9

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

19 grudnia 1949 r. w Chorzowie urodził się Jerzy Wyrobek, obrońca. Nie imponował warunkami fizycznymi ale potrafił znakomicie odnajdywać się na boisku i bezbłędnie kierować poczynaniami defensywy. Jego ojciec, Ryszard, był cenionym piłkarzem Ruchu. Jego bracia, Czesław i Eugeniusz, również byli piłkarzami a siostra Halina grała w piłkę ręczną. Jerzy futbol miał więc we krwi. Był wychowankiem Stadionu Chorzów, ale profesjonalną karierę zaczynał w Wałbrzychu, gdzie w latach 1967-69 występował w miejscowym Zagłębiu. Razem z klubem w 1968 r. wywalczył awans do ekstraklasy, a dobre występy na pierwszoligowych boiskach zwróciły uwagę Ruchu. Na początku sezonu 1969/70 Wyrobek wrócił do Chorzowa i kontynuował rodzinną tradycję. Od razu został rzucony na głęboką wodę i debiutował w spotkaniu z zabrzańskim Górnikiem. Strzelił nawet bramkę w tym meczu, tyle że samobójczą. Na szczęście pięć minut przed końcem uderzeniem z rzutu karnego wyrównał Bronisław Bula i starcie zakończyło się remisem. Początek mógł być więc lepszy, ale Wyrobek nie załamał się i swoją klasę potwierdzał w kolejnych pojedynkach. Z miejsca stał się podstawowym zawodnikiem zespołu. W lidze opuścił tylko jeden mecz. Mimo młodego wieku imponował opanowaniem i odpowiedzialnością. Kiedy w 1971 r. szkoleniowcem Ruchu został Michal Vičan, część zawodników pożegnała się z zespołem. Wyrobek był jednak nie do ruszenia. Był już wówczas laureatem Złotych Butów w plebiscycie Sportu, a Słowak szybko poznał się na jego talencie. Ciężkie treningi, jakie narzucił nowy trener, przyniosły skutek w 1974 r. Ruch został mistrzem Polski, a rok później obronił tytuł. Dodatkowo w 1974 r. zespół zdobył też Puchar Polski. Wyrobek po swój trzeci tytuł sięgnął w 1979 r., 29-letni wówczas obrońca wystąpił jednak tylko w pierwszym spotkaniu sezonu z Wisłą Kraków, w którym doznał kontuzji. Przymusowa przerwa trwała aż półtora roku, ale po powrocie znowu był liderem defensywy chorzowskiego zespołu. 26 września 1982 r. rozegrał swój ostatni mecz w barwach Niebieskich. Ruch przegrał wówczas z Szombierkami 0:2. Wyrobek w ciągu 13 sezonów spędzonych w Chorzowie wystąpił w 264 spotkaniach i pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców. W reprezentacji Wyrobek zadebiutował w wygranym 5:0 meczu z Danią 2 września 1970 r. Później dostawał szansę w kilku kolejnych meczach, ale po spotkaniu z Niemcami w Hamburgu (0:0) w 1971 r. na dłużej rozstał się z kadrą. Zabrakło dla niego miejsca na igrzyskach, ale dobre występy w reprezentacji Under-23 trenera Strejlaua pozwalały mieć nadzieję, że znajdzie się w kadrze na mistrzostwa świata. Do RFN jednak nie pojechał, a do kadry wrócił w listopadowym pojedynku z Czechosłowacją (2:2). Kiedy nasza reprezentacja leciała do Montrealu, dla Wyrobka znowu zabrakło miejsca. Z drużyną narodową pożegnał się 13 kwietnia 1977 r. w przegranym 1:2 meczu z Węgrami. Po odejściu z Ruchu grał w TuS Neuhaus, gdzie spędził pięć lat. Kiedy jednak Ruch spadł z ekstraklasy, zadanie powrotu na pierwszoligowe boiska powierzono właśnie Wyrobkowi. Misja zakończyła się pełnym sukcesem. Niebiescy z pierwszego miejsca awansowali do elity i już w pierwszym sezonie po powrocie sięgnęli po swój kolejny tytuł. Oczywiście pod wodzą Wyrobka. Kiedy Ruch znowu spadł z ligi w sezonie 1994/95, na pomoc po raz kolejny wezwano Wyrobka. Trener znów potrzebował ledwie roku, żeby wrócić do elity, a na dodatek zdobył w tym samym sezonie Puchar Polski. Oprócz Ruchu, jako szkoleniowiec pracował jeszcze w Bełchatowie, Wodzisławiu Śląskim, Lubinie, Szczecinie czy Sosnowcu. W Reprezentacji rozegrał 15 meczów, strzelając 1 gola.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

11

W końcu upragniony tytuł i jednocześnie sekstet!

19 grudnia 2009 r. FC Barcelona pokonała po dogrywce 2:1 Estudiantes de La Plata w finale Klubowych Mistrzostw Świata. Blaugrana do 2009 r. miała wszystkie możliwe tytuły za wyjątkiem tego jednego- klubowego MŚ. Zaledwie 3 lata wcześniej drużyna Rijkaarda niespodziewanie przegrała finał z Internacional Porto Alegre i na kolejną szanse czekała 3 lata. Przeciwnikiem był argentyński Estudiantes, na którego czele stał weteran Juan Sebastian Veron. W pierwszej połowie arbiter nie podyktował ewidentnego karnego po faulu na Xavim i jednocześnie uznał gola dla Estudiantes ze spalonego. Od tego momentu Barça prowadziła gre, momentami miała przygniatającą przewagę ale brakowało gola. Wreszcie Guardiola postawił wszystko na jedną karte i wystawił nominalnego obrońcę Pique jako… drugiego środkowego napastnika. To po jego podaniu Pedro doprowadził do wyrównania w 88 minucie i stał się w ten sposób pierwszym piłkarzem, który strzelał gole w 6 rozgrywkach w jednym roku. W dogrywce słabo grający do tego momentu Messi zdobył decydującego gola, kierując piłke do siatki klatką piersiową w 110 minucie. Estudiantes próbował jeszcze atakować, lecz Veronovi, rozgrywającemu wspaniały mecz, brakowało już sił. Zwycięstwo Dumy Katalonii oznaczało historyczny wyczyn- 6 tytułów w jednym roku, czego nie dokonał wcześniej żaden inny klub!

@Sysia11
@Symson
@Stinger_
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Lahey
@KrychaFCB
@Adran360

10

Grande El Clasico!

19 grudnia 1965 r. FC Barcelona pokonała Real Madryt na Santiago Bernabeu 3:1 w 14 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy zdobyli: Josep Fuste(2) oraz Jose Zaldua. Po tej kolejce Blaugrana zajmowała dopiero 7 pozycje w tabeli ze stratą 7 punktów do prowadzącego Atletico Madryt.



@Arkon
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Ku pamięci Evy Duarte:

19 grudnia 1948 r. FC Barcelona pokonała na ,,Mestalla” FC Seville 1:0 w Pucharze Evy Duarte. Po sukcesie ,,Copa de Oro Argentina”, organizację meczu pomiędzy mistrzem i zdobywcą Pucharu Hiszpanii przejął RFEF. Nagrodę ufundowała żona prezydenta Argentyny Juana Domingo Perona. W drugiej edycji pucharu Blaugrana wystąpiła po raz pierwszy jako zdobywca mistrzostwa Hiszpanii. Jedynego gola w meczu z Sevilla zdobył legendarny snajper Cesar Rodriguez, który z kolei w drugiej połowie zmarnował karnego. Barça wygrała jeszcze dwie ostatnie edycje tego trofeum ale w obu przypadkach bez gry, ponieważ zdobywała wcześniej podwójną korone. Całe rozgrywki pod ówczesną nazwą zawieszono z powodu śmierci patronki.

