3

Vamos ,,Kolejorz"! Vamos a ganar!
Vamos po wysokie zwycięstwo!

0

@Stinger_ No tak, tylko pytanie czy o tym napewno wiedział?

2

@Lionel_Messi10 A coż to kuźwa za zwyczaje zmuszania na siłe zawodnika do meczu w tej Ameryce!? Rodem ze średniowiecza!

9

Najwybitniejsi bramkarze rodzimego futbolu:

Eryk Tatuś to bramkarz, którego noszono na rękach. Współautor największych sukcesów Ruchu Hajduki Wielkie. Plotka o jego śmierci po meczu w 1936 roku okazała się przedwczesna, bo żył jeszcze 49 lat. Urodził się 22 lipca 1914 roku w Bismarckhütte (od 1922 roku Wielkie Hajduki, obecnie Chorzów Batory). Oczywistym jest więc, że gdy zaczął grać w piłkę to właśnie w miejscowym Ruchu, klubie, który powstał w 1920 roku. Treningi rozpoczął w zespole juniorów jako dziewięciolatek. Do drużyny seniorów został włączony w 1934 roku po dyskwalifikacji przez PZPN bramkarza Edwarda Kurka, z którym Ruch, rok wcześniej zdobył pierwsze mistrzostwo Polski. W lidze debiutował – zachowując czyste konto – 5 sierpnia 1934 roku w wygranym 6:0 meczu z ŁKS-em, rozegranym na legendarnym Hasioku (nieistniejącym już boisku na „Kalinie”). Szybko zyskał sobie uznanie komentatorów, szacunek przeciwników i sympatię publiczności. Już w pierwszym sezonie (na przykład 28 października 1934 roku w zremisowanym 2:2 w Krakowie meczu z Garbarnią) bywał uznany za najlepszego zawodnika na boisku. Kibice często nagradzali go owacjami na stojąco, a po spotkaniach wiele razy znosili z boiska na ramionach. Lubiany był także przez kibiców innych drużyn. Kronikarze wspominają jak po meczu w Warszawie z tamtejszą Polonią (19 sierpnia 1934 roku) otoczyły go dzieci, wołając: „Tatusiu, prosimy o autograf”. Jednym z najważniejszych występów Tatusia w barwach Ruchu był ten przeciw utytułowanemu Bayernowi Monachium, z którym chorzowianie, świętujący drugie mistrzostwo Polski, zmierzyli się 30 grudnia 1934 roku. W 20 minucie bramkarz niebieskich obronił rzut karny, wykonywany przez Helmuta Schneidera. Mimo iż zwycięskiego gola (mecz zakończył się wynikiem 1:0) zdobył Teodor Peterek, po precyzyjnym podaniu Gerarda Wodarza, to właśnie Tatuś został obwołany najlepszym zawodnikiem spotkania. Nietrudno wyobrazić sobie poruszenie, jakie w Hajdukach (ale także na całym Śląsku) wywołała informacja podana przez miejscowy komisariat policji w nocy z 10 na 11 kwietnia 1936 roku, jakoby w wyniku kontuzji odniesionej w meczu z drużyną Sportfreunde w niemieckim Halle Eryk Tatuś zmarł. Informacja lotem błyskawicy obiegła cały Śląsk, uwiarygadniał ją też fakt, że Tatuś nie widniał w składzie drużyny na kolejny zaplanowany mecz z DSC Drezno. Jedna z drużyn Ruchu zagrała nawet towarzyski mecz z żałobnymi opaskami. Na szczęście okazało się to jedynie plotką. Kierownictwo klubu oraz piłkarze zapewniali, że chociaż kontuzja rzeczywiście była poważna i Tatusia ze złamanym żebrem przewieziono do szpitala, to jednak piłkarz żyje i dobrzeje. Dziennikarze uwierzyli, dopiero gdy „uśmiercony” bohater podszedł do telefonu. Źródłem plotki okazali się piłkarze reprezentacji Saksonii obecni na meczu w Halle, jadący do Lwowa. Widząc, co się dzieje na boisku, uznali, że Tatuś zmarł. I taką właśnie informację przekazali policjantowi na stacji kolejowej w Katowicach. Ten powiadomił komisariat w Wielkich Hajdukach i informacja poszła w świat.

Eryk Tatuś czterokrotnie zdobył z Ruchem mistrzostwo Polski (w latach 1934, 1935, 1936, 1938). W 1937 roku odbywał służbę wojskową w stacjonującym w Wielkich Hajdukach III Batalionie 75. Pułku Piechoty i grał w drużynie Wojskowego Klubu Sportowego „Bytomiak”. W tym sezonie, w którym Ruch mistrzostwa nie zdobył, rozegrał jedynie 11 spotkań. Z „Niebieskimi” grał do wybuchu II wojny światowej (także w ostatnim przed okupacją meczu Ruchu przeciw Polonii Warszawa 2 lipca 1939 roku). Na koncie miał w sumie 72 spotkania, a 17 z nich zakończył z czystym kontem. Do dzisiaj uważany jest za jednego z najlepszych golkiperów w historii Ruchu, postacią wręcz symboliczną. Zaznaczył to zresztą kibic Ruchu, reżyser urodzony w Szopienicach, Kazimierz Kutz w filmie Perła w koronie. W jednej ze scen strajkujący górnicy dyskutują o szansach Ruchu w meczu z Cracovią (decydującym o mistrzostwie Polski w roku 1933) i stwierdzają: „jak bydzie chytoł Tatuś, to Ruch wygro”. Oczywiście nie było to możliwe – Tatuś w Ruchu debiutował dopiero w następnym sezonie. Do reprezentacji Polski został powołany tylko raz – na mecz z Łotwą 6 września 1936 r. (3:3). Zagrał 65 minut, a gdy schodził z boisko, bo odniósł kontuzję, biało-czerwoni prowadzili 3:1. W latach 1935-1938 był reprezentantem Śląska (wystąpił w dwunastu meczach, raz zachował czyste konto). Dwukrotnie zagrał też w reprezentacji polskiego Górnego Śląska w tak zwanych „małych meczach międzypaństwowych”, w których przepuścił tylko jedną bramkę. W latach 1939-1941 bronił w powołanym przez okupanta w miejsce zlikwidowanego Ruchu Bismarckhütter Sport Vereinigung. W czasie wojny działał w konspiracji. Mimo tego, nie doświadczył pozytywnej weryfikacji, jaką przechodzili sportowcy. Sąd okręgowy w Bytomiu za „antypolską” działalność w czasie wojny skazał Tatusia na 3 lata więzienia, 2-letnią utratę praw obywatelskich oraz konfiskatę majątku. W więzieniu przesiedział półtora roku. W 1947 roku zmienił imię na polskie – Aleksander. Pozostał aktywny, ale na sukcesy i zasłużoną sławę nie było już szans. związał się z RKS-em Łagiewniki, gdzie do 1950 roku rozegrał ponad 100 spotkań. Występował też w robotniczej reprezentacji Polski podczas meczów w Szwajcarii. Po zakończeniu kariery był jeszcze działaczem RKS-u. W 1965 roku wyemigrował do Niemiec. Zmarł 13 (niektóre źródła podają, że 14) kwietnia 1985 roku w Wuppertalu.
@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

11

Tragiczny los wybitnej legendy Blaugrany:

22 lipca 1979 r. zmarł w tragicznych okolicznościach Sandor Kocsis, wybitny Węgierski napastnik. W 1958 r. wraz z reprezentacyjnym kolegą Zoltanem Cziborem, zostali namówieni przez ich rodaka Kubale do zasilenia szeregów FC Barcelony. Gdy przestał grać w piłke życie go nie oszczędzało. Amputowano mu noge, zmarła mu żona a po tym jak dowiedział się że ma raka, wyskoczył z okna szpitala i poniósł śmierć na miejscu. Więcej o genialnym napastniku napiszę przy okazji jego urodzin(21 wrzesień).

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

10

Żywe legendy argentyńskiego futbolu:

Dokładnie 70 lat temu w Rosario urodził się Marcelo Bielsa, ekscentryczny trener, były obrońca CA Newell’s Old Boys. Jako późniejszy trener Newell’s Old Boys, zdobył z tym klubem dwukrotnie mistrzostwo Argentyny. Po mistrzostwo Argentyny sięgnął również z CA Velez Sarsfield. Były selekcjoner reprezentacji Argentyny w latach 1998-2004. Drużyna Albicelestes prowadzona przez Bielsę wywalczyła złoty medal igrzysk olimpijskich w Atenach (2004 r.), a także dotarła do finału Copa America 2004. Ponadto w lipcu 2020 r. ekipa Leeds United prowadzona przez tego szkoleniowca po szesnastu latach przerwy wróciła do Premier League. W swoim trenerskim CV Argentyńczyk ma również zapisaną pracę dla takich drużyn jak m.in.: Lille OSC, Olympique Marsylia, Lazio Rzym. Ponadto w latach 2007-2011 Marcelo Bielsa pełnił funkcję selekcjonera reprezentacji Chile. Obecnie prowadzi reprezentacje Urugwaju.

