FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
8
Anglia zagrała z Argentyną po raz pierwszy w dziejach futbolu:
9 maja 1951 r. w ramach ,,Festival of Britain” zaproszono ,,Albicelestes” do Anglii na mecz towarzyski, który był pierwszym w historii oficjalnym pojedynkiem obu reprezentacji. Przegląd prasy brytyjskiej z tamtego czasu pokazuje wprawdzie że do meczu z Argentyną nie przywiązywano wielkiej wagi, traktując go po prostu jako jeszcze jeden mały krok na drodze do normalizacji po drugiej wojnie światowej ale w oczach Argentyńczyków rzecz miała się kompletnie inaczej. Chodziło o uregulowanie kwestii quasi-kolonialnych i to w najlepszy możliwy sposób- za pomocą futbolu. Zdaniem ,,El Grafico” ,,Argentyna czekała na to 50 lat”. Gazety w Buenos Aires rozpoczęły obsługę pierwszego meczu z Anglią na wiele tygodni przed datą jego rozegrania a ich szpalty wypełniały szeregi wykresów i diagramów, wraz z gruntownymi analizami sesji treningowych a nawet tego, co piłkarze jedzą? Była w tym, jak podkreślało ,,El Grafico”, przemożna potrzeba zwycięstwa nad ,,tymi, którzy uważali się za ojców i mistrzów naszego futbolu; tymi, którzy przybyli na naszą ziemie by pokazać że w piłke nożną można grać tylko na ich modłę”. Zauważmy na marginesie że ten bardzo dziwny fragment więcej mówi o argentyńskiej niepewności niż o angielskiej arogancji. Pomysł że Anglia tyranizowała jakiś naród a w szczególności Argentyne, dlatego że nauczyła jego przedstawicieli grać w piłke, brzmi absurdalnie. Rzecz przecież w tym że Anglia nauczyła grać w piłke po prostu wszystkich. Uwyraźniona tu postawa i frazeologia przypominają raczej dyskurs ,,El Grafico” z lat 20-tych a więc z czasów, gdy tworzyła się tożsamość argentyńskiego futbolu, a co za tym szło, tożsamość Argentyny w opozycji do wszystkiego co brytyjskie. Zapowiedź przedmeczowa w ,,La Nacion” skupiała się z kolei na kontraście między dwiema kulturami. W trakcie meczu, jak pisano, zobaczymy ,,dwa kompletnie różne style gry: długie podania, ścisłe krycie i kontrataki, które charakteryzują brytyjski futbol, oraz doskonały drybling i szybkość Argentyńczyków”. Kilku Argentyńskich piłkarzy niepokoiło się spodziewaną konfrontacją z siłowym stylem gry Anglików a bramkarz Miguel Angel Rugilo zdecydował że będzie raczej piąstkował piłke, zamiast ją łapać, w obawie przed łokciami angielskich napastników. Z pewnością Argentyna nie przystępowała do meczu z kompleksem niższości, przynajmniej jeśli chodzi o technikę zawodników ale zarówno w jej piłkarzach, jak w obsługujących spotkanie dziennikarzach było coś z zafascynowanych innym światem turystów. Reprezentanci Argentyny kupowali ubrania, odkurzacze i lodówki żeby zawieźć je do kraju a rezerwowy wówczas Santiago Vernazza, napastnik River Plate nie krył zdumienia tym, jak bardzo zielona może być trawa na Wembley w porównaniu z pylastymi boiskami w ojczyźnie.
Anglicy rozpoczęli mecz o wiele lepiej od Argentyńczyków. Najpierw Jackie Milburn zmusił Rugilo do dobrej interwencji, później piłka po główce Stana Mortensena poszybowała tuż nad poprzeczką aż w końcu w 18 minucie gospodarze wykonywali rzut rożny. Tym razem Rugilo ani nie łapał, ani nie piąstkował tylko zwyczajnie minął się z piłką. Miał jednak szczęście gdyż przy dalszym słupku futbolówka została wybita i trafiła do Labruny, który wyminął Alfa Ramseya i zagrał ją do przodu. Ruben Bravo nie dość że piętą, to jeszcze z woleja odegrał ją znów do Labruny, ten zaś wyminął bramkarza Anglików Williamsa i zacentrował wzdłuż bramki do Mario Boye, który trafił głową do siatki. Później Boye opisywał ten moment jako najwspanialszy w życiu ale tuż po strzeleniu gola wydawało się że oszalał albo nie mógł uwierzyć w to, co właśnie się stało. ,,Rozpalony emocjami wracał pędem na środek boiska, sprawiając wrażenie kogoś, kto właśnie zawojował świat, tańcząc i skacząc z dzikiej radości”- pisał Geoffrey Green w ,,Timesie”. Stopniowo jednak goście zostali zepchnięci do głębokiej defensywy. Wąsaty Rugilo ubrany w zdumiewająco krótkie spodenki, stawal się bohaterem meczu, nie tylko efektownie broniąc ale i grając pod publiczkę(kołysał się na poprzeczce, gdy strzał Anglików przelatywał ponad bramką i wymachiwał rękami gdy złapał piłke). Milburn dwukrotnie trafił w słupek aż w końcu, 11 minut przed końcem Anglicy wyrównali po swoim 14-tym rzucie rożnym w tym meczu. Nikt z Argentyńczyków nie zablokował Harolda Hassala, gdy ten doszedł do wrzutki Toma Finneya na 11 metrze, ani Mortensena, który wyrósł nagle przy dalszym słupku by wepchnąć piłke do bramki. Rugilo, co zrozumiałe, wzruszył tylko ramionami. Przewaga Anglików w powietrzu, której Argentyńczycy tak się obawiali, dała się kolejny raz we znaki 7 minut później. Tym razem Ramsey wykonywał rzut wolny po prawej stronie boiska. Mortensen zagrał piłke głową wzdłuż bramki a nie pilnowany Milburn wbił ją do siatki. Teraz Rugilo był już załamany. Wynik końcowy zadowolił jednak obie strony a schodzący z boiska piłkarze nie kryli wzajemnego szacunku. Anglicy wciąż pozostawali niepokonani na Wembley i choć przegrywali do 79 minuty mogli mówić że zdominowali rywali. Argentyńczycy wracali do kraju z honorem i świadomością że do wygranej brakowało 11 minut…
@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360
10
Żywe legendy niemieckiego futbolu:
9 maja 1945 r. urodził się Jupp Heynckes, były napastnik. W 2013 roku został wyróżniony jako Ehrenpreisträger (Odbiorca Honorowej Nagrody) w ramach obchodów 50-lecia Bundesligi. Jest również pierwszym niemieckim trenerem, który z Bayernem Monachium zdobył potrójną koronę: w Bundeslidze, DFB-Pokal i Lidze Mistrzów UEFA. Trofeum elitarnego klubu Europy zostało zapewnione dzięki zwycięstwu 2:1 nad Borussią Dortmund w finale Ligi Mistrzów na londyńskim stadionie Wembley. Jupp Heynckes wygrał już Ligę Mistrzów UEFA z Realem Madryt w 1998 roku. Był także zwycięzcą Bundesligi z Bayernem Monachium w 1989, 1990 i 2018 roku. Jupp Heynckes rozpoczął karierę piłkarską i trenerską w Borussii Mönchengladbach w swoim rodzinnym mieście, gdzie urodził się jako dziewiąte z dziesięciorga dzieci. Trenował także Athletic Bilbao, Eintracht Frankfurt, CD Tenerife, Benfikę, FC Schalke 04 i Bayer 04 Leverkusen. Po obu stronach trzyletniej kariery w Hannover 96, grał jako zawodowiec w Mönchengladbach od 1962 do 1967 i od 1970 do 1978. Poprowadził „Źrebięta” do czterech tytułów Bundesligi (1971, 1975, 1976, 1977), DFB-Pokal w 1973 i Puchar UEFA w 1975. Jupp Heynckes zagrał w 369 meczach Bundesligi (strzelając 220 goli) i był królem strzelców w 1974 i 1975. Z reprezentacją Niemiec, dla której rozegrał 39 występów (strzelając 14 goli ), Jupp Heynckes zdobył mistrzostwo Europy w 1972 roku i Puchar Świata w 1974 roku.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@FcPortoFan1999 Nie. Mam podstawowy pakiet w w Vectra plus pakiet wszystkich Elevenów. Jest tam również TVP Sport, Polsat Sport i Eurosport.
