FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
12
Zapomniane legendy futbolu:
24 marca 1949 r. urodził się Ruud Krol, holenderski obrońca, 2-krotny wicemistrz świata oraz 2-krotny zdobywca Pucharu Mistrzów. Rudolf Josef Krol(bo tak brzmiało jego pełne imię) to legendarny obrońca Ajaxu i reprezentacji Holandii oraz jeden z najlepszych defensorów świata w historii futbolu. W Ajaksie grał przez 11 lat od 1969 do 1980 r. Stanowił też o sile reprezentacji Holandii, której był czołowym graczem podczas obydwu Mundiali w 1974 i 1978 roku. Podczas pierwszego z nich w trakcie meczu z Argentyną zasłynął odzyskaniem piłki i błyskawicznym dalekim podaniem, po którym Cruyff zdobył gola. Krola wybrano wraz z Niemcem Braitnerem i Brazylijczykiem Marinho najlepszym lewym obrońcą Mundialu w RFN! To była ulubiona pozycja Ruuda ale grywał także na prawej obronie a z czasem coraz częściej na pozycji środkowego. W 1974 roku strzelił gola samobójczego, za którego… dostał premię! Regulamin drużyny mówił bowiem że należy się ona za każdego gola na Mundialu zdobytego przez Holendra. Trudno sobie wyobrazić defensywę Ajaksu bez tego piłkarza a jednak debiutował w klubie dopiero w 1969 r., kiedy do Feyenoordu Roterdam odszedł etatowy lewy obrońca Ajaksu Theo van Duijvenbode. Ruud Krol był graczem potrafiącym przewidywać sytuacje na boisku. Miał jednak pecha bowiem z walki o pierwszy Puchar Europy w 1971 roku wyeliminowała go poważna kontuzja nogi. Krol osiągnął wspaniałą formę dopiero po odejściu Cruyffa i Neeskensa, w drugiej połowie lat 70-tych. Po odejściu z Ajaxu w 1980 r. wyjechał aż do Kanady do Vancouver Whitecaps. Potem do połowy lat 80-tych grał skutecznie we włoskim SSC Napoli i francuskim AS Cannes. Jako trener prowadził samodzielnie reprezentację Egiptu. W 2005 r. pracował również tymczasowo jako asystent trenera Ronalda Koemana w Ajaxie.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
13
Wyjątkowe legendy argentyńskiego futbolu:
24 marca 1948 r. urodził się znakomity napastnik Delio Onnis. Jest on bodaj najlepszym Argentyńczykiem, który nigdy nie założył koszulki reprezentacji kraju. Urodzony we Włoszech zawodnik radził sobie całkiem nieźle w argentyńskich Club Almagro i Gimnasia y Esgrima La Plata ale potem, w wieku zaledwie 23 lat wyjechał do francuskiego Reims (65 meczów i 39 goli). We Francji szybko stał się ważną postacią, lecz dopiero po transferze do Monaco pokazał pełnię swoich możliwości (231 gier i 157 goli) a potem trafiał jeszcze w barwach Tours i Toulonu. Jego dorobek we francuskiej Ligue 1 zamknął się na 299 trafieniach, co do dziś jest niepobitym rekordem.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
14
Przełomowe mecze polskiego futbolu:
24 marca 2001 r. reprezentacja Polski pokonała na wyjeździe Norwegie 3:2 w eliminacjach mistrzostw świata Korea Japonia 2002. Jeśli ktoś chce zrozumieć, na czym polegała trenerska koncepcja Jerzego Engela, powinien koniecznie uważnie obejrzeć ten mecz. Konfrontacja na ,,Ullevaal Stadion” to była kwintesencja „futbolu na tak”. To był najlepszy i najbardziej dramatyczny mecz Polaków w całych eliminacjach. W pierwszej połowie Olisadebe dwa razy wykorzystał błędy rywali i było aż 2:0. W drugiej połowie Polacy roztrwonili przewagę. Na długie minuty dali się zepchnąć do obrony i zaczeli popełniać stare grzechy. Zanosiło się na bardzo ciężką końcówke, tym bardziej że jedną zmiane wymusiła kontuzja bramkarza. Po jednej z interwencji Adam Matysek aż zwijał się z bólu. „Przygotowywaliśmy zmiane ale Norwegowie ruszyli dalej z piłką. Adam dokonał czegoś niebywałego. Mimo niesamowitego bólu z powodu zerwania trzech mięśni barku, chorą ręką odbił piłke w sytuacji sam na sam z norweskim napastnikiem ale wstać z ziemi już nie mógł”- opisuje w książce „Futbol na tak” Engel. Selekcjoner tak bardzo był wdzięczny Matyskowi że później zabrał go na mundial, choć jego forma była wielką zagadką a powołanie powinien otrzymać któryś z młodszych i lepiej dysponowanych bramkarzy. Na „Ullevaal” Matyska zastąpił Jerzy Dudek, który liczył na gre od początku meczu. Dlatego trudno mu było ukryć rozgoryczenie, gdy w przeddzień spotkania trener powiedział że usiądzie na ławie. „Przez 10 minut się nie odzywałem, tak byłem wściekły. Byłem kompletnie załamany, prawie całą noc nie spałem. Na spacerze wszyscy widzieli że nie jestem sobą. Nie chciałem z nikim rozmawiać”- zwierzał się w swojej książce Dudek. W Oslo zagrał jednak w końcówce i dzięki udanym interwencjom też stał się polskim bohaterem, choć już przy pierwszej próbie obrony wyciągał piłke z siatki. Zrobiło się 2:2. Engel przyznaje że właśnie wtedy stanął przed jedną z najtrudniejszych decyzji w całych eliminacjach: wpuścić defensywnego Wałdocha i bronić remisu, czy ofensywnego Bartosza Karwana i walczyć o zwycięstwo. Postawił na Karwana. „Zadecydowała żyłka hazardzisty. Kiedy Karwan był przygotowany do wejścia, to żeby nie miał jakichkolwiek wątpliwości, wyraźnie powiedziałem mu: »Nie wracaj do obrony, graj jak trzeci napastnik«”- wspominał Engel.
