14

Każdy cule powinien o tym wiedzieć.

Międzynarodowy puchar zdobyty po raz pierwszy w dziejach klubu!

Duma Katalonii wzięła udział w pierwszej edycji „Challenge Internacional del Sur de Francia”, znanym powszechnie jako Puchar Pirenejów, w którym rywalizowali mistrzowie Guipúzcoa, Katalonii, Midi-Pirenejów, Langwedocji-Roussillon i Akwitanii. 1 maja 1910 roku, drużyna Blaugrany pokonała w finale w Tuluzie Real Sociedad 2:1, wówczas aktualnego zdobywcę Pucharu Króla. Tytuł ten drużyna zdobyła już w 1909 roku pod nazwą Club Ciclista San Sebastián, gdyż nie była wówczas zarejestrowana. Od września 1909 roku klub nazywał się Sociedad de Fútbol de San Sebastián a od lutego 1910 roku — Real Sociedad, po otrzymaniu od Alfonsa XIII nazwy Real. 24 kwietnia Barça wyeliminowała Olympique Cettois w Cette a Real Sociedad pokonał Stade Bordelais w Bordeaux. W finale Real Sociedad wystawił Beę; Goinaz, Arocena; Arillaga, Echevarria, Belausteguigoitia; McGuinnessa, Goitisolo, Lacorta, Simmonsa i Prasta. W barwach Blaugrany zagrali: Solà; Bru, Amechazurra; Grau, Aguirreche, Peris; Forns, Graell, Comamala, Rodríguez, Wallace. Prast wyprowadził Real na prowadzenie, ale Graell i Pepe Rodríguez wrócili do gry jeszcze przed przerwą, ustalając wynik na 2:1, co doprowadziło do jednej z pierwszych w historii celebracji przy kiosku ,,Canaletes”, gdzie kibice otrzymali tę nowinę telegramem.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

11

Szanowni cules, o tym wypadałoby wiedzieć.

Epokowe starcie w dziejach Dumy Katalonii:

1 maja 1904 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w swojej historii międzynarodowy mecz. Przeciwnikiem był francuski ESTADE OLYMPIQUE DE TOULOUSE. Oczywiście był to mecz towarzyski, rozgrywany w Tuluzie, który Barça wygrała 3:2 po golach Steinberga, Lassaletty i legendarnego Romy Fornsa. Niemiec Udo Steinberg szybko wyprowadził Katalończyków na prowadzenie ale gospodarze zdołali wyrównać jeszcze przed przerwą, kiedy zostali „bombardowani przez rzesze fotografów i kibiców”. Wszystko zmierzało ku katastrofie, gdy gra została wznowiona i Estade strzeliło gola ponownie, podczas gdy Barça grała w dziesiątkę, gdy Morris Junior został mocno uderzony i nie był w stanie kontynuować gry. Pamiętajmy iż w tamtych czasach nie było jeszcze żadnych zmian. Barça rzuciła do ataku wszystkie swoje siły i ostatecznie została za to nagrodzona, gdy Bernat Lassaletta strzelił wyrównującego gola a Romà Forns(który później został menadżerem FCB w pierwszym sezonie ligowym w 1929 roku) miał jeszcze czas na zdobycie zwycięskiego gola w końcówce spotkania. Kibice gospodarzy, dalecy od rozgoryczenia, znieśli kapitana i prezesa Barcelony Arthura Witty'ego z boiska na własnych ramionach a oba kluby zjadły obfity posiłek w lokalnej jadłodajni, po czym goście zostali odprowadzeni na dworzec, skąd mieli wsiąść do nocnego pociągu powrotnego do Katalonii.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Zjawiskowy ,,Ezi”:

30 kwietnia 1939 roku Ruch Chorzów pokonał wicelidera polskiej ligi Cracovie aż 5:1. Pisząc o tym meczu nie sposób pominąć niebotycznego osiągnięcia Ernesta Wilimowskiego, który zaliczył klasycznego hattricka w ciągu... trzech minut! Ten rekord ligi państwowej do dzisiaj nie został pobity. Na świecie wynik Eziego pobił dopiero Tommy Ross z Ross County, który w 1964 roku swoje trzy gole strzelił w 90 sekund! Pozostałe dwa gole w meczu z Cracovią zdobył Teodor Peterek. Na meczu pojawiło się nieco ponad 4000 sympatyków Ruchu lub ponad 6 000 jak twierdził dziennikarz ,,Śląskiego Kurjera Porannego”. Ruch w tym meczu wystąpił w składzie: Tatuś, Giemsa, Ibrom- Mikunda, Skrzypiec - Fica, Kruk, Słota, Peterek, Wilimowski, Wodarz.

@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

11

Derby na trójke:

30 kwietnia 2017 r. FC Barcelona pokonuje RCD Espanyol na Estadio Cornella-El Prat w derbach Barcelony 0:3 w 35 kolejce Primera Division. Gole strzelili: Luis Suarez(2) oraz Ivan Rakitič. To zwycięstwo umocniło Blaugrane na drugiej pozycji w tabeli i na tejże pozycji Barça zakończyła sezon ligowy ze stratą 3 punktów do Realu Madrid.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Po prostu El Clasico!

30 kwietnia 1988 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madrid 2:0 po golach Francisco Carrasco(już w pierwszej minucie) oraz Linekera(70 minuta) w 35 kolejce Primera Division. Niestety Blaugrana uplasowała się w rozgrywkach ligowych dopiero na 6 pozycji w tabeli. Blaugrane prowadził wówczas Luis Aragoñes a w następnym sezonie Barçe poprowadził już sam Johan Cruijff.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

10

Zapomniane El Clasico:

30 kwietnia 1976 r. FC Barcelona pokonuje Real Madrid na Santiago Bernabeu 0:2 na dwie kolejki przed końcem rozgrywek Primera Division po golach Rexacha i Heredii. W końcowym rozrachunku to zwycięstwo pozwoliło zająć tylko drugie miejsce w tabeli za Realem Madrid.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

29 kwietnia 1903 r. w Moskwie urodził się Jerzy Bułanow. Pierwszym piłkarzem spoza Polski reprezentującym nasz kraj, który dodatkowo nie miał na początku z nią nic wspólnego, był człowiek urodzony w Imperium Rosyjskim. Jerzy Bułanow przebył długą drogę po to, żeby zostać kapitanem reprezentacji Polski. Zanim piłkarz urodzony w Moskwie trafił do Polski, grywał w lokalnych klubach. Niestety nie ma zbyt wielu informacji na temat jego przygody z nimi. Rodzina piłkarza wyemigrowała do Polski w obawie przed Bolszewikami. Sam zawodnik szybko dostosował się do warunków panujących w naszym kraju i na początku lat 20-tych XX wieku zadebiutował w Polskiej kadrze. Jego rodzina dostarczyła kilku dobrych piłkarzy, Jerzy miał trzech braci, którzy dobrze grali w piłkę i reprezentowali Polonię Warszawa. Gdy dostał się do kadry, nie miał nawet Polskiego obywatelstwa. Nikt jednak nie robił mu przez to problemów. Jerzy Bułanow swoją karierę w Polsce rozpoczął w nieistniejącej już Koronie Warszawa. Po dobrych meczach, które rozgrywał, dostał zaproszenie do Krakowa na mecz treningowo-kwalifikacyjny przed starciem z Rumunią. Na stadionie w Krakowie wypadł całkiem nieźle i znalazł się w drodze do Czerniowców. Musicie przyznać, że na pewno było to wielkie wydarzenie w życiu niespełna 19-letniego Rosjanina. Obawiano się, że na granicy może mieć problemy, ponieważ nie posiadał polskiego obywatelstwa. W rękę wciśnięto mu paszport Stefana Popieli, piłkarza Cracovii i tym o to sposobem przeszedł kontrolę. Świeżo upieczony reprezentant miał mieszane uczucia przy hymnie narodowym. Opowiadał, że czuł się dziwnie mały. Po raz pierwszy stał z orzełkiem na piersi, wysłuchując Mazurka Dąbrowskiego. Miał chwile, w których chciał wykrzyczeć „puśćcie mnie!” i uciec. Mecz zakończył się remisem a Bułanow całkiem dobrze sobie poradził. Na kolejne spotkanie w kadrze narodowej musiał czekać aż 6 lat! Sam Jerzy wspominał, że PZPN nie wiedział, że jest Rosjaninem i dlatego dostał powołanie. Ponoć przez to nieporozumienie nie był brany pod uwagę. Nie miało nawet znaczenia to, że był kluczowym piłkarzem Polonii Warszawa. Można powiedzieć, że stał się jej legendą. W drodze wyjaśnień należy zaznaczyć, że Jerzy Bułanow przez rodziców nazwany został Jurij. Dopiero po kilku latach w Polsce zmienił imię, żeby brzmieć bardziej swojsko. Mówił coraz lepiej w naszym ojczystym języku. Jego zainteresowaniem było dziennikarstwo. Lubił wcielać się w rolę reportera sportowego. Wydawał pismo, napisał również dwie książki. Zanim bohater tego tekstu ponownie zagrał w kadrze, wraz z Polonią sięgnął po wicemistrzostwo kraju. Po dobrych występach dostał propozycję z Wiednia, w którym miał grać na zasadzie profesjonalnego kontraktu. Wysłannicy z Austrii argumentowali, że w Polonii nic dobrego go nie czeka, a u nich będzie grał na odpowiednim poziomie i zarobi sporo pieniędzy. Jednak od zawsze twierdził, że sport kończy się tam, gdzie są pieniądze. Dzisiaj chyba już nikt na to nie zważa, jeśli tak jest, to rzadko. W obecnym futbolu bez pieniędzy nic nie można osiągnąć, ale fakt nie można porównywać czasów przed II wojną światową do dzisiejszego rozwoju, jedno jest pewne, piłka jest była i będzie.