@Symson
@Sysia11
@Stinger_
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360

0

@Terroriser U mnie nie wyświetla się żadna reklama! A co to jest ten cały clicbait?

9

Feliz cumpleaños panie Bianquetti! Z okazji rocznicy urodzin.

19 grudnia 1951 r. w Cueta urodził się Miguel Bernardo Bianquetti, środkowy obrońca. Jego pierwszym poważnym klubem, w którym zaczął swoją przyszłą wielką przygodę z piłką był Cadiz CF. Ledwie 3 lata wystarczyły aby działacze FC Barcelony wypatrzyli obrońcę z Andaluzji. Do Barcelony trafił w tym samym czasie co Johan Cruyff. Na Camp Nou szybko zyskał sympatie i przydomek od kibiców ,,Tarzan”. Dzięki technice, szybkości i sercu do gry był pupilem katalońskiej publiczności. Już w swoim pierwszym sezonie dla Barçy zdobył wraz z kolegami mistrzostwo Hiszpanii a ponadto miał udział w rozgromieniu Realu w Madrycie 5:0! Migueli, jak go nazywano, był graczem o ogromnych możliwościach i wielkim sercu do gry. Jego odwage najlepiej można było dostrzec w finale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1979 r. w Bazylei, kiedy grał wówczas z wybitym obojczykiem. Świetnie wyszkolony technicznie, nie zastąpiony w kryciu i niepokonany w powietrzu, dzięki tym cechom Migueli był obrońcą największego kalibru. Trenerzy reprezentacji Hiszpanii również zauważyli u ,,Tarzana” cechy na światowej klasy obrońcę i 20.11.1974 r. Migueli zadebiutował w meczu przeciwko Szkocji, z którą Hiszpanie wygrali 2:1 a nasz bohater zagrał wtedy 75 minut u boku Quiniego czy też Rexacha a trenerem był Ladislao Kubala. Od tego czasu Migueli był przez 5 lat kadrowiczem i wystąpił na dwóch imprezach- Mundialu w Argentynie i mistrzostwach Europy we Włoszech. Podczas swojej 15-letniej kariery w Blaugranie strzelił 27 goli, co jak na środkowego obrońcę było sporym wyczynem, lecz Migueli był kimś wyjątkowym. Ponadto w swoim dorobku ma 2 mistrzostwa Hiszpanii, 4 Puchary Hiszpanii, 3 Puchary Zdobywców Pucharów, 2 Puchary Ligi oraz Superpuchar Europy. W rozpoczynającym się sezonie 1988/89. Kiedy funkcje trenera objął Johan Cruyff, Migeli doznał kontuzji kolana. Mając 37 lat zdecydował się na zakończenie kariery. Na jego pożegnalnym meczu na Camp Nou z Bułgarią zagrały takie gwiazdy futbolu jak choćby Cruyff czy Rexach.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

3

Doprawdy redakcja serwisu FC Barcelony musi się tym faktem pochwalić? Przecież o takiej wiadomości wiedzą wszyscy sportowi internauci a ten klub nie jest ,,nam" przyjazny...

0

@FcPortoFan1999 No nie bądź taki skromny. Z garniturkiem czy bez, to i tak dużą wiedze posiadasz i chwała ci za to!

12

Żywe legendy rodzimego futbolu:

18 grudnia 1966 r. urodził się Leszek Pisz, pomocnik. ,,Jak masz na nazwisko? – zapytała szatniarka nowego piłkarza Legii. Pisz Leszek – odpowiedział świeży nabytek. Ty mnie nie ucz, jak się pisze imie, tylko nazwisko powiedz!” Tak wedle anegdoty miały wyglądać pierwsze chwile Leszka Pisza w Legii. Na murawie z początku trudno mu było wyrobić sobie szacunek z racji mikrych warunków fizycznych. Ówczesny trener Wojskowych Jerzy Engel zapytany przez Jacka Kazimierskiego: Kto to w ogóle jest? Odparł: ,,A taki mój breloczek”. W pierwszej rundzie Pisz nie zagrał jednak ani razu i wrócił na krótko do rodzinnej Dębicy. Dopiero później udało mu się wyrobić status topowego piłkarza ligi i jednej z największych legend Legii Warszawa. Spryt, wielkie umiejętności techniczne, serce do walki oraz świetne rozegranie piłki zjednywały mu sympatyków na trybunach przy Łazienkowskiej z tygodnia na tydzień. W szatni zaś niewysoki, wręcz chuderlawy Pisz, okazał się charyzmatycznym przywódcą, który potrafił zapewnić sobie pierwszeństwo pomiędzy dużo roślejszymi kolegami z zespołu. Dlatego doczekał się w końcu opaski kapitańskiej i chyba nikt nie podawał w wątpliwość tego, czy na nią zasłużył. U starszych kibiców wzbudzał tęsknotę za latami gry w stołecznym zespole Deyny. Tak jak on, znakomicie dowodził grą drużyny, pełniąc role playmakera. Łączyły ich także umiejętności w wykonywaniu stałych fragmentów gry. Ponoć Pisz zawdzięczał je bardzo małemu rozmiarowi stopy. Według różnych źródeł jego buty miały numer 37 lub 38. Ponadto miał szczęście do ważnych goli. Między innymi po jego trafieniu Legia wygrała w finale Pucharu Polski w 1995 r. Najsłynniejszego gola Pisz zdobył jednak… głową. W rewanżu w eliminacjach Ligi Mistrzów przeciwko IFK Göteborg sprytnie złożył się do strzału tą częścią ciała i przechytrzył przeciwników. Dawało to remis premiujący awansem do upragnionej fazy grupowej Ligi Mistrzów. Na tym szczeblu rozgrywający Legii dwukrotnie pokonał golkipera Rosenborga Trondheim. Był to pierwszy w historii dublet polskiego piłkarza na tym poziomie! Tamtą edycje Legia zakończyła na ćwierćfinale. Pisz miał też w dorobku półfinał Pucharu Zdobywców Pucharów z 1991 r. W tej słynnej kampanii strzelił gola w I rundzie. Do wysokiego wyniku najmocniej dołożył się jednak asystami. Między innymi w ćwierćfinale przeciwko Sampdorii. Na krajowym podwórku dwukrotnie zdobył z Legią mistrzostwo Polski. Do tego dochodzą 2 wicemistrzostwa oraz jeden brązowy medal. Czterokrotnie wywalczył natomiast Puchar Polski, dwukrotnie dołożył do tej kolekcji tytuł finalisty tych rozgrywek. Ponadto na jego koncie znajdują się 2 Superpuchary Polski. Indywidualnie Leszek Pisz całkowicie zdominował lige w latach 1994-96. Jest do dziś jedynym zawodnikiem w historii, który 3 razy z rzędu wygrał klasyfikacje ,,Złotych Butów” katowickiego ,,Sporu”. W 1995 r. został wyróżniony nagrodą Piłkarza Roku ,,Piłki Nożnej”. Po tym obfitym w sukcesy okresie na kilka sezonów wyjechał do Grecji. Po powrocie zakończył karierę w Śląsku Wrocław. Amatorsko krótko jeszcze występował w Pogoni Staszów. Okres jego największego szczytu formy przypadał akurat na dołek reprezentacji Polski. Stąd w dorobku Pisza brak występów na wielkich turniejach. Z orzełkiem na piersi zagrał 14 razy i strzelił jednego gola. Mimo dominacji w lidze nie stawiali na niego ani Apostel, ani Stachurski, który znał go bardzo dobrze z czasów Legii. Po raz ostatni zagrał już pod wodzą Piechniczka po niemal trzyletniej przerwie. Było to jednak jednocześnie jego pożegnanie. Obecnie Pisz znów mieszka w rodzinnej Dębicy. Zajmuje się szkoleniem młodzieży. Kilka lat temu przeżył dramat osobisty po tym, jak zginął w wypadku samochodowym jego młodszy brat, także piłkarz – Mieczysław, z którym razem występował w Iglopolu Dębica, Legii oraz Motorze Lublin.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Lahey
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Adran360

0

@FcPortoFan1999 No to wcale się nie dziwie ze masz taką wiedze o Ekstraklasie...

