hadaszyszek - miły post. Sporo się dowiedziałem. Dzięki za informacje o Sir Alexie. Nie lubię go jako człowieka, ale cenię go jako trenera. Sporo zdobył i chwała mu za to. Może mi się wydaje, ale jednak minimalnie przeceniasz go. Zwróć uwagę choćby na to: mówisz, że on samodzielnie skompletował całe swoje składy na poszczególne sezony, że odkrył wielkie talenty i je wypromował. To trochę za dużo powiedziane, bo dziwne by było, gdyby ktoś, kto ćwierć wieku prowadzi jedną drużynę wciąż grał piłkarzami sprowadzonymi przez swojego poprzednika, w tym przypadku Atkinsona. No nie przesadzajmy, bo już nie pora!
Po wtóre, zauważ, że to nie trener promuje zawodników, tylko marka klubu. Tak jest zawsze. Jest tylko kilka wyjątków, które potwierdzają regułę. Co do zasady to jednak jest tak, że Cristiano Ronaldo nie zostałby taką gwiazdą, grając w Sparcie Orzechowo nawet, gdyby jego trenerem był tam Sir Alex. W mojej opini jest więc tak, że to klub promuje piłkarzy swoimi sukcesami. Nie tylko sportowymi. Czasem także medialnymi.
Co do świetnie prowadzonych gierek psychologicznych to właśnie za to nie lubię ani Mourinho, ani Fergusona, ani Beniteza. Spójrz na Pepa: On nie gada, On robi swoje. Poniżać piłkarzy drużyny przeciwnej słownie to nawet ja bym mógł. Poniżyć ich na boisku to już niekoniecznie.
Ja tam czekam na mecz. Nie mam zamiaru porównywać obu trenerów. Boisko ich oceni. Myślę, że dysponują podobnym arsenałem więc wynik powinien być obiektywny. W takich przypadkach sporo zależy jednak także od dyspozycji dnia. Mam nadzieję, że ok 23.00 w przyszłą środę będziemy mogli powiedzieć, który trener jest w tej chwili bardziej na topie: Pep czy Alex. A o ocenę całokształtu pokuszę się, gdy oboje zakończą trenerskie kariery...
Trudno jednoznacznie określić która liga jest najsilniejsza. W Angli są cztery supermocarstwa. Reszta to jednak drużyny, które mogłyby powalczyć o sukcesy w Pucharze Uefa co najwyżej, a i to nie jest takie pewne, co pokazuje obecny sezon, gdzie drużyny ze środka tabeli Bundesligi okazały się lepsze od tych angielskich.
W Hiszpani z kolei mamy dwie najpotężniejsze marki na świecie - naszą Barcę i Madrycki Real, z którymi porównywalny jest tylko Manchester United, który jednak zyskuje nie tyle na historii sportowej ile po prostu na marketingu, bo wspomnieć należy, że pierwsze prawdziwe sportowe sukcesy ManU przypadają na początek lat '90. W hiszpańskiej BBVA, w odróżnieniu od Premier League, mamy zdecydowanie mocniejszą grupę pościgową za ligową czołówką. Villareal, Sevilla, Atletico to drużyny mogące walczyć często jak równy z równym z każda silną drużyną w Europie, nierzadko płatając figle faworytom. Do tego dochodzi Valencia, która właściwie, gdyby nie kilkuletni kryzys, stałaby się juz w tej chwili czymś na wzór Chelsea - czyli drużyną z tradycją, lecz bez wielkich sukcesów, do których chce za wszelką cenę dążyć. I myślę, ze tak de facto popularne nietoperze należy doliczyć mimo wszsytko raczej do grupy na równi z Realem i Barceloną, co potwierdzają ostatnie ich wyniki.
Liga włoska jest nieco uboższa. Choć i ona ma tą swoją wielką trójkę złożoną z Juventusu, Milanu i Interu. Za nimi tuż tuz stara się byc Roma. Ale później jest przepaść, a dolna połowa tabeli włoskiej to drużyny zawsze skazane na pożarcie w meczach z faworytami.
Serie A opiera się na piłkarzach urodzonych na Półwyspie Apenińskim, co przekłada się na sukcesy reprezentacji tego kraju. Liga Angielska to zupełne przeciwieństwo - tam stawia się przede wszystkim na sprowadzonych z zagranicy piłkarzy. I może w tym tkwi owa moc Ligi, nie tyle pod względem piłkarskim, ile handlowym. La Liga jest wypośrodkowana pod tym względem- grają tu, obok wielkich gwiazd, hiszpańscy chłopcy, którzy swoim futbolowym temperamentem starają się dorównywać gwiazdom, co widowisku zazwyczaj wychodzi na dobre, w przeciwieństwie do atletycznej ligi angielskiej z zimnymi, wyrachowanymi piłkarzami.
Nie można powiedzieć, że cała liga angielska jest the best, tylko dlatego, że cztery grające w niej drużyny należą do ścisłej czołówki...
Eto'o musi potrenować troszkę ciąg na bramkę, celność i więcej pewności siebie, bo tak jakoś chaotycznie gra ostatnio jak jakiś nowicjusz. Tylko tego mu brakuje...
Wiecie co?! Czytam tą nagonkę na sędziego i już mnie krew zalewa. Sędzia popełnił błędy, ale to cześć footballu. Nie dał im karnego i Drogba się popłakał, Terry się załamał, a Bosingwa oskarża o drukowanie. Żałosne. Tydzień temu Barcelona miała podobne powody do nagonki na sędziego i tylko Guardiola dopuścił się jakichś słów żalu wobec sędziego, za co następnego dnia w dodatku przeprosił.