Bułanow po powrocie okazał się ważnym ogniwem dla zespołu. Obrońca został kapitanem w drużynie prowadzonej przez Józefa Kałużę. W 1931 roku wyprowadził Polskę na stadionie w Brukseli już, jako najważniejszy zawodnik w zespole. Mimo przegranej Polacy zaimponowali 40-tysięcznej publiczności. W jego wspomnieniach możemy przeczytać, że przegrali z powodu słabej gry Kossoka czy Wypijewskiego, którzy grali całkowicie bez wyrazu. Po dwóch latach Polacy zagrali pierwszy mecz w historii z reprezentacją Niemiec. Broniąc się do ostatnich minut, Polacy ulegli w końcówce spotkania. Nim wybuchła wojna, w 1934 roku pożegnał się z reprezentacją. Przygotowywał się do meczu z Niemcami, który miał być jego 30-stym spotkaniem z orłem na piersi, lecz nagle został całkowicie usunięty z kadry. Bułanow skomentował to po latach poniższym zdaniem: ,,Zostałem wycofany z obiegu. Szmelc wyrzuca się do kosza. Czyż trzeba publicznie dać mi do zrozumienia, że już się zestarzałem, że tacy jak ja nie mają żadnej wartości dla reprezentacji? Zaprawdę nie wszystko było robione w myśl zasady fair play!”. W wieku 34 lat doznał ciężkiej kontuzji kolana, która zakończyła jego karierę. W sumie pewnie nie pograłby za długo, w czasie wojny mało kto uprawiał ten sport. W późniejszym okresie Rosjanie przepędzili go z Polski. Trafił do armii prowadzonej przez Władysława Andersa we Włoszech. Po zakończeniu wojny osiedlił się w Anglii a władzę PRL rozkazały wymazać Jerzego Bułanowa z wszelkich archiwów. Żeby w miarę godnie żyć, zajmował się różnymi rzeczami, od bycia trenerem po zajęcie się wcześniej wspomnianym dziennikarstwem. Przed tym wyemigrował do Buenos Aires, gdzie zmarł na zawał serca 17 marca 1980 roku.

@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

10

Klęska Guardioli w Bayernie:

29 kwietnia 2014 r. Bayern Monachium pod wodzą Guardioli przegrywa 0:4(!) u siebie z Realem Madrid w półfinale Ligi Mistrzów i odpada z rywalizacji. Guardiola, który po golu Benzemy na Santiago Bernabeu błędnie uznał że 0:1 to wynik wciąż do zaakceptowania i najważniejsze by już go nie pogorszyć, dał się ograć Ancelottiemu także w rewanżu. Katalończyk spodziewał się iż Real będzie bronił przewagi z Madrytu i wystawił zespół w formacji 4-2-4, w którym między napastnikami a obroną były olbrzymie wolne przestrzenie, tymczasem ,,Los Blancos” od pierwszych minut rzucili się do agresywnego pressingu i do 34 minuty strzelili 3 gole(!), w tym 2 po stałych fragmentach, wykorzystując zauważony przez włoskiego trenera fakt że Bayern miał problemy przy wrzutkach na dalszy slupek. Los Blancos zastosowali się w całej rozciągłości do sugestii Ancelottiego wyrażonej przed meczem w słowach: ,,Myślcie nie o sile rywala, tylko o tym jak sami jesteście świetni” a po meczu Modrić rzucił,, Oczami wyobraźni wszyscy widzieliśmy już ,,Decime”. Ronaldo zaś rzekł: ,,Nie mogę doczekać się finału. To w całości zasługa Ancelottiego. On odmienił wszystko”.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

14

Wybitne legendy polskiego futbolu:

29 kwietnia 1927 r. w Hajdukach Wielkich urodził się Gerard Cieślik, bohater pamiętnego, wygranego przez Polskę 2:1 meczu ze Związkiem Radzieckim. 20 października 1957 roku strzelił dwa gole legendarnemu Jaszynowi i sam stał się legendą. W Ruchu Chorzów rozegrał łącznie 249 spotkań i zdobył 177 goli, co do dziś jest klubowym rekordem. Pierwszą piłką Cieślika była szmacianka uszyta z pończoch ukradzionych mamie, starych skarpet i szmat. Niespełna 10-letni Gerard zrobił ją własnoręcznie. ,,Na moim podwórku był tylko jeden chłopak, który miał skórzaną piłkę. Był jednak mały problem. On grał od czasu do czasu a ja za futbolówką mogłem się uganiać od rana do wieczora– wspomina Cieślik. Jego szmacianka była nie tylko okrągła, tak jak normalna piłka ale i sprężysta, bo odbijała się od ziemi. – Idealnie nadawała się do ćwiczenia siły i techniki uderzenia. Dzięki temu doświadczeniu strzelałem gola za golem, grając już normalną piłką”– zauważa pan Gerard.

Oczywiście bardzo chciał zostać napastnikiem. Gdy podawał piłki zawodnikom Ruchu, to z rozmysłem trafiał w słupek lub poprzeczkę. ,,Żeby mieć jeszcze jedną szansę na kopnięcie bala (tak mówiło się na piłkę w śląskiej gwarze)”– wyjaśnia słynny gracz Ruchu. Uczył się też trafiać w jedno miejsce. Kiedy stanął do naboru, to za pierwszym razem uderzył w spojenie a potem bezbłędnie powtórzył swój trik! Egzaminujący chłopaków Teodor Peterek przecierał oczy ze zdziwienia. Tak zaczęła się kariera piłkarza, który dziś jest symbolem przywiązania do klubowych barw. ,,Ofert miałem bez liku. Legia cztery razy podchodziła. A Widzew Łódź kusił trzypokojowym mieszkaniem, w dodatku ładnie umeblowanym. Ja wtedy miałem jeden pokój z kuchnią”– mówił Cieślik. W chorzowskim zespole debiutował jako 18-latek. Był 12 września 1945 roku, Ruch grał ze Zgodą Bielszowice. Niebiescy dopiero zaczynali marsz do I ligi. Dotarli tam trzy lata później, przy wydatnej pomocy Cieślika, który strzelał jak na zawołanie. Czasami nawet i po 5 goli w meczu. Najtragiczniejszym rozdziałem w życiu byłego gracza Ruchu jest II wojna światowa. Antoni Cieślik, ojciec piłkarza, zginął w nalocie Luftwaffe pod Wolborzem. Uciekali z Chorzowa, bo tata walczył w powstaniach śląskich. Po jego śmierci rodzina wróciła do domu. ,,Drzwi były jednak zaplombowane. Dzieci powstańców nie miały prawa się kształcić. Cudem uniknęliśmy wywózki na roboty do Niemiec. W wieku siedemnastu lat zostałem jednak wcielony do Wehrmachtu”- wspominał Cieślik. Okres służby w hitlerowskiej armii wspomina w swojej książce „Urodzony na boisku". „Musiałem stawić się w Cottbus. Miałem więcej szczęścia niż rozumu, bo szef kompanii był nieprzychylny Hitlerowi. Przez pierwszych pięć dni pobytu nie zakładałem munduru. Przełożonemu powiedziałem, że Niemcy ojca mi zabili i dlatego nie założę tych ciuchów. Szef poklepał mnie po ramieniu i odszedł" – pisze o pierwszych dniach w niemieckiej armii.

Później trafił do radzieckiej niewoli. Pół roku siedział w obozie w Brandenburgu. Wywózki na Sybir uniknął dzięki Teodorowi Wieczorkowi. ,,Ruscy go szanowali, bo w czasie wojny pracował z rosyjskimi jeńcami w kopalni. Jak się dowiedział, że jestem na liście do wywózki, to nakrzyczał na kogo trzeba i zwolniono mnie do domu – wspomina Cieślik. W 1957 roku mógł się odegrać na Ruskich na boisku. – Tyle że wtedy nie myślałem o zemście za jakieś stare krzywdy – opowiada o największym momencie chwały w swojej karierze. – Początkowo nie miałem wystąpić w tym meczu. W ostatnim sparingu kadry z reprezentacją Śląska strzeliłem jednak dwie bramki i dostałem powołanie. Kiedy Ewald Cebula przyszedł do mnie do domu, by mi o tym powiedzieć, to akurat jadłem obiad. Z wrażenia łyżka zawisła mi nad talerzem z zupą – uśmiecha się na wspomnienie tamtej historii Cieślik. – Trener Tadeusz Foryś taktykę na spotkanie przedstawił przy śniadaniu. Przełykaliśmy kolejne kęsy i słuchaliśmy wskazówek. Miałem strzelać w dogodnej sytuacji i to robiłem. Pierwszą gola zdobyłem z podania Kempnego. Kopnąłem fałszem i piłka wpadła do siatki, odbijając się od słupka. Drugie trafienie to wymiana podań z Brychczym. „Kici" zacentrował a ja uderzyłem głową i przelobowałem Jaszyna” – mówi Cieślik. Wielki Brat padł na kolana a kibice zanieśli strzelca goli na rękach do szatni. W latach 50-tych był jedną z największych gwiazd polskiej piłki. To m.in. o nim jest słynna piosenka „Trzej przyjaciele z boiska" z muzyką Władysława Szpilmana i słowami Artura Międzyrzeckiego. Cieślik był w tej piosence „łącznikiem z miasta Chorzowa". Potrafił się postawić. Kiedy PRL-owska władza, w ramach akcji przywracania polskości na Górnym Śląsku, kazała mu zmienić imię na Czesław, to stwierdził, że prędzej przestanie grać. Dzisiaj jest za to wzorem do naśladowania dla młodych piłkarzy Ruchu i klubową legendą. ,,Jak tak mówią, to ja się nie gniewam. Kiedy grałem, chciałem być dla Ruchu tym, kim dla Wisły był Mieczysław Gracz – zdradza. – A Ruch to było i jest całe moje życie. Urodziłem się na boisku, bo pierwszy stadion Niebieskich był w Chorzowie-Batorym, obok mojego bloku. Do dziś pamiętam popisy Ernesta Wilimowskiego i pierwsze treningi w kolarkach, które zaprzyjaźniony szewc przerobił mi na korki. A pierwsze buty piłkarskie dostałem od Ryszarda Wyrobka. Były trzy numery za duże, więc napchałem bandaży. Ciągle staram się chodzić na mecze mojej ukochanej drużyny, ale jak są późno, to wolę je oglądać w telewizji. Zresztą w domu czuję się, jakbym był na Cichej. Otacza mnie całe mnóstwo pamiątek.”- wspominał Śp. Gerard Cieślik.

