8

@FCBparasiempre
Zico przyszedł na świat w 1953 roku a był wychowywany przez portugalskiego piekarza Jose, który kibicował Flamengo. Ale najwięcej zawdzięcza chyba przenikliwości... radiowca. Bez niego chłopak, który jest już mężczyzną w słusznym wieku, mógłby nie zostać wielkim piłkarzem. Gdy Zico miał trzynaście lat, zainteresował się nim Celso Garcia, reporter z radia, który(jak się okazało) otworzył mu drzwi do Flamengo. Tam zaczął testy. W dorosłej drużynie też szybko poszło. Dowód? W wieku 18 lat miał 22 mecze i strzelił 20 goli(!) a nie grał bynajmniej w środku ataku. Nie było mu jednak łatwo na początku w walce z rywalami. Niektórzy ironicznie nazywali go nawet... kurczakiem (por. ,,galinho”, zdrobnienie od ,,galo”), bo był po prostu wątły. Dostał ksywę "Galinho de Quintino", dlatego że Quintino Bocaiuva to dzielnica Rio, w której się wychował. Jeśli chodzi o sukcesy z Flamengo, to długo można wymieniać. Cztery tytuły mistrzowskie w kraju, siedem triumfów w mistrzostwach stanu Rio. Po kilka razy w tych rozgrywkach zdobywał koronę króla strzelców. Mało? No to przypomnijmy, że triumfował jeszcze w Copa Libertadores (a to była pierwsza wiktoria Flamengo w Copa). Później było jeszcze zwycięstwo w Pucharze Interkontynentalnym. Pewne 3:0 z Liverpoolem. A dorobek reprezentacyjny to 72 mecze i 52 gole. Neymar, Pele, Ronaldo, Romario są co prawda lepsi, ale to żadna ujma. To nawet przywilej być wymienianym w takim towarzystwie. Było ich trzech, a każdy zasłużył się na tyle, że do dziś są wspominane ich występy. Zico, Gabriel Barbosa i Adriano to bohaterowie Flamengo, którzy zapewniali tej drużynie splendor. Łączą ich nie tylko sukcesy. Chodzi też o symbolikę. Gracze określani kolejno jako Król, Książę i Cesarz wkładali w różnych okresach koszulki z numerami 9 i 10. Z nimi wiąże się uznanie i pewien mit. Skupmy się jednak na Zico. Dość szybko zaczął oswajać się z tą "dychą", bo już w szkółce piłkarskiej w 1968 roku. A nr 9 miał na koszulce od 1971. To wtedy przebił się do pierwszej drużyny. Mecz przeciwko Vasco da Gama w ,,Taca Guanabara” 29 lipca 1971 był jego debiutem. Dodajmy, że zakończony wygraną 2:1. Ta "dziesiątka" na plecach to, szczególnie w Ameryce Południowej, coś zgoła kultowego. Dlatego nie może zaskakiwać, że ten, który uchodzi za największego idola w historii Flamengo, wrócił do "dychy" w 1974 roku, bo wtedy jego pozycja była już naprawdę mocna.

Czytając opinie kibiców Flamengo można dowiedzieć się, że Zico, jak to zostało przez nich określone, "stworzył emblematyczną koszulkę z numerem 10 we Flamengo". To on dał klubowi światowy rozgłos. A owa "dziesiątka" stanowiła dla niego dodatkową motywację i inspirowała do rzeczy wielkich. To wymowne, że właśnie z tą "dychą" miał tak istotny wkład w największe osiągnięcia klubu, z którym w dodatku tak bardzo się utożsamiał. To wtedy wygrał Copa Libertadores i Puchar Interkontynentalny w 1981, a nie zapominajmy o tytułach Campeonato Brasileiro. Sława Zico rosła stopniowo, ale stać go było od początku na piękne gesty. Nie popadał w samozadowolenie, twardo stąpał po ziemi i nie cierpiał na megalomanię. Dowód? Gdy na Maracanie miał 6 kwietnia 1979 wystąpić "Król futbolu" w meczu charytatywnym z Atletico Mineiro, to Zico oddał Pelemu "dziesiątkę" Flamengo. A o co grano? Na szczytny cel. Dochód przeznaczono dla dotkniętych przez ulewy w stanie Minas Gerais. Kataklizm był taki, że zginęło 246 osób, a tysiące straciły dach nad głową. Wirtuozów podziwiało 140 tys. Brazylijczyków, a wynik końcowy to 5:1 dla Flamengo. Trzy gole strzelił Zico. Co ciekawe, Pele nie zdobył bramki, choć miał sposobność. Odmówił jednak strzelania z karnego. Wnikliwy badacz dziejów Flamengo, historyk futbolu Mauricio Nevesa przekonuje, że gdy Zico dostał już numer 10, to oddał go na krótko tylko dwa razy: raz Pelemu, a w 1983, gdy grał już w Udinese i wrócił do kraju, by wystąpić w pożegnalnym meczu bramkarza Raula. "Dziesiątkę" dostał Tita, a Zico wystąpił z numerem 11. Zico był często określany jako "biały Pele", co jest bardzo wymowne. To piękna egzemplifikacja jego wielkości. Trzy razy został najlepszym piłkarzem Ameryki Południowej, a działo się to w latach: 1977, 1981, 1982. W 1983 werdykt "World Soccer" ucieszył go najbardziej, wszak został najlepszym piłkarzem na świecie. Złotej Piłki jednak nie zdobył, bo... nie mógł. Do 1995 dostawali je tylko gracze z Europy. Po mundialu 2014 otwarto na Maracanie muzeum, w którym są pamiątki z mistrzostw świata. Także takie związane z trzema największymi w brazylijskim futbolu, którzy zadziwiali glob przez lata. Trzeba tu zrobić istotne zastrzeżenie: dwaj pierwsi byli niekwestionowanymi artystami, a Zico? On jednak budził wątpliwości estetów i zapamiętałych romantyków. Paweł Gunia, skaut Anderlechtu Bruksela, je rozwiewa. Brazylijczycy najbardziej cenią to, jak zawodnik kopie piłkę. To jest dla nich ważniejsze od... dryblingów. Zico umiał kopnąć ją jak wirtuoz. Nie dziwmy się zatem, że na Maracanie postawiono pomnik legendarnemu piłkarzowi Flamengo. Został tak upamiętniony gol, którego strzelił w 1982 podczas hiszpańskiego mundialu w meczu z Australią. Figura z brązu przedstawiająca Zico jest przy schodach wejściowych.

