FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
8
Wiekopomny Puchar Króla(1902):
@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
17
Pamiętamy!
2 maja 1981 r. Polska pokonała na stadionie Śląskim NRD 1:0 po golu Andrzeja Buncola. 2 maja współczesnym kibicom kojarzy się z Dniem Flagi i wielkim finałem Pucharu Polski, ale w PRL-owskiej rzeczywistości był zwyczajnym dniem jakich wiele. Z tym, że następował tuż po hucznie obchodzonym przez władze Święcie Pracy i poprzedzał honorowane tylko przez opozycję Święto Konstytucji. W takim oto politycznym potrzasku, w czasie solidarnościowej rewolucji i kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego, 2 maja 1981 roku odbyło się kluczowe spotkanie biało-czerwonych w eliminacjach hiszpańskiego mundialu. W roli selekcjonera w meczu o punkty zadebiutował Antoni Piechniczek. Rok później z małym okładem miał już na szyi medal mistrzostw świata... Andrzeja Buncola dla reprezentacji odkrył Ryszard Kulesza, ale to dopiero Antoni Piechniczek dał niewysokiemu pomocnikowi chorzowskiego Ruchu pełny kredyt zaufania. „Żywe srebro”, jak o Buncolu pisali wówczas dziennikarze ze względu na jego niezwykłą ruchliwość, energiczność i aktywność, nie jeden raz w tym meczu przeniknęło szyki niemieckiej defensywy. Efektem był gol na wagę dwóch punktów. Dużo gorzej spisała się gwiazda drużyny naszych zachodnich sąsiadów. Joachim Streich, brązowy medalista igrzysk w Monachium i najskuteczniejszy w historii piłkarz NRD, spisywał się tak słabo, że po godzinie gry trener zdjął go z boiska.
Oto zwycięski skład:
Polska: Jan Tomaszewski – Paweł Janas, Władysław Żmuda, Marek Dziuba, Jan Jałocha, Janusz Kupcewicz, Andrzej Buncol, Grzegorz Lato, Andrzej Iwan (80. Piotr Skrobowski), Andrzej Szarmach, Włodzimierz Smolarek.
@Szalik
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
0
@FcPortoFan1999 Tak? A mianowicie jakich?
17
Grande Espectacolo el Clasico!
2 maja 2009 r. FC Barcelona rozgromiła na Santiago Bernabeu Real Madrid 2:6(!) w ramach 34 kolejki Primera Division. Tydzień wcześniej podopieczni Guardioli zremisowali 2:2 z CF Valencią i gdy w 14 minucie starcia w Madrycie Gonzalo Higuain wyprowadził ,,Królewskich” na prowadzenie, realizator transmisji pokazał wirtualną tabele z zaledwie jednopunktową stratą Realu na 4 kolejki przed końcem. Już po czterech minutach padł jednak gol wyrównujący autorstwa Henry’ego a przed przerwą Barça prowadziła już różnicą dwóch goli. Najpierw po rzucie wolnym skuteczną główką popisał się Carles Puyol a następnie Ikerowi Casillasowi nie dał szans Lionel Messi. Drugą połowe ponownie dobrze zaczął Real za sprawą gola Sergio Ramosa, lecz Blaugrana ponownie zdobyła 3 gole(Henry’ego, Messiego i Pique) i odniosła historyczne zwycięstwo w ,,jaskini lwa”, praktycznie zapewniając sobie odzyskanie po 3 latach mistrzostwa Hiszpanii. Wynik mógł być jeszcze bardziej okazały, lecz sędzia w końcówce nie podyktował karnego po faulu na Inieście, chcąc najwyraźniej oszczędzić gospodarzy. ,,Barça zademonstrowała na Bernabeu różnice pomiędzy tymi dwoma drużynami”- podsumowało ,,El Mundo Deportivo”. Ja osobiście byłem w szoku, ale takim radosnym szoku, gdy na drugi dzień rano zobaczyłem wynik w telegazecie. Do internetu miałem wówczas bardzo ograniczony dostęp. Co prawda miałem już Cyfrowy Polsat ale prawa do La Liga miał wtedy Canal+ ale za to Polsat Sport prezentował powtórki, więc byłem wniebowzięty bo przy okazji nagrałem powtórke tego spektakularnego wyczynu na płyte dvd. Pamiątka bezcenna a komentował Mateusz Borek.
Składy epokowego triumfu:
Real Madryt: Iker Casillas; Sergio Ramos (Van der Vaart, m.71), Cannavaro, Metzelder, Heinze; 'Lass' Diarra, Gago, Marcelo (Huntelaar, m.59), Robben (Javi García, m.78); Higuaín, Raúl.
FC Barcelona: Víctor Valdés; Dani Alves, Piqué, Puyol, Abidal; Touré (Busquets, m.84), Xavi, Iniesta (Bojan, m.84); Messi, Henry (Keita, m.60), Eto'o.
Grande partidazo:
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
8
Kolejny triumf w Copa del Rey:
2 maja 1920 r. FC Barcelona pokonuje w finale w Gijon, Athletic Bilbao 2:0 i sięga po raz czwarty w historii po Puchar Hiszpanii. Na stadionie „El Molinón” odbył się pierwszy finał pomiędzy FC Barceloną a Athletic Bilbao, mistrzami Vizcaya, który był jednocześnie pierwszym spotkaniem obu drużyn w Pucharze Króla. Mecz odbył się w niedzielę 2 maja 1920 roku w Gijón a Blaugrana zdobyła czwarty tytuł mistrzowski po triumfach w latach 1910, 1912 i 1913. W drugiej połowie gole zdobyli Vicenç Martínez i Paulino Alcántara. Finał zapamiętany został jednak z powodu rzutu karnego „Beltrán de Lis ”, nazwanego tak od nazwiska sędziego. Mecz był bardzo wyrównany, choć dwa czynniki sprawiły, że Athletic był faworytem: kibice gospodarzy (ze względu na bliskość geograficzną mieli większe wsparcie na trybunach) i murawa (bardzo miękka z powodu porannego deszczu). Mimo to Barça przystąpiła do finału niepokonana zarówno w Lidze Mistrzów Katalonii, jak i Pucharze Katalonii. Około pół godziny gry nadszedł kluczowy moment. Coma dotknął piłkę ręką w polu karnym Barcelony. „Niezdarne ręce” – powiedział sędzia. Rzut karny. Laca wykorzystał rzut karny strzałem wysoko, poza zasięgiem Zamory. Jednak Beltrán de Lis nie uznał gola orzekając, że zawodnik Athleticu(German Echevarria) wszedł w pole karne przed oddaniem strzału. I właśnie wtedy, gdy wszyscy zakładali, że zarządzi powtórkę... podyktował rzut wolny dla drużyny Basków. Niektóre relacje opowiadają, jak gniew piłkarzy Athleticu doprowadził ich do rzucenia się na ziemię w całkowitej rozpaczy… Beltrán de Lis, były bramkarz Realu Madryt i były prezes Narodowej Komisji Sędziowskiej, stwierdził później na łamach magazynu „Campeón”, że „Nikt wtedy nie protestował. Nawet pod koniec pierwszej połowy, kiedy odwiedzali mnie przyjaciele, koledzy i dyrektorzy, którzy gratulowali mi uczciwości, surowości itd… Aż w drugiej połowie Katalończycy postanowili strzelić dwa gole a potem przyszło rozczarowanie. To był koniec”. Podobnie, w tym samym czasopiśmie, ciało kolegialne dodało, że błąd był konsekwencją „pogawędki przy kawie”, którą odbył kilka dni wcześniej z grupą „profesorów”, podczas której zwrócono uwagę na tę samą sytuację, rozwiązując „autorytarny głos, który wzbudził we mnie szacunek, rozwiązał ją bez żadnych wymówek: tak zostało zrobione, bez apelacji”.