@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
@1LY0

8

@FCBparasiempre
29 kwietnia 1894 r. urodził się Stanisław Mielech, wybitna postać polskiego sportu. Był założycielem Legii Warszawa i pomysłodawcą jej nazwy. Wystąpił w pierwszym meczu reprezentacji Polski i strzelił pierwszego gola w finałach mistrzostw Polski. Był pierwszym prowadzącym na żywo relację radiową z meczu naszej kadry. Jako pierwszy prowadził też klasyfikację strzelców ekstraklasy. Doktor prawa, oficer Wojska Polskiego, dziennikarz, działacz i trener, ale przede wszystkim świetny piłkarz krakowskich klubów tuż po ich powstaniu. Stanisław Mielech to postać absolutnie wyjątkowa w historii polskiej piłki nożnej. Był świadkiem i uczestnikiem powstawania wszystkiego, co ważne– klubów, Polskiego Związku Piłki Nożnej, reprezentacji, ligi a także dziennikarstwa sportowego. ,,Wspomnienia moje zaczynam od roku 1907. W tym to roku zmarł dobry dr Jordan, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, dokonawszy dzieła swojego życia. Dał już bowiem młodzieży impuls do uprawiania ćwiczeń fizycznych i od r. 1891 istniał Park Sportowy jego imienia. Nie byłem świadkiem narodzin krakowskiej piłki nożnej, gdyż wtedy nie interesowałem się jeszcze piłką nożną. Nie widziałem pierwszego w Krakowie meczu piłki nożnej. Na Zielone Świątki 1906 roku przyjechała pod Wawel drużyna I LKPN „Czarni” i w obecności prof. Jordana, na XIII boisku Parku pokonała 2:0 drużynę przodowników Parku. Był to właściwie mecz reprezentacji szkół średnich Krakowa i Lwowa. Wtedy to Kraków po raz pierwszy zobaczył drużynę piłkarską ubraną w kostiumy i obuwie sportowe. Tak zaprezentowali się lwowianie; przodownicy Parku wystąpili w meczu w mundurkach szkolnych. XIII boisko Parku miało wymiary 60×35 m. Nie widziałem też drużyny Mazura uchodzącej za pierwszą w Krakowie. W roku 1906 literat Tadeusz Konczyński sprawił jej pierwsze kostiumy, słynne później biało-czerwone pasiaki.” W 1906 r., kiedy powstawały pierwsze krakowskie kluby, Stanisław Mielech miał 12 lat i jeszcze do końca nie wiedział, o co chodzi w piłce nożnej. Zresztą football był wówczas czymś egzotycznym, fanaberią garstki zapaleńców, tępioną przez kadrę nauczycielską porządnych szkół. Dopiero rok później zaczął pisać swoją fantastyczną piłkarską historię. Stanisław Feliks Mielech urodził się 29 kwietnia 1894 r w Stanach koło Niska. Miał niecałe trzy miesiące, kiedy 14 lipca 1894 r. rozegrano pierwszy oficjalny mecz na ziemiach polskich (historyczny gol Włodzimierza Chomickiego). Rodzice szybko przenieśli się jednak do Krakowa, gdzie spędził dzieciństwo i młodość. W symbolicznym roku 1906 jedynie przyglądał się trenującym na krakowskich błoniach „mistrzom” (tak nazywano drużyny seniorów). Miał już wtedy swojego idola – był nim Staszek Szeligowski „samorodny talent, pierwszy wielki piłkarz Polski”. Kilka razy zdarzyło się 12-letniemu Stasiowi kopać piłkę w przerwie „poważnych” meczów, jednak sam swoje prawdziwe granie zaczął poza Krakowem. W lecie 1907 r. Mielech zdał do II klasy gimnazjum i pojechał na letnią kolonię do Poręby Wielkiej w Gorcach. Było tam boisko piłkarskie i choć jeden „out” podchodził trochę w górę, a drugi opadał w dół, można było rozgrywać mecze. Co kilka dni rozgrywano wielkie mecze między klubami „Zorza” i „Poręba”. Takie bowiem dwa kluby stworzyli koloniści. (…) [miejscowi górale] pękali ze śmiechu, gdy któryś z zawodników odbił „banię” głową, uważając go za wybitną niezdarę. „Młodemu” kazali grać na boku i podawać piłkę starszym, aby mogli strzelać na bramkę. Dzięki temu opanował niemal do perfekcji dośrodkowania. Umiejętności zdobyte pod Turbaczem przydały się po powrocie do Krakowa. W nowym roku szkolnym powstała drużyna klasy II B piątego gimnazjum a Mielech został jej kapitanem. Marzył o grze w Cracovii, ale konkurencja była zbyt wielka. Mieli tam wówczas aż 12 juniorskich drużyn, więc Staszek z kolegami postanowił „zapukać” po drugiej stronie błoń. Zostali trzecią drużyną Wisły. Na debiut w pierwszej drużynie czekał rok. W 1910 r. 16-letni Mielech zagrał po raz pierwszy dla Wisły: ,,Pierwszym moim meczem w I drużynie Wisły było spotkanie z podgórskim Krakusem. Wygraliśmy 7:1 a ja strzeliłem jednego gola. Prawdę powiedziawszy chciałem tylko z trudnego kąta, z półobrotu oddać centrę, ale piłka poszła w bramkę. Podobno przerzuciłem ją nad bramkarzem. Sam tego momentu nie widziałem, bo popchnięty przez przeciwnika wyczyniałem na trawie koziołki. Po tym meczu prasa po raz pierwszy wymieniła moje nazwisko, przepowiadając mi wielką przyszłość. Sam tego sprawozdania nie czytałem, bo zamieścił je jako korespondencję z Krakowa lwowski „Nowy Wiek”. Ta bramka, której nie chciałem strzelić i sprawozdanie, którego nie czytałem, miały jednak wpływ na moją dalsza karierę.” W Wiśle zagrał zaledwie kilka spotkań, ale w księdze jubileuszowej z 1936 r. został wymieniony jako jeden z „najwybitniejszych graczy I drużyny” w latach 1910-1911.

W 1911 r. niejaki Romański (ps. Kusy), zawodnik pierwszej drużyny Wisły, obraził jednego z młodszych kolegów. Zapoczątkowało to konflikt między „starymi” a młodzieżą, w którym zarząd klubu wziął stronę „Kusego”. Mielech i spółka opuścili więc Wisłę i przenieśli się do Cracovii. Moje przejście do Cracovii w czasie, gdy miałem widoki na grę w I drużynie Wisły, bądź co bądź jednej z najlepszych drużyn w Polsce, było z punktu widzenia sportowego dobrowolną degradacją. Na tym transferze bardziej jednak straciła Wisła niż Mielech. W Cracovii pod okiem ekscentrycznego Czecha Františka Kożelucha i Węgra Imre Pozsonyi’ego stał się jednym z najlepszych polskich piłkarzy. Zadebiutował 6 czerwca 1912 r. Cracovia wygrała w Opawie 3:2, a sam Mielech nie wspomina dobrze tego występu : Grałem nieodpowiedzialnie, nie rozgrywałem piłek, starając się pozbywać ich jak najprędzej. Potem zagrał jeszcze 29 września we Lwowie z Pogonią, ale na szerokie wody wypłynął 5 października w Krakowie w starciu z Floridsdorfer Atletic Club z Wiednia. Na początku był stremowany, ale kiedy trzy raz z rzędu, wykorzystując „trick Poznańskiego”, ośmieszył wiedeńskiego obrońcę, złapał wiatr w żagle. Cracovia wygrała 2:0, a publiczność na dobre zapamiętała jego nazwisko. Sława przyniosła pewien problem – wciąż był uczniem gimnazjum, a ci mieli zakaz wstępowania do klubów sportowych. Wydrukowanie jego nazwiska w oficjalnym programie meczowym mogło przynieść spore kłopoty, zwłaszcza że miał „opinię ucznia, który gdy tylko może, broni się przed nadmiarem wiedzy”. W oficjalnym składzie pojawił się więc tajemniczy Wieruski – pod tym pseudonimem Mielech występował aż do wybuchu pierwszej wojny światowej. Były też dobre strony popularności. Pewnego razu odprowadzał wieczorem koleżankę. Nagle drogę zastąpiło mu kilku mało sympatycznych typów, którym nie podobało się podrywanie dziewczyn „na ich dzielni”. Robiło się bardzo nieciekawie, kiedy nagle jeden z osiłków krzyknął: Chłopcy, to pan Wieruski z Cracovii!. Porozmawiali więc sobie sympatycznie o futbolu i rozeszli po serdecznym uścisku dłoni. Dziewczyna była zapewne mocno zaskoczona (przypomina wam to scenę z „Poranku Kojota”?). Sława pomagała też na studiach (po maturze dostał się na prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim), zwłaszcza podczas zajęć u profesorów kibicujących Cracovii. Dostawał powołania do reprezentacji Krakowa (grał m.in. w bardzo prestiżowych przed powstaniem niepodległej Polski rozgrywkach o Puchar Żeleńskiego, w których rywalizowały Kraków i Lwów), został też reprezentantem Galicji. Wybuch pierwszej wojny światowej sprawił, że piłka nożna zeszła chwilowo na dalszy plan. W 1914 r. Stanisław Mielech, jak większość młodych mieszkańców Galicji, został powołany do wojska. W maju bądź czerwcu 1915 r. znalazł się w Piotrkowie, dokąd przybył ze szpitala wojskowego w Arad w Rumunii. Jechałem „na krótsze drogi” przez Budapeszt, Wiedeń, Kraków, z przerwami, przystankami, oglądaniem ciekawszych meczów, odwiedzaniem ciotek i znajomych i naturalnie z „fasowaniem” w każdym Verpflegungsstelle co się tylko dało. Wojna miała trwać długo i jak się później okazało, Austria miała ją przegrać, nie było się więc do czego śpieszyć. Właśnie na dworcu w Piotrkowie skończyła się ta sielanka niczym z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”. Mielecha zatrzymał żandarm i zaprowadził do Komendy Miasta. Tam przyglądał się żołnierzom aresztowanym za symulowanie chorób. Mocno już spocony Mielech spodziewał się, że jego też zamkną. Nagle pojawił się… Antoni Poznański.