Na 10 minut przed końcem meczu Karwan dzięki sprytnemu wyjściu na czystą pozycje głową strzelił gola. „Ja w Polsce mam jeszcze kilku takich Karwanów”- chwalił się po meczu Engel, co budowało mit potężnej polskiej drużyny. Polacy w Oslo mieli też dużo szczęścia. W pierwszej połowie ich rywale musieli grać pod mocne słońce, które po zmianie stron już nie świeciło tak ostro. Zapanowała euforia bo przecież biało-czerwoni mieli już na koncie dwa wyjazdowe zwycięstwa z najgroźniejszymi rywalami z grupy. Po 4147 dniach polskiej reprezentacji wreszcie udało się strzelić zwycięskiego gola w meczu o punkty w ostatnich 10 minutach gry. „Zwycięstwo w Oslo otworzyło nam bramy do mistrzostw świata”- zawyrokował już po zakończeniu eliminacji Jerzy Engel.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
14
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
Józef Sobota przyszedł na świat 24 marca 1903 roku. Do 1922 roku reprezentował Bismarckhütter Ballspiel Club. Po upadku niemieckiego zespołu, zgłosił swój akces do Ruchu Hajduki Wielkie. Już wówczas 19-letni filigranowy (był najmniejszym wzrostem piłkarzem nie tylko Ruchu, ale i Śląska, miał tylko 156 cm!) napastnik przebojem wdarł się do składu Ruchu i mimo tak młodego wieku zyskał status gwiazdy. Sobotta (takie nazwisko nosił do 1937, kiedy zmienił na polsko brzmiące Sobota) posiadał przeciętne warunki fizyczne i miał słabą technikę, ale te braki nadrabiał zdolnością odnajdywania się w polu karnym przeciwnika, instynktem strzeleckim, intuicją boiskową, pracowitością, ambicją, szybkością, sprytem oraz przebiegłością. Posiadał zmysł do gry kolektywnej oraz ostry, zaskakujący strzał. – „Z Ruchu wyróżnić należy przede wszystkim Sobotę, duszę ataku i najlepszego strzelca… Na niego gra cała drużyna, wszystkie piłki są na niego skierowane” – wypowiadał się o piłkarzu ,,Ilustrowany Kuryer Codzienny” z Krakowa. W 1926 roku strzelił kilkanaście goli, dzięki którym Ruch sięgnął po swój drugi tytuł mistrza Górnego Śląska oraz zdobył ,,Puchar Stanisława Fliegera”. Grał w mistrzostwach Polski zostając najlepszym strzelcem swojego zespołu. W 1927 roku Sobota zadebiutował w ekstraklasie. Zapisał się w annałach klubowych jako zdobywca pierwszego gola w lidze (ŁKS Łódź 1-3), ponadto we wrześniu 1929 roku w meczu z Czarnymi Lwów został autorem jubileuszowego 100 ligowego gola! W każdym sezonie, od 1927 do 1930, strzelał minimum 10 ligowych bramek. Od 1922 do 1932 rozgrał 145 ligowych meczów i zdobył aż 56 goli. Był tak ważnym piłkarzem dla swojego klubu, iż działacze wielokrotnie wysyłali pismo do PZPN z prośbą o rozegranie powtórki meczu jako powód podając nieobecność zawodnika w składzie! Sobota był intelektualistą, urzędnikiem państwowym, który pracował w Hucie Batory oraz wyróżniającym się żołnierzem. Pozostawił po sobie duże zasługi dla 75 Pułku Piechoty w Chorzowie, z którym zdobył tytuł mistrza Wojska Polskiego. Szkoda, że piłkarz nie urodził się kilka lat później i nie doczekał się czasów, kiedy Ruch zdominował przedwojenną polską ligę, wywalczył aż pięć tytułów mistrza Polski.
„Na pożółkłych, pamiątkowych, niemal zabytkowych dziś zdjęciach zawsze stawał z dala od „wieżowców”. Kiedy kibic-fotograf chciał go uwiecznić razem z Teodorem Peterkiem długo zastanawiał się w jaki sposób podciągnąć się w górę przynajmniej o kilkanaście centymetrów. Czasem sięgał po piłkę, stawał na niej i różnica poważnie malała. Ale to tylko na marginesie, bo mały wzrostem Sobota był wielkim piłkarzem. Intuicyjny zmysł do gry kombinacyjnej, kolektywnej, kąśliwy strzał, zapewniły mu wiele futbolowych zaszczytów… - wypowiadał się o nim dziennikarz Sportu. Józef Sobota był typem zawodnika, który z góry wiedział, gdzie spadnie piłka, dlatego wiele bramek strzelał… głową! W swoim jedynym meczu z orłem na piersi również strzałem głową zmusił do kapitulacji estońskiego bramkarza. – „ …A temu ostatniemu udaje się szalonym szczupakiem powietrznym, wsadzić głową piłkę do siatki” – czytamy w sprawozdaniu meczowym Przeglądu Sportowego. Po meczu dziennikarze PS napisali, że lewy łącznik jednak nie radził sobie z rosłymi zawodnikami z Estonii. – „Wstawienie Soboty było wielkim błędem: gracz ten wobec dużych i szybkich przeciwników nie istniał prawie na boisku”. Kapitan związkowy polskiej reprezentacji Tadeusz Synowiec już więcej nie powołał zawodnika do kadry. Na osłodę pozostały mu regularne występy w reprezentacji Górnego Śląska przeciwko niemieckim drużynom oraz gra w reprezentacji Ligi przeciwko śląskim piłkarzom.
Sobota próbował swoich sił również na ławce trenerskiej. Jeszcze będąc piłkarzem Ruchu uzyskał papiery na instruktora piłkarskiego. W zamian za zasługi dla Ruchu działacze powierzyli mu opiekę nad zespołem juniorów, a dzięki swoim kontaktom, młodzieżowe zespoły były często zapraszane na obozy piłkarskie PZPN. W 1937 roku powierzono mu pierwszy zespół "niebieskich". Jego debiut z AKS Chorzów zakończył się porażką 1-3. Zaledwie po 6 kolejkach zastąpił go Austriak Günther Ringer. Ruch wówczas wywalczył trzecie miejsce w lidze. W 1938 roku ponownie poprowadził Ruch w pierwszych 7 kolejkach, a następnie zastąpił go Węgier Ferenc Fogl. Tym razem były piłkarz miał znaczący wkład w wywalczony tytuł mistrzowski. Niedługo przed wybuchem wojny objął stanowisko kierownika drużyny. Po wojnie dalej aktywnie pracował w sporcie, ale już jako działacz.
Piłkarz Ruchu zmarł 2 kwietnia 1979 roku. – „Józef Sobota był zawsze związany z Ruchem, głęboko przeżywał dole i niedole swego klubu. Odszedł powszechnie lubiany wielki sportowiec, który na zawsze pozostanie w pamięci wszystkich, którzy kiedykolwiek się z nim zetknęli” – napisał o nim ,,Sport”.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
11
Debiut ,,Generała”:
24 marca 1998 r. Xavi Hernandez zadebiutował w barwach Dumy Katalonii. Debiut przypadł na mecz półfinałowy Pucharu Katalonii z UE Lleida, wygranym przez Blaugrane 2:1 po dwóch golach Jofre Gonzaleza.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
,,Urruti t’estimo”:
24 marca 1985 r. bramkarz Barçy Javier Urruticoechea obronił rzut karny w meczu 30-tej kolejki Primera Division z Realem Valladolid. Duma Katalonii potrzebowała zwycięstwa na Estadio Jose Zorrilla aby zapewnić sobie na 4 kolejki przed końcem sezonu, pierwsze po 11 latach przerwy mistrzostwo Hiszpanii. W 88 minucie arbiter podyktował rzut karny dla gospodarzy. Do jedenastki podszedł Salwadorczyk Gonzalez a ,,Urruti” obronił karnego. Do historii przeszły słowa charyzmatycznego Katalońskiego spikera radiowego Joaquima Marii Puyala, który skuteczną interwencje golkipera Blaugrany skwitował wielokrotnie powtarzanymi słowami: ,,Urruti t’estimo”, co po katalońsku oznacza ,,Urruti kocham cię!”.
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Safrani Nowa murawa powiadasz? I na to też są pieniądze...? Wiesz co, serce nie sługa ale mimo wszystko ja już mam tego wszystkiego serdecznie dość! Najzwyczajniej nie moge na to patrzeć...
1
@Safrani Ah źle odczytałem! Przepraszam. Tylko po co oni sajgon robią na tym boisku?
1
@Safrani Co to znaczy a na Widzew dzisiaj tak? Bo nie rozumiem?
9
@FCBparasiempre
24 marca 1898 r. w Manili urodził się Juan Garchitorena de Carvajal. Juan trafił do FC Barcelony w 1916 roku i grał jako skrzydłowy, ofensywny pomocnik i napastnik. Co ciekawe sfałszował on swój paszport aby uchodzić za Baska, mimo że w rzeczywistości urodził się na Filipinach. Według ówczesnego regulaminu obcokrajowcy mieli zakaz uczestniczenia w rozgrywkach o mistrzostwo Katalonii ale skoro Blaugrana teoretycznie nie znała jego prawdziwych korzeni, pozwoliła mu zagrać w kilku meczach. Wstawienie do składu Garchitoreny wywołało ostrą polemikę, kiedy Espanyol, który wiedział o wszystkim zanim jeszcze rozpoczęły się rozgrywki, postanowił oskarżyć Barçe o bezprawne wystawienie piłkarza, kierując stosowne pismo do Katalońskiej Federacji Piłkarskiej. Akt oskarżenia oparty na raporcie sporządzonym przez profesora prawa międzynarodowego Josepa Triasa de Besa, został przedstawiony 2 dni po przegranych 0:3 derbach z Dumą Katalonii, rozgrywanych 17 grudnia 1916 r. na stadionie przy ulicy Industria, z Garchitoreną w składzie. Gdy potwierdziło się że dokumenty piłkarza są sfałszowane, federacja zadecydowała o odjęciu FC Barcelonie punktów z meczów, w których występował ,,Garchi”, jak powszechnie nazywano piłkarza. Klub się sprzeciwił ale na nic się to zdało i w ostatecznym rachunku przegrał mistrzostwo, którego jednak nie zdobył też Espanyol bo ten z kolei został oskarżony przez Barçe o… bezprawne wystawienie obrońcy Reiga. Wydarzenia doprowadziły do dymisji Rosesa jako jednego z dyrektorów Katalońskiej Federacji Piłkarskiej, po tym jak zaproponował możliwość powtórzenia meczów rozegranych przez Blaugrane. Koniec końców tytuł trafił w ręce FC Espanya, barcelońskiego klubu założonego w 1905 roku, który w 1923 r. połączył się z FC Gracia. Tymczasem Garchitorena, zidentyfikowany ostatecznie jako Argentyńczyk ale syn Hiszpanki, nadal występował w FC Barcelonie. W koszulce Blaugrany rozegrał w sumie 35 meczów strzelając w nich 12 goli. Podczas pobytu w klubie wywoływał ogromną zazdrość ze względu na swój wygląd. Przyczyniło się to do powstania wielu anegdot, jak chociażby tej, według której w trakcie meczu z Espanyolem odmówił uderzenia piłki głową, ponieważ boisko było ubłocone a on nie chciał pobrudzić sobie włosów. W 1920 r. porzucił uprawianie sportu żeby rozpocząć karierę aktora filmowego. Pod artystycznym pseudonimem Juan Torene były piłkarz wystąpił w ponad 30 filmach. Był też bohaterem głośnych romansów z ówczesnymi gwiazdami kina, na przykład z Amerykanką Myrną Loy… Playboy cule w Hollywood. Niedługo potem odkryto jego prawdziwe pochodzenie, które jak się okazało, nie było ani baskijskie, ani argentyńskie. Garchitorena urodził się w Manili i miał paszport amerykański, jako że Stany Zjednoczone utrzymywały wtedy kontrole nad tym azjatyckim archipelagiem. W latach 50-tych ożenił się z aktorką Natalie Moorehead, która już zakończyła karierę i osiadł w Santa Barbara w Kaliforni, gdzie mieszkał aż do śmierci, 27 czerwca 1983 r.
Kto z nas obecnie nie zna klubu, w którym grają zagraniczni zawodnicy? Chyba nikt. Mało kto jednak wie, że ponad sto lat temu w Hiszpanii drużyny nie mogły posiadać w kadrze piłkarzy spoza danego kraju. Przepisy te zmieniły się konkretnie w 1911 roku. Pięć lat później do Barcelony dołączył pierwszy zawodnik spoza Półwyspu Iberyjskiego– Juan Garchitorena. Piłkarz ten został zarejestrowany jako Hiszpan, gdyż miał fałszywy paszport, choć sam z czasem przyznał, że jest Argentyńczykiem. Czy to koniec z problemami określenia narodowości tego gracza? Niekoniecznie. Okazało się też, że ma baskijskie korzenie, a sam urodził się na Filipinach, w kraju, który był kolonią Hiszpanii. Jego rodzice emigrowali ze względu na to, że ich rodzinny obszar trafił do rąk nieprzyjaciela. Przyjmuje się, że Joan Garchitorena był pierwszym obywatelem Argentyny grającym w barwach Blaugrany. Rodzi się pytanie – dlaczego Barcelona nie chciała zarejestrować Juana jako Argentyńczyka, tylko jako Hiszpana? Odpowiedź jest bardzo prosta – aby uniknąć podejrzeń w starciach o Mistrzostwo Katalonii. Sprawa jednak szybko się wydała, a Blaugrana brała udział w pierwszym tak poważnym skandalu medialnym. Prywatnie Garchitorena uwielbiał whisky i był zawsze wrażliwy na punkcie swojego wyglądu. Tak, to były te czasy, kiedy nikt zbytnio nie czepiał się zawodników o picie alkoholu, czy palenie papierosów. Było to wówczas tak powszechne, jak wychodzenie dziś na „fajkę w przerwie obiadowej”. Był amatorem whisky w czasach, gdy ten napój był rzadkim alkoholem dla snobów. Kto go znał, wie, że nigdy nie pił sam. Biła od niego arogancja, wyjątkowo dbał o swój wygląd — wspominają José Ignacio Corcuera i Fernando Arrechea. Pewnego razu podczas meczu prowadzonego na błotnistym boisku w Hiszpanii (obecnie znajduje się ono za Szpitalem Klinicznym w Barcelonie) zrezygnował z główkowania piłki, aby nie ubrudzić włosów. Oprócz whisky Joan miał jeszcze jedną słabość. Były nią kobiety. Jego byli koledzy wspominają, że w relacjach damsko-męskich „był prawdziwym artystą”. Potrafił świetnie tańczyć, czym przyciągał do siebie płeć przeciwną. Potrafił też nieźle grać, ale nie tylko na boisko, ale i w życiu. Jego przenikające czarne oczy, nienaganny sposób ubierania się, a także umiejętności aktorskie sprawiły, że wszyscy widzieli do niego jedno miejsce: film.
Jak przewidziano, tak też się stało. Garchitorena wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie świat poznał go pod pseudonimem Juan Torena. Wysoki, ciemnowłosy, dobrze znający język angielski – istne amerykańskie ciacho … To tylko kilka atrybutów byłego zawodnika Barcelony, które poprowadziły go z hiszpańskich boisk do Hollywood. Szybko stał się personą z pierwszych stron gazet, a jak wiadomo, wśród takich skandal goni skandal. Torena nie uchował się tej regule. Szybko przypisano mu romans z Helen Costello, a także jej bliską przyjaciółką — Mirną Loy. Nie potwierdzono, czy ich relacje opisywane w gazetach były prawdą. Odbiło się to jednak na psychice byłego zawodnika Barcelony. Stracił on poczucie humoru, które go cechowało. Torena zagrał w czterdziestu filmach. Del mismo barrio, Sucedió en La Habana, Sombras habanera, czy El hombre malo są najbardziej popularnymi produkcjami, w których wziął udział. Specjalizował się w latynoskich romansach ze względu na świetną znajomość hiszpańskiego, a także wygląd i charakter lowelasa. W 1936 roku zgodził się zagrać w „Meet Nero Wolfe” wraz z Marią Maringolą. Po trzech latach spędzonych w Kalifornii, w 1954 roku otrzymał amerykańskie obywatelstwo. Jego życie osobiste także uległo zmianie. Wziął ślub z aktorką Natalie Moorehead. Garchitorena zmarł w 1983 roku w Kalifornii.
7
Niebywała historia amerykańskiego amanta:
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@LAMC_10 A co to znaczy GOAT?
14
Hattrick w El Clasico a zarazem rekord ,,La Pulgi” i to na Bernabeu!
23 marca 2014 r. Lionel Messi strzelił 3 gole w wygranym 4:3 El Clasico. To był pierwszy w historii hattrick piłkarza Blaugrany w La Liga na Estadio Santiago Bernabeu. Tym samym Leo pobił rekord Di Stefano strzelając łącznie 21 goli przy 18 trafieniach swojego rodaka Alfredo.
Musimy to zobaczyć jeszcze raz:
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Sysia11
11
Duma Katalonii w Copa del Rey:
23 marca 1913 r. FC Barcelona zdobyła drugi w historii Puchar Króla. Na „Estadio de la Industria” Blaugrana pokonała w trzecim(dodatkowym) meczu Real Sociedad San Sebastian 2:1 po golach Berdie(33 m.) oraz Apolinario(35 m.). Dwa poprzednie starcia zakończyły się remisami(2:2 i 0:0) a że wówczas nie obowiązywała zasada zdobytych goli na wyjeździe, to zagrano właśnie ten trzeci decydujący mecz.
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
10
Epokowe trofeum Blaugrany:
23 marca 1902 r. FC Barcelona zdobyła swój pierwszy w historii puchar. Mowa tu o Copa Macaya- prekursorze Mistrzostw Katalonii. Nazwa pochodzi od prezydenta klubu Hispania CF Alfonso Macaya, który chciał zorganizować turniej pomiędzy drużynami z Katalonii. Jego zespół wygrał pierwszą edycje w 1901 r. Natomiast Blaugrana tryumfowała w drugiej edycji wygrywając wszystkie 8 spotkań. W finale pokonała FC Catale aż 15:0! Sześć goli w tym meczu strzelił Udo Steinberg, kapitan i pierwszy Niemiec grający dla Dumy Katalonii.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
2
Panie i panowie przed nami „El Derbi Madrileño” po raz 243 o stawke w historii i po raz 178 w La Liga! Real przystępuje do derbów z bilansem 21 – 3 – 4 i 66 punktami, Atlético ma 17 – 6 – 5 i 57 punktów, więc stawką(obok prestiżu Derbi Madrileño) są kluczowe punkty w walce o czołowe miejsca w tabeli. Tak więc zapinamy pasy i jazda!
0
@Kapitan hawk Nawet jeśli jakimś cudem uda mu się to zrobic, to ja i tak nie chce go oglądać w wyjściowej jedenastce. Ba! ja nawet nie chce go widzieć w naszym klubie.....!
Zresztą podobnie rzecz ma się z De Jongiem...
0
@VamoSBarca88 Taki problem że chodza jakieś symulacje gier albo jakaś gadanina a prawdziwej transmisji nie ma!
2
@FcPortoFan1999 Weź nie żartuj! Obejrzałem pierwszą połowe i mam dość tej polskiej patologii piłkarskiej...
0
@VamoSBarca88 Bardzo śmieszne!
1
@blakkudium No to dajcie zagraniczną, nie musi być polska
1
@FcPortoFan1999 Ej! Dlaczego kłamiesz!?
2
Może mi ktoś powiedzieć na jakiej stacji jest transmitowany final Carabao Cup?
9
Narodziny „txuri-urdin”:
Ariadna, ze swoją nicią ze świetlistego i szlachetnego złota, przenosi nas do roku 1904. Na pierwszej stronie gazety „El Pueblo Vasco” z 24 marca 1904 r. ukazał się artykuł zatytułowany San Sebastián Recreation Club, w którym dziennikarz Gil Baré odpowiada na pytania, które zadał sobie pięć miesięcy wcześniej. „Grupa młodych arystokratów mieszkających w San Sebastián […] dawno temu planowała założyć Klub poświęcony wyłącznie sportowi. Pomysł został przyjęty z entuzjazmem; do projektu przyłączyły się znane osobistości, a kilka dni temu odbyło się pierwsze spotkanie, na którym dyskutowano o organizacji nowego Towarzystwa. Spośród znamienitych osób, które wzięły udział w spotkaniu, jednogłośnie wybrano: pana Jorge de Satrústegui na prezesa Klubu; pana Zuluetę na wiceprezesa i dyrektora ds. hokeja; Antonio Gota na sekretarza; oraz panów Azquetę i Letamendię na członków.” „Celem nowego stowarzyszenia jest, jak już wspomniano, promowanie wszystkich znanych sportów w tej stolicy. Każdego dnia tygodnia będą rozgrywane mecze tenisa ziemnego, piłki nożnej, hokeja, golfa itd., itd.” Klub Rekreacyjny San Sebastián liczy już pięćdziesięciu członków, mimo że istnieje zaledwie kilka dni. Regulamin, który będzie obowiązywał nowe Stowarzyszenie, został już zatwierdzony i teraz musi zostać przedstawiony władzom rządowym w celu prawnego ukonstytuowania grupy. Klub Rekreacyjny San Sebastián został założony jako klub wielodyscyplinarny, który wśród swoich różnych sekcji posiada również sekcję poświęconą piłce nożnej. Jest to zatem pierwszy formalnie założony klub piłkarski w mieście, choć oficjalne potwierdzenie jego istnienia zajmie kilka miesięcy. Jak stwierdził Gil Baré, inicjatywa zrodziła się z „grupy arystokratycznych młodych mężczyzn” pod przewodnictwem sportowca Jorge de Satrústegui, co Baré później potwierdził, twierdząc, że grupa była „miejscem spotkań całej wyższej śmietanki towarzyskiej San Sebastián, które, jak powszechnie wiadomo, stanowiło zalążek „Klubu Rekreacyjnego” (EPV, 10-12-1904). Jego barwy to zielony i żółty, które klub „wyświetla na fladze Towarzystwa. Flaga ta ma trzy zielone pasy rozdzielone dwiema żółtymi liniami i otoczone czerwonym pasem, z literami SSRC pośrodku” (EPV, 31.03.1904). Barwy, które Real Sociedad przywrócił na swoim drugim stroju w sezonach 2007-08 i 2008-09. 27 sierpnia 1904 r. „El Pueblo Vasco” i „La Constancia” poinformowały że gubernator cywilny zatwierdził regulamin, na podstawie, którego miało działać stowarzyszenie, co formalnie powołało klub do życia. Boiska „Ondarrety” to wybrane miejsce dla „Klubu San Sebastián”, gdzie członkowie mogą uprawiać pasjonujący sport. W ciągu zaledwie kilku miesięcy widać już ogromny potencjał. „Prawdą jest”, czytamy w „El Pueblo Vasco ”, „że większość jego członków to bardzo utalentowani młodzi piłkarze, kształceni w zagranicznych szkołach, gdzie ten intensywny sport jest często uprawiany”. Klub pragnie dokonać skoku jakościowego i już planuje udział w kolejnych Mistrzostwach Hiszpanii, które odbędą się w Madrycie w 1905 roku. Rok kończy się ogłoszeniem „dwóch drużyn piłkarskich tego Klubu, które zainaugurują serię meczów, które zamierzają rozegrać zimą, aby przygotować się do udziału w mistrzostwach, które odbędą się wiosną w Madrycie, Bilbao, Bordeaux i innych stolicach” – donosi „La Voz de Guipúzcoa” 31 grudnia 1904 r. „Oto lista panów, którzy tworzą dwie drużyny, które mają dziś grać. Pierwsza drużyna: panowie Laffitte, Vega de Seoane, Aurrecoechea, Manso de Zúñiga, Egaña, Letamendia, Albizu, Martínez, Artola (E), Berraondo i Asuero. Druga drużyna: panowie Elósegui, Ortega, Tejada, Bruzón (J), Peña, Prado, Sena, Dorda, Bruzón (A), Perojo i Calisalvo”. Pamiętajmy, że w tamtych czasach kolejność powołań była odwrotna niż ta, do której przywykliśmy dzisiaj, więc bramkarz był ostatni na liście.
I tak rozpoczął się rok 1905, wraz z ponownym zebraniem ogólnym, które odbyło się 7 stycznia w Pałacu Sztuk Pięknych. „W sesji wzięło udział około 80 członków. Najpierw zatwierdzono sprawozdania finansowe za miniony rok a ustępującemu zarządowi jednogłośnie przekazano podziękowania za udane zarządzanie w imieniu stowarzyszenia. Następnie odbyły się wybory nowego zarządu, a wśród gromkich braw pan Jorge de Satrústegui został wybrany na prezesa; pan Schoulhe na wiceprezesa; pan Carlos Uhagón na skarbnika; a pan Enrique Dorda na sekretarza. Panowie Egaña(pan Jaime), Calisalvo(pan Luis) i Prado zostali wybrani na członków. Tego wieczoru w Hotelu du Palais odbył się bankiet, na którym spotkali się członkowie nowych i ustępujących zarządów”. (EPV, 8.01.1905) 19 marca 1905 roku, w Dzień Świętego Józefa, jak donosiła prasa, SSRC wykonało kolejny krok na drodze do Mistrzostw Hiszpanii, które miały się odbyć w Madrycie 16, 17 i 18 kwietnia, po rozegraniu pierwszych derbów pomiędzy drużynami Bilbao i San Sebastián na boiskach Lamiako. O godzinie 15:30 rozegrano „ciekawy mecz piłkarski” pomiędzy pierwszą drużyną SSRC a pierwszą drużyną Irún Football Club, która przyjęła „łaskawe zaproszenie pierwszej”. Mecz wzbudził ogromne emocje w mieście, „dzięki wyrównanej grze obu drużyn”, a dzień rozpoczął się wspaniale, „jak jeden z najlepszych tego lata”. Boisko „Ondarrety” wyglądało nieskazitelnie. „Orkiestra dęta również przyczyniła się do ożywionej atmosfery, a parada powozów, zatłoczonych tramwajów i ludzi przechodzących przez „La Concha” była równie wspaniała i żywiołowa”. Zespół Klubu Rekreacyjnego San Sebastián „składający się z pana Gila, pana Goitii, pana Minondo, pana Seny, pana Solany, pana Regalado, pana Martíneza, pana Aurrecoechea, pana Perojo, pana Artoli i pana Iñigueza” nie zawiódł mieszkańców San Sebastián. „Mecz zakończył się wynikiem 3:0, wygranym przez SSRC. Wszyscy zawodnicy spisali się znakomicie a panowie Aurrecoechea (kapitan), Sena, Regalado, Minondo i Solana wyróżniali się, grając mistrzowsko i wykorzystując zdumiewającą grę kombinacyjną. Pan Calisalvo wyróżnił się w składzie. Z drużyny Irún na wyróżnienie zasługują pan Barquín oraz obrońcy panowie Loinaz i Rodríguez. Bramkarze obu drużyn, panowie Iñiguez i Atienza, również spisali się znakomicie. Rewanż, który zostanie rozegrany w Irún, odbędzie się 2 kwietnia. W przyszłą sobotę piłkarze, którzy mają zagrać z Athletic Club de Bilbao, wyjadą do Bilbao.” (EPV i LVdG, 20.03.1905). W składach San Sebastián Recreation Club widzimy takich graczy jak Artola, Martínez, Albizu, Gil, Aurrecoechea, Sena i Minondo, których zobaczymy później w Real Sociedad a połowa drużyny grała już w Vasconia w okresie formacyjnym.
@Kapitan hawk
@MoralnyKarzel
@AssisMoreira
@Astad
@Bernard777
@Symson
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
12
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
22 marca 1917 r. urodził się Ewald Cebula, obrońca. Spora była grupa piłkarzy, którym II Wojna Światowa zabrała najlepsze lata kariery. Trwała w końcu blisko 70 miesięcy. Jeśli ktoś miał na jej początku 22 lata, to wyzwolenia doczekał tuż przed trzydziestką, czyli w wieku bliskim kresu kariery, zwłaszcza w tamtych czasach. Taki los był także udziałem Cebuli. Mimo to zdołał zapisać swą niepowtarzalną karte w dziejach ligi. Zdarzyło się kilku zawodników Ekstraklasy, którzy zagrali w reprezentacji Polski zarówno przed wojną, jak i po zakończeniu okupacji. Tylko jeden z nich powołany został natomiast na dwa wielkie turnieje międzynarodowe w obu okresach. Był nim właśnie Ewald Cebula. W 1938 znalazł się w składzie zgłoszonym na mistrzostwa Świata. Ostatecznie jednak został w domu, ponieważ Polska nie miała wystarczających środków finansowych aby zabrać wszystkich zgłoszonych zawodników. Czternaście lat później pojechał już na Igrzyska Olimpijskie do Helsinek. Tam wystąpił tylko w meczu rundy wstępnej z Francją i doznał wtedy poważnej kontuzji kolana. Te wydarzenia przedzieliła cezura wprowadzona do światowej historii przez Adolfa Hitlera 1 września 1939 r. Jeszcze 4 dni wcześniej Cebula był jednym z współautorów znakomitego zwycięstwa 4:2 nad Węgrami, uznawanego za kapitalny polski triumf reprezentacyjny przed II Wojną Światową. ,,Cebula początkowo sztywny, nagle się rozruszał. Nie był może ideałem kierownika ataku ale zawziętością swą i nieustępliwością w walce stwarzał defensywie węgierskiej sporo kłopotów”- pisano o nim w ,,Przeglądzie Sportowym”. Selekcjoner kadry Józef Kałuża powołał go tez na kolejny mecz, który miał się odbyć tydzień później, przeciwko Bułgarii. Ostatecznie jednak Cebula zamiast na murawie, znalazł się na froncie. Grał w czasie wojny dla TuS Schwientochlowitz i był kandydatem do gry w kadrze III Rzeszy. Kiedy jednak otrzymał powołanie do Wermachtu, udało mu się zbiec do Armii Andersa. We Włoszech, przez które wiódł jego szlak bojowy , grywał w drużynie wojskowej, był zawodnikiem klubu Ancona Calcio i podobno zachwyciło się nim nawet Lazio Rzym. On zdecydował się na powrót do Polski. W Ekstraklasie ponownie pojawił się w 1948 r. w barwach Ruchu Chorzów. Działo się to już 13 lat po jego debiucie w najwyższej klasie rozgrywkowej a zarazem… 12 po rozegraniu ostatniego meczu w elicie. Jego pierwsze zetknięcie z tym szczeblem było bowiem krótkotrwałe. Zaliczył je w Śląsku Świętochłowice, który w kolejnej edycji, po premierowym występie Cebuli, spadł z ligi i już do wybuchu wojny nie zdołał powrócić do elity. Sam zawodnik pozostał zaś wierny temu klubowi. Do mundialowej kadry został więc powołany jako przedstawiciel A klasy, czyli ówczesnego drugiego poziomu rozgrywek. Do Ekstraklasy powrócił w barwach nie tylko innego klubu ale też… z nowym imieniem. Komunistyczne władze wymogły na nim zmiane niemiecko brzmiącego Ewalda na Edwarda. Zresztą Cebula z racji Andersowskiej przeszłości był szczególnie narażony na szykany ze strony notabli. Uratował go od większych prześladowań Wiktor Markiewka, były napastnik Śląska Świętochłowice a po wojnie poseł. ,,Edward” odwdzięczył się znakomitą grą.
Z początku wspomagał Gerarda Cieślika, Henryka Alszera i Czesława Suszczyka w ataku. Z czasem jednak trenerzy zczeli go cofać. Skończył ostatecznie jako środkowy obrońca.. Nie była to dla niego nowość. Jeszcze w 1939 selekcjoner reprezentacji przesunął go w trakcie gry na tą pozycje w meczu ze Szwajcarią. Wszechstronny zawodnik wszędzie odnajdował się z równym powodzeniem. Z Ruchem Chorzów wywalczył 2 mistrzostwa Polski(w tym jedno przyznane za zdobycie Pucharu Polski). Do historii przeszedł szczególnie drugi z tych tytułów. Przed sezonem 1952 świeżo upieczonemu Olimpijczykowi powierzono funkcje pierwszego szkoleniowca. Z zadania wywiązał się bez zarzutu. Doprowadził klub do wygranej w Ekstraklasie. Co więcej, dowodził nim nie z ławki rezerwowych ale z boiska! Rozegrał 8 z 12 spotkań tamtej edycji. Dzięki temu stał się jedynym w dziejach polskiego futbolu grającym trenerem z mistrzowskim tytułem w Ekstraklasie. Nie ograniczył się tylko do statystowania w tym triumfalnym pochodzie. ,,Przegląd Sportowy” uznał go boiskowym bohaterem pierwszego z dwóch spotkań finałowego dwumeczu(wtedy dwie najlepsze drużyny w tabeli spotykały się w bezpośrednim starciu decydującym o tytule), który Ruch wygrał aż 7:0! z Polonią Bytom. Był wówczas jedynym zawodnikiem, który w Ekstraklasie grał jeszcze w sezonie 1935. Od 1949 r. wraz ze Stanisławem Baranem z ŁKS tworzyli duet jedynych formalnych uczestników mundialu występujących na polskich boiskach w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mistrzostwo zdobyte w roli grającego trenera jednocześnie zakończyło jego wyczynową karierę. Pozostał jednak szkoleniowcem klubu. Udało mu się obronić mistrzostwo w kolejnym sezonie a przy kolejnym powrocie do klubu brał udział w triumfie w 1960 r. Mistrzostwo zdobył też z Górnikiem Zabrze w 1963. Czyni to z niego jednego z najbardziej utytułowanych trenerów w historii ligi. To on dał ponadto zadebiutować 16-letniemu Lubańskiemu w lidze. Wielokrotnie pełnił role asystenta selekcjonerów. Przed słynnym meczem z ZSRR w 1957, osobiście długo namawiał Henryka Reymana, by dał szanse późniejszemu bohaterowi potyczki- Gerardowi Cieślikowi. Podczas zgrupowanie przed tym starciem musiał się też opędzać od natrętnego wynalazcy, który próbował mu wcisnąć maszyne… do przepowiadania składu. Po zakończeniu kariery nadano mu członkostwo honorowe PZPN. Zmarł 1 lutego 2004 r. w Chorzowie.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
1
Co za bzdury wygaduje ta bezczelna świnia! Ten holenderski patałach nawet do pięt niedorasta "Latającemu Holendrowi"...
Wstydziłby się tak pieprzyć!
1
@FcPortoFan1999 Ja również oglądałem ten Klasyk, jednak bardzo słabo go pamiętam. To zapewne ze względu na to że ledwo, ledwo wygrali i mieli dużo szczęścia. Jednak najważniejsze że sezon zakończył się trypletem!
11
Luis Suarez przechyla szale zwycięstwa w El Clasico:
22 marca 2015 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 2:1 w 28. kolejce Primera Division. Podopieczni Luisa Enrique zrobili więc ogromny krok naprzód w walce o tytuł, uzyskując czteropunktową przewagę nad bezpośrednim rywalem. Real rozpoczął mecz z większą intensywnością a Cristiano Ronaldo dał sygnał ostrzegawczy potężnym strzałem, który trafił w poprzeczkę w pierwszej akcji meczu. Mimo to Barcelona strzeliła jako pierwsza a to Jérémy Mathieu dał swojej drużynie prowadzenie 1:0, pokonując głową Leo Messiego, który po rzucie rożnym nie do obrony. Real Madryt nie poddał się, nadal zagrażając bramce Claudio Bravo i został nagrodzony w 31. minucie dzięki znakomitemu dośrodkowaniu piętą Karima Benzemy do Cristiano, które portugalski napastnik wykończył, wyrównując wynik. Świadomi stawki, „Biali” kontynuowali ataki w polu karnym przeciwnika. Claudio Bravo i obrona gospodarzy powstrzymali ataki Cristiano i Garetha Bale'a, które mogły dać Madrytowi prowadzenie jeszcze przed przerwą. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie a Real Madryt popisał się doskonałą akcją prowadzoną przez Benzemę, która zakończyła się świetną interwencją Bravo, zapobiegając remisowi 1:2. W momencie, gdy gospodarze mieli problemy, Dani Alves zagrał długie podanie, które Luis Suárez opanował a następnie posłał strzał pod kątem do siatki Ikera Casillasa. To był zabójczy gol, który ponownie dał Barcelonie prowadzenie. Od tego momentu gospodarze nabrali pewności siebie i mogli podwyższyć stratę dzięki trafieniom Messiego i Neymara Juniora. Ostatecznie wynik pozostał 2:1 a FC Barcelona odniosła zwycięstwo, które utrzymało ją na szczycie tabeli.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Adran360 Owszem, jego przygoda poza rodzimym kontynentem nie była zbyt udana ale jak bardzo słusznie zauważył @Gary , trenerzy w Europie nie wykorzystali w pełni jego potencjału a wręcz(jak w przypadku Van Gaala) zwyczajnie go zniszczyli. Rzeczywiście z Villarealem nic wielkiego nie zdobył ale pokazał się z wybitnej strony reżyserem gry i tylko pech przeszkodził mu w awansie do finału Ligi mistrzów a zagrałby przeciwko naszej Barcuni i to by mogło być arcyciekawy finał. No ale generalnie masz racje, więlu latynosom nie pasuje klimat europejski, co nie znaczy że wszystkim...
12
Goleada na Camp Nou:
22 marca 2009 r. FC Barcelona pokazała wszystkie zalety, które zapewniły jej pozycję lidera ligi w zwycięskim meczu z Malagą(6:0) i ukarała gości grą zespołową, która pozwoliła wszystkim napastnikom zdobyć gole. Barça świetnie się bawiła kosztem Malagi, która poddała się natychmiast po stracie gola, nie mając żadnych argumentów przeciwko natarciu liderów ligi, którzy zaoferowali szeroki wachlarz zasobów: aktywnie działali na boisku, zaciekle naciskali na grę Malagi, przejmowali kontrolę nad piłką i pokazali doskonałą piłkę nożną, godną ich najlepszych dni; solidni w obronie, nie do zatrzymania, gdy skupiali się na bramce przeciwnika. Zgodnie z radami trenera, Blaugrana nie dała się rozproszyć atmosferą Ligi Mistrzów. Od pierwszej minuty wzięli się do roboty i rozbili obóz przed polem karnym Malagi, której formacja 4-4-2, z Apoño i Lolo w środku pola, została zredukowana do zaledwie bazgrołów. Liderzy ligi nieustannie dążyli do celu. Mobilność ich zawodników okazała się ich największym atutem, mimo że wynik wciąż wynosił 0:0. Eto'o przesunał się, by grać w ataku a Iniesta i Xavi napędzali drużynę do ataku. Po odwróceniu ról, Kameruńczyk asystował Xaviemu, który wykorzystał przestrzeń stworzoną przez kolegę z drużyny, pokonując Goitię. Málaga poddała się. Od pierwszego gwizdka Barça była drużyną dominującą i nieustępliwą. Świetnie grali na prawej obronie i lewym skrzydle, prezentując znakomity styl gry, który pozwolił im zejść do przerwy z prowadzeniem 4:0.
Po golu Xaviego nastąpił kolejny spektakularny gol Messiego. To nic nowego dla Argentyńczyka, który z gracją baletnicy pieści piłkę. Przedarł się prawą flanką, wymanewrował Rosario pięknym zwodem i potężnym strzałem prawą nogą trafił w górny róg bramki Malagi. Do drużyny dołączyli Henry i Eto'o, obu wspomagał Xavi, ryś, który wykorzystywał luki w obronie Malagi, aby rozdzielać bramki w grze „wiecznym rondem”. Nawet kontuzja Tourégo w połowie pierwszej połowy nie zakłóciła szalonego tempa Barcelony. Nieobecność Iworyjczyka była jedynie anegdotyczna, ponieważ drużyna Guardioli grała na stadionie Malagi z pełną swobodą, a jej filarami byli Iniesta i Xavi, z trzema napastnikami grającymi jak błyskawica. Wszyscy trzej – Messi, Eto'o i Henry – strzelili gole. Pewne prowadzenie dało Blaugranie szaleńcze tempo w drugiej połowie. Strzelili kolejne dwa gole biernej drużynie Malagi, która nie potrafiła odnaleźć rytmu na Camp Nou. Piąty gol Barcelony był prezentem od Iniesty dla Daniego Alvesa, który po fantastycznym podaniu pomocnika minął nadbiegającego Goitię. Przy szóstym golu Eto'o wykorzystał asystę Henry'ego po niecelnym wybiciu bramkarza Malagi. W tak przyjemny wieczór dla Barçy, stadion dotknęła jedna kontuzja. Iniesta opuścił boisko na pół godziny przed końcem meczu z powodu bólu mięśnia. Zastąpił go Gudjohnsen, ale widowisko się skończyło. Kontuzja hiszpańskiego reprezentanta skutecznie zakończyła mecz. Jego koledzy z drużyny odpuścili, bardziej skupieni na ambulatorium niż na piłce. Malaga nieco ruszyła do przodu, nawet strzałem Salvy był bliski zdobycia gola honorowego, ale ostatecznie uległa wynikowi i została zdławiona siłą lidera ligi, który porusza się z taką samą solidnością, jak i błyskotliwością.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360