W drugiej połowie Barça stopniowo przejęła kontrolę nad grą dzięki znakomitej grze Sancho i przypieczętowała zwycięstwo bramkami Vicença Martíneza, po hojnej asyście Plazy, oraz Paulino Alcántary, który wykonał jeden ze swoich charakterystycznych rzutów wolnych. Barça zakończyła mecz w dziesiątkę, ponieważ Sesúmaga został zmuszony do opuszczenia boiska z powodu kontuzji. Przyjęcie drużyny 5 maja na „Estació del Nord” było spektakularne. Szacuje się że na stacje przyszło około 6 tysięcy ludzi. Zawodnicy wraz z trenerem, Anglikiem Jackiem Greenwellem, zostali powitani w siedzibie klubu przy ulicy Aribau, gdzie wznieśli toast szampanem w towarzystwie prezesa Ricarda Graellsa i jego zarządu. Uroczystości z okazji zdobycia tytułu trwały kilka dni i obejmowały mecze, tańce i bankiety. Składy obu drużyn:
FC Barcelona: Zamora; Coma, Galicja; Torralba, Sancho, Samitier; Viñals (c), Sesúmaga, Vicenç Martínez, Alcántara i Plaza.
Athletic: Amann; Hurtado, Acedo; Eguiluz, Paco Belauste, Sabino; Germán Echevarria, Laca, José Mari Belauste, Pichichi i Sena.
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
2
@ZwyklyCuler48 Ach! Najmocniej przepraszam. Tak długo żaden inny Hiszpan nie zdobywał Złotej Piłki że poprostu zapomniałem zmienić ten tekst. Dziękuje ślicznie za wyłapanie błędu i jeszcze raz przepraszam...
13
Wybitne legendy FC Barcelony:
2 maja 1935 r. urodził się Luis Suarez Miramontes, jeden z najwybitniejszych snajperów w historii hiszpańskiego futbolu. Wielka legenda Blaugrany, jedyny Hiszpan, który został nagrodzony Złotą Piłką France Football. Jesteśmy bardzo wdzięczni za wszystko co uczynił Blaugranie. My cules nigdy o nim nie zapomnimy. Luis Suarez zmarł 9 lipca 2023 r. w Mediolanie.
https://dumakatalonii.pl/luis-suarez-miramontes/
@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Szalik
1
@Bernard777 Zabrakło motywacji naszym. Nie wiem co oni myśleli? Że niby co? W rewanżu wystarczy dowieźć rezultat z pierwszego meczu? Coś słabiutko przygotował ich Valverde na ten rewanż...
1
@Munio Chętnie bym dodał, lecz najzwyczajniej nie dysponuje takim skrótem...
13
Duma Katalonii triumfuje w „Liga del Mediterráneo”:
2 maja 1937 r. FC Barcelona rozgromiła Gimnastico FC Valencia 5:1 w 14 kolejce(ostatniej) meczu Ligi Śródziemnomorskiej, tym samym zostając mistrzem tejże ligi. Tego dnia trener Blaugrany, Patrick O'Connell, wystawił następujących zawodników: Iborrę, Zabalo, Rafę, Argemiego, Franco, Bardinę, Vantolrà, Escolá, Guala, Balmanyę i Munllocha. Gole dla Barçy zdobyli: Miguel Gual(hattrick), Domenec Balmanya i Josep Escolá. Więcej o tym sukcesie przeczytacie tutaj: https://www.fcbarca.com/42099-75-lat-od-zwyciestwa-w-lidze-srodziemnomorskiej.html
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@KrychaFCB
@Adran360
3
@Marusek No Ciszewskiego to słyszałem tylko na mundialu w Hiszpanii bo jakoś zaraz po mundialu zmarł ale to wystarczyło żeby docenić tak wybitnego komentatora jak zauważasz. Natomiast o Gmochu to już się naczytałem i to z wypowiedzi samych piłkarzy, którzy mieli z nim do czynienia. To bez dwóch zdań była partyjna menda...!
11
Prezent z okazji Święta Pracy:
1 maja 1977 r. Polska pokonała Danię 1:2 na wyjeździe w eliminacjach mistrzostw Europy. Przed odlotem do Kopenhagi trener Jacek Gmoch powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że postara się sprawić prezent klasie robotniczej z okazji Święta Pracy. Obietnicę spełnił. To był kolejny test prawdy dla nowego selekcjonera i jego drużyny. Duńczycy mieli wtedy kilku wybitnych graczy, takich jak Allan Simonsen, Henning Jansen czy choćby Morten Olsen oraz bardzo, bardzo mocną drużynę z ambicjami na awans do argentyńskiego mundialu. Z ambicjami i realnymi szansami, w które wierzył nie tylko trener Kurt Nielsen. Dla nich to był mecz o wszystko. Jednak 1 maja 1977 roku biało-czerwoni odnieśli na wyjeździe efektowne zwycięstwo a jego ojcem był Włodzimierz Lubański, autor dwóch goli. Niewiele brakowało zresztą, by nie pojawił się na boisku, bo wówczas kluby nie miały obowiązku zwalniania zawodników na spotkania reprezentacji. Włodarze Lokeren, w którym grał, najpierw nie chcieli go puścić na mecz, ale ponieważ zależało im na przedłużeniu kończącego się kontraktu, ulegli jego namowom. Partia była dumna z piłkarzy. Pierwszy sekretarz KC PZPR Edward Gierek przesłał depeszę gratulacyjną na ręce kapitana Kazimierza Deyny. ,,Kolejny wspaniały sukces polskiego piłkarstwa! Proszę państwa, jakież spokojne lato przed naszą reprezentacją… Zwycięstwa, same zwycięstwa a przecież eliminacje się jeszcze nie skończyły. Zwycięstwo z trudnym przeciwnikiem w Porto z Portugalią i tu w Danii na „Idrætsparken”, gdzie mimo wszystko faworytami byli gospodarze naszpikowani tymi różnymi zawodowcami grającymi na zachodzie Europy. Jednak reprezentacja Polski jeszcze raz udowodniła wysoką dyscyplinę taktyczną, świetną grę w środku pola, wykorzystała bezbłędnie prawie wszystkie szanse, no a Włodzimierz Lubański swój 70. występ w reprezentacji ukoronował wspaniałymi dwiema bramkami.”- tak oto komentował nieodżałowany JAN CISZEWSKI.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Pewne zwycięstwo przed rewanżem:
1 maja 2019 r. FC Barcelona pokonała Liverpool FC 3:0 w ramach pierwszego meczu półfinałowego Ligi Mistrzów. Mecz z Liverpoolem na Camp Nou można śmiało określić jako ostatni wielki popis Messiego w Lidze Mistrzów. Argentyńczyk na 3:0 trafił cudownym uderzeniem z rzutu wolnego i brylował przez całe 90 minut. W tym meczu strzelił swego gola numer 600 dla Barçy. Liverpool miał swoje szanse ale Salah przy najlepszej okazji trafił tylko w słupek i pudłował także Mane. Klopp jednak nie rozpaczał. ,,Powiedziałem chłopakom że jestem dumny z tego, jak graliśmy. Przeciwko takiemu zespołowi… Byłem w pełni szczęśliwy”- wspomina w książce ,,Mój romans z Liverpoolem”. W 6-tej minucie doliczonego czasu gry, bardzo dogodną sytuacje na strzelenie gola zmarnował Dembele. Gwoli formalności, pozostałe 2 gole zdobyli: również Messi oraz Luis Suarez.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
11
(Nie)zapomniane El Clasico:
1 maja 2002 r. FC Barcelona zremisowała na Santiago Bernabeu z Realem Madryt 1:1 w rewanżowym meczu półfinału Ligi Mistrzów. Nie było niespodzianki w Madrycie. Real zremisował z Barceloną 1:1 i awansował do finału Ligi Mistrzów. Atmosfera przed półfinałowym spotkaniem Ligi Mistrzów pomiędzy Realem i Barcą była wyjątkowo gorąca. Prezydent katalońskiego klubu lekceważąco wypowiadał się o mistrzowskiej drużynie królewskich z lat pięćdziesiątych, która pięć razy zdobywała Puchar Europy. Waga tych oskarżeń zmalała po zamachach bombowych w Madrycie, w których lekko rannych zostało 17 osób. Rozważano nawet przełożenie meczu, ale po konsultacjach z policją UEFA dała piłkarzom zielone światło. ,,Na początku trochę się bałem, ale teraz wszystko się uspokoiło” - mówił przed meczem jeden z kibiców Realu. -,,Nie mógłbym zresztą przepuścić takiego wydarzenia”. Mecz jednak wielkim wydarzeniem nie był. W pierwszej połowie był niemalże wierną kopią pojedynku sprzed tygodnia. Barça, która żeby awansować, musiała strzelić trzy gole, atakowała a Real spokojnie się bronił. Najlepszą okazję Katalończycy stworzyli dość przypadkowo. Fabio Rochemback strzelił silnie z 20 metrów, tor lotu piłki zmienił jeszcze Cocu, ale nie na tyle by wpadła do siatki. Po odbiciu od słupka próbowali dopaść do niej Patrick Kluivert i Cesar. Holender nieumyślnie rozorał korkami twarz bramkarza Realu, który jednak grał do końca meczu. Pod koniec pierwszej połowy obrońcy Blaugrany stracili piłkę pod polem karnym. Raul przymierzył i zza pola karnego strzelił nie do obrony w okienko bramki Bonano. Wprawdzie tuż po przerwie po samobójczym strzale Ivana Helguery był remis ale więcej goli już nie padło. Piłkarze FC Barcelony zagrali ambitnie ale w finale(o dziewiąty puchar Europy w historii)- zagrał Real.