0

@Walker Całkiem możliwe że miał na myśli właśnie Tsubase! ;)

0

@FcPortoFan1999 Mniewam że posiadasz i cały czas ogladasz Ekstraklase w Canal+?

1

@FcPortoFan1999 A to nie ładnie, bardzo nie ładnie...!

7

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

18 grudnia 1948 r. urodził się Adam Musiał. Człowiek legenda krakowskiej Wisły. Lewy obrońca, przeciwko któremu bali się grać zawodnicy innych drużyn. Był istnym boiskowym „harpaganem”, co w gwarze małopolskiej oznacza człowieka porywczego, pełnego energii, zawziętego i nieustępliwego. Te cechy charakteru zaprowadziły go na piłkarski szczyt, jakim było trzecie miejsce na świecie z drużyną narodową w 1974 roku. Wspaniała reprezentacyjna kariera Adama Musiała rozpoczęła się 20 października 1968 roku. W Szczecinie na starym stadionie Pogoni Polska zmierzyła się towarzysko z drużyną NRD (1:1). Obrońca Białej Gwiazdy debiutował w kadrze w towarzystwie wielu znamienitych postaci, jak np. Hubert Kostka, Stanisław Oślizło, Bernard Blaut czy Kazimierz Deyna. Miał wówczas 19 lat i 307 dni. Od tej pory rywalizował o miejsce w drużynie z innym znakomitym lewym obrońcą – Zygmuntem Anczokiem. W trakcie eliminacji mistrzostw świata 1974 stał się podstawowym graczem kadry. Niewiele brakowało, aby jego ostatnim meczem w reprezentacji było starcie z Włochami już na mundialu w RFN-ie. Piłkarze dostali wolne od trenera Kazimierza Górskiego. Obrońca wypił o jedno piwo za dużo, spóźnił się do hotelu i... wdał w niepotrzebną dyskusję z selekcjonerem. Za karę nie zagrał ze Szwecją. Po krótkiej absencji wrócił do łask szkoleniowca i ostatecznie świętował zdobycie medalu. Z gry w kadrze narodowej zrezygnował dwa miesiące po turnieju. Po poważnym wypadku samochodowym nie był już tak sprawny. Jak mówił w „Przeglądzie Sportowym” w 2018 roku: „doszedłem do wniosku, że nie ma sensu się wygłupiać”. Kończył tak, jak zaczynał – towarzyskim spotkaniem z NRD (porażka 1:3), które odbyło się na starym obiekcie warszawskiej Legii. W kadrze występowali wówczas tacy gracze, jak Jan Tomaszewski, Grzegorz Lato, Zygmunt Maszczyk czy najmłodszy w tym gronie Zdzisław Kapka. Po 10-letniej grze w barwach Wisły Kraków, dla której rozegrał 227 spotkań i zdobył jedną bramkę (jak sam podkreślał – tylko dlatego, że zeszła mu piłka), przeniósł się na 2 lata do Arki Gdynia, a następnie wyjechał do Anglii i Stanów Zjednoczonych. Karierę zakończył w 1987 roku. Jak wielu kolegów po fachu, spróbował swych sił jako trener. Rozpoczął – jakżeby inaczej – od pracy w ukochanej Wiśle, gdzie najpierw był asystentem, a później pierwszym szkoleniowcem. Trenował jeszcze zespoły Lechii Gdańsk, Stali Stalowa Wola i GKS-u Katowice. „Gieksa” była ostatnim klubem, jaki prowadził, a był to 1996 rok. Potem pracował jako kierownik stadionu Wisły Kraków. Mimo upływu lat, nadal był rozpoznawany przez kibiców. Jak mówił w wywiadzie dla „Gazety Krakowskiej” w 2016 roku: „To jest największa zapłata dla człowieka. Bo tego się nie kupi za żadne pieniądze. I to człowieka podnosi na duchu, że coś osiągnął, a ludzie go pamiętają, rozpoznają, chcą zamienić parę słów, zapraszają na różnego rodzaju spotkania”. Adam Musiał zmarł 18 listopada 2020 roku w wieku 71 lat.

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

8

@FCBparasiempre
Panie i Panowie, dzisiaj mija 103 lata od pierwszego w historii meczu reprezentacji Polski. Dwa lata po założeniu krajowego Związku Piłki Nożnej, a nieco ponad trzy po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, biało-czerwoni rozegrali pierwszy oficjalny mecz międzypaństwowy. Reprezentacja wraz z prezesem PZPN dr. Edwardem Cetnarowskim, sekretarzem związku Janem Weyssenhoffem, działaczem z Krakowa Wacławem Babulskim, korespondentem ,,Rzeczypospolitej” Kazimierzem Biernackim, redaktorem naczelnym ,,Tygodnika Sportowego” dr. Henrykiem Leserem, redaktorem ,,Przeglądu Sportowego” Edmundem Szycem oraz ze znanym tenisistą Edwardem Kleinadelem, wyjechała do Budapesztu pociągiem z Krakowa w piątek 16 grudnia 1921 r. o godzinie 10.40. Podróż do Budapesztu była pełna przygód. W Piotrowicach piłkarze musieli stawić czoła czeskim celnikom, którzy chcieli zarekwirować zapasy żywności. W nocy pociąg dotarł do Żyliny, gdzie ogłoszono 4-godzinną przerwę. Na kolacje zawodnicy zjedli to co uchronili przed celnikami: sznycle posmarowane musztardą, jabłka, popili herbatą, piwem i wodą sodową, po czym poszli na spacer po uśpionych ulicach miasta. W Trenczynie pociąg stanął, ponieważ z powodu niskiej temperatury zamarzły koła w jednym z wagonów. Nim usterke naprawiono, z Leopoldowa, gdzie zaplanowano przesiadkę, odjechał pociąg pośpieszny do Budapesztu. Na następny trzeba było czekać 5 godzin. Gracze spędzili je na twardych ławkach w poczekalni dworcowej. Ostatecznie dotarli do Budapesztu przed północą, z soboty na niedziele, po 36 godzinach podróży! Najdziwniejsze jest to, iż czekała tam na nich delegacja Węgierskiego Związku Piłki Nożnej. ,,Po niezwykle serdecznem powitaniu wsadzono nas do szeregu specjalnie zamówionych karet i zawieziono do wspaniałego hotelu Astoria przy ulicy Rakoczego. Umycie się i zjedzenie kolacji zabrało nam około 2 godzin czasu; dopiero o godz. 1 w nocy położyliśmy się spać”- relacjonował ,,Przegląd Sportowy” z 24 grudnia 1921 r. O żadnym treningu nie było mowy.