0
@FcPortoFan1999 Po pierwsze to nie mam Canal +. Po drugie nawet gdybym miał, to oglądałbym przedewszystkim Widzew a poza tym hity takie jak Widzew-Legia, Lech-Legia, Raków-Legia itp. Po trzecie jakoś nie pociąga mnie wyjątkowo Extraklasa żebym tak zabiegał o jej oglądanie a już napewno nie wykupowanie Canal +!
5
Pisząc dzisiejszy pierwszy komentarz o historycznym El Clasico z 1929 r. źle sformułowałem tytuł wprowadzając was w błąd. Otóż to było pierwsze zwycięskie El Clasico w Primera Division a nie premierowe w La liga. Najmocniej wszystkich przepraszam za ten błąd, po prostu człowiek ma też na głowie inne życiowe sprawy...
@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
8
,,La Manita” na Camp Nou:
9 maja 2018 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Villareal CF 5:1 w 34-tej(zaległej) kolejce Primera Division. Gole dla Barçy strzelali: Dembele(2), Coutinho, Paulinho oraz Messi. Tym samym Blaugrana umocniła się z 14 punktami przewagi nad drugim w tabeli Atletico, przy czym 25-te w historii mistrzostwo Hiszpanii zapewniła sobie już 2 kolejki wcześniej.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
8
Premierowe El Clasico w La Liga:
9 maja 1929 r. FC Barcelona pokonuje na Estadio Chamartin Real Madrid 0:1 w 11-tej kolejce Primera Division. Jedynego gola zdobywa w 83 minucie znakomity Kataloński napastnik Jose Sastre Perciba. To było pierwsze zwycięstwo nad ,,Królewskimi” w pierwszym historycznym sezonie Primera Division. Oczywiście w tym pierwszym sezonie triumfuje Duma Katalonii z przewagą 2 punktów przed Realem Madrid oraz 5 przed Athletic Bilbao i Realem Sociedad. Oto historyczne składy:
Real Madrid: Cabo, Quesada, Urquizu, J.M.Pena, Prats, Esparza, L.Pena, Lazcano, Lozano, Rubio, Morera.
FC Barcelona: Platko, Walter, Saura, Samitier, Guzman, Castillo, Piera, Sastre, Arocha, A. Garcia, Parera.
@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
8
Ajax był bardzo bliski wymarzonego finału:
Przystępując do rywalizacji z Tottenhamem, Ajax wiedział że za rok nie będzie miał szans na finał, gdyż Frenkie De Jong był już de facto piłkarzem FC Barcelony a po innych też ustawiały się kolejki. Postawa zespołu na stadionie w Londynie świadczyła że zawodnicy rozumieją powage sytuacji, zagrali bowiem właśnie niezwykle odpowiedzialnie. Mogli wygrać wyżej niż 1:0 bo objąwszy prowadzenie groźnie kontratakowali a jeden z tych wypadów zakończył się słupkiem. Z kolei Tottenham kilka razy przechytrzył rywala przy stałych fragmentach, co wszakże nie skończyło się golem ale dawało nadzieje na gole w rewanżu(8 maja 2019). Trzy dni przed nim ekipa ten Haga grała finał Pucharu Holandii. Zwycięstwo 4:0 nad Willemem nie mogło podnieść i tak wysokiego morale, na pewno natomiast zmęczyło zawodników. W pierwszej połowie starcia z Tottenhamem byli jeszcze świetni jak tydzień wcześniej. Za to w drugiej całkiem opadli z sił. W defensywie grali równie źle jak Barça na Anfield ale i tak byli o sekundy od finału, którego pozbawił ich autor hattricka Lucas Moura, tak jak Origi rozgrywający najlepszy mecz w karierze. Odniesione w dramatycznych okolicznościach zwycięstwo 3:2 w Amsterdamie oznaczało że ,,Koguty” zameldowały się w finale Champions Lig.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360
7
Wybitne legendy futbolu:
8 maja 1960 r. urodził się włoski obrońca Franco Baresi, mistrz Świata z 1982 r., Zdobywca Pucharu Mistrzów i Ligi Mistrzów-1989, 1990,1994 (AC Milan), Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego-1989 i 1990 (AC Milan), Zdobywca Superpucharu Europy-1989, 1990, 1994 (AC Milan), 6-krotny Mistrz Włoch, oraz 4-krotny Zdobywca Superpucharu Włoch. W wieku 14 lat wstąpił do szkółki Milanu, w drużynie seniorów zadebiutował 4 lata później 23 kwietnia 1978 roku w meczu z Veroną. Nigdy nie był silny fizycznie jak wielu środkowych obrońców, nie imponował szybkością, ale zawsze przez cały mecz zachowywał koncentrację, nie pozwalając by coś go rozproszyło. Miał też zdolność "czytania gry", umiejętność ustawienia się na boisku, dlatego też jego ulubioną pozycją był libero, skąd widział wszystko co działo się na polu gry. Właśnie "brak budowy typowej dla obrońcy" spowodował, że w lokalnym rywalu Interze nie poznali się na jego talencie, przez co nie trafił do tego klubu jak jego brat Giuseppe.W sezonie swojego debiutu wywalczył z Milanem scudetto i jak się miało okazać był to na dłuższy czas jedyny sukces Włocha. Przeżył on w Rossonerich dwie dekady: najczarniejszą i najpiękniejszą. Właśnie zaczynała się ta pierwsza. W roku 1980 wybuchnął skandal z ustawianiem meczów. Zamieszany był w to m.in. prezydent Rossonerich i kilku graczy. Wśród nich nie znalazł się Franco. Milan został karnie zdegradowany do Serie B. Już w następnym sezonie wrócił na najwyższy szczebel, ale ponownie spadł. Mimo to Baresi nie opuścił Mediolanu. Jego dobra gra zaowocowała mianowaniem go na kapitana drużyny, którą pełnił przez następne 14 lat. W Serie B rozegrał 61 spotkań(4 gole).Tego samego roku (1982) pojechał na Mistrzostwa Świata, ale był tam tylko rezerwowym i nie zagrał ani minuty. Trener reprezentacji Włoch Bearzot stawiał na innych a do takiej roli Baresi był nieprzyzwyczajony. Dlatego też oświadczył, że dopóki nie zmieni się trener, on w reprezentacji nie zagra; słowa dotrzymał. Kosztowało go to absencję również na MŚ 86. Mimo tego rok 1986 był dla Baresiego szczególny. W tym to roku prezydentem Milanu został Silvio Berlusconi, potentat medialny, który zainwestował w klub wielkie pieniądze. I tak dla ,,Rossonerich” i Baresiego rozpoczął się najwspanialszy okres w historii klubu. Obrona z Tassotim, Costacurtą, Maldinim i naszym głównym bohaterem stała się jedną z najlepszych, jeżeli nie najlepszą defensywą w dziejach piłki nożnej. W czasie tej dekady Milan zdobył wszystko co było do zdobycia. Z reprezentacją nie wiodło mu się tak jak na arenie klubowej. Najbliżej wielkiego sukcesu był na ostatnich dla niego MŚ 94, gdzie to w finale Włochy uległy Brazylii w rzutach karnych. To właśnie przestrzelone karne najpierw Franco a później Roberto Baggio zadecydowały o porażce. Zajął też 3 miejsce na MŚ 90. Łącznie w reprezentacji rozegrał 81 meczów, z czego 10 na MŚ, strzelił jednego gola. Franco, jako obrońca, nie strzelał zbyt wielu goli, ale może pochwalić się niezwykłym wyczynem. W sezonie 1989/90 podczas meczu z Messiną w rozgrywkach o Coppa Italia Baresi zanotował hat-trick! Wprawdzie wszystkie trzy gole strzelił z rzutów karnych, ale to rzadki wyczyn - zwłaszcza dla defensora. W swej karierze rozegrał 470 spotkań w Serie A i zdobył 12 goli. Poza tym zanotował 61 spotkań w Serie B (4 gole), 97 w Pucharze Włoch, 69 w rozgrywkach o Europejskie Puchary, 5 w SuperPucharze Włoch, 6 w SuperPucharze Europy, 4 w Pucharze Interkontynentalnym, 1 baraż o miejsce w Pucharze UEFA i 3 spotkania w Mitropa Cup. Łącznie rozegrał 719 oficjalnych spotkań w barwach Milanu. Baresi zakończył karierę w 1997 roku. Na jego pożegnalny mecz przyszło ponad 50.000 tys. widzów, a transmisje przeprowadził między innymi Eurosport. W uznaniu zasług Silvio Berlusconi wręczył Beresiemu złotą piłkę oraz ogłosił, iż nikt więcej w Milanie nie założy koszulki z numerem 6. Przy okazji obchodów stulecia Milanu został wybrany najlepszych zawodnikiem w historii klubu. W sezonie 2002/03 rozpoczął samodzielną pracę trenerską jako opiekun Primavery Milanu.