W 1980 doszło do rewolucji w brazylijskiej piłce. Selekcjonerem został 49-latek z Minas Gerais, który zyskał uznanie jako trener klubowy, prowadząc efektownie grające Atletico Mineiro z Belo Horizonte i Gremio Porto Alegre. Mowa o Tele Santanie. Stawiał na przygotowanie techniczne i granie "swojego futbolu", unikał dostosowywania ustawienia do rywali. Kierował się zasadą: perfekcja w każdym zagraniu i brak taktycznych rygorów. Przedkładał zespół nad indywidualności. Patrzył na poziom wyszkolenia piłkarzy i ich regularność, nie zważając na siłę fizyczną i wybieganie w takim stopniu jak poprzednik Claudio Coutinho. Jednocześnie, mimo że zasadniczy, to na pewno nie był pragmatyczny. Przeciwnie, kochał piękno futbolu. Znakiem rozpoznawczym jego Brazylii była fenomenalna druga linia złożona z Falcao, Cerezo, Zico i Socratesa. Z nią to była zjawiskowa drużyna. Bartłomiej Rabij, ekspert od latynoskiej piłki, pisał w książce "Podcięte skrzydła kanarka. Blaski i cienie brazylijskiego futbolu" tak: "To, co wymyślił Santana na mundialu 1982 było futbolowym cudem. Bo jego drużyna grała wprost cudownie, lekko, bajecznie i przyjemnie dla oka. Między genialną Brazylią z 1970 a drużyną Pepa Guardioli z lat 2008-2012 tylko Brazylia Tele Santany grała równie widowiskowy futbol. Pewnie, że ktoś może dorzucić Holandię, może Ajax z Cruyffem i Keizerem, może Milan Sacchiego, ale pisząc wprost: Brazylia grała na początku lat 80-tych futbol zjawiskowy". Tamta Brazylia miała dwóch kreatywnych defensywnych pomocników (Cerezo i Falcao), dwóch graczy schodzących na flanki (Eder obsadzał wtedy lewą, a Socrates lubił działać w centralnej strefie boiska). Był też duet napastników, a jako cofnięty grał właśnie Zico. Z kolei na szpicy Serginho Chulapa. Ta drużyna nie miała tylko chyżego środkowego napastnika, była za to grupa "naturalnych" ofensywnych pomocników, brakowało natomiast prawoskrzydłowego i prawego pomocnika. Santana grał va banque i oddawał prawą stronę rywalom. Dopiero później dostrzegł niedoskonałości swojej koncepcji. Brazylia do dziś z trudem wspomina klęskę z Urugwajem z 1950, ale to, co działo się w 1982, gdy zespół z Ameryki Południowej odpadł już w drugiej fazie grupowej, także jest zadrą, która wciąż uwiera. To był mecz, w którym pięknej Brazylii z Zico, Falcao, Socratesem wystarczał, by awansować do półfinału remis z Włochami a przegrała 2:3. Rossi strzelił wszystkie gole dla rywali. Po latach Zico i Rossi znaleźli się w galerii sław FIFA wraz z Karlem Heinzem-Rummenigge i Ronaldo. Niemiec to mistrz Europy z 1980 roku i dwukrotny wicemistrz świata, do niedawna prezes Bayernu Monachium, a trafił do galerii dopiero jako czwarty z tego kraju. Wcześniej ten zaszczyt spotkał: Franza Beckenbauera, Gerda Muellera oraz Lothara Matthaeusa. I tak dołączył do Brazylijczyka Pelego, Argentyńczyka Diego Maradony oraz Holendra Johana Cruyffa. Ronaldo był dwa razy mistrzem świata, a Zico zajął tylko trzecie miejsce na mundialu 1978, ale wiele razy był mistrzem Brazylii. Tak tłumaczono ten wybór. A Rossi to mistrz świata z 1982, król strzelców oraz najlepszy zawodnik turnieju. Galeria sław otwarta przez FIFA w 2011 roku ma siedzibę w meksykańskiej miejscowości Pachuca, w której w 1901 roku założono pierwszy w tym kraju piłkarski klub. Znajduje się tam również muzeum futbolu.