@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360

11

Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:

21 lipca 1919 r. urodził się Carlos Adolfo Sosa, prawy pomocnik o przydomku „Lucho”. Karierę piłkarską rozpoczął w 1939 roku w klubie Atlanta Buenos Aires, gdzie grał do 1940 roku. W 1941 roku został graczem klubu Boca Juniors, w którym zadebiutował 27 kwietnia w wygranym 4:3 meczu z CA Banfield. W Boca Juniors Sosa tworzył linię środkową z takimi graczami, jak Ernesto Lazzatti i Natalio Pescia. W reprezentacji Argentyny zadebiutował 25 sierpnia 1942 roku w zremisowanym 1:1 meczu z Urugwajem. Następnie razem z Boca Juniors dwa razy z rzędu(w 1943 i 1944 roku) zdobył tytuł mistrza Argentyny. Jako piłkarz klubu Boca Juniors wziął udział w turnieju Copa América 1945, gdzie Argentyna zdobyła tytuł mistrza Ameryki Południowej. Sosa zagrał we wszystkich sześciu meczach - z Boliwią, Ekwadorem, Kolumbią, Chile, Brazylią i Urugwajem. Nadal jako piłkarz klubu Boca Juniors wziął udział w turnieju Copa América 1946, gdzie Argentyna drugi raz z rzędu zdobyła tytuł mistrza Ameryki Południowej. Sosa zagrał w dwóch meczach: z Paragwajem i Urugwajem (w 65 minucie zmienił na boisku Juana Frondę). Sosa zakończył grę w Argentynie w 1951 roku, do końca grając w Boca Juniors. Ostatni raz w barwach Boca Juniors wystąpił 30 listopada w wygranym 2:1 meczu z Ferro Carril Oeste. W sumie w Boca Juniors rozegrał 294 mecze i zdobył 9 goli. W lidze jako gracz Boca Juniors rozegrał 271 meczów i zdobył 7 bramek. Łącznie w lidze argentyńskiej rozegrał 311 meczów i zdobył 7 bramek. W 1952 roku został piłkarzem francuskiego klubu Racing Paryż, w którym grał do 1958 roku. Potem przeniósł się do klubu Red Star Paryż, gdzie w 1959 roku zakończył karierę piłkarską. Sosa rozegrał w reprezentacji Argentyny 13 meczów. Po zakończeniu kariery piłkarskiej wrócił do Argentyny i został trenerem. W 1960 roku kierował zespołem Boca Juniors. Był także trenerem klubu San Telmo Buenos Aires oraz urugwajskiego klubu Racing Montevideo. Jako piłkarz słynął ze znakomitych dośrodkowań. O wysokiej precyzji jego centr świadczy powiedzenie z czasów, gdy grał w Boca Juniors: ,,centro de Sosa, gol de Boyé”, czyli dośrodkowuje Sosa, gola zdobywa Boyé.

