0

Jeśli on nie chce odejść lub zejść z pensji to ja bym go osobiście posadził na ławie do zimowego okienka transferowego, może by się opamietał!

4

Nie tylko dla prawdziwych cules:

16 lipca 1934 r. wybrano nowego prezydenta FC Barcelony. Został nim Esteve Sala, jako 27 w kolejności prezydent Blaugrany, zastępując na stanowisku Joana Come. Sala został wybrany podczas zgromadzenia w Teatrze Barcelona przy Rambla de Catalunya, po tym jak kandydat o znacznie lepszej pozycji do objęcia tej funkcji, Josep Sunyol, wycofał swoją kandydaturę, jako powód podając problemy natury zdrowotnej. Do Estevego Sali należał słynny barceloński Hotel Orient. Jedna z najbardziej rozpowszechnionych legend na temat hotelu głosi iż Sala – z racji ogromnego uwielbienia jakim darzył Josepa Samitiera – postanowił opłacić jeden z pokoi i utrzymywać go dożywotnio dla piłkarza Barçy. Jednak nie do końca jest to prawdą. Owszem Samitier mieszkał w hotelu Orient, lecz tylko przez jeden sezon. Było to w latach czterdziestych, kiedy wrócił do Barcelony po kilkuletnim pobycie na wygnaniu w Nicei, gdzie grał i trenował w tamtejszej drużynie. Przyjacielskie relacje łączące piłkarza z Estevem Sala i Solerem, synem właściciela hotelu Orient, umożliwiły powrót Samitiera do miasta, w którym odnosił sportowe sukcesy. ,,Sami” na dłuższy czas zatrzymał się w hotelu ale mimo plotek z tamtych czasów głoszących że nigdy nie płacił za hotel, prawda jest taka iż właściciele pobierali od niego pieniądze, chociaż według niższych stawek.

3

@Gomess A u mnie z kolei dramat w drugą strone a mianowicie bite 3 tygodnie upałów i ani kropli deszczu!

15

Feliz cumpleaños Sergio! Z okazji urodzin!

Sergio Busquets kończy dzisiaj 33 lata. Dziękujemy Busi z głębi serca za poświęcenie klubowi i wierność. Zdrówka legendo!


0

@Herato Wszyscy wiedzą że Ronaldo grał w MU, ale jesli ktos nie wie że nasz Piqenbauer również tam grał to troche wstyd!

1

@Herato Jak nie portugalski Ronaldo to nie wiem kto?

0

Na poziomie takiego klubu jak FC Barcelona to wstyd mieć takiego łamage za napastnika. W dodatku pyskatego i bezczelnego. Panie Laporta, chyba wiesz pan co należy zrobić z takim gagatkiem?

5

Cules niezapominają:


15 lipca 1925 r. urodził się Josep Mussons. W latach 1978-2000 był wiceprezydentem FC Barcelony i przez większość swojej kariery w klubie zajmował się sekcjami juniorskimi. Mussons był zarządcą La Masii i to pod jego rządami do pierwszej drużyny trafili między innymi Amor, Ferrer i Guardiola. W 2000 r. po zakończeniu kariery został wybrany Honorowym Prezesem Sekcji Juniorskich. Josep Mussons zmarł na Covid-19, 17 kwietnia tego roku w wieku 95 lat. Duma Katalonii uczciła jego śmierć grając w tegorocznym finale Copa del Rey w czarnych opaskach.


2

Czy to wypada nie znać historii polskiego futbolu, będąc cule?

14 lipca 1894 r. we Lwowie odbył się drugi zlot Sokoli. W ramach tego zlotu rozegrano na Polskiej ziemi pierwszy w dziejach mecz piłki nożnej pomiędzy drużynami sokolimi z Krakowa i Lwowa. Głównym organizatorem tego meczu był Edmund Cenar. Program zlotu był tak napięty że mecz trwał tylko 6 minut a przerwano go po pierwszym golu zdobytym przez ucznia seminarium nauczycielskiego ze Lwowa- Włodzimierza Chomickiego. Do Lwowa piłkę z Anglii przywiózł w 1891 r. Edmund Cenar. On też w 1891 r. przetłumaczył z angielskiego pierwsze przepisy gry. Edmund Cenar to postać wyjątkowo zasłużona polskiemu społeczeństwu. Całe swoje życie poświęcił na rzecz wychowania fizycznego i sportu.