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej Zico nie próżnował. Jeśli chodzi o najciekawszy punkt w jego życiorysie, to można wskazać wizytę w siedzibie Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) w Zurychu, która miała miejsce w 2015. Wtedy zapewniał, że poważnie rozważa włączenie się do walki o stanowisko prezydenta tej organizacji. Starając się przekonać do siebie prominentów z FIFA, dodawał, że "ma wystarczająco dużo wiedzy, by zaproponować zmiany, które "uzdrowią atmosferę wokół organizacji". Deklarował też, że zamierza wprowadzić zmiany, które zostaną przez wszystkich przyjęte z aprobatą. Podkreślał, że zrobił karierę na boisku i poza nim, więc futbol nie ma dla niego żadnych tajemnic. Dobrze wie, jakie rozwiązania są niezbędne. Tłumaczył, że na jego korzyść działa to, iż nigdy nie był związany z żadną frakcją FIFA, że jest kimś z zewnątrz, kto nigdy nie miał udziału w wątpliwych projektach. A kibice znają go tylko jako piłkarza i trenera, więc nie myślą o nim jako o działaczu, bo nigdy nim nie był. Gdy składał tę pamiętną wizytę w siedzibie FIFA i przedstawiał plan działań, to spotkał się z ówczesnym prezesem Seppem Blatterem. Ten Brazylijczyk był twardy i stanowczy, zdobył się na ostrą krytykę systemu wyborów szefa FIFA wskazując, że każdy kandydat musi mieć poparcie minimum pięciu federacji narodowych. Przy okazji Zico zdradził, że nie zdobył na razie poparcia ani jednego (także Brazylii), ale liczył, że do terminu zgłaszania kandydatur uda mu się to zrobić. Wiemy dobrze, co z tego wyszło. Wtedy był już trenerem Indian Club Goa i, jak sam mówił, nie miał za dużo czasu na wojaże po świecie i zdobywanie poparcia. Może to dobrze dla niego, bo mimo dobrych chęci pewnie miałby niewielkie szanse, by oczyścić skorumpowaną organizację. Był taki czas, gdy we Flamengo kwestionowano niezwykły rekord Leo Messiego. Przypomnijmy, o co dokładnie chodziło w tej sprawie. Historyk Bruno Lucena zaskoczył wszystkich w 2012 twierdząc, że Zico strzelił najwięcej goli w jednym roku, czyli 1979. Był jeszcze grudzień, więc Leo dołożył jeszcze dwa trafienia zamykając temat, ale ustalenia tego historyka są ciekawe. Tym bardziej, że wielu twierdziło, iż Messi gonił za rekordem Gerda Muellera. Niemiecki napastnik strzelił 85 goli w ciągu roku (1972), czyli mniej niż Zico. Co więcej, Brazylijczyk stracił część sezonu przez kontuzję. Lucena utrzymuje więc, że gdyby grał przez cały rok, to przekroczyłby granicę stu goli! Tak czy inaczej Zico to jeden z piłkarzy wszech czasów. Będąc pomocnikiem zdobył 647 bramek w rozgrywkach klubowych i ponad 50 dla reprezentacji Brazylii. Zico postanowił z kolegami podczas pandemii zachęcić rodaków do współpracy i przekazywania pieniędzy na pomoc dla przeludnionych faweli. Z inicjatywy Paulo Roberto dziewiętnastu byłych piłkarzy nagrało specjalny film, by przekonać rodaków do darowizn. Falcao przypomniał, że reprezentacja Brazylii z 1982 roku była znana z kreatywności i jedności, więc apelował o podobne działania w pandemii, by pomóc krajowi. ,,Biały Pele” został legendą Flamengo i reprezentacji Brazylii, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że nie jest doceniany w takim stopniu, na jaki zasłużył. Grał w piłkę z rozwagą, ale też finezją. Po zakończeniu kariery nie zatracił się w nałogach, umie nadal trzeźwo myśleć. Jest już ostatnim z wielkiej trójki. Odeszli Pele i Garrincha.

