borys27
Dołączył/a: przed 2011 rokiem
5 obserwujących
9 obserwowanych
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Warto nadmienić, że we wspominanym tutaj finale Ligi Mistrzów z Leverkusen w 2002 roku, Casillas był tylko rezerwowym, dopiero na ostatnie minuty zastąpił kontuzjowanego Cesara. Pamiętam doskonale, że i tak krótkim odstępie czasu popisał się kilkoma świetnymi interwencjami. Natomiast cały mecz rozegrał dwa lata wcześniej w finale Ligi Mistrzów z Valencią. Oj tak obiektywnie patrząc to tamten Real Del Bosque był naprawdę wielki, tworzyli niesamowity monolit. Zresztą 3 triumfy w Champions League w ciągu 6 lat ( co dwa lata) mówią same za siebie. Choć ten 1998 jeszcze bez Del Bosque na ławce, a z Niemcem Juppem Heynckesem.
Co do bramkarzy, obaj znakomici. Casillas klasa sama w sobie, ogromny talent i wielki zawodnik, do tego wartościowy człowiek. Natomiast Valdes poczynił tak ogromne postępy i tak znakomicie spisuje się w bramce, że jest żywym dowodem na to, ile można osiągnąć ciężką pracą na treningach. Tym większy szacunek i uznanie, po tych wszystkich koszmarnych błędach i "słynnych" podaniach do Villi:) Pamiętam wszyscy moi znajomi szydzili z portero Barcy, a teraz? Trochę nie mogą uwierzyć, że ten facet tak wspaniale broni i pytają czy to na pewno on:D
0
Jak to się pojawił Ronaldinho w drugiej połowie? Przecież grał od początku. W sumie to jakby go nie było, więc na jedno wychodzi:)
0
Andres, na każdym kroku pokazujesz, że naprawdę jesteś Wielkim człowiekiem w tym skomercjalizowanym świecie! Wszystko to co robisz w codziennym życiu jest godne naśladowania. Cieszę się niezmiernie, że nic a nic się nie zmieniasz, a największe wartości są dla Ciebie cały czas na pierwszym miejscu, tym bardziej, że praktycznie od samego początku Twojej przygody z pierwszym zespołem Barcy, dało się odczuć taką niewidzialną, ogromną sympatię, ciepło, szacunek, do Twojej skromnej osoby i jeszcze nieznanej szerszemu gronu kibiców na świecie. Nigdy nie zapomnę tych śpiewów w znakomitym gronie: Andres Iniesta szala, la la, Andres Iniesta szala la, la, kiedy coraz częściej zaczynał wchodzić do składu za Rijkarda i kiedy w cudowny sposób zastępował Xaviego praktycznie przez cały sezon 2005/2006, po zerwaniu więzadeł przez Creusa. Ale także rozczarowaniu gdy Ryjek posadził go na ławce ( do dzisiaj tego nie rozumiem) w finale Champions League z Arsenalem. Nie no po prostu z Andresa Iniesty nie można nie być dumnym. Bardzo dumnym, bo on tylko potwierdza, że sprawiedliwość na świecie jednak istnieje:)
0
Cule a muerte
Na pewno to się umiera i płaci podatki. Nie wiem jaką radość sprawia Ci takie wróżenie. Sport, a w szczególności piłka nożna potwierdza na każdym kroku, że wszystko jest w niej możliwe, począwszy od paradoksu, a skończywszy na precedensie. Wcale nie musi potwierdzać się zasada, że im częściej wygrywasz, tym bliżej jesteś porażki. Poprzedni sezon ligowy dobitnie to potwierdził. No, ale skoro już wiesz, że Barca przegra to przynajmniej nie będziesz musiał oglądać. Dobrze masz, zaoszczędzisz chociaż czas.
0
Obniżka formy Gerrarda? Ciężko powiedzieć o kimś kto wchodzi w drugiej połowie w meczu z Napoli i wali hattricka:), może dzisiaj też walnie, tym razem w naszym zespole:)
0
Szumi
Z całym szacunkiem dla Ciebie, ale zaszalałeś z tymi 7, wiadomo dla kogo. W dodatku nie podałeś żadnych konkretnych argumentów i statystyk. Brakuje konkretów po prostu. Gdzieś tam, coś tam dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele i kiedy tak naprawdę. Wybacz, ale te oceny traktuje jako żart.
0
gczoo
Mogę wkleić Twój komentarz pomeczowy do siebie i jeszcze się pod nim podpisać wszystkim dostępnymi palcami? he he. Niestety, ale nic dodać, nic ująć. Nie można po prostu nie zauważyć, że Guardiola dzisiaj kompletnie się nie popisał, do tego ta gwałtowna, słowna utarczka na sam koniec praktycznie podsumowuje fatalny dzień Pepa. Szkoda, że zmiana nie została zrobiona w 90 minucie, bo 80 to chyba zbyt wcześnie przy "znakomitej grze" w drugiej połowie No chyba, że dążylismy za wszelką cenę do przebicia Stamford, to co innego:).
Naprawdę coraz częściej wyczynia niezrozumiałe rzeczy, nie wiem tylko z czego to wynika. Czy z jego nieprzeciętnej upartości, zagubienia, próby robienia wszystkiego na przekór, bycia oryginalnym bez względu na dobro drużyny,pozjadania wszystkich rozumów? Kurcze, sam nie wiem o co tu chodzi, ale to jest naprawdę z lekka niepokojące, bo gdyby to było pierwszy raz to co innego, ale nie było pierwszy raz. Oczywiście z challengerem i jego obserwacjami również nie sposób polemizować, bo według mnie są bardzo trafne. Należy mieć tylko nadzieję, że skończy się ten nikomu niepotrzebny galimatias z fantastycznymi i nieopatentowanymi pomysłami Josepa. Bo tak naprawdę, to my możemy tylko przegrać z samym sobą. Jak gramy swoje to...patrz sobotni mecz:)
0
Niby mecz towarzyski, ale z pewnością prestiżowy. Jackson miał dosyć nietęgą minę w końcówce. Może Lakersi nie grali na pełnych obrotach, wiadomo, ze nie ten etap przygotowań, Kobe grający mało i z kontuzją kolana, ale raczej chcieli wygrać. Małym nakładem sił, ale wygrać. Bo koszykarze Barcy bardzo chcieli się pokazać, co nie może dziwić:) W Regal najbardziej podobał mi się Terence Morris, świetna skuteczność za 3 ( odległość ta z NBA, w ogóle mecz na zasadach NBA) spokojna, chłodna głowa i odpowiednie decyzje, bez podpalania się, do tego dobrze w obronie. Natomiast najbardziej irytował mnie Vasquez, bardzo dużo, beznadziejnych, wręcz dziecinnych strat i strasznie surowo w obronie, za łatwo dawał się objeżdzać jak na takie warunki, ale jest młody, więc pewnie będzie robił postępy w tej kwestii. Co mi się jeszcze rzuciło w oczy, to sędziowanie. Oj chyba lekko pod Lakers gwizdane było. Kilka naprawde kontrowersyjnych decyzji sędziów, praktycznie wszystkie sporne sytuacje na korzyść Jeziorowców. No i ta fenomenalna akcja Barcy, bodajże Z 3 kwarty, gdzie poszły takie podania zakończone efektownym wsadem, że sam realizator nie nadążył, natomiast ławka L.A w patrzyła na ten popis z lekkim niedowierzaniem:) Navarro oczywiście swoje rzucił a Mickeal ładnie powalczył i też pokaźny dorobek osiągnął.
0
Po prostu jestem dumny, że Barca ma takiego trenera! Wiadomo, że nikt nie jest doskonały, nieomylny, ale wielką sztuką jest się do tych błędów przyznać i wyciągnąć z nich wnioski, bo tylko konstruktywna krytyka może przynieść korzyści. Od tego człowieka można naprawdę czerpać wzorce, które w dzisiejszym świecie przechodzą wręcz do lamusa. Od razu widać, że jest człowiekiem starej daty, gdzie system wartości nie ulega zachwianiu pod wpływem szeroko pojętej komercjalizacji.
Trochę się nie dziwię, że Zlatan nazwał Pepa "filozofem", bo Guardiola ze swoim stoickim spokojem, ogładą, kulturą osobistą, obyciem, niesamowitą umiejętnością zachowania się w każdej praktycznie sytuacji, filozofią postrzegania ludzi i piłkarzy jest jakby żywcem wyjęty z innych czasów. Nie daje się zamknąć w standardowe ramy, czarne albo białe. Dlatego czasami ciężko wejść w jego tok rozumowania. Można się nie zgadzać z jego wieloma decyzjami personalnymi, transferowymi, ale myślę, że wielu osobom, w tym również mnie, bardzo ale to bardzo imponuje, na wielu różnych płaszczyznach. Zaskakuję mnie z dnia na dzień coraz bardziej swoją życiową mądrością, gdzie mogłoby się wydawać, że bardziej zaskoczyć już się nie da. Czasami odnosi się wrażenie, że jest się świadkiem odkrywania fascynujących rzeczy, właśnie razem z Pepem. Dlatego to wielkie szczęście dla Barcy, że ten człowiek jest coachem naszej ukochanej drużyny, oby jak najdłużej. Oby ten błogostan z Pepem na czele trwał i trwał...czasami tylko warto się uszczypnąć, żeby się przekonać, czy to na pewno nie sen:)
0
Mam na imię Adam, mam 19 lat, Barcelonie kibicuje od 25 lat, nie piję od 6 lat...
0
Wielkie gratulacje dla autora! Rośniesz na dobrego dziennikarza:) Tylko żebyś nie obrósł w piórka po tych wszystkich pochwałach ze wszech miar, jak Ronni kiedys:) Masz szlaban na sodówkę:) Świetna, rzetelna robota, z przenikającym do szpiku kości poruszeniem! Od razu mi się przypomniały wszystkie wspaniałe wieczory, spędzone maestrią Gaucho. To naprawdę było coś niesamowitego i tego geniuszu się po prostu nie da zakwestionować. Z tym się trzeba urodzić, trzeba mieć dar, dar od Boga
. Pomijając wszystkie aspekty pozasportowe, to był geniusz.Trzeba oddać cesarzowi co cesarskie. Szkoda, ze tak to się skończyło jak się skończyło, ale mam nadzieję, że młodzi utalentowani piłkarze, zawsze będą pamiętać, że licho nie śpi i że zawsze trzeba mieć się na baczności, żeby nie rozmienić się na drobne. Niestety, ale ten świat jest brutalny i nie można nawet na moment o tym zapominać. Ale wspomnienia, zawsze będą wspomnieniami i nikt nigdy nikomu tego nie zabierze. To co przeżył, to co czuł, patrząc na te wszystkie popisy tego niesamowitego magika. Na pewno w dużym stopniu przyczynił się do odbudowania potęgi dawnej wielkiej Barcy, liczącej się ponownie na arenie europejskiej. Nie zapominajmy jednak, że pika nożna to gra zespołowa i to się nigdy nie zmieni, nawet największy geniusz bez kolegów i wspólnej zespołowej sile nie wygra niczego w pojedynkę. Gracias Ronni!
0
Cule a muerte
Pozwól, że się nie zgodzę z faktem, że po raz ostatni ligę zdobywało Deportivo ( sezon 99/00), które uzbierało 69 pkt wyprzedzając o 5pkt Barcelonę. Bowiem Valencia triumfowała w sezonach 2001/2002 oraz 2003/2004. To takie małe sprostowanie:). Błędów ortograficznych już Ci nie będę wytykał, bo po pierwsze i tak się poprawiasz:) a po drugie, powiedzmy, że Twoja strona merytoryczna jest na tyle interesująca i ciekawa, że pojawiające się błędy nie przykuwają aż takiej uwagi. Choć nie ukrywam, że jakbyś połączył te dwie rzeczy, to byłoby wspaniale:). Mam nadzieję, że się nie obrazisz, czy coś w tym stylu, a po prostu przyjmiesz to jako formę grzecznościową, bo taka de facto jest:) To, że wykonujesz świetną robotę i piszesz frapujące newsy, nikomu właściwie nie trzeba mówić. Ja np czytam Cię z dużym zaciekawieniem, bo niestety takich barwnych i oryginalnych osób jest tutaj coraz mniej. Pozdrawiam:)
0
Geble
Jak będziesz pamiętać, jak już zapomniałeś:) Fenomenalny goll Rivaldo z Valencia na 3:2 w ostatniej minucie pozwolił wskoczyć na 4 miejsce w tabeli i dał przepustkę Barcelonie do gry w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, a nie Pucharu Uefa:) Zresztą wtedy w tych kwalifikacjach, Barca trafiła na...Wisłę Kraków.
0
Rewanż gramy u siebie, powinniśmy utrzymać przewagę z Norwegii i awansować do tej Ligi Mistrzów. Mecz beznadziejny, strata 90 minut normalnie, jedynie Ibra coś się starał, reszta do wymiany! No ale najważniejsza jest wygrana!
0
Marzyłem o tym piłkarzu od bardzo dawna ( już w Saragossie mi imponował), i oto sen się ziścił. Jak napisał gczoo szkoda, że ten transfer nie doszedł do skutku rok temu, podobnie jak Henry'ego w 2006 roku, lecz pamiętamy, że nie przeszkodziło to Francuzowi rozegrać wielu znakomitych spotkań dla Barcy ( poprzedni sezon miał wręcz znakomity) mam nadzieję, że z Davidem będzie podobnie. O szybszą aklimatyzację można być raczej spokojnym. Oby Guardiola to wszystko należycie poukładał. Ciekawe oczywiście co z Ibrahimovicem, pożyjemy, zobaczymy...
Póki co cieszę się niezmiernie, że David zawita na Camp Nou!
0
Statystyki ma iście imponujące. A przypomnę, że Xavi, podobnie jak wspomniany tutaj Guardiola w sezonie 1999/2000, praktycznie cały sezon 2005/2006 miał stracony ze względu na zerwane więzadła ( jak pamiętamy zastępował go znakomicie mało jeszcze znany Iniesta)
0
das boot
Co do Stoiczkowa to Challenger nie napisał, że przeszedł do Barcy w sezonie 1996/1997 a, że dołączył!, czyli nie minął się z prawdą i nie ma tu nieścisłości. Bo jak wiadomo Stoiczkow sezon 1995/1996 spędził w Parmie, po konflikcie z Cruyffem. Po roku banicji do tej Barcelony powrócił ( pamiętam doskonale i mam przed oczyma tytuł z tygodnika "Piłka Nożna"- ""Hristo wróciłeś!", zresztą był moim wielkim jedynym jak do tej pory idolem)
Co do meczu finałowego Pucharu Zdobywców Pucharów z PSG z 1997 roku, do tej pory mam w swoich archiwach kasetę VHS z całym meczem. Stoichkov wszedł w tym meczu w drugiej połowie, ale nigdy nie zapomnę co wtedy powiedział jeszcze "wielki" swego czasu, Dariusz Szpakowski: "Tego piłkarza, chyba nie muszę nikomu przedstawiać, jak powiem Hristo Stoichkov, to wystarczy!" :)
Co do nagrań z meczów i kaset VHS o których tu wspomniałem, to miałem jeszcze nagrany jeden z najwspanialszych meczów Barcy w historii sezonu 1993/1994 z Manchester United wygranym 4:0 ( po 2 bramkach Romario i 2 Stoichkova) Ale jako, że jeszcze wtedy byłem bardzo młody i nie potrafiłem zbytnio obchodzić się z takim sprzętem jakim było video:) to nagrał mi się na czarno- biało i po jakimś czasie gdzieś kaseta zaginęła. Trochę żałuję bo co wtedy wyprawiali Romario ze Stoichkovem to przechodziło ludzkie pojecie! Dla mnie to jeden z większych triumfów Barcy w historii, które widziałem na własne oczy.
Co do Ronaldo, Luisa Nazario De Limy rzecz jasna:) To naprawdę był to piłkarz wyjątkowy, grał bajecznie i nie było chyba żadnego młodego chłopaka biegającego po podwórku za piłką, który nie miał jego nazwiska na plecach i po prostu nim nie był! A bramka z Compostellą na zawsze przejdzie do historii!
Dziękuje Challenger za ten piękny wspomnień czar i jak zwykle kawał znakomitej roboty! :) Pozdrawiam
0
Według mnie oceniłeś wręcz idealnie! Żadnych świętych krów, żadnych ocen za zasługi, żadnego naginania rzeczywistości, czy doklejania teorii, że Keita zagrał bardzo dobry mecz. Nie oszukujmy się, jego obecność w tym meczu ( szczególnie po czerwonej kartce) była absolutnie zbędna. On raczej przeszkadzał podobnie jak Ibrahimović niż pomagał w tym tłoku. Tutaj jednak mam pretensje raczej do samego Guardioli, że wystawił go w pierwszej jedenastce, że w ogóle od dłuższego czasu wystawiał Malijczyka z uporem maniaka, gdzie był w bardzo słabej dyspozycji! Dziwne, bardzo dziwne, jak dla mnie, chciałbym kiedyś poznać odpowiedź na tę zagadkę, bo przyznam szczerze, że tego nie rozumiem. Sympatia do Malijczyka mnie nie przekonuje.
W tym meczu było widać jak na dłoni kim dla tej drużyny jest "lewa komora serca" czyli Andres Iniesta! Mogło być nawet 10 takich jak Keita czy Busquets w środku, ale to właśnie jeden Iniesta był potrzebny. Potrzebny do nieszablonowego zagrania, do czegoś innego, do wyłamania się z tej monotonii, z tego schematu, do rozerwania tego muru. Brakowało piłkarza nietuzinkowego, niekonwencjonalnego z pomysłami, żeby przechytrzyć świetnie ustawionego przeciwnika jednym zagraniem, jednym dryblingiem zrobić przewagę. Dla mnie po prostu zabrakło w tym meczu pomysłu przede wszystkim, kreatywności, zrobienia jakiegoś zamieszania, "szarańczy" w 16 rywala, grania większej ilości zawodników w jednej linii z ostatnimi piłkarzami Interu. Nie było praktycznie żadnych wygranych pojedynków jeden na jeden na skrzydłach, więc nie było jakiejkolwiek nawet chwilowej przewagi, nie było dokładnych wrzutek z bocznych sektorów.Brakowało mi większej mądrości i wyprzedzania ruchów przeciwnika o kilka zagrań do przodu, niczym wytrawny szachista. Lewego, przebojowego, błyskotliwego napastnika wyraźnie zabrakło. No ok nie było Iniesty, to przynajmniej Toure powinien zagrać w środku pola od samego początku. Do tego Ibrahimovic, który statystował niczym strach na wróble. Sam Messi nie przedrybluje 5 bardzo dobrych zawodników Interu, zresztą i tak dał świetną piłkę do Bojana i oddał znakomity strzał, który w sobie tylko znany sposób obronił Julio Cesar!. Tak jak ktoś kiedyś napisał, mając taki procent posiadania piłki i oddać tylko 4 (?) celne strzały na bramkę to delikatnie mówiąc jest lekki wstyd. Do tego obrońca zarówno w pierwszym jak i w drugim meczu zaprezentował się w taki sposób, że niektórym napastnikom powinno być po prostu głupio! I to bardzo głupio! Właśnie na takie nieszablonowe zagrania jakie pokzał Pique( dotknięcie piłki ręką przez Toure i nie uznany gol Bojana również zaczęło się od Gerarda) liczyłem w przednich formacjach. Jeśli obrońca jest bardziej kreatywny od napastników to chyba nie mamy nawet o czym rozmawiać. Swoją drogą jakby w napadzie było jeszcze takich 3 Gerardów to ze swoim zmysłem i umiejętnością szukania piłki spokojnie rozklepaliby bądź co bądź świetnie skonsolidowaną i ustawioną drużynę Interu.
Żeby już zakończyć ten wątek dotyczący meczu z Interem, oczywiście Inter jak najbardziej awansował zasłużenie z przebiegu dwumeczu! Do tego doszło kilka czynników, na czele z dziwnymi zestawieniami personalnymi i taktycznymi w pierwszym i w drugim meczu. Czynniki, które nie zostały spełnione, a które umożliwiłyby sukces w dwumeczu. Nie mam oczywiście pretensji do chłopaków, do trenera, bo na pewno dali z siebie wszystko, tyle ile mogli i ile potrafili. Za to im się należy chwała i uznanie, bo z pewnością odpadali z dużym honorem. Raz się wygrywa, raz się przegrywa, nic nie trwa wiecznie, choć wiadomo, że niedosyt z pewnością pozostał. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, bo przysłowie, co nas nie zabije to nas wzmocni mam nadzieję zbierze tutaj obfite plony, bo czasami jedna porażka nauczy więcej i pokażę niż niejedno zwycięstwo. Z takim mądrym, inteligentnym trenerem i człowiekiem jak Pep Guardiola jest na to ogromna szansa. No i oczywiście zasłużone gratulacje dla Interu!
Także dziękuje ślicznie Barcelonie za ten sezon w Lidze Mistrzów, za godną postawę i piękne mecze, bo z tej drużyny naprawdę można być bardzo dumnym!. Z pewnością zapamiętam z niej znakomity mecz w fazie grupowej z Interem u siebie, bardzo dobry mecz ze Stuttgartem również u siebie, spektakularne 4 bramki Leo z Arsenalem no i przede wszystkim tę niesamowitą, unikalną pierwszą połowę w meczu z Kanonierami na Emirates. Muchos Gracias!. Pozdrawiam:)
0
Tak jak rok temu zgadzałem się z Tobą po meczu rewanżowym z Chelsea i miałem podobne odczucia, tak teraz również wypisz wymaluj, oddałeś co do joty mój stan ducha i spostrzeżenia po meczu z Interem. Niestety jak po meczu z Chelsea, jest więcej pytań niż odpowiedzi. W dodatku pytań powracających jak bumerang. Pytań trudnych, wywołujących przy tym wielkie zdziwienie z rozdartą szeroko japą.
Myślałem, że historia bierności i czekania na cud ( tym razem cudu nie było) już się nie powtórzy, że lekcja zostanie odrobiona i zapamiętana na całe życie. Tym bardziej jest to bolesne, bo to po prostu już kiedyś było i nie powinno się powtórzyć. Co do czynników mogących mieć jakiś tam wpływ ( może nie decydujący ale jednak wpływ) które wymieniłeś w swoim felietonie, również się pod nimi podpisuje. Obecnie w piłce na poziomie europejskim, gdzie poziom jest bardzo wyrównany decydują detale, niuanse, mikroskopijne sprawy. Wszystko ma jakieś tam znaczenie, mniejsze lub większe ale ma! Żeby wygrać piekielnie trudną Ligę Mistrzów tych czynników musi być spełnionych niesamowicie dużo. Nie usprawiedliwiam porażki tylko i wyłącznie przez podróż autokarem ( wiem, że inne autokary, inne drogi, inna opieka medyczna, ale jeśli ktoś kiedykolwiek jechał na mecz wiele kilometrów, to wie, że jakiś tam ślad pozostaje w organizmie ) Nie usprawiedliwiam przez to, że Inter nie dość, że mógł się spokojnie przygotowywać do meczu na swoich obiektach, gdy Barca podróżowała po Europie, zajeżdżając między innymi do Cannes ( może po Złotą Palmę?:P) to jeszcze rozgrywał swój mecz w piątek. Natomiast Barca toczyła wojnę z lokalnym rywalem grając do tego prawie całą drugą połowę w osłabieniu. Uważam, że te czynniki jakieś tam znaczenie miały, ale czy bardzo duże, duże, bardzo małe, mniejsze- tego się tak naprawdę nigdy nie dowiemy. Zresztą jako ciekawostkę podam, że Lyon do Monachium również przyjechał autokarem, a jak się w tym meczu prezentował, ten kto oglądał mecz doskonale widział. Przypadek? Suma przypadków? Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem:). Nie oszukujmy się również, że strata Iniesty w środku, to nie jakieś tam małe piwo. To strata jednej z dwóch komór sercowych Barcy. Ta druga bez tej pierwszej na pewno już nie pracuje tak jak dotychczas, mimo, że dalej jest genialna, ale już nie ma do pomocy kogoś równie genialnego. Podobno nie ma ludzi niezastąpionych, ale są ludzie, których bardzo ciężko zastąpić, którzy tworzą istotny trybik w mechanizmie. Takim człowiekiem i piłkarzem jest bez wątpienia Andres. Nie ma dla mnie znaczenia, jaką formę prezentował Iniesta, wiem natomiast, że rok temu dzień w dzień budziłem się z nadzieją, że usłyszę wieści, że Andres zagra w finale w Rzymie, że zdąży się wyleczyć. Moja nadzieja, nie okazała się płonna. Nawet w tym roku może zagrać w finale, ale teraz to już są Himalaje, a On nawet nie będzie mógł pomóc zdobyć ten szczyt. Wiem, że może to wszystko wygląda na szukanie wymówek, na usprawiedliwienie drużyny. Otóż nie, bo po pierwsze nie lubię tego robić, a po drugie chciałem w luźny sposób pokazać i przedstawić, że duża ilość czynników w niefortunny sposób nie została spełniona. Po prostu.
Inna sprawa, że Pep najzwyczajniej w świecie, tak jak Challenger napisał, nie zrobił zbyt wiele, żeby pokonać wszelkie przeciwności losu, odmienić kartę, wyciągnąć asa z rękawa, zaryzykować. Czy coś było do stracenia? Może dzisiaj niektórych pytań nie trzeba by było stawiać. Nie chcę mi się pisać o poszczególnych zawodnikach, tych co grali i tych co tej szansy nie dostali, bo zajęłoby mi to dużo czasu. Cały zespół wygrywa i cały przegrywa. Oczywiście zespół to również sztab trenerski. Dlatego jak ktoś wczoraj napisał pozostaje się modlić, żeby Guardiola miał świeży i bystry umysł jak nigdy i wybrał jak najlepsze rozwiązania personalne i taktyczne. Żeby nie kierował się jakimiś innymi pobudkami, żeby mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że zrobił wszystko co tylko mógł. Myślę, że większość z nas doskonale wie o jaki skład trzeba się modlić:)
Nie mogę już się właściwie doczekać tej środy. Jedna rzecz naprawa mnie umiarkowanym optymizmem ( obok rzecz jasna wiecznej, nie gasnącej nadziei i wiary), a jest nią...urodzenia Pepa. Urodzenie w....Czepku!:) Pozdrawiam
0
Cały dzień siedzę, modlę się i płaczę na przemian w obliczu tej niewyobrażalnej tragedii i tak naprawdę nic innego się nie liczy, świat się zatrzymał. Jak dla niektórych, dla mnie również pierwszy raz w życiu Gran Derbi zejdą na dalszy plan, bo są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze. Obejrzę mecz w ciszy i głębokim smutku.
Proszę! Obok tych wszystkich znaków, które wklejacie pomódlcie się za tych wszystkich, którzy zginęli, za ich rodziny, za ich bliskich, bo tylko wtedy to ma sens.
Ciężko w ogóle cokolwiek napisać, z Bogiem!
0
Dokładnie tak! Mistrzostwa w Stanach to były dla mnie najlepsze Mistrzostwa Świata jakie oglądałem, a zacząłem od 1990 we Włoszech! Wspaniała atmosfera na wypełnionych po brzegi stadionach, wspaniałe gole( Hagi z połowy z Kolumbią, Stoichkov z Niemcami z wolnego, z Meksykiem to samo), wielkie sensacje w postaci Szwecji z Brolinem i Bułgarii, znakomity Romario, mecze w nocy, które się oglądało z całą rodziną. Ogólnie mam sentyment do roku 1994, bo oprócz wspomnianych Mistrzostw powstały w tym roku moje dwa ukochane filmy "Skazani na Shawshank" oraz "Forest Gump". Do tego zdobycie przez Dream Team Cruyffa po raz 4 z rzędu Mistrzostwa Hiszpanii! Jedyną przykrością w tamtym roku, była tylko poraża Barcy lub jak się często mówi klęska w finale Champions League z Milanem. Choć i tak gra Barcy do samego finału zachwycała cały świat. Dobra spadam stąd bo już w ogóle się rozkleję, po tej podróży sentymentalnej:)
0
Looky
Masz rację to były przepiękne czasy, gdy podwórka były pełne dzieciaków, kiedy rozgrywało się tak zwane" mecze blokowe". Każdy miał swojego idola i starał się z nim utożsamiać. Za Baggio nie przepadałem, ale chyba dlatego, że był cholernie dobry:) jak i wszyscy Włosi z tego okresu, no i moi bardzo dobrzy koledzy z lat szkolnych, z którymi spędzałem większość swego dzieciństwa byli w niego zapatrzeni jak w obrazek, po prostu był ich idolem. Jeden był Walterem Zengą a drugi właśnie Baggio. Także chcąc nie chcąc byłem na niego skazany, ale na szczęście ja byłem Hristo Stoichkovem i oni również na jego temat wiedzieli bardzo dużo...ode mnie:D
0
Cześć Ricken, Zorc, Chapuisat:) Jestem "ktoś" i odpisuje na Twój komentarz:) A tak poważnie to dobry obiektywny komentarz, więc życzę Ci aby Borussia w najbliższym czasie wróciła do Ligi Mistrzów, bo kibice na tym stadionie potrafią stworzyć przecudną atmosferę! Pozdrawiam
0
Niestety z przykrością i wielkim smutkiem, ale muszę się podpisać pod komentarzami: Icemana, kikiriki, ducha toma joad. Czuję dokładnie to samo co oni, jeszcze chyba nigdy się tak na Henry'm nie zawiodłem, a jako, że darzyłem go dużym szacunkiem ( pewnie nadal darzę) to ból i zawód jest podwójny i trudny do zniesienia.
Kibice Arsenalu byli tak wychwalani przez Francuza, mówił o nich w samych superlatywach, że są wyjątkowi, ale wczoraj pokazali, że chyba nie do końca tak jest. No chyba, że te buczenie to zasługa bandy wyrostków i czarnych owiec, których w stadzie zawsze się kilka znajdzie. Choć według mnie Beckham miał zdecydowanie lepsze przyjęcie na Old Trafford. Odnośnie powrotu Francuza na stadion Kanonierów i jego przyjęcia, to uważam, że z dużej chmury mały deszcz, niestety grę lepiej przemilczeć. Choć nawet ciężko milczeć..
0
No Heniek muszę Ci powiedzieć, że ja też mam mieszane uczucia i to niestety dotyczące Twojej osoby. Nie spodziewałem się że kiedykolwiek mnie tak zawiedziesz....Zresztą chyba nie tylko mnie.