4

Ciekawostki historyczne FCB:



14 lipca 1936 r. ukazał się ostatni numer katalońskiego tygodnika humorystycznego ,,Xut”. W drugim wydaniu gazety z 30 listopada 1922 r. po raz pierwszy w prasie pojawiło się słowo ,,Barça”. Było ono używane w mowie potocznej praktycznie od początku istnienia klubu ale zostało oficjalnie uznane dopiero w latach 60-tych. 29 października 1924 r., również w tygodniku ,,Xut” pojawiła się pierwszy raz postać ,,L’Avi del Barça”(pol. Dziadka Barçy), który jest personifikacją klubu. Od 1984 r. socio klubu Joan Casals stylizuje się na tę właśnie postać. W 1992 r. po finale Pucharu Europy z Sampdorią obiecał iż zgoli charakterystyczną białą brode, jeżeli Blaugrana zdobędzie drugi taki tytuł. W 2006 r. po wygranej w finale z Arsenalem dotrzymał słowa.


10

Najważniejsze daty z historii futbolu:



13 lipca 1930 r. w Urugwaju rozpoczęły się pierwsze w historii Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, które trwały do 30 lipca. FIFA wybrała ten kraj na gospodarza podczas konferencji w Barcelonie 18 maja 1929 roku, jako państwo obchodzące setną rocznicę uzyskania niepodległości. Dodatkowym argumentem przemawiającym za miejscem organizacji pierwszych mistrzostw świata było dwukrotne zdobycie złotych medali olimpijskich przez urugwajską reprezentację na igrzyskach w 1924 w Paryżu oraz w 1928 w Amsterdamie. Wszystkie mecze rozegrano w stolicy Urugwaju – Montevideo, z czego większość na stadionie Estadio Centenario, który zbudowano specjalnie na mistrzostwa. Do turnieju przystąpiło 13 reprezentacji: siedem z Ameryki Południowej, cztery z Europy i dwie z Ameryki Północnej. Tak mała liczba drużyn europejskich spowodowana była dużymi kosztami długiej podróży. Zespoły podzielono na cztery grupy, których zwycięzcy przechodzili do fazy półfinałowej. Dwa pierwsze mecze w historii mistrzostw świata zostały rozegrane 13 lipca o godzinie 15:00 czasu miejscowego na Estadio Pocitos i Estadio Parque Central. W spotkaniach tych Francja pokonała Meksyk 4:1, a USA wygrała 3:0 z Belgią. Pierwszą bramkę w historii mistrzostw świata zdobył reprezentant Francji Lucien Laurent w 19 minucie meczu Francja-Meksyk. Do półfinałów awansowali zwycięzcy poszczególnych grup, czyli odpowiednio Argentyna, Jugosławia, Urugwaj i Stany Zjednoczone. W finale rozegranym 30 lipca gospodarze, Urugwajczycy będący głównymi faworytami turnieju, pokonali na oczach 93 tys. widzów Argentyńczyków 4:2 i stali się pierwszym zespołem, który zdobył tytuł piłkarskich mistrzów świata. Pierwsze mistrzostwa świata były zarazem jedynymi, których nie poprzedziły eliminacje. Każdy kraj należący do FIFA dostał zaproszenie do udziału w turnieju finałowym. Na ostateczny termin przyjmowania zgłoszeń wyznaczono 28 lutego 1930 roku. Argentyna, Boliwia,Brazylia, Chile, Meksyk, Paragwaj, Peru i USA przyjęły zaproszenia na czas, jednak nie zgłosił się żaden kraj położony po drugiej stronie Oceanu Atlantyckiego. Perspektywa długiej i kosztownej podróży oraz absencji najlepszych piłkarzy w ich klubach sprawiła, że bardzo mało drużyn z Europy zainteresowało się skorzystaniem z oferty. Na dwa miesiące przed rozpoczęciem turnieju żaden zespół z Europy nie był oficjalnie zgłoszony. Po interwencji Jules'a Rimeta i obietnicy refundacji poniesionych kosztów, która padła ze strony urugwajskiego rządu, zdołano namówić cztery europejskie drużyny: Belgię, Francję, Jugosławię i Rumunię.