9

Wyjątkowe legendy futbolu:

Dokładnie 72 lata kończy dziś Arthur Antunes Coimbra. O wspaniałej brazylijskiej legendzie przeczytacie w odpowiedzi na mój komentarz.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

11

Wybitne legendy węgierskiego futbolu:

3 marca 1922 roku w Budapeszcie urodził się Nandor HIDEGKUTI (właściwie Nandor Kaltenbrunner). Był jedną z gwiazd złotej węgierskiej jedenastki - drużyny, która na początku lat 50. XX wieku zapoczątkowała nową erę w futbolu. Niepokonanej przez cztery lata, ogółem w 32 kolejnych meczach! Do legendy przeszły zwycięstwa Węgier nad Anglią - 6-3 w Londynie jesienią 1953 roku i 7-1 w Budapeszcie kilka miesięcy później. Hidegkuti to mistrz olimpijski z Helsinek (1952), wicemistrz świata (1954), wybitny strzelec i genialny drybler. Pytany o najlepszych piłkarzy, których spotkał na boisku, odpowiadał: bramkarz - Gyula Grosics, obrońca - Djalma Santos, pomocnik - Jozsef Bozsik, napastnik - Ferenc Puskas. Jesienią 1953 roku futbolowy świat wstrzymał oddech - Węgrzy upokorzyli na Wembley niepokonanych u siebie Anglików, trzy z sześciu goli strzelił Nandor Hidegkuti. Dwadzieścia lat później bohater niezwykłego meczu został trenerem Stali Rzeszów. I poniósł klęskę. Był jedną z gwiazd Aranycsapat - złotej węgierskiej jedenastki, prawdopodobnie najlepszej piłkarskiej drużyny XX wieku. A już na pewno najlepszej spośród tych, które nie zdobyły mistrzostwa świata. W bramce stał Gyula Grosics, w obronie grali Gyula Lorant, Jeno Buzanszky i Mihaly Lantos, w pomocy - Jozsef Bozsik i Jozsef Zakarias, w ataku Sandor Kocsis, Laszlo Budai, Nandor Hidegkuti, Zoltan Czibor i najsłynniejszy z nich Ferenc Puskas. Kres zjawiskowej drużyny nastąpił w 1956 roku, po tym, jak sowieckie czołgi zdławiły budapeszteńską rewolucję. Ale Węgrzy mieli już za sobą jeden dramat - dwa lata wcześniej przegrali w finale mistrzostw świata z Niemcami. W meczu, który przeszedł do historii pod nazwą "Cudu w Bernie". Dla rządzących krajem komunistów, wykorzystujących istnienie złotej jedenastki do celów propagandowych, to był cios. Piłkarze wracali do domów chyłkiem, pod osłoną nocy. Sugerowano, że sprzedali mecz za kilka mercedesów. Bramkarza Grosicsa oskarżono o zdradę i szpiegostwo. Do dziś żyje jeszcze tylko on i Buzanszky, który nie tak dawno odwiedził Warszawę. Hidegkuti dorastał w ubogiej dzielnicy Budapesztu, ale pochodził z arystokratycznej rodziny i naprawdę nazywał się Kaltenbrunner. Komuniści zmieniali jednak zawodnikom nazwiska na bardziej węgierskie. ,,Trener Gustav Sebes nazywał się Scharenpeck i miał pochodzenie żydowskie. Puskas to Purczeld, Lorant - Lipovics, Budai - Bednarik, Lantos – Lendenmayer”- przypomina Stefan Szczepłek, dziennikarz "Rzeczpospolitej", który w "Mojej historii futbolu" opisuje jak Sebes zagrał na nosie ideologom broniącym socjalistycznej ojczyzny przed burżuazją. Polecił nakręcenie propagandowego filmu, na którym matka Hidegkutiego przedstawiona jest jako przodownica pracy w cegielni. Mało kto jednak wie, że Hidegkuti posiadał wyraźny polski rodowód. O jego śmierci, 14 lutego 2002 roku, poinformowały wszystkie najważniejsze media sportowe świata a poważne brytyjskie gazety wydrukowały obszerne wspomnienia.

@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

15

El Clasico w cieniu skandalu:

3 marca 2001 r. Real Madryt zremisował w 25 kolejce La Liga z FC Barcelona na Bernabeu 2:2. Jednak ten klasyk powinien był zakończyć się wygraną Blaugrany. Dlaczego tak się nie stało? Otóż sędzia Losantus Omar anulował prawidłowo strzelonego gola w ostatniej minucie przez Rivaldo. Asystent głównego zasygnalizował pozycję spaloną trzech piłkarzy Barçy, choć żaden z nich nie brał udziału w grze a piłka uderzona przez Brazylijczyka odbiła się od nogi Ivana Helguery. Ani hiszpański obrońca, ani Iker Casillas nie protestowali, zupełnie nie spodziewając się iż gol nie zostanie uznany. Rivaldo stracił tym samym hattricka, gdyż wcześniej dwukrotnie odpowiadał na trafienia Raula Gonzaleza. Królewscy utrzymali 9 punktów przewagi nad Dumą Katalonii, która w efekcie straciła szanse na mistrzostwo Hiszpanii. Po meczu El Mundo Deportivo grzmiało ,,Kradzież stulecia”. No cóż, nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz ,,niezależni” sędziowie robią nas w c***a.



@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

1

@Sinirsey Nie wydaje mi sie...