@Adran360
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Sysia11

7

@FCBparasiempre
Brazylijczycy to pięciokrotni Mistrzowie Świata w piłce nożnej. Jednak na początku ubiegłego wieku, „Canarinhos” nie znaczyli zbyt wiele na piłkarskiej mapie świata. W Ameryce Południowej to ich sąsiedzi z Argentyny rozdawali karty. „Albicelestes” wygrali pierwszą edycję Copa America w 1910 roku, co prawda nieoficjalną ale jednak premierową. Dość powiedzieć, że w Brazylii nie istniały wówczas jeszcze ogólnokrajowe struktury piłkarskie. Dopiero 21 lipca 1914 roku, drużyna złożona z graczy z São Paulo i Rio de Janeiro, odniosła swoje pierwsze, wielkie zwycięstwo. W pokonanym polu zostawiła … trzecioligowców z angielskiego Exeter City. Ale po kolei…
Charles Miller był synem szkockiego inżyniera. Urodził się w 1874 roku w São Paulo. Jego ojciec, John, przybył w XIX wieku do „Kraju Kawy”, by budować tam linie kolejowe. Dziesięć lat później, wysłał swojego syna do ojczyzny, by ten zdobył odpowiednie wykształcenie. W Wielkiej Brytanii mały Charles poznał zasady gry w piłkę nożną. Grywał też w krykieta, ale to futbol od początku stał się jego wielką miłością. W 1894 roku zakończył edukację w szkole w Southampton i wrócił do rodziców. Razem z ojcem zaczął rozwijać brazylijską kolej. Z Anglii przywiózł jednak ze sobą coś, co dla miejscowych stało się w późniejszym czasie ważniejsze od kolejnych mil torów kolejowych. W walizce Charlesa znajdowały się: dwie piłki, pompka, strój piłkarski i książeczka z regułami gry w futbol. Rok później zorganizował mecz pomiędzy Brytyjczykami z kolei i Brazylijczykami z kompanii gazowej. Miller i jego zespół wygrali 4:2. W międzyczasie przyłożył też rękę do powstania Sao Paulo Athletic Club oraz Liga Paulista de Foot-Ball, pierwszej ligi piłkarskiej w Brazylii. Zresztą Miller i jego SPAC wygrywali tę ligę trzykrotnie, a sam Charles był pierwszym królem strzelców tych rozgrywek. 31 lipca 1906 roku, Brazylia rozegrała swój pierwszy międzynarodowy mecz. Przeciwnikiem Latynosów byli gracze All-White South Africa Team. Przybysze z Afryki wygrali gładko 6-0. W składzie miejscowych znajdował się Charles Miller. Problem w tym, że „Canarinhos” wystąpili w tym meczu mocno osłabieni. W ich składzie znajdowali się jedynie gracze ze stanu Sao Paulo. I to nie wszyscy, bo Paulistas byli podzieleni na wiele rywalizujących ze sobą federacji, które nie potrafiły dojść do porozumienia. Przez kilka lat rozegrano wiele meczów, w których Brazylię reprezentowali jedynie gracze podlegający pod dany związek, pojedyncze kluby piłkarskie lub obcokrajowcy mieszkający w Brazylii. Tarcia pomiędzy działaczami z Sao Paulo wykorzystali związkowcy z Rio de Janeiro. Po raz kolejny sprawdziło się przysłowie: „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Liga Metropolitana de Sports Athleticos, pod przewodnictwem Alvaro Zamitha, ogłosiła 8 czerwca 1914 roku, utworzenie Federacao Brasileira de Sports. Był to najwyższy organ odpowiedzialny za brazylijski sport, w tym za powoływanie piłkarzy do reprezentacji w piłce nożnej. Nie doszłoby do pierwszego meczu reprezentacji Brazylii, gdyby nie… federacja argentyńska. To działacze z „Kraju Tanga” wpadli na pomysł, by zaprosić do siebie klub z Anglii. Wyspiarze uchodzili wówczas za futbolową potęgę i wizyta zespołu z Wielkiej Brytanii to był dla Latynosów wielki zaszczyt. Angielscy notable przystali na zaproszenie. Następnie wybrali trzecioligowe Exeter City, by reprezentowało ich kraj, podczas tej południowoamerykańskiej eskapady. 18 maja 1914 roku, „The Grecians” (przydomek piłkarzy z Exeter) wyruszyli z portu w Southampton w osiemnastodniowy rejs. Na pokładzie statku „SS Andes”, piłkarze z hrabstwa Devon, grali w tenisa, by utrzymać formę fizyczną. Już sam początek pobytu Anglików na obcym kontynencie, obfitował w przygody (niekoniecznie piłkarskie). Chłopcy z Exeter, zaraz po dopłynięciu do portu w Santosie, postanowili wziąć orzeźwiającą kąpiel w Oceanie. Pech chciał, że skorzystali z plaży, na której kąpiele były zakazane. W związku z tym cała drużyna trafiła do aresztu, oskarżona o nieobyczajne zachowanie. Interwencja angielskiego dyplomaty i wyrozumiałość brazylijskich stróżów prawa sprawiła, że przybysze z Europy uniknęli odesłania do domu. Exeter City mogło spokojnie udać się do Argentyny, gdzie drużyna rozegrała osiem spotkań towarzyskich. W czasie tournée angielscy trzecioligowcy przeżyli kolejne przygody. Podczas jednego ze spotkań towarzyskich, działacz rywali groził sędziemu bronią, gdy ten odgwizdał karnego dla Exeter. Innym zaś razem, konny policjant, ochraniający spotkanie, stracił panowanie nad swoim wierzchowcem i zwierzę wbiegło na murawę, przerywając atak Anglików. Pobyt „The Grecians” w sąsiednim kraju, postanowili wykorzystać działacze z Brazylii. Poprosili więc Anglików, by wydłużyli swoje tournée i w drodze powrotnej zatrzymali się jeszcze w „Kraju Kawy”. Goście z Europy mieli początkowo zagrać zarówno w Sao Paulo, jak i Rio. Wizy udało się jednak wydłużyć tylko na tyle, by czasu starczyło na wizytę w ówczesnej stolicy kraju. Z tego powodu, postanowiono utworzyć łączony zespół, składający się zarówno z najlepszych Paulistas, jak i Cariocas. Proces tworzenia zespołu narodowego nazwano „Selecao”, co w języku portugalskim oznacza „selekcję”. Nazwa ta stała się też pierwszym przydomkiem reprezentacji Brazylii. Wizyta Exeter City w Rio to był pierwszy raz, gdy profesjonalny zespół zagościł na brazylijskiej ziemi. Dla miejscowych mecz z mitycznymi Anglikami, był wielkim wydarzeniem, nawet jeśli miał to być pojedynek z trzecioligowcami. Potraktowali tę potyczkę bardzo poważnie. Zanim jednak podano danie główne, „The Grecians” zagrali dwa mecze na przystawkę. Najpierw pokonali drużynę złożoną z miejscowych Anglików 3-0, a następnie zespół złożony z Brazylijczyków ze stanu Rio 5-3. 21 lipca nadszedł czas na próbę generalną, która miała zweryfikować potencjał piłkarski największego kraju Ameryki Południowej. Spotkanie odbyło się na „Estadio das Laranjeiras”, które na co dzień było areną zmagań dla piłkarzy Fluminense. Chociaż stadion miał pojemność na około 6000 miejsc, tego dnia zmieściło się na nim blisko 10000 widzów. Największą gwiazdą Reprezentacji Brazylii był Arthur Friedenreich. Tego syna niemieckiego imigranta i brazylijskiej praczki, nazywano „mulatem o zielonych oczach”. Uchodził za największy piłkarski talent ówczesnej Brazylii. Opinię publiczną raził jednak … kolor jego skóry. „Rasowy mieszaniec” nie pasował do archetypu brazylijskiego bohatera narodowego. Przynajmniej tak uważały miejscowe elity. Piłką posługiwał się jednak tak wspaniale, że grzechem byłoby zabronić mu gry w zespole narodowym. Został więc pierwszym mulatem w reprezentacji Brazylii. Legendy mówią, że przed wyjściem na murawę, musiał pudrować twarz i nakładać tony brylantyny na swoje nieujarzmione włosy, by nie drażnić publiczności swoją afrykańską urodą. Friedenreichowi w ataku partnerował Oswaldo Gomes. Gwiazda miejscowego Fluminense, na którego stadionie doszło do tej wiekopomnej potyczki. To właśnie on napoczął Exeter City i tym samym zdobył pierwszą bramkę w historii reprezentacji Brazylii. W tym momencie trybuny wybuchły szałem radości. Mężczyźni podrzucali do góry swoje kapelusze, a kobiety machały białymi chustkami. Na 2:0 podwyższył Osman, gracz klubu America. Toporny, angielski, trzecioligowy futbol nie miał szans w starciu z gibkimi Brazylijczykami, którzy poruszali się po murawie, jakby tańczyli sambę. Swoją złość, piłkarze „The Grecians” wyładowali na Friedenreichu. Brazylijski gwiazdor stracił w czasie tego meczu dwa zęby. Trenerzy ręcznikami próbowali zatamować krwotok. Ucierpiał również kapitan zespołu – Rubens Salles – który zakończył mecz z kontuzją żeber. Gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni, rozentuzjazmowany tłum porwał swoich piłkarzy na barki, a lokalna prasa ogłosiła ich bohaterami narodowymi. Exeter City zostało pokonane przez Brazylijczyków 2:0. Anglicy niepocieszeni wrócili do kraju. Kilka tygodni później, wielu z nich musiało wyruszyć na front i walczyć po stronie państw Ententy w czasie I Wojny Światowej. Wielu młodych ludzi już nigdy nie powróciło z okopów do rodzinnego domu. Więcej szczęścia miał Dick Pym, jeden z uczestników południowoamerykańskiej wyprawy. Nie dość, że udało mu się przeżyć piekło wojny, to w 1923 roku, już w barwach Bolton Wanderers, zwyciężył w Pucharze Anglii. Z Pymem wiąże się zresztą pewna anegdota. Podobno przed powrotem do domu, zakupił w Brazylii papugę. Ptak przeżył na Wyspach Brytyjskich wiele lat, gdy w końcu umarł, pochowano go w pobliżu bramki, na stadionie Exeter.
Mecz z Exeter City uznawany jest za pierwsze spotkanie rozegrane przez reprezentację Brazylii. Dał on początek wielkiej, piłkarskiej potędze, jaką znamy dziś. Pokazał, że zarówno gracze z Sao Paulo, jak i Rio, mogą zagrać wspólnie, ponad związkowymi podziałami. Dwa miesiące później, odbyło się pierwsze oficjalne spotkanie „Selecao”. Ich przeciwnikiem była Argentyna. Brazylijczycy przegrali 3:0, po dwóch bramkach Izaguirre i jednej Molfino. Jednakże Friedenreich i jego koledzy, czynili szybkie postępy. Pięć lat później, Brazylia była już mistrzem kontynentu. Na Copa America 1919, w decydującym batalii pokonała Urugwaj. Potrzebne do tego były trzy spotkania z „Urusami”. W drugiej dogrywce meczu barażowego (spotkanie potrwało 150 minut, dwa wcześniejsze spotkania nie wyłoniły zwycięzcy), dziewiczy tytuł zapewnił „Selecao” Friedenreich, który wspólnie z kolegą z drużyny, Neco, został najlepszym strzelcem tamtego turnieju. Według niektórych źródeł „Mulat o zielonych oczach” zdobył przez całą swoją karierę 1329 goli, czyli o ponad 40 więcej niż Pele. Wyliczenia te opierają się głównie na notatkach, które w czasie kariery piłkarza, prowadził jego ojciec oraz ówcześni dziennikarze. Stowarzyszenie Historyków i Statystyków Futbolu uznaje mu oficjalnie 354 gole w 323 meczach, co daje kapitalną średnią 1,11 trafienia na mecz. Dziewięciokrotnie był najlepszym strzelcem rozgrywek stanowych. Copa America wygrywał z kolegami dwukrotnie. W kadrze zagrał 15 razy i strzelił 8 goli. Był też symbolem przełamywania barier rasowych. Dowodem na to, że „kolorowy” chłopak także może zostać brazylijskim bohaterem. Wówczas nie było to tak oczywiste. Chociaż społeczeństwo w „Kraju Kawy” było różnorodne, niczym fauna i flora Amazonii, istniały silne podziały rasowe. Piłka nożna okazała się doskonałym narzędziem do burzenia tych ścian. W 2014 roku Exeter City wyszło z inicjatywą, by dla upamiętnienia tamtego wydarzenia znów zagrać mecz. Oczywiście ciężko byłoby, żeby „The Grecians” zmierzyli się z pierwszą reprezentacją „Canarinhos”. Na pomysł przystało jednak Fluminense, na którego obiekcie zostało rozegrane historyczne spotkanie. „Flu” pokryli większość kosztów związanych z logistyką. W Brazylii zmierzyły się zespoły U-23 obu klubów. Na trybunach pojawiła się delegacja fanów z Europy. Mecz rozpoczęto oryginalną piłką z 1914 roku. Padł bezbramkowy remis. Któż mógł się spodziewać, że ten niepozorny klubik z hrabstwa Devon, który nigdy w swojej historii nie zagrał wyżej, niż na trzecim szczeblu rozgrywkowym, odegra tak ważną rolę w historii najbardziej utytułowanej reprezentacji na świecie? Jest to kolejny przykład na to, jak piękne i romantyczne historie potrafi pisać futbol. Skład reprezentacji Brazylii w meczu z Exeter: Marcos de Mendonca – Pindaro, Nery, Sylvio Lagreca, Rubens Salles, Rolando, Abelardo, Oswaldo Gomes, Arthur Friedenreich, Osman, Formiga;Trener: Sylvio Lagreca

7

Narodziny „Seleção”(tą frapującą historie przeczytacie w odpowiedzi na mój komentarz):

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Comentateiro
@Bernard777
@Adran360

8

O takiej postaci pamięta każdy prawdziwy cule:

21 lipca 1898 r. urodził się Josep Sunyol Carriga. Był on osobą bardzo cenioną w FC Barcelonie. Pracę w klubie zaczął już w 1928 r., gdy rządził popierający monarchie prezydent Arcadi Balaguer. Sunyol mimo lewicowych poglądów potrafił jednak znaleźć z nim wspólny język. Poza pracą w Dumie Katalonii wydawał tygodnik ,,La Rambla”, którego hasłem było ,,sport i życie miasta”. 27 lipca 1935 r. wybrano go prezydentem, ponieważ socios docenili poprawę sytuacji ekonomicznej klubu, do której Sunyol wyraźnie się przyczynił. Za jego kadencji Blaugrana zdobyła mistrzostwo Katalonii oraz przegrała słynny finał Pucharu Hiszpanii, w którym wspaniały mecz rozegrał ówczesny bramkarz Realu Madryt Ricardo Zamora. Niestety Josep Sunyol nie dożył sędziwego wieku, bowiem został zamordowany przez armię narodową generała Franco, o czym napiszę 6 sierpnia.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

0

@mekston No raczej nie! Chyba że Leoś również zmieni lige na arabską lub jakąś hinduską to jeszcze byłaby jakaś szansa ale na to się nie zanosi...