Składy:
Real: Cesar - Salgado, Hierro, Helguera, Roberto Carlos - Makelele, Zidane (46. Flavio Conceicao), Figo (68. McManaman), Solari - Raul, Guti (87. Pavon)
FC Barcelona: Bonano - Puyol, de Boer, Abelardo, Coco (46. Overmars) - Xavi, Rochemback (67. Geovanni), Cocu (75. Sergi), Luis Enrique - Kluivert, Saviola
@Szalik
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
Jeśli tak poważny trener twierdzi poważnie że na 100% możemy rywalizować na tym samym poziomie z takimi rywalami jak Bayern Monachium czy PSG, to jak tak pysznego i zarozumiałego trenera absolutnie nie akceptuje! Niech wraca skąd przyszedł, w języku to i ja moge kozaczyć...
11
Premierowe trafienie ,,La Pulgi”:
1 maja 2005 r. Leo Messi strzelił swojego pierwszego gola w La Liga. Niespełna 18-letni wówczas Argentyńczyk pojawił się na boisku w 87 minucie meczu z Albacete. Po dwóch minutach otrzymał świetne podanie od Ronaldinho i przelobował bramkarza lecz sędzia boczny zasygnalizował spalonego. Jak wykazały powtórki, niesłusznie. Zaledwie 60 sekund później Ronaldinho ponownie wspaniale podał piłke za plecy obrońców i Messi strzelił niemal identycznego gola, tym razem uznanego przez arbitra. Dokładnie 1 maja 2005 roku w meczu z Albacete Balompie Messi zdobył swoją pierwszą bramkę w La Liga. Miał wtedy 17 lat i 311 dni, co uczyniło go najmłodszym strzelcem ligowego gola dla klubu. Prawie trzynaście lat później Argentyńczyk ma na swoim koncie 365 trafień więcej. Dotychczas najskuteczniejszym w klasyfikacji strzelców w pięciu najsilniejszych ligach był Gerd Mueller, ale w starciu z Realem, 30-latek przebił legendarnego Niemca.
Tylko spójrzcie:
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
13
Pierwsze trofeum pod egidą UEFA:
1 maja 1958 r. FC Barcelona zdobyła pierwsze prestiżowe trofeum w Europie a mianowicie Puchar Miast Targowych(późniejszy Puchar UEFA). Zwycięzcy trzyzespołowych grup utworzyli pary półfinałowe. W jednym z półfinałów ,,Duma Katalonii’’ stoczyła niezwykle zażarty dwumecz z Birmingham City. Barça przegrała w Anglii 4:3, wygrała u siebie 1:0(po golu Kubali w końcówce) a w dodatkowym spotkaniu pokonała anglików 2:1. W finale rywalem była reprezentacja Londynu. Blaugrana w pierwszym meczu zremisowała na wyjeździe 2:2 a w rewanżu rozgromiła rywali 6:0! Po dwa gole zdobyli Luis Suarez oraz Evaristo a po jednym trafieniu dołożyli Eulogio Martinez i Verges. Na rozległym Camp Nou londyńska jedenastka wybiegła na boisko w zupełnie innym zestawieniu. Nowy menedżer Billy Milne(były asystent trenera Arsenalu) dokonał siedmiu zmian w porównaniu ze starciem na Stamford Bridge. Odeszły gwiazdy Smith, Haynes i Greaves a na ich miejsce weszli tacy zawodnicy jak tercet West Ham United: Ken Brown, George Wright i Noel Cantwell. Katalończycy, podobnie jak w Londynie, wyszli z opresji i zakończyli mecz jako pojedynek w ciągu pierwszych 10 minut. Klasowy napastnik Barçy, Luis Suarez (najdroższy piłkarz świata w 1961 roku, kiedy przeszedł do Interu za 250 milionów lirów włoskich) strzelił dwa gole, dając prowadzenie 4:2 w dwumeczu. Legendarny trener Helenio Herrera zastąpił Domèneca Balmanyę na ławce; argentyńska ekipa menedżera regularnie otwierała grę podopiecznym Milne'a, powiększając przewagę tuż przed przerwą dzięki Martinezowi. Druga połowa przebiegała w podobnym tonie; Brazylijczyk Evaristo zdobył dwa gole, w tym jeden autorstwa Martíego Vergésa, zapewniając FC Barcelonie przekonujące zwycięstwo 6-0(!) tego wieczoru i 8-2 w całym dwumeczu.
@Szalik
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
@1LY0
12
Spektakularny wyczyn Paragwajczyka:
1 maja 1957 r. jedna z legend Barçy, znakomity paragwajski napastnik Eulogio Martinez ,,huknął’’ 7 goli w jednym meczu(!) i to 5 pod rząd w pierwszej połowie! Wydarzyło się to w meczu 1/8 Pucharu Króla z Atletico Madryt, wygranym aż 8:1(!) i do dziś jest jednym z najwyższych zwycięstw FC Barcelony w tych rozgrywkach. Wyczyn Martineza jest wprost niebywały a przecież w tym meczu grał również genialny Kubala, który strzelił zaledwie jednego gola.
@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
14
Każdy cule powinien o tym wiedzieć.
Międzynarodowy puchar zdobyty po raz pierwszy w dziejach klubu!
Duma Katalonii wzięła udział w pierwszej edycji „Challenge Internacional del Sur de Francia”, znanym powszechnie jako Puchar Pirenejów, w którym rywalizowali mistrzowie Guipúzcoa, Katalonii, Midi-Pirenejów, Langwedocji-Roussillon i Akwitanii. 1 maja 1910 roku, drużyna Blaugrany pokonała w finale w Tuluzie Real Sociedad 2:1, wówczas aktualnego zdobywcę Pucharu Króla. Tytuł ten drużyna zdobyła już w 1909 roku pod nazwą Club Ciclista San Sebastián, gdyż nie była wówczas zarejestrowana. Od września 1909 roku klub nazywał się Sociedad de Fútbol de San Sebastián a od lutego 1910 roku — Real Sociedad, po otrzymaniu od Alfonsa XIII nazwy Real. 24 kwietnia Barça wyeliminowała Olympique Cettois w Cette a Real Sociedad pokonał Stade Bordelais w Bordeaux. W finale Real Sociedad wystawił Beę; Goinaz, Arocena; Arillaga, Echevarria, Belausteguigoitia; McGuinnessa, Goitisolo, Lacorta, Simmonsa i Prasta. W barwach Blaugrany zagrali: Solà; Bru, Amechazurra; Grau, Aguirreche, Peris; Forns, Graell, Comamala, Rodríguez, Wallace. Prast wyprowadził Real na prowadzenie, ale Graell i Pepe Rodríguez wrócili do gry jeszcze przed przerwą, ustalając wynik na 2:1, co doprowadziło do jednej z pierwszych w historii celebracji przy kiosku ,,Canaletes”, gdzie kibice otrzymali tę nowinę telegramem.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
11
Szanowni cules, o tym wypadałoby wiedzieć.
Epokowe starcie w dziejach Dumy Katalonii:
1 maja 1904 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w swojej historii międzynarodowy mecz. Przeciwnikiem był francuski ESTADE OLYMPIQUE DE TOULOUSE. Oczywiście był to mecz towarzyski, rozgrywany w Tuluzie, który Barça wygrała 3:2 po golach Steinberga, Lassaletty i legendarnego Romy Fornsa. Niemiec Udo Steinberg szybko wyprowadził Katalończyków na prowadzenie ale gospodarze zdołali wyrównać jeszcze przed przerwą, kiedy zostali „bombardowani przez rzesze fotografów i kibiców”. Wszystko zmierzało ku katastrofie, gdy gra została wznowiona i Estade strzeliło gola ponownie, podczas gdy Barça grała w dziesiątkę, gdy Morris Junior został mocno uderzony i nie był w stanie kontynuować gry. Pamiętajmy iż w tamtych czasach nie było jeszcze żadnych zmian. Barça rzuciła do ataku wszystkie swoje siły i ostatecznie została za to nagrodzona, gdy Bernat Lassaletta strzelił wyrównującego gola a Romà Forns(który później został menadżerem FCB w pierwszym sezonie ligowym w 1929 roku) miał jeszcze czas na zdobycie zwycięskiego gola w końcówce spotkania. Kibice gospodarzy, dalecy od rozgoryczenia, znieśli kapitana i prezesa Barcelony Arthura Witty'ego z boiska na własnych ramionach a oba kluby zjadły obfity posiłek w lokalnej jadłodajni, po czym goście zostali odprowadzeni na dworzec, skąd mieli wsiąść do nocnego pociągu powrotnego do Katalonii.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Zjawiskowy ,,Ezi”:
30 kwietnia 1939 roku Ruch Chorzów pokonał wicelidera polskiej ligi Cracovie aż 5:1. Pisząc o tym meczu nie sposób pominąć niebotycznego osiągnięcia Ernesta Wilimowskiego, który zaliczył klasycznego hattricka w ciągu... trzech minut! Ten rekord ligi państwowej do dzisiaj nie został pobity. Na świecie wynik Eziego pobił dopiero Tommy Ross z Ross County, który w 1964 roku swoje trzy gole strzelił w 90 sekund! Pozostałe dwa gole w meczu z Cracovią zdobył Teodor Peterek. Na meczu pojawiło się nieco ponad 4000 sympatyków Ruchu lub ponad 6 000 jak twierdził dziennikarz ,,Śląskiego Kurjera Porannego”. Ruch w tym meczu wystąpił w składzie: Tatuś, Giemsa, Ibrom- Mikunda, Skrzypiec - Fica, Kruk, Słota, Peterek, Wilimowski, Wodarz.
@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
11
Derby na trójke:
30 kwietnia 2017 r. FC Barcelona pokonuje RCD Espanyol na Estadio Cornella-El Prat w derbach Barcelony 0:3 w 35 kolejce Primera Division. Gole strzelili: Luis Suarez(2) oraz Ivan Rakitič. To zwycięstwo umocniło Blaugrane na drugiej pozycji w tabeli i na tejże pozycji Barça zakończyła sezon ligowy ze stratą 3 punktów do Realu Madrid.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Po prostu El Clasico!
30 kwietnia 1988 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madrid 2:0 po golach Francisco Carrasco(już w pierwszej minucie) oraz Linekera(70 minuta) w 35 kolejce Primera Division. Niestety Blaugrana uplasowała się w rozgrywkach ligowych dopiero na 6 pozycji w tabeli. Blaugrane prowadził wówczas Luis Aragoñes a w następnym sezonie Barçe poprowadził już sam Johan Cruijff.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
10
Zapomniane El Clasico:
30 kwietnia 1976 r. FC Barcelona pokonuje Real Madrid na Santiago Bernabeu 0:2 na dwie kolejki przed końcem rozgrywek Primera Division po golach Rexacha i Heredii. W końcowym rozrachunku to zwycięstwo pozwoliło zająć tylko drugie miejsce w tabeli za Realem Madrid.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
11
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
29 kwietnia 1903 r. w Moskwie urodził się Jerzy Bułanow. Pierwszym piłkarzem spoza Polski reprezentującym nasz kraj, który dodatkowo nie miał na początku z nią nic wspólnego, był człowiek urodzony w Imperium Rosyjskim. Jerzy Bułanow przebył długą drogę po to, żeby zostać kapitanem reprezentacji Polski. Zanim piłkarz urodzony w Moskwie trafił do Polski, grywał w lokalnych klubach. Niestety nie ma zbyt wielu informacji na temat jego przygody z nimi. Rodzina piłkarza wyemigrowała do Polski w obawie przed Bolszewikami. Sam zawodnik szybko dostosował się do warunków panujących w naszym kraju i na początku lat 20-tych XX wieku zadebiutował w Polskiej kadrze. Jego rodzina dostarczyła kilku dobrych piłkarzy, Jerzy miał trzech braci, którzy dobrze grali w piłkę i reprezentowali Polonię Warszawa. Gdy dostał się do kadry, nie miał nawet Polskiego obywatelstwa. Nikt jednak nie robił mu przez to problemów. Jerzy Bułanow swoją karierę w Polsce rozpoczął w nieistniejącej już Koronie Warszawa. Po dobrych meczach, które rozgrywał, dostał zaproszenie do Krakowa na mecz treningowo-kwalifikacyjny przed starciem z Rumunią. Na stadionie w Krakowie wypadł całkiem nieźle i znalazł się w drodze do Czerniowców. Musicie przyznać, że na pewno było to wielkie wydarzenie w życiu niespełna 19-letniego Rosjanina. Obawiano się, że na granicy może mieć problemy, ponieważ nie posiadał polskiego obywatelstwa. W rękę wciśnięto mu paszport Stefana Popieli, piłkarza Cracovii i tym o to sposobem przeszedł kontrolę. Świeżo upieczony reprezentant miał mieszane uczucia przy hymnie narodowym. Opowiadał, że czuł się dziwnie mały. Po raz pierwszy stał z orzełkiem na piersi, wysłuchując Mazurka Dąbrowskiego. Miał chwile, w których chciał wykrzyczeć „puśćcie mnie!” i uciec. Mecz zakończył się remisem a Bułanow całkiem dobrze sobie poradził. Na kolejne spotkanie w kadrze narodowej musiał czekać aż 6 lat! Sam Jerzy wspominał, że PZPN nie wiedział, że jest Rosjaninem i dlatego dostał powołanie. Ponoć przez to nieporozumienie nie był brany pod uwagę. Nie miało nawet znaczenia to, że był kluczowym piłkarzem Polonii Warszawa. Można powiedzieć, że stał się jej legendą. W drodze wyjaśnień należy zaznaczyć, że Jerzy Bułanow przez rodziców nazwany został Jurij. Dopiero po kilku latach w Polsce zmienił imię, żeby brzmieć bardziej swojsko. Mówił coraz lepiej w naszym ojczystym języku. Jego zainteresowaniem było dziennikarstwo. Lubił wcielać się w rolę reportera sportowego. Wydawał pismo, napisał również dwie książki. Zanim bohater tego tekstu ponownie zagrał w kadrze, wraz z Polonią sięgnął po wicemistrzostwo kraju. Po dobrych występach dostał propozycję z Wiednia, w którym miał grać na zasadzie profesjonalnego kontraktu. Wysłannicy z Austrii argumentowali, że w Polonii nic dobrego go nie czeka, a u nich będzie grał na odpowiednim poziomie i zarobi sporo pieniędzy. Jednak od zawsze twierdził, że sport kończy się tam, gdzie są pieniądze. Dzisiaj chyba już nikt na to nie zważa, jeśli tak jest, to rzadko. W obecnym futbolu bez pieniędzy nic nie można osiągnąć, ale fakt nie można porównywać czasów przed II wojną światową do dzisiejszego rozwoju, jedno jest pewne, piłka jest była i będzie.