Nazajutrz o godz. 9.00 piłkarze zjedli śniadanie, o 12.00 obiad a godzine później wyjechali podstawionymi samochodami osobowymi na stadion Hungaria, należącym do MTK Budapeszt. Wszyscy padali ze zmęczenia, w dodatku legendarny Józef Kałuża miał gorączkę a Ludwik Gintel narzekał na bóle żołądka. Mecz rozpoczynał się o godz. 14.00. Sędziował Czech Ernst Graetz, na trybunach zasiadło 10 tys. widzów według ,,PS” i o dwa tys. mniej według źródeł węgierskich. Polacy grali w czerwonych koszulkach, białych spodenkach i czerwonych getrach. Dla Polski to był pierwszy mecz, natomiast dla Węgier, którzy rozpoczęli swoją historię w 1902 r.- już 80-ty! Lewy łącznik Imre Schlosser wystąpił po raz 65 i z tej okazji otrzymał od Polaków złoty sygnet. Gospodarze byli więc w znacznie lepszej sytuacji ale Polacy dzielnie stawiali opór i wprawdzie przegrali 0:1, tracąc gola w 18 minucie(strzelcem Szabo), lecz ,,zostawili po sobie dobre wrażenie”. Mogło być gorzej, ponieważ w 44 minucie po faulu Marczewskiego na Molnarze, sędzia podyktował rzut karny. Jego wykonawca Fogl II strzelał z całej siły i przeniósł piłke nad poprzeczką. ,,Przegląd Sportowy” pisał: ,,Wynik jest nadzwyczaj chlubny, ponieważ ponieśliśmy porażkę najmniejszą jaką zna ten sport, najmniejszą ze wszystkich państw, jakie w tym roku gościły w Budapeszcie”. Apelowano też do PZPN ażeby na przyszłość tak planował podróże, aby drużyna mogła mieć przed zawodami dzień odpoczynku. Można przyjąć że już wtedy zaczęto tworzyć podbudowę ideologiczną pod coś, co wkrótce stanie się znane jako ,,moralne zwycięstwo Polski”. Prasa węgierska też była dla Polaków dość łaskawa, choć podkreślała iż nasza postawa mogła wynikać między innymi z nieobecności czterech czołowych piłkarzy Węgier: Ortha, Brauna, Pataky’ego i Jeneia. ,,Sporthirlap” napisał: ,,Ani Węgrzy ani Polacy nie zainteresowali publiczności. Węgrzy dopiero w końcówce grali lepiej. Właściwie było to święto polskiego footballu. Choć przykrą dla nas jest słaba gra drużyny węgierskiej, to jednak cieszymy się że pierwszy występ sportu polskiego, szukającego przyjaznego zbliżenia się do nas, odbył się bez wielkiej porażki. I gdyby z dzisiejszych zawodów nie było innego rezultatu, jak ten, że zapewniliśmy sobie przyjaźń sportu polskiego, to już nie było by powodu tego żałować. Występ początkującego sportu należy uważać za stanowczo pomyślny. Z wyniku Polacy mogą być dumni. Drużyna nie gra wcale świetnie. Gra wskazuje że niedawno dostali się w dobre ręce i okazują się pojętnymi uczniami. Wybitnych jednostek nie widać wśród nich. Zasługą ich to zapał, ambicja, jaką się wszyscy przejeli i której zawdzięczają dzisiejszy piękny wynik”.

Pierwszy historyczny skład Polski: Jan Loth(bramkarz Polonii Warszawa), Ludwik Gintel(obrońca Cracovii), Artur Marczewski(obrońca Polonii Warszawa), Zdzisław Styczeń(pomocnik Cracovii), Stanisław Cikowski(pomocnikCracovii), Tadeusz Synowiec(pomocnik Cracovii), Stanisław Mielech(napastnik Cracovii), Wacław Kuchar(napastnik Pogoni Lwów), Jozef Kałuża(napastnik Cracovii), Marian Einbacher(napastnik Warty Poznań) oraz Leon Sperling(napastnik Cracovii). Natomiast rezerwowymi w tymże meczu byli Stefan Loth(pomocnik Polonii Warszawa) oraz Mieczysław Batsch(napastnik Pogoni Lwów). Trenerem Polski był wówczas… Węgier Imre Pozsonyi, wybitna postać przedwojennego futbolu.

19

Argentyno, co ty robisz!?

Szanowni państwo, pasjonaci futbolu, dokładnie 2 lata temu reprezentacja Argentyny sięgnęła po raz trzeci w historii po mistrzostwo świata. Posłuchajcie, jeśli chcecie opisywać świat za pomocą powtarzających się schematów i symboli, na pewno je znajdziecie. W przypadku Argentyńczyków na mundialu w Katarze nie chodziło tylko o Messiego ale także o epoke i ducha, który reprezentował. To właśnie w Katarze w 1995 roku, pierwszym zwycięstwem ekipy Jose Pekermana na mistrzostwach świata do lat 20-tu rozpoczynała się złota era. Z utożsamianego z nią pokolenia na ostatnim mundialu zostało tylko 3 piłkarzy: Messi, który wygrał młodzieżowe mistrzostwa w 2005 r. oraz Papu Gomez i Angel Di Maria, którzy triumfowali dwa lata później. Wpływ Pekermana, który był zwolennikiem podejścia holistycznego i wierzył że rozwijać trzeba nie tylko umiejętności piłkarskie podopiecznych ale także ich cechy charakteru, okazał się jednak znaczący. To właśnie ten trener powołał Messiego na jego pierwszy mundial w 2006 r. a Scaloni i jego dwaj asystenci: Pablo Aimar i Walter Samuel, wygrywali pod przewodnictwem Pekermana mistrzostwa świata do lat 20-tu w 1997 r. w Malezji. Mimo że Alvarez, Fernandez i Mac Allister odświeżyli grę Albicelestes, oni również potrzebowali inspiracji Messiego. Kapitan Argentyńczyków zaś z wiekiem rozwinął umiejętność wyszukiwania słabych punktów rywala w trakcie czegoś, co wydawało się po prostu swobodną przechadzką po murawie. W 2014 r., kiedy przemiana Leo w pragmatyka dopiero się rozpoczynała, van Gaal skutecznie zneutralizował Messiego w półfinale mundialu oddelegowując Nigela de Jonga do indywidualnej opieki nad nim. Teraz jednak, kiedy argentyński wirtuoz przypominał raczej ducha unoszącego się gdzieś nad boiskiem i materializującego się w chwili, gdy było to naprawdę potrzebne, zadanie było trudniejsze. Człowieka można upilnować ale jak można upilnować cień? Mówienie o tym jak kiepsko wyglądało średnie tempo Messiego w trakcie meczów mija się z celem. On jest piłkarzem ,,sui generis” funkcjonującym jedynie na zwolnionych obrotach. Oczywiście w Katarze oznaczało to że koledzy z drużyny musieli pracować w dwójnasób żeby zrównoważyć niemal całkowity brak zaangażowania Leo w pracę defensywną ale również rywale musieli się jakoś dostosować. Wydawało się że Messiego nie ma tam, gdzie powinien być aż do chwili gdy nagle się tam pojawiał i to z zabójczo skutecznym efektem.

