10

Ronald to imię męskie pochodzenia germańskiego. Wywodzi się od słów oznaczających "ten, który panuje ze zrządzenia losu". Trzeba przyznać, że ostatnio los jest dla nas wyjątkowo złośliwy.

5

Finał Ligi Mistrzów w 1999 roku, Bayern powadzi z Manchesterem United, ale wpuszczeni w drugiej połowie Teddy Sheringham i Ole Gunnar Solskjær rzutem na taśmę odwracają losy meczu. W 2015 roku Bayern mierzy się z Wolfsburgiem i przegrywa po pierwszej połowie, ale Robert Lewandowski notuje kapitalny występ po wejściu z ławki i niemal w pojedynkę rozstrzyga losy meczu zdobywając 5 bramek. Nawet we wczorajszym spotkaniu Wieczystej z Chrobrym Głogów Franciszek Smuda wykazał się trenerskim nosem wpuszczając Jakuba Bąka, który swoimi dwoma trafieniami zapewnił czwartoligowcowi awans. Trener może odmienić obraz meczu przeprowadzając zmiany, ale ten taktyczny potworek, którego zaproponował wczoraj Koeman uplasował się zdecydowanie na przeciwległym biegunie względem wspomnianych udanych roszad burząc doszczętnie wszystko, co w i tak kiepskiej grze Barcelony akurat funkcjonowało poprawnie.
33 minuta. Za Pique grającego z żółtą kartką wchodzi Gavi. W porządku, niwelowanie ryzyka gry w dziesiątkę, ale jakim kosztem? Młokos nie jest obrońcą, a że brakuje mu doświadczenia i obycia na tej pozycji, to do defensywy trzeba było cofnąć kogoś innego. Padło na de Jonga, Frenkiego, nie Luuka, chociaż nawet wybór tego drugiego mógłby być lepszym rozwiązaniem. Przez pierwsze pół godziny gry Frenkie był zdecydowanie najjaśniejszym punktem katalońskiej drużyny, brał udział w każdej wartej zapamiętania akcji ofensywnej, niektóre z nich były naprawdę groźne. W okolicach trzydziestej minuty wydawało się, że Barcelona złapała wiatr w żagle, bramka wisiała w powietrzu. Niestety, jak grom z jasnego nieba spadł nie gol, a feralna taktyczna modyfikacja niwecząca cały dotychczasowy wysiłek. Od tego momentu wszelkie pozytywy znikły, Barcelona do końca meczu proponowała wyłącznie marazm i bylejakość, wyglądała przy Benfice jak młodszy brat nierozumiejący zasad gry brutalnie ogrywany przez starszego wyjadacza. Nie zawiniły personalia na boisku, to trener podciął piłkarzom skrzydła. Nie udało się zgasić iskry wypowiedziami, to dorzucił taktyczną minę.
Ronaldzie Koemanie, ja wiem, że uważasz kadrę za słabą, że twierdzisz, iż drużyna jest w fazie zmian, ale proszę, nie sabotuj tego klubu. Piłkarze sobie poradzą, nie jest z nimi aż tak źle, czasem wystarczy nie przeszkadzać.