Bułanow po powrocie okazał się ważnym ogniwem dla zespołu. Obrońca został kapitanem w drużynie prowadzonej przez Józefa Kałużę. W 1931 roku wyprowadził Polskę na stadionie w Brukseli już, jako najważniejszy zawodnik w zespole. Mimo przegranej Polacy zaimponowali 40-tysięcznej publiczności. W jego wspomnieniach możemy przeczytać, że przegrali z powodu słabej gry Kossoka czy Wypijewskiego, którzy grali całkowicie bez wyrazu. Po dwóch latach Polacy zagrali pierwszy mecz w historii z reprezentacją Niemiec. Broniąc się do ostatnich minut, Polacy ulegli w końcówce spotkania. Nim wybuchła wojna, w 1934 roku pożegnał się z reprezentacją. Przygotowywał się do meczu z Niemcami, który miał być jego 30-stym spotkaniem z orłem na piersi, lecz nagle został całkowicie usunięty z kadry. Bułanow skomentował to po latach poniższym zdaniem: ,,Zostałem wycofany z obiegu. Szmelc wyrzuca się do kosza. Czyż trzeba publicznie dać mi do zrozumienia, że już się zestarzałem, że tacy jak ja nie mają żadnej wartości dla reprezentacji? Zaprawdę nie wszystko było robione w myśl zasady fair play!”. W wieku 34 lat doznał ciężkiej kontuzji kolana, która zakończyła jego karierę. W sumie pewnie nie pograłby za długo, w czasie wojny mało kto uprawiał ten sport. W późniejszym okresie Rosjanie przepędzili go z Polski. Trafił do armii prowadzonej przez Władysława Andersa we Włoszech. Po zakończeniu wojny osiedlił się w Anglii a władzę PRL rozkazały wymazać Jerzego Bułanowa z wszelkich archiwów. Żeby w miarę godnie żyć, zajmował się różnymi rzeczami, od bycia trenerem po zajęcie się wcześniej wspomnianym dziennikarstwem. Przed tym wyemigrował do Buenos Aires, gdzie zmarł na zawał serca 17 marca 1980 roku.
@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
10
Klęska Guardioli w Bayernie:
29 kwietnia 2014 r. Bayern Monachium pod wodzą Guardioli przegrywa 0:4(!) u siebie z Realem Madrid w półfinale Ligi Mistrzów i odpada z rywalizacji. Guardiola, który po golu Benzemy na Santiago Bernabeu błędnie uznał że 0:1 to wynik wciąż do zaakceptowania i najważniejsze by już go nie pogorszyć, dał się ograć Ancelottiemu także w rewanżu. Katalończyk spodziewał się iż Real będzie bronił przewagi z Madrytu i wystawił zespół w formacji 4-2-4, w którym między napastnikami a obroną były olbrzymie wolne przestrzenie, tymczasem ,,Los Blancos” od pierwszych minut rzucili się do agresywnego pressingu i do 34 minuty strzelili 3 gole(!), w tym 2 po stałych fragmentach, wykorzystując zauważony przez włoskiego trenera fakt że Bayern miał problemy przy wrzutkach na dalszy slupek. Los Blancos zastosowali się w całej rozciągłości do sugestii Ancelottiego wyrażonej przed meczem w słowach: ,,Myślcie nie o sile rywala, tylko o tym jak sami jesteście świetni” a po meczu Modrić rzucił,, Oczami wyobraźni wszyscy widzieliśmy już ,,Decime”. Ronaldo zaś rzekł: ,,Nie mogę doczekać się finału. To w całości zasługa Ancelottiego. On odmienił wszystko”.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
14
Wybitne legendy polskiego futbolu:
29 kwietnia 1927 r. w Hajdukach Wielkich urodził się Gerard Cieślik, bohater pamiętnego, wygranego przez Polskę 2:1 meczu ze Związkiem Radzieckim. 20 października 1957 roku strzelił dwa gole legendarnemu Jaszynowi i sam stał się legendą. W Ruchu Chorzów rozegrał łącznie 249 spotkań i zdobył 177 goli, co do dziś jest klubowym rekordem. Pierwszą piłką Cieślika była szmacianka uszyta z pończoch ukradzionych mamie, starych skarpet i szmat. Niespełna 10-letni Gerard zrobił ją własnoręcznie. ,,Na moim podwórku był tylko jeden chłopak, który miał skórzaną piłkę. Był jednak mały problem. On grał od czasu do czasu a ja za futbolówką mogłem się uganiać od rana do wieczora– wspomina Cieślik. Jego szmacianka była nie tylko okrągła, tak jak normalna piłka ale i sprężysta, bo odbijała się od ziemi. – Idealnie nadawała się do ćwiczenia siły i techniki uderzenia. Dzięki temu doświadczeniu strzelałem gola za golem, grając już normalną piłką”– zauważa pan Gerard.
Oczywiście bardzo chciał zostać napastnikiem. Gdy podawał piłki zawodnikom Ruchu, to z rozmysłem trafiał w słupek lub poprzeczkę. ,,Żeby mieć jeszcze jedną szansę na kopnięcie bala (tak mówiło się na piłkę w śląskiej gwarze)”– wyjaśnia słynny gracz Ruchu. Uczył się też trafiać w jedno miejsce. Kiedy stanął do naboru, to za pierwszym razem uderzył w spojenie a potem bezbłędnie powtórzył swój trik! Egzaminujący chłopaków Teodor Peterek przecierał oczy ze zdziwienia. Tak zaczęła się kariera piłkarza, który dziś jest symbolem przywiązania do klubowych barw. ,,Ofert miałem bez liku. Legia cztery razy podchodziła. A Widzew Łódź kusił trzypokojowym mieszkaniem, w dodatku ładnie umeblowanym. Ja wtedy miałem jeden pokój z kuchnią”– mówił Cieślik. W chorzowskim zespole debiutował jako 18-latek. Był 12 września 1945 roku, Ruch grał ze Zgodą Bielszowice. Niebiescy dopiero zaczynali marsz do I ligi. Dotarli tam trzy lata później, przy wydatnej pomocy Cieślika, który strzelał jak na zawołanie. Czasami nawet i po 5 goli w meczu. Najtragiczniejszym rozdziałem w życiu byłego gracza Ruchu jest II wojna światowa. Antoni Cieślik, ojciec piłkarza, zginął w nalocie Luftwaffe pod Wolborzem. Uciekali z Chorzowa, bo tata walczył w powstaniach śląskich. Po jego śmierci rodzina wróciła do domu. ,,Drzwi były jednak zaplombowane. Dzieci powstańców nie miały prawa się kształcić. Cudem uniknęliśmy wywózki na roboty do Niemiec. W wieku siedemnastu lat zostałem jednak wcielony do Wehrmachtu”- wspominał Cieślik. Okres służby w hitlerowskiej armii wspomina w swojej książce „Urodzony na boisku". „Musiałem stawić się w Cottbus. Miałem więcej szczęścia niż rozumu, bo szef kompanii był nieprzychylny Hitlerowi. Przez pierwszych pięć dni pobytu nie zakładałem munduru. Przełożonemu powiedziałem, że Niemcy ojca mi zabili i dlatego nie założę tych ciuchów. Szef poklepał mnie po ramieniu i odszedł" – pisze o pierwszych dniach w niemieckiej armii.
Później trafił do radzieckiej niewoli. Pół roku siedział w obozie w Brandenburgu. Wywózki na Sybir uniknął dzięki Teodorowi Wieczorkowi. ,,Ruscy go szanowali, bo w czasie wojny pracował z rosyjskimi jeńcami w kopalni. Jak się dowiedział, że jestem na liście do wywózki, to nakrzyczał na kogo trzeba i zwolniono mnie do domu – wspomina Cieślik. W 1957 roku mógł się odegrać na Ruskich na boisku. – Tyle że wtedy nie myślałem o zemście za jakieś stare krzywdy – opowiada o największym momencie chwały w swojej karierze. – Początkowo nie miałem wystąpić w tym meczu. W ostatnim sparingu kadry z reprezentacją Śląska strzeliłem jednak dwie bramki i dostałem powołanie. Kiedy Ewald Cebula przyszedł do mnie do domu, by mi o tym powiedzieć, to akurat jadłem obiad. Z wrażenia łyżka zawisła mi nad talerzem z zupą – uśmiecha się na wspomnienie tamtej historii Cieślik. – Trener Tadeusz Foryś taktykę na spotkanie przedstawił przy śniadaniu. Przełykaliśmy kolejne kęsy i słuchaliśmy wskazówek. Miałem strzelać w dogodnej sytuacji i to robiłem. Pierwszą gola zdobyłem z podania Kempnego. Kopnąłem fałszem i piłka wpadła do siatki, odbijając się od słupka. Drugie trafienie to wymiana podań z Brychczym. „Kici" zacentrował a ja uderzyłem głową i przelobowałem Jaszyna” – mówi Cieślik. Wielki Brat padł na kolana a kibice zanieśli strzelca goli na rękach do szatni. W latach 50-tych był jedną z największych gwiazd polskiej piłki. To m.in. o nim jest słynna piosenka „Trzej przyjaciele z boiska" z muzyką Władysława Szpilmana i słowami Artura Międzyrzeckiego. Cieślik był w tej piosence „łącznikiem z miasta Chorzowa". Potrafił się postawić. Kiedy PRL-owska władza, w ramach akcji przywracania polskości na Górnym Śląsku, kazała mu zmienić imię na Czesław, to stwierdził, że prędzej przestanie grać. Dzisiaj jest za to wzorem do naśladowania dla młodych piłkarzy Ruchu i klubową legendą. ,,Jak tak mówią, to ja się nie gniewam. Kiedy grałem, chciałem być dla Ruchu tym, kim dla Wisły był Mieczysław Gracz – zdradza. – A Ruch to było i jest całe moje życie. Urodziłem się na boisku, bo pierwszy stadion Niebieskich był w Chorzowie-Batorym, obok mojego bloku. Do dziś pamiętam popisy Ernesta Wilimowskiego i pierwsze treningi w kolarkach, które zaprzyjaźniony szewc przerobił mi na korki. A pierwsze buty piłkarskie dostałem od Ryszarda Wyrobka. Były trzy numery za duże, więc napchałem bandaży. Ciągle staram się chodzić na mecze mojej ukochanej drużyny, ale jak są późno, to wolę je oglądać w telewizji. Zresztą w domu czuję się, jakbym był na Cichej. Otacza mnie całe mnóstwo pamiątek.”- wspominał Śp. Gerard Cieślik.
@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
@1LY0
8
@FCBparasiempre
29 kwietnia 1894 r. urodził się Stanisław Mielech, wybitna postać polskiego sportu. Był założycielem Legii Warszawa i pomysłodawcą jej nazwy. Wystąpił w pierwszym meczu reprezentacji Polski i strzelił pierwszego gola w finałach mistrzostw Polski. Był pierwszym prowadzącym na żywo relację radiową z meczu naszej kadry. Jako pierwszy prowadził też klasyfikację strzelców ekstraklasy. Doktor prawa, oficer Wojska Polskiego, dziennikarz, działacz i trener, ale przede wszystkim świetny piłkarz krakowskich klubów tuż po ich powstaniu. Stanisław Mielech to postać absolutnie wyjątkowa w historii polskiej piłki nożnej. Był świadkiem i uczestnikiem powstawania wszystkiego, co ważne– klubów, Polskiego Związku Piłki Nożnej, reprezentacji, ligi a także dziennikarstwa sportowego. ,,Wspomnienia moje zaczynam od roku 1907. W tym to roku zmarł dobry dr Jordan, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, dokonawszy dzieła swojego życia. Dał już bowiem młodzieży impuls do uprawiania ćwiczeń fizycznych i od r. 1891 istniał Park Sportowy jego imienia. Nie byłem świadkiem narodzin krakowskiej piłki nożnej, gdyż wtedy nie interesowałem się jeszcze piłką nożną. Nie widziałem pierwszego w Krakowie meczu piłki nożnej. Na Zielone Świątki 1906 roku przyjechała pod Wawel drużyna I LKPN „Czarni” i w obecności prof. Jordana, na XIII boisku Parku pokonała 2:0 drużynę przodowników Parku. Był to właściwie mecz reprezentacji szkół średnich Krakowa i Lwowa. Wtedy to Kraków po raz pierwszy zobaczył drużynę piłkarską ubraną w kostiumy i obuwie sportowe. Tak zaprezentowali się lwowianie; przodownicy Parku wystąpili w meczu w mundurkach szkolnych. XIII boisko Parku miało wymiary 60×35 m. Nie widziałem też drużyny Mazura uchodzącej za pierwszą w Krakowie. W roku 1906 literat Tadeusz Konczyński sprawił jej pierwsze kostiumy, słynne później biało-czerwone pasiaki.” W 1906 r., kiedy powstawały pierwsze krakowskie kluby, Stanisław Mielech miał 12 lat i jeszcze do końca nie wiedział, o co chodzi w piłce nożnej. Zresztą football był wówczas czymś egzotycznym, fanaberią garstki zapaleńców, tępioną przez kadrę nauczycielską porządnych szkół. Dopiero rok później zaczął pisać swoją fantastyczną piłkarską historię. Stanisław Feliks Mielech urodził się 29 kwietnia 1894 r w Stanach koło Niska. Miał niecałe trzy miesiące, kiedy 14 lipca 1894 r. rozegrano pierwszy oficjalny mecz na ziemiach polskich (historyczny gol Włodzimierza Chomickiego). Rodzice szybko przenieśli się jednak do Krakowa, gdzie spędził dzieciństwo i młodość. W symbolicznym roku 1906 jedynie przyglądał się trenującym na krakowskich błoniach „mistrzom” (tak nazywano drużyny seniorów). Miał już wtedy swojego idola – był nim Staszek Szeligowski „samorodny talent, pierwszy wielki piłkarz Polski”. Kilka razy zdarzyło się 12-letniemu Stasiowi kopać piłkę w przerwie „poważnych” meczów, jednak sam swoje prawdziwe granie zaczął poza Krakowem. W lecie 1907 r. Mielech zdał do II klasy gimnazjum i pojechał na letnią kolonię do Poręby Wielkiej w Gorcach. Było tam boisko piłkarskie i choć jeden „out” podchodził trochę w górę, a drugi opadał w dół, można było rozgrywać mecze. Co kilka dni rozgrywano wielkie mecze między klubami „Zorza” i „Poręba”. Takie bowiem dwa kluby stworzyli koloniści. (…) [miejscowi górale] pękali ze śmiechu, gdy któryś z zawodników odbił „banię” głową, uważając go za wybitną niezdarę. „Młodemu” kazali grać na boku i podawać piłkę starszym, aby mogli strzelać na bramkę. Dzięki temu opanował niemal do perfekcji dośrodkowania. Umiejętności zdobyte pod Turbaczem przydały się po powrocie do Krakowa. W nowym roku szkolnym powstała drużyna klasy II B piątego gimnazjum a Mielech został jej kapitanem. Marzył o grze w Cracovii, ale konkurencja była zbyt wielka. Mieli tam wówczas aż 12 juniorskich drużyn, więc Staszek z kolegami postanowił „zapukać” po drugiej stronie błoń. Zostali trzecią drużyną Wisły. Na debiut w pierwszej drużynie czekał rok. W 1910 r. 16-letni Mielech zagrał po raz pierwszy dla Wisły: ,,Pierwszym moim meczem w I drużynie Wisły było spotkanie z podgórskim Krakusem. Wygraliśmy 7:1 a ja strzeliłem jednego gola. Prawdę powiedziawszy chciałem tylko z trudnego kąta, z półobrotu oddać centrę, ale piłka poszła w bramkę. Podobno przerzuciłem ją nad bramkarzem. Sam tego momentu nie widziałem, bo popchnięty przez przeciwnika wyczyniałem na trawie koziołki. Po tym meczu prasa po raz pierwszy wymieniła moje nazwisko, przepowiadając mi wielką przyszłość. Sam tego sprawozdania nie czytałem, bo zamieścił je jako korespondencję z Krakowa lwowski „Nowy Wiek”. Ta bramka, której nie chciałem strzelić i sprawozdanie, którego nie czytałem, miały jednak wpływ na moją dalsza karierę.” W Wiśle zagrał zaledwie kilka spotkań, ale w księdze jubileuszowej z 1936 r. został wymieniony jako jeden z „najwybitniejszych graczy I drużyny” w latach 1910-1911.