6

Wspominamy tamte chwile:



13 lipca 2010 r. Pep Guardiola przedłużył kontrakt z FC Barceloną. Po dwóch latach pełnych sukcesów zarząd chciał zaproponować Guardioli wieloletni kontrakt, mówiono wręcz aby został ,,Fergusonem Barçy” w nawiązaniu do legendarnego menadżera Manchesteru United. Sam zainteresowany preferował jednak krótkie umowy i zgodził się na roczne przedłużenie. Ten sam manewr zastosował rok później i w 2012 r. mógł bez przeszkód opuścić Dume Katalonii.


0

@ViscaBarca123 Podobno redakcja serwisu pozwala wypisywać najróżniejsze pierdoły na tej stronie i to jeszcze w o obcy języku!

2

Przypadki krnąbrnego Bułgara:



12 lipca 1996 r. Christo Stoiczkow powrócił do Barcelony. Bułgar spędził rok w Parmie, ale ani on, ani jego rodzina nie przywykli do życia we Włoszech. Napastnik nie krył łez gdy ponowny kontrakt z FC Barceloną został już podpisany. Prezydent Nuñez również był bardzo wzruszony: ,,Kiedy żona Stoiczkowa zadzwoniła do mnie, powiedziała mi że Christo jest smutny i chce wrócić. Jest podobno bardziej podekscytowany niż za pierwszym razem”. Niestety drugi pobyt Bułgara na Camp Nou nie był tak udany. Na dodatek Christo odszedł z powodu konfliktów z Nuñeem, który tak bardzo namawiał go do powrotu. No cóż, powiedzenie że dwa razy się nie wchodzi do tej samej rzeki pasuje tu jak ulał.


1

@Mns21 Naćpany czy chory psychicznie?

0

Jak tak dalej pójdzie to za 10 lat bedzie sie tutaj pisało po zagramanicznemu

0

@Katalończyk 99 o toż to chalerne zagramaniczne wypisywanie. czułem ze tak będzie

0

Goat? a co to do cholery?

0

Wracając jeszcze do finału, bardzo podobał mi się Rodrigo De Paul. Bbardzo miło było by go widzieć na łonie Dumy Katalonii...

10

Wspaniała, porywająca(choć nie zawsze), z frapującą historią(najstarsza na świecie) Copa America! Począwszy od Urugwajczyka Hectora Rivadavia Gomeza(który wymyślił ten turniej) aż po..... dzisiejszą Argentyne z Leo Messim! Znakomite legendy takie jak Nassazi, Hector Scarone, Angel Romano, Schiaffino, Andrade, Orsi, Monti, Stabile, Di Stefano i wielu innych. Pierwszy tego rodzaju turniej, stanowiący preludium późniejszego Pucharu Ameryki rozegrano już w 1910 r., lecz uznano go za nieoficjalny. Pomyśleć że pierwsze mistrzostwa Europy odbyły się dopiero w 1960 r. Wprost niedowiary! Mało tego, pierwsza na świecie konfederacja piłkarska(CONMEBOL) również powstała na tym gorącym kontynencie. To tylko świadczy jaką namiętnością i pasją darzą piłkę nożną w Ameryce Południowej. Pierwszy oficjalny turniej Copa America rozegrany został w 1916 r. Odbywał się on w Argentynie. Uczestniczyły w nim 4 drużyny: Argentyna, Brazylia, Urugwaj i Chile. Pierwszym tryumfatorem została reprezentacja Urugwaju, wyprzedzając o jeden punkt gospodarzy. Kolejny turniej rozegrano rok później w Urugwaju i w nim również po raz drugi z rzędu tryumfowali Urugwajczycy. Całą historie Copa America zdominowali gracze Argentyny i Urugwaju zdobywając Puchar 15-krotnie. Dopiero początek XXI wieku zmienił oblicze tej rywalizacji. Do wybuchu II wojny światowej najlepszą reprezentacją na świecie był Urugwaj, nie mówiąc już o Ameryce Południowej gdzie był absolutnym hegemonem. Samą Copa America zdobywał w tamtym okresie 7-krotnie, a przecież był jeszcze 2-krotnym pod rząd złotym medalistą Igrzysk Olimpijskich i co najważniejsze pierwszym mistrzem Świata(1930). Jak tu nie kochać Copa America?