6

31 października 2002 roku w Bissau, mieście stołecznym jednego z państw Afryki Zachodniej miało miejsce niezwykłe zdarzenie. Na świat przyszło dziecko urodzone… w czepku. Zanim jednak wrodzone szczęście dało o sobie znać, chłopiec imieniem Anssumane długo szukał wraz ze swoją rodziną własnego miejsca na świecie, ale kiedy stało się jasne, że wszędzie dobrze, ale w Barcelonie najlepiej, o nastoletnim fenomenie usłyszał cały świat.
Są piłkarze o bajecznej technice, są piekielnie szybcy, silni jak tur i są tacy, którzy po prostu mają „to coś”. Nie ma chyba obecnie zawodnika, do którego ostatnie z powyższych określeń pasuje tak, jak do Fatiego. Trudno opisać jego fenomen, na pierwszy rzut oka niczym się wybitnie nie wyróżnia, ot po prostu zdolny, nieźle wyszkolony młokos. Niebagatelnie przebojowy, ale wielu młodych zawodników posiada tę cechę, często próbują szalonych wręcz rozwiązań raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem, sęk w tym, że Fatiemu niepowodzenia przytrafiają się niezwykle rzadko. Pojedynek z dwoma obrońcami? Udało się. Strzał z dystansu zamiast podania do lepiej ustawionego kolegi? Próba i gol, akurat bramkarz się nie spodziewał. Pierwsze minuty po kontuzji? Kto by się tym przejmował, uda się – i rzeczywiście się udało. Takim sposobem pobijał klubowe, i nie tylko, rekordy, dzięki takiemu podejściu i wynikom stał się bodaj największą nadzieją cules na powrót klubu do świetności. Na razie jego kariera wygląda jak historia protagonisty w jednowymiarowym filmie o bohaterze, wybrańca, po którego myśli idzie wszystko od początku do końca. Oby tak zostało, a finałem niech będzie wzniesienie przez niego pucharu Ligi Mistrzów w bordowo-granatowej koszulce.

11

Młodości! Ty nad poziomy wylatuj – pisał Mickiewicz i rzeczywiście wczoraj młodość pozwoliła wznieść się ponad pewien poziom. Co prawda był to tylko poziom Levante, ale i tak lot był efektowny.
Nic tak nie cieszy kibica zawodzącego klubu jak dobra postawa młodzieży. Nico, Gavi i kilku innych młokosów na czele z Fatim wlało wczoraj nadzieję w serca pogrążonych po ostatnich spotkaniach w defetyzmie cules. Zdolną mamy młodzież, jest się czym zachwycać, ale jednocześnie wszystkich popadających w hurraoptymizm czeka rychły, zimny prysznic. Brak doświadczenia ma to do siebie, że powoduje u zawodników występy nierówne, że młodziak na boisku przeplata błyskotliwe, podlane własną fantazją zagrania takimi, o których sam wolał by zapomnieć. Trzeba o tym pamiętać, kiedy przyjdzie kolejne niemrawe starcie z pozornie słabszym rywalem jak ostatnio z Cadiz czy Granadą, wówczas jakości oczekiwać należy od klubowych nestorów, a ci niestety ostatnio nie zachwycają. Pierwsze skrzypce grane przez nowe pokolenie można traktować dwojako, z jednej strony pozwala to patrzeć w przyszłość z optymizmem, z drugiej budzi wątpliwości czy aby stara gwardia nie odchodzi w cień zbyt szybko. O ile przeciwko Levante Busquets, Pique czy nawet Luuk De Jong nie odstawali od kolegów, a nawet, szczególnie w przypadku pierwszego z wymienionych, dobrze ich uzupełniali, to w ostatnich tygodniach było różnie z ich dyspozycją, z kolei chociażby Coutinho trzyma równy, niski poziom. Jeśli tak dalej pójdzie, jeśli ton Barcelonie nadawać będzie grupa o tak zmiennej dyspozycji, to kibiców czeka w tym sezonie ekstremalna huśtawka nastrojów. Czy to źle? Walkę o trofea pewnie utrudni, niemniej właśnie ta niepewność, połączona z nowym, młodym obliczem zespołu, z którym chce się utożsamiać sprawia, że na kolejny mecz można czekać z niecierpliwością.

10

Schadenfreude. Rzecz dzieje się w Niemczech, to i słowo niemieckie.
Robert Lewandowski zakończył serię kolejnych meczów ligowych z bramką. Serię imponującą, ocierającą się o rekord, ale będącą ewidentnie nie w smak znacznej części kibiców. Tych, którzy jak sępy czekali na niepowodzenie piłkarza, by mieć wyczekiwane od miesięcy używanie, by móc podważać jego jakość, umniejszać i krytykować. Zdumiewające jak wiele osób odczuwa radość z czyichś porażek, o ile w ogóle brak bramki zawodnika w jednym meczu po dziewiętnastu oficjalnych spotkaniach z golem z rzędu można nazwać porażką. Niełatwo jednoznacznie wskazać co wywołuje tak niskie instynkty. Czy to kompleksy? Może wynikająca z innych pobudek nienawiść? Obsesyjne zapatrzenie w idola i nagła możliwość wywyższenia go kosztem rywala? Nie znam odpowiedzi, ale dla zadeklarowanych antyfanów Lewandowskiego czy każdego innego zawodnika jest nadzieja - większość ludzi z tego wyrasta.