W 1911 r. niejaki Romański (ps. Kusy), zawodnik pierwszej drużyny Wisły, obraził jednego z młodszych kolegów. Zapoczątkowało to konflikt między „starymi” a młodzieżą, w którym zarząd klubu wziął stronę „Kusego”. Mielech i spółka opuścili więc Wisłę i przenieśli się do Cracovii. Moje przejście do Cracovii w czasie, gdy miałem widoki na grę w I drużynie Wisły, bądź co bądź jednej z najlepszych drużyn w Polsce, było z punktu widzenia sportowego dobrowolną degradacją. Na tym transferze bardziej jednak straciła Wisła niż Mielech. W Cracovii pod okiem ekscentrycznego Czecha Františka Kożelucha i Węgra Imre Pozsonyi’ego stał się jednym z najlepszych polskich piłkarzy. Zadebiutował 6 czerwca 1912 r. Cracovia wygrała w Opawie 3:2, a sam Mielech nie wspomina dobrze tego występu : Grałem nieodpowiedzialnie, nie rozgrywałem piłek, starając się pozbywać ich jak najprędzej. Potem zagrał jeszcze 29 września we Lwowie z Pogonią, ale na szerokie wody wypłynął 5 października w Krakowie w starciu z Floridsdorfer Atletic Club z Wiednia. Na początku był stremowany, ale kiedy trzy raz z rzędu, wykorzystując „trick Poznańskiego”, ośmieszył wiedeńskiego obrońcę, złapał wiatr w żagle. Cracovia wygrała 2:0, a publiczność na dobre zapamiętała jego nazwisko. Sława przyniosła pewien problem – wciąż był uczniem gimnazjum, a ci mieli zakaz wstępowania do klubów sportowych. Wydrukowanie jego nazwiska w oficjalnym programie meczowym mogło przynieść spore kłopoty, zwłaszcza że miał „opinię ucznia, który gdy tylko może, broni się przed nadmiarem wiedzy”. W oficjalnym składzie pojawił się więc tajemniczy Wieruski – pod tym pseudonimem Mielech występował aż do wybuchu pierwszej wojny światowej. Były też dobre strony popularności. Pewnego razu odprowadzał wieczorem koleżankę. Nagle drogę zastąpiło mu kilku mało sympatycznych typów, którym nie podobało się podrywanie dziewczyn „na ich dzielni”. Robiło się bardzo nieciekawie, kiedy nagle jeden z osiłków krzyknął: Chłopcy, to pan Wieruski z Cracovii!. Porozmawiali więc sobie sympatycznie o futbolu i rozeszli po serdecznym uścisku dłoni. Dziewczyna była zapewne mocno zaskoczona (przypomina wam to scenę z „Poranku Kojota”?). Sława pomagała też na studiach (po maturze dostał się na prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim), zwłaszcza podczas zajęć u profesorów kibicujących Cracovii. Dostawał powołania do reprezentacji Krakowa (grał m.in. w bardzo prestiżowych przed powstaniem niepodległej Polski rozgrywkach o Puchar Żeleńskiego, w których rywalizowały Kraków i Lwów), został też reprezentantem Galicji. Wybuch pierwszej wojny światowej sprawił, że piłka nożna zeszła chwilowo na dalszy plan. W 1914 r. Stanisław Mielech, jak większość młodych mieszkańców Galicji, został powołany do wojska. W maju bądź czerwcu 1915 r. znalazł się w Piotrkowie, dokąd przybył ze szpitala wojskowego w Arad w Rumunii. Jechałem „na krótsze drogi” przez Budapeszt, Wiedeń, Kraków, z przerwami, przystankami, oglądaniem ciekawszych meczów, odwiedzaniem ciotek i znajomych i naturalnie z „fasowaniem” w każdym Verpflegungsstelle co się tylko dało. Wojna miała trwać długo i jak się później okazało, Austria miała ją przegrać, nie było się więc do czego śpieszyć. Właśnie na dworcu w Piotrkowie skończyła się ta sielanka niczym z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”. Mielecha zatrzymał żandarm i zaprowadził do Komendy Miasta. Tam przyglądał się żołnierzom aresztowanym za symulowanie chorób. Mocno już spocony Mielech spodziewał się, że jego też zamkną. Nagle pojawił się… Antoni Poznański.
– Co to wszystko znaczy? – zawołałem. – Za co jestem aresztowany?
– Nie jesteś aresztowany – śmieje się Poznański – tylko widzisz, my tu w Piotrkowie organizujemy drużynę piłki nożnej i z nadchodzących transportów wyławiamy piłkarzy. Sierżant cię poznał jako gracza Cracovii i … przyprowadził do mnie. Chyba się cieszysz?
– A niech was wszyscy diabli wezmą. Tak straszyć ludzi.
– Widocznie masz niezbyt czyste sumienie – zanoszą się obaj ze śmiechu – ale to nic, będziemy razem kopać piłkę. Montuje się mocna drużyna, jest już Wykręt z Cracovii, Kowalski z Wisły i inni. Zaraz się z nimi zobaczysz. Będziemy grać z drużyną Landwehry. W ten sposób zwerbowano mnie do drużyny, z której później powstała Legia. Stanisław Mielech miał udział w pionierskich grach Wisły i Cracovii, jednak w żadnym z tych klubów nie był od samego początku.
W przypadku warszawskiej Legii był nie tylko jednym z założycieli, ale nawet wymyślił jej nazwę. „Metoda Poznańskiego” po raz drugi przyniosła mu chwałę. W porozumieniu z żandarmerią z Komendy Garnizonu, spośród legionistów-ozdrowieńców wracających ze szpitala, Antoni Poznański wyławiał piłkarzy i wcielał ich do formującej się Kompanii Sztabowej. Powstała drużyna, ale nie było z kim grać – na razie musiały wystarczyć treningi. Dopiero w 1916 r. żołnierze Legionów powędrowali na Wołyń i Kompania Sztabowa znalazła się niedaleko Maniewicz. Front się ustabilizował, więc można było pomyśleć o graniu. Mielech i spółka wyrównali teren, przygotowując boisko do gry. Był problem ze sprzętem, siatki do bramek sporządzili z łupanych na pół prętów brzozowych, przybijając je gwoździami do poprzeczek i słupków… Najważniejsze, że piłka przez taką siatkę nie przelatywała. Legia na początku miała czarne barwy. Skąd taki pomysł? Otóż istniało już wtedy wiele drużyn pułkowych, które biel i czerwień wyeksploatowały na wszystkie możliwe sposoby, a jakoś przecież trzeba było się odróżniać. Legioniści postanowili więc pójść w ślady Czarnych Lwów. Był to pierwszy polski klub, oni natomiast chcieli być pierwszym polskim klubem wojskowym. Stanęło więc na bieli i czerni. W kwietniu 1916 r. w budynku „Sztabówki” odbyło się pod przewodnictwem chorążego Zygmunta Wasseraba zebranie założycielskie klubu. Długo zastanawiano się nad nazwą. Wreszcie na mój wniosek, poparty przez chorążego Wasseraba, zgodzono się na nazwę „Drużyna Sportowa Legia”. Nazwa przypominała Legiony, a poza tym tkwiły w niej reminiscencje lektury Cezara. Jego legie grając w „harpastum” zaznajomiły w Wielkiej Brytanii Anglików z tym sportem, który później przerodził się w piłkę nożną. W tym momencie pewna dygresja. Cytowany fragment pochodzi z książki „Sportowe sprawy i sprawki” (s. 194-195), która wyszła już po śmierci Mielecha (1963). Nawiązywanie do rzymskiego Harpastum i legii Cezara pojawiło się także w księdze jubileuszowej Legii, która też ukazała się po jego śmierci. Andrzej Gowarzewski twierdzi, że był to celowy zabieg, aby pomniejszyć legendę Legionów i Józefa Piłsudskiego, a te zdania do wspomnień Stanisława Mielecha dopisała cenzura. Wracając do roku 1916 – Legia rozegrała latem kilka meczów, na które przychodziło wielu kibiców, kuszonych zapowiedzią na afiszu, że „dziś będzie grał Poznański”. Raz zdarzyło się, że w czasie meczu nadleciał nieprzyjacielski lotnik. Sędzia mecz przerwał, publiczność przezornie skoczyła do lasu, ale lotnik po kilku okrążeniach boiska odleciał nie rzucając bomb. Sędzia odliczył stracony czas i zawody potoczyły się dalej. Ofensywa gen. Aleksieja Brusiłowa zakończyła sielankę na Wołyniu. Legioniści musieli się wycofać, a pierwsze boisko Legii zajęły rosyjskie tabory. Drużyna Legionowa znalazła się w Warszawie i tutaj grała dalej, m.in. przeciwko Cracovii z Józefem Kałużą w składzie. Jednak historycznym pierwszym meczem Legii w Warszawie było derbowe starcie z Polonią na stadionie Agrykoli. Działo się to 29 kwietnia 1917 r. – dokładnie w dniu 23. urodzin Stanisława Mielecha. Padł remis 1:1, a nasz bohater, jak na pioniera przystało, strzelił w tym meczu bramkę. Pierwszy historyczny gol dla Legii na warszawskiej ziemi padł w ostatniej minucie spotkania. O meczach Legii z Mielechem w składzie rozpisywała się prasa, jednak po tzw. kryzysie przysięgowym (lipiec 1917 r. – polscy żołnierze odmówili złożenia przysięgi na wierność cesarzowi w Wiedniu) trzeba było zapomnieć o piłce nożnej. I Brygadę Legionów internowano w obozie w Szczypiornie (gdzie pomysłowi żołnierze wymyślili piłkę ręczną na dużym trawiastym boisku, czyli… szczypiorniaka! Ale o tym więcej mógłby opowiedzieć Andrzej Strejlau), natomiast II Brygada razem z Kompanią Sztabową trafiła pod Przemyśl. Lwowska Pogoń próbowała zorganizować mecz z legionistami, ale veto postawiły władze austriackie. Stanisław Mielech wrócił do swojej Cracovii, gdzie – jak sam pisał – „osiągnął życiową formę” (choć zagrał jeszcze okazyjny mecz w drużynie legionowej w 1921 r. – nazwę Legia oficjalnie przywrócono w 1922 r.). Legia zamarła aż do 1920 r., kiedy to wznowiła działalność jako Wojskowy Klub Sportowy (choć specjalista od historii sportu w stolicy dr Robert Gawkowski powiedziałby zapewne, że powstał wtedy zupełnie nowy klub, niemający nic wspólnego z Legią z Wołynia). Rok 1921 przyniósł kolejne dwie rzeczy, w których Mielech okazał się pionierem. 21 sierpnia w 20. minucie meczu Cracovii z Pogonią stał się strzelcem pierwszego gola w finałach mistrzostw Polski (Cracovia wygrała 2:0).