– Co to wszystko znaczy? – zawołałem. – Za co jestem aresztowany?

– Nie jesteś aresztowany – śmieje się Poznański – tylko widzisz, my tu w Piotrkowie organizujemy drużynę piłki nożnej i z nadchodzących transportów wyławiamy piłkarzy. Sierżant cię poznał jako gracza Cracovii i … przyprowadził do mnie. Chyba się cieszysz?

– A niech was wszyscy diabli wezmą. Tak straszyć ludzi.

– Widocznie masz niezbyt czyste sumienie – zanoszą się obaj ze śmiechu – ale to nic, będziemy razem kopać piłkę. Montuje się mocna drużyna, jest już Wykręt z Cracovii, Kowalski z Wisły i inni. Zaraz się z nimi zobaczysz. Będziemy grać z drużyną Landwehry. W ten sposób zwerbowano mnie do drużyny, z której później powstała Legia. Stanisław Mielech miał udział w pionierskich grach Wisły i Cracovii, jednak w żadnym z tych klubów nie był od samego początku.

W przypadku warszawskiej Legii był nie tylko jednym z założycieli, ale nawet wymyślił jej nazwę. „Metoda Poznańskiego” po raz drugi przyniosła mu chwałę. W porozumieniu z żandarmerią z Komendy Garnizonu, spośród legionistów-ozdrowieńców wracających ze szpitala, Antoni Poznański wyławiał piłkarzy i wcielał ich do formującej się Kompanii Sztabowej. Powstała drużyna, ale nie było z kim grać – na razie musiały wystarczyć treningi. Dopiero w 1916 r. żołnierze Legionów powędrowali na Wołyń i Kompania Sztabowa znalazła się niedaleko Maniewicz. Front się ustabilizował, więc można było pomyśleć o graniu. Mielech i spółka wyrównali teren, przygotowując boisko do gry. Był problem ze sprzętem, siatki do bramek sporządzili z łupanych na pół prętów brzozowych, przybijając je gwoździami do poprzeczek i słupków… Najważniejsze, że piłka przez taką siatkę nie przelatywała. Legia na początku miała czarne barwy. Skąd taki pomysł? Otóż istniało już wtedy wiele drużyn pułkowych, które biel i czerwień wyeksploatowały na wszystkie możliwe sposoby, a jakoś przecież trzeba było się odróżniać. Legioniści postanowili więc pójść w ślady Czarnych Lwów. Był to pierwszy polski klub, oni natomiast chcieli być pierwszym polskim klubem wojskowym. Stanęło więc na bieli i czerni. W kwietniu 1916 r. w budynku „Sztabówki” odbyło się pod przewodnictwem chorążego Zygmunta Wasseraba zebranie założycielskie klubu. Długo zastanawiano się nad nazwą. Wreszcie na mój wniosek, poparty przez chorążego Wasseraba, zgodzono się na nazwę „Drużyna Sportowa Legia”. Nazwa przypominała Legiony, a poza tym tkwiły w niej reminiscencje lektury Cezara. Jego legie grając w „harpastum” zaznajomiły w Wielkiej Brytanii Anglików z tym sportem, który później przerodził się w piłkę nożną. W tym momencie pewna dygresja. Cytowany fragment pochodzi z książki „Sportowe sprawy i sprawki” (s. 194-195), która wyszła już po śmierci Mielecha (1963). Nawiązywanie do rzymskiego Harpastum i legii Cezara pojawiło się także w księdze jubileuszowej Legii, która też ukazała się po jego śmierci. Andrzej Gowarzewski twierdzi, że był to celowy zabieg, aby pomniejszyć legendę Legionów i Józefa Piłsudskiego, a te zdania do wspomnień Stanisława Mielecha dopisała cenzura. Wracając do roku 1916 – Legia rozegrała latem kilka meczów, na które przychodziło wielu kibiców, kuszonych zapowiedzią na afiszu, że „dziś będzie grał Poznański”. Raz zdarzyło się, że w czasie meczu nadleciał nieprzyjacielski lotnik. Sędzia mecz przerwał, publiczność przezornie skoczyła do lasu, ale lotnik po kilku okrążeniach boiska odleciał nie rzucając bomb. Sędzia odliczył stracony czas i zawody potoczyły się dalej. Ofensywa gen. Aleksieja Brusiłowa zakończyła sielankę na Wołyniu. Legioniści musieli się wycofać, a pierwsze boisko Legii zajęły rosyjskie tabory. Drużyna Legionowa znalazła się w Warszawie i tutaj grała dalej, m.in. przeciwko Cracovii z Józefem Kałużą w składzie. Jednak historycznym pierwszym meczem Legii w Warszawie było derbowe starcie z Polonią na stadionie Agrykoli. Działo się to 29 kwietnia 1917 r. – dokładnie w dniu 23. urodzin Stanisława Mielecha. Padł remis 1:1, a nasz bohater, jak na pioniera przystało, strzelił w tym meczu bramkę. Pierwszy historyczny gol dla Legii na warszawskiej ziemi padł w ostatniej minucie spotkania. O meczach Legii z Mielechem w składzie rozpisywała się prasa, jednak po tzw. kryzysie przysięgowym (lipiec 1917 r. – polscy żołnierze odmówili złożenia przysięgi na wierność cesarzowi w Wiedniu) trzeba było zapomnieć o piłce nożnej. I Brygadę Legionów internowano w obozie w Szczypiornie (gdzie pomysłowi żołnierze wymyślili piłkę ręczną na dużym trawiastym boisku, czyli… szczypiorniaka! Ale o tym więcej mógłby opowiedzieć Andrzej Strejlau), natomiast II Brygada razem z Kompanią Sztabową trafiła pod Przemyśl. Lwowska Pogoń próbowała zorganizować mecz z legionistami, ale veto postawiły władze austriackie. Stanisław Mielech wrócił do swojej Cracovii, gdzie – jak sam pisał – „osiągnął życiową formę” (choć zagrał jeszcze okazyjny mecz w drużynie legionowej w 1921 r. – nazwę Legia oficjalnie przywrócono w 1922 r.). Legia zamarła aż do 1920 r., kiedy to wznowiła działalność jako Wojskowy Klub Sportowy (choć specjalista od historii sportu w stolicy dr Robert Gawkowski powiedziałby zapewne, że powstał wtedy zupełnie nowy klub, niemający nic wspólnego z Legią z Wołynia). Rok 1921 przyniósł kolejne dwie rzeczy, w których Mielech okazał się pionierem. 21 sierpnia w 20. minucie meczu Cracovii z Pogonią stał się strzelcem pierwszego gola w finałach mistrzostw Polski (Cracovia wygrała 2:0).

Natomiast 18 grudnia doszło do historycznego, pierwszego meczu reprezentacji Polski. Przegraliśmy w Budapeszcie z Węgrami 0:1 ale liczył się przede wszystkim debiut drużyny z białym orłem na piersi na arenie międzynarodowej. Mielech wspominał to jako jedno z najważniejszych wydarzeń w swoim życiu. W biało-czerwonej koszulce zagrał potem jeszcze tylko raz, w meczu przeciwko Jugosławii i też był to pionierski występ – 1 października 1922 r. nasza reprezentacja zanotowała pierwsze zwycięstwo w historii (3:1). W 1923 r. przeniósł się do Warszawy i przez ostatnie cztery lata swojej kariery piłkarskiej występował w Legii. Spotkanie Red Star – Cracovia (5-2) rozegrane 1 stycznia 1923 r. było moim ostatnim meczem rozegranym w barwach Cracovii. W parę tygodni później przeniesiono mnie służbowo do Warszawy. Maczał w tym palce WKS Legia i to bez porozumienia ze mną. Ponieważ jednak cichym pragnieniem mojej żony, która była warszawianką i miała rodziców mieszkających w Warszawie, było zamieszkanie w stolicy, nie oponowałem przeciwko przeniesieniu i już na wiosnę występowałem w barwach WKS Legia. Udało mu się jeszcze zaliczyć występ w meczu ligowym Legii w sezonie 1927. Było to 10 kwietnia w derbach z Polonią Warszawa – do swojej bogatej kolekcji udziałów w pionierskich wydarzeniach „dorzucił” udział w pierwszym historycznym sezonie polskiej ligi piłkarskiej. Karierę piłkarską zakończył w wieku 33 lat. Był świetnym piłkarzem, uważanym za pioniera zwodów w pełnym biegu (wiele czerpał od Antoniego Poznańskiego). Miał także życie poza graniem w piłkę. W 1924 r. uzyskał doktorat z prawa na UJ, specjalizował się w zagadnieniach celnych. Był także oficerem Wojska Polskiego i dziennikarzem „Przeglądu Sportowego”, „Stadionu”, „Raz Dwa Trzy”, „Kuriera Porannego” i „Kuriera Sportowego”. W świecie mediów również był pionierem.3 grudnia 1933 r. Polska reprezentacja grała w Berlinie z Niemcami. Przegraliśmy ten mecz 0:1 (na zwycięstwo z Niemcami trzeba było jeszcze czekać… 81 lat), ale to akurat nie jest najistotniejsze. Po raz pierwszy Polskie Radio postanowiło przeprowadzić transmisję na żywo z meczu piłkarskiego, a przed mikrofonem zasiadł Stanisław Mielech. Miał za zadanie relacjonować wyjście drużyn na boisko, przywitanie i rozpoczęcie, a potem całą drugą połowę. Pamiętam, iż transmisję drugiej połowy spotkania rozpocząłem słowami: Na pewno niejedno polskie serce zacznie żywiej bić na wiadomość, że tu w Berlinie nasza drużyna toczy równorzędną walkę z reprezentacją Niemiec, budząc podziw dla swej gry, i że nasi nie dali sobie jeszcze strzelić bramki”. Wszyscy chwalili Mielecha za relację, także przewodniczący Związku Polskich Związków Sportowych płk Ulrych. Jednak na koniec wbił szpilkę – według niego Mielech nie powinien się cieszyć, kiedy utrzymywał się wynik bezbramkowy. Należało biadolić, że nie wygrywamy! Zaliczył też epizod trenerski – w 1933 r. prowadził tymczasowo Legię Warszawa przed przyjazdem Austriaka Gustawa Wiesera. Potem cały czas był aktywny jako dziennikarz sportowy, rozwijał też swoją karierę prawniczą. W 1939 r. dr Stanisław Mielech został mianowany polskim naczelnym inspektorem ceł w Wolnym Mieście Gdańsku. Właśnie nad morzem zastał go wybuch II wojny światowej. Przywieziono do Victoria Schule i działaczy polskich. Do naczelnego inspektora ceł dra MIELECHA (znanego w swoim czasie piłkarza) strzelano przy aresztowaniu, pobito jeszcze przed przywiezieniem do Victoria Schule, stawiano pod ścianą z rękami w górę przed plutonem egzekucyjnym itd. – to relacja Melchiora Wańkowicza we „Wrześniu żagwiącym”. Jako oficer Stanisław Mielech został internowany przez Niemców i prawie całą wojnę spędził w obozie na Węgrzech. Losy rzuciły mnie na Węgry. Wojnę przebyłem w obozach dla internowanych. Miałem tam okazję przypatrzeć się organizacji sportu wiejskiego. Każda wieś w pobliżu Budapesztu posiadała klub sportowy i boisko do gry, na którym odbywały się również różne kiermasze i obchody narodowe. W sezonie toczyły się na nich zawody o mistrzostwo powiatu.