0
Oj gooner gooner
Przyszedłeś ze szkoły, tornistra chyba nie zrzuciłeś z pleców, nie zjadłeś obiadu i od razu do komputera pisać post za postem. Jeden głupszy od drugiego. Ochłoń trochę, delektuj się wiosną, zaczerpnij świeżego powietrza, zobaczysz nabierzesz większego dystansu:) W dodatku Śmierdzi dyletanctwem na odległość! Dam Ci tylko małą radę, bo nie chcę mi się wdawać w polemikę z Tobą. Widać, że za dużo meczów Barcelony to Ty nie oglądałeś, skoro nazywasz Valdesa kiepskim bramkarzem, obrażając go przy okazji. Z tą parą stoperów to też wyskoczyłeś jak Filip z konopi. Ale przynajmniej dowiedziałem się dzięki Tobie, że ważniejsze jest strzelanie goli przez ostatnie instancje niż zapobieganie im utracie. No to uważaj, żeby Arsenal w następnym meczu nie stracił przynajmniej 2 bramek, bo Birmingham czy Fulham, odpowiednio 9 i 10 drużyna będzie miała mniej straconych goli od Kanonierów:)
Do tego jak już zrobiłeś te swoje porównania to mogłeś chociaż zamiast Toure, który do tej pory grał w tym sezonie tyle co kot napłakał, Busquetsa wstawić!. Do tej szpicy już się nawet nie odnoszę, powiem tylko, że Bendtner jest teraz chyba w lepszej formie niż Ibra, no chyba, że zagra Henry, ale wiadomo jak on traktuje ten mecz. Więc też raczej nie trafiłeś. W kolejnych przykładach raczej podobnie, etc. Zapytaj może następnym razem, albo po prostu poczytaj więcej, bo jak sam widzisz ja wręcz ubóstwiam uprawianie dyletanctwa, tak bardzo popularnego w dzisiejszych skomercjalizowanych czasach:)
Wiem jedno, mimo, że Arsenal w ostatnich latach zbiera regularne cięgi od klasowych ekip w Champions League( wyjątek oczywiście rok 2006) oraz baty w tym sezonie w Premiership z potentatami, nie posiadając przy tym naprawdę zbyt wielu argumentów do walki z Barcą, nie warto ich lekceważyć! To jest drużyna w sumie bardzo nieobliczalna, młoda, a w sporcie jak wiadomo nie zbadane są wyroki Boskie i zawsze wszystko jest możliwe. W ogóle nigdy nikogo nie można lekceważyć, raz, że później łatwiej znieść ewentualną porażkę, a i ewentualna Viktoria smakuje w sposób wyjątkowy! Pozdrawiam
0
Nareszcie jakiś mądry komentarz kolegi poniżej! ( jak niektórzy jeszcze nie wiedzą czyj to jest nim misugi) Twarde stąpanie po ziemi, a nie ciągłe rozdzieranie szat i przydzielanie miejsc z urzędu. Jednym słowem bezsensowne wróżenie z fusów! Pożyjemy, zobaczymy...
0
Zgadzam się praktycznie w większości z artykułem. Podpisuje się również obiema rękoma i obiema nogami pod komentarzem Maciaha! Ująłeś to bardzo konkretnie, treściwie i według mnie bardzo trafnie. Plusów prezydentury Laporty jest zdecydowanie więcej niż minusów, które zawsze będą, ale po co ich szukać na siłę. Nie mam wątpliwości, że Laporta był jednym z głównych twórców odrodzenia się Barcelony pod każdym względem i pod każdą płaszczyzną. Oczywiście zawsze znajdą się malkontenci i zawistni ludzie, szczególnie Ci którzy są blisko fotelu prezydenta i chętnie zrzuciliby go z piedestału, widząc często swoją osobę na tym iejscu
Poza drobnymi wyjątkami( o których większość z nas doskonale wie) o zarządzie i prezydencie raczej było cicho. Piłkarze mogli skupić się tylko na swoich obowiązkach, trenerzy na swojej pracy. To tak jak z sędziami, Ci którzy są mało widoczni, których gwizdka "nie słychać", są zawsze najlepsi. Rijkard otrzymał ogromny kredyt zaufania, nie było sztucznego pompowania sukcesu. Chyba nikt z nas by nie chciał mieć, takiego prezesa jak ma obecnie Real Madryt! Można też sobie przypomnieć co było za Gasparta choć większość najchętniej wyrzuciłaby to z pamięci, dlatego uważam, że trzeba bardzo docenić to co zrobił Laporta i oddać mu należny szacunek, czy go się lubi czy nie. Ilość sukcesów mówi praktycznie sama za siebie. Sukcesów nie tylko czysto sportowych, o czym była mowa w artykule.
Również, trochę z niepokojem patrze na zbliżające się wybory, ale mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i ten kierunek, ten trend będzie kontynuowany realizowany. Pozdrawiam
0
Generalnie oceny ok, tylko Bojan trochę za nisko, no i Henry też zasłużył na coś więcej, Ibra po wejściu na boisko zdecydowanie ożywił grę!
0
Ok Bykunn, spoko:), najważniejsze to przyznać się do błędu i wyciągać z niego pozytywne wnioski, bo nikt nie jest nieomylny i każdy je popełnia. Takie coś szanuję! Pozdrawiam