Draqulius
Dołączył/a: lipiec 2013
Poznań
5 obserwujących
2 obserwowanych
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@Colon Trudny wybór - po raz pierwszy mamy pojedynek stricte wokalny i to w rejonach folkowych oraz muzyki świata- cmentarny baryton Perrego contra świetlisty, naturalny głos Sheila Chandra - w takich przypadkach wyżej stawiam jednak wykonanie ,,na żywo" - bo tu dzieje się magia - choć ,,Death Will Be My Bride" zaśpiewane jest niezwykle stylowo, no i fantastyczna produkcja.
Ps. żadnego Iron Maiden :)
1
@Colon Hell no! - za finał rodem z System of a Down.
0
@Colon Wyobraziłem sobie co by było, gdyby Tarantino wykorzystał "Surfin' Bird" w scenie z Panem Blondim i nakazał mu zatańczyć jak trzeba:
Oscar jak nic - wygrywają śmieciarze i ich serfujący ptak - nic już lepszego na tej liście nie usłyszę ;).
0
@Colon Z Panem Fishem nie miałem przyjemności się zapoznać - przez chwilę myślałem, że to jakieś alter ego Gabriela, bo barwa głosu uderzająco podobna.
Z reguły lubię trybalne, etniczne rytmy, ale tym razem jakoś duchy przodków do mnie nie przemówiły - wygrywa szeregowy Kowalski.
0
@Colon Trudny wybór, nie znam tych kompozycji. Jedynie kojarzę Rudessa, ale jego solowych prac nigdy nie słyszałem.
Dostrzegam analogię pomiędzy poprzednią parą: ,,Time Crunch" to trochę taki Tarkus na sterydach (nawet trochę pobrzmiewa tam jeden z motywów), zaś "In the Land of the Pumpkins" ma więcej melodyjności i wielowymiarowości rodem z Gates of Delirium - i dla tego zwycięży ten wyrównany pojedynek.
Natomiast pod względem czysto technicznym i instrumentalnym w obydwu przypadkach to absolutna liga mistrzów.
2
@Colon Myślałem, że jak przyjdzie pora na ELP to zapodasz to
A tak bezsprzecznie Yes - zespół któremu udało się połączyć progresywne, złożone kompozycje, wirtuozerie z niespotykaną melodyjnością, którą także ma Jethro Tull, tyle, że tu nie ma tego elementu pastiszu, przekory. Fenomenalny finał.
Ich Close to the Edge uważam za najlepszą progresywną płyty jaką dane było mi słyszeć.
0
@Colon Dobra - dam mu jeszcze szansę, przesłucham pozostałe jego płyt które mam (a mam Safe as milk i Mirror man)- bo maski już na pewno nie dam rady.
0
@Colon Willy the Pimp to świetny utwór, Bongo fury też lubię, ale to głównie Zappa i tak Zappa to geniusz - z tego co wiem to Beefheart nie potrafił grać na żadnym instrumencie, nie znał teorii - to czyta ekspresja. Fakt wielu muzyków powołuje się na niego, ale właśnie w kontekście, tej niczym nieokiełznanej wolności twórczej.
Ps. ,,Wokal Van Vlieta ma niesamowitą głębię – jego niskie rejestry wibrują w mostku, brzmiąc jak głos istoty z innej planety próbującej śpiewać bluesa Delty Missisipi". - za ten opis powinieneś dostać literackiego Nobla :)
0
@Colon Muzyczny hochsztapler Wołoweserce ( za Trout Mask Replica dałem chyba ze 120 zł i do dzisiaj nie wiem za co ;) ) contra muzyczny ,,żul" Waits - zdecydowanie blubry starego Toma (potwierdzam bardzo stylowa płyta).
0
@Colon Choć śmietana najlepsza z rana
to i pod wieczór smakowitsza
od thrashowego chrupania.
Ps. Oba filmy oglądałem tak dawno temu, że nie pamiętam ani jeden sceny. Nie dobrze, nie dobrze.
1
@Colon Świetny cover, ale tym razem oryginał to oryginał - wygrywa mój ulubiony żuk George Harrison - ,,If i needed someone" - no i mam słabość do 12 strunowego Rickenbackera i co za tym idzie do The Byrds także.
Polecam post Beatlesowską płytę Harrisona ,,All things must pass" - nie wiem, czy nie jest to najlepsza płyta wydana przez któregokolwiek z Panów po rozpadzie Beatlesów.
1
@Colon Tu nie jestem w stanie wybrać. To są jedne z tych utworów, które kształtowały moją młodość i są czymś więcej niż zbiorem nut i wartości rytmicznych. Może zabrzmi to trochę patetycznie, ale dzięki nim jestem trochę lepszym człowiekiem. Dziękuje za ten wybór.
0
@Colon Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem vol.2 - lecz tym razem przemawia do mnie bardziej - za drum&bassowy łamany groove wygrywa 4HERO.
0
@Colon Nie wiem, nie znam się, zaroboiny jestem- wygrywa dźwięk wody puszczonej z kranu, ale tak na 3/4 ;).