Była też okazja do oglądania zawodowców: ,,W roku 1944 mieszkając w Budapeszcie co niedziela chodziłem na mecze zawodowców o mistrzostwo Węgier. Dziwne to były mistrzostwa. Radzieckie armie weszły już na teren Węgier i gdy zajęły jakąś prowincję, to drużynę pochodzącą z tej prowincji… skreślano z ligi i rozgrywki toczyły się dalej.” Wycofujący się Niemcy wywieźli Mielecha do oflagu w Luckenwalde na południe od Berlina. Tam doczekał się wyzwolenia. Przed powrotem do Polski obejrzał jeszcze kilka meczów, rozgrywanych między oficerami różnych armii. Piłka nożna była obecna zawsze i wszędzie. Po powrocie do kraju zaangażował się odbudowę polskiego piłkarstwa. Był autorem projektu rozgrywek o pierwsze powojenne MP w 1946 r. Działał także aktywnie w PZPN, a w latach 1946-1947 był nawet pierwszym zastępcą prezesa. Napisał historię Legii Warszawa do 1939 r. na potrzeby księgi jubileuszowej z okazji 50-lecia. Jest autorem trzech wspaniałych książek, pozycji obowiązkowych dla fanów wczesnego piłkarstwa polskiego: „Style, szkoły i systemy w piłce nożnej” (Warszawa 1955), „Gole, faule i ofsajdy” (Warszawa 1957) oraz „Sportowe sprawy i sprawki” (Warszawa 1963). Stanisław Feliks Mielech zmarł 17 listopada 1962 r. w Warszawie.

0

@Gary No dobrze że "doprecyzowałeś" ale ja akurat nie napisałem że chodzi o Dejana...

12

Blaugrana w Pucharze Hiszpanii:

29 kwietnia 1998 r. FC Barcelona tryumfowała w Copa del Rey po raz 22 w historii pokonując w finale RCD Mallorca po rzutach karnych. Tylko raz w historii zdarzyło się tak aby Barça potrzebowała rzutów karnych aby sięgnąć po Puchar Hiszpanii. Mallorca już w 3 minucie objęła prowadzenie po golu Stankovicia. W 66 minucie wyrównał Rivaldo i pomimo późniejszej dogrywki i dwóch czerwonych kartek dla graczy Mallorki więcej goli z gry już nie padło. Rzuty karne trwały aż 8 serii. W pierwszej z nich solidarnie pomylili się Rivaldo oraz Ivan Rocha a w trzeciej Celades i Ivan Campo. W szóstej serii strzał Luisa Figo został obroniony, więc przed wielką szansą stanął Stankovič ale przestrzelił. Wreszcie w ósmej serii trafił Reiziger a następnie strzał Xaviego Eskurzy(byłego piłkarza Blaugrany) obronił Ruud Hesp i Duma Katalonii wygrała 5:4 zdobywając Puchar Hiszpanii.

Popatrzmy:



@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

10

Historia Barçy jakiej nie znacie a którą może chcielibyście poznać:

110 lat temu, prawdopodobnie na przełomie kwietnia i maja, w popularnym barze kibiców ,,Izquierda” w dzielnicy „Eixample” w Barcelonie, działacze FC Barcelony zorganizowali swoje coroczne zgromadzenie. Spotkanie miało wyłonić nowy zarząd oraz zakończyć polemikę odnośnie do zachowania niektórych piłkarzy pierwszej drużyny w półfinale Pucharu Hiszpanii(15.04.1916). W tamtym dwumeczu Barça została wyeliminowana po rozegraniu dwóch dodatkowych spotkań z FC Madrid. Część barcelońskiej publiczności okazała niezadowolenie wobec boiskowej postawy niektórych zawodników w ostatnim meczu, który oznaczał wyeliminowanie Blaugrany po porażce 2:4. Wszystko to sprzyjało zmianom na czele klubu. Nowym prezydentem został Gaspar Roses i Arus, wówczas szef barcelońskiego Ratusza a niedługo potem deputowany do hiszpańskich Kortezów z ramienia Ligi Regionalistycznej. Aby rozwiązać sprawę z półfinałów, nowy zarząd, dowodzony przez Rosesa, postanowił zreformować drużynę, pozbywając się wielu piłkarzy, jak choćby braci Massana i sprowadzając innych. Klub opuścił również(tyle że dobrowolnie) legendarny Paulino Alcantara, który z powodów osobistych wrócił na Filipiny. Związek Esquerry, jak powszechnie zwany był bar, z Barçą nie skończył się wraz z tamtym zgromadzeniem. Trzy lata później klub znów zwołał swoich socios do lokalu przy Exaimple na zgromadzenie ogólne zarządu. Miało ono na celu poproszenie Gampera, by wrócił na stanowisko szefa klubu. Jak podają kroniki z tamtych lat, była to prośba jednogłośna i pełna entuzjazmu. Mimo to założyciel FC Barcelony odrzucił propozycje, w następstwie czego nowym prezydentem został Ricard Graells i Miro. Lokal, który w prasie nazywano mianem ,,pierwszorzędnej restauracji”, w 1923 r. stał się siedzibą Penyi Esquerra- jednego z pierwszych klubów kibica Barçy. Z dala od wszelkich konotacji ideologicznych jego nazwa odnosiła się tylko do miejsca, w którym spotykali się sympatycy klubu. Penya Esquerra, złożona wyłącznie z socios Blaugrany była pionierem wśród barcelońskich klubów kibica, które po latach zaczęły zrzeszać się wokół klubu. Do penyi należą honorowi barceloniści, tacy jak Delfi Vinyoles, Pere Lloveras czy Ernest Gassol ale także byli piłkarze, jak choćby legendarny Katalończyk Roma Forns.

@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

8

Żywe legendy futbolu:

28 kwietnia 1970 r. urodził się Diego Pablo Simeone, argentyński pomocnik i trener. Zawodową karierę zaczynał w 1987 w Vélez Sársfield, w 1990 wyjechał do Europy i przez dwa sezony bronił barw włoskiej Pisy. Następnie przeszedł do hiszpańskiej Sevilli. Po kolejnych dwóch latach gry zmienił pracodawcę. W 1994 roku dołączył do ’Los Rojiblancos’, grał przez trzy kolejne lata, został kapitanem i ulubieńcem kibiców, a w sezonie 95/96 wygrał dublet, po czym w 1997 roku przeniósł się na Półwysep Apeniński. Na dwa lata został piłkarzem mediolańskiego Interu, z którym zdobył Puchar UEFA w 1998, by w 1999 przejść do Lazio. Z rzymskim klubem wywalczył Superpuchar Europy w 1999, a w następnym sezonie wszystkie krajowe tytuły: mistrzostwo kraju, Puchar i Superpuchar Włoch. W Madrycie ponownie zawitał w 2003 roku. Grał przez dwa lata, lecz nie odniósł już żadnych sukcesów z czerwono-białymi. W 2005 roku wrócił do Argentyny, by grać w Racing Club. Po 12 miesiącach gry zakończył piłkarską karierę. Simeone w sumie zagrał w 197 meczach w hiszpańskiej Primera Division. Po zawieszeniu butów na kołku nie rozstał się z futbolem. Szybko wziął się za trenerkę, a pierwsze doświadczenia zdobywał prowadząc Racing Club. W latach 2006–2007 kierował Estudiantes de La Plata, zdobył z klubem tytuł mistrza Argentyny (Apertura 2006). Od grudnia 2007 był trenerem River Plate, później San Lorenzo,od stycznia 2011 trenował Calcio Catania, następnie krótko Racing Club. 23 grudnia 2011 został wybrany na trenera Atletico Madryt. Pół roku później, zdobył z klubem puchar Ligi Europejskiej. W finale Madrytczycy pokonali Athletic Bilbao (3:0). Simeone został trzecim człowiekiem w historii, który najpierw wygrał Ligę Europejską jako piłkarz (w barwach Interu Mediolan), a potem jako trener. 31 sierpnia 2012 zdobył Superpuchar Europy po pokonaniu londyńskiej Chelsea (4-1). W kolejnym sezonie wygrał Puchar Króla, po pokonaniu w finale Realu Madryt (2:1) na Estadio Santiago Bernabeu. Sezon 2013/14 najbardziej obfitował w sukcesy. Stołeczny klub zdobył mistrzostwo Hiszpanii i doszedł do finału Ligi Mistrzów, który przegrał po dogrywce. Dwa lata później, ponownie zagrał w finale Ligi Mistrzów i po raz drugi przegrywając z Realem Madryt, tym razem po rzutach karnych. W maju 2018, po raz drugi sięgnął po trofeum Ligi Europy, zwyciężając w finałowym spotkaniu Olympique Marsylia (3-0). W maju 2021 po rozegraniu ostatniego meczu sezonu 2020/2021 zdobył Mistrzostwo Hiszpanii.

