danią, naszpikowaną gwiazdami ligi angielskiej Szkocją oraz walecznymi Urusami (rok później niektórzy z nich po raz drugi z rzędu zdobyli Copa America) trafili tam także wicemistrzowie świata z poprzedniego (a jak się miało wkrótce okazać – także i właśnie trwającego) mundialu: piłkarze z RFN. Duńczycy jednak zostawili w pokonanym polu wszystkie trzy ekipy. Po odprawieniu Szkotów i Urugwajczyków, na deser przypieczętowali awans pewnym zwycięstwem 2:0, choć i tym razem nie obyło się bez czerwonej kartki. Olsen pokonał kapitana Niemców, Haralda Schumachera, strzałem z jedenastki w 43. minucie spotkania. W drugiej połowie na 2:0 podwyższył rezerwowy John Eriksen, który w przerwie zmienił Elkjæra, co tylko podkreślało przygotowanie składu Piontka. Potem, około dwudziestu minut przed końcem meczu, Olsena zmienił niemal 34-letni Simonsen. W końcówce drugą żółtą kartkę otrzymał Arnesen, lecz dwie bramki różnicy utrzymały się do ostatniego gwizdka. Dania zakończyła zmagania fazy grupowej jako jedna z dwóch (obok Brazylii) reprezentacji z kompletem trzech zwycięstw, a dzięki wysokiemu zwycięstwu z Urugwajem miała wraz z ZSRR najlepszy stosunek bramkowy (9:1). Po dwóch meczach na Estadio Neza 86 Jesper Olsen i koledzy zostali w Queretaro. W 1/8 finału na arenie zwycięskiego meczu z Niemcami mieli zmierzyć się po raz kolejny z Hiszpanami. Piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego zajęli drugie miejsce w grupie D, przegrywając jedynie ze wspomnianą Brazylią (0:1), a następnie przeganiając demony z Walencji (gospodarze poprzedniego mundialu przegrali tam z Irlandią Północną 0:1; tym razem zwyciężyli 2:1) i przekonująco odprawiając Algierię (3:0). Tym razem w wyjściowych jedenastkach znalazło się trzech Hiszpanów i aż dziewięciu Duńczyków, którzy dwa lata wcześniej wzięli udział w półfinałowym spotkaniu w Lyonie. Reprezentacje prowadzili także ci sami trenerzy. Sepp Piontek posłał w bój m. in. Olsena. Sivebæk, który także zagrał w pamiętnym półfinale, tym razem znalazł się na ławce rezerwowych.