0
@Colon Vernon Reid - w zupełności wystarczy, żeby pokonać muzycznego Frankensteina z F No M. Polecam całą płytę Stain- świetne riffy.
0
@Colon Tu jest bardzo blisko, ale ponieważ zawsze chciałem odwiedzić Nowy Orlean, to chociaż tak mi się to udało. Wygrywa DS.
Mały minus za urwane zakończenie i niezbyt fortunne przejście do finałowej piosenki ........ chociaż w sumie to Nashville też chciałem odwiedzić.
0
@Colon No to ambitnie się zrobiło.
Garbarek - aż po nerkach daje z chłodu, normalnie jakbym tam był (gdyby jeszcze Tymon coś dośpiewał to już byłby ideał ), no ale Pat co nabudował to jego i nikt mu tego nie odbierze i kropka. I wygrywa Pat.
0
@Colon Śpiewający Tymon. Co mogło pójść nie tak?
Wygrywa
0
@Colon Na wstępie powiem, że obydwie płyty warto przesłuchać w całości - Binaural ma wiele ukrytych klejnocików (Light Years, Thin air, Sleight of hand, Parting Ways), a SBS to w sumie klasyk od deski do deski.
Dzisiaj pojedynek krzyżówek - Hendrixo - Gilmoura (Pan McCready - z reguły bliżej mu do Hendrixa, tu faktycznie ciąży ku Gilmourowi) vs. The Beatles Sabbath - wygrywa moim niezwykle skromnym zadaniem Beatles Sabbath - gdy dobra kompozycja to i dźwięk 3D nie potrzebny, choć przyznaje ton gitary Pana Mike robi robotę.
Fajnie że wróciłeś, bo już chciałem dzwonić na Policje w sprawi zaginięcia.
1
@Colon Soundtrack do Conana Barbarzyńcy vs. ,,przebojowy", przekorny progrock - co tu wybrać, co tu wybrać ? Ponieważ nie jest to mój ulubiony album JT (wolę Minstrela na galerii), za irytujący finałowy dźwięk wygrywa Conan, znaczy się Magma.
0
@Colon Ale że aż trzy na raz? To już jest rozpusta.
Wygrywa OPETH - za nastrój, produkcję (Wilson z tego słynie) i fakt, że Pan ze Szwecji potrafi śpiewać czysto i growlem i jeszcze grać na gitarze.
0
@Colon nieznam człowieka -
2
@Colon Tym razem to nieco inny wybór niż dotychczas, bo utwory są z nieco odmiennego muzycznego świat (zarówno stylistycznie, jak i geograficznie - pozostałe pary zdają się być bardziej do siebie zbliżone stylistycznie, formalnie, gatunkowo).
Obydwa są zacne, ale mamy za oknem zimę - i choć jest tam sporo nostalgii i ukrytego smutku - wygrywa słoneczna Brazylia.
Ps. ,,To brzmi jak podróż starym autobusem przez góry Minas Gerais – trzęsie, ale widoki są niesamowite." - skąd Ty te teksty bierzesz :) ? Bo jeśli z głowy to wielki szacunek. Powinieneś zostać dziennikarzem muzycznym. O muzyce bardzo trudno jest pisać.
0
@Colon Freddie kontra Freddie - wygrywa Freddie - zatem tym razem to prosty wybór - nie jestem fanem duetów i wszelkich krzyżówek (ni pies ni wydra - choć tu Mercuryego ratuje świetna technika śpiewu, która pozwala dopełnić wokalizy Pani Montserraty) - jednak bez zawahania Innuendo - utwór kompletny, arcyutwór - świetny opis -,,To jest "Bohemian Rhapsody" odarte z żartów, zastąpione egzystencjalnym lękiem" .
0
@Colon Patetycznie i wzniośle się zrobiło - wygrywa DCD za bardzo ciekawie poprowadzoną linie melodyczną wokalu do bardzo monotonnego podkładu z licznymi dysonansami - oj to musi być trudne do śpiewania.
0
@Colon Tym razem kompletnie nie moja bajka - stawiam na macki (choć na siłę), za te nawiązanie do muzyki bliskiego wschodu we finale, które ożywia cała kompozycję.
0
@Colon tu postawie na klasyczną ,,prostotę" trąbki Marsalisa - smakowite.
1
@Colon Cóż - lokalne aligatory lubią to. Po intensywnych naradach zdecydowały, że smaczniejszy jest Pan Phil, pomimo irytujących melorecytacji niskim głosem w tle głównego wokalu.
0
@Colon Return to forever nigdy nie słyszałem - mocno fusion jazzowo- funkowa ta baśniowość ;) - wygrywa Orkiestra - to inna liga - poziom dla znakomitej większości nieosiągalny - nie mogę znaleźć wersji live tego utworu - ten otwierający dźwięk to bass?
1
@Colon tu Focus - przeważyła wirtuozeria Akkeraman i większa oryginalność materiału, no i nie przepadam za takimi ,,wprost" zapożyczeniami z muzyki poważnej, choć solo na skrzypcach na duży plus.