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

10

Zadecydowało skandaliczne sędziowanie w pierwszym meczu:

28 kwietnia 2010 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou 1:0 Inter Mediolan w półfinale Ligi Mistrzów ale w efekcie odpadła z rozgrywek. Rewanż ustawiła czerwona kartka dla Thiago Motty w 28 minucie. Pomocnik Interu trącił lekko w podbródek Busquetsa, który natychmiast padł jak rażony piorunem i tylko zezował, czy sędzia wywali rywala z boiska. Po usunięciu ,,Busiego” Mourinho porzucił wszelkie zamiary gry ofensywnej i ustawił przed polem karnym swej drużyny ,,autobus”. To on jako pierwszy użył tego określenia, opisując taktykę rywali po meczu Chelsea z Tottenhamem ale na Camp Nou sam zademonstrował światu prototyp pojazdu parkującego potem przed szesnastkami na wielu stadionach świata. ,,Mou” po incydencie z Mottą wcale nie wyglądał na zmartwionego. Podszedł nawet do Guardioli i powiedział(o czym poinformowali specjaliści od czytania z ruchu warg): ,,Jeśli myślisz że teraz będzie wam łatwiej, to się mylisz”. Miał racje, łatwiej gospodarzom na pewno nie było. Co ciekawe, sam Motta w 2018 roku w rozmowie z ,,France Football” powiedział że kartka dla niego nie zmieniła taktyki zespołu: ,,Od początku mieliśmy stać w 11-tu na własnej połowie i czekać na kontry”. Tuż przed końcem, przy stanie 1:0 dla Barçy, piłka jeszcze raz wpadła do bramki Interu ale sędzia dopatrzył się zagrania ręką zawodnika gospodarzy. Jednak po obejrzeniu licznych powtórek wydaje się że gol zdobyty przez Krkicia powinien zostać uznany. W końcu sędzia zagwizdał po raz ostatni. Ekstatyczny bieg Mourinho z dłońmi zaciśniętymi w pięści, z których wystawały wskazujące palce, w kierunku sektora kibiców Interu to jeden z ikonicznych momentów całej historii Ligi Mistrzów. Victor Valdes ruszył do niego chyba po to by przyłożyć Portugalczykowi. Na szczęście jednak ktoś zdążył bramkarza złapać. Po zejściu z murawy bardzo religijny Mourinho udał się na modły dziękczynne do kaplicy na Camp Nou. ,,To była najsłodsza porażka w mojej karierze”- powiedział później.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

2

@ShawnC A to akurat że tego meczu nie pamiętam to się zgadza, gdyż jeśli nie był transmitowany w TVP, to nie miałem możliwości go obejrzeć. Komentarz nie jest pisany z pamięci tylko z książki. To wszystko co opisałeś nie omieszkam w swoim czasie sprawdzić na jakimś urywku z jutuba a najlepiej jak znajde cały mecz i go obejrze a wtedy odniose się do twojego komentarza.

11

Niepokojący remis przed rewanżem:

28 kwietnia 2009 r. FC Barcelona remisuje na Camp Nou z Chelsea FC 0:0 w pierwszym półfinale Ligi Mistrzów. Na Camp Nou Hiddink znalazł sposób na sparaliżowanie atutów Barçy, która po groźnym początku, gdy piłke kopniętą przez Xaviego z linii bramkowej wybił Terry, z trudnością zbliżała się do bramki świetnie dysponowanego tego dnia Cecha. Pod nieobecność kontuzjowanych Cole’a i Paulo Ferreiry na lewej obronie zagrał Bosingwa i praktycznie wyłączył z działań Messiego. Gdyby nie fenomenalna podwójna parada Victora Valdesa po strzałach Drogby w 39 minucie, goście wywieźliby zasłużoną wygraną. Przed rewanżem Guardiole musiała też martwić kontuzja Marqueza i kolejna kartka dla Puyola. Oznaczało to iż na Stamford Bridge Blaugrana musiała zagrać zaimprowizowaną defensywą.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

11

Jubileusz Barçy:

28 kwietnia 1999 r. z okazji obchodów stulecia klubu został rozegrany specjalny mecz na Camp Nou. FC Barcelona zagrała towarzysko z reprezentacją Brazylii w obecności 60 tysięcy widzów. Spotkanie zakończyło się wynikiem 2:2. Gole dla Barçy strzelili Luis Enrique oraz Cocu, natomiast dla Brazylii Rivaldo i Ronaldo. Co ciekawe w przerwie meczu Pepa Guardiole zmienił wówczas nastoletni… Xavi.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

13

Nietypowi goście w hotelu:

28 kwietnia 1988 r. grupa piłkarzy FC Barcelony(praktycznie cały skład z wyjątkiem trzech zawodników) zwołała konferencje prasową w ,,Hotelu Hesperia”, gdzie od czasu do czasu odbywały się zgrupowania drużyny. Tamtego dnia brakowało tylko Linekera(powołany do reprezentacji), Francisco Lopeza(kontuzja) oraz Niemca Schustera, który nie pojawił się z nieznanych do dzisiaj powodów. Przyszedł natomiast trener Lluis Aragones aby wspierać swoich zawodników. Trwająca 2 godziny konferencja prasowa zorganizowana została w wielkim salonie hotelu Hesperia, miejscu, w którym odbywają się bankiety i inne uroczystości. Podczas spotkania z mediami jeden z trzech kapitanów drużyny, Jose Alexanco odczytał komunikat, w którym piłkarze proponowali zdymisjonowanie zarządu klubu na czele którego stał Josep Lluis Nuñez. Futboliści mówili że stracili zaufanie do prezydenta, ,,który zawiódł nas jako ludzi i upokorzył jako profesjonalistów”. ,,Bunt w Hesperii” stał się faktem. Piłkarze Barçy wybrali ten właśnie sposób aby upublicznić konflikt, jaki istniał między nimi a zarządem klubu. Dotyczył tego, która ze stron miała się rozliczyć z urzędem skarbowym przy kontraktach do dysponowania wizerunkiem piłkarzy. Wcześniej władze klubu doszły do porozumienia w tej kwestii z zawodnikami sekcji koszykówki, piłki ręcznej i hokeja na rolkach. Opłata miała zostać podzielona po równo między obie strony by uregulować całą sprawę. Brak dobrych relacji między piłkarzami a kibicami, co wynikało z fatalnego sezonu w wykonaniu drużyny tylko przyspieszył wydarzenia. Po zakończeniu kampanii władze klubu zatrudniły nowego trenera Johana Cruyffa, który całkowicie zmienił skład. Klub opuściło aż 13 piłkarzy, co postrzegano jako czystke w szatni. Bez cienia wątpliwości tamci piłkarze byli najbardziej osobliwymi gośćmi w historii hotelu Hesperia.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

11

Najmłodszy w dziejach Dumy Katalonii:

Armando Martínez Sagi jest najmłodszym zawodnikiem FC Barcelony, który zadebiutował i strzelił gola dla pierwszej drużyny w oficjalnym meczu ligowym. Dopóki nie zostanie udowodnione inaczej, należy go uważać za „wczesnodorosłego dzieciaka” FC Barcelony, przed Paulino Alcántarą, który wystąpił w koszulce FC Barcelony w oficjalnym meczu i strzelił gola mając zaledwie 15 lat, 4 miesiące i 18 dni. Martínez Sagi dokonał tego w wieku 14 lat, 6 miesięcy i 15 dni, a strzelił gola 4 miesiące i 8 dni później. Urodzony w Barcelonie 28 kwietnia 1906 roku, Martínez Sagi nie pozostawił po sobie trwałego śladu w klubie. Rozegrał zaledwie 14 oficjalnych meczów(strzelając 5 goli) w dwóch oddzielnych okresach między 1920 a 1925 rokiem, ale może się poszczycić tym, że wyprzedził swoje czasy, zakładając koszulkę FC Barcelony w bardzo młodym wieku 14 lat, 6 miesięcy i 15 dni! Zadebiutował w meczu przeciwko Internacional (2-2) w Mistrzostwach Katalonii rozgrywanych w Sants 14 listopada 1920. Grał jako lewoskrzydłowy, zastępując Fernando Plazę. Aquiles w tygodniku „Fútbol” powiedział o nim: „Uważaliśmy, że to dobry ruch, ponieważ wspomniany młody człowiek teraz umie grać znacznie lepiej niż Plaza. Poza tym jest prawdziwym fanem Barcelony, ponieważ urodził się w Barcelonie”. Greenwell był trenerem, który dał mu debiut i tego dnia wystawił Zamorę; Comę, Galicię; Torralbę, Sancho, Samitiera; Viñalsa, Julia, Vicença Martíneza, Sesúmagę i Martíneza Sagi. Dwa oficjalne dokumenty, konsularne pozwolenie na wjazd do Brazylii z 1952 r. oraz akt zgonu z 1997 r. dowodzą, że Martínez Sagi urodził się 28 kwietnia 1906 r. Dowodzą również, że zmarł 11 lipca 1997 r. w wieku 91 lat w szpitalu w Montevideo (Urugwaj), kraju, do którego wyemigrował i którego obywatelstwo uzyskał. Brat Anny Marii Martínez Sagi, pierwszej kobiety w zarządzie klubu FC Barcelona i kuzyn piłkarza Emili Sagi Liñán, znanego jako Sagi Barba, z którym grał w pierwszej drużynie. Opuścił Barcelonę w 1923 roku, aby móc grać, gdyż nie mógł sobie pozwolić na wywalczenie miejsca pośród wówczas nietykalnych Piera, Samitiera, Alcántary, Sagi Barba… Pod względem strzelectwa Martínez Sagi również wyprzedził Alcántarę o sześć miesięcy. Swoje pierwsze gole strzelił w wieku 14 lat, 10 miesięcy i 7 dni (dwa w meczu Barça-Avenç 3:1, pierwszym meczu finału Mistrzostw Katalonii 6 marca 1921 roku). „Krótko później czarujący młody Martínez Sagi, który w niedzielę grał po prostu wspaniale, zdecydowanie ruszył w kierunku bramki, omijając jednego z groźnych obrońców Avenç, i wspaniałym, niskim strzałem doprowadził do wyrównania i owacji na stojąco znacznie głośniejszej niż ta, która powitała pierwszego gola” – czytamy w kronice „La Vanguardia”. Choć nie udało mu się zdobyć hat-tricka, jak hiszpańsko-filipińskiemu piłkarzowi w swoim debiucie przeciwko Català (0-9) 25 lutego 1912 r. (miał wtedy 15 lat, 4 miesiące i 18 dni), to jednak zapewnił sobie przywilej bycia najmłodszym strzelcem bramki. Następnie dołączył do Jupitera ale w sezonie 1924/25 powrócił do Blaugrany, by ponownie odejść, tym razem do Alfonso XIII z Palmy, z którym w 1929 roku zakończył karierę, mając w dorobku mistrzostwo Balearów(1927-28). Później odniósł sukcesy w bilardzie, będąc prawdziwym żonglerem kijami i bilami. W maju 1932 r.(w Lille) został mistrzem świata w odmianie „Classic Fantasy”, za co otrzymał hołd na „Camp de Les Corts” 5 czerwca tego samego roku. Martínez Sagi również „konkurował” z Carlosem Comamalą Lópezem de Delpánem, napastnikiem FC Barcelony w jej początkach o miano najmłodszego debiutanta. Jednak, na podstawie aktu urodzenia jego brata Arsenio(11 września 1888 r.), Carlos, pierworodny według Conchity, córka innego brata, Aureo, nie mogła urodzić się w 1889 roku, jak wskazują liczne dokumenty, w tym akt zgonu. Wywnioskowano zatem, że musiał urodzić się w 1887 roku, co oznacza, że w momencie debiutu w listopadzie 1903 roku miał 16 lat i 7 miesięcy.

@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974

10

(Nie)zapomniane legendy rodzimego futbolu:

27 kwietnia 1962 r. we Wrocławiu urodził się Ryszard Tarasiewicz, pomocnik. Specjalista od rzutów wolnych i strzałów z dystansu. Mógł zostać czwartym polskim piłkarzem po Fryderyku Scherfke, Erneście Wilimowskim i Grzegorzu Lacie z golem strzelonym Brazylii na Mundialu. Na drodze stanęło mu ledwie kilka milimetrów… Dosłownie chwile po rozpoczęciu gry, popularny ,,Taraś” z odległości około 35 metrów wyrobił sobie niewielką przestrzeń. Jego niezbyt mocny ale techniczny strzał powędrował ponad głowami całej defensywy Canarinhos i spadł na linii ,,piątki”. Kozioł zmylił bramkarza rywali, który nie miałby szans na złapanie piłki ale ostatecznie trafiła ona w słupek. W Polsce takie strzały Tarasiewicza nazywano ,,spadającymi liśćmi dębu”. Niezbyt mocne, zdawało się opadające przez długi czas, w końcowym rozrachunku okazywały się śmiercionośną bronią dla bramkarzy. Szczególnie jeśli pomocnik Śląska Wrocław podchodził do stałego fragmentu gry. Dlatego oddawano mu do wykonania większą część rzutów wolnych i karnych w zespole. Zdobył w sumie ponad 50 goli dla tej drużyny, co stawia go na 3 miejscu w historii. 5 razy notował wynik na poziomie co najmniej 8 trafień w sezonie, w tym trzykrotnie dwucyfrówki. Zespołowo jego największy sukces stanowią Puchar Polski oraz Superpuchar Polski zdobyte w 1988 r. Razem z wrocławianami wywalczył wicemistrzostwo kraju oraz brązowy medal. Indywidualnie tytułem Piłkarza Roku 1989 nagrodziły go redakcje zarówno ,,Piłki Nożnej”, jak też katowickiego ,,Sportu”. W reprezentacji Polski zagrał 58 razy strzelając 9 goli, w tym w debiucie przeciwko Norwegii. Mimo to pierwszy selekcjoner, pod którego wodzą grał, Piechniczek, nie miał do niego zbyt dużego zaufania. W kwalifikacjach Mundialu zagrał niespełna 20 minut. Na MŚ jego jedynym występem było starcie 1/8 finału z Brazylią. Brał też udział w młodzieżowym Mundialu 5 lat wcześniej. Po występach w Śląsku wyjechał do Szwajcarii, gdzie grał w Neuchatel Xamax. Ponadto bronił barw francuskich drużyn: AS Nancy, RC Lens, Besancon RC. Wrócił na chwile do Szwajcarii do Etoile Carouge. Kariere zakończył z kolei w norweskim Sarpsborgu, w wieku 35 lat. Od przeszło dekady obecny jest w Polsce w roli trenera. Trzykrotnie udało mu się, pełniąc te funkcje, uzyskać awans do Ekstraklasy- ze Śląskiem Wrocław, z Pogonią Szczecin oraz z Zawiszą Bydgoszcz. Zdobył Puchar Ekstraklasy(z Zawiszą). Na najwyższym poziomie rozgrywkowym prowadził ŁKS i Korone Kielce. W 1 lidze pracował zaś z Jagiellonią Białystok, Miedzią Legnica, GKS Tychy, Arką Gdynia, Kotwicą Kołobrzeg a ostatnio prowadził Warte Poznań.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@Adik22 Zobaczymy jak się zaprezentuje dzisiaj przeciwko Czerwonym Diabłom?

10

Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:

27 kwietnia 1911 r. urodził się Antonio Sastre, głównie pomocnik. Wielka legenda CA Independiente, po dziś dzień uchodzi za piłkarza ,,mas completo” od chwili wprowadzenia zawodowstwa. Uniwersalny, wszechstronny, z jednakim powodzeniem grający na wszystkich pozycjach w polu a przy tym wybitny strateg zespołu. W Independiente zadebiutował w 1931 r. zastępując kontuzjowanego Alberto Lalina jako lewy atakujący, najwyraźniej pod wpływem sugestii Manuela Seoanego, którego miejsce miał ostatecznie zająć. Wysoki i silny, mógł zostać klasycznym środkowym napastnikiem ale przeniósł się na lewą stronę po tym, jak Independiente kupiło znakomitego urugwajskiego snajpera Roberto Portę. Jego największym kapitałem okazała się więc uniwersalność. W sumie rozegrał w Independiente 340 meczów i zdobył 112 goli, pomagając drużynie wygrać lige w 1938 r. a w 1941 przeniósł się do brazylijskiego São Paulo FC, gdzie oprócz 3 tytułów mistrza kraju doczekał się pomnika na swoją cześć. „Gdyby kiedykolwiek ustanowiono Nagrode Nobla w dziedzinie futbolu, nie mam wątpliwości iż cała Brazylia głosowałaby na Sastrego”- mówił prezes klubu Decio Pacheco Pedroso. A! zapomniałem dodać iż Antonio Sastre zdobywał dwukrotnie z reprezentacją Copa America w latach 1937 i 1941. Antonio Sastre zmarł 23 listopada 1987 r. w Buenos Aires.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

0

@FcPortoFan1999 No być może. Pożyjemy zobaczymy...

1

@FcPortoFan1999 Cud jak cud ale że rzadko spotykany to fakt. Kto wie czy nie dojdzie do niego już w przyszłym sezonie?

12

Grande Espectacolo El Clasico!

27 kwietnia 2011 r. FC Barcelona pokonała na Santiago Bernabeu Real Madryt 0:2 w pierwszym półfinałowym starciu Ligi Mistrzów. Kluczowa dla losów spotkania okazała się sytuacja z 61 minuty, gdy Pepe wszedł wyprostowaną nogą w Daniego Alvesa. Portugalczykowi takie sytuacje w przeszłości uchodziły płazem, więc ani on ani ławka rezerwowych Los Blancos na czele z Jose Mourino nie mogli uwierzyć, gdy sędzia pokazał czerwoną kartke. Duma Katalonii w dalszym ciągu grała zachowawczo a cały mecz nie obfitował w wiele klarownych sytuacji bramkowych. Wreszcie w 77 minucie wprowadzony chwile wcześniej Afellay zdecydował się na solowy rajd, minął Marcelo, dośrodkował piłke w pole karne a Messi z bliskiej odległości pokonał Cassillasa. Trzy minuty przed końcem Messi otrzymał piłke blisko linii środkowej boiska i wykonał wspaniały rajd, mijając kilku piłkarzy Realu i w pełnym biegu prawą nogą posłał piłke obok bezradnego golkipera rywali. W ten sposób Blaugrana praktycznie zapewniła sobie awans do finału już po pierwszym meczu. Tak na marginesie, to równo rok później Josep Guardiola ogłosił swoje odejście z klubu, pomimo prób przekonania go do pozostania.