9

Czy czas Koemana w Barcelonie dobiegł końca? Zdanie kibiców i co ważniejsze Laporty wydaje się być przesądzone. Czy zatem wobec ruiny, w jakiej Holender najprawdopodobniej już niedługo zostawi Dumę Katalonii jego zatrudnienie było błędem? To nie jest już tak oczywiste.
Koeman przychodząc do Barcelony miał pomóc jej wrócić na właściwe tory. Sytuacja w klubie w momencie jego przyjścia wydawała się opłakana, echa lizbońskiej klęski z Bayernem jeszcze nie ucichły, a on miał dać drużynie nowe życie nie mogąc liczyć na przypływ świeżej krwi w postaci transferów. Momentami się to udawało, udało się zdobyć Copa del Rey czy wrócić do zakończonej ostatecznie fiskiem walki o tryumf w lidze. Oceniając quasi-post factum widać jednak, że były to raczej pojedyncze zrywy, które nawet jeśli potencjalnie mogły na dobre stać się cechą nowej Barcelony, to zostały zgaszone przez kolejne niedogodności jak brak wiary zarządu w budowany projekt i kolejne problemy finansowe manifestujące się najboleśniej w odejściu Messiego. To wszystko złożyło się na fakt, że Koeman udanej piłkarskiej rewolucji nie przeprowadził. Nie dociągnął do końca tego, co było jego zadaniem, ale trzeba mu też oddać, że swojemu następcy, ktokolwiek nim będzie, sprawił ogromny prezent w postaci największego pozytywu swojej pracy - wprowadzenia młodych zawodników. Czasem nie miał innego wyjścia niż gra młodzieżą, czasem nie dawało to oczekiwanych rezultatów, na pewno wielu z młokosów, którzy weszli do pierwszej drużny w ostatnim czasie do oczekiwanego poziomu nie dorośnie, ale jest co najmniej dwóch piłkarzy, z którymi, po części za sprawą Holendra, można wiązać duże nadzieje. Pedri i Araujo, bo o nich mowa pokazali już, że stać ich na bardzo dużo i to już teraz, nie za dwa lata, że nowy trener ma w nich punkt zaczepienia, aby tworzyć coś lepszego. Koeman zbudował tych dwóch zawodników. Nie ma większego znaczenia czy zmusiły go do tego okoliczności, jest to jego ogromna zasługa, która nie pozwala uznać minionego roku jednoznacznie za czas stracony.
Trudno obecnie wierzyć, że z tym trenerem Blaugrana się podniesie, że zacznie jeszcze zachwycać, niemniej jeśli kiedyś, po pewnych poważnych zmianach się to stanie, to Koeman już dołożył do tego swoją cegiełkę. Mniejszą niż oczekiwano, stąd pożegnanie z nim odbędzie się bez większego żalu, ale nie można całkowicie pominąć jego wkładu psiocząc na obecny stan drużyny.

0

Pora meczu późna, to piłkarze postanowili zadbać o kibiców i pomagają nam usnąć. Dziękuję Barcelono.

3

Dokładnie 49 lat temu, 10 września 1972 roku Polska pokonała Węgry stosunkiem bramek 2 do 1 w finale olimpijskiego turnieju piłkarskiego. Drużyna pod wodzą Kazimierza Górskiego przywiozła tym samym z igrzysk w Monachium złoty medal rozpoczynając złotą erę polskiego futbolu.

8

@Rewolucja123 nawet na tym filmie widać, że on nie zrobił żadnego ruchu w prawo, tylko przeskok, aby przygotować się do interwencji. Jeśli rozstawienie nóg szerzej jest ruchem w jakąkolwiek stronę, to ruszył się w każdą jednocześnie.