10

Wszystkiego najlepszego ,,Murzynie”. Zdrowia, szczęścia i słodyczy cała Polska tobie życzy! Wiecie kto ma ksywke ,,Murzyn”? Większość kibiców Widzewa zapewne wie a przynajmniej powinna. Dzisiaj 69 lat kończy Zbigniew Boniek, postać, której nie musze chyba nikomu przedstawiać. Jednak jaki miał charakterek były prezes PZPN, to nie każdy sobie z tego zdaje sprawę. Otóż ,,Murzyn” swego czasu(jako piłkarz) grając w Widzewie, z kilkoma kolegami sprzedał mecz, w którym grał po raz pierwszy(i bodaj ostatni) jako…. środkowy obrońca! W przerwie meczu, pomocnik Widzewa, Ś.p. Krzysztof Surlit omal nie zatłukł Bońka na śmierć! Zdarzenie to miało miejsce w meczu z Pogonią Szczecin w kwietniu 1978 r. w 27 kolejce ekstraklasy(ówczesnej pierwszej ligi). Jeśli ktoś nie dowierza to odsyłam zainteresowanych do książki ,,Wielki Widzew”-rozdział VI.
@Adran360
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

0

@FcPortoFan1999 No w finale to tylko Górnik Zabrze zagrał...

0

@FcPortoFan1999 No właśnie po meczu z Liverpoolem zagrali w półfinale z Juventusem!

0

@FcPortoFan1999 No ba!!! Wówczas wygrałby z każdym!

11

Epokowe mecze w historii polskiego futbolu:

2 marca 1983 r. Widzew Łódź pokonał FC Liverpool 2:0 na stadionie ŁKS-u w ćwierćfinale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Są takie mecze, które zapewniają miejsce w historii. Dla Widzewa właśnie takim spotkaniem było to z 2 marca 1983 roku. Już awans do ćwierćfinału Pucharu Europy zespołu prowadzonego przez Władysława Żmudę był największym osiągnięciem w historii klubu. W nagrodę Włodzimierz Smolarek i spółka dostali szansę sprawdzenia swoich umiejętności na tle najlepszej drużyny Europy, bo za taką uznawany był wówczas naszpikowany gwiazdami europejskiej piłki Liverpool. ,,The Reds” triumfowali w tych rozgrywkach trzykrotnie w poprzednich sześciu sezonach, a w tym czasie po puchar sięgały tylko angielskie kluby. Dlatego przed dwumeczem żaden z ekspertów nie dawał Widzewowi najmniejszych szans na końcowy sukces. Zainteresowanie starciem na stadionie ŁKS-u było ogromne. Kibice wypełnili nie tylko trybuny. Co odważniejsi wspinali się na maszty oświetleniowe, inni zajmowali miejsca na hałdach śniegu odgarniętego z płyty boiska. Wszyscy chcieli na żywo zobaczyć nie tylko wielkiego rywala, ale także wielką sensację z udziałem mistrzów Polski. Z całą pewnością nie zawiedli się. Wiadomo było że tamten sezon to pożegnanie Boba Paisleya, ówczesnego trenera Liverpoolu. Wszystko było ekscytujące. Po losowaniu była więc radość i podniecenie, lecz teraz tylko obawa przed kompromitacją. W dodatku na 5 dni przed meczem piłkarzy Widzewa zaatakowała epidemia grypy.

Pojawiły się plotki że piłkarze symulują żeby uprzedzić ewentualny atak prasy po wysokiej porażce. ,,Nie było żadnego symulowania. Kilku podstawowych zawodników, sześciu, może siedmiu naprawdę było poważnie chorych”- wspominał Tadeusz Świątek. We wtorek dzień przed meczem piłkarze spotkali się z trenerem na stadionie ŁKS i odbyli trening. Żmuda przywiózł ze sobą sporo materiału do przemyśleń. Zawodnicy mieli do niego duże zaufanie. Odprawa taktyczna była w przypadku tego mistrza analizy znacznie ważniejsza niż w innych klubach. Żmuda bardziej niż większość szkoleniowców wierzył w sprawczą siłę rozgryzania przeciwnika. Działacze Widzewa nazywali go nawet ,,Profesorem Tutką”. ,,Miał niezwykłą umiejętność rozpracowywania rywali. Potrafił wyjątkowo celnie opisać słabe i mocne strony. Był znakomity taktycznie. Przedstawiał zawodnika ze szczegółami, jakie ruchy najczęściej wykonuje, w którą stronę się obraca i można było na tym polegać”- opisywał Mirosław Myśliński. Szkoleniowiec Widzewa został ugoszczony przez rywali, obejrzał i nagrał mecz wyjazdowy Liverpoolu z Manchesterem U. ,,Z powrotem jechałem autokarem klubowym z Liverpoolem, rozmawiałem z trenerem Paisleyem. Pytałem go o różne rzeczy a on nawet nie zapytał o pogode w Łodzi. Byli tacy pewni siebie! Asystent Paisleya był wcześniej w Łodzi ale obserwował Widzew zaledwie 10 minut i jak mówią Widzewiacy zapytał gdzie w okolicy można napić się piwa”- opowiadał Władysław Żmuda. ,,To była fantastyczna drużyna. Kenny Dalglish, Ian Rush… Wiedzieliśmy że same umiejętności nie wystarczą, że są lepszymi piłkarzami”- przyznawał Krzysztof Kamiński. Piłkarze Widzewa na grząskim i lekko zmrożonym boisku na pewno zaskoczyli rywali atakiem od pierwszych minut. Jeszcze w pierwszej połowie bliscy zdobycia gola byli Grębosz i Tłokiński. Jednak to Liverpool był bliższy celu, jeśli za taki uznać wywiezienie z Łodzi choćby punktu.