0

@marcin000019 porównaj sobie ,,ekspercie'' pierwszy występ Wilimowskiego na MŚ z pierwszym Messiego. Nie wspominam już Pelego...

0

@LS No i co z tego że byłbym? Jeśli się zna historie futbolu, to tak właśnie a nie inaczej wygląda sytuacja z Messim. On jeszcze nie wygrał żadnego mistrzostwa świata w przeciwieństwie do Pelego i Garrinchy i to w jakim stylu?

1

@LS Masz na myśli dyskusje?

0

To że Leo zdobył Cope i w tej chwili jest najlepszy na świecie, to jeszcze nie znaczy że jest najlepszy w historii. Na pewno nie gorsi byli od niego Wilimowski, Manoel Francisco dos Santos, Pele czy choćby Maradona. Zobaczymy co się wydarzy na MŚ

3

Pamiętne finały FC Barcelony:



11 lipca 1968 r. na Santiago Bernabeu odbył się tzw. ,,butelkowy finał” Pucharu Hiszpanii pomiędzy Realem Madryt a FC Barcelona. W 1968r. Blaugrana była w głębokim kryzysie. Od ośmiu lat nie zdobyła mistrzostwa Hiszpanii i awans do finału krajowego pucharu z urzędującym mistrzem kraju został uznany za wielki sukces. W dodatku Duma Katalonii wygrała to spotkanie 1:0. Jedyny gol padł w 6 minucie po samobójczym trafieniu Zunzuregui. Później Barça broniła się mądrze i szczęśliwie. Arbitrem spotkania był pochodzący z Majorki Rigo Sureda. Zdaniem kibiców, w zdecydowanej większości kibicujących Realowi, sędzia powinien podyktować 2 karne dla Królewskich. Z trybun zaczął lecieć ,,deszcz” plastikowych i szklanych butelek, który nie ustał nawet, gdy Duma Katalonii robiła runde honorową w kordonie policji. Po meczu żona jednego z ministrów zwróciła się do prezydenta Blaugrany Narcisa de Carrerasa: ,,Gratuluję, ponieważ Katalonia to też Hiszpania, prawda?”. ,,Proszę pani, lepiej się nie denerwujmy nawzajem”- odpowiedział wzburzony prezydent. Krótko po tych wydarzeniach zakazano sprzedaży napojów w butelkach i puszkach na stadionach hiszpańskich a w 1977 r. zaczęto montować siatki za bramkami, chroniące przed obiektami rzucanymi z trybun.


0

@Janiama Byłeś pewny że Brazylia ogra Argentynę a w efekcie byłeś szczęśliwym Argentyńczykiem tak jak w 1986? To brzmi co najmniej bardzo dziwnie. To tak jakbyś był od początku za Brazylią a po końcowym gwizdku cieszył się z ich porażki...