4

Lionel Andres Messi po strzeleniu 2 goli ubiegłej nocy w rozgrywkach MLS, uzyskał łącznie 535 goli na poziomie pierwszoligowym. Do drugiego w tejże klasyfikacji Cristiano Ronaldo traci 37 goli.

0

@Herato Dokładnie tak!

8

Fartowny Paragwaj:

20 lipca 2011 roku Paragwaj po starciu z Wenezuelą awansował do finału Copa America nie odnosząc żadnego zwycięstwa w żadnym z poprzednich meczów turnieju. I tak: 3 mecze fazy grupowej zremisował 0-0 z Ekwadorem, 2-2 z Brazylią, 3-3 z Wenezuelą, w efekcie awans do fazy pucharowej z 3 miejsca. W ćwierćfinale 0-0 po dogrywce i wygrana 2-0 w rzutach karnych z Brazylią, w półfinale 0-0 po dogrywce i wygrana 5-3 w rzutach karnych z Wenezuelą. Zwycięstwo po rzutach karnych nie jest odnotowywane jako zwycięstwo po 90 minutach gry lub z dogrywką. Warto zauważyć że Paragwaj w ćwierć i w półfinale zagrał z drużynami, z którymi rywalizował w grupie. Ostatecznie fartowny Paragwaj przegrał w finale z Urugwajem 0:3. Mnie osobiście z owego turnieju najbardziej zabolała porażka „Albicelestes” z Urugwajem w ćwierćfinale w rzutach karnych 4:5 i to na argentyńskiej ziemi(!) w Santa Fe...
@Adran360
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Sysia11

2

@FCBparasiempre
Jak pisał Brian Glanville, składowe elementy drużyny brazylijskiej ,, rozleciały się a następnie dziwnie i równomiernie powróciły na swoje miejsce". W ciągu tych czterech lat od poprzedniego Mistrzostwa Świata Brazylii, dwóch kluczowych zawodników tej reprezentacji z mieszanymi sukcesami grało La Liga. Vawa, który strzelił dwa gole w finale z 1958 roku spędził dwa udane sezony w barwach Atletico Madryt. Drugim z graczy był Didi, jedna z nielicznych zagranicznych gwiazd ściągniętych przez Bernabeu, której nie powiodło się w Realu Madryt. Po części wynika to z faktu że nigdy nie potrafił nadążyć za energią i szybkością drużyny a po części z powodu problemów osobistych, który wiązały się z osobą jego żony. Jego partnerka pracowała jako dziennikarka i twierdziła że di Stefano jest zazdrosny o jej męża i źle go traktuje. Tymczasem di Stefano zarzucał Didiemu że za mało walczy o piłkę i zbyt łatwo ją traci. ,, Stadion Bernabeu lubi jakość ale ceni także wysiłek, pracowitość, oddanie- pragnie bitwy. To widownia, która jest przyzwyczajona do wygrywania a aby wygrywać trzeba walczyć"- powiedział kiedyś di Stefano. Innymi słowy Didi się nie liczył. Prawdopodobnie to brak szczęścia a nie słaba gra zadziałał na niekorzyść reprezentacji Hiszpanii dowodzonej przez Helenie Herrera. Zaczęło się od chwiejnego startu, w którym Hiszpanie przegrali z Czechami 01. Ich pierwsze akcje zostały otwarte przez solidną obronę a płynności gry przeszkadzały brutalne ataki, które okaleczyły gwiazdy Herrery. Agresja Czechów doprowadziła do tego że jeden z graczy, Martinez, z czystej frustracji kopnął jednego z rywali w brzuch. W drugim meczu z Meksykiem Hiszpanie odnaleźli swój rytm. Po raz kolejny solidna obrona stawiała opór atakom Hiszpanii ale tym razem Bogowie się do nich uśmiechali i Peiro w ostatniej minucie zdobył zwycięską bramkę. W ostatnim meczu fazy grupowej Hiszpania zmierzyła się z Brazylią. Hiszpanom do wyjścia z grupy wystarczał remis. To był mecz, w którym Didi planował zemścić się na Di Stefano ale ten po naderwaniu mięśnie został pominięty w wyjściowym składzie. Zanim turniej się rozpoczął ojciec di Stefana pojawił się z ,, magiczną" maścią, która jednak nie pomogła kontuzjowanemu. Konflikt osobowości doprowadził do trwałego sporu pomiędzy Di Stefano a Herrerą. Wówczas młody reprezentant Hiszpanii Fuste wspominał: ,, di Stefano był facetem, który chciał przewodzić, chciał być szefem i chciał żyć jak szef. Problem tkwi w tym że Herrera także chciał być szefem i nie było W tej drużynie miejsce dla nich obu". Herrera przed meczem z Brazylią podjął ogromne ryzyko: dokonał 9 zmian w swoim wyjściowym składzie. Wymienił dwóch napastników, del Sola i Suareza, bramkarza Carmelo oraz obrońcę Santamaria. W ich miejsce wystawił atakującą piątkę z Puskasem i Gento obok trzech graczy Atletico Madryt prowadzonych przez Peiro. Dziennikarze ogłosili to spotkanie jednym z najlepszych w turnieju. Hiszpania grała z poświęceniem i sprytem. Wśród tych, którzy oglądali mecz znalazł się angielski dziennikarz i Bryan Granville, który zauważył że przez pierwszą godzinę Hiszpania grała defensywnie, co rozciągnęło grę Brazylijczyków. Szybki kontratak wyprowadzony przez Puskasa pozwolił Hiszpanom zdobyć gola na 10 minut przed przerwą. Hiszpanie pozostali wierni swojej taktyce i utrzymali się przy prowadzeniu do 72 minuty, kiedy to Brazylia wyrównała. Następnie na 4 minuty przed końcem Brazylijczycy strzelili zwycięskiego gola. Glanville doszedł do wniosku że to była ,, wielka niesprawiedliwość wobec Hiszpanii", która jego zdaniem była tamtego dnia lepiej zorganizowana i bardziej zmotywowana. Niemniej jednak odpadnięcie Hiszpanii z mistrzostw świata w 1962 roku odnowiło starą debatę na temat przyszłości hiszpańskiej piłki, które dała dojść do głosu okrutnym uprzedzeniom z przeszłości. Ataki nacjonalistów skupiły się na wpływach zagranicznych, które były widoczną częścią hiszpańskiej ekspedycji. Krytyce przewodził kontrolowany przez państwo dziennik sportowy ,, Marca". Gazeta pisała że słabe osiągnięcia Hiszpanii były spowodowane niedostateczną hiszpańskością w składzie a także w duszy wybranych zawodników. Z jednej strony dziennik uznawał że zagraniczni piłkarze, jak di Stefano, Puskas i Kubala oraz trenerzy, jak Daučik (węgierski teść Kubali), Paragwajczyk Manuel Fleitas czy sam Herrera dodawali ,, barw i emocji", które pomogły klubom takim jak FC Barcelona, Real Madryt oraz Atletico Madryt zdobyć krajowe oraz międzynarodowe trofea ale z drugiej strony twierdzono że obcokrajowcy blokują rozwój rodzimych talentów. ,, Jest jeszcze gorzej, kadra narodowa jest tak pełna zagranicznych graczy i tak wyszkolona na zagraniczną modłę że już przestała grać jak drużyna prawdziwych Hiszpanów: z pasją, agresją, odwagą, męstwem a przede wszystkim z furią"- pisała ,,Marca". Nawet największa gwiazda kadry, urodzonej wychowywany w Hiszpanii Luis Suarez nie umknął przed krytyką. Fakt że postanowił opuścić swój kraj i występować w zagranicznym klubie został użyty przeciwko niemu przez jego adwersarzy, którzy nazwali to aktem niepatriotycznym. Co do Herrery, to podczas swojego pobytu w Hiszpanii narobił sobie tak wielu wrogów że stał się celem bezpardonowych ataków, które uczyniły z niego najemnika, lojalnego wyłącznie wobec siebie.