W pierwszej połowie Ronnie Whelan strzelił nawet gola ale Jugosławiański sędzia odgwizdał spalonego. Po przerwie strzelił Tłokiński, który zgodnie ze wskazówkami Żmudy trzymał się blisko Grobbelaara. Bramkarz z Zimbabwe wypuścił piłke z rąk po dośrodkowaniu Grębosza i Tłokiński z 10 metrów wbił ją do pustej bramki. Natomiast Wiesław Wraga, malutki skrzydłowy, ten sam, który tak fantastycznie wszedł do zespołu w rundzie jesiennej, teraz zaczynał mecz na ławce rezerwowych. Na boisku pojawił się w 70 minucie w miejsce Filipczaka a 10 minut później po dośrodkowaniu Grębosza strzelił głową z 16-tu metrów. Właśnie on, piłkarz, który mierzył zaledwie 167 cm., najniższy na boisku! Młynarczyk zachował czyste konto. Był to kolejny fantastyczny mecz tego bramkarza. ,,Myślę że Józek był wtedy najlepszym na swojej pozycji na świecie. Oczywiście nasza prasa pisała że Dasajew jest najlepszy ale to była bzdura. W tym meczu idealnie pokazał się na tle Grobbelaara. Ten również uchodził za znakomitego bramkarza ale jednak Józek był klase wyżej”- mówił Tadeusz Świątek. Ostatecznie Widzew z dwubramkową przewagą z pierwszego meczu nie mógł być niczego pewnym w rewanżu a tym bardziej nie był faworytem na Anfield Road.

Pozdrowienia dla wszystkich ,,czerwonoarmistów”!

@Adran360
@Arkon
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

11

Duma Katalonii w Pucharze Mistrzów:

2 marca 1960 r. FC Barcelona pokonała na wyjeździe Volverhampton Wanderers aż 2:5 w ramach ćwierćfinału Pucharu Mistrzów Klubowych i awansowała do półfinału. 4 gole(!) z rzędu w tym meczu strzelił genialny napastnik Sandor Kocsis a piątą dołożył Villaverde. Niestety w półfinale Barça opadła po dwumeczu z Realem Madryt. Wówczas w ekipie Królewskich prym wiódł Alfredo di Stefano, który swego czasu podpisał przecież kontrakt z Blaugraną lecz ówczesna ,,suwerenna” federacja hiszpańskiego futbolu zrobiła swoje. To jednak już historia na oddzielny artykuł(komentarz).



@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

10

Dramatyczne przeżycia ze szczęśliwym zakończeniem:

2 marca 1981 r. Enrique Castro Gonzalez(napastnik Barçy zwany Quini) został porwany przez trzech zamaskowanych mężczyzn. Po meczu z Alicante, w którym Quini strzelił 2 gole, został on uprowadzony przez trzech sprawców. W czasie gdy jego los był nieznany, Blaugrana zdobyła tylko jeden punkt i przegrała 3 mecze, tracąc szanse na mistrzostwo La Liga. Po 23 dniach Quini został uwolniony a FC Barcelona zajęła dopiero 5 miejsce w La Liga. Czyja to była sprawka i w jakim celu to chyba nie trudno się domyśleć? Jednak ,,białasom” i tak nie udało się zdobyć mistrzostwa. Tym razem ,,oliwa okazała się sprawiedliwa”…

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

10

Grande Espectacolo El Clasico:

2 marca 1952 r. FC Barcelona pokonała na ,,Camp de Les Corts” Real Madryt 4:2 w ramach 25 kolejki Primera Division. Hattrickiem w tym meczu popisał się genialny Cesar Rodriguez, natomiast pierwszego gola dla Barçy strzelił napastnik Jordi Vila Soler. Po tym zwycięstwie Duma Katalonii nie oddała już prowadzenia do końca rozgrywek i ostatecznie po raz 5 w historii wygrała mistrzostwo Hiszpanii!

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360
@Arkon

0

@Kozinho. No właśnie jeśli będą na Eleven derby, to będzie mi bardzo trudno, no ale postaram się :)

3

@NeroTFP1 Zgadza się! Słyszałem o tym. Nie wiedziałem tylko że jeździł kilkukrotnie do Katowic ale to tylko pokazuje, jakim geniuszem był ,,Ezi", o czym nie wszyscy zdają sobie sprawe...

13

Szanowni rodacy, pamiętajmy!

Panie i Panowie, kochani sympatycy futbolu, 104 lat temu urodził się Kazimierz Górski! Wszyscy doskonale go znamy, więc pochylmy się w zadumie ku pamięci wielce zasłużonego Polaka…

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

8

O! co za niespodzianka! Wstaje i patrze: Real Betis pokonuje ,,Los Blancos" 2:1. A więc jednak sprawdza się to że kiedy nie oglądam ,,prześcieradeł" to oni tracą punkty. Tyle że do pełni szczęścia brakuje jeszcze nam wygranej nad Realem Sociedad, co nie będzie aż tak oczywiste...