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson
8
Żywe legendy brazylijskiego futbolu:
8 maja 1966 r. urodził się Claudio Taffarel, brazylijski piłkarz, który grał jako bramkarz i jest trenerem bramkarzy reprezentacji Brazylii i Galatasaray. Podczas 18-letniej kariery grał zawodowo w pięciu klubach, w tym w Parmie, Atlético Mineiro i Galatasaray. Zdobywca ponad 100 występów w reprezentacji Brazylii, pomógł drużynie narodowej wygrać mistrzostwa świata w 1994 roku, występując także w innych ośmiu głównych międzynarodowych turniejach w ciągu jednej pełnej dekady, przede wszystkim pomagając Brazylii zająć drugie miejsce w mistrzostwach świata w 1998 roku. Urodzony w Santa Rosa, Rio Grande do Sul, Taffarel rozpoczął karierę grając w Sport Club Internacional, ale pojawił się tylko w 14 meczach Série A podczas swojego pięcioletniego okresu, otrzymując jednak nagrodę Złotej Piłki za sezon 1988. W 1990 roku wyjechał za granicę i dołączył do Parmy AC we Włoszech, świeżo awansowanej do Serie A po raz pierwszy w jej historii; wystąpił we wszystkich 34 meczach ligowych w następnej kampanii, kiedy drużyna Emilii-Romanii zajęła szóste miejsce i zakwalifikowała się do Pucharu UEFA. W 1993 roku Taffarel, obecnie tylko rezerwowy w Parmie, podpisał kontrakt z innym zespołem Serie A, AC Reggiana 1919, gdzie był pierwszym wyborem w niewielkiej ucieczce przed spadkiem. Następnie wrócił do ojczyzny i przez trzy lata grał w Clube Atlético Mineiro. W wieku 32 lat Taffarel wrócił do Europy i dołączył do Galatasaray SK, zdobywając sześć głównych trofeów podczas swojej trzyletniej kariery, w szczególności dwa tytuły Süper Lig i Puchar UEFA 1999-2000 , pokonując Arsenal 4: 1 w rzutach karnych, gdzie został wybrany Zawodnik meczu (0-0 po 120 minutach); Karierę zakończył w wieku 37 lat w byłym klubie Parma, po półtora sezonu jako drugi wybór i po odrzuceniu oferty Empoli FC: zepsuł mu się samochód, gdy miał podpisać kontrakt, który później opisał jako „znak Boga”. W 2004 roku Taffarel ponownie dołączył do Galatasaray jako trener bramkarzy - pod wodzą byłego kolegi z drużyny Gheorghe Hagi - wracając do klubu na sezon 2011-12, ponownie z Fatihem Terimem jako menadżerem. Taffarel zadebiutował w reprezentacji Brazylii 7 lipca 1988 r. W Złotym Pucharze Dwustulecia Australii , grając we wszystkich czterech meczach i tracąc dwa gole, gdy jego drużyna wygrała turniej. Był także w bramce przyszłorocznego Copa América , który Brazylia również wygrała (w swojej dziesięcioletniej karierze wystąpił w pięciu edycjach tego ostatniego turnieju). Taffarel był starterem dla narodu podczas Mistrzostw Świata FIFA 1994 w Stanach Zjednoczonych, pozwalając tylko na jednego gola w pierwszej rundzie i dwa w fazie pucharowej, z wyłączeniem dwóch rzutów karnych w finale. Cztery lata później we Francji pomógł drużynie narodowej zająć drugie miejsce, w szczególności oszczędzając dwa rzuty karne w wygranym 4: 2 rzutach karnych z Holandią w półfinale.
Taffarel zagrał 101 razy z ,,Seleção” . Po przejściu na emeryturę w 2003 roku trener Carlos Alberto Parreira zaproponował zorganizowanie pożegnalnego meczu, ale zawodnik odmówił, stwierdzając, że nie jest zainteresowany takimi fanfarami; wrócił do gry u boku Romário pod koniec 2004 roku przeciwko Meksykowi, aby upamiętnić zwycięstwo w Mistrzostwach Świata w 1994 roku w Los Angeles Memorial Coliseum. Uważany za jednego z największych brazylijskich bramkarzy wszechczasów, Taffarel był znany jako racjonalny, konsekwentny i skuteczny bramkarz, z dobrą podstawową techniką bramkarza, który preferował raczej skuteczny niż spektakularny styl gry. Jego głównymi atrybutami były refleks, wyczucie pozycji i opanowanie w bramce, a także umiejętności zatrzymywania kar; ponadto był znany z tego, że był szybki, gdy schodził z linii, a także był wysoko ceniony za umiejętności z piłką u jego stóp. Jednak ze względu na niski wzrost czasami miał problemy z obsługą krzyży. Taffarel i jego były kolega z drużyny Atlético Mineiro, Paulo Roberto, założyli agencję graczy, skupiającą się głównie na obiecującej młodzieży. Podczas mistrzostw świata w 1998 roku, kiedy reprezentacja Brazylii trenowała na stadionie Trois-Sapins w Ozoir-la-Ferrière, na przedmieściach na południowy wschód od Paryża, burmistrz miasta zaproponował zmianę nazwy stadionu na jego imię.
@Safrani
@Stinger_
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Comentateiro
@AssisMoreira
@Adran360
6
,,Goleada” w Wielkich Hajdukach:
8 maja 1938 r. Ruch rozgromił Warszawianke 6:2 w 4 kolejce ligowej. Już w drugiej minucie meczu padła pierwsza bramka dla Ruchu a zdobył ją Wilimowski, dobijając strzał Peterka, po którym piłka odbiła się od słupka. Po takim początku do pracy zabrali się goście i atakowali bramkę doskonale broniącego Broma. Pod koniec pierwszej połowy najpierw Wiechoczek z podania Wodarza a potem Wilimowski po zagraniu Peterka podwyższyli prowadzenie na 3.0. Z takim wynikiem piłkarzy zeszli na przerwę. Po zmianie stron ponownie przewagę osiągnęli zawodnicy z wielkich Hajduk w 59 minucie 4 gola dla Ruchu zdobył Kruk a w 68-mej po strzale Wiechoczka było już 5:0 dla gospodarzy. W dalszej części meczu goście ambitnie próbowali skorygować wynik, co połowicznie im się udało. Na bramkę drużyny z Warszawy niebiescy odpowiedzieli 6 trafieniem a autorem bramki był Peterek. W ostatnich chwilach spotkania drugiego gola strzeliła Warszawiankę i mecz zakończył się zwycięstwem Ruchu 6:2. Z zachwytem nad grą ataku ,,Niebieskich” w komentarzach pomeczowych nie było końca. W prasie oprócz napastników wysokie oceny otrzymali ponadto bramkarz Brom, który jak podkreślali w przerwie meczu zawodnicy z Warszawy jest niezwykle trudny do pokonania, oraz Kruk i Giemza a bohaterem meczu był Wilimowski. Słowa krytyki spłynęły zaś na Nowakowskiego za słabą kondycję i statystowanie na boisku w drugiej części meczu. Po tym meczu Ruch został samodzielnym liderem z kompletem punktów po czterech spotkaniach. Współliderująca Pogoń Lwów przegrała bowiem w Warszawie z Polonią 0:1.