Przeżyjmy to jeszcze raz:



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:

27 kwietnia 1994 r. FC Barcelona pokonała FC Porto 3:0 w półfinałowym starciu Ligi Mistrzów i awansowała do finału. Na Camp Nou w starciu z Porto najlepszy był Stoiczkow, który oprócz strzelenia 2 goli wypracował wiele sytuacji kolegom i ośmieszył pilnującego go Aloisio. Christo zdecydowanie wygrał pojedynek wspaniałych bułgarskich napastników z reprezentującym mistrzów Portugalii Emiłem Kostadinowem. Trzeci gol dla Blaugrany był autorstwa Koemana, który znów popisał się strzałem kpiącym z zasad fizyki. W tamtej edycji Ligi Mistrzów mecz półfinałowy był rozgrywany tylko jeden. Składy: FC Barcelona: Zubizarreta, Ferrer, Guardiola, Koeman, Nadal, Bakero, Sergi (Goikoetxea), Stoichkov, Amor, Romario, Begiristain (Ivan) FC Porto: Vitor Baia, Joao Pinto, Jorge Costa, Aloisio, Fernando Couto, Andre (Paulinho Santos), Secretario, Kostadinov,Folha(Semedo),Rui Felipe, Drulovič



@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

11

Jeden ze smutniejszych dni w historii Blaugrany:

Dokładnie 14 lat temu trener FC Barcelony Josep Guardiola na piątkowym treningu zakomunikował piłkarzom, że po zakończeniu obecnego sezonu nie przedłuży z klubem kontraktu – jako pierwsi dowiedzieli się o tym dziennikarze agencji ,,Reuters” obserwujący zajęcia. Popularny Pep prowadził pierwszy zespół Barcelony od czerwca 2008 roku. Z drużyną dwukrotnie triumfował w Lidze Mistrzów i tyle samo razy zdobył z nią Superpuchar Europy oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. Poprowadził zespół do trzech tytułów mistrza Hiszpanii i trzech Superpucharów Hiszpanii. Blaugrana pod jego wodzą ma w dorobku też dwa Puchary Króla.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

13

Wspaniałe szwedzkie tridente w wydaniu włoskim:

Ledwo co powstał tercet BBC(Bale – Benzema – Cristiano) w Realu Madryt a ich największy rywal odpowiedział MSN, czyli Messim, Suárezem i Neymarem. Kilka lata po zakończeniu II wojny światowej AC Milan wykreował trio, które łączyły nie tylko ogromne umiejętności, ale i jedną ojczyzne. „Gre-No-Li”. Gunnar Gren, Gunnar Nordahl i Nils Liedholm. Trzej Szwedzi, którzy rozsławili Milan i reprezentację Szwecji. Pierwszym, który trafił do ,,Rossonerich” był Gren. W wieku trzynastu lat wygrał zawody w żonglowaniu piłką w Göteborgu. Lokalne gazety opisały ten wyczyn i poradziły młodemu chłopcu karierę cyrkowca. Gunnar dziennikarzy nie posłuchał i postanowił zostać piłkarzem. Najpierw grał w amatorskim Gårda BK, by w 1941 trafić do IFK Göteborg. Już w pierwszym roku w nowym klubie, został z nim mistrzem Szwecji. Choć Gren grał w Göteborgu aż do 1949 roku, już nigdy nie zdobył z tytułu z tym zespołem. Wszystko przez dominację IFK Norrköping, które w latach 1943-1948 zdobyło mistrzostwo pięciokrotnie. Kto był największą gwiazdą klubu z Norrköping? Gunnar Nordahl. Urodził się w 1921 roku(Gren był rok starszy) w Hörnefors. Miał dziewięcioro rodzeństwa. Dzieci i ich rodzice żyli w jednopokojowym mieszkaniu. Do Norrköping trafił w 1944 roku i stał się przekleństwem Grena oraz IFK Göteborg. Nordahl trzykrotnie zostawał najlepszym strzelcem ligi szwedzkiej, zaś Gren tylko raz. W 95 ligowych meczach zdobył 93 gole. I pomyśleć, że granie w piłkę nożną było tylko dodatkiem do wykonywania pracy strażaka. Od 1946 roku Nordahl był partnerem klubowym trzeciego z wielkich tenorów szwedzkiego futbolu. Obu dzielił tylko rok (Liedholm urodził się w 1922), obaj mierzyli 185 centymetrów wzrostu i obydwaj pracowali nie tylko na boisku. Liedholm zarabiał na życie w kancelarii adwokackiej. Oprócz piłki nożnej w młodości trenował także rzut oszczepem i pchnięcie kulą.

Cała trójka na jednym boisku spotkała się po raz pierwszy w 1947 roku, kiedy to Liedholm zadebiutował w reprezentacji. Selekcjonerem Szwedów był wówczas Anglik George Raynor, który tę posadę objął w 1946 roku. Kiedy butni Anglicy naśmiewali się, że ich rodak będzie trenować piłkarzy w kraju, w którym od futbolu ludzie bardziej wolą hokej i biegi narciarskie, Raynor tymczasem spokojnie budował zespół przyszłych mistrzów olimpijskich. Jak na ironię losu IO w 1948 roku odbywały się w… Londynie. Skandynawowie w czterech meczach strzelili aż 22 gole, z czego dwanaście w meczu z Koreą Południową. Gunnar Nordahl został królem strzelców z siedmioma trafieniami na koncie. Cała osiemnastka reprezentowała głównie barwy IFK Norrköping, Malmö FF i AIK. Po turnieju wielu z nich wyjechało ze Szwecji. Byli zbyt dobrzy, aby grać w słabej lidze szwedzkiej za darmo. Najchętniej utalentowanych amatorów przyjmowały pod swoje skrzydła kluby włoskie. Właśnie tam powędrowali Gren, Nordahl i Liedholm. Jako pierwszy ofertę z AC Milan otrzymał Nordahl. W styczniu 1949 roku pojawił się w Mediolanie. Fani witali go tak entuzjastycznie, że chcąc dotknąć nowego piłkarza, wybijali szyby w oknach pociągu i przez nie próbowali wedrzeć się do przedziału, gdzie siedział Szwed. Przerażony Nordahl schował się w hotelu i zaczął zastanawiać się, czy wyjazd aby na pewno był dobrym pomysłem. Niewiele brakowało, aby zamiast Nordahla do Milanu przeniósł się Duńczyk Johannes Pløger. W stolicy Lombardii miał pojawić się jeszcze przed Szwedem, jednak w Szwajcarii spotkali go włodarze Juventusu i zaproponowali grę w Turynie, przebijając ofertę ,,Rossonerich”. ,,Stara Dama” miała w planach także pozyskanie Nordahla, jednak finalnie postanowili oni nie starać się o Szweda wiedząc, że już jednego skandynawskiego gracza sprzątnęli Milanowi sprzed nosa. Milan miał ogromne szczęście, że to właśnie Pløger trafił do stolicy Piemontu zamiast Nordahla. Duńczyk po pół roku gry w Juve przeniósł się do Novary. Jego kariera we Włoszech była pasmem niepowodzeń i już w 1954 roku zakończył karierę w Udinese. Nordahl tymczasem w drugiej połowie sezonu 1948/1949 strzelił szesnaście bramek w piętnastu meczach. Na dodatek znał dwóch genialnych Szwedów, których polecił prezydentowi klubu Toniemu Businiemu. Liedholm i Gren latem 1949 roku stawili się w Mediolanie, a wraz z nimi pojawił się były trener IFK Norrköping Węgier Lajos Czeizler (więcej o nim przeczytasz tutaj). Gre-No-Li przetrwało cztery lata i doprowadziło Milan do mistrzostwa Włoch w 1951 roku. Osiągnięcia może i były skromne, jednak należy pamiętać, że dla Milanu było to pierwsze mistrzostwo od 1907 roku. Toni Busini podobno zemdlał czekając na wieści z meczu Inter-Torino. Inter walczył z Milanem o tytuł, jednak w ostatniej kolejce przegrał 1-2, dzięki czemu nawet niespodziewana porażka ,,Rossonerich” z Lazio 1-2 nie zmieniła układu na szczycie tabeli.

Najlepiej w Mediolanie czuł się Nordahl, który w 257 ligowych meczach strzelił dla klubu 210 goli i pięć razy został królem strzelców Serie A. Z kolei jego imiennik Gren wyłamał się jako pierwszy i opuścił Milan w 1953 roku, przenosząc się do Florencji. Po odejściu Czeizlera w 1952 był nawet trenerem ,,Rossonerich”. Przez decyzję Nordahla, który przestał grać w reprezentacji zaraz po wywalczeniu olimpijskiego złota, Gre-No-Li bardzo szybko przestało istnieć na polu reprezentacyjnym. Mimo braku trzeciego strzelca w historii Serie A, Szwedom udało się na własnej ziemi zdobyć srebrny medal mistrzostw świata w 1958 roku. Dwa lata wcześniej Nordahl odszedł z Milanu i został zawodnikiem Romy. Jedynym, który zakończył karierę w Milanie, był Nils Liedholm. Jako piłkarz jeszcze trzy razy zostawał z klubem mistrzem Włoch a w 1958 roku ,,Rossoneri” doszli do finału Pucharu Mistrzów, gdzie przegrali po dogrywce z Realem Madryt. ,,Il Barone” zakończył karierę w 1961 roku, ale nie opuścił Milanu. W ciągu niemal 25 lat kilkukrotnie był trenerem drużyny ze stolicy Lombardii. Po zakończeniu kariery Nordahl i Gren także byli trenerami, ale woleli trenować szwedzkie zespoły. Wszyscy odeszli już ze świata żywych. Wszyscy zostali także umieszczeni przez AC Milan w galerii klubowych sław. Patrząc na aktualną sytuację Milanu i reprezentacji Szwecji kibice tych drużyn chcieliby, aby Gre-No-Li w piłkę grało zawsze.

@Safrani
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?