12

Feliz cumpleaños panie Evaristo! Z okazji 92 urodzin.


22 czerwca 1933 r. urodził się legendarny napastnik FC Barcelony Evaristo de Macedo. Brazylijczyk Evaristo grał w drużynie Dumy Katalonii w latach 1957-62 i wciąż, nawet 50 lat później, jest pamiętany jako jeden z najlepszych zawodników, którzy mieli okazję grać w bordowo-granatowych barwach. Zawodnik ten zdobył dwa mistrzostwa Hiszpanii, jeden Puchar Króla oraz dwukrotnie sięgał po Puchar Miast Targowych. Evaristo strzelając 178 goli w 226 meczach jest najskuteczniejszym Brazylijczykiem w historii klubu. Jest on także jednym z niewielu, którzy bezpośrednio po przygodzie w Barcelonie udali się do Madrytu, aby grać w szeregach odwiecznego rywala. Mimo to, de Macedo, niezmiennie jest bardzo mile i ciepło witany w stolicy Katalonii. Jego bilans jeszcze w barwach Blaugrany w spotkaniach przeciwko „ Los Blancos” to 5 goli w 7 meczach.


@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

1

@Adran360 Mam ten skrót i cały skrót ze specjalnej płyty FIFA poświęcony mundialom i to w lepszej jakości! Poza tym nienawidze tych pojebanych iksów ale za jutuba dzięki śliczne.

0

@Bernard777 O jakiej komitywie z Neymarem mówisz? Co masz na myśli?

8

@FCBparasiempre
Pele uzyskał status Boga na przełomie lat 50-tych i 60-tych. Miał około 20 lat ale był już mistrzem świata. Kiedy w roku 1962 Brazylia zdobywała tytuł po raz drugi, Pelego w meczu finałowym zabrakło. W drugim spotkaniu turnieju został kontuzjowany i już na boisko nie wrócił. Koledzy dali sobie rade bez niego. Zresztą zastępujący go Amarildo znakomicie wywiązał się ze swojej roli. Pele stosunkowo szybko powrócił do zdrowia ale niemal bez przerwy narażał się na ataki obrońców całego świata. Którzy nie mogli zatrzymać go zgodnie z przepisami, czyli większości. W dodatku klub Pelego- FC Santos bez umiaru wykorzystywał fakt że miał w swoich szeregach najlepszego piłkarza świata oraz kilku innych mistrzów jak Gilmara, Mauro, Zito, Coutinho czy Pepe. FC Santos jako pierwszy klub w dziejach futbolu, odbywał wielotygodniowe tournée po świecie, zmieniając przeciwników, strefy czasowe i klimatyczne. Rozgrywał mecze co kilka dni, biorąc za każdy nie mniej niż 100 tysięcy dolarów. Pele wspominał iż w roku 1959 w Santosie, reprezentacji Brazylii, reprezentacji stanu São Paulo, reprezentacji wojskowej i drużynie koszarowej rozegrał około 100 meczów. Dziewięciokrotnie w ciągu jednej doby zdarzyło mu się zagrać dwa razy. Podczas tournée po Europie Santos rozegrał 22 mecze w ciągu 6 tygodni. To było szaleństwo! Piłkarze poruszali się wyłącznie między hotelami, stadionami, dworcami kolejowymi i portami lotniczymi. Na odpoczynek brakowało czasu. Na przełomie lat 50-tych i 60-tych to był prawdopodobnie najlepszy zespół świata nazywany ,,Os Santasticos”. Bez Pelego te wojaże byłyby znacznie mniej atrakcyjne i intratne, więc eksploatowano go ponad miare. Nie tylko grał ale też musiał się spotykać z różnymi ważnymi postaciami czy też pozować do zdjęć. W styczniu 1969 przyjazd Pelego z Santosem do Afryki stał się powodem przerwania wojny w Biafrze. Po zakończeniu meczu działania wojenne wznowiono ale dopiero po odlocie samolotu z piłkarzami na pokładzie. Na półtora roku przed mundialem w 1970 r. reprezentacje Brazylii prowadził Aimore Moreira, który zdobył z nią Puchar Rimeta w 1962; był jednak głuchy na żądania polityków i stracił posade. Zastąpił go João Saldanha, znany bardziej jako dziennikarz sportowy niż trener. Znał się na piłce, nie był zazdrosny, wiedział że w kraju jest wielu młodych trenerów i chętnie się nimi otaczał. Wiosną 1970 r. do Europy wybrał się Saldanha aby obejrzeć kilka meczów międzypaństwowych i ligowych w Anglii a nawet treningi reprezentantów tego kraju. Popatrzył, poczytał, porozmawiał a po powrocie do domu natychmiast wyrzucił z kadry obydwu bramkarzy, czterech obrońców i paru innych zawodników. Uznał że w starciu z twardym europejskim sposobem gry nie dadzą sobie rady. Chciał szukać na ich miejsce innych ale nie zdążył. Wśród wyrzuconych znalazł się ulubieniec prezydenta kraju, napastnik Dario Maravilha. W związku z tym prezydent zadzwonił do szefa Brazylijskiej Konfederacji Sportu João Havelenge’a i na 3 miesiące przed rozpoczęciem mundialu Saldanha stracił prace. Usłyszał że pije, nie potrafi znaleźć wspólnego języka z zawodnikami, jest nieobliczalny bo podobno podczas jakiejś sprzeczki groził pistoletem trenerowi Flamengo. Havelange, który 5 lat później zostanie prezydentem FIFA, wiedział jak się załatwia takie sprawy. Jego decyzje o zwolnieniu Saldanhy poparli dziennikarze sportowi, czekający aż ich byłemu koledze po fachu powinie się noga. Zastąpił go Mario Zagalo, lewoskrzydłowy, 2-krotny mistrz świata. Unikał konfliktów, więc dla świętego spokoju ponownie powołał Maravilhe do kadry i nawet zabrał go na mundial. Mógł sobie na to pozwolić ponieważ zebrał kilkunastu innych wspaniałych zawodników, którzy w dobrej formie mogli pokonać każdego. Nad tą formą i przygotowaniami do turnieju pracował sztab fachowców z różnych dziedzin. Brazylijscy piłkarze byli w dobrych rękach; wzorcowo rozwiązano także problem aklimatyzacji na wysokości, z czym w różny sposób i nie zawsze skutecznie radzili sobie inni uczestnicy mundialu. Przy błogosławieństwie prezydenta nie liczono się z kosztami. Tylko na ostatnią faze przygotowań Brazylia wydała około 1,5 miliona dolarów! Zgrupowanie rozpoczęło się 12 lutego, na 3,5 miesiąca przed turniejem. Do końca marca piłkarze przechodzili w Rio de Janeiro badania medyczne, testy psychologiczne i trenowali. Brazylia nie miała wprawdzie żadnego swojego przedstawiciela we władzach FIFA ale lobbować potrafiła niezwykle skutecznie. Wywalczyła dokładnie to samo, co Anglia 4 lata wcześniej – jedno stałe miejsce rozgrywania meczów podczas turnieju. Dla Anglików to było Wembley, dla Brazylijczyków stadion Jalisco w Guadalajarze. Podróż z Rio do Guadalajary można było odbyć samolotem w ciągu kilku godzin ale fizjolodzy stwierdzili że wiąże się to z ryzykiem; mogłoby dojść do niepożądanych reakcji organizmu, związanych z różnicą ciśnienia, pracy serca itp. A to w przypadku czynnych sportowców byłoby niepożądane. Zgodnie z sugestiami lekarzy wybrano inny wariant. Najpierw samolot wylądował w Manaus nad Amazonką. Po dwóch dniach odpoczynku piłkarze przenieśli się do położonej wyżej Bogoty a po trzech kolejnych wylądowali w Guadalajarze, na wysokości 1680 metrów. Stąd przenieśli się do leżącego o 400 metrów wyżej Guanajuato, gdzie spędzili prawie 2 miesiące. Opuszczali to miejsce tylko żeby rozegrać mecze kontrolne. Czuli się tam jak u siebie w domu, więc każdy przeciwnik miał poczucie że rozgrywa mecz na wyjeździe, tym bardziej że po 15 minutach, kiedy przeciwnicy z trudem łapali oddech, Brazylijczycy dopiero się rozkręcali. Pierwszym przeciwnikiem na mundialu była Czechosłowacja, podobnie jak 8 lat wcześniej, w finale mistrzostw świata. Czesi pierwsi strzelili gola ale to były dla nich miłe złego początki. ,,Wielu komentatorów natychmiast zaczęło przypominać przedturniejowe prognozy, w których podkreślano że Brazylia potrafi tylko atakować i nie ma obrony ale ja wiedziałem że nasza drużyna jest wystarczająco dobra aby zmienić wynik. To nie byli Czesi z 1962 roku, a ja nie byłem wygasłą gwiazdą, jak twierdził ich trener”- wspominał Pele. Ostatecznie Canarinhos wygrali 4:1. Pele zdobył tylko jednego gola ale wsławił się strzałem z połowy boiska. Zobaczył że bramkarz Victor wyszedł daleko w pole karne i strzelił, lecz piłka przeleciała nad bramką. Już w drugim meczu Brazylia musiała się zmierzyć z broniącą tytułu Anglią. Ze względu na transmisje telewizyjne do Europy mecze rozgrywano często w samo południe i tak było tym razem. Temperatura przekraczała 35 stopni. Zagalo zakończył odprawę zdaniem: ,,Nie śpieszcie się, Anglicy nie są przyzwyczajeni do takich warunków i zmęczą się prędzej niż wy. Wcześnie czy później na pewno zdobędziecie gole”. Trener wiedział co mówi. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie a akcji, po której Canarinhos zdobyli gola, piłkarze całego świata uczyli się na pamięć. Zaczeło się po lewej stronie, w pobliżu narożnika pola karnego. Tostão przedryblował trzech Anglików, w tym Bobby’ego Moore’a, zakładając mu ,,siatke”; to wyjątkowy despekt dla obrońcy. Następnie Brazylijczyk odwrócił się nie tak, jak Anglicy się spodziewali, podał na środek pola karnego, gdzie czekał Pele. Rzuciło się do niego 3 Anglików, więc Pele podał lekko w prawą strone. Nadbiegający Jairzinho strzelił od razu, nie dając bramkarzowi żadnych szans. To wszystko działo się w 60 minucie meczu. Bramkarzem był Gordon Banks, mistrz świata, jeden z najlepszych specjalistów w swoim fachu. W pierwszej połowie popisał się paradą, która została uznana za najlepszą obrone bramkarza w XX wieku. Bogiem a prawdą to trudno stwierdzić, jednak klasa strzelca i ranga meczu na pewno wpłynęła na ocene. Pele strzelił głową z odległości około 9 metrów tak mocno, jakby piłke kopał. Piłka odbił się od ziemi, co zawsze utrudnia obrone. Mimo to Banks w jakimś niezwykłym skoku zdołał piłke odbić; było to bez wątpienia coś absolutnie wyjątkowego ale jednak Canarinhos wygrali 1:0. Z Rumunią Brazylia wygrała 3:2 ,,siłą rozpędu”, po najsłabszym meczu fazy grupowej. W ćwierćfinale pokonała 4:2 Peru, mającym bodaj najlepszą reprezentacje w swojej historii, z Cubillasem na czele. Półfinałowym przeciwnikiem był Urugwaj. Spotykał się na mundialu z Brazylią pierwszy raz od słynnego finału w roku 1950. Jak chcą legenda i lukrowane biografie Pelego, kiedy Ghigghia wbijał Brazylii gola decydującego o tytule mistrza świata, 9-letni Pele płakał w domu, słuchając transmisji radiowej z Maracany. Przysiągł że kiedyś zmaże te plame na honorze Brazylii i właśnie teraz nadarzyła się okazja. Atmosfera w Brazylii rzeczywiście przypominała mobilizacje przed militarnym starciem, zresztą podobno wojsko wzmocniło posterunki przy granicy z Urugwajem; być może miało to wszystko jakiś wpływ na postawę piłkarzy obydwu krajów. Tyle że tym razem Urugwajczycy byli słabsi. Wprawdzie pierwsi zdobyli gola ale później stracili trzy. Pozostawał już tylko finał na Estadio Azteca z Włochami, mistrzami catenaccio, Cztery lata wcześniej doznali kompromitującej porażki z Koreą Północną 0:1. Wracali z mistrzostw z Anglii po cichu a na lotnisku w Rzymie musieli robić uniki, żeby nie dostać rzucanymi przez kibiców zgniłymi pomidorami. Teraz rozgrywali turniej po mistrzowsku nie szafując siłami. Do drugiej rundy przeszli dzięki jednemu golowi zdobytemu w meczu ze Szwecją. Dwa następne(z Urugwajem i Izraelem) zremisowali 0:0. W ćwierćfinale rozbili Meksyk 4:1 a w półfinale stoczyli zażarty pojedynek z RFN, gdzie wygrali dopiero w dogrywce 4:3. To był bez wątpienia jeden z tych meczów, które wstrząsnęły światem. Finał(21 czerwca) nie był tak emocjonujący, ze względu na przewagę Canarinhos ale widzowie pozostawali w napięciu do przerwy, kiedy jeszcze Włosi trzymali się mocno i w drugiej połowie, kiedy Brazylijczycy przeprowadzali akcje, niczym wisienki na torcie. Na pięknego gola strzelonego głową przez Pelego Włosi odpowiedzieli golem Boninsegni, który wykorzystał nieporozumienie między obrońcami a bramkarzem Felixem. Do przerwy 1:1. W drugiej połowie grali już tylko Canarinhos a gole strzelali: Gerson, Jairzinho i kapitan Carlos Alberto Torres. Trzeci tytuł mistrza, nazywany wówczas Pucharem Rimeta, na własność zgarnęli Brazylijczycy. Trener Włochów Valcareggi przyjął błędną taktykę. Naiwnie myślał że jeśli przy każdym Brazylijczyku postawi jednego obrońcę a nawet dwóch, uniemożliwi im rozgrywanie akcji. Dziwne że mógł się tak pomylić. Lepsi technicznie i szybsi Canarinhos nie napotykali żadnych przeszkód. Włosi nie tylko nie dawali sobie rady z pilnowaniem indywidualnie Brazylijczyków ale kiedy próbowali sobie nawzajem pomagać , zostawiali wolne miejsca w innych częściach boiska. Wystarczyło jedno podanie na wolne pole żeby szybszy Brazylijczyk mógł się tam znaleźć i rozpocząć akcje. Włosi pilnowali głównie napastników i pomocników, więc kiedy przy czwartym golu skrzydłem zaatakował Carlos Alberto, zastanawiali się kto ma mu przeszkodzić i kiedy. W rezultacie nikt tego nie zrobił. Zresztą Włosi już wtedy nie bardzo wiedzieli gdzie są. Chwile wcześniej Clodoaldo przedryblował czterech z nich, akcja przeniosła się ze środka boiska na lewą strone a podanie Pelego przerzuciło ją na prawą. Mało kto mógłby temu zapobiec. A przecież we włoskiej ekipie grali tak wybitni piłkarze jak Facchetti, Burgnich, Mazzola, Boninsegna, Rivera czy Riva. To była klasowa drużyna ale między radosnym, pełnym polotu stylem gry Canarinhos a wyrachowaną obroną Włochów była zasadnicza różnica, którą najlepiej określił włoski reżyser, pisarz i poeta Pier Paolo Pasolini: ,,Są dwa rodzaje futbolu: europejski- kolektywny, zaprogramowany, podręcznikowy i południowoamerykański- spontaniczny oparty na inwencji artystów, erotyczny. Między nimi jest taka różnica jak między prozą a poezją”. Włosi mieli pecha trafiając na Brazylie, nazywaną ,,cudowną drużyną”, ,,jedenastką XX wieku”. Genialny 30-letni Pele był jak symbol, co należało mu się za lata niezwykłych dokonań na wszystkich stadionach na kuli ziemskiej. Pół roku wcześniej świat fetował tysięcznego gola, zdobytego przez niego w oficjalnym meczu. Strzelił go na Maracanie z rzutu karnego, w meczu z Vasco da Gama. Rzadko który mecz krajowej rangi, w dodatku na dalekim kontynencie, wzbudzał takie zainteresowanie w Europie. Wszyscy czekali na tego gola bo Pele był ,,własnością całego świata” i miał więcej kibiców niż jakikolwiek inny piłkarz. Bobby Charlton powiedział że Pan Bóg stworzył piłke nożną żeby Pele miał się gdzie wyżywać. Każdy piłkarz tamtej drużyny z 1970 w jakimś sensie wyżywał się. Mario Zagalo zdobył w Meksyku tytuł mistrza świata jako trener. Wcześniej dwukrotnie wywalczył Puchar Rimeta jako piłkarz. Nikt przed nim nie dokonał takiej sztuki. Po nim, tylko Franz Beckenbauer. Puchar Świata stał się własnością Brazylijczyków. W roku 1983 został skradziony z siedziby federacji w Rio de Janeiro i nigdy się nie odnalazł. Na koniec składy z historycznego finału:

Brazylia: Félix - Carlos Alberto , Brito , Piazza , Everaldo - Clodoaldo , Gérson - Jairzinho , Tostão , Pelé , Rivellino

Włochy: Albertosi - Burgnich , Cera , Bertini ( 75 Juliano ), Rosato , Facchetti - Domenghini , de Stisi , Mazzola - Boninsegna ( 84 Rivera ), Riva

1

@FCBparasiempre
Komuniści w Londynie:

Dziś ufundujemy sobie wycieczkę do powojennego Londynu. Historia sportu jest często historią rywalizacji między różnymi nacjami i ideologiami. W czasie gdy świat wciąż liczył ofiary II Wojny Światowej jednocześnie stojąc u progu zimnej wojny doszło do zmierzenia się Zachodu ze Związkiem Radzieckim. Do głównej konfrontacji doszło na boisku piłkarskim w północnym Londynie, gdzie zawodnicy Arsenalu, podejmując Dynamo Moskwa, byli uczestnikami jednego z najdziwniejszych meczów w historii piłki nożnej. Zanim przyjrzymy się konkretnym wydarzeniom, warto przybliżyć trochę tło w których opisywana historia miała miejsce. Jest listopad 1945 roku. Anglia zbankrutowała, Związek Radziecki, napędzany komunistyczną propagandą, zaczynał wykazywać mocarstwowe aspiracje. II Wojna Światowa ledwo się zakończyła, ale trzeba było żyć dalej i przywrócić jako taki porządek. Krajowe federacje wznawiały rozgrywki piłkarskie, pomimo że większość profesjonalnych piłkarzy (przy czym słowo “profesjonalnych” należy traktować bardzo luźno, nikt wtedy nie występował w reklamach Nike, ani nie ubezpieczał swojej prawej nogi) nie wróciła jeszcze z frontu. W takich okolicznościach angielska federacja piłkarska wpadła na pomysł nie z tego świata – postanowiła zaprosić zespół mistrzów Rosji, Dynamo Moskwa, na coś w rodzaju tournee po swoim kraju. Jakiekolwiek międzynarodowe rozgrywki klubowe były w tym okresie dopiero melodią przyszłości, UEFA miała powstać w 1954 roku, zaś Związek Radziecki nie był nawet członkiem FIFA (został nim rok później). Przyjazd jakiejkolwiek drużyny z zagranicy był już sam w sobie egzotyczny, nie mówiąc o przyjeździe, Boże przenajświętszy, komunistów z Moskwy!

Jeżeli zaproszenie drużyny z ZSRR było zaskakujące, to przyjęcie tego zaproszenia było równie niespodziewanie. Czy powodem była okazja do wypromowania komunizmu na Zachodzie, czy dobry nastrój towarzyszy z Kremlu spowodowany wysokim spożyciem wódki, tego się nie dowiemy, lecz ostatecznie Partia wydała zgodę na udanie się mistrza Rosji w zagraniczną podróż i stawienie czoła zepsutym angielskim kapitalistom. Działacze Dynama Moskwa wysłali do Londynu listę czternastu punktów, których spełnienie miało być warunkiem przyjazdu Rosjan. Niektóre były sensowne, inne śmieszne. Od możliwości robienia zmian w trakcie meczu i zapewnienia 600 biletów dla obywateli Związku Radzieckiego na Wyspach, do jedzenia wszystkich swoich posiłków w ambasadzie i rozgrywania meczów tylko w soboty. Punktem na którym najbardziej zależało działaczom Dynama było jednak rozegranie meczu z Arsenalem (specjalnie na ten mecz zabrali także własnego sędziego). Michaił Jakuszyn, ówczesny trener zespołu z Moskwy, powiedział wtedy: “przybyć do Londynu i nie zagrać z Arsenalem, to jak odwiedzić Kair i nie zobaczyć piramid.” FA zgodziła się na większość punktów i obie strony doszły do porozumienia. Ustalono terminarz: Dynamo miało zmierzyć się kolejno z Chelsea, Cardiff City, Arsenalem i Glasgow Rangers. Przybycie drużyny z Moskwy wzbudziło wielkie zainteresowanie wśród lokalnych fanów i zwykłych obywateli. Prasa brytyjska poświęciła sporo miejsca na przedstawienie przybyszów ze wschodu, ale, jak to ma w zwyczaju, odnosiła się do nich lekceważąco i protekcjonalnie. Ponieważ ich sezon już się skończył, a zima w Moskwie była za pasem, pierwszą fazą przygotowań zawodników Dynamo przed tournee było odśnieżenie boiska, by te przygotowania mogli w ogóle rozpocząć. Tak też ich postrzegano – jako półamatorów i pracowników fabryk. Większy lęk niż ich umiejętności piłkarskie budził fakt, że pięciu zawodników Dynama służyło w Armii Czerwonej. Nawet wygranie lokalnej ligi było brane z przymrużeniem oka.

Pierwszy mecz rozegrano na Stamford Bridge przy udziale przeszło 100 tysięcy ludzi spragnionych dobrego widowiska i pewnie w jakimś stopniu pokazania komunistom ich miejsca w szeregu. Już przed pierwszym gwizdkiem piłkarze Dynamo zrobili na wszystkich pozytywne wrażenie, kiedy ubrani w dresy przeprowadzili zorganizowaną rozgrzewkę, czego w Anglii dotąd nie praktykowano, a co miało znamiona profesjonalizmu. Po pierwszej połowie Chelsea wygrywało 2:0, mimo iż Dynamo prezentowało się zaskakująco dobrze. Jeden z piłkarzy The Blues stwierdził, iż Rosjanie powinni prowadzić czterema bramkami już po pierwszych 20 minutach, gdyby nie fatalne wykończenie i zepsute stuprocentowe sytuacje. Ostatecznie Dynamo wyrównało, a mecz zakończył się zaskakującym wynikiem 3-3. Zaskakującym tylko dla angielskich dziennikarzy, ponieważ drużyna z Moskwy prezentowała na boisku zespołowy, ładny dla oka futbol, zaś poszczególni zawodnicy imponowali kontrolą piłki i szybkością. W drugim meczu przybysze z Moskwy rozbili Cardiff City 10-1, co okrzyknięto szokiem, pomimo faktu, że Cardiff było trzecioligową drużyną złożoną z półamatorów. Faktem jednak było, że radziecka drużyna rozbiła drużynę angielską i (skazywana na pożarcie) pozostawała niepokonana. Punktem kulminacyjnym i tym, na co wszyscy czekali, miał być mecz Dynama z Arsenalem. Mecz który, jak się okazało, przeszedł do historii z wielu różnych powodów, które z futbolem miały mało wspólnego. Sam stadion, na którym rozegrano spotkanie, już brzmi zabawnie. Otóż gospodarze mieli podjąć gości z Moskwy na… White Hart Lane. W tym okresie Highbury wciąż było zajęte przez rząd brytyjski i użytkowane przez Ministerstwo Obrony, w związku z czym działacze Kanonierów poprosili o udostępnienie stadionu sąsiadów zza miedzy. Wielka miłość pomiędzy oboma klubami sprawiła, że władze Tottenhamu chętnie się zgodziły, choć istnieje teoria że angielska federacja po prostu rozkazała Kogutom oddać swój stadion i miała gdzieś jakiekolwiek głosy protestu. Do dziś jednym z punktów zapalnych między fanami Spurs i Arsenalu jest to, iż Kanonierzy “mieli czelność grać na White Hart Lane”.