15

Chciałem iść do fryzjera, ale jak widzę jak tu ludzi oburzyła nowa fryzura Griezmanna, to się trochę boję.

19

Z okazji obchodzonego dziś Dnia Walki z Prokrastynacją życzę wszystkim nieustającego zapału do pracy... od jutra.

112

Nicola Nanni strzelił w meczu z Polską swoją pierwszą bramkę w narodowych barwach, uplasował się tym samym na trzecim miejscu klasyfikacji najlepszych strzelców kadry San Marino w historii.

1

¡Viva La Revolución!
Zaczęło się. Tego przecież chcieliśmy – przewrotu, rewolucji, zerwania z przeszłością. To teraz dostajemy. Laporta przejął władzę przedwcześnie kończąc okres panowania Bartomeu, zajął miejsce za sterami klubu ku uciesze fanów, niewiwatujących tłumnie na ulicach chyba tylko ze względu na szalejącego wirusa. Nie dziwota zresztą, że culés towarzyszył entuzjazm, w końcu to on, ojciec wielkiej Barcelony Guardioli, wraca na stanowisko i nie szczędzi obietnic: przekonam Messiego do zostania, przywrócę klubowi dawny blask! - grzmiał. Do tego jeszcze te uszczypliwości w kierunku Królewskich, ewidentnie właściwy człowiek na właściwym miejscu. Z czasem zapewnienia stawały się jednak jakby mniej odważne, bardziej stonowane i stało się jasne, że kiełbasa wyborcza to jedno, a realne możliwości, to drugie. Nadeszło lato, a z nim czas działania.
Pierwsze ruchy były ostrożne, ogłoszenie pozyskania nowych zawodników, prezentacje Depaya czy Aguero zapewniały dobry PR, ale bardziej gorzkich działań nie można było odkładać w nieskończoność. Każdy gruntowny remont, każda rewolucja zaczyna się od burzenia zastanego porządku, a do zburzenia było niemało. Wysokie kontrakty zaburzające hierarchię płac, kadra pełna zawodzących piłkarzy, w końcu struktury klubu wypełnione reliktami onegdajszego establishmentu, jeśli ktoś miał apetyt na zmiany, to czekała go lukullusowa uczta. Niektóre poczynania zarządu wydawały się niezaplanowane, przeprowadzone pod wpływem impulsu, który kazał ścigać się z czasem do ostatnich sekund przed zamknięciem okienka transferowego, ale zrzućmy to na karb okoliczności, rewolucja jest gwałtowna, pozbywać się minionego ładu należy szybko i skutecznie, a nie spokojnie i z gracją. Ostatecznie pensję obniżyli tacy zawodnicy jak Pique, Alba czy Busquets, a kadrę uszczuplono o Firpo, Todibo, Aleñę, Manaja, Mirandę, Monchu, Matheusa, Trincão, Griezmanna, Moribę, Emersona i nieodżałowanego Messiego. Messiego, który jest bez wątpienia największą stratą, ale jego odejście jest jednocześnie przepustką do budowy czegoś nowego. Z Argentyńczykiem Koeman i każdy inny trener miał związane ręce, co prawda złotym sznurem, gwarantującym przyzwoite wyniki, ale również ograniczającym pole do taktycznych manewrów. W ostatnich latach Messi był Barceloną, ta teraz musi znaleźć w pozostawionych zgliszczach nową tożsamość. Zostało przygotowane miejsce pod nową Barcelonę, ale trudno oczekiwać, że coś pięknego wyłoni się z ruin, teraz przed zarządem trudniejsze zadanie, trzeba zacząć budować.
Zawsze trudniej się buduje niż burzy, trudniej krytykuje niż prezentuje własną wizję. Łatwiejszemu zadaniu Laporta podołał, przygotował grunt. Na stworzenie czegokolwiek zabrakło czasu i pieniędzy, nikt chyba nie uważa, że Luuk De Jong sprowadzony naprędce ma Barcelonę poprowadzić po najwyższe laury, to tylko łatanie dziur przed sezonem. Blaugrana ma przed sobą trudny rok, prawdopodobnie bez większych sukcesów, prawdziwie przejściowy, ale może to i dobrze. W oczekiwaniu na kolejne zmiany można żyć nadzieją, że szefostwo klubu wykorzysta ten czas na solidne zaplanowanie dalszych kroków i za rok, po kolejnym okienku transferowym, będzie można dostrzec jakąś wizję, która pozwoli ocenić czy rewolucja wyszła Barcelonie na dobre.