5

Jest, nareszcie! Moja Argentina! Niemal 20 lat czekałem(od 2004) na tę wielką chwile radości. W końcu Albicelestes pokazali charakter i wolę walki, taka powinna być drużyna! Odrobine szczęścia też mieli, czego ewidentnie zabrakło w rzutach karnych w 2004, 2015 i 2016, co bardzo przeżyłem. Ale teraz? Teraz miód na moje krwawiące serce przez tyle lat! Vamos Vamos Argentina, Vamos Vamos a ganar!

0

@IbrahimAfellay Niestety nie stać mnie na oryginały, lecz Argentina zawsze pozostanie w mym sercu na zawsze po polskiej reprezentacji!

5

Panie i Panowie, entuzjaści futbolu, śpieszę przypomnieć iż dzisiaj swoje 74 urodziny obchodzi bodaj najlepszy środkowy obrońca w dziejach futbolu a mianowicie Horst Blankenburg. A któż to taki jest, zapytacie? Ha! To jest utytułowany i niestety zapomniany wybitny stoper. Pewnie znacie niewielu piłkarzy, którzy trzy razy z rzędu sięgali po Puchar Europy. Do tego nielicznego grona należy Horst Blankenburg. Ale historia tego niemieckiego zawodnika może dzisiaj zdumiewać także z innego powodu. Choć w piłce klubowej wygrał niemal wszystko, co było możliwe do wygrania, to nigdy nie doczekał się choćby jednego powołania do krajowej reprezentacji! To wprost niebywała historia! Prawdziwy patriota z tego Horsta. W występach dla reprezentacji musiał przeszkodzić mu jego charakter. Jest to trochę przewrotne, bo przecież każdy wie, że Niemcy słyną z dyscypliny. Ale niepokorni piłkarze z „wielką gębą” się trafiali. Przecież pamiętamy doskonale Toniego Schumachera, Lothara Matthaeusa, Stefana Effenberga i innych. Oni jednak mieli szczęście, ponieważ w kadrze Niemiec występowali. Najczęściej z powodzeniem. Blankenburg występował na pozycji libero. Karierę rozpoczynał w Niemczech, ale jako piłkarz na dobre rozwinął się dopiero w Holandii. W swojej ojczyźnie albo kłócił się z trenerami albo przez długi czas dochodził do zdrowia po wypadku samochodowym. Znajdował się w kadrze FC Nürnmberg, kiedy ta drużyna zdobywała tytuł mistrzowski, ale nie zagrał wtedy w lidze ani jednego meczu. W Niemczech po prostu mu się nie układało. I tak już pozostało właściwie do końca kariery. W TSV 1860 Monachium miarka się przebrała. Klub spadł z Bundesligi, a Blankenburg popadł w konflikt z trenerem Hansem Tilkowskim. Niemiecki libero nie zamierzał siedzieć cicho i głośno krytykował błędne decyzje szkoleniowca. Jego buntownicza natura coraz częściej dawała o sobie znać. Rozstanie wydawało się nieuniknione. Na szczęście dla piłkarza, jak z nieba spłynęła znakomita oferta z Holandii. Blankenburg wspominał, że po meczu ligowym z VFR Mannheim, jakiś obcy człowiek poklepał go mocno po ramieniu. To był Bobby Harms, trener od przygotowania fizycznego Ajaksu Amsterdam. Okazało się, że holenderscy skauci obserwowali Niemca już od ponad pół roku. Wpadł im w oko w czasie zwycięskiego spotkania z Borussią Dortmund (3-0). Ajax poszukiwał zawodnika na pozycję libero, po tym jak chęć opuszczenia klubu zgłosił Velibor Vasović, który miał wtedy odejść do PSG, ale ostatecznie musiał zakończyć karierę z powodów zdrowotnych. Transfer do Ajaksu to była chyba najlepsza rzecz, jaka mogła wówczas spotkać Blankenburga. W Amsterdamie trwała budowa zespołu, który niedługo potem całkowicie zdominował futbol na Starym Kontynencie. W tym okresie trenerami tej drużyny byli Rinus Michels oraz Stefan Kovacs. Obaj szkoleniowcy stworzyli z Ajaksu prawdziwą maszynę do wygrywania. W składzie nie brakowało wybitnych zawodników, którzy na trwale zapisali się w historii futbolu i do dzisiaj pozostają w pamięci kibiców. Johan Cruyff, Johan Neeskens, Ruud Krol czy Arie Haan – to tylko kilka nazwisk autorów tamtych sukcesów. Holendrzy grali futbol totalny, nastawiony na ofensywę, z wysoko ustawioną linią obrony. Takie ustawienie bardzo odpowiadało Blankenburgowi, który jako libero był równocześnie pierwszym rozgrywającym zespołu. Niemiec pojął