Powiązane z katarskimi występami Messiego poczucie nietrwałości wszelkiej sławy i chwały wiązało się być może z atakiem serca i śmiercią 60-letniego Maradony w listopadzie 2020 r. Nie trzeba być jednak freudystą by dojść do wniosku że odejście tego ostatniego, zważywszy na wielką role, jaką odgrywał w trakcie mistrzostw świata, zdjęło z Messiego presję. Kiedy na mundialu w Rosji Argentyna przegrywała z Chorwacją 0:3, wyraźnie wyczerpany Maradona siedział na schodach gdzieś na tyłach loży prasowej. Tym razem w półfinale mistrzostw, to Argentyńczycy pokonali Chorwatów 3:0. Messi zdobył pierwszego gola z karnego i wypracował Alvarezovi trzeciego gola ze zwodniczą ospałością bawiąc się z obrońcą Gvardiolem w kotka i myszke. Rajd Alvareza, po którym padł drugi gol dla piłkarzy Scaloniego był tyleż efektowny co chaotyczny a futbolówka odbijała się od rywali w sposób przypominający nieco drugiego gola Mario Kempesa w finale z mundialu w Argentynie. Co się wydarzyło w finale z Francją(?), to już każdy szanujący się kibic futbolu powinien wiedzieć…

Jeśli ta złota era argentyńskiego futbolu faktycznie zaczęła się w Katarze 27 lat wcześniej, to również w Katarze doczekała się swojej wspaniałej apoteozy. Messi znalazł się na najwyższych stopniach panteonu obok Pelego, Maradony czy Garrinchy. Radość Argentyńczyków była szalona i powszechna. Powracającą do kraju drużynę witało na ulicach Buenos Aires około 4,5 miliona ludzi. Kolejne miliony oglądały wszystko w telewizji. Od Plaza de Mayo do Obelisco, siedmiopasmową Avenida 9 de Julio na południe i w strone mostu nad Riachuelo, wszędzie płynęła wielka ludzka rzeka błękitu i bieli.

@Adran360
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lahey
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@patataj
@Stinger_
@Symson
@Sysia11

1

@Czajka90 Bardzo dobrze że to przypominasz. Mnie akurat to umkneło, pomimo że nagrywałem ten mecz i gdzieś go mam na płycie dvd. Śp. Tomasz Wołek był wielkim pasjonatem i ekspertem futbolu latynoamerykańskiego, w szczególności argentyńskiego. Uwielbiałem go słuchać i czytać ale nic w tym dziwnego, gdyż ja też jestem pasjonatem argentyńskiego futbolu...

11

Cudowne wspomnienia, cudowna ekipa:

Kochani cules, 18 grudnia 2011 r. FC Barcelona pokonała FC Santos 4:0 w finale Klubowych Mistrzostw Świata, po 2 golach Messiego oraz Xaviego i Fabregasa. Blaugrana była pierwszą drużyną, która dwukrotnie wygrała te rozgrywki(nie licząc Pucharu Interkontynentalnego). W finale Barça po znakomitym meczu rozgromiła Santos 4:0. W ekipie brazylijskiej grał Neymar, lecz sam nie był w stanie przeciwstawić się supremacji Katalończyków. Messi dzięki dwóm finałowym golom wyrównał osiągnięcie Pedro z 2009 r., strzelając gola w 6 różnych rozgrywkach w jednym roku kalendarzowym.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Stinger_

8

Wybitne postacie Dumy Katalonii:

18 grudnia 1977 r. prezydent FC Barcelony zrezygnował ze stanowiska. Agusti Montal był ekonomistą i synem jednego z poprzednich prezydentów Barçy. Jego rodzina zajmowała się przemysłem włókienniczym. W 1969 r. został prezydentem klubu, pokonując Pedro Bareta stosunkiem głosów 126 do 112. W tamtych czasach prezydenta Barcelony wybierali oficjalni przedstawiciele a nie sami socios. W 1973 r. został wybrany na drugą kadencje wygrywając z Luisem Casacubertą 902 do 340. Jednym z powodów, dla których zwyciężył tak zdecydowanie było sprowadzenie do klubu Johana Cruijffa. W czasie sprawowania urzędu przez Montala otwarto hale Palau Blaugrana i Palau Blaugrana 2, zainstalowano elektroniczną tablice wyników i oświetlenie na Camp Nou. Montal walczył z reżimem Franco i przeforsował projekt nowego hymnu klubowego po katalońsku, używanego aż do dzisiaj. Poza tym w języku katalońskim zaczął ukazywać się oficjalny biuletyn klubu i informacje prezentowane przez megafony podczas meczu. Za jego kadencji poza Cruijffem sprowadzono również Johana Neeskensa, Hugo Sotila i przede wszystkim legendarnego Rinusa Michelsa, który wywalczył z klubem mistrzostwo kraju w 1974 r. po 14 latach bez tego trofeum. W 1977 r. zrezygnował z funkcji prezydenta na rzecz wiceprezydenta Raimona Carrasco, który sprawował ten urząd do kolejnych wyborów w 1978 r.


@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

1

@Luciano99 To jest bardzo poważne pomówienie, nie poparte absolutnie żadnymi dowodami!

1

@Kapitan hawk A co to niby ma znaczyć: Ile Messi zapłacił za zdobycie Mistrzostwa Świata?

10

Blaugrana w europejskich pucharach:

18 grudnia 1963 r. FC Barcelona przegrała w Lozannie dodatkowy mecz 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów z Hamburger SV 2:3 i odpadła z tychże rozgrywek. Gole zdobyli: Bähre i Seeler(2) dla Niemców oraz 2 gole znakomity Sandor Kocsis dla Blaugrany. Kocsis strzelił nawet gola na 2:1 dla Barçy w 66 minucie, jednak neutralny teren okazał się pechowy i do ćwierćfinału awansowali Niemcy.



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

12

,,Kolejorz” przełamuje złą passe:

17 grudnia 2008 r. Lech Poznań pokonuje na wyjeździe Feyenoord Rotterdam 0:1 w grupowych rozgrywkach Pucharu UEFA. Do sześciu razy sztuka. Przed Lechem w europejskich pucharach aż pięć polskich drużyn rywalizowało z Feyenoordem i żadna nie wyszła z tej potyczki zwycięsko. Co więcej, ani jednej ekipie znad Wisły nie udało się wygrać na słynnym De Kuip w Rotterdamie. Zespół prowadzony przez Franciszka Smudę zapisał się więc w historii naszego futbolu, a co więcej – dzięki temu zapewnił sobie miejsce w 1/16 finału Pucharu UEFA. Przed meczem wydawało się, że do osiągnięcia tego celu poznaniacy potrzebowali będą co najmniej dwubramkowej przewagi, ale korzystny wynik w La Coruñi (gdzie Deportivo pokonało AS Nancy 1:0) sprawił, że także Kolejorz znalazł się na premiowanym awansem miejscu w tabeli.

@Adran360
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

1

@FcPortoFan1999 Zgadza sie. Akurat wówczas nie ,,szalałem" tak za Widzewem ale to prawda, zarówno Lech jak i Legia były mocne...

16

Pamiętajmy o rodzimych legendach ekstraklasy:

17 grudnia 1966 r. urodził się napastnik Jerzy Podbrożny. Długo trwało oczekiwanie na kolejnego członka ,,Klubu 100” w Ekstraklasie po Andrzeju Szarmachu. Klątwe tę przełamali dopiero w odstępie kilku tygodni Marek Koniarek oraz Jerzy Podbrożny. Ten pierwszy zatrzymał się jednak niewiele dalej w swoim dorobku. Drugi zaś poszedł aż w okolice pierwszej ,,10” w klasyfikacji strzelców wszechczasów. Nikt w dekadzie jego gry nie strzelił tylu goli, co właśnie Podbrożny. Jest on jedynym zawodnikiem w Klubie 100, który strzelał gole aż dla 7 klubów. Ze wszystkich drużyn, w których zagrał, nie udało mu się pokonać bramkarzy tylko w barwach Wisły Płock oraz Świtu Nowy Dwór Mazowiecki ale popularny ,,Gumiś” trafił tam już pod sam koniec kariery. Następny na liście Marcin Robak ma w dorobku 6 klubów. Szczególnie jedna zmiana przynależności klubowej w przypadku Podbrożnego była pamiętna. Zawodnik ten wywalczył z Lechem Poznań mistrzostwo Polski w 1993 roku, po czym odszedł do Legii. Działo się to jednak w dość trudnym okresie dla polskiej piłki. Tamtą edycje rozgrywek formalnie na pierwszym miejscu skończyli bowiem ,,Wojskowi”. Władze PZPN dopatrzyły się jednak w ich postawie niesportowego zachowania i ukarały klub anulowaniem ostatniego meczu. W związku z tym na pierwszą pozycje wskoczył ,,Kolejorz”. Zarówno w tej odsłonie rozgrywek, jak i poprzedzającej, Podbrożny został królem strzelców rozgrywek. Był on pierwszym zawodnikiem od czasów Kazimierza Kmiecika z koroną w dwóch sezonach z rzędu. Co więcej Podbrożny z miejsca, w barwach Legii, zmienił się w głównego prześladowcę Lecha. W pięciu starciach z tym rywalem strzelił 5 goli. W tym zawiera się hattrick oraz gol na 1:1 zdobyty w 90 minucie.

Przy napiętych stosunkach między kibicami obu klubów, w Warszawie ,,Gumiś” wyrósł na bohatera pierwszej wody. W Poznaniu stał się zaś wrogiem publicznym numer jeden! W ,,Kolejorzu” w obu sezonach, gdy zostawał królem strzelców, wywalczył mistrzostwo Polski. W Legii także zdobył 2 tytuły. Dzięki temu został pierwszym piłkarzem(po piłkarzach Górnika Zabrze grających w latach osiemdziesiątych) z tytułem mistrzowskim w czterech sezonach z rzędu. Jego wynik wyrównał dopiero Kasper Hamalainen w latach 2015-2018. Podbrożny dołożył do tego też 2 Puchary Polski i Superpuchary Polski. Ponadto na jego koncie znajdują się wicemistrzostwa Polski(z Legią i Pogonią), brązowy medal(z Amiką Wronki) oraz finał Pucharu Polski również z Amiką. W pierwszych 6 sezonach, w których wystąpił w Ekstraklasie, strzelił łącznie 100 goli. W pięciu edycjach z rzędu jego dorobek nie spadł poniżej 14 goli. Potem wyjechał do Hiszpanii oraz USA. Za Oceanem w barwach Chicago Fire dołączył do swej kolekcji mistrzostwo oraz puchar tego kraju. Po powrocie już nie należał do czołowych strzelców ligi. Nadal jednak gwarantował kilka goli na sezon. Z upodobaniem za to zaczął zmieniać kluby. W ciągu 3,5 roku zaliczył aż 6 drużyn! W niektórych z nich grał tylko w jednej rundzie. W europejskich pucharach jego największym osiągnięciem jest ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Legią. To on strzelił zwycięskie gole w eliminacjach z IFK Göteborg oraz w meczu grupowym z Blackburn Rovers. W reprezentacji Polski natomiast miał okazje zagrać tylko 6 razy, nie strzelając żadnego gola. Po zakończeniu kariery wyczynowej występował jako grający trener w niższych ligach. Potem pracował jako szkoleniowiec oraz dyrektor sportowy, między innymi w Resovii. Ma za sobą także nieudany start w wyborach parlamentarnych.

@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Lahey
@FcPortoFan1999
@Adran360

9

@FCBparasiempre
17 grudnia 1944 roku urodził się znakomity węgierski napastnik Ferenc Bene. W wieku 14 lat zaczął grać w piłkę nożną w Marcali Medosz. Na sezon 1960-61 przeniósł się do Kaposvári Kinizsi, gdzie został również powołany do kadry narodowej juniorów. Następnie w 1961 roku, jako nastolatek, przeniósł się do Budapesztu, by grać z Újpesti Dózsa, gdzie mógł rozwijać swoją klasę. Odtąd przez 17 lat kontynuował grę w piłkę nożną z „fioletowymi białymi”. Węgry nadal miały kilku świetnych graczy w latach 60-tych. W Újpesti TE's (wtedy Újpesti Dózsa) Bene został uznany przez wielu kibiców za najlepszego. Bene był rasowym napastnikiem z dobrą techniką, który był również bardzo szybki. Ze swoim klubem został ośmiokrotnym mistrzem kraju i trzykrotnym zdobywcą pucharu. Bene został także pięciokrotnie królem strzelców węgierskiej pierwszej ligi. Podczas swojej kariery w Újpest rozegrał 418 ligowych występów i strzelił 303 gole, co plasuje go na trzecim miejscu wśród najlepszych strzelców wszechczasów klubu, po Szusza Ferencu (392) i Zsengellér Gyula (368). Był także członkiem drużyny Újpest, która dotarła do półfinału Pucharu Mistrzów Krajowych 1974 i finału Pucharu Miast Targowych 1969. Po pobycie w Újpest był nadal aktywny jako zawodnik Volán SC Budapest (Div.II), Domsodi Vizugu, Sepsi 78 Seinäioki Palloousera w Finlandii (gdzie rozegrał 39 meczów i strzelił 10 bramek), Soroksári VOSE i wreszcie Kecskemét SC, gdzie zakończył karierę jako zawodnik w 1985 roku. Kiedy 14 października 1962 roku zadebiutował w narodowej jedenastce przeciwko Jugosławii (przegrał u siebie 0:1), nikt nie mógł sobie wyobrazić, że zostanie jednym z kluczowych węgierskich graczy swoich czasów. Grając jako środkowy napastnik dla Újpesti, w reprezentacji stworzył słynny duet jako prawy skrzydłowy ze środkowym napastnikiem Albertem Flóriánem, kolejną legendą węgierskiego futbolu. Bene został wybrany na Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 1964 roku (złoty medal, 5 rozegranych meczów i król strzelców z 12 golami). Tam zrobił duże wrażenie i strzelił sześć goli przeciwko Maroku. Był także w kadrze na Mistrzostwa Świata 1966 w Anglii, z którą doszedł do ćwierćfinału (4 rozegrane mecze i 4 gole!). W 1964 roku zdobył również brązowy medal z węgierską jedenastką na Mistrzostwach Europy w Hiszpanii (5 meczów i 3 gole) i to w dużej mierze dzięki jego wysublimowanym umiejętnościom i zabójczej sile Węgry zajęły trzecie miejsce. Jego międzynarodowa kariera w reprezentacji Węgier trwała od 14.10.1962 do 12.09.1979 (ostatni mecz wygrał 2:1 z Czechosłowacją). Trzykrotnie był wybierany do kadry Europy. 1 maja 1972 roku „Europa” wygrała w Hamburgu z Hamburger SV 7:3, 3 października w Bazylei przegrała z USA 2:0, a 31 października 193 roku w Barcelonie zremisowała z USA 4:4.

Najbardziej pamiętnym momentem Bene na międzynarodowej scenie piłkarskiej był prawdopodobnie mecz na ,,Goodison Park” podczas Mistrzostw Świata w Anglii w 1966 roku, kiedy Ferenc w drugiej minucie meczu z Brazylią w pojedynkę doszedł do linii bramkowej, mijając kilku brazylijskich obrońców a następnie otworzył wynik piękną bramką zdobytą słabszą lewą nogą. W tym samym meczu wywalczył rzut karnym, który wykorzystał Mészöly Kálmán, dzięki czemu zwycięstwo 3:1 stało się faktem. Była to również pierwsza porażka Brazylii w meczu mistrzostw świata, po porażce z Węgrami w 1954 roku. W 1985 roku zakończył karierę jako zawodnik w wieku 41 lat. Następnie płynnie przeszedł do kariery trenera piłki nożnej, zajmując liczne stanowiska w klubie, z którym był synonimem, Újpest, w tym trenera i dyrektora generalnego. W 1988 roku był aktywny w sztabie kadry narodowej i rozpoczął pracę jako trener norweskiej Vagarkameratene, a następnie w latach 1995 i 1996 asystował trenerowi Dunai Antalowi jako asystent trenera w przygotowaniach do rozgrywek piłkarskich U-19. Igrzyska Olimpijskie w Atlancie w 1996 roku. Następnie poszerzył swoje horyzonty, trenując kobiecą drużynę László Kórház, a od lata 2004 roku nawet narodową drużynę Beach Football Team, pokazując swoje możliwości młodszemu pokoleniu. Jego starania w wielorakich działaniach przez te wszystkie lata nie pozostały niezauważone i 4 września 2005 roku został drugim po Szuszy Ferencu piłkarzem, który został honorowym obywatelem Újpest. Jednak w grudniu 2005 roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, uległ poważnemu upadkowi na tafli lodu i kilka dni później jego obrażenia wymagały hospitalizacji. Zdiagnozowano u niego ciężki krwotok wewnętrzny w jednej z nóg i po kilku operacjach trafił na ponad miesiąc na intensywną terapię w Árpád Kórház w Budapeszcie. Bene zmarł w szpitalu 27 lutego 2006 roku . Miał zaledwie 61 lat. Reprezentował legendarne węgierskie tradycje piłkarskie i był jednym z ostatnich węgierskich napastników światowej klasy. Jego były kolega z drużyny, Dunai Antal , powiedział o nim: „Był niesamowity, był zawodnikiem, który kochał trenować. Nie było rzadkością, że czasami godzinami ćwiczył określony rodzaj strzału. Naprawdę był wojownikiem, który nigdy się nie poddawał i chcieliśmy po prostu wygrać. To dodało nam energii”. Kolejna węgierska ikona, Kereki Zoltán wspomina z dumą Bene: „Był idolem mojego pokolenia, był niezwykle wysportowany” - powiedział.

Sukcesy klubowe :

* 8-krotny mistrz Węgier z Újpesti Dózsa (1969, 1970, 1971, 1972, 1973, 1974, 1975 i 1978)

* 3-krotny zdobywca Pucharu Węgier z Újpesti Dózsa (1969, 1971 i 1975)

* 5-krotny król strzelców w lidze węgierskiej (1963, 1969, 1972, 1973 i 1975 - 23, 27, 29, 23 i 20 bramek).

* Piłkarz Roku 1969.

Reprezentacyjne :

* 76 występów

* 36 goli

* Złoty medal Igrzyska Olimpijskie Tokio 1964

* Król strzelców Igrzysk Olimpijskich Tokio 1964 z 12 bramkami.

* Brązowy medal Mistrzostw Europy Hiszpania 1964.

9

7

@FCBparasiempre
W połowie maja 2018 r. brytyjskie, a za nimi światowe media sportowe poinformowały o śmierci Raya Wilsona. Urodzony 17 grudnia 1934 roku zawodnik uznawany był w latach 60-tych za jednego z najlepszych lewych obrońców na świecie. Swoją klasę potwierdził na Mistrzostwach Świata w 1966 roku, zdobywając z drużyną „Synów Albionu” tytuł najlepszej drużyny globu. Przyjrzyjmy się jego biografii. W rzeczywistości nazywał się Ramon Wilson. Imię otrzymał na cześć niezwykle popularnego w latach 20. i 30. meksykańskiego aktora Ramona Novarro. Gwiazda srebrnego ekranu znana była z takich filmów jak „Scaramouche” i „Ben Hur”. Trudno powiedzieć, w jakim stopniu ceniony był wśród mieszkańców Shirebrook w hrabstwie Derbyshire ale imię przypadło do gustu rodzicom przyszłego reprezentanta Anglii. Jego ojciec musiał przedwcześnie przerwać pracę górnika z powodu poważnego wypadku, a gdy Ray był jeszcze dzieckiem, Wilsonowie postanowili się rozwieść. Matka chłopca zmarła, gdy ten miał 16 lat. Mimo trudności i życia w biedzie Ray Wilson był szczęśliwy, gdy tylko mógł grać w piłkę. Przepełniony nieustanną chęcią zwycięstw Ray był gwiazdą meczów rozgrywanych w czasie przerw w szkole. Mimo tego nie był wybierany do oficjalnej szkolnej drużyny z powodu niskiego wzrostu. Sytuacja zmieniła się, gdy nauczyciel zachorował i chłopcy sami wybrali skład spomiędzy siebie. Raya ustawiono wówczas na lewym skrzydle. Doświadczenie zdobyte na tej pozycji pozwoliło mu w przyszłości udoskonalić swoją grę na lewej stronie obrony. Jako junior grał dla East Derbyshire Boys, Shirebrook Victoria i Langwith Junction. Treningi i mecze musiał godzić z pracą fizyczną na stacji kolejowej. Szybko został zauważony przez skauta Huddersfield Town (oczywiście podczas meczów, a nie w czasie pracy przy trakcji). Niestety, zanim trafił do pierwszej drużyny, przyszło powołanie do wojska. Dwuletnia służba w Egipcie nie przeszkodziła mu jednak w podpisaniu profesjonalnego kontraktu z „The Terriers”. W 1952 roku złożył podpis pod umową, ale na debiut przyszło mu czekać aż do jesieni 1955 roku i meczu z Manchesterem United. Trenerem, który zaczął zdecydowanie stawiać na Wilsona, był nie kto inny, tylko słynny Bill Shankly. To właśnie twórca późniejszych sukcesów Liverpoolu postanowił na stałe przesunąć Raya z lewego skrzydła na lewą obronę, licząc na jego siłę fizyczną (czyżby efekt pracy na kolei?). W tym czasie w Huddersfield zebrał się naprawdę niezły skład: Denis Law, Bill McGarry, Les Massie, John Coddington i Kevin McHale. Klubowi nie udało się niestety nawiązać do sukcesów z lat 20., gdy trzykrotnie zdobywał mistrzostwo Anglii. Z czasem odeszli i Shankly i Dennis Law i w końcu również Ray Wilson. Gdy w 1964 roku Wilson przenosił się do Evertonu, był już cenionym reprezentantem Anglli. Debiut w narodowych barwach zaliczył w 1960 roku w spotkaniu przeciwko Szkocji. Co ciekawe, jego klub grał wówczas w II lidze, więc powołanie do kadry było niezwykłym wyróżnieniem. W 1962 roku znalazł się w składzie na Mistrzostwa Świata w Chile w zastępstwie kontuzjowanego Micka McNeilla z Middlesbrough. Wystąpił tam we wszystkich meczach Anglików: z Węgrami, Argentyną i Bułgarią w grupie oraz w przegranym ćwierćfinale z Brazylią. Do dziś rekord występów w reprezentacji spośród zawodników Huddersfield należy do Wilsona. Jest on również ostatnim graczem „Terierów”, który wystąpił w angielskich barwach na Mundialu. Okoliczności jego przenosin na Goodison Park był dość burzliwe. Wilson, mając dość przeciętności „The Terriers”, chciał odejść z klubu. Pokłócił się z Eddie Bootem, następcą Shankly’ego na Leeds Road (ówczesny stadion Huddersfield) podczas negocjacji umowy. Sytuacje załagodziło 35 000 £, które Everton przelał na konto dotychczasowego klubu Wilsona. Dodatkowo w przeciwną stronę niż Ray powędrował młodzieżowy reprezentant Irlandii Mick Meagan.