0

Lubie Inter, lubie jak ładnie rozgrywają swoje mecze ale w moim sercu mimo wszystko:
Napoli, Napoli, Napoli!, Forza Napoli, Napoli, Napoli!

5

Pasjonata morderstw:

Każdy potrzebuje czasami jakiejś odskoczni od codziennych obowiązków. Szef męczy nas zbliżającymi się ,,deadlinami”, a w domu żona ciągle ogląda seriale i nie ma dla niej znaczenia, że chcesz zobaczyć mecz o półfinał mistrzostw Europy, między Polską a Portugalią. Wtedy najlepiej zająć się swoją pasją. Tylko co, jeśli są nią morderstwa? ,,Byłam już w tylu miejscach zbrodni z Martinem, że mam wrażenie, iż któregoś dnia sama zostanę zamordowana w jednym z nich”– mówi Geraldine O’neill, żona selekcjonera reprezentacji Irlandii. Martin O’Neill szerokiej publiczności jest głównie znany z boiska, jeszcze z czasów kiedy grał m.in. w Manchesterze City lub w Nottingham Forrest, gdzie spędził aż 10 lat. Młodsze pokolenia kojarzyć go mogą z ławki trenerskiej takich klubów jak: Celtic, Aston Villa czy Sunderland. Wśród najbliższych jednak – jest uznawany za dziwaka. Wszystko za sprawą specyficznej pasji. O’Neilla kręcą morderstwa, zwłaszcza te brutalne i zagadkowe. Młody Martin, nie będąc pewnym swojej piłkarskiej kariery, trenował i jednocześnie studiował prawo na Uniwersytecie Królewskim w Belfaście. Prawnikiem jednak nie został, przerywając studia po podpisaniu w 1971 roku kontraktu z Nottingham Forest. Odskocznią od boiskowych obowiązków stały się dla niego… morderstwa i zbrodnie. Jego koledzy opowiadają, że O’Neill potrafił wyciągać z policji w Nottingham dokumentację dotyczącą „Rozpruwacza z Yorkshire”, skazanego za zabójstwo 13 kobiet, czy też innych przestępców. Piłkarz z zapałem i ogromną pasją studiował każdy opis, zdjęcia i zeznania. To jednak nie wszystko – O’Neill w wolnych chwilach jeździł oglądać miejsca zbrodni i przyglądał się, jako widz, procesom sądowym. Fascynowała go osobowość zbrodniarzy oraz to, co ich skłaniało do popełniania zakazanego czynu.

Jego zainteresowanie zabójstwami rozpoczęło się jeszcze na kilka lat przed dołączeniem do drużyny Nottingham Forest. Irlandczyka z północy zafascynowała w 1962 roku sprawa Jamesa Hanratty’ego – zabójcy i gwałciciela. Był on jedną z ostatnich osób w Wielkiej Brytanii, która została skazana na śmierć i powieszona. Mimo wyroku skazującego najbliżsi długo wierzyli w jego niewinność. Po prawie 40 latach, w 2001 roku, zwłoki Hanratty’ego zostały ekshumowane i dzięki rozwiniętym metodom badań w medycynie sądowej, porównano DNA Jamesa, z tym znalezionym na miejscu zbrodni. Wyniki badań DNA potwierdziły winę. W niewinność z kolei wierzył wówczas obecny selekcjoner reprezentacji Irlandii. Był tak zaangażowany w sprawę, że postanowił spotkać się z sędzią, który wydał wyrok śmierci na Jamesa. Martin O’Neill jeździ w czasie wakacji do miejsc, w których popełniono zbrodnie. Odwiedził Lower Belgrave Street w Londynie, aby odtworzyć w swojej wyobraźni morderstwo niani, którego dokonał Lord Lucan. Pojechał do Dallas, do mieszkania Lee Harveya Oswalda, który jest uważany za zabójcę prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy’ego (istnieją liczne teorie spiskowe, według których snajperem był ktoś inny). Swoją pasję Martin dzieli z żoną, która razem z mężem jeździ oglądać i analizować miejsca, w których doszło do strasznych czynów. W klubie Wycombe Wanderers, którego trenerem w latach 1990-1995 był Martin O’Neill, żartowano, że Irlandczyk przyjął tę pracę ze względu na sąsiedztwo klubu z miejscem zbrodni Jamesa Hanratty’ego. Jednak jego pasja jest bardzo przydatna w obecnej pracy. Swoje obserwacje rozpraw sądowych, analizę mimiki i gestów przestępców, selekcjoner wykorzystuje w pracy z piłkarzami.