@Adran360
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
10
,,La Manita” w derbach Barcelony:
8 maja 2016 r. FC Barcelona rozbiła na Camp Nou Espanyol 5:0 w ramach 37 kolejki Primera Division. Blaugrana była o jeden mecz od obrony tytułu mistrza Hiszpanii, po tym jak w przedostatnim meczu sezonu rozgromiła lokalnego rywala Espanyol 5:0. Atletico Madryt przegrało 2-1 z Levante, co wykluczyło je z wyścigu o tytuł a Real Madrid trzymał się Barçy dzięki nerwowemu zwycięstwu 3-2 nad Valencią na Santiago Bernabeu. Podopieczni Zinedine'a Zidane'a tracą tylko jeden punkt do ekipy Luisa Enrique przed ostatnią rundą rozgrywek. Barça nigdy nie sprawiała wrażenia zaniepokojonej Espanyolem na Camp Nou a Lionel Messi otworzył wynik spotkania oszałamiającym rzutem wolnym z dystansu. Luis Suarez również dwukrotnie trafił do siatki a Neymar i Rafinha dopisali swoje nazwiska do listy strzelców.
@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360
3
Gratulacje dla PSG! Luis Enrique to najlepszy trener a PSG to najlepsza drużyna w tej chwili na świecie, bez dyskusji!
9
Feliz cumpleaños Lucho!
Swoje 55 urodziny obchodzi dzisiaj Luis Enrique, ofensywny pomocnik, który swoją karierę zaczynał w Sportingu Gijon i z którego trafił do Realu Madryt. Na Santiago Bernabeu spędził 5 lat, lecz skłócony z zarządem zdecydował się na odejście do… FC Barcelony! Już w grudniu 1995 nastąpiły pierwsze kontakty Lucho z zarządem Blaugrany a 3 miesiące później przeszedł w tajemnicy testy medyczne w Madrycie. Luis rozbił aparat fotograficzny dziennikarza, który próbował mu zrobić zdjęcie w szpitalu i oświadczył że przechodził jedynie badania przed podpisaniem umowy ubezpieczeniowej. Oficjalne porozumienie nastąpiło dopiero 27 maja. Kibice Barçy początkowo byli sceptycznie nastawieni do jego osoby, jednakże w ciągu ośmiu sezonów stał się ulubieńcem cules a dzięki swojej charyzmie i waleczności został kapitanem drużyny. W 2004 r. zdecydował się na zakończenie kariery. Do klubu wrócił w 2008 r. obejmując stanowisko FC Barcelony B, z którą awansował do drugiej ligi hiszpańskiej. W 2011 r. został trenerem AS Romy, lecz po jednym sezonie podziękowano mu za współprace. Po roku przerwy trafił na ławke trenerską Celty Vigo, którą prowadził przez jeden sezon. Dalsze losy Lucho znamy chyba wszyscy?
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Symson
0
@VegetaPolska Dokładnie! Też mi się podoba, zwłaszcza ,,Noc i my"!
0
Wybór na stanowisku trenera, to chyba najlepsze co mogło spotkać PSG w historii tego klubu. W taki sposób, jak Luis Enrique dobrał na każdą pozyycje zawodników w tym klubie to jest wręcz jakiś kosmos! Od czasu właśnie Barcuni Luisa Enrique nie widziałem tak ofensywnie i widowiskowo grającej drużyny w Lidze Mistrzów za wyjątkiem... Arsenalu. Krótko mówiąc życzę im co najmniej awansu do finału...
0
@JimMorrisonFCB A niby dlaczego miałoby się wyłączać dźwięk? Na tą chwile(a od zawsze uwielbiam) disco polo) te kawałki robią na mnie piorunujące wrażenie pod każdym względem i nie bez powodu zamieściłem je właśnie na stronie sportowej...
3
8
@FCBparasiempre
Dla zainteresowanych historią kibiców Derby County Ben Warren jest prawdziwą legendą. Choć od jego śmierci minęło już ponad 100 lat, to trudno przejść obojętnie obok jego tragicznej historii. Odszedł w wieku zaledwie 37 lat. Benjamin Warren urodził się 7 maja 1879 w Newhall. Ta mała podmiejska osada położna jest w pobliżu miasteczka Swadlincote w dystrykcie South Derbyshire w Anglii. Dzisiaj osada liczy niespełna 800 mieszkańców. 140 lat temu było ich z pewnością jeszcze mniej. W osadzie znajduje się Kościół Św. Jana i to właśnie w nim mały Ben został ochrzczony 4 kwietnia 1880 roku. Spisy ludności z tamtego okresu pozwalają znaleźć sporo informacji na temat rodziny Warrenów. Według takiego spisu z 1881 roku Benjamin jest trzecim z czwórki dzieci Josepha Henry’ego i Emily Sarah (z domu Staley). Jego ojciec jest kotlarzem. Mieszkają na Thorn Tree Lane w Newhall. Ze spisu przeprowadzonego 10 lat później dowiadujemy się, że Ben ma jeszcze czworo młodszego rodzeństwa. Państwo Warrenowie mają wówczas ósemkę dzieci. Kolejnych 10 lat później Joseph i Henry mają już 12 dzieci i mieszkają pod nowym adresem, przy Union Road 201 w Newhall. Młody Ben pracuje wówczas, podobnie jak jego ojciec, jako kotlarz. Ślub Benjamina z jego daleką kuzynką Minnie Staley odbył się 21 października 1902 roku w kościele Emmanuela w Swadlincote (ślub został zarejestrowany w Burton-upon-Trent, grudzień 1902). W tym czasie Ben już od czterech lat był piłkarzem pierwszej drużyny Derby County. Wcześniej grał w juniorskich zespołach w Swadlincote i Newhall, a następnie w już w „dorosłych” drużynach Newhall Town FC i Newhall Swifts FC. Działacze Derby County udali się do Newhall w maju 1898 roku, aby pozyskać zdolnego lewego obrońcę. Z czasem Warren zaczął grać na prawej stronie defensywy, stając się jednym z najlepszych na tej pozycji w całym kraju. Bazując na relacjach prasowych sprzed ok. 120 lat, można stwierdzić, że Warren był dobry w odbiorze piłki. Grał twardo, ale bardzo fair. Często włączał się do akcji ofensywnych, co nie było typowe dla obrońców w tamtym czasie. Słynął także ze starannej pielęgnacji swoich wąsów. Derby County, nazywane często The Rams, było wówczas ambitną drużyną, której marzyły się większe sukcesy niż wicemistrzostwo Anglii w 1896 i dwa przegrane finały Pucharu Anglii w 1898 i 1899. Za pierwszym razem lepsze w finałowym meczu lepsze okazało się Nottingham Forrest, a za drugim Sheffield United. W rozrywkach 1901/1902 Derby z Warrenem w składzie również dobrze radziło sobie w rozgrywkach Pucharu Anglii, a Ben imponował skutecznością. We wszystkich pucharowych meczach zdobył łącznie osiem goli. Barany wygrały kolejno z Blackburn Rovers 2:0, Lincoln City 3:1 i Portsmouth 6:3 (po wcześniejszym remisie 0:0). W półfinale Derby trafiło na Sheffield United, z którym miało rachunki do wyrównania. Spotkanie odbyło się w West Bromwich i zakończyło się remisem 1:1. W powtórzonym meczu rozegranym w Wolverhampton znów padł remis 1:1. Dopiero w trzecim spotkaniu (tym razem w Nottingham) piłkarze Sheffield okazali się lepsi i wygrali 1:0. W kolejnym roku piłkarze Derby byli jeszcze bardziej zdeterminowani, aby zwyciężyć w FA Cup. 2:1 ze Small Heath, 2:0 z Blackburn Rovers, 3:0 ze Stoke (gol Warrena) i 3:0 w półfinale z Millwall (znów bramka Warrena) dały The Rams awans do finału. Finał rozegrany na starym stadionie Crystal Palace w Londynie odbył się 18 kwietnia 1903 roku. Grające w błękitno-granatowych strojach Bury FC nie dało żadnych szans występującej w czerwonych koszulkach i czarnych spodenkach drużynie Derby County. Warren zagrał w spotkaniu jako prawy pomocnik w ustawieniu 2-3-5. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Bury 6:0. W kolejnych latach, w których Warren by członkiem zespołu drużynie Derby nie udało się dotrzeć już do finału. Na zdobycie jedynego w historii Pucharu Anglii The Rams czekały aż do 1946 roku, a na mistrzostwo (jedno z dwóch) do 1972 roku. Warren grał w Derby do 1908 roku. W tym czasie uzbierał łącznie 242 ligowe spotkania. Jego kolegami z drużynami byli zawodnicy, którzy zapisali się złotymi zgłoskami w historii Derby County — Steve Bloomer (474 ligowych meczów), Jimmy Methven (458 meczów), Archie Goodall, młodszy brat Johna (380 spotkań), George Richards czy Charlie Morris.
Dobra i stabilna forma w meczach ligowych i pucharowych zaowocowała powołaniem Warrena do reprezentacji Anglii. 17 lutego 1906 w meczu przeciwko Irlandii (wtedy będącej jeszcze częścią Zjednoczonego Królestwa) Warren zadebiutował w kadrze, a Anglia wygrała 5:0. Spotkanie odbyło się w ramach 22. edycji British Home Championship — turnieju rozgrywanego między reprezentacjami z Wysp Brytyjskich. Warren zagrał także w wygranym 1:0 meczu z Walią i przegranym 1:2 spotkaniu ze Szkocją. Do 1 kwietnia 1911 roku Warren uzbierał w kadrze 22 mecze i zdobył dwie bramki — obie w spotkaniach z Austrią. Najpierw w 1908 roku trafił do siatki Austriaków w meczu wygranym aż 11:1, a rok później w rywalizacji zakończonej wynikiem 8:1 dla Synów Albionu. W ostatnim meczu, w którym grał Ben Warren, Anglicy zremisowali ze Szkocją 1:1. 28 lipca 1908 roku Chelsea zapłaciła drużynie Derby County 1000 funtów za pozyskanie Warrena. Chrapkę na Bena miały też Leicester Fosse (do 1919 nazwa dzisiejszego Leicester City) i Manchester City. Warren wybrał jednak Chelsea, ale odrzucił możliwość przeniesienia się na stałe do Londynu. Po każdym meczu w barwach Chelsea wracał do domu w rodzinnym Newhall. W barwach The Blues zadebiutował w meczu z Preston North End 1 września 1908 roku. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a Chelsea wystąpiła w następującym składzie: Jack Whitley – John Cameron, Thomas Miller, Ted Birnie, Robert McRoberts, Ben Warren, Norman Fairgray, Angus Douglas, Percy Humphreys, George Hilsdon, Jimmy Windridge. Warren bez trudu zdobył stałe miejsce w drużynie Chelsea, utrzymał także swoją pozycję w narodowej kadrze. Kolejny sezon(1909/1910) przyniósł Warrenowi pierwsze poważne problemy zdrowotne. Opuścił drugą połowę sezonu z powodu cysty (rodzaju torbieli) na boku tułowia. 4 grudnia 1909 roku Warren zagrał jeszcze w wygranym meczu Chelsea z Bristol City 4:1 (dwa gole słynnego Viviana Woodworda), a już 21 grudnia został zoperowany w szpitalu Świętego Tomasza w Londynie. Podczas drugiej części sezonu Warren tylko raz pojawił się na boisku — 7 marca w zakończonym bezbramkowym remisem meczu z Sheffield United. Dla Chelsea nie była to dobra kampania. Dziewiętnaste, czyli przedostatnie miejsce w tabeli oznaczało spadek do Second Divison. Sezon 1910/1911 już z w miarę zdrowym Warrenem Chelsea rozpoczęła od wyjazdowego zwycięstwa z jego byłym klubem, Derby County 4:1. Hat-tricka strzelił w tym spotkaniu George Hilsdon (prawie 100 bramek dla The Blues w zaledwie sześć lat). Warren również imponował swoją grą i ponownie stał się ważnym członkiem zespołu. Najczęściej grał na boku trzyosobowej linii pomocy. Chelsea radziła sobie nieźle, wygrywając m.in. 7:0 z Lincoln City czy 3:1 z West Bromwich. Ostatecznie jednak to ta ostatnia drużyna zajęła pierwsze miejsce w lidze i wywalczyła awans. Drugi był Bolton, a Chelsea dopiero trzecia. Na pocieszenie został tytuł króla strzelców dla Boba Wittinghama (31 goli). O krok od sukcesu The Blues byli też w FA Cup. Po pokonaniu Leyton Orient, Chesterfield Town, Wolverhampton i Swindon Town Chelsea znalazła się w półfinale krajowego Pucharu. Na St. Andrew’s Stadium w Birmingham rywalem Chelsea było Newcastle. Porażka 0:3 zakończyła marzenia ówczesnego drugoligowca o zdobyciu prestiżowego trofeum. Warren nie mógł wtedy wiedzieć, że więcej przed taką szansą już nie będzie dane mu stanąć. Sezon 1911/1912 był bardzo udany dla Chelsea. 54 punkty i drugie miejsce w tabeli dały upragniony powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej. Bob Wiittingham tym razem zdobył mniej bramek (26), ale i tak był najlepszym strzelcem zespołu. Prawie wszystko układało się po myśli fanów The Blues. Prawie. Dla Benjamina Warrena i jego rodziny jesień 1911 roku była początkiem koszmaru, który nie miał szczęśliwego końca. 28 października 1911 roku Chelsea wygrała 4:1 z Clapton Orient (ówczesna nazwa Leyton Orient). Jedna z prasowych relacji głosiła: ,,Wagę zwycięstwa podkreśla fakt, że zawodnik Ben Warren był w drugiej połowie tylko statystą”. Taki stan rzeczy spowodowany był kontuzją kolana, której doznał. Przypomnijmy, że w tamtych czasach nie było możliwości dokonania zmiany. Lekarze uznali, że jest to niewiele więcej niż rutynowa kontuzja, a artykuł z gazety The Evening Telegraph & Post z 22 listopada 1911 roku sugerował, że uraz Warrena nie jest poważny: ,,Ben Warren robi wielkie postępy. Stan kontuzjowanego kolana poprawił się znacznie szybciej, niż się spodziewano, a teraz Warren spokojnie ćwiczy, aby wzmocnić mięśnie. Oczekuje się, że za kolejne trzy tygodnie znów będzie w formie meczowej”.
Takie twierdzenia okazały się jednak nieuzasadnionym hurraoptymizmem. Kolano nie goiło się, jak należy. Warren im dłużej przebywał w szpitalach i był poza domem, tym bardziej martwił się, jak nakarmi swoją żonę i czwórkę dzieci. W ówczesnej rzeczywistości piłkarz, który nie grał, nie otrzymywał wynagrodzenia. Warren obawiał się nie tylko perspektywy przedwczesnego zakończenia kariery, ale także utraty zdolności do wykonywania jakiejkolwiek godziwej pracy. Kolejna miesiące przynosiły tylko gorsze wiadomości. Gazety donosiły, że u Warrena rozwinęła się „gorączka mózgowa”. Zdaniem prasy, Warren, wcześniej łagodny i kulturalny człowiek, „stał się bardzo dziwny a czasami agresywny”. 15 grudnia 1911 r. trafił do prywatnej kliniki. Rick Glanvill tak pisał o tym fakcie w oficjalnej monografii Chelsea FC: ,,Został przyjęty do prywatnej kliniki w Nottingham, cierpiąc na ostrą manię, urojenia, że został otruty oraz halucynacje słuchu i wzroku”. Wiedza o leczeniu tego rodzaju chorób na początku XX wieku była dużo mniejsza niż obecnie. Psychiatria budziła wówczas wielkie zainteresowanie naukowców, ale metody leczenia znacznie odbiegały od dzisiejszych. Warrenowi starano się zapewnić jak najlepsze warunki odzyskiwania zdrowia. Nie bez znaczenia było to, że piłkarz był znaną publicznie postacią. W lutym 1912 roku Warren musiał przyjąć kolejny cios. Mająca od lat problemy z płucami matka piłkarza, Emily zachorowała na grypę. Ciężki przebieg choroby oraz troska o swego syna doprowadziła panią Warren do śmierci. Pogarszający się stan Warrena skłonił lekarzy do decyzji o umieszczeniu Bena w zakładzie zamkniętym. ,,Ben Warren został przeniesiony z Nottingham do zakładu w Mickleover, bliżej jego własnego domu. Nadal daleko mu do wyzdrowienia— donosił „The Manchester Courier”, w poniedziałek, 11 marca 1912 roku”. Kontuzjowane kilka miesięcy wcześniej kolano Warrena miało się już zdecydowanie lepiej. Natomiast stan umysłu piłkarza Chelsea mógł budzić bardzo poważny niepokój. Po kilku miesiącach pobytu w zakładzie w Mickleover wciąż sprawny fizycznie Warren postanowił stamtąd uciec. Przyjrzyjmy się nieco dłuższemu cytatowi z gazety The Courierz 5 września 1912, aby przekonać się, jak skończyła się ta próba. Wczoraj rano, tuż przed drugą, na Derby Road w Nottingham miał miejsce niesamowity incydent. Uwagę przyciągnął nagi mężczyzna przechodzący między fontanną a główną bramą cmentarza. Inny mężczyzna, który akurat pił przy fontannie, zobaczył tajemniczą postać i był tak przerażony, że pobiegł za nią z pełną prędkością wzdłuż Alfreton Road. Pozostali przechodnie podążyli za tą postacią w dół Derby Road. Mężczyzna palił papierosa i nie miał na sobie nic poza kołnierzem i krawatem. Przechodząc Derby Road, zobaczył goniących go mężczyzn i krzyknął: „Dobranoc, Jack”. Przechodnie niespokojnie podążyli za nagim mężczyzną i zobaczyli, jak oddawał się dziwacznym wybrykom. Skakał po chodniku i jezdni, jakby się bawił w wyimaginowaną grę w piłkę nożną i wrócił drogą w kierunku mężczyzn. Mężczyźni podeszli do dziwnego „piłkarza”i spytali go, co robi. Powiedział im, że jedzie do Trent Bridge, aby zagrać w meczu. Musiał tam być o 15:30. Wkrótce przybył inspektor policji i przekonując nieznajomego, że zostanie zabrany na boisko piłkarskie, nakłonił go do udania się do Guildhall, gdzie mężczyzna podał nazwisko Ben Warren i powiedział, że mieszka w Derby. Kilkakrotnie nawiązał do gry w Derby County ze Steve’em Bloomerem i innymi znanymi piłkarzami, a później został rozpoznany przez dziennikarza jako słynny obrońca lub pomocnik. Żałosną sytuację Warrena tłumaczy fakt, że po opuszczeniu Derby County kilka sezonów temu przeniósł się do Chelsea, gdzie doznał urazu kolana, co wymagało operacji chirurgicznych. W końcu udał się do swojego domu w Newhall, a następnie do szpitala publicznego w Nottingham, gdzie przebywał kilka miesięcy i poinformowano go, że jego stan znacznie się poprawił. Warren, jeszcze tydzień temu, był w szpitalu psychiatrycznym hrabstwa Derbyshire w Mickleover, gdzie był przeniesiony z Nottingham. Uważa się, że uciekł z Mickleover i szedł pieszo do Nottingham, czyli odległość 20 mil. Kilka dni później po tych wydarzeniach w gazecie The Evening Telegraph and Post ukazał się zaskakujący artykuł. Autor tekstu sugerował, że Warren ma się coraz lepiej. Czytelnicy mogli dowiedzieć się, że Ben jest w dobrej formie fizycznej, znów jest dawnym sobą i wkrótce wróci do gry w Chelsea. Biorąc pod uwagę, iż kilka dni wcześniej Warren biegał nagi po parku w Nottingham, doniesienia gazety wydawały się mało wiarygodne i dawały fałszywą nadzieję wielbicielom jego futbolowego talentu. Dwa dni później sprawę skomentował pracownik Chelsea, A.J. Palmer, który bez ogródek stwierdził, że tekst, który ukazał się w gazecie, jest zwykłą bzdurą. ,,Chciałbym, żeby tak było, ale pewne jest, że Ben Warren nie będzie w stanie grać w Chelsea w tym sezonie i osobiście wątpię, czy kiedykolwiek będzie na tyle zdrowy, by grać w pierwszoligowym futbolu. Proszę publicznie zaprzeczyć tej pogłosce”. O tym, że rację miał raczej Palmer niż dziennikarz The Evening Telegraph and Post świadczyć mogą kolejne wydarzenia. Według personelu szpitala Warren uważał się za nieprzydatnego i często wspominał o tym, że popełni samobójstwo. Raz zdarzyło się, że podarł prześcieradła na strzępy i usiłował się powiesić. Jego stan nie poprawił się na pewno w związku z doniesieniami o wybuchu I wojny światowej i wysłaniu na front jego braci. Wszyscy przeżyli wojnę, choć brali udział w krwawej bitwie nad Sommą, w której śmierć poniosło ponad 400 tysięcy brytyjskich żołnierzy. Przebywający w zamkniętym zakładzie Ben nie doczekał końca Wielkiej Wojny.
W sierpniu 1916 roku u Warrena zaobserwowano niepokojący suchy kaszel, po dwóch miesiącach zdiagnozowano u niego gruźlicę. Wyczerpany psychicznie Ben nie miał siły walczyć z chorobą. 15 stycznia 1917 roku pół godziny przed północną Ben Warren został znaleziony martwy przez mającego nocny dyżur opiekuna. Zanim doszło do tego tragicznego wydarzenia, angielskie środowisko piłkarskie wyszło z inicjatywą udzielenia pomocy finansowej rodzinie Bena Warrena. W tym celu zorganizowano dwa mecze charytatywne. 27 kwietnia 1914 roku rozegrano mecz „Południe” kontra „Północ”. „Południe” wystąpiło w składzie: Molyneux (Chelsea); Shaw (Arsenał), Colclough (Crystal Palace), White (Fulham), Logan (Chelsea), Grimsdell (Tottenham Hotspur); Walden (Tottenham Hotspur), Woodward (Chelsea), Davis (Millwall), McFadden (Clapton), McNeil (Chelsea). W drużynie „Północy” zagrali natomiast: Pearson (West Bromwich); Crompton (Blackburn Rovers), Womack (Birmingham); Barbour (Derby County), Roberts (Oldham); Meredith (Manchester United), Shea (Blackburn Rovers), Osborn (Preston North End), Bache (Aston Villa), Henshall ( Notts County). Najpierw prowadzenia objęli piłkarze z północy(gol Bache’a) ale strzały McFaddena i Forda (wszedł z ławki) dały zwycięstwo „południowcom”. Najważniejsze było jednak to, że z biletów zebrano kwotę, którą po odliczeniu kosztów organizacji, w całości przekazano żonie piłkarza, pani Minnie Warren. Kilka dni później w Newhall zorganizowano mecz miejscowego zespołu Newhall Swifts z Derby County. Goście wygrali 4:1, jednak ponownie najważniejsza była kwota zebrana na rzecz żony i dzieci Bena Warrena. Łącznie z obu spotkań, a także z licznych datków uzbierano kwotę 613 funtów. Pogrzeb odbył się w Newhall, 18 lutego 1917 roku, w obecności dużej liczby żałobników. Warrena żegnała nie tylko rodzina i mieszkańcy Newhall, ale także przedstawiciele świata angielskiej piłki. W 1929 w tym samym grobie pochowany został najmłodszy syn Warrena, Grenville. Po latach (w 1963) spoczęła tam także żona Bena, Minnie. Przez wiele dziesięcioleci rodzinny grobowiec Warrenów był zapomniany i bardzo zaniedbany. Dopiero w ostatnich latach grób został uporządkowany przez krewnych. Dzięki miejscowemu historykowi Stuartowi Haywoodowi odsłonięto tablicę pamiątkową w miejscu urodzenia Warrena. Jego rodzinny dom został częścią szlaku edukacyjnego prezentującej dziedzictwo miasta Swadlincote i okolic. Mający już ponad 80 lat Stuart Haywood uważany jest za najlepszego znawcę życiorysu Warrena. W rozmowie z Derby Telegraph przyznaje, że stylem gry Ben Warren mógł przypominać Stevena Gerrarda, mimo iż grał na innej pozycji: ,,Oczywiście nigdy nie widziałem, jak grał i nie ma żadnych nagrań ale na podstawie doniesień o jego kondycji, nieustannym bieganiu, zdecydowanych interwencjach i celnych podaniach, jego styl był prawdopodobnie podobny do stylu Gerrarda. Piłkarskie tradycje w rodzinie Warrenów kontynuował syn Bena, Harry. Grał w drużynie Folkestone Invicta, w której z czasem został grającym menadżerem. Później prowadził też drużyny Chelmsford City, Southend United i Coventry City. Życiorys Bena Warrena to z całą pewnością historia tragiczna. Jego niewątpliwie udaną karierę sportową przerwał szereg następujących po sobie nieszczęść. Choć był przecież jednym z najbardziej znanych piłkarzy w kraju, to pomoc, której mu udzielono, nie wystarczyła, aby ocalić go przed chorobą psychiczną i śmiercią. Patrząc na tę historię z perspektywy ponad stu lat łatwo zauważyć, jak wiele zmieniło się w świecie futbolu od tamtego czasu. Zdrowie współczesnych piłkarzy monitorowane jest przez szereg specjalistów, a w razie problemów futboliści otaczani są troskliwą opieką. Warto pamiętać o tym kontraście i jeszcze bardziej docenić trud zawodników, którzy dostarczali kibicom rozrywki przed stu laty.
8
Legenda Derby, która odeszła za wcześnie:
@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360
0
@MesQueUnClub22 Może i pachołek ale taki de Vrij, który również wszedł jako zmiennik, to już nie można go nazwać pachołkiem! Jednak chyba przyznasz mi racje że doświadczenie i jakość kadry jest po stronie Interu?
10
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
7 maja 1918 r. w Hajdukach Wielkich urodził się Henryk Alszer. Jeden z czołowych napastników chorzowskiego Ruchu w latach powojennych. Swoją piłkarską karierę rozpoczął w 1934 r. w RKS Hajduki. Później grał jeszcze w Hajduczance i KS CHorzów. Kiedy wybuchła wojna występował w zespole 06 Załęże. W czasie okupacji był zawodnikiem Bergknappen. To właśnie wojna zabrała mu najlepsze piłkarskie lata. Jako zawodnik niemieckiego klubu zyskał opinię niezwykle skutecznego napastnika, co zaowocowało powołaniem do reprezentacji Śląska. W 1944 r. został przymusowo wcielony do Wehrmachtu, ale wkrótce zdezerterował na terenie Francji i przedostał się do Wielkiej Brytanii. Tam zgłosił się jako ochotnik do służby w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. W 1945 r. występował we francuskim Lens, a później w szkockim Forres. Kiedy w 1946 r. na tournée w Szkocji przebywał Team Silesia, to do drużyny zgłosiło się kilku przedwojennych piłkarzy, którzy służyli u generała Andersa. Wśród nich był też Alszer. Podpisali karty zgłoszenia do Ruchu i wkrótce wszyscy pojawili się w Chorzowie. Alszer znakomicie rozumiał się z młodym Gerardem Cieślikiem. Kiedy Niebiescy pokonywali 5:0 kijowskie Dynamo, to właśnie ta dwójka była nieuchwytna dla zawodników rywali. Sam Cieślik wspominał, że to był chyba najlepszy mecz Alszera w klubowych barwach. W szczytowym okresie formy imponował szybkością i energią. Grał na środku ataku i był raczej egzekutorem niż konstruktorem akcji. Obok niego grali Cieślik i Breitner, z którymi stworzył trio ABC. Równie dobrze radził sobie jednak na prawym skrzydle. W zależności od sytuacji potrafił wrzucać miękkie centry w pole karne albo posyłać ostre, przeszywające piłki. Był filarem mistrzowskiego zespołu z lat 1951-1953. Już w 1950 r. próbował swoich sił jako trener – dojeżdżał wtedy raz w tygodniu do Głuchołaz, gdzie pomagał miejscowej Unii. W Ruchu grał do 1957 r., potem jako grający trener występował w Górniku Katowice i Pogoni Nowy Bytom. Fatalnie znosił podróże, nawet te samochodowe. Kiedy jego szkoleniowa kariera zaczynała się rozwijać, zginął tragicznie pod kołami samochodu 31 grudnia 1959 r. ,,Do tragedii doszło w Sylwestra, więc wielu myślało, że „Walek” był pijany. Zapewniam, że to nieprawda. Przyszedł do mnie wieczorem feralnego dnia, był zupełnie trzeźwy. Wybierał się dopiero na sylwestrową zabawę. Dla wszystkich, którzy go znali, była to wielka strata” – opowiadał jego przyjaciel Henryk Hajduk. W Reprezentacji rozegrał 13 meczów, strzelając 2 gole.
@Adran360
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_
2
@Adran360 Nie no, akurat większość finałów w europejskich pucharach to żeśmy wygrywali! Co innego ćwierćfinały a zwłaszcza półfinały...
Co do pecha też bym spekulował czy był, zwłaszcza wczoraj...
10
Debiuty żywych legend FC Barcelony:
7 maja 2002 r. w finale Pucharu Katalonii z FC Terrasa zadebiutował w pierwszej drużynie Barçy Andres Iniesta. 18-letni wówczas pomocnik wszedł na boisko w 49 minucie meczu przy stanie 1:1, lecz nie zdołał pomóc kolegom na tyle by zdobyć puchar. Barça niestety przegrała ten finał rzutami karnymi 4:1.
@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360
9
Duma Katalonii w finałach europejskich pucharów:
7 maja 1986 r. FC Barcelona przegrała finał Pucharu Europy Mistrzów Klubowych po rzutach karnych. Przeciwnikiem na rozgrywanym Ramon Sanchez Pizjuan obiekcie był mistrz Rumunii Steaua Bukareszt. Mecz zakończył się wynikiem 0:0 a dogrywka również nie przyniosła goli. Potrzebne były zatem rzuty karne. Bohaterem tych karnych został Rumuński bramkarz Duckadam, który obronił wszystkie 4(!) ,,jedenastki”, strzelane kolejno przez Alexanco, Pedraze, Pichiego Alonso i Marcosa. Bramkarz Barçy Urruti wybronił ,,tylko” 2 karne i Steaua wygrała 2:0, wywołując rozpacz na trybunach zdominowanych przez kibiców Blaugrany.