2

@FCBparasiempre
„El Mago” czarował w Hiszpanii:

W okresie 12 lat pomiędzy mistrzostwami świata z 1950 a 1962 roku reprezentację Hiszpanii prowadziło 16 trenerów. Żaden z nich nie miał talentu, zdolności organizacyjnych czy wizji, aby wyciągnąć to, co najlepsze z klubowej piłki stworzyć drużynę z dolną do zdobywania tytułów. Być może ten jedyny, któremu udało się to osiągnąć, Helenio Herrera, selekcjoner w latach 1959-62, był zbyt arogancki i swoim podejściem powodował zbyt wiele podziałów, aby był w stanie stworzyć prawdziwą kadrę narodową. Podczas gdy kluby podnosiły swój poziom dzięki obecności zagranicznych graczy i pobierały lekcje u zdolnych trenerów, Hiszpania jako kraj piłkarski z pewnym opóźnieniem podchwytywała zagraniczne sztuczki i czary, których przebłyski widziała podczas tournee San Lorenzo de Almagro. Spośród wielu przyczyn sławy Herrery mało która może być tak negatywna jak doprowadzenie do alienacji zarówno Alfredo di Stefano, jak i Ladislao Kubali, dwóch największych postaci w hiszpańskim futbolu. Herrera był koczownikiem, który u szczytu swojej kariery wprowadził do zawodu trenera piłkarskiego magiczne dotknięcie a także silną osobowość. Urodził się w Argentynie jako dziecko hiszpańskich imigrantów, Jego ojciec był wygnanym anarchistą. Kiedy miał 4 lata wyemigrował z rodzicami do Casablanki, gdzie przyjął francuski obywatelstwo. RR w późniejszych latach twierdził że nauczył się wszystkiego, co potrzebował wiedzieć o piłce nożnej, nazywanej przez niego szkołą życia, jako chłopiec dorastający w Afryce północnej, integrując się i grając na jednym boisku z Arabami, Żydami, Francuzami i Hiszpanami. Podczas swojego dwuletniego pobytu w FC Barcelonie w latach 1958-1960 używał swoich mocy psychologicznych, aby motywować drużynę, która zbyt często zdawała się mentalnie obciążona historią klubu, oraz przejawiał skrywane kompleksy wobec swojego rywala Realu Madryt. Szybkość, z jaką barwę wydobywa się z czasowego zastoju i rozkwitła pod wodzą Herrery spowodowała że w Madrycie powstały teorie spiskowe na temat oszustw, sekretnych rytuałów a także nielegalnego stosowania narkotyków. Choć większość negatywnych informacji w prasie dotyczyła bezwstydnego merkantylizmu trenera, to zyskał on szacunek swoim zawodników, z wyjątkiem starzejącego się Kubali, którego uważał za niepotrzebny dodatek. Puste, który w tamtym czasie był jednym z młodszych graczy Bursy wspominał: ,, Herrera był psychologiem piłki nożnej. Był bardzo dobry w motywowaniu piłkarzy. Przekonywał ich że są lepsi od przeciwnika. Zaczął mnie wystawiać, kiedy miałem 17 lat. Patrzyłem na starszych kolegów: Kubalę, Evaristo i Ramalletsa, jakby byli bogami. Herrera wiedział jak najlepiej wykorzystać środki, które miał do dyspozycji". Herdera wprowadził hiszpańską i włoską piłkę nożną w nowoczesną erę trenerów, którzy wpływali na styl i światopogląd swoich zawodników. Z tego powodu był pierwszym trenerem, którego uznano za twórcę sukcesów swojej drużyny. Do tamtego momentu rola szkoleniowca była raczej marginalna, z wyjątkiem przedwojennych przykładów, ekscentrycznych angielskich dżentelmenów jak Mr. Pentland z Athletic Bilbao czy nieustraszonych Irlandczyków jak trener FC Barcelony Patryk O'connel. W latach 50-tych zespoły były bardziej znane ze swoich zawodników niż trenerów, jak chociażby Real Madryt i di Stefano. Jednakże Katalończycy wciąż wspominają erę Herrery, zaś Inter Mediolan z lat 60-tych nadal jest określany jako Inter Herrery. Zaczęto go nazywać ,, Magiem" a to ze względu na innowacyjne metody motywacyjne, które część obecnych utytułowanych trenerów, jak Pep Guardiola czy Jose Mourinho wciąż stosuje. Jego pełne animuszu przemówienia zawierały takie zwroty jak: ,, ten, kto nie daje z siebie wszystkiego nie daje niczego". Herrera gardził innymi hiszpańskimi trenerami, którzy nie byli w stanie nawiązać więzi z podopiecznymi i zmienić ich nawyków. Jego przedmeczowe rozgrzewki, jaki sesje treningowe były bardzo wymagające, jego konferencje prasowe zazwyczaj kontrowersyjne, Podobnie było z przygotowywaniem drużyny do meczów. Po podaniu piłkarzom filiżanek z herbatą zrobioną z różnych ziół i przypraw, których skład znał tylko on, kazał swoim piłkarzom uformować koło. Następnie po kolei rzucę piłkę w kierunku każdego zawodnika i patrząc mu prosto w oczy wykrzykiwał pytania: ,, Co sądzisz o meczu? Jak zagramy? Dlaczego wygramy?" i żądał odpowiedzi. Im dłużej kręcił się wokół okręgu, tym pytania nabierały intensywności. W momencie gdy wrzawa osiągnęła swoje apogeum krąg się rozpadał, piłkarze się rozbiegali, potem wracali do kręgu i wykrzykiwali: ,, wygramy".

Herrera zachęcał do przesądów, które(jak sam wierzył) uzupełniały tradycyjne, z jakimi większość klubów była związana z racji katolickich korzeni dużej części piłkarzy i kibiców. Znalazł podatny cel swoich sztuczek w postaci urodzonego w Galicji Luisa Suareza, atakującego pomocnika, który ze względu na kreatywne podanie i wybuchowy talent strzelecki był przezywany ,, El Arquitecto"(Architekt). Galicja nigdy nie mogła pochwalić się tyloma gwiazdami piłkarskimi co inne duże regiony Hiszpanii. Po Suarezie jedynie Amancio z Realu Madryt stał się znany, obu łączyło także to że na początku swojej kariery postanowili grać dla większych, nie galicyjskich klubów. Pozostali Hiszpanie twierdzą że Galicyjczykom brakuje siły Basków, wyobraźni Katalończyków, odwagi Kastylijczyków i sprytnej zręczności Andaluzyjczyków. Popularne wśród kibiców żart brzmi następująco: ,, Andaluzyjczyk wykopał piłkę na aut i się uśmiechnął. Galisyjczyk potrzebował aż 20 minut by ją odzyskać". Suarez był inny. Nie tylko był świetnym i kreatywnym środkowym napastnikiem, który jako pierwszy piłkarz urodzony w Hiszpanii został wybrany w 1960 roku europejskim piłkarzem roku ale także był niezwykle przesądny. Tak więc uznając Suareza za ,, prawowitego następcę" di Stefano, Herrera wykorzystywał wiarę zawodnika że przypadkowo rozlany kielich z winem podczas przedmeczowego obiadu dobrze wróży jego szansom strzeleckim. Kiedy Suarez nie patrzył Herrera mocno stukał w swój kielich a następnie donośnym głosem mówił: ,, jaka szkoda że zniszczyliśmy taki piękny obrus!" a piłkarz natychmiast podbiegał, maczał palec w rozlanym winie, po czym dotykał nim czoła oraz czubków butów. Oprócz znajomości sztuczek Herrera miał dobrą wiedzę na temat piłki nożnej oraz tego, co zrobić, aby gra bawiła a drużyna wygrywała. Eksperymentował z innowacyjną grą ofensywną, ustawiając obrońców jako skrzydłowych, których w zadaniach defensywnych wspierał Libero bądź środkowi obrońcy. Dzięki temu drużyna mogła szybciej wyprowadzać kontrataki, co powodowało że w meczach ze słabszym przeciwnikiem zespół zdobywał więcej goli. Wiedział także jak wywierać presję na rywalu pozostać za linią obrony A tymczasem reszta drużyny indywidualnie kryła przeciwników i szybko kontratakowała. Herrera twierdził że jego taktyka nieco różniła się od ,,catenaccio”, z którym zaczęto utożsamiać włoskie kluby znane z negatywnej gry. Sam lubił mieć wśród swoich opcji system, w którym stojący przed stoperem środkowi obrońcy pilnowali rywali a bocznie obrońcy musieli biegać z piłką i atakować. Herrera był pełen pochwał dla dwóch zagranicznych nabytków Barçy: Węgra Kocsisa, ,, Złotej głowy", który miał pewne przyjęcie i dużo siły w nodze, oraz jego rodaka Czibora, który potrafił bardzo pewnie biegać z piłką i był równie zdolny w strzelaniu goli. Podczas gdy Czibor lubił określać siebie jako ,, inżyniera pośród pracowników", Herrera kładł nacisk na wspólny wysiłek drużyny. Chciał ducha rywalizacji, siły i prędkości oraz dobrej techniki, co wszystko razem wzięte składało się na zwycięską formułę. W erze zagranicznych transferów w największym wkładem Herrery w dobrą kondycją fizyczną hiszpańskiej piłki było pójście w ślady Atletico Bilbao i promowanie piłkarzy z drużyny młodzieżowych Barçy, takich jak Olivella, Gensana, Gracia, Verges i Tejada. ,, zawdzięczamy im wiele zwycięstw", powiedział. ,, grają nie tylko z klasą ale także z absolutnym oddaniem dla barw klubowych". Jakieś 3 lata przed jego śmiercią w 1997 roku Herrere odwiedził w jego weneckim Palazzo pisarz Simon Kuper. Zapytany o czas spędzony w Hiszpanii trener wytłumaczył że wystawiał swoich ,, sprytnych obcokrajowców do ataku"- Kocsisa, Villaverdego, Czibora i tak dalej, zaś obronę opierał na domorosłych talentach, których lubił określać jako ,, jego Wielkich Katalończyków": Ramalletsie, Olivelli, Rodrze, Gracii, Segarze i Gensanie. ,, Katalończykom mówiłem: kolory Katalonii, grajcie za swój naród, a zaś obcokrajowcom mówiłem: pieniądze...". Herrera przeniósł się z FC Barcelony do mediolańskiego Internazionale w 1960 roku, trenując dalej także reprezentację Hiszpanii. Jak się okazało, to urodzony w Galicji Luis Suarez a nie Katalończyk czy obcokrajowiec, tego samego roku podążył śladami Herrery i za sprawą 250 milionów lirów, który wyłożył na niego Inter został bohaterem najdroższego transferu w świecie piłki nożnej. W swojej karierze Herrera trenował sześć hiszpańskich klubów a w latach 1959-62 reprezentacje. To on prowadził zespół, kiedy po osobistej interwencji Franco wycofano kadrę z ćwierćfinałowego dwumeczu ze związkiem radzieckim podczas pierwszych historycznych Mistrzostw Europy po przekonujących zwycięstwach prowadzonej przez Herrrere reprezentacji w eliminacjach nad Polską i Jugosławią a także dwóch wygranych w meczach towarzyskich (3:1 z Włochami na Camp No oraz 3:0 nad Anglią na Bernabeu) Hiszpanie byli optymistycznie nastawieni do kolejnej rywalizacji. Herrera przejął kadrę w 1959 roku i od początku oparł swoją drużynę na tak utalentowanych graczach, jak gwiazdy Realu Madryt: di Stefano, Gento czy del Sol, bohaterowie Barcy: Luis Suarez, Ramallets i Segarra a także Joaquin Peiro i ,, Chus" Pereda, ofensywni pomocnicy grający odpowiednio dla Atletico Madryt i FC sewilli.

Herrera przekonał swoich zawodników że pokonają Rosjan a następnie sięgnął po mistrzostwo. Jednak franco poskromił jakiekolwiek sny, które ta grupa najlepszych graczy hiszpańskich klubów miała o Europejskiej chwale, zakazując jej rozegrania meczów na terytorium Radzieckim i zamiast tego proponując rozegranie dwóch meczów na neutralnym terenie. Moskwa odrzuciła Tę prośbę. Działania Franco wynikały z pamięci o hiszpańskich weteranach błękitnej Dywizji, który wraz z Niemcami cierpieli na froncie wschodnim i których część rzekomo wciąż przebywała w sowieckich obozach koncentracyjnych. Jednak później twierdził że tym, co zmusiło go do podjęcia takiej decyzji były otrzymane przez niego szczegółowe raporty policji, które ostrzegały przed informacjami radzieckich mediów przewidujących że Rosja otrzyma duże wsparcie kibiców nie tylko w Moskwie ale także i na Bernabeu. Franko wyczuł komunistyczną intrygę: sowiecką sztuczkę propagandową mającą wyeksponować niepopularność reżimów wśród uchodźców z okresu wojny domowej a także pozostałych zwolenników Republiki. Te przypuszczenia wraz z prośbą Rosjan o zagranie hymnu sowieckiego a także zawieszenie flagi ZSRR nad stadionem Bernabeu przyniosły zbyt dużo argumentów aby Franko i jego poplecznicy (towarzysze broni z Wojny domowej) z hiszpańskiego Związku Piłki Nożnej mogli pozostać na nie obojętni, więc wycofali reprezentację Hiszpanii z turnieju. Szczegóły tej kontrowersji nigdy nie zostały przedstawione poddanych w tamtych czasach ostrej cenzurze mediach hiszpańskich, czego głównym powodem była próba obwinienia Związku Radzieckiego o wywieranie nacisków, aby mecz został rozegrany na neutralnym terenie. Spór został źle odebrany wśród części piłkarzy, którzy prywatnie mieli żal do polityków o bezpardonowe wtrącanie się w ich działalność sportową. Reprezentant Hiszpanii Pereda powiedział podczas wywiadu, którego udzielił w 2010 roku: ,, Wszyscy powróciliśmy do domu wielce zasmuceni. Ja a także inni raczej nigdy nie byliśmy w Rosji. Byliśmy naprawdę zaciekawieni tym że zobaczymy kraj, który wydawał się tajemniczy dla nas i innych Hiszpanów, którzy nie udali się po wojnie domowej na wygnanie lub nie walczyli tam podczas II wojny światowej. Była to także dla nas okazja aby zagrać w finale dużego turnieju. Pamiętam że zbieraliśmy się w siedzibie Hiszpańskiego Związku w Madrycie, kiedy nagle powiedziano nam że mecz został odwołany i że możemy wracać do domów. To wszystko z powodu presji politycznej. Niektórzy ministrowi powiedzieli żeby grać, inni żeby nie grać ale to Franco był szefem a on powiedział nie". W imieniu drużyny Herrera publicznie wyraził swoje niezadowolenie, nie czyniąc bezpośredniej wzmianki o polityce a tym bardziej nie obwiniając Franka. Rozgłaszane wszędzie plotki sugerowały że żal nie był wynikiem jakich patriotycznych pobudek czy miłości do piłki nożnej ale raczej utraty bonusów finansowych, które hiszpański Związek Piłki Nożnej obiecał Herrerze w przypadku pokonania Związku Radzieckiego. To posunięcie na pewno nie pomogło Franco w poprawie wizerunku za granicą. ,, The times" potępił to, co nazwał arbitralnym i próżnym politycznie, przymusowym działaniem, które naruszało podstawowe założenia MKOL-u i FIFA. Gazeta sugerowała, całkiem zresztą precyzyjnie że Franco chciał uwierzytelnić swój wizerunek antykomunistycznego wojownika zimnej wojny, aby zyskać w oczach swojego militarnego i handlowego sojusznika Stanów Zjednoczonych. Rzeczywiście sprawa miała niewiele wspólnego z samą piłką nożną. Herrera przetrwał jeszcze dwa lata na stanowisku selekcjonera reprezentacji Hiszpanii, jednak zyskał tyle samo wrogów co przyjaciół i ci pierwsi ostatecznie go dorwali. Argentyńczyk od razu musiał zmierzyć się z krytyką z powodu pozbycia się Kubali, najpierw z Barçy a następnie z drużyny Narodowej. Swoją decyzję usprawiedliwiał utratą formy a także brakiem dyscypliny co wiązało się z nadużywaniem alkoholu przez Węgra. Herrera przepędził nie tylko Kubalę ale także inną legendę hiszpańskiego futbolu- Pepe Samitiera, byłą gwiazdą a następnie dyrektora technicznego FC Barcelony. Po sporze z trenerem Samitier przeniósł się do Realu Madryt, gdzie miał tyle samo przyjaciół, włącznie z samym Franco, co w stolicy Katalonii i tam pielęgnował powiększającą się urazę do Argentyńczyka. Do czasu kiedy Hiszpania awansowała na Mistrzostwa Świata w Chile 1962 roku Herrera stał się, jak przedstawił to Alfredo Relaño ,, czarnym charakterem w filmie... Dla wielu innowator, dla innych prawdziwych antychryst piłki nożnej". Na papierze drużyna Hiszpanii, która pod wodzą Herrery awansowała na mundial w 1962 roku mogła wyłącznie zachwycać ze względu na dużą liczbę utalentowanych zawodników i doświadczenie. W składzie było czterech naturalizowanych obcokrajowców: di Stefano, urodzony w Urugwaju obrońca Realu Madryt Jose Santa Maria, Puskas oraz urodzony w Paragwaju napastnik Barçy Eulogio Martinez i grupa rdzennie hiszpański gwiazd, wśród których byli Gento, Collar, Peiro, Garay, Adelardo i del Sol. Jednak w Hiszpanii a nie zdołała przebrnąć przez pierwszą rundę, w której zmierzyła się z Meksykiem oraz z późniejszymi finalistami turnieju Czechosłowacją i przyszły mistrzem Brazylią.

2

@Bernard777 dla ciebie

11

Premierowy gol „La Pulgi” w barwach Blaugrany:

20 lipca 2004 r. Lionel Messi strzelił swojego pierwszego gola w seniorskiej drużynie FC Barcelony. Miało to miejsce w 74 minucie towarzyskiego meczu z CF Palamos na „Camp Municipal Palamos”, wygranego przez Barçe 6:0. Messi pojawił się na boisku od początku drugiej połowy a gola strzelił na 4:0.