1

Kuru to choroba prionowa zwana potocznie śmiejącą się śmiercią. Jednym z jej objawów jest intensywny, niepohamowany śmiech, czyli coś, co u osób niecierpiących na tę chorobę może wywołać jedynie obserwacja poczynań Barcelony w trakcie zamkniętego przed chwilą okienka transferowego.

5

Sprzedaż niektórych zawodników i brak suto opłaconych transferów nikogo nie powinien dziwić. Barcelona jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej i musi szukać oszczędności gdzie tylko się da. W nastawionej na odzyskanie stabilności finansowej strategii jest jednak jeden punkt, który pasuje do reszty jak pięść do nosa - sprowadzenie Aguero. Nie ma większego znaczenia, że był to transfer bez sumy odstępnego, Argentyńczyk nie będzie przecież grał, a biorąc pod uwagę jego historię kontuzji raczej siedział, za uścisk prezesa i uśmiechy kibiców. Jeśli miał być napastnikiem do uzupełnienia składu, to obecne desperackie poszukiwania kogoś na to samo miejsce wyglądają groteskowo. Nawet jeśli jego zadaniem było często sugerowanie przez kibiców skłonienie Messiego do pozostania w Barcelonie, to plan nie wypalił. Na takie finansowe marnotrawstwo nie powinno być miejsca w tych okolicznościach.

13

Nie wiem czy Depay zaprzedał duszę diabłu, miał wyjątkowo korzystny horoskop na ostatnie miesiące czy po prostu miał furę szczęścia, ale ostatnio wszystko układa się dla niego idealnie.
Jeszcze trzy miesiące temu był wyróżniającym się zawodnikiem czwartego zespołu Ligue 1, z niezłymi liczbami oraz bardzo nieudanym epizodem w Manchesterze United na koncie, który do spółki z dwudziestoma siedmioma już wiosnami na karku Holendra nie czynił go bynajmniej najgorętszym nazwiskiem na rynku. Potencjalnym wzmocnieniem silnego klubu może i tak, ale kandydatem do stania się nową wielką gwiazdą? Raczej mało kto był takim optymistą. Krokiem naprzód wydawała się co prawda oferta Barcelony – wielkiej marki, ale pogrążonej w kryzysie i stagnacji. Memphis miał być wzmocnieniem Dumy Katalonii, ale takim na miarę możliwości, nienadwyrężającym budżetu płacowego, dorzucającym swoje trzy grosze z drugiego planu. Na pierwszym prężył się niezagrożony pewien Argentyńczyk. Początkiem sierpnia wszystko miało jednak stanąć na głowie. Jak grom z jasnego nieba spadła na wszystkich cules i cały piłkarski świat wiadomość o odejściu Messiego. Smutek, złość i niepewność zaprzątały bordowo-granatowe serca, ale gdzieś w cieniu tematu Leo, choć nikt wówczas o tym nie myślał, dla Depaya otworzyły się drzwi do windy, która wyniosła go z poziomu lekko zapomnianego talentu do pierwszoplanowej gwiazdy jednego z największych klubów na świecie. Gwiazdy, która zaczyna z czystą kartą mając wszystko czego potrzebuje by błyszczeć, od zaufania trenera po umiejących z nim współpracować kolegów jak znajomy z reprezentacji – De Jong.
Czy Memphis odnajdzie się w tak odpowiedzialnej roli? Nastroje kibiców sugerują, że zaczął z wysokiego C. Na ostateczną odpowiedź trzeba jeszcze poczekać, ale trzymam kciuki, aby w trudnym dla Barcelony momencie Holender był nie tylko wątłym promykiem nadziei, ale z czasem i liderem, który swoją grą wyciągnie zespół z marazmu.