holenderską filozofię futbolu jak mało kto. Kierowana przez niego linia defensywy do perfekcji opanowała umiejętność łapania rywali w pułapki ofsajdowe. Ajax rządził na boisku niepodzielnie – zarówno z przodu, jak i z tyłu. Widowiskowa gra przełożyła się na liczbę trofeów w klubowej gablotce. Trzy Puchary Europy (pod rząd), dwa Superpuchary Europy, Puchar Interkontynentalny, dwa mistrzostwa Holandii oraz dwa Puchary Holandii – pasmo sukcesów tej drużyny na początku lat siedemdziesiątych XX wieku zdawało się nie mieć końca. Ajax nie miał sobie równych a Blankenburg na swojej pozycji należał do najlepszych zawodników na świecie! Lecz mimo to, Helmut Schön, ówczesny selekcjoner reprezentacji Niemiec, regularnie pomijał go przy powołaniach do drużyny narodowej. Jaki był tego powód? Z perspektywy czasu można wymienić co najmniej kilka przyczyn. Schön był bezgranicznie zakochany w Bundeslidze. Zawodnicy, którzy ją opuszczali, musieli liczyć się z tym, że o powołanie do jego kadry będzie znacznie trudniej. Selekcjoner doprowadził tę zasadę niemal do granic absurdu. Podobno ciężko obraził się na innego świetnego piłkarza – Guntera Netzera – kiedy ten zdecydował się na transfer do … Realu Madryt. W reprezentacji Niemiec na pozycji libero występował w tym okresie słynny Franz Beckenbauer. To na pewno również nie ułatwiło Blankenburgowi drogi do kadry. Z takim zawodnikiem z tyłu Schön mógł przecież spać spokojnie. Choć są i tacy, którzy twierdzą, że Blankenburg bił na głowę nawet samego Beckenbauera. Mało tego, dowodem na tę odważną tezę ma być fantastyczne zwycięstwo Ajaxu nad Bayernem w ćwierćfinale Pucharu Europy w 1973 roku. Holenderska drużyna w pierwszym spotkaniu zagrała wtedy koncertowo i rozbiła Niemców 4-0! To był koszmar Seppa Maiera, Gerda Mullera i … samego Beckenbauera. Blankenburg miał osobistą satysfakcję, bo nikt nie miał wątpliwości, kto wypadł lepiej w pojedynku dwóch niemieckich libero. Ale nawet ten mecz nie przekonał Schöna. Właśnie wtedy zaczęto głośno mówić o konflikcie selekcjonera z Blankenburgiem. W 1973 roku libero Ajaksu został wybrany do symbolicznej drużyny składającej się z najlepszych europejskich piłkarzy. Co ciekawe, trenerem tej drużyny był… Helmut Schön. Podczas jednego z pokazowych meczów tego zespołu, Blankenburg miał usłyszeć od selekcjonera, że otrzyma szansę występu w narodowej reprezentacji. Tak się jednak nigdy nie stało. – Może byłem dla trenera niewygodny, bo zawsze mówiłem to co myślę. Nie ukrywam tego co siedzi w mojej głowie – przyznał Blankenburg w jednym z wywiadów. Wiele wskazuje na to, że jego słowa są prawdziwe. Schön zawsze wpajał swoim zawodnikom, że musi cechować ich przede wszystkim pokora. Zresztą kilka lat później sam miał przyznać w rozmowie z dziennikarzem, że zwyczajnie nie lubił Blankenburga. Po wspaniałych pięciu latach w Ajaksie niemiecki libero powrócił do swojej ojczyzny. Choć z HSV wygrał jeszcze Puchar Zdobywców Pucharów i Puchar Niemiec, to jednak najlepsze lata miał już za sobą. Z czasem stał się zbyt słaby na Bundesligę i wyjechał do Szwajcarii, a później do Stanów Zjednoczonych. Karierę zakończył w niższej, regionalnej lidze niemieckiej w klubie – Hummelsbutteler SV. Niektórzy mówią, że Blankenburg czuł się bardziej Holendrem niż Niemcem. Przed Mundialem w 1974 roku Johan Cruyff miał nawet poprosić swojego kolegę, by wystąpił w zespole „pomarańczowych”. Jeśli tylko wyraziłby zgodę, formalności bardzo szybko zostałyby dopięte. Ale Blankenburg powiedział „nie”. Cały czas liczył po cichu na powołanie od Schöna… Nie uległ pokusie gry na Mistrzostwach Świata, choć tak naprawdę miał do tego pełne prawo. Holendrzy zawsze traktowali go jak swojego rodaka. Podobnie było też w 2000 roku, kiedy Blankenburg został zaproszony na uroczyste obchody stulecia Ajaksu. Świętowano z wielką pompą, oddając cześć najlepszym piłkarzom w historii klubu.

