5

(Nie)zapomniane El Clasicos:

31 stycznia 1987 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 3:2 w ramach 25 kolejki Primera Division. Hattricka w tym meczu zanotował Gary Lineker. Blaugrana mogła rozgromić Real w tym meczu gdyż już po 4 minutach prowadziła 2:0 ale podopieczni Terry’ego Venablesa zmarnowali kilka dogodnych sytuacji i w efekcie mecz zakończył się zwycięstwem 3:2. Natomiast nie wielu piłkarzom Barçy w historii pojedynków z Realem udało się strzelić hattricka w meczu o stawke. Pierwszymi, którym to się udało byli rzecz jasna genialni Alcantara i Samitier. Obaj to wielkie legendy Dumy Katalonii. Josep Samitier strzelił nawet 4 gole! przeciwko ,,Los Blancos” a tego po nim nie dokonał już nikt inny.

2

(Nie)zapomniane El Clasicos:

30 stycznia 1997 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 3:2 w ramach pierwszego meczu 1/8 Copa del Rey. Gole dla Barçy strzelali: Luis Nazario de Lima w 13 minucie, samobójczą Hierro w 70 minucie oraz Giovanni w 78 minucie. Gole dla Królewskich strzelili Šuker w 16 minucie oraz Hierro w 67 minucie.

0

@JimMorrisonFCB A no faktycznie, zapomniałem o Safinie, kiedyś go ogladałem i bardzo mi sie podobał

0

Rafael Nadal to geniusz! ale kim jest ten Medvedev? to jakiś Rusek? Rosjanie przecież chyba nic nie zdobywali w tych szlemach?

1

@Pawel13sz Napewno nie prędko. Jeśli masz na myśli zdobycie Ligi Mistrzów, bądź przynajmniej półfinał to uważam że najwcześniej za 3 lata. Natomiast na arenie ligowej to już w następny sezonie możemy powalczyć o majstra, oczywiście możemy ale z jakim skutkiem? to Bóg raczy wiedzieć....

3

Blaugrana w europejskich pucharach:

30 stycznia 1980 r. FC Barcelona przegrała na City Ground z Nottingham Forest w pierwszym meczu o Superpuchar Europy. Jedynego gola w meczu strzelił George w 9 minucie. Obie drużyny nie mogły się wcześniej porozumieć w sprawie odpowiedniego terminu dwumeczu, dlatego rozegrano go dopiero 8 miesięcy po wygraniu przez Barçe Pucharu Zdobywców Pucharów a przez Nottingham- Pucharu Europy. Z pierwszego spotkania z Anglii Blaugrana wywiozła minimalną porażke, co dawało realne szanse w rewanżu. Dobre zawody wśród Katalończyków rozegrali jedynie bramkarz Artola, któremu sprzyjało szczęście(trzy uderzenia gospodarzy w słupek) i Asensi.

1

Pamiętam jak Traore wszedł w jakimś meczu chyba Copa del Rey i prezentował się całkiem obiecująco. Jeśli się nie myle to dał mu zadebiutować Gerardo Martino. Wówczas w pomocy i ataku była silniejsza konkurencja ale teraz to będzie mógł się w końcu wykazać. Bardzo dobrze że jest to tylko wypożyczenie, ponieważ bardzo różnie wyglądały te powroty naszych wychowanków i nie tylko.

3

(Nie)zapomniane legendy polskiego futbolu:

29 stycznia 1941 r. w Bytomiu urodził się Henryk Paweł Apostel, polski piłkarz, trener piłkarski i działacz. Od 1977 do 1984 roku był szkoleniowcem reprezentacji Polski do lat 18 i 21; tę pierwszą dwukrotnie doprowadził do drugiego miejsca w mistrzostwach Europy. Wyników z pracy z młodzieżą nie powtórzył z dorosłą kadrą, którą prowadził w latach 1993 - 1995. Równolegle z sukcesami pracował m.in. w Śląsku Wrocław i Lechu Poznań. Od 1999 do 2008 roku był wiceprezesem do spraw szkolenia w Polskim Związku Piłki Nożnej. Grał na pozycji środkowego pomocnika. Jest wychowankiem Rozbarku Bytom, ale po 9 latach spędzonych w tym klubie przeszedł do lokalnego rywala Polonii. Razem z Polonią zdobył w 1962 roku mistrzostwo Polski. W tym samym roku zadebiutował w reprezentacji Polski w towarzyskim meczu z Marokiem. Był to jego jedyny występ w kadrze narodowej. Najlepsze piłkarskie lata spędził w warszawskiej Legii, z którą zdobył mistrzostwo oraz dwa Puchary Polski. W 1969 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Po powrocie był zawodnikiem Śląska Wrocław, Polonii Warszawa i krótko Legii. Piłkarską karierę zakończył w 1976 roku w wieku 35 lat.

5

Feliz cumpleaños panie da Souza Faria! Z okazji 56 urodzin!

29 stycznia 1966 r. w Rio de Janeiro urodził się Romario da Souza Faria. Napastnik o pseudonimie ,,Baixinio”(po polsku Malutki), jak wielu innych Brazylijczyków, swoją karierę w Europie rozpoczynał w 1988 r. w klubie z ligi o średnim prestiżu a mianowicie w PSV Eindhoven. Do FC Barcelony przybył w 1993 r. Trenerem, którego chciał i ściągnął Brazylijczyka do stolicy Katalonii był nie kto inny jak sam Johan Cruyff. ,,W moim pierwszym sezonie będę królem strzelców La Liga i strzelę 30 goli!”- takie właśnie słowa padły z ust Romario gdy przechodził do Barçy. Ktoś powie: Niezły żartowniś z niego albo zarozumialec. Nie wielu zawodników na świecie może sobie pozwolić na tak buńczuczne wypowiedzi przed sezonem ale jeszcze mniej(jeśli w ogóle ktokolwiek) jest w stanie sprostać takiemu zadaniu. Już w debiucie przeciwko Realowi Sociedad ustrzelił hattricka! Szybko doszedł do porozumienia ze Stoiczkowem i stworzyli cudowny duet. To zdumiewające lecz Romario dopiął swego zdobywając 30 gola w ostatnim wygranym spotkaniu z FC Sevilla. Zapewne zrobiłby to wcześniej, gdyby nie zawieszenie po incydencie z Diego Simeone. Snajperem był wybitnym to nie ulega wątpliwości, jednak po wygranym Mundialu w USA Brazylijczyk przedłużył sobie wakacje bez przyczyny, czym mocno rozgniewał Johana Cruyffa. Konflikt wygrał Johan a Romario musiał odejść do Flamengo, lecz czy drużyna na tym zyskała? Romario nadal zdobywał niesamowite gole już w Brazylii i aż strach pomyśleć co by było gdyby nadal grał w barwach Blaugrany?

5

Zaczerpnięte z szatni uwielbianej przeze mnie reprezentacji Argentyny:
Vamos, vamos Argentina!
vamos, vamos a ganar!
que esta barra quilombera,

no te deja, no te deja de alentar.

1

Pragne przypomnieć tylko iż dzisiaj swoje 44 urodziny obchodzi zarówno Jamie Carragher żywa legenda Liverpoolu, jak i Gianluigi Buffon, również żywa legenda Juventusu. Chyba nie musze szerzej przedstawiać tych pilkarzy?

1

@Comentateiro No powiedzmy, tyle że Kossok ze swoją posturą grał jako napastnik i radził sobie wyśmienicie!

3

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

28 stycznia 1908 r. urodził się Karol Kossok, legendarny napastnik m.in. Cracovii czy też Pogoni Lwów. Kossok był pierwszym piłkarzem w dziejach polskiej Ekstraklasy, który strzelił 4 gole w jednym meczu. Dokonał tego już w pierwszej, historycznej kolejce rozgrywek o mistrzostwo Polski! Dzięki temu stał się jednocześnie pierwszym liderem klasyfikacji strzelców Ekstraklasy. Natomiast tytuł króla strzelców zapisał na swoje konto będąc zawodnikiem Cracovii w 1930. Łatwo można było zlekceważyć tego zawodnika. W czasach gdy wzorcami byli Józef Kałuża czy Wacław kuchar(obaj liczący poniżej 170 cm.) przerastający ich o głowe a w dodatku barczysty Kossok stanowił wyjątek na boiskach Ekstraklasy. Drugiego równie masywnego i wysokiego piłkarza wówczas nie było. Pozornie wydawał się więc niezwykle powolny i nieporadny. Za tą olbrzymia sylwetka kryły się jednak wielkie umiejętności. Naturalny ciąg na bramke, nienaganna technika a przede wszystkim jeden z najlepszych dryblingów w tych czasach w Ekstraklasie, budziły prawdziwy postrach wśród golkiperów. ,,Wózkowanie”- jak wtedy nazywano kiwanie przeciwników- wykonywane przez tego snajpera należało do stałego repertuaru meczów z jego udziałem. ,,Olbrzym śląski z jego balansem ciała, techniką piłki i dyspozycją strzałową jest na boisku polskim zjawiskiem naprawdę niecodziennym”- pisał ,,Przegląd Sportowy”. Uważano jednak że zbyt wiele energii marnuje na zagraniu ,,pod publiczkę”. Krytykom odpowiadał wówczas: ,, Wolę przejechać przeciwnika z piłką, aniżeli oddać ją na oślep”. Usprawiedliwiał się że drybluje po to aby skupić uwagę obrony przeciwnika na sobie i dać swobode swoim kolegom z linii ataku. Jego gra ściągała bowiem największą uwagę tak przeciwników, jak i kibiców. Wielką sławę zapewnił mu też trik, który dopracował do perfekcji- markowanie strzału w sytuacji ,,sam na sam”. -,,Wyszkolenie w dryblingu pomaga mi równocześnie mylić bramkarza przeciwnej drużyny aby ten nie mógł się zorientować co do momentu mojego strzału”- opowiadał. Jego groźna bronią były ponadto strzały z rzutów wolnych. Kiedyś w meczu pomiędzy reprezentacjami Budapesztu a Krakowa zmieścił piłke ze stałego fragmentu gry z odległości 40 metrów w samo okienko bramki przeciwników! Innym razem po strzale Kossoka z dystansu tak znokautowany został austriacki bramkarz Zankl że musiał opuścić boisko. ,,Jeden, drugi wolny wystarcza w zupełności aby pocisk wypuszczony spod dźwigni olbrzymiej nogi znalazł droge do siatki przeciwnika”- opisywal jego umiejętności ,,Przegląd Sportowy”. W Biało-Czerwonych barwach najlepszą partie rozegrał w starciu z Węgrami w ramach Pucharu Amatorów Europy Środkowej, dziś uznawanym już za mecz nieoficjalny. Strzelił wtedy 2 gole i rozmienił obronę przeciwników na drobne dryblingami oraz potężnymi bombami.

4

Trenerzy FCB:

28 stycznia 2003 r. Luis Van Gaal po raz drugi(i ostatni) opuścił FC Barcelone. Holenderski trener nie zamierzał rezygnować. ,,Tak, przechodzimy kryzys ale musimy go przełamać”- tłumaczył tuż po porażce z Celtą w Vigo(2:0). Holendra przekonał do odejścia Joan Gaspart podczas 90-minutowej podróży samolotem z Galicji. Van Gaal zostawił Barcelone na 12 miejscu w La Liga i jednocześnie wygrał wszystkie 10 meczów w Lidze Mistrzów. Zarząd Blaugrany marzył aby zastąpił go Sven-Göran Eriksson ale Szwed miał ważny kontrakt z reprezentacją Anglii. W końcu postawiono na Serba Radomira Anticia.

0

@Gappeq Nie znam zagramanicznych języków!

0

@Gappeq Jak mam to rozumieć?

0

@derlysy1979 To są prawdziwe wartości a nie jakieś niebieskie ptaszki w obcych językach!

6

Wybitne legendy, wybitne postacie:

27 stycznia 1899 r. w Budapeszcie urodził się Bela Guttmann, wielka legenda futbolu. Niepokorny piłkarz wieszający szczury na drzwiach działaczom Federacji Piłkarskiej. Król nowojorskiego nocnego życia. Bankrut. Milioner. Poskramiacz dziennikarzy. Węgierski Żyd, który przetrwał Holokaust, zostawiając bliskich w obozie pracy. Odkrywca talentu Eusebio. „Wybitny trener bez, którego nie byłoby Złotej Jedenastki Węgier ani Wielkiej Brazylii” – tak mówił o nim Ferenc Puskas. To też człowiek naznaczony historią Europy XX wieku. Guttmann od małego był związany ze sztuką, a konkretnie tańcem, ponieważ właśnie tym trudnili się jego rodzice. Młody Bela upodobał sobie jednak inny sport. Urodzony w 1899 roku Węgier zaczął bowiem grać w piłkę w klubach z Budapesztu. Na początku lat 20. po krótkiej przygodzie z drużyną Torekves SE przeniósł się do będącego własnością bogatych żydowskich rodzin – MTK Hungaria. Z MTK wygrał dwa mistrzostwa, a następnie wyjechał ze stolicy Węgier. Niestety jego kolejny transfer nie był spowodowany wybitną grą młodego Beli, a w dużej mierze sytuacją polityczną. Na tym etapie życia po raz pierwszy(i nie ostatni) świat zaczął mu przypominać o jego żydowskim pochodzeniu. Więc z uwagi na rosnące nastroje antysemickie panującego na Węgrzech za rządów Admirała Horthego, Guttmann wyjechał do Wiednia. W Austrii wstąpił do drużyny Hakoah Wiedeń największego wówczas żydowskiego klubu w Europie. Tam grał w latach 1922-1926 zdobywając jeden tytuł mistrzowski. Zadebiutował również w reprezentacji Węgier właśnie jako zawodnik Hakoah. Tylko jak to było z tą reprezentacyjną przygodą… Guttmann zagrał zaledwie w 4 meczach w biało-zielonych barwach, a wszystko nie przez brak talentu, ale swój dość problematyczny charakter. Młody pomocnik nigdy nie bał się mówić tego co myśli, przez co często popadał w konflikty. Najbardziej nie po drodze było mu z działaczami rodzimego związku piłkarskiego. Podczas pobytu na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 1924 roku, 25-letni reprezentant był bardzo niezadowolony z warunków pobytu oraz faktu, iż jak twierdził: „W ekipie jest więcej urzędników niż piłkarzy”. Swoje niezadowolenie zamanifestował jednak w bardziej dosadny sposób niż słownie. Bela na drzwiach każdego z działaczy powiesił martwego szczura. O dziwo nowe towarzystwo nie przypadło do gustu urzędnikom i zawodnik Hakoah musiał zakończyć karierę reprezentacyjną. Jego ostatni występ przypadł akurat na mecz z Polską, właśnie w Paryżu, rozegrany tuż przed „szczurzym manifestem”. W 1926 roku piłkarz pojechał na amerykańskie tournée z drużyną z Wiednia, postanowił jednak, że z niego nie wróci. Bela zadomowił się w Nowym Jorku i grał w tamtejszych klubach. Nie miał jednak zamiaru marnować ostatnich lat kariery wyłącznie na kopaniu piłki. Węgier zarobił oraz zainwestował sporo pieniędzy, które skrupulatnie wydawał w nowojorskich barach i restauracjach, oczywiście w towarzystwie gwiazd ówczesnej muzyki oraz kina. Syn żydowskich tancerzy z Budapesztu stał się królem życia spełniającym swój amerykański sen. Niestety pobyt w USA jak całe życie Guttmanna naznaczone jest kontrastami i ściśle związane z światową historią pierwszej połowy XX wieku. Nowojorską gwiazdę soccera dopadł kryzys finansowy spowodowany krachem na giełdzie w 1929 roku. Podobno w wyniku tych wydarzeń Guttmann stracił ok. pół miliona dolarów (dzisiaj byłoby to ponad 5 mln.) Po załamaniu finansowym, kluby nie były w stanie wypłacać piłkarzom tak dużych sum jak wcześniej, więc Węgier zdecydował się zakończyć karierę i w 1932 roku wrócił do Europy. Ze Stanów Bela wrócił do Wiednia, co prawda bez worka pieniędzy, ale za to z cennym bagażem piłkarskiego doświadczenia. W 1933 roku podjął się pierwszej pracy jako trener w dobrze mu znanym Hakoah, gdzie naturalnie długo miejsca nie zagrzał. Następnie wyjechał do Holandii, by przez dwa sezony trenować Twente Enschede. Dobra, miał trenować przez dwa sezony. Guttmann został zwolniony, bo osiągał wyniki… zbyt dobre. Na początku pracy wynegocjował bowiem absurdalnie wysoką premię w przypadku zdobycia mistrzostwa, należy zaznaczyć, że obejmował drużynę ze strefy spadkowej. Bez problemu utrzymał się w lidze, a następnie w kolejnym sezonie szło mu za dobrze. Zarząd klubu uświadomił sobie, że nie stać ich na mistrzostwo więc pożegnano się z Węgrem. Z Holandii niedoszły mistrz wrócił oczywiście do pracy w drużynie Hakoah. Po kolejnej przygodzie wyjechał do Budapesztu, w którym to znalazł się po raz pierwszy od swojego wyjazdu ponad 15 lat wcześniej. W rodzinnym mieście osiągnął pierwszy sukces w pracy menadżera, zostając mistrzem z klubem Ujpest FC. Sprawy układały się fantastycznie, a kariera Guttmanna parła naprzód. Niestety na drodze stanął mu jeden mały problem – wybuch II wojny światowej, która zastała go w tak szczęśliwym dla niego czasie i tak znaczącym miejscu. Przez dziesięciolecia nie było wiadomo, co dokładnie Guttmann robił w czasie wojny, a na pytania, jak przetrwał Holokaust ten odpowiadał: „Tylko Bóg mi pomógł”. Jednak po latach wyszło na jaw, że przetrwanie zawdzięczał nie tyle bożej pomocy, co odrobinie sprytu i pomocy szwagra. W biografii węgierskiego trenera napisał o tym David Bolchover. Okazało się, że gdy na Węgrzech zaczęła się masowa eksterminacja Żydów, Bela ukrywał się właśnie na strychu szwagra. Niestety w 1944 roku rodzina Guttmannów została przewieziona do obozu pracy, skąd Bela uciekł w grudniu 1944 roku tuż przed wywiezieniem do Auschwitz. Węgier wyrwał się z objęć śmierci wraz z innym trenerem Ernestem Erbstainem. Ojciec i siostra Guttmanna zostali zamordowani w Oświęcimiu, a sam Bela do końca życia nie mógł pogodzić się z tym, że ich wtedy opuścił. Po wojnie Guttmann wrócił do pracy jako trener, najpierw podejmując się pracy w rumuńskich klubach, gdzie jednak nie było łatwo. Podczas pobytu w Rumunii, zdarzało się, że Bela z powodu niedoborów prosił, aby kluby wypłacały mu pensję w żywności. Po tym niezbyt udanym epizodzie przyszedł czas na powrót do swojego kraju, gdzie po raz kolejny objął stery Ujpest FC, a następnie Kispest. To właśnie tam jego podopiecznym był słynny Ferenc Puskas. Największa gwiazda węgierskiej piłki miała, delikatnie mówiąc, nie najlepsze stosunki z nowym szkoleniowcem. Między innymi dlatego, iż posadę trenera Guttmann przejął od ojca Puskasa, z czym ten najwyraźniej nie chciał się pogodzić. Bela nie zagrzał na dłużej miejsca w Kispest i pokłócony z kim tylko się da (łącznie z komunistycznymi władzami), wyjechał do Włoch. Co ciekawe wcześniej dostał propozycję objęcia reprezentacji Węgier, ale w obliczu konfliktu z Puskasem oraz swojej niechęci wobec ówczesnej władzy odmówił. Stracił tym samym szansę na zapisanie się w historii złotej jedenastki, choć to on był jednym z twórców systemu 1-4-2-4, którym grali podopieczni Gustava Sebsa. Poniekąd więc przyczynił się do ich późniejszych sukcesów. We Włoszech najlepszą drużyną, jaką prowadził Guttmann, był wielki AC Milan. Rossonerii pod wodzą nowego menadżera spisywali się świetnie i pewnie zmierzali po mistrzostwo. Jak to jednak nasz bohater miał w zwyczaju, zanim sezon się skończył, zdążył się z kimś pokłócić. Tym razem na cel wybrał członków zarządu, przez co został natychmiast zwolniony. Wtedy Węgier niczym Jose Mourinho zwołał konferencję prasową, na której wypowiedział słynne słowa: „Zostałem zwolniony, a nie jestem ani kryminalistą, ani homoseksualistą. Żegnajcie”. Wyszedł. Po wydarzeniach w Mediolanie Bela w każdym swoim kolejnym kontrakcie zamieszczał klauzulę, że nie może zostać zwolniony, jeśli jego drużyna będzie zajmowała pierwsze miejsce w tabeli. W 1957 roku z Włoch wrócił do Budapesztu, gdzie ponownie objął Kispest, które zostało przez socjalistyczną władzę przemianowane na Honved. Tam znalazł wspólny język z Puskasem i wydawało się, że będzie spokojnie pracować, niestety do głosu znów doszła historia. Podczas pucharowego starcia w Bilbao z tamtejszym Athletikiem, na Węgrzech wybuchła antykomunistyczna rewolucja. Drużyna nie wiedziała, czy i gdzie odbędzie się ewentualny rewanż, sami piłkarze natomiast, nie byli przekonani czy w ogóle wracać do kraju. Ostatecznie spotkanie odbyło się w Brukseli, a Honoved odpadł z rozgrywek. Niestety po Budapeszcie nadal jeździły sowieckie czołgi, więc Guttmann wraz z piłkarzami zdecydowali się nie wracać do kraju. Dostali kilka propozycji gry w różnych ligach, nawet w Meksyku. Ostatecznie cały team poleciał do Ameryki Południowej, gdzie rozegrał serię sparingów w Brazylii. Całe eldorado zakończyła FIFA, wykluczając Honved ze swoich struktur. Po dyskwalifikacji drużyny część jej członków wróciła do kraju, ale kilku piłkarzy rozjechało się po świecie. Wśród nich był również Bela, który zaczął pracę w Sao Paulo. W Brazylii mimo zaledwie rocznego pobytu zdążył wygrać stanowe mistrzostwo, a przede wszystkim spopularyzować swój styl gry. Nauczył piłkarzy i trenerów z kraju Pelego grać niezawodnym, w jego rękach systemem 1-4-2-4. Kiedy wyjeżdżał w 1958 roku, Brazylia zostawała mistrzem świata, stosując właśnie styl gry Guttmanna. Kolejnym przystankiem w karierze była Portugalia, gdzie Węgier święcił największe triumfy w karierze. W 1958 roku wraz z drużyną FC Porto wygrał ligę, przeskakując w tabeli Benfikę. Wówczas Guttmann jeszcze nie wiedział, że stanie się legendą klubu, który właśnie pokonał. Bela zmienił stronę barykady i od razu rozpoczął własne porządki. Zaczął od pozbycia się dwudziestu doświadczonych, lecz jak uważał, podstarzałych zawodników. W ich miejsce zatrudnił młodych adeptów futbolu mających stanowić o przyszłej sile Benfiki. Wśród nich znalazł się nikomu nieznany 17-latek z Mozambiku, niejaki Eusebio. Historia związana ze sprowadzeniem Eusebio jest przestrogą przed łysiną. Fantastyczny młodzieniec został znaleziony dzięki wizycie u… fryzjera. Pewnego razu roku 1960 Guttmann udał się ściąć swoje włosy. Tam spotkał Jose Carlosa Bauera, byłego reprezentanta Brazylii, którego Bela znał z czasów pracy w tym kraju. Okazało się, że Bauer jest na wakacjach w Lizbonie i za parę dni leci do Mozambiku. Węgier na wieść o tym niejako w żartach rzucił: „Posłuchaj mnie, staruszku, jeśli widzisz utalentowanego zawodnika, kogoś, kto urodził się w Portugalii, pamiętaj o jego imieniu”. Po kilku miesiącach przyjaciele znów się spotkali, a Guttmann dowiedział się o istnieniu jednej z największych przyszłych gwiazd futbolu. Już wtedy, jednak sprowadzenie utalentowanego zawodnika, nie należało do najprostszych zadań. O Eusebio wraz z Benfiką zabiegał lokalny rywal – Sporting. Guttmann postanowił nie odpuszczać i walczył o młodego gracza jak lew, aż wreszcie udało mu się dopiąć swego. Co ciekawe przed podpisaniem kontraktu złoty chłopiec był odizolowany od świata i pilnowany przez całą dobę przez pracowników Benfiki. Trwało to aż 12 dni, aby nikt ze Sportingu nie zdołał go przeciągnąć na swoją stronę. Eusebio wspominał jednak: „Dyrektor Sportingu dotarł do mnie położył pieniądze na stole i powiedział, że to moje, jeśli podpiszę kontrakt z nimi” Portugalczyk odparł: „Powiedziałem mu, że to niestosowne, że nie jestem zły, ale nie zamierzam podpisać dwóch kontraktów naraz”. Tak zaczęła się wspólna historia dwóch legend Benfiki. Guttmann stworzył w Lizbonie maszynę do wygrywania, czyniąc z Estadio da Luz twierdzę nie do zdobycia. Wygrał ligę oraz pierwszy Puchar Europy w 1961 roku. Wyniósł swój warsztat na wyżyny możliwości, będąc nie tylko najlepszym strategiem swoich czasów, ale przede wszystkim wybitnym psychologiem. Potrafił zarządzać drużyną, odpowiednio motywując swoich piłkarzy oraz świetnie ściągać z nich presję i wywierać ją na przeciwnikach. Guttmann już 50 lat temu wiedział, jak ważne w tej branży są media. Stosował manewry, jakich nie powstydziłby się Diego Simeone czy Jose Mourinho. Przed jednym ze spotkań w półfinale Pucharu Europy z Tottenhamem, Bela powtarzał dziennikarzom brytyjskim jak bardzo obawia się silnej, fizycznej gry Anglików. Oczywiście zadowoleni dziennikarze pisali tylko o tym. Sęk w tym, że prasę czytał przed meczem również sędzia główny tego spotkania. Przejęty arbiter z Danii nie pozwolił zawodnikom z Londynu na ostrą grę, na czym skorzystała grająca technicznie Benfika. Co więcej, w rewanżu na White Hart Lane Guttmann zabronił wychodzić swoim zawodnikom na murawę równo z drużyną gospodarzy. –Zamknąłem drzwi garderoby i pozwoliłem Benfice wyjść w ostatniej chwili, z sędzią i liniowymi– powiedział. –Gra rozpoczęła się, zanim dotarła do nas obecność publiczności. Efektem tych działań był występ Benfiki w drugim z rzędu finale Pucharu Europy. W finale chłopcom Guttmanna przyszło się zmierzyć z piekielnie mocnym Realem Madryt. Królewscy mieli w składzie Alfredo Di Stefano oraz dobrego znajomego Guttmanna – Ferenca Puskasa. Bela widział siłę swojego zespołu nie w wielkich nazwiskach, a młodości. Przed meczem powtarzał jak mantrę, że gwiazdorzy Realu starzeją się i nie wytrzymają tempa, jakie narzucą im gracze ze stolicy Portugalii. Niestety do przerwy tablica wyników na stadionie w Amsterdamie wskazywała 3:2 na korzyść Realu. Węgier nie zmieniał jednak swojej taktyki, nadal wbijając do głowy swoim podopiecznym, by robili swoje. W żartobliwy sposób opowiadał o tym po latach jeden z zawodników Benfiki Antonio Simoes: ,,Naprawdę wierzyliśmy, że możemy wygrać. Pamiętam Guttmanna krzątającego się po szatni i mówiącego w jego własnym języku, swego rodzaju mieszanką portugalskiego i włoskiego, mówiącego nam: Panie, siadaj, panie, siadaj, Real Madryt zmęczony, Real Madryt zmęczony, Real Madryt stary, stary, stary, nie mogą wygrać, Real Madryt nie może biec, Di Stéfano nie żyje. Ta chwila naprawdę nas uderzyła. Wierzyliśmy, że wygramy”. Po drugich 45 minutach było już 5:3 na korzyść drużyny z Estadio da Luz, a puchar po raz drugi z rzędu powędrował do Lizbony. Po zdobyciu upragnionego trofeum Guttmann zaczął jeszcze bardziej cenić swoje umiejętności. Z tego powodu udał się do właścicieli Benfiki i zażądał podwyżki aż o 65% dotychczasowej pensji. Klub z Lizbony nie mógł przystać na takie warunki umowy i pożegnał się z Węgrem. Ten wpadł w szał i wypowiedział zdanie, które do teraz określane jest mianem klątwy Guttmanna: „Przez najbliższe sto lat Benfika nie zostanie mistrzem w Europie”. W Lizbonie do dziś czekają na międzynarodowe trofeum. Od tego czasu swoją szansę zaprzepaścili przegrywając w ośmiu finałach europejskich rozgrywek. Czy przyjdzie im czekać jeszcze ponad 40 lat?

3

O stawke po raz pierwszy!

27 stycznia 1901 r. FC Barcelona wygrała pierwszy w swojej historii mecz o punkty. Mecz ten był rozgrywany na Camp del Hotel Casanovas, w którym Duma Katalonii pokonała Sociedad Española de Futbol 4:1 w ramach Copa Macaya(prekursorze mistrzostw Katalonii). Wszystkie 4 gole strzelił wybitny i legendarny Joan Gamper. Była to pierwsza edycja Pucharu Macaya i mimo strzelenia aż 51 goli w tych rozgrywkach, nie udało się Blaugranie sięgnąć po ten Puchar. Tryumfowała katalońska Hispania AC. Na pocieszenie pierwszym królem strzelców tegoż turnieju został nie kto inny jak sam Gamper, który zdobył 31 goli.

0

Jeśli Iga nie poprawi w trakcie meczu serwisu to niestety przegra

5

Debiuty legend:

26 stycznia 1950 r. w towarzyskim meczu Barçy z Olimpique de Xativa debiutuje legendarny obrońca Joan Segarra. Mecz kończy się zwycięstwem Blaugrany 6:1.

2

Iga kochana, dla ciebie nocka zarwana ale jest wygrana, jesteś po prostu wspaniała!

3

Zapomniane legendy futbolu:
25 stycznia 1954 r. urodził się Ricardo Bochini, ofensywny pomocnik, mistrz świata z 1986 r., 4-krotny zdobywca Copa Libertadores, 2-krotny zdobywca Pucharu Interkontynentalnego oraz 4-krotny mistrz Argentyny. El Bocha jak go nazywali jest jedną z legend Independiente Buenos Aires i jednym z najbardziej utalentowanych pomocników w historii argentyńskiego futbolu. Wystąpił w trzech finałach Pucharu Interkontynentalnego i dwa razy zwyciężał w tych rozgrywkach a najlepiej zaprezentował się w 1973 roku, kiedy to w wieku zaledwie 19 lat zdobył cudowną bramkę, która dała Independiente zwycięstwo nad Juventusem Turyn w Rzymie! Jedenaście lat później w roku 1984 nadal był kluczową postacią w drużynie, która pokonała FC Liverpool w finale Pucharu Interkontynentalnego w Tokio. W klubie z Avellaneda grał w latach 1972-1991. W tym okresie rozegrał 634 ligowe mecze i strzelił 97 goli. Z Indepediente czterokrotnie był mistrzem Argentyny jak również czterokrotnie sięgał po Copa Libertadores (w tym 3 razy z rzędu!), a dwa razy wywalczył Puchar Interkontynentalny. Mimo niepodważalnej pozycji w Indepediente, w reprezentacji Argentyny pojawiał się epizodycznie. W kręgu zainteresowania kolejnych selekcjonerów znajdował się już od połowy lat 70., jednak w kadrze na mistrzostwa świata znalazł się dopiero w 1986. W turnieju w Meksyku zagrał 4 minuty w półfinałowym meczu z Belgią, co dało mu tytuł mistrza świata. Łącznie w kadrze rozegrał 11 spotkań (1977-1986).

1

Z cyklu (nie)zapomniane El Clasicos:

25 stycznia 1948 r. FC Barcelona pewnie pokonuje Real Madryt na Camp de Les Corts 4:2 w 17 kolejce Primera Division, po 2 golach Basory i po jednym Josepa Seguera i Cesara Rodrigueza. To zwycięstwo w końcowym rozrachunku okazało się bardzo ważne, ponieważ Blaugrana sięgneła w tamtym sezonie po trzecie w historii mistrzostwo Hiszpanii.

9

25 stycznia 1942 r. urodził się Eusebio da Silva Ferreira, wybitny portugalski napastnik, Brązowy Medalista z MŚ w 1966 r., zdobywca Złotej Piłki France Football w 1965 roku, Król Strzelców MŚ 1966 r., zdobywca Pucharu Europy(z Benfica)–1962 r., 11-krotny mistrz Portugalii! Eusébio da Silva Ferreira jest uważany przez wielu światowej sławy ekspertów w dziedzinie piłki nożnej, jak i kibiców za jedną z największych legend piłki nożnej w całej historii. Chociaż obiektywnie należy stwierdzić, że nie zdobył tak dużej popularności jak najwybitniejsi piłkarze tacy jak Pele czy „ boski ” Diego Armando Maradona. Grał na pozycji środkowego napastnika, nosząc przydomek Czarnej Pantery lub Czarnej Perły z Mozambiku. Był znany z doskonałej techniki i nieprzeciętnych dryblingów, dzięki którym zyskał przydomek pantery. Ojciec Eusebio był piłkarzem mozambickiej drużyny Ferroviario, ale nie grał w reprezentacji narodowej, ani nie osiągnął żadnych znaczących sukcesów. Pomimo tego właśnie w sporcie widział przyszłość dla swojego syna. Właśnie ojciec był pierwszym, o ile można to tak ująć trenerem legendarnego dziś piłkarza. Nauczył swojego syna wszystkiego co sam umie, dostrzegł też, dzięki doświadczeniu i fachowej wiedzy, którą zdobył podczas swojej zawodowej kariery, że jego syn ma naprawdę talent do gry. Eusebio już od najmłodszych lat interesował się piłką nożną i korzystał z każdej okazji żeby pokopać piłkę, doskonalą w ten sposób swoje umiejętności. Swoją karierę piłkarską zaczął w lokalnym klubie piłkarskim Sporting Lourenço Marques w 1957 roku, spędzając tam 3 sezony piłkarskie. Klub ten był dla młodego Eusebio miejscem gdzie dopiero nabierał doświadczenia w świecie piłki nożnej. Został on zauważony przez obserwatorów z Portugalii i w tym momencie jego kariera nabrała tępa. W 1960 roku przeniósł się do Benfici Lizbona, gdzie grał do 1975 roku odnosząc w tym czasie wiele sukcesów takich jak: jedenastokrotne Mistrzostwo Portugali, pięciokrotne zwycięstwo w Pucharze Portugalii i zwycięstwo w Pucharze Europy(Liga Mistrzów) w 1962 roku. Odnosił także indywidualnie sukcesy między innymi Europejski Piłkarz Roku w 1965, Europejska nagroda Złotego Buta w 1968 i 1973, dwukrotnie najlepszego piłkarza Portugalii i siedmiokrotnie króla strzelców ligi portugalskiej. Poza osiągnięciami indywidualnymi i klubowymi wraz z reprezentacją Portugalii udało mu się zając trzecie miejsce, zaraz za reprezentacjami Anglii oraz RFNu na mistrzostwach świata w 1966 roku, a on sam w tym samym roku dostał nagrodę Złotego Buta za dziewięć strzelonych goli na mistrzostwach. Eusébio w reprezentacji w latach 1961–1973 zagrał 64 mecze, strzelając 41 goli, co bardzo długo było rekordem narodowej reprezentacji Portugalii. Jego wynik pobił dopiero w 2005 roku Pedro Miguel Carreira Resendes, znany jako Pauleta, posiadając w swoim dorobku 47 goli. Eusébio praktycznie całą swoją karierę spędził w jednym klubie, czym nie może poszczycić się zbyt wielu znanych piłkarzy, mimo to osiągnął prawie wszystko, o czym każdy piłkarz marzy i jest w stanie osiągnąć. Mowa tu nie tylko o trofeach, pucharach i nagrodach, ale o niesamowitej liczbie fanów, honorowych tytułów, pomników, a przede wszystkim tego, że został w pamięci każdego prawdziwego fana piłki nożnej. W ciągu tych piętnastu lat strzelił dla Benfici 727 goli! w 715 meczach, co jest wynikiem wręcz niesamowitym, samym w sobie pokazującym klasę i umiejętności piłkarza. W 1975 nadeszła pora na powolne kończenie kariery, dlatego Eusébio przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, by podjąć współpracę z Rhode Island Oceaneers. Był to zespół zlokalizowany w małym mieście Pawtucket w stanie Rhode Island. Nie osiągał tam żadnych sukcesów, był to raczej początek jego piłkarskiej emerytury, gdzie daleko od prasy i całego medialnego szumu mógł w spokoju trenować swój ukochany sport. Klub ten został założony w 1974, a rozwiązany cztery lata później. Sam piłkarz spędził tam jeszcze krócej, bo w tym samym roku przeniósł się do innego amerykańskiego klubu Boston Minutenem. Klub piłkarski działający jeszcze krócej niż poprzedni bo tylko w latach 1974-1976 mieszczący się w Bostonie, stolicy stanu Massachusetts. Eusébio w tym samym roku, odszedł aby przenieść się do meksykańskiego klubu Club de Fútbol Monterrey. Był to jego trzeci klub w jednym roku, miał siedzibę w Monterrey, stolicy stanu Nuevo León. Ponownie nie grał tutaj zbyt długo, bo już w 1976 roku przeniósł się do SC Beira-Mar. Był to portugalski klub, w mieście Aveiro. Tak więc po dwóch latach piłkarz powrócił do Europy. Ponownie nie został za długo w jednym klubie i już po sezonie wrócił do Ameryki Północnej, ale tym razem do Kanday, dołączając do zespołu Toronto Metros-Croatia, mieszczącego się w Toronto w południowej części prowincji Ontario. Jeszcze w ty samym roku przeniósł się do zespołu Las Vegas Quicksilver. Po raz kolejny osiedlił się w Stanach Zjednoczonych, a dokładnie w Las Vegas w stanie Nevada. Po raz kolejny zmienił drużynę jeszcze w tym samym roku, przenosząc się do Newark w stanie New Jersey. Co ciekawe drużyna New Jersey Americans do której się przeniósł obecnie jest drużyną koszykarską, działającą pod nazwą New Jersey Nets. Ostatnim klubem w karierze Eusébio był União de Tomar, w portugalskim mieście Tomar. Po zakończeniu kariery „Czarna Pantera” nie wrócił do rodzinnego Mozambiku, osiedlił się na stałe w stolicy Portugalii Lizbonie. Mimo że od zakończenia kariery minęło ponad 30 lat, mieszkańcy Lizbony nadal uważają go za bohatera, o czym świadczyć może postawiony mu pomnik przed boiskiem Estadio da Luz. Do pamięci kibiców przeszły w szczególności jego dwa wyczyny na Mistrzostwach Świata w 1966 roku. Chodzi o zdobycie tytułu najlepszego strzelca mistrzostw z dorobkiem dziewięciu bramek i poprowadzenie w ten sposób Portugalii do najniższego stopnia podium, eliminując po drodze takie potęgi jak Brazylia czy ZSSR. Brazylia właśnie była jednym z głównych pretendentów do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Tak obstawiała większość kibiców, którzy grali na zakładach. Drugim wyczynem było doprowadzenie stanu meczu z Koreą z 0 : 3 do 5 : 3, w ćwierćfinałowym meczu. Piłkarz jest znany nie tylko jako sportowiec, ale jako i człowiek. Mimo święcenia największych sukcesów swojej kariery w 1966 roku pamiętał o Maputo w jego rodzinnym Mozambiku, gdzie w tym samym czasie trwała krwawa wyzwoleńcza walka z Portugalczykami. Wypowiedział one znane słowa, do dziś oddającego jego wizerunek : „ Nienawidzę polityki. Moją polityką jest futbol! " W takim przekonaniu udało mu się zostać wielką gwiazdą i legendą piłki nożnej, mimo że urodzonemu w małej prowincji Portugalii nikt wcześniej nie dawałby żadnych szans na sukces. Jego karierę można z pewnością brać za wzór do naśladowania przez młodych piłkarzy. Można wnioskować że Eusébio da Silva Ferreira wywarł ogromny wpływ na rozwój piłki nożnej nie tylko w Mozambiku, ale w Portugali i Europie. Interesującym jest że Eusébio posiada dwa paszporty, jest uznawany za Mozambijczyka ale kto wie jakby potoczyła się jego kariera gdyby zdecydował się na grę dla reprezentacji Mozambiku ? Można jedynie przypuszczać, że gdyby zdecydował się jednak na grę dla narodowej reprezentacji Mozambiku, mogło by to przyczynić się do zahamowania jego błyskotliwej kariery. Przypuszczać można, że nie byłby w stanie osiągnąć tego co osiągną, a co już zostało w powyższym artykule dość szczegółowo opisane, gdyby nie zdecydował się na grę w reprezentacji Portugalii. Na pewno nie zagrał by z reprezentacją Mozambiku w finałach mistrzostw świata. Pomimo tego, iż był piłkarzem ponadprzeciętnym, nie byłby w stanie sam pociągnąć swojej drużyny do zdobycia jednego z pucharowych miejsc. Jednakże, jego wpływ na ogólny poziom gry ówczesnej reprezentacji Mozambiku byłby bez wątpienia ogromny. Nie ma też wątpliwości w kwestii tego, że miałby realne szanse na zostanie kapitanem drużyny. Nie tylko ze względu na swoje umiejętności, ale także na charyzmę, która nie zawsze idzie jak wiadomo w parze z talentem sportowym nie tylko piłkarskim. Wróćmy jednak do tego, jaki wpływ Estadio da Luz wywarł na rozwój piłki nożnej w swoim ojczystym kraju. Wielu młodych Mozambijczyków, właśnie dzięki niemu zainteresowało się piłką nożną na poważnie, widząc w sporcie swoją szansę na lepsze, szczęśliwsze życie. Dla wielu z nich piłka nożna stała się nie tylko pasją ale też sposobem na życie. Ponadto w kraju, z którego pochodził znacznie powiększyła się liczba kibiców piłkarskich. Można mówić tutaj o zjawisku porównywalnym do tego jakie jeszcze kilka lat temu obserwować mogliśmy w naszym rodzimym kraju. Jak zapewne większość czytelników pamięta, skoki narciarskie w naszym kraju stały się popularne wśród kibiców właśnie wtedy gdy nasz, znany chyba wszystkim Polakom rodak – Adam Małysz osiągać zaczął sukcesy. Przyczyniło się to nie tylko do wzrostu liczby kibiców, ale ogólnie także do rozwoju tej, do niedawna mało popularnej dyscypliny sportu w naszym kraju. O podobnym zjawisku mówić można także w Mozambiku, z którego pochodzi „ czarna pantera ” Estadio da Luz. Kto wie na jakim poziomie stałby futbol w owym kraju gdyby nie błyskotliwa kariera piłkarska jednego z jego obywateli.

0

I to jest właśnie największe zło jeśli chodzi o prace trenerską Xaviego. Mimo konkurencji zwłaszcza w pomocy, zawsze grają Busquets, Alba czy Pique. Owszem oni są doświadczeni ale jednocześnie popełniają tak poważne babole że my nigdy niczego nie wygramy z nimi. Ich czas już się skończył i jeśli Xavi od przyszłego sezonu nie zrezygnuje z nich, to niewiele nam pomogą transfery napastników czy skrzydłowych. Oni muszą przynajmniej zasiąść na ławce rezerwowych a w przypadku Pique to pomyślałbym nawet o zakończeniu kariery piłkarskiej.

1

(Nie)zapomniane Legendy polskiego futbolu:

25 stycznia 1929 r. w Warszawie urodził się Edmund Zientara, pomocnik oraz napastnik. Wśród piłkarskich znaków rozpoznawczych stolicy nie może zabraknąć sylwetki Edmunda Zientary, piłkarza, który zarówno życie, jak i karierę związał z Warszawą. Pierwsze spotkania po II wojnie światowej rozgrywane tutaj, były dla niego przeżyciem szczególnym. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu widział swoje rodzinne miasto obrócone w gruz. Powstanie Warszawskie zabrało mu ojca, ostatnia okupacyjna zima położyła zaś schorowaną matkę do grobu. On sam ledwo wyrwał się spod ściany śmierci, tylko dlatego że znał po niemiecku akurat słowo ,,piętnaście” i uznano go za zbyt młodego do rozstrzelania. Musiał też potem w konspiracji używać dokumentów zabitego Andrzeja Szczepańskiego. Dlatego długi czas po wojnie wiele osób mówiło do niego per ,,Andrzej”. Ciężkie przeżycia jednak go nie złamały, lecz zahartowały jego ducha, czyniąc z niego twardego zawodnika z wielkimi zdolnościami przywódczymi. Był jednym z nielicznych piłkarzy, którzy w Ekstraklasie zagrali w barwach trzech różnych warszawskich klubach. Zaczynał w Polonii Warszawa, potem przeniósł się do Legii a następnie do Gwardii, by wrócić po kilku sezonach w szeregi Wojkowych i głównie z tym klubem jest do dzisiaj kojarzony Zientara. Jako kapitan Zientara sięgnął z Legia po dublet w 1956 r. Świetnie wyszkolony technicznie, wszechstronny zawodnik z bardzo dobrym przeglądem pola nadawał tempo grze Wojskowych. W ataku rządzili wtedy Kowal, Brychczy, Kempny oraz Pohl. On zaś był ostoją pomocy. Sam kiedyś zdradzał umiejętności do gry w najbardziej wysuniętej formacji. Ostatecznie jednak z powodu zbyt słabego strzalu został nieco cofnięty. Poza jedynym mistrzostwem wywalczył po jednym medalu z pozostałych kruszców. Jest do dziś jedynym w historii piłkarzem, który zagrał w reprezentacji Polski jako przedstawiciel trzech klubów ze stolicy. Jeden raz zrobił to będąc powołany z Polonii, trzy razy z Gwardii i aż 36 razy z Legii. Był dopiero drugim po Cieśliku zawodnikiem, który uzbierał 40 występów w drużynie narodowej. W białoczerwonych barwach występował aż 11 lat. Ostatni selekcjoner, pod którego wodzą grał, Ryszard Koncewicz, uważał go za jednego z najinteligentniejszych polskich piłkarzy. Brał udział w zwycięskim starciu ze Związkiem Radzieckim. Nie wspominał tego jednak najlepiej. Prasa uznawała Zientarę za jednego z najsłabszych piłkarzy po polskiej stronie. Omal też nie strzelił samobója. Na usprawiedliwienie- do rywalizacji przystąpił z kontuzją. Musiał dostać kilka zastrzyków aby stanąć na nogi. Podobnie jak w Legii, tak i w kadrze pełnił funkcje kapitana. Opaskę przejął po Cieśliku. Na ramieniu z nią wystąpił 19 razy. W tej roli prowadził również zespół narodowy podczas Igrzysk Olimpijskich w 1960 r. w Rzymie. Kariere zakończył w Australii. Nawet po zawieszeniu butów na kołku nie rozstał się całkowicie z futbolem. Przez wiele lat był jednym z najlepszych szkoleniowców w Ekstraklasie. To on poprowadził Legie do półfinału Pucharu Mistrzów a Stal Mielec do ćwierćfinału Pucharu UEFA, co czyni z niego jedynego szkoleniowca, który z dwoma polskimi klubami występował na tak zaawansowanym etapie w europejskich pucharach. Trzy razy w tej roli zdobył mistrzostwo Polski. Do czasu Jacka Magiery był jedynym w historii Legii człowiekiem, który po ten tytuł sięgał zarówno jako piłkarz, jak i szkoleniowiec Wojskowych. Prowadził także Pogoń Szczecin, Wisłe Kraków oraz kluby cypryjskie. Jego nie spełnionym marzeniem pozostawała jednak reprezentacja Polski. Ostatecznie krótko pełnił w niej role tylko asystenta. Był sekretarzem generalnym PZPN w latach 1991-95. Krajowa federacja uczciła go tytułem członka honorowego. Legia Warszawa przyjęła go natomiast do Galerii Sław.

19

Feliz cumpleaños panie ,,Generale”! Xavi Hernandez Creus kończy dziś 42 lata! Twoja wytrwałość i pasja są godne podziwu. Serdeczne życzenia kolejnych sukcesów!

Jeden z najwybitniejszych rozgrywających w historii futbolu rodem z Katalońskiej Terrasy trafił do La Masii w wieku 11 lat. Szansę debiutu w pierwszej drużynie otrzymał od van Gaala w meczu półfinałowym Pucharu Katalonii z UE Lleida. Wkrótce stał się podstawowym zawodnikiem i jednym z kapitanów Blaugrany. Przez lata pozostawał jednak w cieniu efektowniej grających kolegów. Jak sam wielokrotnie podkreślał, najwięcej zawdzięcza Luisowi Aragonesowi, trenerowi reprezentacji, z którą wygrał mistrzostwo Europy w 2008 r. To on pozwolił Xaviemu uwierzyć w swoje możliwości i stać się prawdziwym liderem drużyny. Niezwykła wizja gry, przegląd pola, kapitalne podania prostopadłe i słynne kółeczka były jego znakami rozpoznawczymi, gdy pod wodzą Guardioli poprowadził Dume Katalonii do 6 Pucharów w 2009 r. Ostatni mecz w koszulce Blaugrany ,,Generał’’ rozegrał w czerwcowym finale Ligi Mistrzów z Juventusem w 2015 r., wchodząc z ławki rezerwowych na ostatnie 20 minut gry. Oficjalnie rozegrał 767 spotkań w koszulce Barçy.

0

@Criss18Barca Nawet jeśli oficjalna to widze że jedne ligi grają(np. belgijska) a inne nie grają! Gdzie tu sens?

2

Z artykułu ,,Trzech piłkarzy Barcelony wyjeżdża na zgrupowania reprezentacji narodowych" dowiedziałem się że będziemy pauzować tzn. cała La Liga, tak? No ale zaraz, skoro są eliminacje w Ameryce Południowej to wygląda na to że inne ligi też muszą pauzować? No dobrze, a przecież jak jest rozgrywany Puchar narodów Afryki to z tego powodu nie są wstrzymywane rozgrywki ligowe. To jest jakieś dziwne. Nie przypominam sobie czegoś takiego w styczniu?

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?