O’Neill skupia się na osobowościach zawodników, wyciąga wnioski i stara się pomóc im rozwinąć umiejętności. Jako trener, łączy swoją pasję z „wychowaniem” piłkarzy jeszcze w inny sposób. W 1981 roku Martin uważnie śledził rozprawę Petera Sutcliffe’a, czyli „Rozpruwacza z Yorkshire”. Ta sprawa na tyle go pasjonowała, że postanowił zabrać do jego domu piłkarzy, prowadzonego przez siebie Leicester. Wycieczkę do tego miejsca powtórzył, kolejnym razem zabierając na wyjazd swoją… ciężarną żonę. Pasja do morderstw nie jest jedyną specyficzną cechą Martina O’Neilla. Ostatnio selekcjoner zasłynął dzięki swojemu ekscentrycznemu poczuciu humoru (choć są tacy, którzy nazwaliby je szowinistycznym). W związku z trwającymi mistrzostwami Europy, O’Neill został zapytany o kwestię obecności żon, narzeczonych i dziewczyn piłkarzy w hotelu reprezentacji Irlandii. ,,Cóż, to zależy od tego, jak dobrze one wyglądają. Jeśli są naprawdę atrakcyjne, to będą bardzo mile widziane. Co do brzydkich, obawiam się, że nie” – zażartował selekcjoner reprezentacji Irlandii.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

1

@BarcaFan20048989 To są użytkownicy, którzy chcieli żebym ich oznaczał, gdyż chcą czytać moje komentarze.

5

Wybitne postacie futbolu:

1 marca 1921 r. trzecim z kolei prezydentem FIFA został wybrany Jules Rimet, francuski działacz sportowy. Piastował ten urząd najdłużej w historii bo aż przez 33 lata! Rimet nazywany jest ojcem piłkarskich mistrzostw świata, ponieważ to on w 1928 r. wpadł na pomysł rozgrywania cyklicznych turniei, którymi pasjonują się miliony ludzi na całym świecie. Statuetka, którą zdobywali mistrzowie świata nazywana była jego nazwiskiem.

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

0

@FcPortoFan1999 No cóż, Brazylijczycy lubią się bawić nie tylko futbolem...

0

@FcPortoFan1999 No tak jak napisałem, to był jego ostatni gol w barwach Blaugrana ale za to jaki!?

0

@FcPortoFan1999 No być może, nie pamiętam w tej chwili

1

@Pawlak1992 Ciężko powiedzieć ale Neymar to raczej niekoniecznie, gdyż grą w Santosie, FC Barcelonie i jakby nie patrzeć w PSG, olśniewał miliony kibiców, no i zdobywał jednak trofea...

14

Po prostu magik:

1 marca 2008 r. Ronaldo de Asis Moreira(nazywany Ronaldinho) strzelił ostatniego gola w barwach FC Barcelony w przegranym meczu z Atletico Madryt 4:2 w 26 kolejce Primera Division. Ronaldinho godnie pożegnał się z Blaugraną strzelając prześlicznego gola przewrotką na Vicente Calderon.



@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

0

@MesQueUnClub96 Dlaczego akurat Dodi Lukebakio aż tak ci wpadł w oko? Przecież chyba sam przyznasz że to bardzo przeciętny piłkarz...?

10

Ku czci wybitnej legendy FC Barcelony:

Dokładnie 30 lat temu zmarł Cesar Rodriguez, wspaniały, legendarny snajper FC Barcelony. Do 2012 r. był rekordzistą klubu z wynikiem 232 goli w oficjalnych spotkaniach(ogółem 294 gole) a rekord ten pobił nie kto inny jak Lionel Messi. Tuż po jego śmierci burmistrz Barcelony Pascual Margall wspominał iż ,,czuł wspaniałą sympatie do Cesara i do teraz ma w mieszkaniu zdjęcia piłkarza z czasów gry dla Dumy Katalonii''. Cóż, pozostaje tylko żałować że nie mieliśmy okazji podziwiać jego wyczynów na żywo.

Cześć i chwała jego pamięci!

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

8

Golleada w Copa del Rey:

1 marca 1925 r. FC Barcelona rozgromiła Valencie CF 7:3(!) w ramach(grupowej wówczas) konfrontacji o Pucharu Króla. 4 gole dla Barçy w tamtym meczu strzelił wybitny, legendarny napastnik Josep Samitier. Barça w tamtej edycji Pucharu Hiszpanii szła niczym burza ale o tym napisze przy innej okazji.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360
@Arkon

9

Legendy FC Barcelony:

29 lutego 1928 r. urodził się Gustau Biosca, Kataloński obrońca. Przez 9 lat był niekwestionowanym liderem defensywy Blaugrany. W tym czasie zdobył 2 mistrzostwa Hiszpanii, 4 Puchary Hiszpanii, Puchar Miast Targowych, 2 Puchary Evy Duarte oraz Puchar Łaciński. ,,Mój pierwszy mityczny skład Barcelony zaczynał się od Ramalletsa, Seguera, Bioski i Segarry”- tak o swoich wspomnieniach futbolowych mówił znany hiszpański pisarz Manuel Vasquez Montalban. Biosca po zakończeniu kariery był trenerem kadry Hiszpanii U-21 i asystentem Kubali w pierwszej reprezentacji w latach 60-tych. W 1993 r. został członkiem zarządu prezydenta Nuñeza. Zmarł 1 listopada 2014 r. w Barcelonie.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?