I tu dochodzimy wreszcie do konkluzji. Jesper przeżył w Queretaro największy dramat w karierze. Wydawało się, że może zostać bohaterem. W 33. minucie spotkania kolejnym strzałem z rzutu karnego zdobył swojego trzeciego gola na mundialu, a zarazem piątego (i jak się miało okazać ostatniego) w narodowych barwach, dając Danii prowadzenie. Jednak do historii i do duńskiego języka potocznego Olsen wszedł dziesięć minut później. Otrzymał podanie od bramkarza, Larsa Høgha. Chciał zwrócić mu futbolówkę, lecz zrobił to zdecydowanie zbyt słabo. Emilio Butragueño dopadł do piłki i strzelił Duńczykom gola do szatni. Druga połowa rozpoczęła się zatem przy stanie 1:1. Hiszpanie poszli za ciosem. Butragueño w 56. minucie dał im prowadzenie. Na 3:1 Andoni Goikoetxea trafił do siatki z rzutu karnego, a na przestrzeni ostatnich dziesięciu minut podstawowego czasu gry Butragueño najpierw ukompletował hattricka (jako czwarty zawodnik na mistrzostwach w Meksyku), a później strzałem z „wapna” dorzucił czwartą bramkę – zdobywając cztery gole jako pierwszy piłkarz na mundialu od czasu Eusebio 20 lat wcześniej (w ćwierćfinale z Koreą Północną, wygranym przez Portugalię 5:3). Hiszpanie zwyciężyli zatem 5:1. Olsen nie dograł meczu do końca. W 71. minucie, przy stanie 1:3, zmienił go Mølby. Klęska drużyny Piontka była na tyle dotkliwa, że trudno stwierdzić, aby to właśnie błąd 25-letniego wówczas ,,Czerwonego Diabła” kosztował reprezentację awans. O wiele bardziej można byłoby mieć pretensje do Elkjæra z powodu wspomnianego pudła na wcześniejszym turnieju Euro. Niemniej jednak powiedzenie „en rigtig Jesper Olsen” (prawdziwy Jesper Olsen), a często po prostu „Jesper Olsen” weszło do języka duńskiego. Stało się wyrażeniem używanym na określenie sytuacji, kiedy ktoś coś zupełnie spartoli. Wyrównującego gola Butragueño można porównać np. do samobója Janusza Jojki, a nazwisko naszego bohatera wywołuje skojarzenia jak np. „Kuszczak – Wpuszczak” po pamiętnym meczu z Kolumbią czy „zrobić Wawrzyniaka” w kontekście poślizgnięcia się. Z drugiej strony – jak już wspomniano, skrzydłowy zdobył na turnieju trzy gole. Spośród jego kolegów tylko wspomniany Elkjær mógł się pochwalić lepszym dorobkiem (cztery trafienia). Dalsza kariera Olsena to powolny schyłek. W październiku pobił się na treningu z Remim Mosesem i znalazł się na liście transferowej. To jednak menadżer, „Duży Ron”, opuścił Manchester United jako pierwszy. Zastąpił go Alex Ferguson. Widział on nadal miejsce dla duńskiego skrzydłowego w swojej drużynie – pozbył się m. in. Petera Barnesa, który odszedł do Manchesteru City, i nie ściągnął Johna Barnesa z Watfordu, gdy była po temu okazja (skrzydłowy z Karaibów trafił do Liverpoolu, gdzie spędził aż dziesięć lat). Jednak sam Jesper widział, że coraz trudniej mu było dostosować się do zmieniającego się futbolu. Ostatniego gola dla Czerwonych Diabłów zdobył nieco ponad rok po przejęciu sterów przez Fergusona. Powołany został na kolejne mistrzostwa Starego Kontynentu, lecz nie zagrał ani minuty. W wieku 27 lat odszedł z Old Trafford, zanim szkocki trener przekształcił United niemal w żywiącego się trofeami potwora. Następnych kilka lat Olsen spędził we Francji, aż po poważnej kontuzji zakończył karierę w 1992 roku, choć ponoć interesowały się nim Blackburn Rovers oraz Nottingham Forest. Zamieszkał w Australii. W maju 2006 r. przeszedł krwotok podpajęczynówkowy, na szczęście wyszedł z tego. Od kilkunastu lat zajmuje się promowaniem piłki nożnej na Antypodach. Przez krótki czas był asystentem trenera Melbourne Heart (obecnie Melbourne City). Dla rodaków, niestety, chyba na zawsze pozostanie „prawdziwym Jesperem Olsenem”.

6

11

Wybitny wyczyn Legii:

20 marca 1991 roku Sampdoria Genua zremisowała w rewanżowym starciu ćwierćfinałowym Pucharu Zdobywców Pucharów z Legią Warszawa 2:2 i odpadła z rozgrywek. „Jak do tego doszło, nie wiem” – jak dziś zaśpiewałby pan Zenon Martyniuk z grupy Akcent. Włosi powiedzieliby: incredibile (niewiarygodne)! W marcu 1991 roku dziennikarze, sami piłkarze a także kibice obu drużyn nie byli w stanie uwierzyć w to, co się stało. Stołeczny zespół, który w lidze spisywał się fatalnie, nie potrafił wygrywać i zajmował odległe 11. miejsce, walczył jak równy z równym z pewnie kroczącą po mistrzostwo Włoch Sampdorią. Meczowi w Genui towarzyszyły ogromne emocje i spora dramaturgia. Legioniści prowadzili 2:0 po popisie 19-letniego Wojciecha Kowalczyka, ale gospodarze zdołali wyrównać. Wojskowi kończyli spotkanie w dziesiątkę, bo w 88. minucie czerwoną kartkę (2. żółtą) obejrzał znakomicie broniący tego dnia Maciej Szczęsny. Jako, że Władysław Stachurski wykorzystał limit zmian (obowiązywały wówczas dwie), między słupki wszedł Marek Jóźwiak. Gola na szczęście nie wpuścił i to Legia zameldowała się w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów!