– W Amsterdamie nigdy nie zapomnimy co zrobiłeś dla naszego klubu – głosił transparent specjalnie przygotowany dla legendarnego niemieckiego zawodnika. Mało tego, w pobliżu starego stadionu Ajaksu znajduje się 11 mostów i każdy z nich został nazwany imieniem jednego z graczy, którzy w latach siedemdziesiątych dokonywali historycznych sukcesów. Nie brakuje tam też mostu Blankenburga. Dzisiaj bohater tej opowieści mieszka w Hamburgu. Podobno sporo czasu spędza na polu golfowym razem ze swoimi przyjaciółmi z boiska: Uwe Seelerem, Willym Schulzem i Manfredem Kaltzem. Choć jego kariera opływała w sukcesy, to podkreśla, że nie jest z niej w pełni zadowolony. Blankenburg należał jeszcze do tej grupy piłkarzy, dla których występ w koszulce narodowej reprezentacji znaczy więcej niż niejedno klubowe trofeum…



Któryś z użytkowników przeprowadzał w swoim czasie ranking najlepszych piłkarzy w historii futbolu na poszczególnych pozycjach i ewidentnie pominął Horsta Blankenburga(nawet w kandydaturze), co dla mnie jest niemal skandalem!










6

Pamiętam ten ostatni finał Copa America pomiędzy Brazylią a Argentyną jakby rozgrywany był rok temu a przecież to już 14 lat. Miałem ogromne nadzieje że to właśnie ten turniej(pierwszy w historii Leo Messiego) rozgrywany w Wenezueli przyniesie w końcu tryumf Argentynie po wielu latach posuchy. No cóż, sam finał był bardzo bolesnym doświadczeniem. Nie dość że fantastycznie grający głową Roberto Ayala strzelił bardzo nieszczęśliwego gola samobójczego, to dzieła zniszczenia dokonał jeszcze Dani Alves, ustalając wynik spotkania na 3:0 dla ,,Kanarków". Dla mnie to była bardzo przykra noc(nie pierwsza i nie ostatnia zarwana przez ten wspaniały i najstarszy turniej międzypaństwowy na świecie). Plejada argentyńskich znakomitości tak sromotnie polega w finale! Ach... tego bym sie w życiu nie spodziewał. Natomiast dzisiejszej nocy na ziemi brazylijskiej to chyba ,,zrobią" wszystko żeby ta ,,żółta" zaraza po raz 10 w historii sięgneła po to trofeum...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?