2

Coś się zepsuło, nie losowali Legii.

2

Skoro wszyscy wrzucają swoje grupy, to ja też. Mnie wyszło B Rh+.

9

@DaPidejpi ach, tradycyjne "nikt dać nie musi, ale akurat on to powinien", chciałbym czuć się tak ważny i nieomylny, aby bez skrępowania móc mówić kto komu powinien dać i ile. Zazdroszczę też zdolności do wyciągania wniosków, bo ja widząc pojedynczą osobę, która nie dała pieniędzy żebrakowi nigdy nie powiedziałbym, że to pokazuje jakich mamy w Polsce duchownych, lekarzy, budowlańców i tak dalej, zależy kogo by to dotyczyło, ba, nie potępiłbym nawet tej jednostki, bo każdemu zdarzyło się odmówić drobnych pytającemu.
Najbardziej intryguje mnie jednak zdanie, że księża mają wszystko za darmo, chyba znam samych przebierańców, bo płacą rachunki, w sklepach też używają portfeli przy kasach, cóż, to pewnie dla zmyłki.

2

Świetna wiadomość dla spragnionych sukcesów kibiców Barcelony!
Ekwadorska Barcelona SC awansowała dziś do półfinału Copa Libertadores pokonując w dwumeczu brazylijskie Fluminese. W następnej fazie rozgrywek zmierzy się z Flamengo, kolejnym utytułowanym zespołem z Kraju Kawy.

1

@macio_944 być może nie ma sensu dyskutować, jeśli uważasz, że monopol jednych poglądów w mediach jest zagrożeniem tylko, jeśli trzyma je w garści Prawo i Sprawiedliwość. Takie podejście można opisać przedostatnim zdaniem Twojego komentarza, z tym się mogę zgodzić.

4

@macio_944 bzdurne tłumaczenie. Bo PiS to chce bardziej rządzić niż partie w Niemczech czy Francji, więc nie można na to pozwolić. Nie, nie można pozwolić na ewentualne dostanie się mediów, które dziś mają zagraniczny kapitał w ręce podmiotów związanych z partią obecnie rządząca, bo to zbliży nas do monopolu danych poglądów na tym rynku, to jest zagrożenie, a nie puste słowa o Białorusi.

3

Na pocieszenie zawsze można spojrzeć w sekcję "Barça w social media", tam Messi będzie się pojawiał jeszcze długie lata gdzieś między Digne, Deulofeu i Mascherano.

8

Spokojnie, FCBarca.com już sprzedała serwery, żeby jednak opłacić kontrakt Messiego.

3

@Cochise bardzo dobrze, że pod pomnikiem znalazł się wieniec od środowisk związanych z mniejszościami seksualnymi, a jego dewastacja zasługuje na krytykę, jednak ów wieniec niekoniecznie musiał być w takich barwach. Analogicznie, każdy wieniec w kolorach klubowych od dowolnej grupy kibicowskiej, jeśli takie się pojawiły, mógłby być w tych ważniejszych, narodowych barwach. W obchodach rocznicy takiego wydarzenia nie chodzi wszak o to, kto wieniec składa, a kogo on upamiętnia. To powiedziawszy, jakiekolwiek niszczenie owoców prawdopodobnie pozytywnego w zamyśle gestu jest naganne.

8

Świetnie ogląda się Igrzyska Olimpijskie. Bez reklam, bez polityki, czysty sport.

15

Do twych kucyków zanosim błaganie,
zrezygnuj z pensji Antoni Griezmannie.