,,To był mój jedyny raz w bramce. Mogłem stanąć między słupkami podczas gry w Guingamp, ale trener się na to nie zdecydował. I to był jego błąd, bo kolega wpuścił dwie bramki, a myślę, że ja na jego miejscu lepiej bym się spisał. Do końca było mało czasu, więc musieli przedostać się pod naszą bramkę najprostszymi środkami. Posyłali, jak to się mówi, długą lagę do przodu i liczyli na łut szczęścia. W naszym polu karnym było dużo zamieszania ale koledzy z obrony spisali się bardzo dobrze, dzięki czemu nie miałem za dużo pracy”-Marek Jóźwiak, były obrońca Legii w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon

1

@JanneAhonen Dzięki za wnikliwą uwage :)

12

Żywe legendy hiszpańskiego futbolu:

20 marca 1984 r. urodził się Fernando Torres, były hiszpański napastnik. Fernando Torres jest wychowankiem Atletico Madryt. Zaczynał w nim grać, kiedy klub był na zapleczu Primera Division. Zadebiutował w 2001 roku, kiedy miał 17 lat i 68 dni, co uczyniło go najmłodszym debiutantem w historii klubu. Tydzień później zdobył swojego pierwszego ligowego gola. W latach 2001-07 rozegrał dla Atletico 82 spotkania, w których zdobył 82 gole. W 2007 roku za 38 milionów euro został kupiony przez Liverpool, w którym był absolutną gwiazdą. W 102 meczach dla The Reds strzelił 65 goli. Cztery lata później za około 55 milionów euro przeszedł do Chelsea. W Londynie miał jednak duże problemy z regularnym strzelaniem, a nawet stał się pośmiewiskiem wśród kibiców. W ciągu trzech lat uzbierał zaledwie 20 trafień. W 2014 roku pół roku spędził na wypożyczeniu do Milanu ale tam również nie był w optymalnej formie. Dlatego Włosi zdecydowali się go wykupić z Chelsea, ale zaraz po tym został wypożyczony do Atletico Madryt, gdzie ich trener, Diego Simeone wskrzesił snajperskie umiejętności Hiszpana. W Atletico zagrał w dwóch finałach Ligi Mistrzów ale oba przegrał z Realem Madryt. Fernando Torres ma na swoim koncie również ponad 100 meczów w reprezentacji Hiszpanii. W 2008 roku został mistrzem Europy, a dwa lata później mistrzem świata. Podczas Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie znowu sięgnął po złoto a on sam z 5 golami został królem strzelców imprezy.



@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Sysia11

11

Rekordy ,,La Pulgi”:

20 marca 2012 r. Lionel Mesi ustanowił klubowy rekord goli o stawke w wygranym 5:3 meczu La Liga z Granada FC. Argentyńczyk zdobył wówczas hattricka dzięki czemu najpierw wyrównał a później pobił rekord należący do Cesara Rodrigueza wynoszący 232 gole. Swoją drogą trzeba przyznać iż pochodzący z Leon Cesar, był naprawdę genialnym snajperem. Przypomne tylko iż w czasach Cesara Rodrigueza nie rozgrywano tylu meczów o stawke co dzisiaj i nie było żadnych Superpucharów czy klubowych mistrzostw Świata.

Popatrzcie tylko:



@Sysia11
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon

9

Zapomniane El Clasico:

20 marca 1960 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madrid 3:1 w ramach 26 kolejki Primera Division. Gole dla Barçy zdobywali znakomici snajperzy, Sandor Kocsis i Eulogio Martinez oraz Ramon Alberto Villaverde. Honorowego gola dla Królewskich zanotował wielki Alfredo Di Stefano. Tym samym Duma Katalonii zrównała się punktami z Królewskimi i już nie oddała prowadzenia do końca rozgrywek wyprzedzając Real Madrid lepszym bilansem pojedynków bezpośrednich, triumfując po raz 8 w historii mistrzostw Hiszpanii.



@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz

0

@Safrani Amica? O czym ty mówisz(?) przecież Amica już nie istnieje!

0

@Safrani Są(!) zajmują 4 miejsce ex aequo z Rakowem Częstochowa.

0

@Safrani W Ekstraklasie a dlaczego pytasz?

10

Czy wiemy że…

Lech Poznań obchodzi swoje 102. urodziny. Dokładnie 19 marca 1922 roku zarejestrowano klub KS "Lutnia" Dębiec, który zapoczątkował historię współczesnego Kolejorza. Przez ponad wiek klub napisał wspaniałą historię, sięgając osiem razy po mistrzostwo Polski oraz pięć razy po Puchar Polski.