@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360

2

@Bernard777 Wiem! Bedzie właśnie o tym mowa 30 lipca :)
Na ten mecz, który się nie odbył 20 lipca chciałem właśnie jechać do Gdańska do ciotki ale nie miałem złamanego grosza przy dupie, niestety...

0

@gumaz A no to chyba że tak...

0

Hejka! @Safrani Żyjesz tam chopie wogóle!? Czemu nie odpowiadasz na mój komentarz?

0

@mekston po ustawionych MŚ 2022?
Ronaldo - 40 lat na karku, a dalej gotuje w top5 ligach i bije kolejne rekordy.

Jakich ustawionych i jakież znowu bije rekordy w top 5 ligach Ronaldo? O co tu chodzi?

14

Smutne wspomnienia:

20 lipca 2013 r. miał odbyć się mecz Barçy, do którego nie doszło. Tego dnia na PGE Arenie w Gdańsku zagrać miały ze sobą mecz towarzyski Lechia Gdańsk z FC Barceloną. Jednak dzień wcześniej na Camp Nou odbyła się konferencja prasowa, na której poinformowano iż „Tito” Vilanova ma nawrót choroby nowotworowej i Blaugrana jest zmuszona odwołać swój przyjazd. Ostatecznie po kilkudniowych negocjacjach termin meczu został przesunięty o 10 dni. Trener Barçy zrezygnował z prowadzenia drużyny i udał się na kolejne leczenie. Niestety 25 kwietnia 2014 r. przegrał walke z chorobą.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

0

@FcPortoFan1999 A no dzięki! Spróbuje

2

@Safrani No jak tam nasz kochany Widzew(?) bo nie mam możliwości oglądania. Canal+ nie posiadam a te pieprzone strumyki wogóle nie działają! Apropo Canal+ Mam kablówke w Vectra pakiet srebrny plus pakiet Elevenów. Gdybym chciał wykupić jakieś sportowe Canal + to ile najtaniej teraz?

10

Planowe zwycięstwo:

19 lipca 2011 r. Wisła Kraków pokonała Skonto Ryga 2:0 w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. „W tym meczu stworzyliśmy więcej szans niż w pierwszym spotkaniu. Nie były to doskonałe okazje, bo trudno o to, gdy rywal broni się w jedenastu w polu karnym. W przerwie powiedziałem zawodnikom, że robimy dym, a nie pożar. Graliśmy za wolno piłką. Drużyna zareagowała na te uwagi i w drugiej połowie zagrała zdecydowanie lepiej, czego efektem były bramki Patryka Małeckiego i Ivicy Ilieva” – tak po ostatnim gwizdku występ swojej drużyny ocenił trener Białej Gwiazdy, Robert Maaskant. Holender był w trudnej sytuacji, bo musiał tak przygotować zespół, by złapał formę jeszcze przed zaplanowanym na koniec lipca startem ligi. Niespecjalnie się to udało. Wiślacy w starciach ze Skonto zdobyli trzy bramki, nie dali sobie strzelić gola, ale ich postawa na boisku pozostawiała wiele do życzenia. „Na mistrzów Łotwy to wystarczyło, ale jak będzie dalej?” – zastanawiano się przy Reymonta. W kolejnej rundzie na krakowian czekał dużo silniejszy rywal: najlepsza ekipa Bułgarii, Liteks Łowecz.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

2

@Bernard777 No ja, to go nie widziałem w akcji. Jeszcze wtedy nie ,,wzieła" mnie Barcunia ale co do syna Sergio, to tak, mieliśmy szczęście co do niego...

11

Legendy FC Barcelony większe i mniejsze:

19 lipca 1967 r. urodził się Carles Busquets. Ojciec Sergio w 1987 r. zadebiutował w Barcelonie B a od 1990 został włączony do kadry pierwszej drużyny jako zmiennik Andoniego Zubizarrety. W latach 1994-96 miał okazje grać jako pierwszy bramkarz, lecz jego umiejętności nie były imponujące. W 1999 r. odszedł do Lleidy, gdzie zakończył karierę. Ogółem dla Blaugrany rozegrał 117 spotkań i wpuścił 116 goli.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

11

Wybitne legendy polskiego futbolu:

18 lipca 1949 r. w Zabrzu urodził się Jerzy Gorgoń, środkowy obrońca. Mieszanka językowa jakiej używał węgierski trener Górnika Zabrze, Geza Kalocsay, zawsze budziła wielką wesołość. Madziar przeplatał ze sobą język angielski, niemiecki, węgierski i czeski, tworząc niespotykane konstrukcje. Jedną z najśmieszniejszych była wiązanka, którą często rzucał pod adresem swego podstawowego stopera- Jerzego Gorgonia: ,,Ty jesztesz welky elefant. Ty must biegać!”. Bawiła ona jednak głównie zawodników Górnika, bo przeciwnikom nie było już do śmiechu, gdy stawali naprzeciwko potężnego, mierzącego blisko 2 metry środkowego obrońcy, z charakterystycznymi długimi blond włosami. Wtedy pojawiał się raczej strach. W Ekstraklasie był wierny barwom Górnika przez ponad dekade. Trafił tam tuż po ukończeniu 18-tego roku życia. Z miejsca budził ciekawość swoim wzrostem, był prawie 10 cm wyższy od dwóch pozostałych najbardziej okazałych pod względem wzrostu zawodników w składzie Górnika, Jana Gomoli oraz Rainera Kuchty. Gdy zadebiutował w marcu 1968 r., z miejsca stał się jednym z najwyższych zawodników w Ekstraklasie. Z czasem przylgnął do niego pseudonim ,,Wielka Biała Góra”, z racji gabarytów oraz długich blond włosów. O tę gorę potem rozbijali się prawie wszyscy napastnicy. Dobrze zbudowany, twardy a dzięki pracy z Kaloscayem także znakomicie wyszkolony pod względem taktycznym, stanowił jednego z najlepszych obrońców Ekstraklasy w historii. ,,Uważam że był to jeden z lepszych środkowych obrońców w Europie. Warunki fizyczne miał wspaniałe a przy tym był bardzo sprawny i szybki. Wygrywał wiele pojedynków, także biegowych, przede wszystkim głową, ze względu na wzrost. Niektórzy, tak przypuszczam, to zwyczajnie się go bali… i wcale im się nie dziwie bo jak taki olbrzym ruszył i się rozpędził to nie było przeproś…”- opowiadał Kazimierz Górski w swojej książce ,,Pół wieku z piłką”. Nauki wyniesione od partnerów z obrony, Stanisława Oślizły oraz Stefana Florenskiego, sprawiały iż długo był liderem w kraju na swojej pozycji. Dowodziły tego indywidualne wyróżnienia. W 1973 r. wygrał punktacje ,,Złotych Butów” katowickiego ,,Sportu”. Sezon później został zaś sklasyfikowany na 15 miejscu w całej Europie w plebiscycie Złotej Piłki! Z obrońców wyżej od niego znaleźli się tylko Beckenbauer, Breitner oraz Vogts, czyli trzej mistrzowie świata. Jurorom mógł dać się zapamiętać nie tylko ze skutecznej gry w obronie ale też dzięki diabelskiej wręcz umiejętności strzelania goli z dystansu. Pokazał go między innymi podczas meczu fazy grupowej przeciwko NRD w turnieju olimpijskim w Monachium. Dwukrotnie z odległości 30 metrów kropnął nie do obrony dla bramkarza przeciwników. Podobnym wyczynem popisał się 2 lata później w starciu przeciwko Haiti na mistrzostwach świata, gdzie przepięknym strzałem z dystansu zaskoczył bramkarza egzotycznych przeciwników. Został tym samym pierwszym polskim obrońcą ze strzelonym golem na mundialu. Do dziś jego wyczyn skopiowali tylko Majewski, Bosacki i Bednarek spośród przedstawicieli tej pozycji. Mało brakowało a podobnie wpisałby się na liste strzelców też przeciwko Argentynie, jednak bramkarz obronił jego strzał z dystansu końcami palców. Bramkostrzelność pokazywał też w lidze, gdzie skończył z 18 golami, co jak na stopera było znakomitym wynikiem. W ostatniej edycji, w której występował, zanotował aż 5 trafień. W układance Kazimierza Górskiego Gorgoń był absolutnie bezcenny.