Natomiast 18 grudnia doszło do historycznego, pierwszego meczu reprezentacji Polski. Przegraliśmy w Budapeszcie z Węgrami 0:1 ale liczył się przede wszystkim debiut drużyny z białym orłem na piersi na arenie międzynarodowej. Mielech wspominał to jako jedno z najważniejszych wydarzeń w swoim życiu. W biało-czerwonej koszulce zagrał potem jeszcze tylko raz, w meczu przeciwko Jugosławii i też był to pionierski występ – 1 października 1922 r. nasza reprezentacja zanotowała pierwsze zwycięstwo w historii (3:1). W 1923 r. przeniósł się do Warszawy i przez ostatnie cztery lata swojej kariery piłkarskiej występował w Legii. Spotkanie Red Star – Cracovia (5-2) rozegrane 1 stycznia 1923 r. było moim ostatnim meczem rozegranym w barwach Cracovii. W parę tygodni później przeniesiono mnie służbowo do Warszawy. Maczał w tym palce WKS Legia i to bez porozumienia ze mną. Ponieważ jednak cichym pragnieniem mojej żony, która była warszawianką i miała rodziców mieszkających w Warszawie, było zamieszkanie w stolicy, nie oponowałem przeciwko przeniesieniu i już na wiosnę występowałem w barwach WKS Legia. Udało mu się jeszcze zaliczyć występ w meczu ligowym Legii w sezonie 1927. Było to 10 kwietnia w derbach z Polonią Warszawa – do swojej bogatej kolekcji udziałów w pionierskich wydarzeniach „dorzucił” udział w pierwszym historycznym sezonie polskiej ligi piłkarskiej. Karierę piłkarską zakończył w wieku 33 lat. Był świetnym piłkarzem, uważanym za pioniera zwodów w pełnym biegu (wiele czerpał od Antoniego Poznańskiego). Miał także życie poza graniem w piłkę. W 1924 r. uzyskał doktorat z prawa na UJ, specjalizował się w zagadnieniach celnych. Był także oficerem Wojska Polskiego i dziennikarzem „Przeglądu Sportowego”, „Stadionu”, „Raz Dwa Trzy”, „Kuriera Porannego” i „Kuriera Sportowego”. W świecie mediów również był pionierem.3 grudnia 1933 r. Polska reprezentacja grała w Berlinie z Niemcami. Przegraliśmy ten mecz 0:1 (na zwycięstwo z Niemcami trzeba było jeszcze czekać… 81 lat), ale to akurat nie jest najistotniejsze. Po raz pierwszy Polskie Radio postanowiło przeprowadzić transmisję na żywo z meczu piłkarskiego, a przed mikrofonem zasiadł Stanisław Mielech. Miał za zadanie relacjonować wyjście drużyn na boisko, przywitanie i rozpoczęcie, a potem całą drugą połowę. Pamiętam, iż transmisję drugiej połowy spotkania rozpocząłem słowami: Na pewno niejedno polskie serce zacznie żywiej bić na wiadomość, że tu w Berlinie nasza drużyna toczy równorzędną walkę z reprezentacją Niemiec, budząc podziw dla swej gry, i że nasi nie dali sobie jeszcze strzelić bramki”. Wszyscy chwalili Mielecha za relację, także przewodniczący Związku Polskich Związków Sportowych płk Ulrych. Jednak na koniec wbił szpilkę – według niego Mielech nie powinien się cieszyć, kiedy utrzymywał się wynik bezbramkowy. Należało biadolić, że nie wygrywamy! Zaliczył też epizod trenerski – w 1933 r. prowadził tymczasowo Legię Warszawa przed przyjazdem Austriaka Gustawa Wiesera. Potem cały czas był aktywny jako dziennikarz sportowy, rozwijał też swoją karierę prawniczą. W 1939 r. dr Stanisław Mielech został mianowany polskim naczelnym inspektorem ceł w Wolnym Mieście Gdańsku. Właśnie nad morzem zastał go wybuch II wojny światowej. Przywieziono do Victoria Schule i działaczy polskich. Do naczelnego inspektora ceł dra MIELECHA (znanego w swoim czasie piłkarza) strzelano przy aresztowaniu, pobito jeszcze przed przywiezieniem do Victoria Schule, stawiano pod ścianą z rękami w górę przed plutonem egzekucyjnym itd. – to relacja Melchiora Wańkowicza we „Wrześniu żagwiącym”. Jako oficer Stanisław Mielech został internowany przez Niemców i prawie całą wojnę spędził w obozie na Węgrzech. Losy rzuciły mnie na Węgry. Wojnę przebyłem w obozach dla internowanych. Miałem tam okazję przypatrzeć się organizacji sportu wiejskiego. Każda wieś w pobliżu Budapesztu posiadała klub sportowy i boisko do gry, na którym odbywały się również różne kiermasze i obchody narodowe. W sezonie toczyły się na nich zawody o mistrzostwo powiatu.
Była też okazja do oglądania zawodowców: ,,W roku 1944 mieszkając w Budapeszcie co niedziela chodziłem na mecze zawodowców o mistrzostwo Węgier. Dziwne to były mistrzostwa. Radzieckie armie weszły już na teren Węgier i gdy zajęły jakąś prowincję, to drużynę pochodzącą z tej prowincji… skreślano z ligi i rozgrywki toczyły się dalej.” Wycofujący się Niemcy wywieźli Mielecha do oflagu w Luckenwalde na południe od Berlina. Tam doczekał się wyzwolenia. Przed powrotem do Polski obejrzał jeszcze kilka meczów, rozgrywanych między oficerami różnych armii. Piłka nożna była obecna zawsze i wszędzie. Po powrocie do kraju zaangażował się odbudowę polskiego piłkarstwa. Był autorem projektu rozgrywek o pierwsze powojenne MP w 1946 r. Działał także aktywnie w PZPN, a w latach 1946-1947 był nawet pierwszym zastępcą prezesa. Napisał historię Legii Warszawa do 1939 r. na potrzeby księgi jubileuszowej z okazji 50-lecia. Jest autorem trzech wspaniałych książek, pozycji obowiązkowych dla fanów wczesnego piłkarstwa polskiego: „Style, szkoły i systemy w piłce nożnej” (Warszawa 1955), „Gole, faule i ofsajdy” (Warszawa 1957) oraz „Sportowe sprawy i sprawki” (Warszawa 1963). Stanisław Feliks Mielech zmarł 17 listopada 1962 r. w Warszawie.
6
Wybitne legendy polskiego futbolu:
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@Gary No dobrze że "doprecyzowałeś" ale ja akurat nie napisałem że chodzi o Dejana...