19 marca 1922 roku - jest to oficjalna data rejestracji Lecha Poznań. Choć tak naprawdę historia Kolejorza sięga 1920 roku, gdy Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży postanowiło założyć klub pod nazwą KS "Lutnia" Dębiec. Obecnie Dębiec jest jedną z dzielnic Poznania, jednak ponad 100 lat temu były to przedmieścia. Przez Lecha Poznań przewinęło się tysiące osób, piłkarzy, dziesiątki trenerów, a przede wszystkim wspomnień. Kolejorz w swojej historii osiem razy sięgał po mistrzostwo Polski, pięć razy po Puchar Polski oraz sześć razy po Superpuchar Polski. Oprócz tego jest trzykrotnym srebrnym medalistą oraz siedmiokrotnym brązowym medalistą MP. Nie zabrakło też wielkich spotkań na arenie międzynarodowej. Pojedynki z Austrią Wiedeń, Manchasterem City, Juventusem czy chociażby te ostatnie z Villarrealem oraz Fiorentiną zapisały się złotymi głoskami w historii klubu.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon

1

@FcPortoFan1999 No cóż, nie zawsze i nie dla każdego świeci słońce...

13

Bardzo szczęśliwy ale jednak ,,zwycięski”remis:

19 marca 1986 r. FC Barcelona zremisowała w rewanżowym spotkaniu w Turynie z Juventusem 1:1 w ramach ćwierćfinału Pucharu Europy. Jak się okazało był to remis zwycięski, bowiem w pierwszym meczu Barça wygrała skromnie 1:0. W rewanżu w pierwszej połowie Juve mogło, a nawet powinno strzelić kilka goli lecz niemiłosiernie pudłował Marco Pacione, w tym między innymi na pustą bramke! W 30 minucie w jednej z nielicznych akcji Blaugrany Victor dośrodkował piłke na drugi słupek do Archibalda. Szkot oddał strzał z ostrego kąta a piłke do własnej bramki wpakował bramkarz Tacconi. Gospodarze doprowadzili do remisu po strzale Platiniego tuż przed przerwą. W drugiej części meczu dało o sobie znać lepsze przygotowanie fizyczne Barçy więc włosi próbowali zaskoczyć rywali strzałami z dystansu jednak nie przyniosło to już żadnego skutku. ,,Szczerze życzę Barcelonie żeby przejęła od nas pałeczke i zdobyła Puchar Europy”- powiedział po meczu trener Juventusu Giovanni Trapattoni. No cóż, jak wiemy nie udało się wówczas zdobyć tego cennego pucharu(porażka ze Steauą) a przecież było tak bardzo blisko…

Wspomnień czar:




@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Sysia11

9

Legia w Pucharze Europy Mistrzów Klubowych sezonu 1969/70:

Następną rundą, w której zameldowali się ,,Wojskowi” był ćwierćfinał. Gorący teren, fanatyczni kibice, mistrz Turcji. Na Legię czekało bardzo trudne zadanie, bowiem spotkania z Galatasaray nigdy nie należą do łatwych przepraw. Ani w latach 70-tych XX wieku, ani w XXI wieku. Pierwszy mecz zaplanowano na 4 marca 1970 roku w Stambule. Zanim jednak do niego doszło, Legia miała możliwość odbycia okresu przygotowawczego w Bułgarii (trenowano na terenach innego wojskowego klubu – CSKA Sofia), gdzie zagrali mecze sparingowe z lokalnymi drużynami, między innymi z CSKA. Dodatkowo Legia wybrała się na mini tournée we Francji i Belgii, gdzie również zagrali serię meczów z miejscowymi drużynami, a wszystko po to, by przygotować się do rywalizacji z mistrzem Turcji. Przeciwnicy byli wybierani świadomie – tak, aby przypominać stylem gry Galatasaray. Zanim piłkarze obu zespołów wybiegli na murawę, dali o sobie znać miejscowi fani. Sztuczka z dekoncentrowaniem piłkarzy przeciwnej drużyny, gdy ci są w hotelu, nie jest taka nowa. Właśnie wtedy Turcy korzystali z tego typu „narzędzi” i próbowali zagłuszać spokój oraz wypoczynek Wojskowych. Podczas samego meczu również byli żywiołowi. W charakterystyczny dla siebie sposób, korzystając z petard oraz rac postanowili zgotować Legionistom „piekło”. Czy skutecznie? Nie do końca. Wynik był dobry dla mistrzów Polski – 1:1. Nawałnica gospodarzy nie przyniosła skutku, a groźniejsze sytuacje wypracowywali sobie Wojskowi, aż w końcu w 37. minucie sposób na bramkarza gospodarzy znalazł Lucjan Brychczy. Tuż po przerwie stan meczu wyrównał Ayhan Elmastasoglu i wynik ten – mimo silnego naporu Galatasaray – nie uległ zmianie. Korzystny wynik dla Legii przed rewanżem w Warszawie.

Dwa tygodnie później, 18 marca, Legia mogła czuć się faworytem. Po pierwsze grali u siebie, a po drugie sytuacja w lidze była w miarę spokojna, więc piłkarze grali bez obciążenia zaciętą walką o mistrzostwo Polski. Mimo wszystko presja była całkiem duża i 25 tysięcy osób na Stadionie Wojska Polskiego oczekiwało awansu. W prasie zastanawiano się, czy zawodnicy poradzą sobie z tym ciężarem. W mecz mocno wszedł zespół przyjezdnych, mogłoby się wydawać, że presja krępuje poczynania Legionistów. Jednak problemu takiego nie miał bohater całego dwumeczu Lucjan Brychczy. Dwukrotnie wprowadził trybuny w ekstazę w 11. i 55. minucie. Awans do półfinału stał się faktem i Legia dokonała tego jako pierwsza polska drużyna w historii.

4.03.1970 – Galatasaray SK – Legia Warszawa 1:1 (Elmastasoglu 47 – Brychczy 37)

18.03.1970 – Legia Warszawa – Galatasaray SK 2:0 (Brychczy 11, 55)


@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz

2

@fcbarcafan19 Znalazłem coś takiego: ,,Ajax ma żydowskie korzenie. Klub został założony w 1900 roku w sąsiedztwie dzielnicy żydowskiej. Kibice innych drużyn, którzy przyjeżdżali pociągami na mecze Ajaxu przesiadali się w tramwaj, który przejeżdżał przez tę dzielnicę. Na początku wielu piłkarzy i działaczy faktycznie miało żydowskie korzenie, ale z czasem się to zmieniło. Po II wojnie światowej, szczególnie w latach 70. i 80. przyjezdni pseudokibice zaczęli jednak wznosić na meczach antysemickie hasła. Wtedy część naszych fanów, na zasadzie rywalizacji z nimi, zaczęła przynosić na mecze izraelskie flagi. Tak to się zaczęło. W ostatnich latach nastąpiła eskalacja nienawiści. Kibice spoza Amsterdamu zaczęli śpiewać "Hamas, Hamas, Jude raus" i tym podobne rasistowskie hasła, odwoływali się do Holocaustu. Grupa ok. 1000 naszych kibiców wyzywała ich od Palestyńczyków, samych siebie nazywała Żydami. Władze klubu miały tego dość. Nie chciały mieszać do futbolu polityki, chciały skończyć z rasizmem na trybunach. Uznano jednak, że aby kibice drużyn przeciwnych przestali obrażać Żydów, my musimy spróbować zmienić żydowski wizerunek naszego klubu"- Jop Van Kempen

dziennikarz gazety "Het Parool" z Amsterdamu.

4

@fcbarcafan19 Z tego co pamiętam to na początku istnienia grało tam kilku Żydów i jeśli się nie myle to chyba założyciele też byli Żydami ale musiałbym sprawdzić...

10

Czy wiemy że…

18 marca 1900r. w amsterdamskiej kawiarni Oost-Indie spotkało się trzech panów - Han Dade, Floris Stempel i Karel Reeser. Wypili po kilka filiżanek kawy, wypalili parę kubańskich cygar i postanowili, że najwyższy czas założyć klub piłkarski. Nazwali go Ajax od imienia bohatera Iliady, władcy Salaminy, rywalizującego z Achillesem o miano najwaleczniejszego.