Razem z reprezentacją Polski zdobył złoto i srebro olimpijskie a także srebro mistrzostw świata. We wszystkich tych turniejach opuścił tylko jeden mecz! Przed starciem o 3 miejsce na mundialu w RFN mocno bolała go kostka ale zacisnął zęby i zagrał, skutecznie powstrzymując brazylijskie gwiazdy. Po MŚ francuska agencja prasowa umieściła go w drugiej ,,11” turnieju. Na igrzyskach 2 lata wcześniej uznawano go zaś za drugiego po Deynie największego bohatera Polaków. W eliminacjach MŚ 1974 także był filarem drużyny, zwłaszcza w finiszowych meczach z Walia i Anglią. Po pierwszym z nich selekcjoner rywali uznał go za najlepszego zawodnika w szeregach Polski. Po spotkaniu z synami Albionu zachwycił Alfa Ramseya. Także trener Górski wyróżnił go na konferencji prasowej, przyznając że znakomicie asekurował Jana Tomaszewskiego. Tomaszewski zrewanżował się Gorgoniowi już na mundialu, gdy obronił karnego wykonywanego przez Tappera ze Szwecji, podyktowanego właśnie za faul Gorgonia. Niektórzy uważali że jego konto obciążą gol stracony z RFN. Analizy wykazały jednak w tej sytuacji spalonego. ,,Świadomie puściłem Holzenbeina na spalonego”- twierdził po meczu. Potem pojechał z drużyną Gmocha na mundial do Argentyny. Selekcjoner postanowił z niego zrezygnować przed najważniejszym meczem z gospodarzami. Na obronie zastąpił go nominalny pomocnik, Henryk Kasperczak. Do dziś ta decyzja dla wielu znawców jest szokująca, zwłaszcza że 2 gole w tym meczu zdobył Kempes, za którego upilnowanie odpowiedzialny był następca Gorgonia. Gmoch jednak twierdził że absencja obrońcy wynikała tylko z powodu dyspozycji fizycznej. W kolejnym meczu(z Peru) udowodnił jednak dobrą forme. Trafił nawet do ,,11” tej kolejki. Problem jednak często stanowiła jego dyspozycja psychiczna. Z tego powodu został szybko zmieniony w starciu IO 1972 z ZSRR a 4 lata później w finale turnieju nie wybiegł na boisko, choć był w awizowanym składzie. Selekcjoner Górski uważał fakt że nie wymusił na nim udziału w meczu za jeden ze swoich większych błędów szkoleniowych. Na ogół cichy i spokojny raz wplątał się w olbrzymią afere. Wracając pociągiem z meczu z Francji, wraz z Szarmachem naubliżali obsłudze. Dla Gorgonia skończyło się to półroczną dyskwalifikacją. Z tego powodu nie wziął udziału między innymi w meczu decydującym o awans do ME z Holandią, który kadra gładko przegrała 0:3. Ostatecznie karierę w reprezentacji zakończył z 55 rozegranymi meczami. Jest członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta. Na jego koncie znajduje się finał Pucharu Zdobywców Pucharów. Odznaczył się zwłaszcza w tryptyku półfinałowym z AS Romą. Po jego rajdzie przerwanym faulem, sędzia zarządził rzut karny zamieniony przez Lubańskiego na gola. Brał też udział w kolejnej kampanii zakończonej na ćwierćfinale tych rozgrywek. Po wyjeździe z Górnika Zabrze grał w Sankt Gallen. Po zakończeniu kariery osiadł w Szwajcarii.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

9

Wybitne legendy futbolu:

18 lipca 1942 r. urodził się Giacinto Facchetti, lewy obrońca, Wicemistrz Świata z 1970, Mistrz Europy z 1968 r., 2-krotny Zdobywca Pucharu Mistrzów: 1964 i 1965(z Inter Mediolan), 2-krotny Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego: 1964 i 1965(Inter Mediolan). Niedoszły lekkoatleta w młodości biegający na 400 metrów, wykorzystywał na boisku naturalną szybkość i wytrzymałość. Był w grupie obrońców, którzy linię wyznaczającą środek boiska przestali traktować jak drut pod napięciem. Na czarno-białych taśmach z fragmentami meczów reprezentacji Włoch długonogiego obrońcę Giachinto Facchettiego częściej można dostrzec pod bramką przeciwnika niż pod własną, zresztą nieprzypadkowo. Oglądaliśmy piłkarza, który wyprzedził swoją epokę, którego gra okazała się kamieniem milowym na drodze emancypacji obrońców. Zygmunt Anczok lewy obrońca w reprezentacji Kazimierza Górskiego jest jednym z wielu, którzy wzorowali się na grze Włocha: ,, Przez lata trenerzy tłukli nam do głowy żebyśmy nie przekraczali tej środkowej linii. Któregoś dnia zobaczyłem faceta, który nic sobie nie robi z tych zakazów. Na Śląsku odbieraliśmy wtedy telewizję czeską. Sygnał ściągaliśmy dzięki takim długim szerokim antenom. Wcześniej jedynie czytałem o Facchettim a w końcu mogłem przyjrzeć się jego grze. 90 minut spędzonych przed telewizorem i gapienie się na niego traktowałem jako korepetycje na odległość”-opowiadał Anczok. Pod koniec lat 50-tych trenerzy eksperymentują z taktyką szukając najlepszych rozwiązań. W każdym z tych systemów gry rola obrońców ogranicza się jedynie do obmyślania sposobu na powstrzymanie napastnika. Własną połowę przekraczają od święta a linię wyznaczającą środek boiska mają traktować jak drut pod napięciem. Opowieści o obrońcach szarżujących w pole karne rywali brzmią jak herezja. Facchetti właśnie wkracza do dorosłego futbolu. Jest juniorem nieśmiało rozmyślającym o podpisaniu kontraktu z Interem Mediolan. W klubie rządzi charyzmatyczny Helenio Herrera, trener mający wielką ochotę wywrócić do góry nogami obowiązujące reguły gry a zajmie mu to kilka lat. Banalną prawdę że najważniejsze dla drużyny jest nie stracić gola uzna za swoje credo. Z czterech obrońców Interu, z jednym cofniętym jako libero, Herrera utworzy zaporę nie do przejścia nazwaną catenaccio(rygiel, zasuwa). Swój system stale udoskonala a jego siłę widzi w kontratakach. Zespół Interu przejmujący piłkę od rywali z żółwia szczelnie skrytego za swoim pancerzem przeistacza się w drapieżnika. Skrajni obrońcy mediolańczyków pędzą przed siebie siejąc popłoch w obozie wroga. Za swój rewolucyjny pomysł argentyński wizjoner nie tylko nie spłonął na stosie ale szybko znalazł naśladowców. Facchetti był dla niego kluczową postacią. W macierzystym klubie Trevigliese piłkarz zaczynał jako napastnik ale Herrera zrobił z niego wzorowego bocznego obrońcę. Sunął on po lewej stronie niczym pociąg ekspresowy zatrzymując się dopiero pod bramką przeciwnika. Niedoszły lekkoatleta w młodości biegający na 400 m. wykorzystywał na boisku naturalną szybkość i wytrzymałość. Do tego silny, o budowie ciała tak idealnej iż mógłby pozować Michałowi Aniołowi. Od Herrery dostał zgodę na improwizowanie a instynkt atakującego dopomógł Fachettiemu strzelić 59 goli w Serie A(skuteczność niebywała jak na zajmowaną przez niego pozycję w grze). Pionierski styl gry Giacinto zmienił sposób myślenia o zadaniach defensywnych. Facchetti, boiskowy dżentelmen w trakcie kariery tylko raz obejrzał czerwoną kartkę i to nie za faul ale za ironiczne brawa dla sędziego po jego błędnej decyzji. Pytany jak mu się udało unikać wykluczeni gdy ryzyko faulu jest wliczone w grę obrońców odpowiadał z niewinną miną: ,,W piłkę gram dla przyjemności i nikomu nie mam zamiaru wyrządzić krzywdy. Nauczyli mnie tego w oratorium”. Katolickie oratoria istniejące we Włoszech od XVI wieku to rodzaj świetlic, w których młodzież zapoznaje się z Pismem Świętym. Ponieważ we Włoszech futbol jest jak religia, w końcu duchowni doszli do wniosku że zgłębianie Biblii warto połączyć z rozrywką. Zaczęli organizować mecze dla swoich podopiecznych. Obok oratoriów wyrastały boiska, na które potem zwabieni okazją zjeżdżali wysłannicy największych włoskich klubów. Giacinto był właśnie takim dzieckiem oratorium gdzie jego talent dostrzegli przedstawiciele Interu i zaprosili na rozmowy do Mediolanu. Młodzieniec jeszcze nie wiedział że w stolicy Lombardii znajdzie piłkarską miłość swojego życia. W bogatym futbolowym dossier Facchettiego zmieściło się 18 wybitnych sezonów spędzonych w Interze. W reprezentacji rozegrał 94 spotkania. Po Mistrzostwo Europy i drugie miejsce na świecie Włosi sięgali z Facchettim jako kapitanem drużyny. W 1978 r. zakończył karierę kiedy to z powodu kontuzji nie mógł pojechać do Argentyny na swój 4 Mundial. Miejsce Facchettiego, ikony włoskiego futbolu mogło być nadal tylko w Interze. Pełnił w nim różne funkcje a nawet zarządzał nim przez kilka lat jako prezydent. Przede wszystkim stanowił wyrocznię we włoskim futbolu. Łatwiej być doskonałym piłkarzem niż wielkim człowiekiem a jemu udało się to połączyć. Giacinto Facchetti zmarł w 2006 roku po długiej walce z rakiem krtani. Dla Interu był świętością i takim pozostanie na zawsze.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?