Prawda jest taka, że Chelsea powinna była strzelić drugą bramkę, a wtedy nie byłoby wątpliwości. Ale tego nie zrobili, bo zmarnowali ku temu sposobności więc w sumie nie dziwię się ich rozżaleniu, bo w pewnym sensie zawiedli też samych siebie. Ale niech nie mówią, że cały świat ich oszukał, bo te sytuacje, o których wspominają, są na tyle kontrowersyjne i niejednoznaczne, że nikt nie byłby w stanie ich ocenić w sposób stuprocentowo sprawiedliwy. Np. ta ręka Keity - hmmm, wg mnie dostał pod pachę a nie w rękę. W dodatku wcale nie patrzył na piłkę, więc premedytację wykluczamy. Co do Pique - no tu akurat błąd sędziego, lecz nie takie klopsy sędziego widziałem. Wślizgi Yaya w polu karnym? Jak dla mnie czysto! Nie rozumiem czego oni się czepiają. Niech dadzą już spokój. Strzeliliśmy piękną bramkę - niech docenią to, a nie doszukują się ciągłej nienawiści całego świata wobec nich. Po prostu wczoraj synergia wszystkich futbolowych elementów działała na korzyść Barcy. Może akurat Bóg jest Katalończykiem? Niech więc oskarżą Boga!
Prawda jest taka, że gdyby Iniesta nie strzelił gola, to dziś na pierwszych stronach gazet widzielibyśmy hasła mówiące o oszukaniu Blaugrany przez sędziów. Bo też mielibyśmy przesłanki. W dwumeczu nawet kilka bardzo poważnych.
Mourinho zrobił z tej drużyny, klikę cyników, którzy myślą, że wszystko dostaną za pieniądze Romka. Niech nauczą się przegrywać z honorem - bez tego nigdy nie będą wielcy, nigdy nic nie wygrają, bo to porażki indukują sportową złość, chęć udowodnienia klasy. Teraz mają przynajmniej szansę, by za rok pokazać, że to oni są najlepszą drużyną w Europie!
A te inwektywy są po prostu żałosne, niesportowe, nieeleganckie...
podpisuję się pod pytaniem tervasa. Jak to jest z tymi żółtymi kartkami. Proszę o wyjaśnienie. Ktoś ma jakieś ciekawe informacje. Bo ja znam tylko article 21 w dokumencie pt. Regulations of the UEFA Champions League 2008/09, w którym pisze się:
21.03 Single yellow cards and pending suspensions are always carried forward either to the next stage of the competition or to another club competition in the current season.
21.04 Exceptionally, single cautions from the qualifying phase that have not resulted in a suspension expire on completion of the qualifying phase in question.
Jak dla mnie oznacza to:
21.03 Pojedyncze żółte kartki i trwające zaiweszenia są zawsze przenoszone do następnej fazy tych rozgrywek lub do innych zawodów, w których uczestniczą kluby w obecnym sezonie.
21.04 Wyjątkowo, pojedyncze kary z fazy kwalifikacyjne, które nie mają rezultatu w postaci wykluczenia, wygasają wraz z końcem fazy kwalifikacyjnej do ostatecznego celu, o który toczy się walka.
Nie wiem jak to interpretować, jaką wykładnię zastosować i czy w ogóle nasza języka polska dobrze oddawać to co anglikański przepis miał oznaczać...
Ja powiem tak: może i mieliśmy dużo szczęścia, może i pomógł nam arbiter, a może i coś jeszcze. W tym sezonie jednak tyle razy widziałem niekorzystne dla nas decyzje, że teraz przynajmniej czuję jakąś taką satysfakcję, że także do nas czasem i szczęście się uśmiechnie, i sędzia czasem przymknie oko. Te 180 minut półfinału było na tyle dziwne, że aż trudno jest to komentować.
W pierwszym meczu Chelsea zagrała w "muruj bramkę", albo "zabierz piłkę i wybij". No, na pewno nie była to gra o nazwie "piłka nożna", bo nawet jak mówi definicja na wikipedii "celem gry jest umieszczenie piłki w bramce przeciwnika", a Chelsea tego celu nie próbowała w ogóle zrealizować, a to oznacza, że grali w jakąś inną grę, której ja nie znam. Powiem więcej - nawet tej dziwnej gry nie lubię... W tamtym spotkaniu Chelsea miała też sporo szczęścia, bo mogła stracić Ballacka po drugiej żółtej kartce, a także bramkę po karnym, który nam się należał. Wówczas decyzje podjęte przez arbitra były korzystne dla nich.
Dziś my popełniliśmy kilka błędów. Za niektóre ponieśliśmy karę, a w niektórych przypadkach nam się upiekło. Karny po ręce Pique jest ewidentny, być może jeszcze jakiś karny po faulu na Drogbie, ale tu mam już mniej pewności. Dostaliśmy też czerwoną kartkę, odebrano nam rzut rożny w końcówce pierwszej połowy, choć czas doliczony jeszcze nie upłynął, zaś Chelsea w 96 minucie przyznano korner, mimo, iż upłynęły doliczone minuty. Może to pierdoły, może też wielkie szczęście, że sędzia po prostu nie zawsze wszystko potrafił dostrzec, ale to w 100% nie są dowody stronniczości arbitra.
A pomimo tego wszystkiego walczyliśmy do końca. Choć oczywiście nie ukrywam tego, że szczęścia sporo dzisiaj mieliśmy to w końcu, do cholery, po coś wymyślono to powiedzonko, że "szczęście sprzyja lepszym"!
Mam nadzieje że Chelsea będzie chciała w rewanżu pokazać, że wie, iż celem gry w piłkę nożną jest strzelanie goli. A jeśli tak bedzie (w końću sie szczycą tym, że grają ah i oh) to będą musieli się ciut otworzyć z tyłu. W ogóle to wydaje mi się, że ten mecz kosztował ich więcej siły niż nas...
rzym3k - nie podobno Franco załatwił, tylko zaiste tak było. Franco nienawidził Katalończyków i Basków. Poczytaj o tym co on robił, do czego się dopuszczał, jeśli tego nie wiesz, a potem pogadamy. Nie wracajmy do tamtych czasów. Wiele osób, w tym piłkarze poświęciło spokój, a czasem nawet życie w obronie własnej dumy, języka, domu, rodziny i wolności. Pozostawmy ich w spokoju. A jeśli jesteś przekonany, że Franco nie był skrajnie nacjonalistyczny i nie wywyższał ponad innych Hiszpanii madryckiej to przypomnę Ci co nieco historii konfliktu katalońsko-madryckiego.
Derby w żadnym innym kraju (może poza Szkocją i starciami katolickiego Celtiku z protestanckim Rangers, no, ale to zupełnie inny kaliber uczuć i emocji) nie mają takiego podtekstu ideologicznego, historii naznaczonej prześladowaniami, śmiercią tysięcy osób i walką o autonomię i wolność, co mecze pomiędzy Blaugraną a Realem z Madrytu. Pierwsze Gran Derbi odbyły się 13 maja 1902, kiedy w półfinale Copa del Rey, Barcelona pokonała Real Madryt 3:1, ale okres prześladowań Katalończyków zaczął się dopiero 23 lata później, kiedy ówczesny dyktator Hiszpanii, Primo de Rivera zamknął stadion Barcy (wtedy Les Corts) i zawiesił na pół roku działalność Barcy, gdyż mieszkańcy Katalonii wygwizdywali nagminnie hiszpański hymn w czasie spotkań międzypaństwowych (założyciel klubu Hans Gamper, musiał wówczas szybko uciekać z kraju). Prawdziwa nienawiść Katalończyków do Kastylijczyków zrodziła się jednak po wojnie domowej w Hiszpanii, zaś starcia tych ekip odbywały się pod naprawdę wysokim napięciem. Po dojściu do władzy gen. Franco tłumione były wszelkie dążenia ludności z Katalonii do wolności. Zabroniono nadawania katalońskich imion i używania tego języka. Jeszcze w trakcie wojny domowej, ludzie Franco, zamordowali ówczesnego prezydenta FC Barcelony- Josepa Sunyola (notabene ci sami ludzie zabili również prezydenta Realu- Rafaela Sancheza Guerra - głównie dlatego, że był zbyt mało prohiszpański i zbyt mało antypatycznie nastawiony do Katalonii, która wówczas najbardziej walczyła o prawo okazywania swojej tożsamości), zaś bomba zniszczyła część siedziby klubu gdzie znajdowały się trofea. Franco z całego serca nienawidził Barcelony, gdyż Blaugrana była symbolem wolności, katalońskiego nacjonalizmu z regionem i jego ludnością, zaś dykator chciał Hiszpanii zjednoczonej, bez podziałów na poszczególne wspólnoty autonomiczne. Życie kraju miało być skupione w jego rodzinnym Madrycie i to stolica Hiszpanii miała mieć wówczas wszystko to co najlepsze. Reszta miast miała być tylko dodatkiem do zestawu.
Żeby możliwie jak najmocniej uzależnić od siebie Katalonię, na stanowisko prezydenta Barcelony wprowadził swojego człowieka- Enrico Pineyro. Pierwsze ruchy nowego władcy na Camp Nou (choć pewnie w głównej mierze inspirowane przez gen. Franco) to zamiana nazwy klubu na Club de Futbol Barcelona, co brzmiało bardziej po kastylijsku oraz modyfikacja herbu, z którego usunięta została flaga Katalonii. Te innowacje w nazwie zespołu i herbie, to jednak nic z tym, co przeżywali piłkarze. Barca w pierwszej połowie lat 40-tych nie przegrała Gran Derbi Europa z Realem 1:11 w Copa del Rey bo była po prostu słaba, tylko poległa, bo...polec musiała. W pierwszym meczu Katalończycy wygrali bowiem 3:0 zaś przed rewanżem byli zastraszani, że jeśli ośmielą się wygrać z Królewskimi, wszyscy zginą. Takie pogróżki wcale nie były żartem, bo w czasie II wojny światowej, podobna historia miała miejsce w przypadku graczy Dynama Kijów, więzionych w niemieckich obozach koncentracyjnych. Kijowianie mieli zagrać towarzysko z reprezentacją niemieckich żołnierzy, ale pod warunkiem, że Niemcy wygrają. Dynamo jednak zwyciężyło i piłkarzy tego zespołu, zaraz po meczu rozstrzelano, wszystkich, ubranych jeszcze w trykoty sportowe. Wracając jednak do tamtego starcia Barcy z Realem, to tuż po jego zakończeniu wydarzyła się rzecz niezwykła. Otóż prezydent Pineyro, widząc nieludzkie traktowanie graczy z Barcelony podał się do dymisji. Stało się coś, czego absolutnie nikt nie mógł się spodziewać- wśród ludzi gen. Franco są tacy, którzy posiadają serce. Ale i tak był to wyjątek, potwierdzający tylko regułę.
Nienawiść Barcelony do Realu wzmocnił również kontrowersyjny transfer Argentyńczyka Alfredo di Stefano do ekipy Królewskich, choć ten, wcześniej trenował z zespołem Blaugrany i wszystko wskazywało na to, że na stałe przeniesie się na Camp Nou. Tak wielki gracz jakim był niewątpliwie di Stefano nie mógł jednak umknąć Realowi, stąd pod naciskiem franksistów do dymisji podał się zarząd Barcy, co oznaczało ni mniej ni więcej, że Duma Katalonii oddaje Argentyńczyka Królewskim...
Czy tyle wystarczy?
Ja nie mam nic do Realu, bo obecnie ta drużyna jest inna, choć poczucie wyższości Madrytczyków nad mieszkańcami pozostałej części kraju jest wciąż widoczna, a i podobne nastawienie mają zapewne członkowie największego klubu w stolicy, choć oficjalnie nie wolno im tego przecież wyrażać, bo chcą się pozbyć skazy na honorze jakiej przyprawił im gen. Franco. Fakt wieloletnich, praktycznie półwiecznych prześladowań jest jednak faktem i nic tego już nie zmieni. A to czy Jordi Medina ma rację, mówiąc o 19 odebranych Barcelonie tytułach mistrzowskich na rzecz Realu i Atletico, pozostanie kwestią nierozstrzygniętą. Myślę, że za 60-70 lat, gdy minie wiek od zaprzestania dyskryminacji, będzie można podsumować osiągnięcia obu klubów zdobyte w iście sportowym duchu, a nie w duchu walki politycznej, czy Bóg jeszcze wie jakiej...
W najbliższych meczach nie tyle liczy się styl, ile zwycięstwa. Chociaż akurat w Katalonii tak się nie myśli. Tam można niekiedy wygrać mecz w fatalnym stylu i zostać obrzuconym błotem, albo przegrać po fantastycznej walce i zostać docenionym... To właśnie kocham w Barcelonie :)
Ale ja i tak wolę mistrzostwo niż styl w tych kilku ostatnich kolejkach. Z wyjątkiem jednej: tej, która rozegrana zostanie 2 maja. Wtedy musimy zagrać i pięknie, i skutecznie tak aby wygrać w doskonałym stylu :)
A tak z zupełnie innej beczki to właśnie wyczytałem że Manchester United chciałby po sezonie, w związku z wiekiem Van der Sara, sprowadzić do siebie (uwaga! uwaga!) Victora Valdesa. Za naszego goalkeepera są skłonni wyłożyć nawet 22 mln funtów... Nie wiem co mam o tym myśleć...
Show must go on! ;] Teraz zaczyna się zabawa. Nie tylko dla nas, ale dla całej pierwszej czwórki La Liga. Już zacieram ręce... Nie ważne jak się to wszystko skończy. Oczywiście mam nadzieję, że po naszej myśli. Ale to jest sport, a sport to przecież taka wspaniała zabawa... Wiem tylko dwie rzeczy: że obecnie Barca potrafi bawić się w piłkę najlepiej na świecie - to raz! A dwa - emocji w końcówce sezonu nie zabraknie :D
przeczytałem o tym w regulaminie Ligi Mistrzów na obecny sezon, a dokładnie w art. 21 pkt 04 :)
Hering
Oj, wiadomo, że lepiej jest nie dostawać żółtych kartek bo po drodze do finału przez żółte kartoniki może być trudniej bez kluczowych graczy. Niemniej jednak mowa była o ewentualnej absencji Messiego w finale, a to jest niemożliwe, jeśli nie zobaczy czerwonego kartonika :)
Przed finałem wszystkie żółte kartki są anulowane, tak aby ostatni mecz Ligi Mistrzów odbywał się z udziałem najlepszych zawodników... Nie ma więc możliwości aby Messi nie zagrał w finale, chyba że ujrzy czerwonkę :)
obawiam się trochę o to że nie ma żadnego naszego supersnajpera :D Ale faktycznie zmiany po to są żeby z nich korzystać. mam nadzieje żę nie będą jednak potrzebne :D
Nie ma sensu pisać dłuuuuuuuuuugich komentarzy, bo jak jest - każdy widzi i każdy też na swój własny sposób stara się usprawiedliwić słabszą grę Barcy od kilku tygodni.
Ja tam też jest trochę wkurzony. Ale właśnie sobie zdałem sprawę, że skoro przyszedł kryzys do nas, to przyjdzie i do Madrytu. I liga będzie ciekawsza!
Wiem tylko jedno - że Barca się nie podda!
Aha i jeszcze jedno - śmieszni są Ci kibice Realu, którzy wiedząc, że ich ulubiona drużyna ma wciąż 4 oczka straty i 13 kolejek do rozegrania, już tytułuje swoich pupilków mianem mistrzów Hiszpanii...
Kurde, ale żal gramy. Messi nie istnieje, a Xavi już w ogóle. Puyol nie nadaje się do tak silnego zespołu, patrząc na to co robi. Eto'o marnuje sytuacje za sytuacja. I w ogóle cała drużyna zaczęła grać jak w ostatnich dwóch latach z Ryjkiem, tzn. chłopaki prezentują zerowy poziom zaangażowania i chcą wjechać z piłką do bramki. Aha, co za debil pozwala Xaviemu wykonywać wolne. On kurde nie umie. Już chyba ze 2 lata temu jak była sonda "kto powinien wyknywać wolne gdy nie ma Ronaldinho na boisku" móiwłem, że na pewno nie Xavi...
Dzisiaj Valdes i Casillas popełnili bardzo podobne błędy. Iker miał szczęście bo gol nie padł, Victor nie miał tyle szczęścia. Ogólnie to nie popadajmy w panikę. Wiadome, że nie można grać kosmicznie cały sezon. Kryzys musiał przyjść i się cieszę, że stało się to teraz, bo mamy duża przewagę i może spadek formy ją trochę uszczupli. Gdybyśmy dołek osiągnęli w grudniu, byłoby zdecydowanie gorzej. Mam nadzieję jednak, że się zacznie wszystko układać na nowo. Dziś w ogóle mieliśmy sporo pecha: kontuzja Abidala, kartka Keity, błąd Valdesa, cyniczna gra Espanyolu. Takie coś deprymuje. Wystarczy jednak jedno pewne zwycięstwo i Blaugrana znów będzie rozdeptywać rywali jak słoń małe mrówki.
Faktem jest, że Real się trochę podpalił teraz i zaczęli grać, ale nie zapominajmy, że to także nasza zasługa, bo męczymy im rywali. Jakby nie patrzeć, królewscy też mają teraz dobrą passę, która było nie było - musi się też skończyć. Ale musimy liczyć przede wszystkim na siebie i wygrywać wszystko co się da. Dziś i tydzień temu się nie udało, ale we wtorek jest Liga Mistrzów, mecz w Lyonie. A to zupełnie inna para kaloszy. W LM nie myśli się o ligowych porażkach, dlatego gra się bez tego psychicznego obciążenia. Z kolei zwycięstwo w meczu Champions League może dać impuls do ponownego włączenia czerwonego guziczka w drużynie Guardioli, guziczka odpalającego lont bomby atomowej o nazwie FC BARCELONA! :)
0
hadaszyszek - miły post. Sporo się dowiedziałem. Dzięki za informacje o Sir Alexie. Nie lubię go jako człowieka, ale cenię go jako trenera. Sporo zdobył i chwała mu za to. Może mi się wydaje, ale jednak minimalnie przeceniasz go. Zwróć uwagę choćby na to: mówisz, że on samodzielnie skompletował całe swoje składy na poszczególne sezony, że odkrył wielkie talenty i je wypromował. To trochę za dużo powiedziane, bo dziwne by było, gdyby ktoś, kto ćwierć wieku prowadzi jedną drużynę wciąż grał piłkarzami sprowadzonymi przez swojego poprzednika, w tym przypadku Atkinsona. No nie przesadzajmy, bo już nie pora!
Po wtóre, zauważ, że to nie trener promuje zawodników, tylko marka klubu. Tak jest zawsze. Jest tylko kilka wyjątków, które potwierdzają regułę. Co do zasady to jednak jest tak, że Cristiano Ronaldo nie zostałby taką gwiazdą, grając w Sparcie Orzechowo nawet, gdyby jego trenerem był tam Sir Alex. W mojej opini jest więc tak, że to klub promuje piłkarzy swoimi sukcesami. Nie tylko sportowymi. Czasem także medialnymi.
Co do świetnie prowadzonych gierek psychologicznych to właśnie za to nie lubię ani Mourinho, ani Fergusona, ani Beniteza. Spójrz na Pepa: On nie gada, On robi swoje. Poniżać piłkarzy drużyny przeciwnej słownie to nawet ja bym mógł. Poniżyć ich na boisku to już niekoniecznie.
Ja tam czekam na mecz. Nie mam zamiaru porównywać obu trenerów. Boisko ich oceni. Myślę, że dysponują podobnym arsenałem więc wynik powinien być obiektywny. W takich przypadkach sporo zależy jednak także od dyspozycji dnia. Mam nadzieję, że ok 23.00 w przyszłą środę będziemy mogli powiedzieć, który trener jest w tej chwili bardziej na topie: Pep czy Alex. A o ocenę całokształtu pokuszę się, gdy oboje zakończą trenerskie kariery...
0
Trudno jednoznacznie określić która liga jest najsilniejsza. W Angli są cztery supermocarstwa. Reszta to jednak drużyny, które mogłyby powalczyć o sukcesy w Pucharze Uefa co najwyżej, a i to nie jest takie pewne, co pokazuje obecny sezon, gdzie drużyny ze środka tabeli Bundesligi okazały się lepsze od tych angielskich.
W Hiszpani z kolei mamy dwie najpotężniejsze marki na świecie - naszą Barcę i Madrycki Real, z którymi porównywalny jest tylko Manchester United, który jednak zyskuje nie tyle na historii sportowej ile po prostu na marketingu, bo wspomnieć należy, że pierwsze prawdziwe sportowe sukcesy ManU przypadają na początek lat '90. W hiszpańskiej BBVA, w odróżnieniu od Premier League, mamy zdecydowanie mocniejszą grupę pościgową za ligową czołówką. Villareal, Sevilla, Atletico to drużyny mogące walczyć często jak równy z równym z każda silną drużyną w Europie, nierzadko płatając figle faworytom. Do tego dochodzi Valencia, która właściwie, gdyby nie kilkuletni kryzys, stałaby się juz w tej chwili czymś na wzór Chelsea - czyli drużyną z tradycją, lecz bez wielkich sukcesów, do których chce za wszelką cenę dążyć. I myślę, ze tak de facto popularne nietoperze należy doliczyć mimo wszsytko raczej do grupy na równi z Realem i Barceloną, co potwierdzają ostatnie ich wyniki.
Liga włoska jest nieco uboższa. Choć i ona ma tą swoją wielką trójkę złożoną z Juventusu, Milanu i Interu. Za nimi tuż tuz stara się byc Roma. Ale później jest przepaść, a dolna połowa tabeli włoskiej to drużyny zawsze skazane na pożarcie w meczach z faworytami.
Serie A opiera się na piłkarzach urodzonych na Półwyspie Apenińskim, co przekłada się na sukcesy reprezentacji tego kraju. Liga Angielska to zupełne przeciwieństwo - tam stawia się przede wszystkim na sprowadzonych z zagranicy piłkarzy. I może w tym tkwi owa moc Ligi, nie tyle pod względem piłkarskim, ile handlowym. La Liga jest wypośrodkowana pod tym względem- grają tu, obok wielkich gwiazd, hiszpańscy chłopcy, którzy swoim futbolowym temperamentem starają się dorównywać gwiazdom, co widowisku zazwyczaj wychodzi na dobre, w przeciwieństwie do atletycznej ligi angielskiej z zimnymi, wyrachowanymi piłkarzami.
Nie można powiedzieć, że cała liga angielska jest the best, tylko dlatego, że cztery grające w niej drużyny należą do ścisłej czołówki...
0
W Barcelonie na Les Rambles
fanów Barcy tysiąc jest
Wszyscy chleją Cavę, piwo
I śpiewają chórem żywo
Campeones, Campeones
Barcelona Campeon es
Madrid, cabrón, saluda al campeón
I choć wszyscy mają zgon
Od ilości winka Cava
To impreza jest tam żwawa
W końcu mistrza mamy
na co dwa lata czekamy
I po latach też Copa del Rey
Więc sie fanie Barcy śmiej
A za dwa tygodnie chłopie
Będziem najlepsi w Europie!!!
0
Eto'o musi potrenować troszkę ciąg na bramkę, celność i więcej pewności siebie, bo tak jakoś chaotycznie gra ostatnio jak jakiś nowicjusz. Tylko tego mu brakuje...
0
Mały gadżecik dla kibiców :) żeby poczuć już dobrą atmosferę i fiestę :)
http://img219. imageshack. us/img219/5786/temporada200809.jpg
0
Myślę że Guardiola miałby spokojnie miejsce w podstawowym składzie Wisły, Legii czy Lecha. Ba! Byłby nawet gwiazdą :D
0
Wiecie co?! Czytam tą nagonkę na sędziego i już mnie krew zalewa. Sędzia popełnił błędy, ale to cześć footballu. Nie dał im karnego i Drogba się popłakał, Terry się załamał, a Bosingwa oskarża o drukowanie. Żałosne. Tydzień temu Barcelona miała podobne powody do nagonki na sędziego i tylko Guardiola dopuścił się jakichś słów żalu wobec sędziego, za co następnego dnia w dodatku przeprosił.
Prawda jest taka, że Chelsea powinna była strzelić drugą bramkę, a wtedy nie byłoby wątpliwości. Ale tego nie zrobili, bo zmarnowali ku temu sposobności więc w sumie nie dziwię się ich rozżaleniu, bo w pewnym sensie zawiedli też samych siebie. Ale niech nie mówią, że cały świat ich oszukał, bo te sytuacje, o których wspominają, są na tyle kontrowersyjne i niejednoznaczne, że nikt nie byłby w stanie ich ocenić w sposób stuprocentowo sprawiedliwy. Np. ta ręka Keity - hmmm, wg mnie dostał pod pachę a nie w rękę. W dodatku wcale nie patrzył na piłkę, więc premedytację wykluczamy. Co do Pique - no tu akurat błąd sędziego, lecz nie takie klopsy sędziego widziałem. Wślizgi Yaya w polu karnym? Jak dla mnie czysto! Nie rozumiem czego oni się czepiają. Niech dadzą już spokój. Strzeliliśmy piękną bramkę - niech docenią to, a nie doszukują się ciągłej nienawiści całego świata wobec nich. Po prostu wczoraj synergia wszystkich futbolowych elementów działała na korzyść Barcy. Może akurat Bóg jest Katalończykiem? Niech więc oskarżą Boga!
Prawda jest taka, że gdyby Iniesta nie strzelił gola, to dziś na pierwszych stronach gazet widzielibyśmy hasła mówiące o oszukaniu Blaugrany przez sędziów. Bo też mielibyśmy przesłanki. W dwumeczu nawet kilka bardzo poważnych.
Mourinho zrobił z tej drużyny, klikę cyników, którzy myślą, że wszystko dostaną za pieniądze Romka. Niech nauczą się przegrywać z honorem - bez tego nigdy nie będą wielcy, nigdy nic nie wygrają, bo to porażki indukują sportową złość, chęć udowodnienia klasy. Teraz mają przynajmniej szansę, by za rok pokazać, że to oni są najlepszą drużyną w Europie!
A te inwektywy są po prostu żałosne, niesportowe, nieeleganckie...
0
podpisuję się pod pytaniem tervasa. Jak to jest z tymi żółtymi kartkami. Proszę o wyjaśnienie. Ktoś ma jakieś ciekawe informacje. Bo ja znam tylko article 21 w dokumencie pt. Regulations of the UEFA Champions League 2008/09, w którym pisze się:
21.03 Single yellow cards and pending suspensions are always carried forward either to the next stage of the competition or to another club competition in the current season.
21.04 Exceptionally, single cautions from the qualifying phase that have not resulted in a suspension expire on completion of the qualifying phase in question.
Jak dla mnie oznacza to:
21.03 Pojedyncze żółte kartki i trwające zaiweszenia są zawsze przenoszone do następnej fazy tych rozgrywek lub do innych zawodów, w których uczestniczą kluby w obecnym sezonie.
21.04 Wyjątkowo, pojedyncze kary z fazy kwalifikacyjne, które nie mają rezultatu w postaci wykluczenia, wygasają wraz z końcem fazy kwalifikacyjnej do ostatecznego celu, o który toczy się walka.
Nie wiem jak to interpretować, jaką wykładnię zastosować i czy w ogóle nasza języka polska dobrze oddawać to co anglikański przepis miał oznaczać...
0
Iniesta - Michael Phelps footballu. Dobre, dobre :D
0
Ja powiem tak: może i mieliśmy dużo szczęścia, może i pomógł nam arbiter, a może i coś jeszcze. W tym sezonie jednak tyle razy widziałem niekorzystne dla nas decyzje, że teraz przynajmniej czuję jakąś taką satysfakcję, że także do nas czasem i szczęście się uśmiechnie, i sędzia czasem przymknie oko. Te 180 minut półfinału było na tyle dziwne, że aż trudno jest to komentować.
W pierwszym meczu Chelsea zagrała w "muruj bramkę", albo "zabierz piłkę i wybij". No, na pewno nie była to gra o nazwie "piłka nożna", bo nawet jak mówi definicja na wikipedii "celem gry jest umieszczenie piłki w bramce przeciwnika", a Chelsea tego celu nie próbowała w ogóle zrealizować, a to oznacza, że grali w jakąś inną grę, której ja nie znam. Powiem więcej - nawet tej dziwnej gry nie lubię... W tamtym spotkaniu Chelsea miała też sporo szczęścia, bo mogła stracić Ballacka po drugiej żółtej kartce, a także bramkę po karnym, który nam się należał. Wówczas decyzje podjęte przez arbitra były korzystne dla nich.
Dziś my popełniliśmy kilka błędów. Za niektóre ponieśliśmy karę, a w niektórych przypadkach nam się upiekło. Karny po ręce Pique jest ewidentny, być może jeszcze jakiś karny po faulu na Drogbie, ale tu mam już mniej pewności. Dostaliśmy też czerwoną kartkę, odebrano nam rzut rożny w końcówce pierwszej połowy, choć czas doliczony jeszcze nie upłynął, zaś Chelsea w 96 minucie przyznano korner, mimo, iż upłynęły doliczone minuty. Może to pierdoły, może też wielkie szczęście, że sędzia po prostu nie zawsze wszystko potrafił dostrzec, ale to w 100% nie są dowody stronniczości arbitra.
A pomimo tego wszystkiego walczyliśmy do końca. Choć oczywiście nie ukrywam tego, że szczęścia sporo dzisiaj mieliśmy to w końcu, do cholery, po coś wymyślono to powiedzonko, że "szczęście sprzyja lepszym"!
0
kocham waaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaas!
0
MVP
0
jedno jest pewne: to będzie trudny mecz.
0
Hiddink niby rozegrał w głowie dwa mecze z Barcą i obydwa wygrał. Ciekawe jak on to, k***a, zrobił?! ;)
Sorry za słówko, ale miało ono podkreślić umiejętności humorystyczne Guusa Hiddinka... ;]
0
Mam nadzieje że Chelsea będzie chciała w rewanżu pokazać, że wie, iż celem gry w piłkę nożną jest strzelanie goli. A jeśli tak bedzie (w końću sie szczycą tym, że grają ah i oh) to będą musieli się ciut otworzyć z tyłu. W ogóle to wydaje mi się, że ten mecz kosztował ich więcej siły niż nas...
0
chelsea ale kiche zagrała. Nie wiem jak to nazwać, ale na pewno nie był to futbol. No to czekam na rewanżyk :)
0
obrońcą -> obrońcom
0
0
rzym3k - nie podobno Franco załatwił, tylko zaiste tak było. Franco nienawidził Katalończyków i Basków. Poczytaj o tym co on robił, do czego się dopuszczał, jeśli tego nie wiesz, a potem pogadamy. Nie wracajmy do tamtych czasów. Wiele osób, w tym piłkarze poświęciło spokój, a czasem nawet życie w obronie własnej dumy, języka, domu, rodziny i wolności. Pozostawmy ich w spokoju. A jeśli jesteś przekonany, że Franco nie był skrajnie nacjonalistyczny i nie wywyższał ponad innych Hiszpanii madryckiej to przypomnę Ci co nieco historii konfliktu katalońsko-madryckiego.
Derby w żadnym innym kraju (może poza Szkocją i starciami katolickiego Celtiku z protestanckim Rangers, no, ale to zupełnie inny kaliber uczuć i emocji) nie mają takiego podtekstu ideologicznego, historii naznaczonej prześladowaniami, śmiercią tysięcy osób i walką o autonomię i wolność, co mecze pomiędzy Blaugraną a Realem z Madrytu. Pierwsze Gran Derbi odbyły się 13 maja 1902, kiedy w półfinale Copa del Rey, Barcelona pokonała Real Madryt 3:1, ale okres prześladowań Katalończyków zaczął się dopiero 23 lata później, kiedy ówczesny dyktator Hiszpanii, Primo de Rivera zamknął stadion Barcy (wtedy Les Corts) i zawiesił na pół roku działalność Barcy, gdyż mieszkańcy Katalonii wygwizdywali nagminnie hiszpański hymn w czasie spotkań międzypaństwowych (założyciel klubu Hans Gamper, musiał wówczas szybko uciekać z kraju). Prawdziwa nienawiść Katalończyków do Kastylijczyków zrodziła się jednak po wojnie domowej w Hiszpanii, zaś starcia tych ekip odbywały się pod naprawdę wysokim napięciem. Po dojściu do władzy gen. Franco tłumione były wszelkie dążenia ludności z Katalonii do wolności. Zabroniono nadawania katalońskich imion i używania tego języka. Jeszcze w trakcie wojny domowej, ludzie Franco, zamordowali ówczesnego prezydenta FC Barcelony- Josepa Sunyola (notabene ci sami ludzie zabili również prezydenta Realu- Rafaela Sancheza Guerra - głównie dlatego, że był zbyt mało prohiszpański i zbyt mało antypatycznie nastawiony do Katalonii, która wówczas najbardziej walczyła o prawo okazywania swojej tożsamości), zaś bomba zniszczyła część siedziby klubu gdzie znajdowały się trofea. Franco z całego serca nienawidził Barcelony, gdyż Blaugrana była symbolem wolności, katalońskiego nacjonalizmu z regionem i jego ludnością, zaś dykator chciał Hiszpanii zjednoczonej, bez podziałów na poszczególne wspólnoty autonomiczne. Życie kraju miało być skupione w jego rodzinnym Madrycie i to stolica Hiszpanii miała mieć wówczas wszystko to co najlepsze. Reszta miast miała być tylko dodatkiem do zestawu.
Żeby możliwie jak najmocniej uzależnić od siebie Katalonię, na stanowisko prezydenta Barcelony wprowadził swojego człowieka- Enrico Pineyro. Pierwsze ruchy nowego władcy na Camp Nou (choć pewnie w głównej mierze inspirowane przez gen. Franco) to zamiana nazwy klubu na Club de Futbol Barcelona, co brzmiało bardziej po kastylijsku oraz modyfikacja herbu, z którego usunięta została flaga Katalonii. Te innowacje w nazwie zespołu i herbie, to jednak nic z tym, co przeżywali piłkarze. Barca w pierwszej połowie lat 40-tych nie przegrała Gran Derbi Europa z Realem 1:11 w Copa del Rey bo była po prostu słaba, tylko poległa, bo...polec musiała. W pierwszym meczu Katalończycy wygrali bowiem 3:0 zaś przed rewanżem byli zastraszani, że jeśli ośmielą się wygrać z Królewskimi, wszyscy zginą. Takie pogróżki wcale nie były żartem, bo w czasie II wojny światowej, podobna historia miała miejsce w przypadku graczy Dynama Kijów, więzionych w niemieckich obozach koncentracyjnych. Kijowianie mieli zagrać towarzysko z reprezentacją niemieckich żołnierzy, ale pod warunkiem, że Niemcy wygrają. Dynamo jednak zwyciężyło i piłkarzy tego zespołu, zaraz po meczu rozstrzelano, wszystkich, ubranych jeszcze w trykoty sportowe. Wracając jednak do tamtego starcia Barcy z Realem, to tuż po jego zakończeniu wydarzyła się rzecz niezwykła. Otóż prezydent Pineyro, widząc nieludzkie traktowanie graczy z Barcelony podał się do dymisji. Stało się coś, czego absolutnie nikt nie mógł się spodziewać- wśród ludzi gen. Franco są tacy, którzy posiadają serce. Ale i tak był to wyjątek, potwierdzający tylko regułę.
Nienawiść Barcelony do Realu wzmocnił również kontrowersyjny transfer Argentyńczyka Alfredo di Stefano do ekipy Królewskich, choć ten, wcześniej trenował z zespołem Blaugrany i wszystko wskazywało na to, że na stałe przeniesie się na Camp Nou. Tak wielki gracz jakim był niewątpliwie di Stefano nie mógł jednak umknąć Realowi, stąd pod naciskiem franksistów do dymisji podał się zarząd Barcy, co oznaczało ni mniej ni więcej, że Duma Katalonii oddaje Argentyńczyka Królewskim...
Czy tyle wystarczy?
Ja nie mam nic do Realu, bo obecnie ta drużyna jest inna, choć poczucie wyższości Madrytczyków nad mieszkańcami pozostałej części kraju jest wciąż widoczna, a i podobne nastawienie mają zapewne członkowie największego klubu w stolicy, choć oficjalnie nie wolno im tego przecież wyrażać, bo chcą się pozbyć skazy na honorze jakiej przyprawił im gen. Franco. Fakt wieloletnich, praktycznie półwiecznych prześladowań jest jednak faktem i nic tego już nie zmieni. A to czy Jordi Medina ma rację, mówiąc o 19 odebranych Barcelonie tytułach mistrzowskich na rzecz Realu i Atletico, pozostanie kwestią nierozstrzygniętą. Myślę, że za 60-70 lat, gdy minie wiek od zaprzestania dyskryminacji, będzie można podsumować osiągnięcia obu klubów zdobyte w iście sportowym duchu, a nie w duchu walki politycznej, czy Bóg jeszcze wie jakiej...
Niech żyją granatowo-bordowe barwy wolności!
0
juz arsenal 4-4 z liverpoolem :D
0
W najbliższych meczach nie tyle liczy się styl, ile zwycięstwa. Chociaż akurat w Katalonii tak się nie myśli. Tam można niekiedy wygrać mecz w fatalnym stylu i zostać obrzuconym błotem, albo przegrać po fantastycznej walce i zostać docenionym... To właśnie kocham w Barcelonie :)
Ale ja i tak wolę mistrzostwo niż styl w tych kilku ostatnich kolejkach. Z wyjątkiem jednej: tej, która rozegrana zostanie 2 maja. Wtedy musimy zagrać i pięknie, i skutecznie tak aby wygrać w doskonałym stylu :)
VeB!
0
jadenk
http://sport.wp.pl/kat,1744,title,Valdes-do-Man-Utd-za-22-miliony,wid,11032434,wiadomosc.html?ticaid=17d84&_ticrsn=5
mam nadzieje że żadnego bana nie dostane za link. Chciałem tylko pomóc :)
0
Ja też bym chciał grać w Barcelonie ;]
A tak z zupełnie innej beczki to właśnie wyczytałem że Manchester United chciałby po sezonie, w związku z wiekiem Van der Sara, sprowadzić do siebie (uwaga! uwaga!) Victora Valdesa. Za naszego goalkeepera są skłonni wyłożyć nawet 22 mln funtów... Nie wiem co mam o tym myśleć...
0
Show must go on! ;] Teraz zaczyna się zabawa. Nie tylko dla nas, ale dla całej pierwszej czwórki La Liga. Już zacieram ręce... Nie ważne jak się to wszystko skończy. Oczywiście mam nadzieję, że po naszej myśli. Ale to jest sport, a sport to przecież taka wspaniała zabawa... Wiem tylko dwie rzeczy: że obecnie Barca potrafi bawić się w piłkę najlepiej na świecie - to raz! A dwa - emocji w końcówce sezonu nie zabraknie :D
Visca el Barca!
0
viskovleen
przeczytałem o tym w regulaminie Ligi Mistrzów na obecny sezon, a dokładnie w art. 21 pkt 04 :)
Hering
Oj, wiadomo, że lepiej jest nie dostawać żółtych kartek bo po drodze do finału przez żółte kartoniki może być trudniej bez kluczowych graczy. Niemniej jednak mowa była o ewentualnej absencji Messiego w finale, a to jest niemożliwe, jeśli nie zobaczy czerwonego kartonika :)
0
Hering
Przed finałem wszystkie żółte kartki są anulowane, tak aby ostatni mecz Ligi Mistrzów odbywał się z udziałem najlepszych zawodników... Nie ma więc możliwości aby Messi nie zagrał w finale, chyba że ujrzy czerwonkę :)
0
obawiam się trochę o to że nie ma żadnego naszego supersnajpera :D Ale faktycznie zmiany po to są żeby z nich korzystać. mam nadzieje żę nie będą jednak potrzebne :D
0
Nie ma sensu pisać dłuuuuuuuuuugich komentarzy, bo jak jest - każdy widzi i każdy też na swój własny sposób stara się usprawiedliwić słabszą grę Barcy od kilku tygodni.
Ja tam też jest trochę wkurzony. Ale właśnie sobie zdałem sprawę, że skoro przyszedł kryzys do nas, to przyjdzie i do Madrytu. I liga będzie ciekawsza!
Wiem tylko jedno - że Barca się nie podda!
Aha i jeszcze jedno - śmieszni są Ci kibice Realu, którzy wiedząc, że ich ulubiona drużyna ma wciąż 4 oczka straty i 13 kolejek do rozegrania, już tytułuje swoich pupilków mianem mistrzów Hiszpanii...
0
Kurde, ale żal gramy. Messi nie istnieje, a Xavi już w ogóle. Puyol nie nadaje się do tak silnego zespołu, patrząc na to co robi. Eto'o marnuje sytuacje za sytuacja. I w ogóle cała drużyna zaczęła grać jak w ostatnich dwóch latach z Ryjkiem, tzn. chłopaki prezentują zerowy poziom zaangażowania i chcą wjechać z piłką do bramki. Aha, co za debil pozwala Xaviemu wykonywać wolne. On kurde nie umie. Już chyba ze 2 lata temu jak była sonda "kto powinien wyknywać wolne gdy nie ma Ronaldinho na boisku" móiwłem, że na pewno nie Xavi...
0
Dzisiaj Valdes i Casillas popełnili bardzo podobne błędy. Iker miał szczęście bo gol nie padł, Victor nie miał tyle szczęścia. Ogólnie to nie popadajmy w panikę. Wiadome, że nie można grać kosmicznie cały sezon. Kryzys musiał przyjść i się cieszę, że stało się to teraz, bo mamy duża przewagę i może spadek formy ją trochę uszczupli. Gdybyśmy dołek osiągnęli w grudniu, byłoby zdecydowanie gorzej. Mam nadzieję jednak, że się zacznie wszystko układać na nowo. Dziś w ogóle mieliśmy sporo pecha: kontuzja Abidala, kartka Keity, błąd Valdesa, cyniczna gra Espanyolu. Takie coś deprymuje. Wystarczy jednak jedno pewne zwycięstwo i Blaugrana znów będzie rozdeptywać rywali jak słoń małe mrówki.
Faktem jest, że Real się trochę podpalił teraz i zaczęli grać, ale nie zapominajmy, że to także nasza zasługa, bo męczymy im rywali. Jakby nie patrzeć, królewscy też mają teraz dobrą passę, która było nie było - musi się też skończyć. Ale musimy liczyć przede wszystkim na siebie i wygrywać wszystko co się da. Dziś i tydzień temu się nie udało, ale we wtorek jest Liga Mistrzów, mecz w Lyonie. A to zupełnie inna para kaloszy. W LM nie myśli się o ligowych porażkach, dlatego gra się bez tego psychicznego obciążenia. Z kolei zwycięstwo w meczu Champions League może dać impuls do ponownego włączenia czerwonego guziczka w drużynie Guardioli, guziczka odpalającego lont bomby atomowej o nazwie FC BARCELONA! :)