@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Sysia11

9

(Nie)zapomniany Górnik:

18 marca 1970 r. Górnik Zabrze pokonał Lewskiego Sofia 2:1 w rewanżowym starciu ¼ Pucharu Zdobywców Pucharów. Po uzyskaniu satysfakcjonującego wyniku w Sofii piłkarze Górnika rozpoczęli przygotowania do spotkania rewanżowego. Dzięki zarejestrowanym przez Telewizję Polską fragmentom pierwszego meczu mogli oni dokładnie przeanalizować najważniejsze sytuacje – trzy bramki Lewskiego oraz groźne sytuacje stworzone przez napastników bułgarskich na przedpolu Kostki. Analiza ta miała na celu przede wszystkim poprawienie gry obronnej. Nastroje w drużynie były bojowe, wszyscy piłkarze Górnika zapowiadali, że zrobią wszystko, by wywalczyć przepustkę do grona czterech najlepszych klubowych zespołów w Europie. Piłkarze Lewskiego do Chorzowa udali się samolotem na dwa dni przed meczem. Wcześniej od nich na rewanż udali się kibice. Wyruszyli oni w drogę specjalnym pociągiem już w niedzielę (mecz miał miejsce w środę). Była to pierwsza w historii bułgarskiego futbolu eskapada kibiców na wielki mecz. Już ten fakt świadczy jak wielka była waga tego spotkania. Awans do półfinału PZPE nie przyszedł zabrzanom łatwo. Musieli walczyć rzuciwszy na szalę wszystkie swoje siły i umiejętności. Z dużym wysiłkiem zdobywali każdy metr, a im bliżej znajdowali się bramki Lewskiego – tym trudniej było o piłkę. Bułgarzy wnosili do gry ogromnie dużo ambicji, nieustępliwości i poświęcenia. Trener Czakarow w porównaniu z sofijskim meczem nie tylko wprowadził do zespołu trzech nowych zawodników, ale obrał także zupełnie inną taktykę. Jego zawodnicy grali systemem 1-4-4-2 a w chwilach naporu Górnika ściągali do obrony jeszcze Peszewa, pozostawiając w środku tylko trzech zawodników.

Taka taktyka dość długo okazywała się skuteczną. Co prawda w 7 minucie górnicy zdołali wymanewrować obronę Lewskiego szybką wymianą piłki i Szołtysik precyzyjnym strzałem zdobył bramkę, jednak sędzia dopatrzył się pozycji spalonej. Decyzja ta mocno zdeprymowała i tak już bardzo nerwowych górników. Cóż z tego, że nacierali z furią i nie żałowali ani nóg, ani płuc. Większego pożytku z tego nie było, tym bardziej, że atakowali praktycznie wyłącznie przez środek, gdzie panowało największe zagęszczenie nóg przeciwników. Po upływie ok. 30 minut gry zabrzanie zrozumieli, że rozmokła murawa nie sprzyja zbyt kombinacyjnej grze. Wówczas to zaczęli atakować flankami i pod bramką Lewskiego od razu zrobiło się gorąco. Na przeszkodzie w strzeleniu bramki dwukrotnie stanął Kamenski, a raz poprzeczka po główce Kuchty. Gdy wszyscy myśleli już o przerwie Lubański ruszył w pogoń za straconą zdawało się już piłką, wygrał kolejno pojedynki biegowe z Peszewem, Żeczewem oraz Iwkowem i nie namyślając się wiele strzelił nie do obrony zza linii pola karnego. To był właśnie wielki Włodek Lubański, przez wiele minut niewidoczny, ale umiejący zdobyć się w krytycznym dla swojej drużyny momencie na niebywałą szarżę i odmienić losy spotkania. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie bramka Lubańskiego podniosła na duchu zabrską jedenastkę. Ujawniło się to zaraz po przerwie, kiedy to górnicy stali się na 16 minut całkowitymi dominatorami, pieczętując swoją przewagę golem wypracowanym przez Szołtysika a strzelonym przez Banasia.

Wydawało się, że górnicy nie będą mieli żadnych problemów z odniesieniem zwycięstwa. Stało się jednak inaczej. Zbyt krótkie wybicie piłki przez Oślizłę pozwoliło na strzelenie bramki przez Janko Kiryłowa. Bramki, która znów postawiła znak zapytania nad końcowym wynikiem. Na szczęście podopieczni trenera Matyasa po chwili niepewności wrócili do równowagi i znów zaczęli zagrażać bramce Lewskiego. Znów jednak na przeszkodzie do zdobycia bramki albo stawał Kamenski, albo niezdecydowanie zabrzan, albo poprzeczka. W końcówce trener Lewskiego próbował odmienić jeszcze losy spotkania rzucając wszystkie siły w atak. Manewr ten spalił jednak na panewce. Defensywa Górnika ze spokojnym Oślizłą na czele nie dała się zaskoczyć. Ostatecznie zwycięstwo przypadło drużynie lepszej, która mogła wygrać zdecydowanie wyżej gdyby miała trochę więcej szczęścia. 100 000 widzów na Stadionie Śląskim mogło rozpocząć świętowanie zwycięstwa.