Na mecz ówczesny trener Arsenalu George Allison, musiał dowołać sześciu graczy którzy wystąpili “gościnnie” w barwach Kanonierów, zastępując nieobecnych piłkarzy pozostających poza ojczyzną. Na meczu zjawiło się 54 tysięcy kibiców, zaś zgodnie z jednym z czternastu punktów, na który FA wyraziła zgodę, sędziowanie powierzono rosyjskiemu sędziemu którego Dynamo przywiozło ze sobą do Londynu. Pierwszą kontrowersyjną decyzją sędziowską był fakt, że te spotkanie w ogóle się odbyło. W momencie rozpoczęcia meczu nad Londynem unosiła się tak gęsta mgła, że pierwszego gola dla Dynamo, zdobytego w 30 sekundzie meczu, nie widzieli nie tylko kibice, ale również połowa zawodników biegających na boisku. W takich warunkach spotkanie szybko przemieniło się w komedię. Przy pierwszej zmianie dla gości zespół Dynama zastosował interesujący manewr taktyczny polegający na tym, że zmiennik… nigdy nie opuścił boiska. Arsenal nie pozostał dłużny i gdy jeden z Kanonierów dostał czerwoną kartkę za bójkę z zawodnikiem z Moskwy, po paru minutach po prostu wbiegł ponownie na boisko. Na temat tego meczu wyrosło wiele legend, dlatego dzisiaj nie sposób już stwierdzić, co tak naprawdę miało miejsce. Niektórzy twierdzą że Rosjanie w pewnym momencie mieli na boisku 15 zawodników. Mgła miała być tak gęsta, że przy jednej z akcji bramkarz Arsenalu uderzył się w słupek i stracił przytomność, a zastąpił go ochotnik z tłumu. Co się działo dokładnie, nie wiedział jednak nikt, bo też nikt niczego nie widział. Ostatecznie, Arsenal wygrywając do przerwy 3-2, uległ gościom 4-3 po bramce strzelonej ze spalonego i golu w końcówce. Brytyjskie „Mail” określiło to spotkanie jako farsę, która nie powinna się odbyć, chociaż równolegle stwierdzono, że był to „jeden z najbardziej ekscytujących meczów, których 54 tysiące kibiców nigdy nie widziało.” Na zakończenie tournee Dynamo zremisowało z Rangersami 2-2. Zaplanowano rozegranie jeszcze jednego pojedynku, z Aston Villą, lecz Rosjanie uznali że mają inne plany, po czym wrócili do Londynu i odlecieli do Moskwy. Wracając do kraju z podniesionymi głowami i bez porażki, uznano ich za bohaterów, a wielu nagrodzono honorami i odznaczeniami za zasługi na rzecz komunizmu oraz sportu. I tak zakończyła się pierwsza wizyta drużyny ze Związku Radzieckiego na zachodniej ziemi. W tej historii Kanonierzy odegrali jedną z głównych ról, rozgrywając jeden z najdziwniejszych meczów w swojej historii.

1

@Bernard777 poczytaj se wiesz gdzie.

10

Wybitne legendy futbolu:

21 czerwca 1955 r. urodził się Michel Francois Platini, francuski piłkarz, menedżer oraz były prezydent UEFA. Był członkiem reprezentacji Francji, która w 1984 roku zwyciężyła na Mistrzostwach Europy, po których został wybrany najlepszym piłkarzem oraz najskuteczniejszym zawodnikiem tego turnieju. Występował na Mistrzostwach Świata w 1978, 1982 i 1986 roku. Wraz z Alainem Giressem, Luisem Fernandezem oraz Jeanem Tiganą tworzyli tak zwany magiczny kwadrat- grupę piłkarzy grających jako pomocnicy, którzy tworzyli podporę francuskiego teamu w latach osiemdziesiątych XX wieku. Jest również uważany za jednego z najlepiej podających piłkarzy w historii piłki nożnej, oraz wybitnego wykonawcę stałych fragmentów gry. Był posiadaczem tytułu strzelca największej ilości goli w barwach narodowych (41) aż do 2007 roku, kiedy to Thierry Henry poprawił to osiągnięcie. Platini był również trenerem reprezentacji Francji przez 4 lata oraz współorganizatorem Mistrzostw Świata w swojej ojczyźnie w 1998 roku. Jego ojciec- Włoch o imieniu Aldo -był profesjonalnym piłkarzem oraz dyrektorem francuskiego zespołu AS Nancy, w którym młody Michel stawiał swoje pierwsze kroki. W listopadzie 1972 roku, po wcześniejszej grze w lidze regionalnej, został dołączony do rezerw zespołu AS Nancy, prowadzonego przez ojca. Bardzo szybko pokazał swoje umiejętności strzeleckie, zdobywając 3 gole w spotkaniu przeciwko Wittelsheim. Dalsze postępy zaowocowały przesunięciem go do pierwszego zespołu. Jego debiut nie był udany - w spotkaniu przeciwko Valenciennes, po wejściu z ławki rezerwowych, został kilkukrotnie trafiony przez przedmioty rzucane z trybun podczas zamieszek, które wybuchły w trakcie meczu. Kilka dni później, podczas kolejnego występu w zespole rezerw, nabawił się poważnej kontuzji kostki, która wykluczyła go z rozgrywek aż do maja 1973 roku. Sezon 1973/1974 skończył się dla drużyny Nancy spadkiem z najwyższej klasy rozgrywkowej we Francji. Duży wpływ na to niepowodzenie miała kolejna kontuzja Platiniego - w marcu 1974 roku, kiedy liga wkraczała w decydującą fazę, doznał on podwójnego złamania lewego ramienia w jednym ze spotkań. Jednak kolejny rok zaowocował powrotem do Ligue 1. Francuz stał się najważniejszym piłkarzem swojej drużyny, strzelając 17 bramek, w tym kilka z rzutów wolnych, które stały się jego specjalnością. Trenował stałe fragmenty przy pomocy swego przyjaciela, bramkarza Moutiera, oraz rzędu manekinów, które tworzyły swego rodzaju mur. Po udziale w Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu w 1976 roku, w których Francja doszła do ćwierćfinału, podpisał on z Nancy swój pierwszy profesjonalny kontrakt. Przed wylotem na Mistrzostwa Świata w Argentynie, Platini zdobył pierwsze cenne trofeum w karierze, wygrywając finał Pucharu Francji przeciwko Nice i strzelając jedyną bramkę w spotkaniu. Przed rozpoczęciem mundialu w 1978 r. wszyscy mieli w pamięci mecz eliminacyjny z Bułgarią, wygrany 3-1, w którym Michel zdobył jedną z bramek. Dzięki temu zwycięstwu Trójkolorowi zapewnili sobie awans na odbywającą się co cztery lata imprezę. W jednym z meczów towarzyskich przed mundialem zapisał się w pamięci kibiców, strzelając słynnemu włoskiemu bramkarzowi, Dino Zoffowi, dwie gole z rzutów wolnych. Same mistrzostwa były bardzo nieudane dla reprezentacji Francji. Po wygranej z Węgrami oraz porażkach z Argentyną i Włochami, Francuzi wyjechali z Argentyny już po pierwszej rundzie. Mimo że Michel Platini był jednym z najlepszych zawodników podczas tego nieudanego turnieju, to właśnie jego kibice uznali za winnego klęski Francuzów. Jego kontrakt z Nancy wygasł w czerwcu 1979 roku. Rywalizowało o niego kilka mocnych francuskich klubów i ostatecznie zdecydował się na przenosiny do Saint-Etienne. Trzyletni pobyt w nowym klubie był dla Platiniego mieszaniną sukcesów i porażek. Saint-Etienne miało zamiar podbić piłkarską Europę, lecz mimo kilku fantastycznych spotkań, piłkarzom tego klubu nie udało się nawiązać do sukcesu z 1976 roku, kiedy to drużyna ta wystąpiła w finale Pucharu Europy. W 1981 roku Saint-Etienne zdobyło mistrzostwo Francji, lecz w tym samym roku przegrało z Bastią w finale krajowego pucharu. Ostatnim meczem Michela Platiniego w barwach tego klubu przed przenosinami do włoskiego Juventusu Turyn, był kolejny, ponownie przegrany, finał tych rozgrywek przeciwko Paris Saint-Germain. Zanim Francuz zaczął występować w barwach Starej Damy, dotarł wraz z kolegami do półfinału Mistrzostw Świata w 1982 roku w Hiszpanii. Porażka po rzutach karnych z RFN pozbawiła ich marzeń o finale. W pierwszym sezonie gry dla Juventusu Platini był bliski szybkiego odejścia z tego klubu, gdyż nie potrafił się dostosować do włoskiego stylu gry. Po zmianie taktyki dokonanej przez trenera, Francuz zaczął jednak grać o wiele lepiej. Piłkarze "Starej Damy" dotarli aż do finału Pucharu Europy, gdzie przegrali z niemieckim Hamburgerem SV, oraz zdobyli Puchar Włoch. Kolejne sezony to pasmo sukcesów Platiniego w Juventusie - Mistrzostwo Włoch w 1984 i 1986 roku, Superpuchar Europy w 1984 roku, Puchar Europy w 1985 roku oraz Puchar Interkontynentalny w 1985 roku.

Trzy sezony z rzędu był królem strzelców Serie A a także trzykrotnie był wybierany najlepszym piłkarzem Europy w latach 1983-1985. W 1984 roku reprezentacja Francji zdobyła tytuł Mistrza Europy, a Platini z 9 golami w 5 spotkaniach, został królem strzelców tej imprezy. Puchar Europy zdobyty w 1985 roku powinien być ukoronowaniem kariery Francuza, lecz został on zdobyty w cieniu wielkiej katastrofy na stadionie Heysel, kiedy to podczas finałowego meczu przeciwko Liverpoolowi, w czasie trwania zamieszek na trybunach zginęło 39 osób, a ponad 600 zostało rannych. Mecz rozpoczął się z półtoragodzinnym opóźnieniem. Jedyną bramkę z rzutu karnego, podyktowanego za faul na Zbigniewie Bońku, strzelił Platini. Dzień po tym spotkaniu, Francuz był krytykowany za brak powściągliwości w świętowaniu zwycięstwa. Platini utrzymywał jednak, że nie był w pełni świadomy skali katastrofy, która wydarzyła się na stadionie. Na Mistrzostwach Świata w 1986 roku Francja zajęła 3 miejsce, a Platini zdobył ostatnie 2 bramki w swej reprezentacyjnej karierze. Rok później zawiesił swe piłkarskie korki na kołku, kończąc bogatą i fantastyczną karierę w wieku 32 lat. Ostatnie spotkanie w reprezentacji Francji to mecz z Islandią 29 kwietnia w 1987 roku. W sumie w 72 spotkaniach w trójkolorowych barwach zdobył 41 bramek, a w 432 oficjalnych występach klubowych, do bramki rywala trafiał aż 224 razy. 1 listopada 1988 roku Michel Platini został selekcjonerem reprezentacji Francji. Po wygraniu 19 spotkań z rzędu został wybrany trenerem roku. Jednak po odpadnięciu Francji z Euro 1992, został zwolniony z tej posady. W kolejnych latach był między innymi, razem z Fernandem Sastre, głową Komitetu Organizacyjnego Mistrzostw Świata w 1998 roku, które odbywały się we Francji, oraz członkiem Komitetu Wykonawczego FIFA.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

4

@fart No ja miałem to szczęście zakochać się w Barcuni, kiedy dołączył do niej Eto'o i Deco a rok czasu już grał Ronaldinho. Za czasów Gasparta i wcześniej, to w zasadzie nie obchodziła mnie Barca...

9

Początek wyjątkowej przygody w roli trenera:

21 czerwca 2007 r. Josep Guardiola został mianowany na trenera FC Barcelony B. Sytuacja rezerw Barçy była opłakana po spadku z Segunda Division B do czwartego poziomu rozgrywek. Utrudniało to rozwój młodym piłkarzom, którzy stawiali pierwsze kroki w dorosłej piłce po awansie z juniorów. Guardioli udało się zdobyć 83 punkty w 38 kolejkach, co dało pierwsze miejsce w grupie i udział w play-offach o awans do trzeciej ligi. Efektem dwóch wygranych spotkań była promocja a Guardiole, który objął pierwszy zespół FC Barcelony zastąpił Luis Enrique.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

8

Triumfy Blaugrany w Copa del Generalisimo:

21 czerwca 1942 r. FC Barcelona tryumfuje po raz ósmy w historii Pucharu Hiszpanii. W bardzo zaciętym finale rozgrywanym na Estadio de Chamartin, Barça pokonuje po dogrywce Athletic Bilbao 4:3. Gole dla Blaugrany zdobywają: Escola(20 i 59 minuta) oraz Mariano Martin(51 i 101 minuta).

21 czerwca 1953 r. FC Barcelona sięga po raz jedenasty(i trzeci z rzędu) w historii po Puchar Hiszpanii. W finałowym starciu rozgrywanym ponownie na Estadio de Chamartin, Blaugrana pokonuje Athletic Bilbao 2:1. Gole dla Barçy zdobyli: Kubala(46 minuta) oraz Manchon(57 minuta).

21 czerwca roku 1959, FC Barcelona zdobywa po raz 12-sty w historii Puchar Hiszpanii. W finale rozgrywanym na Santiago Bernabeu, Duma Katalonii pokonuje Granade CF 4:1. Gole strzelają: Eulogio Martinez(2 minuta), Sandor Kocsis(10 i 76 minuta) oraz Justo Tejada(67 minuta).

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

8

Championship of Catalonia:

21 czerwca 1905 r. FC Barcelona po raz pierwszy w historii sięgnęła po Mistrzostwo Katalonii. Rozgrywki te zainaugurowano w sezonie 1903/1904 jako następstwo Copa Macaya oraz Copa Barcelona a premierową edycje wygrał Espanyol. Rywalizacja trwała aż do sezonu 1939/1940 i została przerwana przez reżim generała Franco. Ogółem rozegrano 37 edycji, z których Blaugrana wygrała 21. W decydującym starciu 21 czerwca 1905 r. Duma Katalonii pokonała w derbach Espanyol 3:2 po dwóch golach Blaka i jednym Romy Fornsa.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

0

@FcPortoFan1999 To prawda. Wówczas nie było tylu rozgrywek i tak wielu drużyn w ligach, więc wcześniej kończyły się rozgrywki europejskie...

0

@FcPortoFan1999 Myśle że wystarczy nagłówek. W końcu nie wszyscy postradali języki tego świata...

8

To nie był czeski film, to było „výborně”:

20 czerwca 1976 r. Reprezentacja Czechosłowacji zdobyła tytuł mistrza Europy, po zwycięstwie w finale w rzutach karnych 5:3 nad RFN w Belgradzie. Mistrzostwa Europy w 1976 roku były ostatnim turniejem z tego cyklu, w którym startowały jedynie 4 drużyny w finałowej imprezie. Tytuł zdobyła po raz pierwszy w historii drużyna Czechosłowacji. Turniej rozegrano w Jugosławii. Był to pierwszy i ostatni raz, kiedy gospodarzem imprezy tej rangi został kraj z bloku komunistycznego. Ostatni raz w historii mistrzostw Europy zdarzyło się też, że triumfował zespół z komunistycznego państwa (wcześniej zdarzyło się to podczas pierwszego Euro w 1960 roku we Francji, gdy wygrała ekipa ZSRR). Kwalifikacje odbyły się według sprawdzonej reguły. 32 drużyny podzielone zostały na 8 równych grup, z czego zwycięzcy rywalizowali potem w ćwierćfinałowych dwumeczach. W ten sposób do turnieju głównego zakwalifikowali się gospodarze - Jugosławia, a także Czechosłowacja, Holandia (awans po raz pierwszy w historii, po wielkim boju w grupie z Polską, Włochami i Finlandią) i RFN. Euro 1976 odbywało się na dwóch stadionach - w Belgradzie i Zagrzebiu. W półfinale mieliśmy bardzo zacięte boje. Najpierw Czechosłowacja pokonała po dogrywce Holandię 3:1, a następnie Jugosławia również po dogrywce przegrała z RFN 2:4. W meczu o trzecie miejsce też nie padło rozstrzygnięcie w regulaminowym czasie gry i dopiero w dogrywce "Pomarańczowi" ograli Jugosławię 3:2. Finał był jeszcze bardziej wyrównany. Nawet dogrywka pomiędzy Czechosłowacją a RFN nie przyniosła rezultatu. Na tablicy wyników widniał wciąż wynik remisowy 2:2. Tym razem jednak - inaczej niż w poprzednich turniejach Euro - nie decydował kolejny mecz, czy rzut monetą. Po raz pierwszy w decydującym meczu o tytuł Starego Kontynentu rozegrano serię rzutów karnych. W czwartej serii pierwszy raz nie trafił zawodnik RFN- Uli Hoeness (później legendarny prezes Bayernu Monachium, który doprowadził ten klub do wielkich sukcesów ale w 2014 został skazany na karę więzienia za oszustwa podatkowe). Do piłki podszedł w piątej serii Antonin Panenka i swoim nietypowym, leciutkim strzałem technicznym w sam środek bramki przypieczętował mistrzostwo Europy dla Czechosłowacji, a sam wpisał się do historii futbolu. Od tej pory jego nazwisko przypomina się za każdym razem, gdy zawodnik wykonuje w ten nietypowy sposób "jedenastkę".

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

8

Ten pierwszy raz na Argentyńskiej ziemi:

20 czerwca 1867 r. 16 członków miejskiego środowiska biznesowego(sami Brytyjczycy z wyjątkiem Williama Boschettiego, który urodził się na wyspie Saint Lucia) spotkało się by rozegrać pierwszy mecz piłkarski, jaki kiedykolwiek odbył się na argentyńskiej ziemi. Zasady gry w piłke nożną spisane przez Football Association w grudniu 1863 roku, dotarły do Buenos Aires i zostały opublikowane w anglojęzycznej gazecie ,,Standard” w początkach roku 1867. Pismo służyło społeczności, która w 1880 r. liczyła 40 tys. członków największej brytyjskiej populacji zamieszkującej jakikolwiek kraj nie będący wówczas częścią Imperium. Wywierała ona zresztą tak znaczący wpływ że czasami można było odnieść wrażenie że Argentyna w istocie jest częścią Korony Brytyjskiej, jak głosił nagłówek ,,Timesa” w 1806 r. Brytyjczycy zarządzali miejscowym systemem bankowym, budowali koleje, zajmowali się eksportem skór, wełny i mięsa. Wielka Brytania z wyraźną przewagą była największym partnerem handlowym Argentyny. Brytyjczycy w Argentynie robili to, co robią wszędzie na świecie. Tworzyli miniaturowe wersje ojczyzny, zakładając własne szkoły, szpitale, kościoły i kluby sportowe. Te ostatnie z początku organizowały głównie mecze krykieta, tenisa i(zważywszy na dostępność znakomitych koni) polo ale niektórzy ich członkowie musieli też uprawiać jakiś rodzaj piłki nożnej w szkołach i na uniwersytetach. Już w 1840 roku brytyjscy marynarze grali w dokach w coś na kształt futbolu. Była to czynność, która jak się zdaje budziła konsternacje wśród mieszkańców miasta, o czym świadczy notatka w ,,La Razon”, z dozą niepewności opisująca tę rozrywkę jako ,,nieustające bieganie za piłką”. Żeby rozwinąć te grę i rozpocząć jej propagowanie, potrzebna była organizacja i zajął się nią Thomas Hogg. Jego ojciec właścicielem fabryki włókienniczej w Yorkshire a po przeprowadzce do Buenos Aires nie tylko kontynuował swoją działalność w tej branży ale także założył brytyjskie centrum handlowe, brytyjską bibliotekę, brytyjski koledż oraz w 1819 r. klub krykieta. Syn był równie aktywny. Zorganizował Dreadnought Swimming Club, klu pływacki, w którym pierwsze zawody odbyły się w 1863. Trzy lata później przerzucił się na suasha i z bratem Jamesem utworzył Buenos Aires Athletic Society. Mniej więcej w latach 60-tych XIX wieku zakładał również pierwszy klub golfowy w Ameryce Południowej. Słowem był pionierem niemal w każdej dziedzinie sportu, choć to jego praca na rzecz piłki ostatecznie zyskała największe znaczenie, nawet jeśli szybko porzucił tę dyscyplinę dla rugby. Szóstego maja 1867 roku Hogg zamieścił w ,,Standardzie” notatke pod tytułem ,,Foot Ball”. ,,Spotkanie organizacyjne odbędzie się w następny czwartek wieczorem o 7.30 w „Calle Temple” naprzeciw numeru 46 a jego celem będzie przyjęcie przepisów Meczów Piłki Nożnej, które rozgrywane będą zimą na Stadionie Krykieta. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych”.

Pierwszy mecz zaplanowano na 25 maja ale musiał zostać przełożony prawie o miesiąc w związku z zalanym boiskiem przy stacji kolejowej ,,Boca Junction” i w końcu, tamtego rześkiego czerwcowego popołudnia, po krótkim opóźnieniu wywołanym dyskusją o tym, czy przyzwoite jest noszenie szortów na oczach żeńskiej publiczności, drużyna ubrana w czerwone stroje(Los Colorados), której kapitanem był Hogg, stoczyła bój z drużyną ubraną na biało(Los Blancos), której przewodził przyjaciel Hogga, William Heald. Grano po ośmiu przez dwie 50-minutowe połowy. W centrum Buenos Aires, na miejscu wyjątkowo odległym od któregokolwiek z dzisiejszych stadionów, jakby współczesne kluby były zbyt taktowne i wolały trzymać się z dala od poświęconej ziemi, futbol w końcu objawił się w Argentynie. Heald nie wydawał się szczególnie zachwycony tym doświadczeniem. W swoim dzienniku zapisał że o 10-tej rano wsiadł z Hoggiem w pociąg do Palermo, potem wyznaczali flagami linie boiska a następnie ,,przenieśli się do Confiterii na chleb z serem i trochę portera” w oczekiwaniu na resztę graczy. Niewielka liczba tych ostatnich spowodowała że ,,grało się bardzo ciężko” i pod koniec Heald był ,,całkowicie wyczerpany”. Nie był to jedyny nieprzyjemny efekt. ,,Plecy bolały mnie bardzo i wydawało się że utraciłem cały apetyt, gdyż nie mogłem niczego tknąć na kolacje”. ,,Los Colorados” wygrali 4:0 i kiedy zorganizowano kolejny mecz, Healda w funkcji kapitana zastąpił H.J. Barge. Wyglądało na to że Heald nie przejawiał wielkiej ochoty by zagrać ponownie. Tym razem ,,Los Colorados” zwyciężyli 3:0. Futbol zaczął zapuszczać pierwsze nieśmiałe korzenie. Trzy lata później hiszpańskojęzyczna gazeta ,,El Nacional” wspominało o ,,tej angielskiej grze” i przepowiadała że ,,rychło się do niej przyzwyczaimy”. Futbol potrzebował więc trochę czasu by się przyjąć ale naprawdę tylko trochę. Z początku piłka nożna była tylko jedną z wielu dyscyplin uprawianych przez brytyjską społeczność ale do 1880 roku stała się już sportem najważniejszym, częściowo z powodu swojej prostoty a częściowo dlatego ze forsowały ją brytyjskie szkoły, które(śladem swoich odpowiedników w ojczyźnie) uważały futbol za sposób krzewienia zdrowych chrześcijańskich cnót dyscypliny, siły i wytrzymałości. Co więcej, sporty zespołowe postrzegano jako antidotum na solipsyzm, stanowiący prostą drogę do najbardziej wyniszczającego z występków, onanizmu, prawdziwej obsesji szkół wiktoriańskich…

W takich właśnie realiach XIX wieku narodził się futbol w Ameryce Południowej.

@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360

11

Nieoczywisty bohater finału Champions League w barwach Dumy Katalonii:

Brazylijczyk Juliano Belletti nie był jakimś wybitnym obrońcą a do Daniego Alvesa nawet nie miał startu. Jednak znalazłoby się kilku grajków, którzy pozazdrościliby kariery Bellettiemu. W końcu każdemu marzyło się zagrać choć jeden mecz w barwach wielkiego klubu a Juliano zrobił to ładnych kilkadziesiąt razy. Dodatkowo zostanie zapamiętany na wiele lat przez kibiców Blaugrany. W końcu to właśnie Brazylijczyk rozpoczął zwyciężanie katalońskiej drużyny w Lidze Mistrzów XXI wieku. Strzelając decydującego gola „last-minute”, zapewnił swojej drużynie drugi puchar w historii. Dziś obchodzi swoje 49 urodziny a więc: Feliz cumpleaños(!) panie Juliano. Kariera Juliano miała przebieg wręcz modelowy. Zaczął z dołu, powoli się wspinał na szczyt, aż w końcu musiał z niego zejść. Nie było tu przypadku. Sam Juliano nie był jakimś niesamowitym talentem, o którego biłyby się największe marki świata, ale dzięki wybieganiu, porządnej technice i waleczności swoje zdobył. Nie każdy na przestrzeni czterech lat podnosi najpierw najbardziej prestiżowe trofeum w piłce reprezentacyjnej a następnie w piłce klubowej. Faktycznie, jego rolę na mundialu można uznać za mocno epizodyczną, ale jak dostał zadanie w półfinale, to je wypełnił. Razem z kolegami uniemożliwił Turkom zdobycie wyrównującej bramki.

Juliano zdecydowanie bardziej się przydał cztery lata później, przy okazji finału LM pomiędzy FC Barceloną a Arsenalem. Jak sam wspominał po latach, „Dumie Katalonii” szło tamtego 17 maja jak po grudzie – nic, a nic im się nie udawało. W efekcie po pierwszej połowie przegrywali z Anglikami (którzy po czerwieni Jensa Lehmanna grali o jednego zawodnika mniej) 0:1. Trzeba było gonić, a wiadomo, że mając dwóch defensywnych pomocników w drugiej linii, nie będzie to łatwe. Murawę opuścił więc Edmilson, a na niej pojawił się młodziutki Andres Iniesta. Wychowanek La Masii rozruszał akcje Hiszpanów, ale wciąż jeszcze czegoś brakowało. Na dwa kwadranse przed końcem holenderski szkoleniowiec wpuścił na boisko Henrika Larssona i ta zmiana – zresztą jak wszystkie trzy – okazała się strzałem w dziesiątkę. Rijkaard zagrał va banque zdejmując drugiego defensywnego pomocnika, czyli Van Bommela, ale Barca potrzebowała takiego wstrząsu. Gdy nadal nie szło, trener katalońskiego zespołu zmienił Oleguera i wprowadził Juliano Bellettiego. Nie był to taki oczywisty ruch. Na ławce Blaugrany siedział jeszcze chociażby Xavi czy Maxi Lopez. Wspomniany Szwed kilkanaście minut po wejściu wyłożył piłkę Samuelowi Eto’o, a Kameruńczyk wyrównał. Zostało kilka chwil do ostatniego gwizdka głównego arbitra, jednak Barcelonie nie w smak było przeciąganie rozstrzygnięcia do dogrywki. 9 minut do końca, Hiszpanie przeprowadzają akcję. Znów Larsson w pole karne, w które wbiegł Belletti, Brazylijczyk uderza i… 2:1! ,,Nie mogłem w to uwierzyć. Po strzale chciałem zrobić jakąś cieszynkę, ale zwyczajnie nie byłem w stanie. Upadłem na kolana, zasłoniłem się rękoma i modliłem się, by nie był to tylko dobry sen”- tak mówił o tamtej chwili Belletti. Nie pomylimy się pewnie, że najpiękniejszej w całej piłkarskiej karierze.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

10

Cóż za historia(!), a może to cud!

20 czerwca 1993 r. dokonał się kolejny ,,cud na Teneryfie”. Przez wiele kolejek FC Barcelona walczyła o pozycje lidera z Deportivo La Coruña i z Realem Madryt. Ostatecznie drużyna z La Coruñi odpadła z rywalizacji i przed ostatnią kolejką powtórzyła się sytuacja z 1992 roku, gdy Blaugrana traciła jeden punkt do Realu, który wybierał się na Teneryfe. Na Camp Nou o tej samej porze rozpoczęto mecz Barçy z Realem Sociedad. W 13 minucie jedynego gola w meczu strzelił Stoiczkow. Tymczasem na Teneryfie gospodarze w dalszym ciągu trenowani przez Valdano prowadzili do przerwy 2:0 i utrzymali ten wynik do końcowego gwizdka. Duma Katalonii cieszyła się z trzeciego z rzędu mistrzostwa Hiszpanii!

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

3

@FcPortoFan1999 Ale pogoda zawsze jest!

3

@FCBparasiempre
„Boski” Diego w Barcelonie i transfer do Napoli:

FC Barcelona nie kupowała Maradony tylko ze względów sportowych. Prezydent Josep Lluis Nuñez uważał, iż dzięki nowym możliwościom, które pojawiły się po śmierci Franco zespół z Katalonii może stać się globalną marką. Maradona znany już na całym świecie idealnie wpisywał się w tę strategie, co oznaczało skądinąd udział w jeszcze większej liczbie wyczerpujących meczów towarzyskich. Sam piłkarz nie krył ogromnych ambicji. Po przylocie do Katalonii był, wedle relacji skrzydłowego Lobo Carrasco, „niewinny i głodny… chciał pożerać cały świat, co mnie trochę przerażało”. Na początku była więc seria świetnych występów, szczególnie w trakcie wyjazdowej wygranej 4:2 z Crveną Zvezdą, kiedy to belgradzka widownia zgotowała mu aplauz gdy opuszczał boisko ale już w jej trakcie zaczęło dochodzić do pierwszych spięć. Maradona zatrudnił jako osobistego trenera, mieszkającego w Barcelonie Argentyńczyka Fernando Signoriniego, co rzecz jasna nie spodobało się sztabowi medycznemu jego nowego klubu. Niepokojono się także liczbą członków rodziny i przyjaciół, którzy zasiedlili przygotowany dla niego dom, tak zwanym klanem Maradony. Mówiono o niekończących się imprezach, o braniu narkotyków, o awanturach w nocnych klubach, atmosferze braku dyscypliny i rozluźnienia obyczajów. Dziesięć lat później Maradona przyznał że to podczas pobytu w Barcelonie po raz pierwszy sięgnął po kokainę. ,,Kiedy w to wchodzisz – tłumaczył – w gruncie rzeczy chciałbyś powiedzieć ,,nie”, ale potem słyszysz swój głos mówiący ,,tak”. Wydaje ci się iż będzie potrafił to kontrolować że wszystko będzie OK… a potem sprawy się komplikują”. Był wówczas twarzą kampanii antynarkotykowej. Na boisku sprawy też nie układały się najlepiej. Wedle jego własnych słów miał kłopoty z dostosowaniem się do ,,furii” hiszpańskiej piłki. Inni zawodnicy byli dużo lepiej przygotowani fizycznie a on wciąż nie potrafił podporządkować się zaleceniom trenera Udo Lattka, podczas treningów każącego im biegać z piłkami medycznymi, jak mówił, im ważniejszy mecz, tym cięższa piłka. W ciągu pierwszych 6 miesięcy w Barcelonie zdobył tylko 6 goli, w grudniu zaś zachorował na żółtaczke. Pierwsze Boże Narodzenie z dala od ojczyzny przeżył bardzo boleśnie. ,,Boję się samotności jak cholera”- powiedział ,,Marce”. Jego stosunki z Nuñezem pozostawały napięte po tym, jak prezydent skrytykował go za zaproszenie kolegów z drużyny do paryskiej knajpy po wygranym meczu towarzyskim z PSG ale klub zrobił wiele by zadowolić swoją supergwiazdę. Był to jeden z oczywistych powodów zastąpienia Lattka Menottim. Nowy szkoleniowiec zaś niemal od razu zdecydował o przeniesieniu godziny treningów z przedpołudniowej na piętnastą, dużo bardziej odpowiadającą argentyńskiemu stylowi życia. Nie był to jednak udany sezon. FC Barcelona zajęła 4 miejsce w lidze z 15 punktami straty do mistrzowskiego Athletic Bilbao, przegrała z Aston Villą w Superpucharze Europy i odpadła z Pucharu Zdobywców Pucharów po meczu z nienajsilniejszą przecież Austrią Wiedeń. Nastroje mogły poprawić nieco występy w Copa del Rey, gdzie Barça doszła do finału, choć tuż przed nim doszło do kolejnej kontrowersji z udziałem Maradony. Argentyńczyk wraz z Schusterem zostali zaproszeni do występu w meczu pożegnalnym legendarnego Paula Breitnera. Problem w tym że ów mecz miał się odbyć na 4 dni przed finałem Pucharu Króla i choć Breitner wysyłał po Maradone prywatny samolot, Nuñez zabronił mu podróży do Monachium. Argentyńczyk nie miał zamiaru posłuchać ale klub odmówił wydania mu paszportu przechowywanego wraz z dokumentami reszty zespołu. Maradona uznał to za niedopuszczalne ograniczenie wolności i nie tylko skomentował to nie przebierając w słowach ale rozwścieczony rozwalił kilka pucharów w klubowym gabinecie z trofeami. Dzień później grupa kibiców zaatakowała go po zakończeniu treningu. Niezależnie od tego zamieszania Barça pokonała jednak Real Madryt w finale 2:1 a Maradona wypracował gola strzelonego przez Victora.

Zwycięstwo nie poprawiło mu jednak humoru. Krytykował sędziów za to że nie chronią utalentowanych piłkarzy przed atakami rywali i narzekał iż kiepska realizacja transmisji telewizyjnych umożliwia faulowanie poza kamerami. Jego krytycy, których w Hiszpanii nie brakowało mówili że symulował i rozdmuchiwał rzekome faule. W tym samym czasie Menotti wdał się w publiczną polemikę z trenerem Athletic Bilbao, Javierem Clemente. W czwartej kolejce kiedy Barça spotykała się z drużyną z Bilbao, atmosfera była wyjątkowo napięta. Rankiem w dniu meczu Maradona odwiedził w miejscowym szpitalu chłopca potrąconego przez samochód. Kiedy wychodził, młody pacjent powiedział: ,,Diego, bądź ostrożny, będą na ciebie polować”. Jak zawsze przesądny, Argentyńczyk uznał to za przepowiednie. Mecz początkowo przebiegał po myśli Blaugrany. Katalończycy prowadzili 3:0. Później doszło jednak do nieprzyjemnego incydentu, którego konsekwencje okazały się dramatyczne. Schuster szukający rewanżu za faul i kontuzje jeszcze z ubiegłego sezonu sfaulował Andoniego Goikoetxee, po czym zachwycony tłum zaczął skandować nazwisko Niemca. Maradona widząc narastającą furie obrońcy Athleticu, powiedział mu żeby się uspokoił ale kilka minut później Goikoetxea wszedł ostrym wślizgiem w jego noge łamiąc mu lewą kostke. ,,Zabrania się być artystą”- napisano na pierwszej stronie dziennika ,,Marca”. Początkowo zapowiadało się że dla Maradony oznacza to koniec sezonu ale(ciężko pracując z Olivą) zdołał wrócić do gry już po 3 miesiącach, w swoim stylu uświetniając pierwszy występ dwoma golami w wygranym 3:2 meczu z FC Sevillą. Trzy kolejki później Barça znów spotkała się z Athletikiem. ,,Bronca” odezwała się po raz kolejny, gdyż Maradona zdobył obydwa gole a Katalończycy wygrali 2:1. Na wygranie ligi nie wystarczyło czasu. FC Barcelona zakończyła rozgrywki na 3 miejscu. Aby móc wystąpić w marcowym ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów z Manchesterem United, Maradona dostał zastrzyk przeciwbólowy ale grał słabo i musiał zejść z boiska na 20 minut przed końcem. Wybuczany przez widownie siedział w szatni i płakał. Zmiana scenerii nie przyniosła zmiany oczekiwań publiczności. Jego stosunki z Nuñezem pogorszyły się po raz kolejny, kiedy piłkarz udzielił wywiadu Jose Marii Garcii, dziennikarzowi krytycznemu wobec prezydenta klubu. Nuñez zareagował sugestią że żółtaczka Maradony to efekt wystawnego trybu życia. Czując że ma coraz więcej fanów przeciwko sobie, Argentyńczyk uznał iż musi odejść a Cyterszpiler aż zacierał ręce na myśl że będzie mógł się tym zająć. Poza wszystkim Maradona potrzebował pieniędzy. Przed końcem pobytu piłkarza w Barcelonie First Champion Productions(tak teraz nazywała się firma Maradona Productions) przynosiła straty. Kontuzje i niepowodzenia w walce o tytuły obniżyły wartość marketingową zawodnika, reklamę McDonalda trzeba było kręcić od pasa w góre, tak żeby nie widać było gipsu, przepadł milion dolarów zainwestowany w film biograficzny a styl życia Maradony do tanich nie należał. Bez przerwy kupował nowe samochody, nie tylko dla siebie ale także dla pozostałych członków ,,klanu”. Kiedy Nuñez odmówił pokrycia czeku wystawionego przez Olive a Cyterszpiler(prowokując prezydenta klubu) zaczął mówić o odejściu, doszło do kolejnego zaognienia konfliktu. Czara goryczy przelała się jednak w następnym finale Copa del Rey, gdzie rywalem Barçy znów był Athletic. W tygodniu poprzedzającym mecz Maradona i Clemente ścierali się na łamach prasy a napięta atmosfera zamieniła się we wrogą, gdy kibice Athleticu zaczeli buczeć podczas przedmeczowej minuty ciszy ogłoszonej w związku ze śmiercią 2 fanów Blaugrany, którzy zgineli w wypadku samochodowym. Athletic wygrał 1:0 a po ostatnim gwizdku Maradona do reszty stracił panowanie nad sobą. Jak później stwierdził, czuł się sprowokowany przez baskijskiego obrońcę Jose Nuñeza, z którym wcześniej starł się twarzą w twarz, a który teraz pokazał mu znak wiktorii ale trudno to potraktować jako usprawiedliwienie brutalnego ataku na Miguela Angela Sole. Rezerwowy Athleticu wybiegł właśnie na boisko by cieszyć się z wygranej, kiedy Maradona rzucił się na niego kopiąc go w twarz i obalając na ziemie. Wywołało to regularną bójke nie tylko z udziałem kopiących się nawzajem piłkarzy obu drużyn ale także rezerwowych, policjantów, dziennikarzy i kibiców, którzy wdarli się na boisko. Argentyńczyk był jednym z 6 graczy zdyskwalifikowanych później na 3 miesiące(ukarano po 3 z każdej drużyny). ,,Po meczu rzuciłem się na nich, ponieważ przez cały czas bili nas i zaczepiali aż w końcu jeden z nich pokazał mi 2 palce i gówno wpadło w wentylator… Napieprzaliśmy się wszyscy na środku boiska… Bogu dzięki że Migueli i reszta chłopaków stanęli w mojej obronie, gdyż inaczej chyba by mnie zabili”- tłumaczył Maradona w autobiografii.

Po rezygnacji Menottiego nowym trenerem FC Barcelony został Terry Venables a Maradone sprzedano za 13 milionów dolarów do Napoli, dzięki czemu stał się pierwszym piłkarzem w historii, który dwukrotnie zmienił klub bijąc transferowy rekord świata. Presja pod jaką miał się znaleźć w Neapolu nie była jednak mniejsza niż w Argentynie czy Katalonii. Jeśliby je porównać była wręcz większa. Lądując we Włoszech w lipcu 1984 r. najpierw udał się na Capri, później podróżował bocznymi drogami żeby uniknąć tłumów, w końcu zaś przyleciał na stadion San Paulo helikopterem, prawdziwy mesjasz zstępujący z nieba, którego nadejście entuzjastycznie przyjmowały tysiące wiernych a ponieważ FC Barcelona zażądała 600 tysięcy dolarów zadatku, ponoć złożyły się na niego tysiące Neapolitańczyków przekazując drobne sumy do miejscowego towarzystwa budowlanego. To ostatnie można zresztą potraktować jako ilustracje tego, jak bardzo zależało mieszkańcom miasta na ściągnięciu Maradony do klubu albo tego, w jakim stopniu klub i miasto znajdowały się w kleszczach camorry. Trudno tu o twarde dowody ale biograf Maradony Jimmy Burns należy do grupy wielu autorów kwestionujących dobrowolność tamtej zbiórki. Cyterszpiler szybko się przekonał ze panujące w Neapolu reguły kompletnie różnią się od tych, które dotąd poznał. Na ulicach sprzedawano mnóstwo produktów z wizerunkiem jego podopiecznego, od kaset po papierosy. Kiedy próbował nad tym zapanować tłumacząc że wszystko co nosi twarz Maradony powinno uzyskać licencje, został ostrzeżony przez camorrę, handlarze pracują pod opieką mafii i płacą jej prowizje. W końcu strony doszły do porozumienia. W końcu strony doszły do porozumienia. „First Champion Productions” zachowało prawa do reklam i marketingu ale na rynku lokalnym rządziła camorra…

1

@Bernard777 dla ciebie:

13

Mecz, który zmienił prawo:

Piłkarskie pogromy zazwyczaj przechodzą do historii jako statystyczne ciekawostki. Ale bywają zaskoczenia. Gdy Polska pokonała 7:0 Haiti doprowadziło to do… odebrania praw konstytucyjnych białym mieszkańcom karaibskiego państwa. Rok 1974, cały świat żyje mistrzostwami świata w piłce nożnej w ówczesnej Republice Federalnej Niemiec. W prestiżowym turnieju nie może zabraknąć Polski, która pod wodzą legendarnego Kazimierza Górskiego osiągnęła wówczas 3. miejsce na świecie. W pierwszym meczu skazywani na porażkę Biało-Czerwoni pokonali faworyzowaną Argentynę 3:2. „No i się zaczęło! W drugim meczu graliśmy z Haiti. Takiej "trzęsiawki" spowodowanej stresem nie mieliśmy chyba w żadnym innym meczu na tym turnieju. Po wygranej z Argentyńczykami, trzeba było wygrać. A Haiti było przecież takim samym "Kopciuszkiem" jak my na tych mistrzostwach i mogło być ciężko” - wspominał Jan Tomaszewski, ówczesny bramkarz reprezentacji Polski. Związki Polski z Haiti były powszechnie znane i przypominane przez prasę z okazji spotkania. W 1802 roku Napoleon Bonaparte wysłał polskich legionistów, by pomogli stłumić powstanie czarnoskórych mieszkańców na Haiti. Wówczas była to najbogatsza francuska kolonia. Powstanie zakończyło się klęska wojsk francuskich, a część ocalałych Polaków jeszcze przed zakończeniem walk przeszła na stronę uciśnionych Haitańczyków. Część byłych legionistów wróciła do Europy, ale wielu zamieszkało w pierwszej niepodległej "czarnej" republice. Do dziś w górskich wioskach żyją potomkowie polskich osadników. 1 stycznia 1804 roku dowódca zbuntowanych Haitańczyków Jean-Jacques Dessalines proklamował niepodległość państwa, a kilka miesięcy później na podstawie nowej konstytucji ogłosił się cesarzem. Nowy akt prawny gwarantował Polakom (kilkunastu żołnierzy miało nawet należeć do armii przybocznej polityka) obywatelstwo haitańskie, jeśli o takie wystąpili. Ustawodawstwo wyłączyło też naszych rodaków (podobnie jak Niemców) od prawa zabraniającego kupna ziem na terenie Haiti przez białych. 19 czerwca 1974, stadion w Monachium. Na trybunach raczej nie ma Haitańczyków, wówczas w kraju rządzi Jean-Claude Duvalier zwany "Baby Doc". Reżim daje się we znaki w karaibskim państwie, ale podobnie jak w komunistycznej Polsce, sukcesy piłkarskie pozwalają zapomnieć o szarej rzeczywistości. Haiti jedzie na mistrzostwa świata jako zwycięzca mistrzostw CONCACAF z 1973 roku. Do dziś awans do mundialu to największy w historii sukces haitańskiej piłki. „Rywale grali typową piłkę dla krajów Ameryki Łacińskiej. Byli dobrze wyszkoleni technicznie, dużo było w ich poczynaniach polotu, ale brakowało konsekwencji” - twierdzi Tomaszewski. Polski bramkarz nie miał wiele do roboty przez 90 minut. Polacy byli tak zdeterminowani, że już po pierwszej połowie prowadzili 5:0. Ostatecznie gole dla naszej reprezentacji zdobyli Grzegorz Lato (2), Kazimierz Deyna, Andrzej Szarmach (3) i Jerzy Gorgoń. Do dziś to najwyższe zwycięstwo Polski na tak ważnej imprezie. Wydawałoby się, że był to mecz bez historii. Nic bardziej mylnego. Kilka lat wcześniej, bo w 1969 roku Francois Duvalier, ojciec wspomnianego dyktatora z pomocą słynnych brutalnych oddziałów policji zwanych Tonton Macoutes spacyfikował Casale, wioskę położoną w górach, w której mieszkali mulaci. Byli to głównie potomkowie Polaków zwani z języka kreolskiego "czerwonymi ludźmi" (z racji białej skóry). Po pamiętnym meczu syn Baby Doc poszedł w ślady krewkiego taty Papa Doca i zdecydował o wykreśleniu z konstytucji 13. punktu, który gwarantował Polakom wspomniane przywileje. Postępek nigdy nie został wytłumaczony, choć przeciętni Haitańczycy podobno nie mieli za złe Polakom mundialowej porażki. Ponad dekadę po meczu z Polską dyktator Baby Doc oskarżany o korupcję i stosowanie tortur oddał władzę i opuścił kraj. Co ciekawe wrócił na Haiti w styczniu 2011 roku.

Historia lubi płatać figle. W 1978 roku, cztery lata po pamiętnym meczu na mistrzostwach świata, w belgijskim Germinal Beerschot spotykają się Tomaszewski i Emmanuel Sanon, największa gwiazda haitańskiej piłki. „Zawsze jak wracałem we wspomnieniach do tego spotkania, to Sanon(oczywiście w żartach) prosił, by o tym nie mówić. Powtarzał, że to było bardzo trudne doświadczenie dla jego narodu, a z piłkarskiego punktu widzenia tzw. "rzeź niewiniątek" - uśmiecha się były bramkarz reprezentacji Polski. Sanon grał na pozycji napastnika i w 1974 roku zaszokował cały świat. W debiucie na mistrzostwach świata Haiti zmierzyło się z Włochami, które nie straciły gola w 19 meczach z rzędu przed mundialem. Reprezentacja karaibskiego państwa miała być tylko swoistym sparingpartnerem. Po 45 minutach było 0:0. Na początku drugiej połowy haitański snajper po szybkim kontrataku położył na ziemi niepokonanego od setek minut Dino Zoffa i strzelił gola. Haitańczycy oszaleli i choć przegrali 1:3, do dziś bramkę zdobytą w meczu z Włochami uznaje się w ich kraju za najważniejszego gola w historii tamtejszego futbolu. A Sanon strzelił jeszcze na mundialu drugą bramkę dla Haiti w spotkaniu z Argentyną. „Mój kolega z Germinal Beerschot uchodził w swoim kraju za żywą legendę. Był jednym z nielicznych piłkarzy haitańskich, którym powiodło się w Europie w trudnych czasach. Niestety zmarł trzy lata temu” - dodaje Tomaszewski. Choć Polska rozgromiła Haiti, dziś mało który mieszkaniec karaibskiego kraju pamięta ten mecz. Jeden starszy pan w zrujnowanym przez trzęsienie ziemi Port-au-Prince twierdzi, że widział spotkanie w telewizji. Na pytanie o Kazimierza Deynę, który strzelił Haitańczykom drugiego gola, był największą gwiazdą reprezentacji Polski i zrobił karierę w niedalekich Stanach Zjednoczonych, kiwa głową i odpowiada twierdząco: "tak, tak". Mimo wszystko nie chce mi się wierzyć. Jednak, gdy pytam go o najpopularniejszego polskiego sportowca bez namysłu odpowiada: - Mariusz Pudzianowski. Historia polsko-haitańskiej potyczki już dawno została wyparta przez codzienne problemy i nowoczesne dyscypliny sportu. Mało znany smaczek spotkania dodaje jednak kolorytu suchym statystykom.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

0

@Lionel_Messi10 Absolutnie sie z tobą nie zgodze! Nie może odejść jeden z najlepszych bramkarzy na świecie w takim wieku. Dla mnie top 3 bramkarzy swiata!

7

@FCBparasiempre
19 czerwca 1934 r. Włochy pokonały Węgry 4:2 w finale II mistrzostw świata. Włosi byli najlepszą drużyną mistrzostw świata w 1934 roku i zasłużenie zdobyli mistrzowski tytuł ale w tle tego sukcesu była faszystowska propaganda i sędziowskie skandale. Mistrzostwa były wykorzystywane przez faszystów do „narodowej konsolidacji”. Reżim chciał pokazać że 12 lat rządów Benito Mussoliniego doprowadziło Włochy do nadzwyczajnej pozycji. Nakłady finansowe na organizację były ogromne, a determinacja, by zwyciężyć jeszcze większa. Człowiekiem Mussoliniego do pilnowania, by turniej zakończył się sukcesem, był generał faszystowskiej milicji Giorgio Vaccaro, zarazem szef włoskiej federacji piłkarskiej. ,,Celem jest pokazanie, że faszystowski sport jest napędzany ideałami swojego przywódcy, jest natchniony przez Duce”– mówił Vaccaro. Chwilami można było nie zauważyć, że mistrzostwa organizuje FIFA. To była pierwsza w historii tak upolityczniona impreza sportowa, igrzyska w Berlinie pod okiem Hitlera odbyły się 2 lata później. Wciąż pojawiają się głosy, że zawody mogły być przez faszystów „ustawione”. Ostatnio, na konferencji organizowanej przez FIFA, taki pogląd wygłosił włoski autor i historyk futbolu Marco Impiglia. Twardych dowodów jednak brak. Na pewno Włosi mocno wpływali na to, kto będzie sędziował ich mecze, bezspornym faktem są też kontrowersyjne decyzje arbitrów na korzyść gospodarzy. Czy ktoś był przekupiony, czy tylko ulegał presji? Na to pytanie pewnie nigdy nie znajdziemy ostatecznej odpowiedzi, choć w propagandowej, faszystowskiej atmosferze wszystko było możliwe. Nie zmienia to faktu, że mundial był doskonale zorganizowany. Jak się oblicza przyjechało aż 40 tys. kibiców z sąsiednich krajów, którzy mogli korzystać z wysokich zniżek na podróże koleją. Poczta włoska wydała w milionowym nakładzie serię okolicznościowych znaczków, a w setkach tysięcy drukowano plakaty i kartki pocztowe z symbolami mistrzostw. Na każdym kroku podkreślano wpływy kasowe, do tego stopnia, że gdy zaszła konieczność powtarzania meczu Włoch z Hiszpanią pojawiły się plotki, że to ukartowana sprawa, by tylko więcej zarobić. Przed mistrzostwami powszechnie typowano finał Włochy – Austria. Losowanie zmieniło te prognozy, bo oba zespoły znalazły się w tej samej "połówce" turniejowej drabinki. Druga część, z Czechosłowacją i Niemcami, była znacznie słabsza. Przynajmniej to jedno przeczy tezie, że wszystko w mistrzostwach układane było "pod Włochów". Grano wówczas bez podziału na grupy, najprostszym systemem pucharowym, czyli przegrywający odpada. W pierwszej rundzie Włosi, występując w Rzymie w obecności Mussoliniego, bez problemów rozbili USA aż 7:1. Jak się okazało był to ich jedyny mecz bez jakichkolwiek kontrowersji. Wszystko przerosła ich rywalizacja w ćwierćfinale z Hiszpanią, we Florencji. Trwała aż 210 minut! Pierwszy mecz, po dogrywce zakończył się remisem 1:1. Baraż rozegrano już następnego dnia (!). Włosi wygrali 1:0, ale do dziś o sędziowaniu tych spotkań krążą legendy. Hiszpanie, z genialnym Ricardo Zamorą w bramce i Isidro Langarą w ataku, byli bliscy sukcesu, mając w pierwszym meczu doskonałe sytuacje. Pod koniec gra była bardzo ostra z obu stron, a belgijski sędzia Louis Baert kompletnie sobie nie radził z falą fauli. W efekcie w barażu oba zespoły musiały dokonać łącznie aż 11 zmian! Włochom udało się postawić na nogi swojego lidera Meazzę, zniesionego pod koniec z boiska. Bardziej ucierpieli Hiszpanie, którzy wymienili aż siedmiu zawodników, tracąc przede wszystkim będącego w wybornej formie Zamorę, najlepszego bramkarza świata. Był cały poobijany, bo Włosi grali bardzo agresywnie i atakowali go w wyskokach łokciami i kolanami, albo po prostu wpadali na niego i taranowali. Wyrównujący gol dla Italii padł po faulu. Schiavio bez skrupułów tak blokował Zamorę, że Ferrari mógł strzelać nie obawiając się interwencji bramkarza. Rewanż był jeszcze brutalniejszy. Nasz "Przegląd Sportowy" pisał, że "nie przypominał spotkania piłkarskiego, a szereg pojedynków jiu jitsu". Decydującą, niechlubną rolę odegrał sędzia Rene Mercet, do dziś uznawany za jeden z "czarnych charakterów" w historii mundiali. Pochodził ze Szwajcarii, ale wielu umyka fakt, że z części tego kraju, która jest… włoskojęzyczna. Otwarcie i bez skrupułów faworyzował gospodarzy, brutalne zagrania przede wszystkim Montiego zostawiał bez konsekwencji, ulegał presji 40 tysięcy włoskich kibiców na stadionie we Florencji i przede wszystkim nie uznał Hiszpanom dwóch goli. Dopuszczał też do wielu fauli na Noguesie, który dobrze między słupkami zastępował Zamorę. Zdaniem wielu jedyna bramka meczu, po rzucie rożnym i główce Meazzy, też została zdobyta po nieprzepisowym blokowaniu bramkarza Hiszpanii. Oszustwa Merceta odbiły się tak szerokim echem, że po mistrzostwach jego macierzysta, szwajcarska federacja wyrzuciła go ze swoich szeregów. W opinii wielu obserwatorów zwycięstwo Włochów było bardzo szczęśliwe. Może gdyby nie Mercet, Hiszpanie nie musieliby czekać na tytuł mistrzowski aż do 2010 roku? W półfinale na Włochów czekali, tak jak się spodziewano, Austriacy. Jednak, ku zdziwieniu fachowców, grali nierówno.

W 1 rundzie zaskoczyli wszystkich in minus, bo zwycięstwo z Francją 3:2 wywalczyli dopiero po dodatkowych 30 minutach. To była pierwsza w historii mistrzostw świata dogrywka. W ćwierćfinale odzyskali uznanie kibiców, prezentując ładne, kombinacyjne akcje. Wygrali 2:1 "habsburskie derby" z Węgrami, którzy kończyli w dziewięciu bez wyrzuconego z boiska Marcosa i kontuzjowanego Avara. W "przedwczesnym finale", w Mediolanie, jednak znowu rozczarowali. Być może dlatego, że wcześniej padał deszcz i boisko nasiąkło. Na grząskiej nawierzchni austriacki "wunderteam" nie mógł prowadzić swojej koronkowej, technicznej gry. Włosi pokazali natomiast wielką klasę. To był ich trzeci mecz w ciągu czterech dni (30 maja – z Hiszpanią, 1 czerwca – baraż z Hiszpanią, 3 czerwca – z Austrią)! Byli doskonale przygotowani nie tylko kondycyjnie, ale i mentalnie, sześciotygodniowe zgrupowanie w górach, a potem w Rovecie koło Florencji uczyniło z nich niezłomną drużynę. Wygrali 1:0, będąc przez cały mecz zespołem lepszym. Jednak uznanie gola dla Italii było absolutnym skandalem. Sędziował Ivan Eklind ze Szwecji i w najłagodniejszej dla niego wersji można przypuszczać, że był zasłonięty i nie widział dobrze całej akcji. Faul był jednak więcej niż oczywisty. Bramkarz Austrii złapał piłkę po strzale i gdy klęcząc trzymał ją w rękach, wpadł na niego z impetem Meazza. Platzer padł i wypuścił piłkę, a gdy ponownie po nią sięgał, nadbiegający Guaita wepchnął ją tuż sprzed linii bramkowej do siatki. "Ślepy" Eklind chyba w nagrodę został wyznaczony do sędziowania kolejnego meczu Włochów, finału z Czechosłowacją. To też wzbudziło kontrowersje, bo wyznaczono go w ostatniej chwili (pierwotnie arbitrem miał być Baert, który prowadził pierwszy mecz Italii z Hiszpanią). Włosi zdobywali z Hiszpanami i Austriakami tylko po jednej bramce, zawsze w ogromnym zamieszaniu i po bezpośrednim ataku na bramkarza. Do dziś, gdy ogląda się archiwalne filmy, zadziwia niesamowita żywiołowość i agresywność włoskiego napadu. Górna piłka w pole karne przeciwnika i potem ostra walka z użyciem wszelkich środków, dozwolonych i niedozwolonych. Dopiero w finale Włosi natknęli się na odważnego Planickę, mistrza bramkarskiej gry na przedpolu i wtedy… wygrali dzięki pięknym strzałom z dalszej odległości. Trener Pozzo miał w ataku wielką gwiazdę mistrzostw Giuseppe Meazzę, a w środku pola Luisa Montiego, który dzielił i rządził, łącząc brutalne zagrania z inteligentnym rozgrywaniem piłki. Przede wszystkim miał jednak kolektyw. Nie brak głosów, że faszystowska atmosfera tamtych lat pozwoliła Pozzo, jak nikomu wcześniej i później, wytworzyć "wojenne" poczucie walki. Ewenementem jest, że w finale kapitanami obu drużyn byli bramkarze, Combi i Planicka. Dlatego, nie zapominając też o wspaniałej grze Zamory, nazwano ten mundial "mistrzostwami bramkarzy". 19 czerwca 1934 roku na trybunach rzymskiego Stadio P.N.F. (Narodowej Partii Faszystowskiej) siedział oczywiście Benito Mussolini. Sędzia Eklind przed meczem poszedł na jego trybunę, chwilę rozmawiali. To zdarzenie stało się później głównym argumentem, że sędziowanie było nieobiektywne. Owszem, nie obyło się bez kontuzji w drużynie czechosłowackiej (od pierwszej połowy mocno utykał Krcil), ale w rzeczywistości finał był prowadzony poprawnie, a same drużyny zachowywały się fair. Pamiętny jest obrazek, gdy urazu doznał Antonin Puc. Z boiska znieśli go wspólnie obaj trenerzy, ramię w ramię z Czechem Petru dźwigał Pozzo. Puc wrócił do gry po kilkunastu minutach i… zdobył gola dla Czechosłowacji. To była 71. minuta. Zaraz potem mogło być 2:0, ale piłki meczowej nie wykorzystał Svoboda, strzelając w słupek. Czechosłowacja grała świetnie, ale Włosi okazali się jeszcze lepsi, choć trener Pozzo nie wytrzymywał nerwowo i zaklinał bramkę Planički, stojąc tuż obok niej, za linią końcową. W 81 minucie Orsi strzelił jednego z najpiękniejszych goli w historii meczów finałowych. Stojąc z piłką na linii pola karnego, zrobił obrót i pięknie uderzył lewą nogą. Potrzebna była dogrywka. W 95. minucie Schiavio, agresywnie, ale bez faulu wykorzystał niepewne zagranie obrońców i z kilku metrów huknął nie do obrony na 2:1 dla Włochów. Sukces faszystowskich organizatorów był wielki a Benito Mussolini mógł wręczyć ogromny puchar, Coppa del Duce, swojej drużynie.

13

Wspominamy zasłużonych prezydentów Blaugrany:

19 czerwca 1919 r. Ricard Graells został nowym prezydentem FC Barcelony, zastępując na stanowisku samego Joana Gampera, który odszedł ponieważ coraz bardziej przeszkadzało mu powolne odchodzenie od idei amatorstwa w sporcie. W trakcie krótkiej kadencji Graellsa klub nadal wspierał działania niepodległościowe(brał czynny udział w Dniu Katalonii), liczba socios wzrosła do 3127 a klub po raz pierwszy w historii pozbył się całego długu. Również pod kątem sportowym roczna kadencja była udana ponieważ Blaugrana zdobyła mistrzostwo Katalonii oraz Puchar Króla.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

1

@Bernard777 No i jeszcze nocny marek jesteś :) Mamy niemal zbieżne wspomnienia, za wyjątkiem takim że mój pierwszy świadomie oglądany mundial to ten w Hiszpanii za Piechniczka. Czegoś takiego się nie zapomina do końca życia. Wakacje na wsi u dziadków i często psujący się czarnobiały telewizor. Akurat zepsuł się na półfinał z Włochami ale wspomnienia super...

11

@FCBparasiempre
Fabio Capello urodził się 18 czerwca 1946 r. w Pieris, małym miasteczku leżącym w połowie drogi między Udine i Triestem. Na jego dzień składały się dom, szkoła i piłka nożna. Grał w miejscowej drużynie amatorskiej. Tam, jako szesnastolatka, wypatrzył go Paolo Mazza, znany łowca talentów związany z drużyną SPAL Ferrara. Po rozmowach z Guerrino – ojcem Fabio – uzgodniono, że młody Capello zasili SPAL, a na konto zespołu z Pieris wpłyną dwa miliony lirów. I wtedy pojawił się Gipo Viani – twórca potęgi Milanu. Sprawa była prosta – chciał mieć Fabio w Milanie. Viani nie spodziewał się jednak, że zostanie odesłany z kwitkiem… “Przykro mi. Dogadałem się już z przedstawicielami SPAL. Dałem im słowo. Moje słowo“. Guerrino Capello nie dał się przekonać. Do dziś Fabio Capello z uśmiechem wspomina swe słynne “nie-przejście” do Milanu. Przeprowadził się do Ferrary. Pierwszy rok spędził w zespole Primavery. W kolejnym zadebiutował w Serie A. Łącznie zagrał cztery mecze, ale w międzyczasie zajmował się nauką. Dostał się na geometrię. SPAL spadło do Serie B, ale Mazza zadbał by w drugiej lidze zespół nie zabawił długo. Gdy w sezonie 1965/66 ekipa z Ferrary wróciła do Serie A Capello był już pewnym punktem drugiej linii. Dziewiętnastoletni pomocnik był również wyznaczony jako pierwszy do strzelania jedenastek. Drużyna nie miała wielkich gwiazd, ale była zwarta i to starczyło by się utrzymać. Kolejny sezon nie był już tak udany. Capello doznał kontuzji kolana i stracił połowę rozgrywek. SPAL bez niego nie dało rady utrzymać się w elicie. Jednak talent z Pieris nie musiał już grać w Serie B. Zgłosiła się po niego Roma. Nowy trener Romy Oronzo Pugliese dostał od działaczy wiele gwiazd. Do stołecznej drużyny przybyli Jair, Scaratti, Pelegalli, Taccola. Tą grupę uzupełniły jeszcze młode talenty: Cordova, Capellini, Ferrari i właśnie Capello. Debiutancki sezon w Rzymie nie był łatwy. Fabio znów miał problemy zdrowotne i zagrał tylko 11 spotkań. Latem jednak Roma zmieniła trenera. Przybył wielki Helenio Herrera. Zaufał umiejętnościom Capello. Pomógł mu się rozwinąć. “Jako gracz zawdzięczam mu wiele. Uwierzył we mnie. Nauczył mnie wielu rzeczy. Dzięki niemu dojrzałem taktycznie” – wspomina Fabio. W lidze rzymska jedenastka nie osiągnęła nic szczególnego. Zaledwie ósme miejsce osłodziło jednak kibicom zdobycie Pucharu Włoch. Swój wkład w ten sukces zaliczył również Capello. W ostatnim meczu grupy finałowej wbił dwa gole Foggii. Zdobycie Coppa Italia dawało kibicom Romy nadzieje na wielkie triumfy. Jednak kolejny sezon ligowy przyniósł zaledwie 11 miejsce. Lecz stołeczni kibice mieli jeszcze nadzieje, Roma zmierzała bowiem po Puchar Zdobywców Pucharów. W półfinale trafiła na Górnika Zabrze. Po remisie 1:1 w Rzymie Capello z kolegami pojechali do Zabrza. Już w 9′ Fabio stanął przed wielką szansą – karny dla Romy! Ustawił piłkę, kopnął…Hubert Kostka obronił. Dobitka Capello była już skuteczna. Wydawało się, że Roma jest w finale. Ale w ostatniej minucie karnego wykorzystał Lubański. Dogrywka. Górnik szybko wyszedł na prowadzenie za sprawą Lubańskiego, Roma nie poddała się i w 120′ wyrównała. Nie było wówczas zasady goli strzelonych na wyjeździe i nie strzelało się karnych po dogrywce. Obie drużyny czekał baraż na neutralnym boisku. W Strasburgu do przerwy prowadzili Polacy (gol Lubańskiego). Jednak w 57′ sędzia podyktował karnego dla Włochów. Capello podszedł do piłki i wyrównał wynik. Oba zespoły nie strzeliły już goli i o awansie decydował rzut monetą. Fortuna okazała się szczęśliwa dla Górnika. A dla Capello przygoda z Romą się skończyła. Zmienił się zarząd klubu i Fabio wraz ze Spinosim i Landinim, znalazł się na wylocie. Herrera protestował, ale zarząd się nie ugiął i cała trójka odeszła z Romy. Fausto Landini wspominał potem: “Fabio to mózg drugiej linii. Jego charakter powodował, że był prawdziwym liderem. Na boisko wchodził tylko po to by wygrać. Nie było z nim dyskusji podczas meczu – to on rządził. A poza boiskiem był najspokojniejszym chłopcem świata“. Capello nie musiał długo czekać na angaż. Od razu zgłosił się Juventus. Działaczy Bianconerich urzekła prostota z jaką grał, inteligencja taktyczna i wyraźny ciąg na bramkę. Podobnie jak w Romie stał się filarem, na którym opierała się gra całej drużyny. Przy okazji Fabio podglądał metody pracy Cestmira Vyckpalka, którego określał mianem “wielkiego psychologa”. Juventus dotarł do finału Pucharu UEFA, lecz przegrał. Capello przez sześć lat bronił biało-czarnych barw. Trzy razy sięgnął z tym zespołem po scudetto. Zagrał też ponownie w finale europejskiego pucharu. Tym razem tego najważniejszego. Jednak znów Włosi zeszli z boiska pokonani – Puchar Mistrzów pojechał do Amsterdamu. Pobyt w Turynie przyniósł Capello jeszcze jeden zaszczyt. W maju 1972 roku zadebiutował w reprezentacji Włoch. W błękitnej koszulce udało mu zapisać się na kartach historii. W listopadzie 1973 Włosi grali z Anglią na Wembley. Dotąd nigdy nie udało im się wygrać na Wyspach. Tym razem było jednak inaczej. Squadra Azzurra zwyciężyła 1:0, a gola zapewniającego ten historyczny triumf strzelił właśnie Capello. Przygoda z Juventusem skończyła się wraz z objęciem posady trenera przez Giovanniego Trapattoniego. Trap miał własną wizję drużyny i Capello się w niej nie mieścił. Trapattoni nie potrzebował geniusza drugiej linii – szukał kogoś od czarnej roboty. Poprosił Milan o Benettiego. W zamian oddał Capello. Fabio przeniósł się do Mediolanu i przez dwa lata grając u boku Gianniego Rivery był podstawowym graczem Rossonerich. Zdobył Coppa Italia. Później jego gwiazda zaczęła blaknąć. Dopadły go kontuzje. Stracił miejsce w podstawowym składzie w sezonie, w którym Milan wywalczył swoje dziesiąte scudetto. Kolejny rok zaczął słabo. Grał bardzo mało. Wiosną 1980 roku Fabio stwierdził, że nie ma już nic do zaoferowania jako piłkarz. Jego piłkarski ekspres zajechał już do stacji końcowej. Swój ostatni mecz rozegrał na Stadio Olimpico przeciwko Lazio. Trener Giacomini wpuścił go na 20 minut. Po tym meczu zawiesił buty na kołku. Jednak nie pożegnał się z piłką. Milan mu nie pozwolił. Od razu objął posadę opiekuna Allievi – jednej z młodzieżówek Milanu. Rok później odniósł pierwszy sukces na ławce trenerskiej. Wraz z ekipą Beretti Rossonerich wywalczył tytuł mistrzowski. W międzyczasie świetnie sobie radził również w roli telewizyjnego eksperta i często był zapraszany do studia podczas relacji meczów piłkarskich. Od 1982 do 1986 r. był trenerem Primavery Milanu. Z tą drużyną zdobył Puchar Włoch i dotarł do finału Mistrzostw Włoch. W roku 1986 został asystentem Nilsa Liedholma. Rok później zastąpił go na ławce Milanu. Na przełomie marca i kwietnia 1987 r. Milan w 4 meczach zdobył tylko jeden punkt (porażki z Brescią, Sampdorią i Avellino, remis z Fiorentiną). Liedholm podszedł do Gallianiego i powiedział: “Mam już dość. Potrzeba nowego trenera. Macie go pod ręką. Capello jest gotowy“. Szwed miał rację. Capello doprowadził Milan do piątego miejsca i wygrał baraż z Sampdorią o miejsce w Pucharze UEFA. A potem opuścił zespół. “Już nie będę trenował zespołów piłkarskich. Chciałbym zostać menadżerem“. Berlusconi zatrudnił więc Sacchiego, ale nie zapomniał o Fabio. Powierzył mu stanowisko menadżera nowopowstałej Grupy Sportowej Mediolanum. Obejmowała cztery dyscypliny: hokej, rugby, siatkówkę i baseball. Pod rządami Capello Mediolanum osiągnęło spore sukcesy. Rugbiści wywalczyli scudetto, którego brakowało dotąd Mediolanowi. W tym samym czasie Fabio dokształcał się: język angielski, organizacja przedsiębiorstw… Nic nie było związane z futbolem. Ale nie dał o sobie zapomnieć. Gościnnie komentował mecze. W 1991 r. Sacchi zdecydował się objąć kadrę Włoch. Berlusconi potrzebował nowego trenera. Nie musiał szukać daleko… Był 19 czerwca 1991 roku. Capello pojawił się na konferencji prasowej i powiedział: “Jestem dumny, że mogę kontynuować pracę Arrigo Sacchiego, najodważniejszego trenera na świecie“. Przez pięć lat Capello prowadził Milan. Zadziwił wszystkich. Panucci i Boban byli postrzegani jako dwa najtrudniejsze charaktery w Milanie. Capello okiełznał je i wykorzystał dla dobra drużyny. Wyprowadził na sam szczyt Dejana Savicevica. Imponował umiejętnością rozwiązywania problemów: w finale Ligi Mistrzów ’94 nie mógł skorzystać z Van Bastena (kontuzja) oraz Baresiego i Costacurty (kartki). Bukmacherzy nie widzieli innego wyjścia niż wygrana Barcelony. Capello miał inne plany – zestawił skład, opracował taktykę i rozgromił Katalończyków. Był prawdziwym skarbem Milanu. Podobnie jak Sacchi wygrał scudetto już w pierwszym sezonie pracy. A potem wywalczył jeszcze trzy mistrzostwa, Puchar Mistrzów, Superpuchar Europy i trzy Superpuchary Włoch – bilans iście królewski. Z opinią wybitnego szkoleniowca opuścił Milan i został trenerem Realu Madryt. Ze sobą zabrał Panucciego. W Hiszpanii potwierdził swoje walory i doprowadził Królewskich do tytułu mistrzowskiego. Wszystko stało przed nim otworem. Jednak hiszpańska przygoda potrwała zaledwie rok. “Miałem problemy z prezydentem Sanzem. Za wszelką cenę chciał żeby grał jego syn. Nie toleruję wtrącania się w moją pracę. Gdyby nie to, zostałbym w Madrycie. Lecz odchodzę“. Capello wrócił do Włoch i nie musiał długo czekać na nową pracę. Zadzwonił do niego Berlusconi i poprosił by Fabio przywrócił świetność Milanowi. Zgodził się, ale okazało się to wielkim błędem. Nie znalazł wspólnego języka z drużyną, która podzieliła się na dwa obozy. Jeden z nich stanowiła ‘Stara Gwardia’ – ludzie, którzy święcili sukcesy z Capello podczas jego poprzedniej przygody z Milanem. Drugi obóz stanowili młodzi lecz niekoniecznie dobrzy i niezbyt pasujący do koncepcji trenera gracze ściągnięci do klubu pod nieobecność Capello. Sezon zakończył się kiepsko. Dziesiąte miejsce w lidze i porażka w finale Coppa Italia. Capello odszedł jednak z klasą. Nie szukał wymówek, całą winę wziął na siebie. Udał się na urlop i poświęcił się nowej pasji – grze w golfa. Odpoczynek Capello potrwał jeden sezon. Później zgłosił się Franco Sensi i zaproponował posadę trenera Romy. Sensi miał wielkie ambicje – chciał odzyskać scudetto dla Romy. Capello się zgodził. Jednak zanim odniósł sukces, musiał zapanować nad swymi graczami. Tak jak to zrobił w Milanie, a potem w Realu. Pierwszy sezon zakończył na 6. miejscu i wprowadził Romę do Pucharu UEFA. Kolejny przyniósł wyczekiwane scudetto. Roma zachwycała swoją grą a Capello po raz kolejny wyciągnął rękę do Panucciego. Nie wyszły jednak plany podbicia Ligi Mistrzów. W kolejnym sezonie Roma znów liczyła się w walce o tytuł mistrzowski i po pasjonującym finiszu udało jej się w ostatniej kolejce przeskoczyć prowadzący w tabeli Inter. Jednak to samo udało się Juventusowi i Capello musiał zadowolić się drugim miejscem. Przed sezonem 2002/2003 zespół nie został wzmocniony i Capello otwarcie mówił, że postara się zakwalifikować do Pucharu UEFA. Nie spodobało się to Sensiemu, ale zamiast poszukać wzmocnień dla drużyny zaczął krytykować Capello. Roma grała bardzo chimerycznie, ale i tak zdołała dojść do drugiej fazy grupowej Ligi Mistrzów. W sezonie 2003/2004 Capello poprowadził Romę do wicemistrzostwa. Po zakończeniu rozgrywek nieoczekiwanie podpisał trzyletni kontrakt z Juventusem. Nieoczekiwanie -gdyż jeszcze kilka miesięcy wcześniej podkreślał, że nigdy nie zasiądzie na ławce Bianconerich. Capello nie mógł się jednak oprzeć wyzwaniu, jakie stanowiło zastąpienie Marcello Lippiego w Turynie. W kolejnych dwóch sezonach zdobył dwa mistrzostwa kraju, a jego drużyna pozostawała na czele Serie A nieprzerwanie przez 76 kolejek. Kibice jednak zarzucali mu kiepski styl odnoszonych zwycięstw, a także mieli za złe odsunięcie na boczny tor takich symboli Juventusu jak Tacchinardi czy Del Piero. Nieudana była też przygoda Bianconerich pod wodzą Capello w Europie – zespół dwukrotnie odpadał w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Po wybuchu afery Calciopoli zdecydował, że nie ma czego dłużej szukać w Juventusie i odszedł, by ponownie objąć stery Realu. Z Królewskimi zdobył mistrzostwo Hiszpanii, jednak kilka dni po zakończeniu rozgrywek został zwolniony. W 2008 roku zatrudniony został na stanowisku selekcjonera reprezentacji Anglii. Awansował z nią na mundial, na którym drużyna z Wysp odpadła w 1/8 finału. Mimo to pozostał na stanowisku aż do 2012 roku, gdy podał się do dymisji po tym, jak nie zgodził się z decyzją Federacji o odebraniu Terry’emu opaski kapitana. Z Anglii przeprowadził się do Rosji, gdzie również podjął się funkcji trenera reprezentacji narodowej. Udało mu się zakwalifikować do Mistrzostw Świata 2014, nie osiągnął na nich jednak oszałamiających wyników. W lipcu 2015 roku strony postanowiły się rozstać. Przez dwa lata pozostawał bezrobotny by w 2017 roku podjąć się szkolenia Jiangsu Suning, Spędził w Chinach niespełna rok i w kwietniu 2018 roku ogłosił definitywne zakończenie kariery trenerskiej. Od tamtej pory realizuje się jako komentator.

0

@Hshdhrhdh Jak to doić kase na ludziach? Mnie żadnej kasy nie zabrali, internet mam na doładowanie...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?