Początki w klubie z Liverpoolu nie były łatwe. Wysokie wymagania na treningach stanowiły spore wyzwanie dla gracza, który zbliżał się do 30. urodzin. Pamiętajmy, że to zupełnie inne czasy i futboliści nie mieli takich możliwości regeneracyjnych, jakimi dysponują w XXI wieku. Obciążenia szybko dały o sobie znać i Wilson musiał pauzować aż 4 miesiące z powodu urazu biodra. Po kontuzji stał się jednak jednym z najlepszych zawodników klubu, który zakończył sezon na niezłym, 4. miejscu. Rok 1966 okazał się najlepszym karierze Ramona Wilsona. 14 maja w fascynującym finale Pucharu Anglii na Wembley jego Everton pokonał Sheffield Wednesday 3:2, choć przegrywał 0:2. Dziesięć tygodni później, na tym samym stadionie, Wilson miał doświadczyć triumfu, który dany był tylko jednemu pokoleniu angielskich piłkarzy. Reprezentacja „Ojczyzny futbolu” pokonała w finale Mistrzostw Świata RFN 4:2. Bohaterem tego pamiętnego meczu był oczywiście strzelec hat-tricka Geoffrey Hurst. O Wilsonie jednak też mówiło się sporo, ponieważ mając 32 lata, był najstarszym członkiem angielskiej drużyny. Na kultowym zdjęciu, na którym Booby Moore podnosi Złotą Nike, a sam niesiony jest przez trzech kolegów z zespołu, Ray Wilson znajduje się z prawej strony. Fotografia stała się inspiracją do powstania niemniej słynnego pomnika „The World Cup Sculpture”. Statua znajdująca się w pobliżu rozebranego stadionu West Ham United w Boleyn Ground (Upton Park) w londyńskiej dzielnicy Newham wyrzeźbiona została przez królewskiego rzeźbiarza Philipa Jacksona. Wilson jest jedyną postacią ukazaną na pomniku niezwiązaną z West Hamem. Postali dwaj piłkarze to Hurst i Martin Peters, legendy drużyny „Młotów”. Wielu obserwatorów spodziewało się, że po takim sukcesie Wilson zakończy reprezentacyjną karierą. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Obrońca Evertonu decyzję taką podjął dopiero dwa lata później po mistrzostwach Europy, w których Anglicy zajęli III miejsce. W ostatnim spotkaniu z jego udziałem „Synowie Albionu” pokonali ZSRR 2:0. Na pewno na jego decyzję wpływ miało pojawienie się w kadrze młodego obrońcy Leeds United Terry’ego Coopera. Wilson rozegrał w kadrze 63 spotkania, co przez długi czas było najlepszym wynikiem wśród obrońców. Rekord ten później został pobity przez Kenny’ego Sansoma. W późnych latach sześćdziesiątych kariera klubowa Raya również zaczynała zmierzać ku końcowi. Po tym, jak skręcił kolano w 1969 roku, stracił jeden ze swoich największych atutów – szybkość. Latem przeniósł się do Oldham Athletic. Na odchodne legendarny trener „The Toffees” Harry Catterick powiedział o nim, że to największy profesjonalista, jakiego kiedykolwiek znał. W Oldham z miejsca został kapitanem klubu, jednak znów kiepskie zdrowie dało o sobie znać. Kolejna kontuzja była chyba ostatecznym sygnałem, że pora kończyć grę na tak wysokich obrotach. W sezonie 1970/1971 Wilson przyjął ofertę grającego menadżera Bradford City, klubu grającego na trzecim poziomie rozgrywek, w którym wystąpił tylko w kilku meczach. Wilson szybko jednak uznał, że ławka trenerska to nie jest jego żywioł. Odnalazł się w dość specyficznym biznesie, jakim jest branża pogrzebowa, dołączając do firmy swojego teścia w Outlane, niedaleko Huddersfield. Po śmierci właściciela przejął przedsiębiorstwo, które funkcjonowało bardzo sprawnie, a sam Ray przeszedł na emeryturę w roku 1997 roku. Nie był pierwszym i nie ostatnim piłkarzem, który po zakończeniu kariery wybrał nietypowy zawód. W roku 2000 wraz z kolegami z mistrzowskiej drużyny Rogerem Huntem, Georgem Cohenem, Nobby Stilesem i Alanem Ballem otrzymali Order Imperium Brytyjskiego (MBE) za zasługi na rzecz futbolu. Przyznanie tego odznaczenia poprzedzone było głośną kampanią medialną, w której podkreślano, że akurat tych czterech mistrzów świata nigdy nie zostało należycie docenionych. Minęły zaledwie cztery lata od tej miłej uroczystości, gdy u Raya Wilsona zdiagnozowano chorobę Alzheimera. Co ciekawe, a przede wszystkim smutne, na tę samą przypadłość z czasem zapadli inni członkowie złotej ekipy z 1966 – wspomniani już tu, Nobby Stiles i Martin Peters. Większość lekarzy uważa, że przyczyną tej strasznej choroby u byłych piłkarzy może być zagrywanie piłek głową. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w latach 60. i 70. futbolówki nie należały do najlżejszych, szczególnie gdy nasiąknęły wodą. Wilson z chorobą zmagał się aż do końca życia. Mimo tego nie rezygnował z odwiedzania stadionu Huddersfield. Najczęściej towarzyszył mój jego syn, Russell.

„The Terriers” również pamiętali o swoim najsłynniejszym zawodniku. 30 lipca 2016 r., pięćdziesiąt lat po tym, jak Anglicy wznieśli Puchar Świata, Huddersfield Town wydał na jego cześć nowy zestaw trzecich strojów na sezon 2016–17. Komplet został wyprodukowany z metką „Legends Are Rarely Made”. Czerwoną koszulkę na cześć zwycięskich strojów mistrzów świata z 1966 roku zdobił biały podpis Wilsona tuż pod kołnierzem z tyłu i poniżej białego herbu z przodu. Dwaj synowie Raya i jego żona wydali oświadczenie przy okazji prezentacji nowych strojów: „Jesteśmy bardzo wdzięczni i zaszczyceni, że Huddersfield Town postanowiło uhonorować naszego ojca tym kompletem strojów. Rozmawialiśmy z nim o tym i jest absolutnie zachwycony. Ray często wspomina swoją karierę, a zwłaszcza przyjemny czas w Huddersfield. Chcielibyśmy podziękować klubowi za ten hołd i dodać, że wspaniale jest wiedzieć, że Ray jest tak dobrze pamiętany”. Warto dodać, że dla Huddersfield Ray zagrał 283 razy i strzelił 6 goli. Jeśli chodzi o występy w Evertonie, to uzbierał ich 116, ale tam też pamięć o nim jest żywa. To właśnie dzień meczu Huddersfield z Evertonem ogłoszono „Ray Wilson Day”. Już po śmierci Wilsona swojego kolegę z „The Toffees” wspominał Joe Royle, gwiazda klubu z przełomu lat 60. i 70.: „Grając z nim, wiedziałeś, że masz w składzie szybkiego byłego skrzydłowego, który z pewnością nie da się wyprzedzić. Ray doprowadził do powstania nowego gatunku bocznych obrońców. Przed Rayem wszyscy byli „wartownikami”, dużymi, wysokimi chłopami. Był wtedy najlepszy na swojej pozycji. I był świetnym facetem, zawsze z uśmiechem lub pomocnym słowem. Grałem z Rayem i to było jak słuchanie maestro. Znał się na swojej robocie”. Opinie tego typu nie były odosobnione. Ray Wilson w rzeczywistości był jednym z najlepszych lewych obrońców w historii. Być może niektórym to imię i nazwisko kojarzy się z byłym wokalistą zespołu Genesis, innym z brytyjskim żużlowcem z lat 70. ale dla fanów piłki nożnej Ray Wilson to na zawsze członek mistrzowskiej drużyny „Synów Albionu”.

7

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?