@Sysia11
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon

11

Legendy polskiego futbolu:

18 marca 1971 r. urodził się Jerzy Brzęczek. Jako pomocnik reprezentował barwy takich zespołów, jak między innymi Lech Poznań, Górnik Zabrze, Tirol Innsbruck, Maccabi Hajfa czy Sturm Graz. Podczas Letnich Igrzyskach w Barcelonie w 1992 roku Brzęczek pełnił funkcję kapitana kadry olimpijskiej, z którą wywalczył srebrny medal, czym na stałe zapisał się w historii polskiego futbolu. Wraz z końcem kampanii 2008/2009 zakończył piłkarską karierę i rozpoczął pracę jako asystent trenera Polonii Bytom, gdzie doskonalił swój warsztat, by na początku 2010 roku objąć funkcję pierwszego szkoleniowca Rakowa Częstochowa. W klubie spod Jasnej Góry spędził cztery lata, po czym 17 listopada 2014 roku przejął pieczę nad ekstraklasową drużyną Lechii Gdańsk. W latach 2015-2017 prowadził zespół GKS-u Katowice, z kolei edycję rozgrywek 2017/2018 spędził w Płocku, gdzie wraz z tamtejszą Wisłą zakończył ligowe zmagania na 5. miejscu. W lipcu 2018 roku Jerzy Brzęczek został ogłoszony selekcjonerem reprezentacji Polski, a jego głównym zadaniem było zapewnienie Biało-Czerwonym udział na Euro 2020. 7 września 2018 roku zadebiutował w nowej roli, remisując 1:1 w wyjazdowym meczu z Włochami w ramach Ligi Narodów UEFA. W eliminacjach do europejskiego czempionatu Polacy osiągnęli wyznaczony cel i z dorobkiem 25 punktów zdobytych w 10 meczach awansowali na turniej z pierwszego miejsca w grupie. Łącznie pod wodzą Jerzego Brzęczka kadra rozegrała 24 spotkania, notując w tym czasie 12 zwycięstw, 5 remisów i 7 porażek.


@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz

2

@FCB_dimiC Aha. Napisałbym coś na ten temat ale to jest bez sensu, gdyż z dyktaturą sam nie wygram...

0

@FCB_dimiC No właśnie już wiem o kogo chodzi. Tylko co w związku z tym? Nie moge oznaczać zbanowanego kolegi z tego serwisu?

11

Blaugrana w czasach kryzysu:

18 marca 1987 r. FC Barcelona przegrała na Camp Nou z Dundee United 1:2 w rewanżowym spotkaniu ¼ Pucharu UEFA. Do 85 minuty Blaugrana prowadziła 1:0 i odrobiła w ten sposób straty z pierwszego meczu na ,,Tannadice Park”. W samej końcówce Szkoci strzelili 2 gole i niespodziewanie awansowali do półfinału. Na trybunach pojawiły się głosy nawołujące do zwolnienia prezydenta Nuñeza i przywrócenia do składu Schustera. Duma Katalonii do dzisiejszego dnia ma z Dundee United najgorszy bilans spośród wszystkich drużyn, z którymi spotykała się w europejskich pucharach a mianowicie 4 mecze i 4 porażki! Wypada tylko żałować że Szkoci tak cienko przędą w Scottish Premiership, więc chyba nie prędko będzie okazja do rewanżu…?





@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz

4

Mamy to! Victoria nad Atletico! To niesamowite jak gładko wygrywamy na Civitas Metropolitano, ba(!) to zdumiewające że ,,nasza" Barcunia potrafi dwukrotnie wygrać z klasowym Atletico a nie potrafi u siebie nawet zremisować z Villareal czy z Gironą. Ta ekipa to w tym sezonie istny Doktor Jekyl i Mistrer Hajd

Media

Sonda

Kto wygra mistrzostwo świata?