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_
1
W dwumeczu z Interem padło ile? 13 goli? To tylko świadczy o niskiej jakości defensywy jednych i drugich. Obydwie defensywy to jak dobry szwajcarski ser. Jedynym przysłowiowym serem z niewielką ilością dziur był Jan Sommer i uważam że to on jest ojcem awansu swojej drużyny do finału. Jednak o awansie w głównej mierze zadecydowała jakość kadry a tę lepszą i szerszą posiadał Inter. Jeśli taki Frattesi zmienia bardzo porządnego Mchitarjana i strzela decydującego gola o awansie, to tylko świadczy o tym, jaką jakość prezentuje druga jedenastka Interu. A u nas kto wchodząc z ławki jest w stanie strzelać gole? Pau Victor, Gavi, Fort, Ansu Fati? Moim skromnym zdaniem na Estadio Lluis Companys nieco lepszy był Inter a na San Siro nieco lepsza była Barcunia. Jednak w dwumeczu nieco lepszy okazał się Inter i to on zasłużenie awansował do finału...
11
Feyenoord po raz pierwszy w dziejach:
6 maja 1970 r. Feyenoord Rotterdam pokonuje Celtic Glasgow 2:1(1:1,1:1) po dogrywce w finale PEMK. Holenderska Ekipa po raz pierwszy w historii zagrała w finale najważniejszych klubowych rozgrywek w Europie. Jej rywalem był zdobywca pucharu z 1967 roku- Celtic Glasgow, który nadspodziewanie łatwo wygrał dwa razy z Leeds United. W Celticu prowadzonym wciąż przez Jocka Steina grała większość piłkarzy pamiętających sukces sprzed trzech lat. Mecz odbył się na stadionie San Siro w Mediolanie. Pierwsze dwa gole padły w odstępie dwóch minut. Najpierw Szkot Gemmel w swoim stylu ruszył za atakiem, po rzucie wolnym Uderzył z 30 m i było już 1:0. To działo się po około pół godziny gry. Chwilę później po rzucie rożnem stoper Rimus Israel wykorzystał nieuwagę Obrońców zdobywając wyrównanie. Na decydującego gola trzeba było czekać aż do dogrywki. Obydwa zespoły prezentowały dość wyrównany poziom, więc włoski sędzia rzadko interweniował przy faulach. Grano ostro, w podobnym stylu, lecz fair. W 117 minucie, kiedy już większość graczy odczuwała zmęczenie a niektórzy Czekali na gwizdek i powtórzenie gry (taki były wtedy regulamin ), Ove Kindvall zdecydował się na indywidualną akcję. Przedarł się przez obronę, przedryblował dwóch defensorów i z bliska nie dał szans Williamsowi. W taki sposób Feyenoord zdobył po raz pierwszy w swojej historii Puchar Europy Mistrzów Klubowych.
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_
0
@ProMILs Przepraszam że niezareagowałem natychmiast na twój komentarz ale musiałem pilnie wyjść z domu. Wracając do sedna sprawy, to ja też prawie darłem morde w domu. Podkreślam prawie, gdyż w pokoju obok spała już moja mama, która właśnie akurat dzień wcześniej przyjechała do mnie na wieś, w związku z czym musiałem mocno pohamować moje emocje a przedewszystkim jakiekolwiek krzyki! Miałem już wówczas 37 lat i gdyby nie mama, to wrzeszczałbym w niebogłosy a i tak by mnie nikt nie usłyszał w tym lesie...
10
Nie z Barçą takie numery wy niemieckie… ,,Brunery”:
6 maja 2015 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Bayern Monachium 3:0 w pierwszym meczu półfinału Champions League. Przed zmaganiami Bayernu z Barçą najwięcej mówiło się oczywiści o pojedynku Guardioli, który w szóstym występie trenerskim w Lidze Mistrzów szósty raz dotarł do półfinału, z nieco starszym, lecz podążającym w zawodzie trenera jego tropem Luisem Enrique. ,,Nigdy dotychczas nie rywalizowałem z Pepem. Czuje ekscytacje a on nigdy nie grał przeciwko Blaugranie. Będzie się działo”- skomentował ,,Lucho” wyniki losowania. No i się działo! Bohaterem starcia z Bayernem był naturalnie Messi, który strzelił 2 gole i wypracował trzeciego Neymarowi. Oglądając raz jeszcze tamtą konfrontacje, nie sposób jednak nie dojść do wniosku że Luis Enrique przechytrzył Guardiole. Ten postanowił rzucić wyzwanie swoim byłym podopiecznym i nakazał monachijczykom agresywny pressing od początku meczu. Zawodnicy Bayernu biegali więc jak opętani za rywalami, nie pozwalali im swobodnie odetchnąć, podejść pod własną bramke, zabierali piłke a potem rozgrywali z wykorzystaniem wychodzenia na wolne pole. Barça po raz pierwszy od 101 meczów w Lidze Mistrzów zanotowała tamtego wieczoru mniejsze posiadanie piłki od rywala- 46,5 do 53,5 procent. Tyle że zamierzonego celu, czyli strzelenia gola, jakoś nie udawało się Niemcom osiągnąć a sił im ubywało. Gospodarze zaś grali cierpliwie, czekając aż rybie szamocącej się w jej sieci zabraknie powietrza a gdy to się stało, zadali trzy ciosy. Bayern bez Robbena i Ribery’ego, z Lewandowskim w chronionej uszkodzoną twarzą masce(z kolei wśród gospodarzy Macherano grał ze złamanym palcem u ręki), która wyraźnie mu przeszkadzała i z Guardiolą, który po stracie gola na 0:1 wpadł na kiepski pomysł wymiany Müllera na Götzego, doznał upokarzającej porażki, choć jeszcze na kwadrans przed końcem wydawało się że ma wszystko pod kontrolą. Guardiola ,,przekołczował”, czyli wymyślił zbyt karkołomny plan na mecz, nie ostatni zresztą raz w karierze.
Tylko spójrzcie:
@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360
10
Tak, to jest ten cud!
6 maja 2009 r. FC Barcelona dokonała ,,cudu”, remisując na Stamford Bridge z tamtejszą Chelsea FC 1:1 w rewanżowym meczu półfinału Ligi Mistrzów. Podopieczni Guardioli przegrywali z londyńską Chelsea już od 9 minuty po kapitalnym uderzeniu z dystansu Essiena a od 65 minuty grali w dziesiątke po czerwonej kartce dla Abidala i kilkukrotnie byli bliscy straty drugiego gola. Chelsea jednak nie wykorzystała swoich szans. W ostatnich sekundach meczu rozpaczliwe dośrodkowanie w pole karne ,,The Blues” posłał Dani Alves, piłke zgraną przez obrońców źle przyjął Eto’o, próbujący wybić ją jak najdalej od własnej bramki Essien nie trafił czysto i futbolówka trafiła pod nogi Messiego. Argentyńczyk wyłożył ją nadbiegającemu Inieście, który strzałem zza pola karnego prawą nogą umieścił piłke tuż pod poprzeczką. Kataloński komentator krzyczał ,, Kaiserlslautern!, Kaiserslautern!, Kaiserslautern!” przypominając podobnie istotnego gola strzelonego niegdyś przez Bakero w Lidze Mistrzów. Po końcowym gwizdku piłkarze Chelsea długo nie mogli się pogodzić z wynikiem a kibice wypominali Norweskiemu arbitrowi kilka niepodyktowanych rzutów karnych dla gospodarzy. Powtórki pokazały iż londyńczykom należał się tylko jeden rzut karny, natomiast kibice Barçy przypominali brak rzutu karnego na Henry’m w pierwszym meczu na Camp Nou. Tak czy inaczej Duma Kataloni miała mnóstwo szczęścia w tym meczu ale jak to mówią ,,szczęście sprzyja lepszym”. Ja natomiast jak dziś pamiętam komentarz pana Szpakowskiego w chwili strzelenia gola przez Inieste, który brzmiał: ,, Tak to jest ta akcja, tak to jest Iniesta, tak to jest Barça, tak to jest ten cud!”. Szkoda że takie ,,cuda” zdarzają się bardzo rzadko…
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_