8

@fart oczywiście, że jest grupa, która zachowuje się, lekko mówiąc, poniżej powszechnie przyjętych standardów. Istnieje też taka grupa wśród Niemców, Hiszpanów, Francuzów, Holendrów..., wiesz o czym piszę. Jakimś dziwnym trafem to my lubujemy się w powtarzaniu jak to nie umiemy się zachować, a nie obcokrajowcy. To absolutnie nie znaczy, że na wakacjach hulaj dusza, piekła nie ma i można robić co dusza zapragnie, ale to nie jest tak, że my zachowujemy się poniżej krytyki i powinniśmy się wstydzić na tle innych nacji, które są całkowicie wolne od ludzi z podobnymi, niezbyt chwalebnymi przywarami.
@Jakchcesz te stereotypy odnoszą się do czegoś innego niż w opisywanym tekście, zresztą sam łączysz je z mediami społecznościowymi, o czym nie było mowy.
@Comentateiro oczywiście, że piszę z wątroby, wszak to tyrada. Nie wiem tylko czemu zakładasz, że interesuje mnie negatywne opisywanie zachowań obcokrajowców w ich własnych krajach. Mówię o sytuacji w Polsce, gdzie o Niemcach czy Francuzach robiących niepojęte rzeczy na wakacjach nie przeczytasz nawet ułamka tego co o Polakach, a jeśli już coś znajdziesz, to jest pisane w zupełnie innym tonie. Odnoszę się do tego, że sami sobie umniejszamy, a czy inni robią podobnie nie jest przedmiotem tego rantu.

20

Sezon wakacyjny w pełni, a to oznacza coroczny wysyp doniesień, artykułów i żartów o Polaku-plażowiczu. O Polaku-buraku-cebulaku-plażowiczu ściślej rzecz biorąc. Do swoistej pedagogiki wstydu swoje trzy grosze dorzucił już Onet, wtórują mu między innymi TVN, o2 i Wirtualna Polska. Wszystko abyśmy nie zapomnieli, że być Polakiem na wakacjach wręcz nie wypada. Bo Polak leniwy jest, otyły jest. Polak nie zwiedza, nie szuka atrakcji. Kostium ma za mały, do skarpet sandały, siatkę z Biedronki w ręku, generalnie zero wdzięku. No i oczywiście obżera się ponad miarę na wczasach all inclusive, do tego nieodłączny kompan Polaka - alkohol oczywiście tani i wybrany bez gustu, jakżeby inaczej, przecież bez niego nie ma polskości. Byłbym zapomniał, nie zna też języków. Co z tego, że w badaniach Eurostatu wypadamy lepiej niż Francja, Włochy czy Hiszpania, a biorąc pod uwagę niektóre przedziały wiekowe, szczególnie te edukowane już po przemianach ustrojowych, prześcigamy uśrednioną całą strefę Euro, skoro pani ekspert z telewizji śniadaniowej wie lepiej.
Tak już jakoś jest, że lubimy się przedstawiać w złym świetle, odbiorców takich treści nie brakuje. Oskar z Julią chcą się poczuć lepiej wiedząc, że oni te wady narodowe dawno zostawili za plecami, oni są już europejczykami. Kacper z kolei musi wiedzieć, żeby w Grecji wystrzegać się hoteli z Polakami, bo wstyd i hańba, co sobie pomyślą nowo poznani Alvaro i Jessica. To przecież oczywiste, że, przeciwnie do Polaków, Niemcy na wyjazdach odwiedzają muzea, Francuzi filharmonie, a Brytyjczycy? Cóż, nie wiem, ale na pewno nie wymiotują na krakowskim rynku.
Przykro czyta się co roku te same, krzywdzące i pod wieloma względami kłamliwe artykuły, które mają tylko pogłębić negatywne stereotypy. Niestety, spotykają się one z entuzjazmem pokazując jak powszechne w naszym społeczeństwie są kompleksy względem Europy Zachodniej, którą wielu widzi niemal jak świat idealny, wyzbyty wad, bo nieskażony, tfu!, polskością. Niestety, dopóki istnieje popyt na wyśmiewanie nas samych regularnie będziemy mogli czytać opowieści o parawanach i płynącym z głośników disco polo.

22

Zawsze poprawia mi humor jak ktoś próbuje wywołać burzę w komentarzach, ale zostaje zignorowany i jego plany palą na panewce.

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: