9

Przełomowa data w dziejach Dumy Katalonii:

5 czerwca 2008 r. Josep Guardiola podpisał kontrakt na prowadzenie pierwszego zespołu FC Barcelony. Decyzja Joana Laporty o zatrudnieniu byłej gwiazdy wydawała się zaskakująca. Jedynym doświadczeniem trenerskim Guardioli było prowadzenie Barçy B, którą objął rok wcześniej i z którą wywalczył awans z czwartej do trzeciej ligi hiszpańskiej. Wśród potencjalnych następców Franka Rijkaarda wymieniało się Michaela Laudrupa a nawet Jose Mourinho ale ostatecznie zdecydowano się na 37-letniego Katalończyka, który podpisał dwuletnią umowę. Jak się okazało pan Laporta miał bardzo dobrego nosa. Swoją drogą bardzo ciekawe jak by to się potoczyło gdyby Laporta zdecydował się jednak zatrudnić Mourinho…?

@Adran360
@AssisMoreira
@Astad
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

9

@FCBparasiempre
4 czerwca 1958 r. urodził się Leszek Lipka, pomocnik. Gdy reprezentacja Polski ostatni raz pokonała Holandie(2:0), na Stadionie Śląskim błyszczał debiutant: najmłodszy w drużynie Leszek Lipka. „Udał się nam wielki mecz.”- uśmiecha się były pomocnik krakowskiej Wisły, który asystował przy golu Bońka. 2 maja 1979 r. Polacy grali w Chorzowie piekielnie ważny mecz w eliminacjach ME. Holendrzy byli aktualnymi wicemistrzami świata, w finale mundialu wystąpili drugi raz z rzędu. Na Śląskim nie dali jednak rady Biało-Czerwonym, którzy po trochę rozczarowującym starcie na mundialu w Argentynie wciąż marzyli o wielkich sukcesach. Jeszcze nigdy nie zagrali w mistrzostwach Starego Kontynentu. Ekipa Kuleszy przymierzyła się do tego celu. W grupie zdążyła się jednak potknąć, przegrywając w Lipsku z NRD(1:2). Wobec tego 2 tygodnie później należało bezwzględnie wygrać ze świetną ekipą Oranje. Rywali ,,napoczął” w 20 minucie Boniek po kapitalnej akcji: Lipka do Bońka, Boniek do Lipki, znowu Lipka do Bońka i holenderska defensywa posypała się w drobny mak. 1:0 dla Polski! Dzięki prowadzeniu w drugiej połowie nasi mogli częściej czyhać na błędy rywali i kontrować. Po jednej z takich akcji na pustą już bramke strzelał Lato a kapitan Ruud Krol zatrzymał piłke ręką. Rzut karny ,,w stylu Panenki” wykorzystał Włodzimierz Mazur. Cała Polska była w euforii! Wróciła wiara w moc drużyny, która potrafi przenosić góry. Lipka uczestniczył w meczu raczej niespodziewanie. Filigranowy, błyskotliwy zawodnik Wisły Kraków mógł się cieszyć że w ogóle został wezwany na kadre ale żeby od razu znaleźć się w jedenastce? Selekcjoner ustawił go na prawej pomocy, w tej formacji zagrał też zorientowany bardziej na ofensywę Boniek i mający więcej zadań defensywnych klubowy kolega Lipki Adam Nawałka. Komentujący mecz z Holandią Ciszewski w zachwycie stwierdził że to ,,najmłodsza druga linia świata”. Zachwyt jak najbardziej uzasadniony. Boniek miał wtedy 23 lata, Nawałka 22 a Lipka 21. Jak niestety wielu byłych reprezentantów i ludzi, którzy coś dla polskiego futbolu naprawdę zrobili, dzisiaj jest na peryferiach piłkarskiego świata. Nie chodzi po telewizyjnych studiach, nie udziela się jako ekspert. Niektórzy twierdzą że z takim charakterem kariera trenera czy działacza jest niemożliwa bo z piłkarzami sprawa wygląda inaczej, naprawdę dobry na boisku zawsze się obroni bez względu na charakter a on akurat był dobrym zawodnikiem. Wszystko zaczęło się od turnieju dzikich drużyn. ,,Zebraliśmy się na osiedlu i z pomocą opiekuna zgłosiliśmy swój udział w zawodach. Grało się 7 na 7 na małych boiskach. Dużo było w tym zabawy ale też zdrowej pasji jedenastoletnich dzieciaków. Naszej rywalizacji przyglądali się trenerzy Wisły i mieli co oglądać bo było ze sto drużyn. Wpadłem im w oko. Kazali przyjść na trening, trafiłem do trampkarzy. Jego drużyna miała całkiem groźną nazwe: Everton i w ten sposób do Wisły trafiłem z Evertonu”- śmieje się późniejszy reprezentant Polski. Przy Reymonta szybko stał się jednym z ulubieńców trybun bo trudno było nie lubić faceta, który zawsze biega, drybluje i walczy. Klub szczycił się swoimi wychowankami, on był jednym z nich. W 1975 r. drużyna prowadzona przez Lucjana Franczaka zdobyła mistrzostwo Polski juniorów. Finał z Wartą Poznań odbył się na Stadionie Śląskim jako przedmecz reprezentacji Polski z… Holandią. Wtedy też chodziło o eliminacje ME, Holendrzy również byli wicemistrzami świata i też przegrali(1:4). ,,Oglądałem ten mecz z trybun miedzy innymi w towarzystwie Nawałki. Mogliśmy pomarzyć o występie w tak niesamowitym meczu, na oczach takich tłumów”- przyznaje Lipka. Za to 4 lata później jego marzenia się spełniły. W kadrze nie grał zbyt długo ale za to bardzo intensywnie. Należal do ulubieńców Ryszarda Kuleszy, który ufnie na niego stawiał. ,,My naprawdę mielismy podobne charaktery. Skupialiśmy się na robocie, unikaliśmy niepotrzebnej wrzawy. Nadawaliśmy na tych samych falach”- opisuje pan Leszek. Najlepszy dla Lipki był rok 1979. Wisła była mistrzem Polski, tytułu nie obroniła ale świetnie grała w Pucharze Europy. Na początek, jeszcze jesienią 1978, odprawiła z kwitkiem FC Brugge. Na wyjeździe przegrała 1:2, w rewanżu długo utrzymywał się wynik 1:1 i wtedy do siatki trafił Lipka. Osiem minut do końca. Wiślacy dostali skrzydeł, strzelili jeszcze jednego gola i awansowali bez dogrywki. Po wyeliminowaniu Zbrojovki Brno byli już w ćwierćfinale elitarnych rozgrywek, w których wtedy grali jeszcze wyłącznie mistrzowie krajów. Wiosną Białą Gwiazde czekało starcie z Malmö FF. W Krakowie wygrała 2:1. Na wyjeździe Kmiecik w 58 minucie zdobyl gola na 1:0 a potem wydarzyło się coś, co dla każdego wiślaka na zawsze pozostanie traumą. Mistrzowie Szwecji wyrównali w 66 minucie z rzutu karnego a następnie strzelili jeszcze 3 gole! Gdy było 1:3, trener Lenczyk zdjął z boiska słabo dysponowanego bramkarza Goneta… To były 24 minuty, które wstrząsnęły Wisłą. ,,Do tej pory nie mogę sobie wytłumaczyć, co się wtedy z nami stało, choć nie raz się zastanawiam bo nawet po ponad 40 latach trudno machnąć ręka na wielka szanse, która w dziwny sposób wymknęła nam się z rąk. Czasami słyszało się że ktoś mógł ten mecz Szwedom puścić ale ja zwyczajnie nie wierze. Przecież bylibyśmy już w półfinale z perspektywami na awans do finału Pucharu Mistrzów! No kto mógłby cos takiego zlekceważyć, to jest nie możliwe”- dowodzi Lipka, jakby ciągle sam siebie przekonywał. Wtedy przykrą porażke nieco sobie osłodził zwycięstwem nad Holandią, lecz uważa że jeśli chodzi o walory piłkarskie, to lepiej zagrał w rewanżu z NRD. Problem w tym że Polacy we wrześniu 1979 na Stadionie Śląskim tylko zremisowali(1:1) i w eliminacyjnej grupie ustawiło ich to pod ścianą. Co z tego że potem w Amsterdamie wydarli punkt Holandii(1:1)skoro potrzebowali zwycięstwa a nie remisu. Tercet Lipka, Boniek, Nawałka już nie był tak efektywny, choć wciąż miał widoki na przyszłość. Właśnie jesienią 1979 Lipka został wybrany na najlepszego polskiego piłkarza w XI Plebiscycie katowickiego ,,Spory”. Docenił go też ,,Przegląd Sportowy” bo dostawał najwyższe noty za ligowe występy. ,,Kmiecik strzelał najcelniej a Lipka grał najlepiej”- informowała na pierwszej stronie gazeta w artykule podsumowującym piłkarską jesień. Po ekstraklasowych trawnikach biegały wtedy takie tuzy, jak Boniek, Lato czy Szarmach ale chwilowo byli w cieniu młodszego od nich Lipki. Tylko że 3 lata później oni strzelali gole na medalowych dla nas mistrzostwach świata a jego w Hiszpanii w ogóle nie było. Kiedy po aferze na Okęciu odszedł z kadry selekcjoner Kulesza, skończyła się też reprezentacyjna historia Lipki. W wyjazdowym meczu z Maltą, który otwierał kwalifikacje do hiszpańskiego mundialu, w 77 minucie strzelił swojego jedynego gola w kadrze, na 2:0. Maltańscy piłkarze a z nimi miejscowi kibice uznali że gol padł ze spalonego. Sędzia liniowy rzeczywiście podniósł chorągiewke ale sygnalizował w ten sposób pozycje Marka Dziuby, nie biorącego udziału w akcji. Sędzia główny ,,puścił” gre. Na sędziów, piłkarzy i na polska ławke rezerwowych poleciały nie tylko butelki ale i kamienie. Mecz został zakończony przed czasem. Kulesze zastąpił Piechniczek i powołał Lipke na pierwsze, zimowe zgrupowanie, zagrał w jego selekcjonerskim debiucie z Rumunią(0:2) i na tym koniec. Wiślak wypadł z kadry na zawsze. ,,Gdyby nie afera na Okęciu, trenerem pewnie dalej byłby Kulesza, to może i ja nadal byłbym w reprezentacji”- zastanawia się Lipka, który ciągle był wierny Białej Gwieździe. Został w niej nawet wtedy, gdy spadła z ekstraklasy i aż 3 lata trzeba było walczyć o powrót do elity. Z sukcesem. ,,Do dzisiaj gdy spotykam starszych kibiców, słyszę że tę moją wierność klubowym barwom doceniają i wiecie co? Miło się tego słucha…”- przyznaje jeden z bohaterów ostatniej zwycięskiej bitwy z Holandią.

1

@Bernard777 Zgadza się w 1999 r. przeciwko Kolumbii! Rok później został bohaterem meczu o mistrzostwo świata, kiedy to Boca pokonała Real Madryt 2:1 a Martin zdobył 2 gole. Jednak mimo tego i tak jest jedną z największych legend Boca Juniors i argentyńskiego futbolu.

10

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

4 czerwca 1906 r. w Łodzi urodził się Antoni Gałecki. Mimo niezbyt imponujących warunków fizycznych był znakomitym obrońcą. Potrafił wielokrotnie przewidywać zachowania rywala i był bardzo rozważny. Jako junior trenował w Harcerskim KS, ale pod koniec 1925 r. trafił do ŁKS-u, któremu był wierny aż do 1947 r. W 1928 r. dostał pierwsze powołanie do reprezentacji, mimo że ŁKS nie należał wówczas do ligowej czołówki. Zadebiutował 27 października w meczu z Czechosłowacją. Nie był jednak etatowym reprezentantem i kolejne występy w narodowych barwach zaliczał w odstępach dwuletnich. Łódzkiej drużynie różnie się wiodło, zmieniali się szkoleniowcy, ale Gałecki zawsze był jednym z filarów zespołu. Zimą piłkarskie buty zamieniał na łyżwy i grał w hokeja. W 1934 r. przez pewien czas pełnił funkcję grającego trenera, ale później wolał się skupić tylko na grze. Wreszcie zaczął odgrywać ważniejszą rolę w reprezentacji. Pojechał na igrzyska olimpijskie do Berlina, gdzie jego partnerami w obronie byli Władysław Szczepaniak i Henryk Martyna. Ze Szczepaniakiem stworzyli znakomity duet, który w reprezentacyjnych barwach rozegrał wiele meczów, w tym pamiętne spotkanie z Brazylią. Ostatni raz wystąpił w narodowych barwach w przegranym 2:3 wyjazdowym meczu z Irlandią. Kiedy wybuchła wojna, został zmobilizowany. Walczył w kampanii wrześniowej, później przedostał się na Węgry, gdzie wraz z ekipą Junaka Drohobycz został internowany w Egerze. W 1941 r. uciekł do Jugosławii. Tam przez pół roku występował w barwach akademickiego HASK Zagrzeb. Po agresji III Rzeszy przez Turcję trafił do Palestyny, gdzie wstąpił do II korpusu generała Andersa. Walczył pod Tobrukiem i Monte Cassino. Dosłużył się stopnia podporucznika, a pod koniec wojny przebywał w Anglii. Wrócił do kraju i wiosną 1947 r. rozegrał kilka meczów w ramach eliminacji do reaktywowanej ligi. Szybko jednak zmuszono go do zaprzestania gry a także do rezygnacji z funkcji trenera ŁKS-u. Szkolił mniej znaczące kluby w okolicy. Zmarł kilka miesięcy po zdobyciu przez jego ukochany klub pierwszego w historii mistrzostwa Polski. W reprezentacja rozegrał 18 meczów.

@Adran360
@Astad
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

7

@FCBparasiempre
4 czerwca 1938 r. meczem III Rzesza Niemiecka – Szwajcaria, zainaugurowano trzecie w historii mistrzostwa świata. Gospodarzami trzecich w historii Mistrzostw Świata byli Francuzi. Kraj dobrze zaprezentował się podczas organizacji Letnich Igrzysk Olimpijskich 14 lat wcześniej, więc FIFA nie miała obaw co do swojego wyboru z sierpnia 1936 roku. Inną sprawą jest fakt, że nie miała większej alternatywy, bo jedyni konkurenci, Holandia i Belgia, wycofali swoje wnioski przed wyłonieniem organizatora. Pewny udział w turnieju miał, jako gospodarz, kraj znad Loary i obrońcy tytułu, Włosi. Do eliminacyjnych bojów stanęło 37 drużyn. Podzielono je, na wzór eliminacji do poprzedniego Mundialu, na grupy lub pary zgodnie z położeniem geograficznym. Polska została skojarzona z Jugosławią. Biało-Czerwoni bez problemu pokonali swoich rywali na stadionie Legii 4:0. W rewanżu w Belgradzie ulegli co prawda 0:1, co i tak nie miało wpływu na losy awansu. Polska stała się jednym z czterech debiutantów na Mistrzostwach Świata, obok Norwegii, Kuby i Holenderskich Indii Wschodnich. Podczas eliminacji okazało się, że nie tylko Francja i Włochy wywalczyły awans bez wychodzenia na murawę. Tego samego „dokonały” ekipy Kuby, Holenderskich Indii Wschodnich, Brazylii i Rumunii, ponieważ ich kwalifikacyjni rywale wycofali się z walki o prawo do udziału w zawodach. Spory wpływ na listę uczestników Mundialu miała coraz bardziej napięta sytuacja polityczna w Europie. Hiszpania, pochłonięta wojną domową, nie przystąpiła do eliminacji. Antysemickie i mocarne zapędy Benito Mussoliniego i Adolfa Hitlera budziły postrach w ogromnej części Europy, szczególnie środkowo-wschodniej. Udział na Mistrzostwach Świata wywalczyli Austriacy, jednak przez dokonany w pierwszej połowie 1938 r. Anschluss, w wyniku którego austriackie tereny zostały włączone do III Rzeszy, nie było możliwości, by na turnieju zagrał kraj, który de facto nie istniał. Z tego powodu organizatorzy zaprosili Anglików, którzy standardowo podziękowali, tłumacząc sobie, że są najlepsi na świecie i że nie muszą tego nikomu udowadniać. Trzeba jednak przyznać, że zaczęli interesować się turniejem, bo wysłali do Francji kilku swoich przedstawicieli, by ci uważnie śledzili boiskowe wydarzenia. Trzon reprezentacji Austrii został wcielony do drużyny III Rzeszy, co z miejsca uczyniło ją jednego z największych faworytów do końcowego zwycięstwa. Tragicznym bohaterem tych wydarzeń był najlepszy w historii piłkarz austriacki, Matthias Sindelar. Zawodnik ze względów politycznych nie chciał reprezentować obcego kraju. Nie mógł tego powiedzieć głośno, więc decyzję chciał obronić swoim wiekiem (35 lat) i częstymi kontuzjami. Takie tłumaczenie nie zadowalało Niemców, którzy wzięli go sobie pod uważną obserwację. Kiedy na początku następnego roku Sindelar wdał się w romans z włoską żydówką, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach zatruty tlenkiem węgla. Oczywiście razem z kochanką. Do walki o Złotą Nike stanęło więc 15 zespołów. Dwanaście z Europy (Francja, Włochy, Polska, Węgry, Szwecja, III Rzesza, Norwegia, Rumunia, Szwajcaria, Czechosłowacja, Holandia, Belgia) i po jednej z Ameryki Południowej (Brazylia), Ameryki Środkowej (Kuba) i Azji (Holenderskie Indie Wschodnie). Z uwagi na dużą liczbę drużyn europejskich, turniej nazywano żartobliwie mistrzostwami Starego Kontynentu. Format zawodów był dokładnie taki sam jak cztery lata wcześniej we Włoszech. Piętnastu uczestników zostało podzielonych na pary 1/8 finału. Swoisty handicap otrzymała Szwecja, której przydzielona została Austria. Skandynawowie awansowali do ćwierćfinału bez powąchania murawy. Biało-Czerwoni trafili na Brazylię. Mundial rozegrano na 10 przygotowanych stadionach. Co ciekawe, Polacy podeszli do turnieju niemal z marszu, bo PZPN nie zaplanował przerwy w rozgrywkach ligowych. Piłkarze nie mieli więc okazji na złapanie świeżości. Odbyli jedynie sześciodniowe zgrupowanie w Wągrowcu. Do Francji udali się pociągiem sypialnianym z Berlina. Znacznie dłuższą i męczącą podróż musieli przebyć ich rywale z 1/8 finału, Brazylijczycy. Morski rejs parowcem z Rio de Janeiro trwał aż 17 dni. Reprezentacja Canarinhos była dla Polaków wielką niewiadomą. W meczu otwarcia, 4 czerwca 1938 roku w Paryżu, III Rzesza podejmowała Szwajcarię. Po remisie 1:1 zarządzono powtórzenie meczu następnego dnia. Wówczas rozegrano także pozostałe sześć spotkań pierwszej fazy turnieju, w tym najważniejsze starcie dla polskiego kibica, Brazylia – Polska, o czym napisze jutro.

Do ćwierćfinału, obok Brazylii i Szwecji, awansowali Szwajcarzy (1:1 i 4:2 z III Rzeszą), Węgrzy (6:0 z Holenderskimi Indiami Wschodnimi), Kubańczycy (3:3 i 2:1 z Rumunią), Francuzi (3:1 z Belgią), Włosi (2:1 z Norwegią) i Czechosłowacja (3:0 z Holandią). W tym ostatnim starciu doszło do precedensowego wydarzenia. Pierwszy raz w historii Mistrzostw Świata zdarzyło się, by w regulaminowych 90 minutach gry padł bezbramkowy remis. Dotyczy to zarówno samych turniejów mistrzowskich, jak i eliminacji. W każdym z poprzednich 89 meczów takiej rangi padał co najmniej jeden gol. Chyba nikogo nie zaskoczy, jeśli napiszę, że w turniej znów wplątała się polityka. Oczywiście ponownie za sprawą Benito Mussoliniego. Znakomicie pokazał to ćwierćfinałowy mecz pomiędzy Francją a Włochami. Il Duce nakazał swoim rodakom wystąpić w czarnych koszulkach na cześć wspieranej przez dyktatora Falangi. Dla Mussoliniego nie było innego scenariusza niż ten, że Włosi ponownie zdobędą tytuł Mistrzów Świata, co jeszcze bardziej podkreśli potęgę budowanego przez niego kraju faszystowskiego. Sędziowie grali w jednej drużynie z gośćmi z Półwyspu Apenińskiego, wspomagając ich w newralgicznych momentach spotkań. Italia pokonała Francję 3:1. Tym samym Francuzi zapisali się na kartach futbolu jako drużyna, która jako organizator Mistrzostw Świata rozegrała najmniej spotkań (dwa). W pozostałych ćwierćfinałach Węgrzy pokonali 2:0 Szwajcarię, Szwedzi rozgromili Kubę 8:0, a brutalne starcie między Brazylią a Czechosłowacją, zakończone remisem 1:1, trzeba było powtórzyć. W powtórce Canarinhos zwyciężyli 2:1. W półfinałach Węgry pewnie pokonały Szwecję 5:1, a Włosi podejmowali Brazylię. Wielkie ryzyko podjął trener Canarinhos, Asemar Pimenta, dając odpocząć swojemu najlepszemu zawodnikowi, Leonidasowi. Według szkoleniowca napastnik miał oszczędzać siły na finał. Na finał, w którym zabrakło zarówno Leonidasa, jak i pozostałych kolegów z drużyny, bowiem ulegli Italii 1:2. Awans do wielkiego finału dał Włochom wątpliwy rzut karny wykorzystany przez Giuseppe Meazzę. Trafienie wzbudziło na trybunach salwę śmiechu, bo zmierzającemu do piłki zawodnikowi Interu spadły spodenki. Będąc w biegu złapał jedną ręką za dolną część swojego piłkarskiego stroju i posłał futbolówkę obok zdezorientowanego Waltera. Zwycięstwo z Brazylią było szeroko komentowane we Włoszech. Faszystowskie media, przychylne reprezentacji i kontrolowane przez Benito Mussoliniego, pisały: ,,Składamy hołd włoskiej inteligencji, która zatriumfowała nad brutalną siłą czarnych”. W starciu o trzecie miejsce lepsi okazali się Brazylijczycy, ogrywając Szwecję 4:2. Wielki finał pomiędzy Włochami a Węgrami rozegrano 19. czerwca w Paryżu. Na kilka godzin przed rozpoczęciem widowiska Vittorio Pozzo otrzymał telegram z bardzo krótką wiadomością: Zwycięstwo albo śmierć. Oczywiście nie trudno się domyśleć, że nadawcą był nie kto inny jak Benito Mussolini. Włoski szkoleniowiec wziął sobie mocno do serca przekazaną mu depeszę i w obawie o swoje życie motywował swoich zawodników do zagorzałej walki. Madziarzy również byli bardzo zmotywowani. Wybuchowa mieszanka 22 zawodników walczących z całych sił o zwycięstwo spowodowała, że starcie musiało zostać przerwane na kilka minut. Przerwa była konsekwencją regularnej bójki, do której doszło między dwiema stronami. Włosi wygrali 4:2 po dubletach Colaussiego i Pioli. Dla Węgrów trafiali Titkos i Sarosi. Piłkarze znad Dunaju bardzo dobrze zdawali sobie sprawę, z jakim ciężarem psychicznym przystąpili do finału ich przeciwnicy, czego dowodem są pomeczowe słowa bramkarza, Antala Szabo: ,,Pozwoliłem wbić sobie aż cztery gole ale przynajmniej uratowałem im życie”. Azzurri zostali pierwszą drużyną, która obroniła tytuł mistrzowski sprzed czterech lat. Ceremonii zakończenia Mundialu przewodniczył sam Mussolini. Na jego żądanie podopieczni Pozzo musieli założyć mundury, w których bardziej przypominali żołnierzy niż piłkarzy. Dzień po triumfie Włochów, na łamach Lo Sport Fascita ukazał się tekst: ,,W kraju i poza granicami, w sporcie i poza nim, my, Włosi, drżeliśmy i wciąż drżymy z pozytywnych emocji na widok tych rasowych atletów, którzy pokonali tak wielu zacnych oponentów. Widzimy w nich symbol nieposkromionego marszu Włochów Mussoliniego”. Królem strzelców Mistrzostw Świata został Leonidas, autor 7 trafień. Brazylijczyk był pierwszym piłkarzem z kraju kawy i słońca, który zdobył międzynarodową sławę. Rozkochał w sobie rzeszę kobiet, a francuskie media pisały, że podczas gry sprawia wrażenie, jakby miał sześć nóg. Zasłynął z niezliczonej liczby pięknych goli, zwłaszcza strzelanych przewrotką. Niektóre z nich były tak magiczne, że chwilę po ich strzeleniu odbierał gratulacje od pokonanych chwilę wcześniej bramkarzy. Był nazywany Diamente Negro (Czarny Diament). Gdy wszystkie ekipy rozjeżdżały się do swoich krajów, większość żyła w przekonaniu, że za cztery lata na terenie III Rzeszy odbędzie się kolejny mundialowy turniej. Mało kto przypuszczał, że na następne Mistrzostwa Świata przyjdzie zaczekać aż dwanaście lat…

7

9

El Clasico w finale Copa del Rey:

4 czerwca 1983 r. na „Estadio de La Romareda” FC Barcelona pokonała w finale Pucharu Hiszpanii Real Madryt 2:1 i sięgnęła po to trofeum po raz 20-ty w historii. W finale błyszczał „Boski” Diego Maradona, który w 32 minucie asystował przy golu Victora Muñoza. W drugiej połowie w 55 minucie wyrównał Santillana, jednak ostatnie słowo należało do Blaugrany. Obie drużyny chciały odkupić swoje winy po niezbyt udanym sezonie. Nuñez postanowił wykorzystać tę okazję aby zmobilizować piłkarzy i kibiców, używając języka, który mógł odnieść widoczny skutek: ,, Mam nadzieję że cała drużyna zdaje sobie sprawę że podczas tego meczu reprezentuje nasze państwo i w związku z tym musi mnie kierować duch jedności i siły". Przepięknie wymierzone i wymagające wielkiej wyobraźni piłkarskiej podanie Maradony w 32 minucie meczu umożliwiło Victorowi zdobycie pierwszego gola w tym spotkaniu. Real doprowadził do wyrównania tuż po rozpoczęciu drugiej połowy meczu, kiedy Santillana wykorzystał nieporozumienie w defensywie pomiędzy Gerardo i bramkarzem Urrutim. Barça dominowała przez resztę spotkania a zarówno Maradona jak i Schuster udowodnili swoją piłkarską jakość, doprowadzając do zdobycia zwycięskiego gola. Gdy sędzia chciał już odgwizdać koniec drugiej połowy, Julio Alberto popędził lewym skrzydłem, wrzucił piłkę w pole karne a niekryty Marcos Alonso oddał tak precyzyjny strzał z woleja że bramkarz Realu Miguel Angel mógł tylko wyjąć piłkę z siatki, zastanawiając się jak takie uderzenie w ogóle było możliwe. Schuster nie miał już żadnych wątpliwości, jak zakończy się to spotkanie i na oczach Króla Hiszpanii zaprezentował piłkarzom ,,Krolewskich” hiszpański odpowiednik gestu ,, pieprz się". Nuñez wyglądał jakby miał pęknąć z dumy, gdy kapitan jego zespołu Sanchez poprowadził Maradona i resztę drużyny aby odebrać puchar z rąk Juana Carlosa. Przez najbliższą noc i kolejny dzień cała Barça świętowała w swoim charakterystycznym stylu a Maradona, Menotti i Schuster zostali bohaterami. Wspomnień czar:



@Adran360
@AssisMoreira
@Astad
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

11

Przełomowa data w życiorysie ,,Boskiego” Diego:

4 czerwca 1982 r. FC Barcelona dokonała transferu Diego Maradony. Operacje zakończono tydzień przed rozpoczęciem Mundialu w Hiszpanii. Niespełna 22-letni wówczas Argentyńczyk pobił transferowy rekord świata. Blaugrana zapłaciła Boca Juniors 1 miliard 200 milionów peset(równowartość 5 milionów funtów). Około 2/3 tej kwoty trafiło do Argentinos Juniors, drużyny, której Diego był wychowankiem. Dwa lata później ,,Boski Diego” wyśrubował transferowy rekord, odchodząc do SSC Napoli za 1 miliard 400 milionów peset, choć niektóre źródła podają iż Włosi zapłacili sume identyczną jak wcześniej Barça. Pamiętajmy że w latach 80-tych nie było lepszego piłkarza na świecie od Diego. ,,El pelusa” był wówczas wart każdych pieniędzy.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Astad
@Adran360

10

Wybitna legenda Katalońskiej Dumy:

4 czerwca 1924 r. urodził się Antoni Ramallets, legendarny bramkarz FC Barcelony i reprezentacji Hiszpanii. Jego talent objawił się przypadkowo. Antoni był zmuszony zastąpić jedną z gwiazd Barçy- Valasco, który doznał kontuzji w 1949 r. Od tamtej pory jego forma wzbudzała podziw na całym świecie. Apogeum formy Ramalletsa przyszedł na Mundialu w Brazylii w 1950 r. Wtedy jego bezbłędne interwencje spowodowały iż do Hiszpana przyległo określenie ,,Gato de Maracana”(kot Maracany). W barwach swojego klubu rozegrał łącznie 538 meczów w tym 288 w Primera División. Jego ostatni mecz miał miejsce 6 marca 1962 roku w wygranym przez Barcę 5:1 meczu z Hamburger SV. Od roku 1950 do 1962 Antonio rozegrał 35 meczów w reprezentacji Hiszpanii. Od czasu właśnie Ramalletsa zaczęto nazywać bramkarza ‘Portero’.

@Adran360
@AssisMoreira
@Astad
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

9

@FCBparasiempre
Przełom XX i XXI wieku w historii piłki nożnej naznaczony był istnieniem znakomitych duetów napastników. To właśnie wtedy w pierwszej linii brylowały takie pary jak Yorke–Cole, Raul–Morientes, Elber–Jancker, a kibicom trudno było sobie wyobrazić inne ustawienie drużyny niż te, preferujące grę z dwójką atakujących. Jednymi z symboli tego okresu byli również Andrij Szewczenko i Serhij Rebrow, którzy w latach 1997-1999 byli prawdziwym postrachem bramkarzy w całej Europie. Jednak na pytanie o skojarzenia z Dynamo Kijów z końcówki lat 90-tych zazwyczaj usłyszymy nazwisko byłej legendy Milanu, co deprecjonuje dokonania byłego trenera Dynama, którego wielu ludzi w tamtym czasie uznawało za piłkarza lepszego. Serhija Rebrowa trudno nie uznać za człowieka paradoksów. Był wychowankiem Szachtara Donieck, aby później stać się jedną z największych legend głównego rywala – Dynama. Z jednej strony był w stanie uchodzić za jednego z najlepszych napastników w Europie, by zaledwie dwa lata później zostać okrzyknięty największym niewypałem transferowym w historii Tottenhamu. Po nieudanym dwuletnim okresie gry dla West Ham i Fenerbahçe potrafił wrócić do rodzimej ligi i rozegrać sezon życia w wieku 32(!) lat. Był piłkarzem za wielkim na Ukrainę, jednak za małym na Anglię. Dostatecznie chimerycznym, by zawojować Ligę Mistrzów, i za mało regularnym, żeby pociągnąć wózek w Fenerbahçe. Stabilizację formy uzyskał dopiero po przekroczeniu trzydziestki, i to właśnie wtedy połączenie jego talentu i zdobytego już doświadczenia pozwoliło mu być jednym z filarów reprezentacji Ukrainy na Mistrzostwach Świata w 2006 roku oraz Rubina Kazań, z którym w 2008 roku zdobył pierwsze w historii klubu mistrzostwo Rosji. Serhij Rebrow urodził się 3 czerwca 1974 roku w miejscowości Horliwka w obwodzie donieckim. Mimo że wschodnia część Ukrainy była tą najlepiej uprzemysłowioną, a okolice Doniecka jednymi z najlepiej dokapitalizowanych w całym Związku Radzieckim, w tym blisko 300-tysięcznym mieście nie żyło się spokojnie. Młody Serhij postanowił więc swoje życie związać z piłką, a że talent miał ogromny, już w wieku 16 lat załapał się do szkółki lokalnego giganta – Szachtara, o czym marzyła większość młodych chłopców urodzonych na wschodniej Ukrainie. Rok później miał już za sobą debiut w pierwszej drużynie – jeszcze w czasach, w których istniała liga ZSRR. Za otrzymaną szansę odwdzięczył się dwoma golami w siedmiu spotkaniach, jednak było to tylko preludium do jego popisów z sezonu 1991-1992, kiedy to został trzecim strzelcem nowo powstałej ligi ukraińskiej, przyciągając uwagę o wiele bogatszego i utytułowanego w tamtym czasie Dynama. Ostatecznie do zespołu z Kijowa trafił przed sezonem 1992-1993 i z miejsca stał się jego czołowym zawodnikiem. W ciągu ośmiu sezonów gry w stolicy Ukrainy zdobył 139 bramek, zostając w sezonie 1996/97 królem strzelców ligi ukraińskiej. Dodatkowo trzykrotnie (1996, 1998 i 1999) był wybierany najlepszym piłkarzem całej Premier Lihi, a dwukrotnie (1996, 1998) piłkarzem roku na Ukrainie. Swojej marki nie wyrobił sobie jednak występami w rodzimej lidze, a grą w Europie. Owszem, już w połowie lat 90. na Starym Kontynencie wiedziano o tym, że po ukraińskich boiskach biega utalentowany napastnik, jednak szerszej publiczności Rebrow pokazał się dopiero w sezonie 1997/98. Był to początek wielkiej drużyny, prowadzonej przez Walerija Łobanowskiego, która swoimi sukcesami miała nawiązać do legendarnej już drużyny Dynama z lat 1985-87.

Po zdobyciu mistrzostwa Ukrainy w sezonie 1996/97 (jednego z dziewięciu z rzędu), zespół otrzymał szansę gry w Lidze Mistrzów i trafił do grupy z Barceloną, Newcastle United i PSV Eindhoven. Uznawano, że Ukraińców rzeczywiście stać na awans do ćwierćfinału, jednak nikt się nie spodziewał, że będą w stanie powalczyć o pierwsze miejsce w grupie. Jak się jednak okazało, nie dość, że Dynamo szybko zagwarantowało sobie awans, to jeszcze w dwumeczu dokonało prawdziwej rzezi Barcelony, ogrywając ją u siebie 4:0 i na wyjeździe 3:0. To właśnie wtedy zabłysnął duet Szewczenko – Rebrow, i o ile ten pierwszy skradł show w dwumeczu z Katalończykami, o tyle Rebrow strzelał bramkę w pięciu z sześciu spotkań fazy grupowej, stając się głównym architektem sukcesu Ukraińców. W ćwierćfinale mocniejszy okazał się Juventus, jednak Rebrow ponownie wpisał się na listę strzelców, ugruntowując swoją pozycję jako jednego z najlepszych napastników ówczesnej Europy. Sezon 1997/98 był jedynie zapowiedzią marszu, jakiego Dynamo miało dokonać w sezonie następnym. Szewczenko z Rebrowem osiągnęli wówczas kulminacyjny moment swojej współpracy i razem doprowadzili zespół z Kijowa do półfinału Ligi Mistrzów, nie dając po drodze szans m.in. Realowi Madryt. Tam okazali się minimalnie słabsi od Bayernu, jednak Rebrow ponownie błyszczał, strzelając w całych rozgrywkach 4 bramki i ratując zespół przed odpadnięciem już w fazie grupowej bramką na Highbury przeciwko Arsenalowi w 90. minucie spotkania. Rok później Dynamo nie osiągnęło już tak wielkiego sukcesu i odpadło w drugiej fazie grupowej (odpowiednik dzisiejszej 1/8 finału), po zaciętych bojach z Bayernem, Realem i Rosenborgiem. Mimo tego Rebrow zdążył ustrzelić w całych rozgrywkach aż 8 bramek, będąc jednym z ich najskuteczniejszych piłkarzy. Ukraiński napastnik osiągnął wtedy swój szczyt i znajdował się na liście zainteresowań połowy klubów w Europie. Rebrow ostatecznie wybrał północny Londyn i White Hart Lane, skuszony przez ówczesnego trenera „Kogutów” George’a Grahama. Piłkarz, tuż po przyjściu do Tottenhamu, zapowiadał: ,,Jest jasnym, że przyszedłem do klubu, aby wygrać ligę angielską i zagrać w Lidze Mistrzów. Jeżeli klub nie miałby takich planów, nie przyszedłbym tutaj. Działacze są bardzo ambitni.” I rzeczywiście, ówczesnemu zespołowi z White Hart Lane trudno było odmówić ambicji, jednak piłkarz kompletnie nie udźwignął presji, jaka na nim spoczywała. Mimo że pierwszy sezon miał niezły i zdobył 12 bramek, to gra długą piłką, jaką preferował Graham, kompletnie mu nie odpowiadała. Poza tym Rebrow narzekał na brak odpowiedniego partnera w pierwszej linii (na pewno takowym nie był Andy Booth). Co więcej, po sezonie Graham musiał odejść, a w jego miejsce przyszedł Glen Hoodle, którego traktowano tam jak mesjasza. Angielski trener z miejsca odstawił Rebrowa na boczny tor, robiąc z niego kozła ofiarnego nieudanego sezonu. Ukraiński napastnik rozegrał w drugim sezonie zaledwie 30 spotkań, w większości wchodząc na ostatnie minuty. Na White Hart Lane nie było już więc dla niego miejsca, więc próbował szczęścia na wypożyczeniach, najpierw w Fenerbahçe, a następnie w West Hamie, nie zostawiając jednak po sobie najlepszego wrażenia. Wrócił więc na Ukrainę do Dynama, czyli tam gdzie był uwielbiany i czuł się najlepiej. Rebrow wyraźnie odżył i został nawet wybrany najlepszym zawodnikiem sezonu w głosowaniu piłkarzy i menedżerów, co zaowocowało jego wyjazdem na mistrzostwa świata i całkiem niezłą postawą w barwach Ukrainy (strzelił bramkę Arabii Saudyjskiej). W 2008 roku odszedł do Rubina Kazań, mimo że prezydent klubu, Hrihorij Surkis, chciał z nim rozpocząć rozmowy na temat przedłużenia kontraktu. Rebrow na zakończenie kariery zdążył jeszcze przyczynić się do zdobycia tytułu mistrza Rosji przez zespół z Kazania, po czym w 2009 roku zakończył karierę. Zadecydowałem, że czas powiedzieć sobie koniec i zająć się czym innym. Zawsze chciałem wrócić na stare śmieci i teraz nadarzyła się ku temu okazja – tłumaczył swoją decyzję 35-letni wówczas Ukrainiec.

Jego bilans był znakomity – 204 gole w 577 spotkaniach i miano jednego z najbardziej utytułowanych ukraińskich piłkarzy. W dodatku jest drugim najskuteczniejszym strzelcem w historii ukraińskiej ligi (pierwszym jest Maksim Szackich – wyprzedził Rebrowa o bramkę) i Dynama Kijów (po Olegu Błochinie). Po zakończeniu kariery został trenerem młodzieży w Dynamie, po czym w 2014 roku otrzymał szansę poprowadzenia zespołu po Olehu Błochinie. Już niespełna po miesiącu pracy zdobył Puchar Ukrainy, a w sezonie 2014/2015 przełamał hegemonię Szachtara Donieck, zdobywając mistrzostwo i Superpuchar. Jego trenerskim autorytetem jest oczywiście Walerij Łobanowski i Rebrow wiele razy podkreślał, jak wiele zdążył się nauczyć od swojego mistrza. Dostrzega on jednak również różnicę w sposobie prowadzenia drużyny przez niego i Łobanowskiego: ,,Z Walerijem mieliśmy więcej treningów bez piłki, natomiast obecnie skupiam się głównie na operowaniu nią. Łobanowski rozumiał, że braki techniczne niektórych zawodników musiał nadrabiać ich inteligencją boiskową. Jak do tej pory Rebrow wydaje się pojętnym uczniem. W końcu jego Dynamo poczyniło zauważalne postępy w porównaniu do zespołu Błochina. Zespół zdołał nawet awansować do 1/8 finału Ligi Mistrzów i mimo słabego występu przeciwko Manchesterowi City trudno uznać tegoroczną przygodę Ukraińców w Europie za nieudaną.” Ukrainiec wywołuje w Londynie mieszane uczucia nie tylko z powodu swojego słabego okresu gry w Tottenhamie. W 2008 roku w jednym z wywiadów zapytany o transfer Romana Pawliuczenki do „Spurs” mówił: ,,Nie mogłem wyjść sam na spacer w okolicach White Hart Lane, bo w tej dzielnicy mieszka mnóstwo Murzynów i naturalnie przez to przestępczość jest większa niż w jakimkolwiek innym miejscu w Londynie. Nie polecam więc Romanowi samotnych spacerów.” Reakcja w Anglii była rzecz jasna natychmiastowa i bardzo ostra. Rebrowa oskarżono o rasizm, a on sam musiał się gęsto tłumaczyć z tej niefortunnej wypowiedzi. Niewątpliwie utrwaliło to nie najlepszą opinię o Ukraińcu wśród angielskich kibiców. Czy Rebrow mógł osiągnąć więcej? Wydaje się, że tak. Był on raczej piłkarzem bardziej technicznym i dokonany przez niego wybór Tottenhamu w 2000 roku można uznać za niefortunny. Kto wie, jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby zamiast Wysp Brytyjskich, wybrał na przykład Półwysep Apeniński bądź Iberyjski? Tego już się nie dowiemy, jednak nie ulega wątpliwości, że należy on do panteonu największych sław piłki nożnej urodzonych w Europie Wschodniej.

9

Zjawiskowe meczycho w Hajdukach:

Do meczu z Garbarnią Kraków(3.06.1934) żadne zawody piłkarskie Ruchu Hajduki Wielkie nie oglądały takich tłumów publiczności jakie właśnie zebrały się na meczu Ruch-Garbarnia. Ponad 12.000 widzów zjechało się na emocjonujące zawody do Hajduk. Nic dziwnego. Stawka meczu była wysoka albowiem zwycięzca zapewnił sobie prowadzenie w lidze a że obie ekipy znajdowały się wówczas w najlepszej może formie ze wszystkich zespołów ligowych, zrozumiałe jest że mecz ten wywołał tak wielkie zainteresowanie. „Nawet występy mistrza Austrji Admiry, w Katowicach i w Król Hucie nie zgromadziły w obu dniach więcej niż 2 tys. osób”- takimi słowami tygodnik ,,Raz, Dwa, Trzy” rozpoczął relacje z meczu, który bez wątpienia elektryzował całą piłkarską publiczność w kraju. „Niebiescy” wystąpili w swoim najsilniejszym składzie: Ploch-Wadas, Katzy - Zorzycki, Badura, Dziwisz - Urban, Giemza, Peterek, Wilimowski, Wodarz. Relacje prasowe są zgodne iż początek meczu należał do Garbarni, która miała okazje do zdobycia gola. Po jednej z interwencji Plocha, który trudną piłke wybił na róg, gra się wyrównała a po chwili Ruch przejął inicjatywę. W 16 minucie gola zdobył Giemza po rogu bitym przez Urbana. W 20 minucie drugiego gola strzelił Wilimowski a w 29 minucie Peterek trzeciego. Taki też wynik utrzymał się do przerwy. Po wznowieniu gry w 47 minucie Peterek zdobył kolejnego gola. Wydawało się że wynik meczu jest rozstrzygnięty, lecz krakowscy gracze rzucili się do ataku i w 51 minucie zdobyli pierwszego a w 57 drugiego gola. Gracze Garbarni uzyskali wyraźną przewagę i kiedy wydawało się że kolejne gole dla gości to kwestia czasu, w 67 minucie Peterek został sfaulowany w polu karnym. Rzut karny egzekwował sam poszkodowany, który zdobył piątego gola dla Ruchu. Gra się zaostrzyła, co spowodowało iż Dziwisz i Pazurek zostali wyrzuceni z boiska. Po chwili szóstego gola zdobył Wilimowski, lecz i Garbarnia odpowiedziała trafieniem. W 89 minucie gola dla Ruchu ponownie zdobył Peterek po świetnym podaniu Giemsy, jednakże minute później Garbarnia strzeliła czwartego gola. Wynik 7:4(!) do częstych nie należał, co podkreślała prasa a i liczba łącznie strzelonych jedenastu goli była nie lada atrakcją dla zebranej publiczności. Oczywiście gazety podkreślały świetną dyspozycje napadu Ruchu, co rzecz jasna dziwić nie może, jednakże część zwróciła uwagę na słaby punkt, którym był bramkarz Hajduczan- Ploch, który dał sobie wbić aż 4 gole.

@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Astad
@Adran360

1

@RozowaPantera No tak to na ogół bywa z Brazylijczykami. Zawsze coś muszą wywinąć...

1

@MadafakinGuy Dokładnie! Bardzo trafnie to ująłeś.

8

Wybitne legendy argentyńskiego futbolu:

3 czerwca 1927 r. urodził się Eliseo Mouriño. Eliseo okazał się na kluczowej pozycji środkowego pomocnika godnym następcą takich wielkości jak Monti, Minella, Perucca czy Rossi. Jego znakomita gra w 1951 roku wywindowała skromny Banfield na najwyższe w historii miejsce a mianowicie do tytułu wicemistrza Ligii. Niebawem zasilił Boca Juniors, który po odejściu „Złotego chłopca" Lazzottiego w 1947 r. bezskutecznie próbowało zasklepić tę lukę. Mouriño poprowadził Boca do pierwszego od 10 lat tytułu mistrza. Wybitnie inteligentny, wszechstronny, wszystko widzący strateg ze środka pola kierował grą całej drużyny, posiadał charyzmę przywódcy i charakter nieustraszonego wojownika. Zginął tragicznie w marcu 1961. Grał wtedy w chilijskim Green Cross. Ekipa wyleciała samolotem DC3 do odległego Osorno. Nigdy nie dotarła do celu i jej wrak wbity w skaliste zbocze znaleziono na wysokości 3 050 m. Na miejscu zginęli wszyscy. Chile wraz z Argentyną okryły się solidarną żałobą. W reprezentacji Argentyny Mouriño rozegrał 21 meczów, dwukrotnie zdobywając Copa America(1955 i 1959). Natomiast w lidze argentyńskiej rozegrał 278 meczów i zdobył 6 goli; ponadto zdobył mistrzostwo Argentyny z Boca Juniors w 1954 r.

@Adran360
@Astad
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Sysia11

14

Prezentacja Neymara na Camp Nou 3 czerwca 2013 r.:

Niezwykle utalentowany Brazylijczyk był w kręgu zainteresowań niemal wszystkich największych europejskich klubów, lecz Barça ubiegła konkurencje i(jeśli wierzyć spekulacjom) już wiele miesięcy wcześniej praktycznie zapewniła sobie transfer wychowanka FC Santos. Ostateczna suma transferu nie jest znana do dziś z powodu wielu niejasnych zapisów kontraktowych i faktu iż prawa do karty zawodniczej Neymara rościło sobie poza jego drużyną kilka innych podmiotów.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Astad
@Adran360

0

@Safrani Co to wogóle ma znaczyć? Jak mam to rozumieć?

0

Czegoż ta nasza Igunia Świątek gada po chińsku!? To znaczy później gadała jak trza troche po polsku ale najpierw gadała po chińsku!

8

Na zakończenie sezonu:

3 czerwca 1979 r. FC Barcelona pokonuje FC Seville 1:0 po golu Neeskensa w 25 minucie 34-tej(ostatniej) kolejki Primera Division. Ostatecznie Blaugrana uplasowała się na 5 pozycji w tabeli, tracąc 9 punktów do mistrzowskiego Realu Madrid.

@Adran360
@AssisMoreira
@Astad
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

10

„Totalny” Ajax:

2 czerwca 1971 r. Ajax Amsterdam pokonał Panathinaikos Ateny 2:0 po golach Van Dijka(5 m.) i Haana(87 m.). Finał Pucharu Europy w 1971 r. na stadionie Wembley był punktem zwrotnym w europejskiej piłce nożnej, nie tylko dla triumfującego Ajaxu, ale dla całego sportu. Ajax, rozwijająca się siła z Amsterdamu, odniósł zwycięstwo, zapewniając sobie pierwszy w historii Puchar Europy i umacniając swoją pozycję wśród elity kontynentu. To była noc, która nie tylko ukoronowała nowego mistrza, ale także wprowadziła świat w rewolucyjny styl gry — ,,Total Football” — który miał na nowo zdefiniować grę na następną dekadę. Dla Ajaxu to zwycięstwo było ukoronowaniem lat rozwoju pod okiem wizjonerskiego Rinusa Michelsa, trenera, który starannie opracował filozofię futbolu, stawiającą na płynność, ruch i inteligencję taktyczną. Jego drużyna Ajaxu z 1971 r. nie była tylko zbiorem utalentowanych jednostek, ale spójną jednostką, w której każdy zawodnik odgrywał rolę zarówno w obronie, jak i ataku. Prowadzona przez ikonicznego Johana Cruyffa gra Ajaxu na Wembley zapowiadała początek ery dominacji, w której podbili Europę przez trzy kolejne lata. Po drugiej stronie boiska stał Panathinaikos, outsider z Grecji, prowadzony przez samego Ferenca Puskása, jedną z najbardziej znanych postaci futbolu. Pod jego wodzą Panathinaikos pokonał przeciwności losu i dotarł do finału, stając się pierwszym greckim klubem, któremu się to udało. Ich podróż na Wembley oczarowała fanów w całej Europie i pomimo tego, że uważano ich za mało prawdopodobne, nieśli na swoich barkach nadzieje całego narodu. Sam mecz był fascynującym starciem stylów — progresywny, swobodny futbol Ajaxu kontra bardziej konserwatywne, defensywne podejście Panathinaikosu. Jednak wynik nie dotyczył tylko taktyki; był to moment symbolizujący zmianę w dynamice władzy w europejskim futbolu. Zwycięstwo Ajaxu reprezentowało powstanie nowego rodzaju klubu, który przyjął innowację i zbiorową siłę ponad indywidualny blask. Finał Pucharu Europy w 1971 r. był czymś więcej niż tylko rywalizacją dwóch klubów; był to pojedynek tradycji z nowoczesnością, a triumf Ajaxu zapoczątkował dekadę piłkarskich innowacji. To była noc, w której ,,Total Football” naprawdę osiągnął dojrzałość i miał trwały wpływ na drużyny na całym świecie przez wiele kolejnych lat. Gdy Ajax wzniósł trofeum napisano nowy rozdział w europejskiej piłce nożnej. Nie było to tylko zwycięstwo Ajaxu, to był początek ery.

Droga Ajaxu i Panathinaikosu do finału Pucharu Europy w 1971 r. była równie fascynująca, co sam finał – była to opowieść ukształtowana przez ich style taktyczne, kluczowych zawodników i decydujące momenty. Dla Ajaxu była to kampania zdefiniowana przez ich rosnącą pewność siebie jako europejskiej potęgi. Pod taktycznym geniuszem Rinusa Michelsa, radzili sobie z wyzwaniami stawianymi przez takie drużyny jak Basel, Celtic i Atlético Madryt z poczuciem nieuchronności. Zwycięstwo Ajaxu 3-1 nad Atlético w półfinale było szczególnie znaczące, ponieważ pokazało ich płynność, kontrolę i rosnącą reputację „Totalnego Futbolu”. Centralnym punktem tej podróży był Johan Cruyff, którego występy były klasą mistrzowską wszechstronności i inteligencji piłkarskiej. Z drugiej strony Panathinaikos był niespodzianką zawodów. Niewielu spodziewało się, że grecka drużyna dotrze do finału, ale pod wodzą legendarnego Ferenca Puskása, na każdym kroku przełamywali przeciwności losu. Ich droga na Wembley obejmowała dramatyczny triumf w półfinale nad Crveną Zvezdą Belgrad, mecz, który pokazał ich odporność i dyscyplinę taktyczną. Droga Panathinaikosu do finału była odzwierciedleniem taktycznego sprytu Puskása i determinacji kluczowych graczy, takich jak Mimis Domazos i Antonis Antoniadis. Sukces Ajaxu miał swoje korzenie w rewolucyjnej filozofii Total Football, która pozwalała graczom na płynną zamianę pozycji, utrudniając przeciwnikom ich powstrzymanie. Rinus Michels opracował system, w którym Johan Cruyff, często będący punktem centralnym w ataku, mógł cofnąć się do pomocy, wyciągając obrońców z pozycji i tworząc przestrzeń dla innych. Gracze tacy jak Arie Haan i Ruud Krol byli integralną częścią tego systemu, przyczyniając się zarówno do defensywy, jak i ofensywy. Elastyczność i inteligencja taktyczna Ajaxu były kluczowe dla ich europejskiej passy. Z drugiej strony Panathinaikos podszedł do finału w bardziej pragmatycznym stylu, skupiając się na solidnej defensywie i polegając na kreatywności Domazosa oraz sprawności Antoniadisa w wykańczaniu kontrataków. Puskás zaszczepił w drużynie głęboką dyscyplinę taktyczną, łącząc grecką determinację z własnym doświadczeniem jako jednego z największych umysłów w grze. Podczas gdy Ajax starał się zdominować posiadanie piłki i wywierać wysoki pressing, Panathinaikos zadowalał się głębokim siedzeniem i atakowaniem z kontrataku, mając nadzieję na wykorzystanie luk pozostawionych przez odważnych bocznych obrońców Ajaxu. Oczekiwania związane z finałem Pucharu Europy w 1971 r. były ogromne. Ajax był faworytem, a ciężar oczekiwań był wysoki, szczególnie biorąc pod uwagę chęć Michelsa, by ukoronować swoją taktyczną rewolucję europejską chwałą. Dla holenderskiej drużyny ten mecz nie był tylko kwestią zdobycia trofeum; chodziło o udowodnienie, że ich nowe podejście do piłki nożnej może stawić czoła tradycyjnym potęgom Europy. Dla Panathinaikosu podróż na Wembley była już historycznym osiągnięciem, ale rosło przekonanie, że mogą oni dokonać jednego z największych wstrząsów w historii europejskiej piłki nożnej. Obecność Ferenca Puskása na linii bocznej dodała intrygi, ponieważ węgierska legenda starała się poprowadzić Panathinaikos do triumfu przypominającego jego dni gry. Stadion Wembley, siedziba angielskiej piłki nożnej, był idealną sceną dla tego starcia ideologii. Atmosfera była elektryzująca, a kibice z całej Europy zebrali się, aby być świadkami tego, co miało stać się kluczowym momentem w historii piłki nożnej.

Od pierwszego gwizdka Ajax próbował narzucić swój styl gry i nie zajęło im dużo czasu znalezienie przełomu. W 5. minucie sprytny ruch z lewej flanki pozwolił Dickowi van Dijkowi fachowo zamienić dośrodkowanie, dając Ajaxowi wczesne prowadzenie. Bramka była doskonałym przykładem płynnego ruchu Ajaxu, a Van Dijk znalazł przestrzeń w polu karnym, podczas gdy obrona Panathinaikosu miała problemy z dogonieniem biegaczy. Panathinaikos odpowiedział zdeterminowaną obroną, próbując powstrzymać szaleńczy atak Ajaxu. Podczas gdy pochłaniali presję, udało im się stworzyć kilka półszans dzięki szybkim kontratakom prowadzonym przez Domazosa. Jednak kontrola Ajaxu nad grą była oczywista, a ich trio pomocników dyktowało tempo i uniemożliwiało Panathinaikosowi uzyskanie jakiegokolwiek stałego posiadania piłki. Na początku drugiej połowy Ajax nadal dominował w posiadaniu piłki, ale Panathinaikos pozostał nieugięty, odmawiając załamania się pod nieustającą presją. Johan Cruyff zaczął znajdować więcej miejsca, schodząc głębiej, aby organizować ataki, podczas gdy obrona Panathinaikosu była coraz bardziej rozciągnięta. Najlepsza szansa Panathinaikosu nadeszła w połowie drugiej połowy, kiedy Antoniadis znalazł się w polu karnym, ale jego wysiłek został dobrze obroniony przez bramkarza Ajaxu Heinza Stuya. Ten moment wywołał krótką nadzieję dla greckiej drużyny, ale szybko została stłumiona przez ciągłą kontrolę Ajaxu nad środkiem pola. W ostatnich minutach wyższość Ajaxu została potwierdzona. Na trzy minuty przed końcem Arie Haan zdobył drugiego gola, zapewniając zwycięstwo, jego potężny strzał z dystansu odbił się od obrońcy i pozostawił bramkarza Panathinaikosu bezradnego. Holenderskie świętowanie rozpoczęło się, gdy Ajax wiedział, że są o krok od zdobycia swojego pierwszego Pucharu Europy. Finał był pokazem talentu w szeregach Ajaxu, ale Johan Cruyff górował nad resztą. Jego zdolność do dyktowania gry, wizja i przywództwo odegrały kluczową rolę w triumfie Ajaxu. Niestrudzony występ Arie Haana w pomocy był kolejnym ważnym momentem, a jego późny gol przypieczętował zwycięstwo holenderskiej drużyny. W przypadku Panathinaikosu Mimis Domazos dzielnie próbował zainspirować swoją drużynę, ale został pokonany przez dominację Ajaxu w pomocy. Antonis Antoniadis, który był głównym zagrożeniem bramkowym Panathinaikosu przez całe rozgrywki, został odizolowany i dobrze zorganizowany przez zdyscyplinowaną obronę Ajaxu. Zwycięstwo Ajaxu oznaczało początek ich dominacji w europejskiej piłce nożnej. W kolejnych latach zdobyli Puchar Europy jeszcze dwa razy, stając się jedną z najwspanialszych drużyn w historii piłki nożnej. Rinus Michels wkrótce odszedł, aby zarządzać Barceloną, ale dziedzictwo „Total Football” trwało pod wodzą Stefana Kovácsa, który poprowadził Ajax do dalszej chwały. Dla Panathinaikosu dotarcie do finału w 1971 r. pozostaje szczytem europejskich osiągnięć. Choć nie udało im się tego wieczoru, ich podróż na Wembley była inspiracją dla greckiej piłki nożnej. Czas Ferenca Puskása u sterów był może krótki, ale jego wpływ pozostawił trwały ślad na klubie i greckiej piłce nożnej jako całości. Finał Pucharu Europy w 1971 r. był przełomowym momentem w historii piłki nożnej. Zwycięstwo Ajaxu zapoczątkowało powstanie Total Football, stylu, który miał wpłynąć na przyszłe pokolenia. Kluby takie jak Barcelona, a później AC Milan przyjęły i dostosowały filozofię Ajaxu, kontynuując jego dziedzictwo na arenie europejskiej. Johan Cruyff, serce tej drużyny Ajaxu, później wzniósł tę filozofię na nowe wyżyny jako zawodnik i menedżer. Dla Panathinaikosu finał był szczytem europejskich ambicji. Choć nigdy więcej nie osiągnęli takich szczytów, ich bieg w 1971 r. pozostaje powodem do dumy dla greckiej piłki nożnej, symbolizując to, co można osiągnąć dzięki wierze i taktycznej dyscyplinie.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Astad
@Adran360

10

Bitwa o Santiago:

2 czerwca 1962 miała miejsce tzw. "Bitwa o Santiago". W drugiej kolejce fazy grupowej mistrzostw świata w Chile gospodarze zmierzyli się z Włochami w meczu, który przeszedł do historii jako "najbardziej przerażający, obrzydliwy i haniebny pokaz futbolu w historii" i jednocześnie zainspirował wprowadzenie żółtych i czerwonych kartek. To był od początku bardzo brutalny mundial. W meczu otwarcia Muhamed Mujić z Jugosławii złamał nogę Eduarda Dubinskiego z ZSRR. Uraz przyczynił się u niego do rozwinięcia mięsaka, który doprowadził do jego przedwczesnej śmierci siedem lat później. Mujić nie wyleciał nawet z boiska. W sumie przez pierwsze dwa dni turnieju trzech zawodników złamało nogę. ,,Zespoły obawiają się wczesnego powrotu do domu i zapominają, że to tylko gra. Z każdego z czterech stadionów docierają informacje o przemocy, złych manierach i poważnych kontuzjach”– pisał brytyjski "Telegraph". "Express" poszedł dalej: ,,Wszystko wskazuje na to, że turniej przemienia się w krwawą jatkę. Relacje z meczów brzmią jak korespondencje z frontu”. Spotkanie Włochy – Niemcy zostało opisane jako "wojenne manewry". W pierwszej kolejce Włosi zremisowali z Niemcami 0:0. W drugiej nie mogli sobie pozwolić na porażkę, jeśli chcieli zachować szanse na wyjście z grupy. Zadanie mieli jednak niełatwe – grali z gospodarzami, na oczach 66 tysięcy fanatycznych kibiców w stolicy Chile, Santiago. Przed turniejem włoska prasa zaszła im za skórę. W "La Nazione" i "Corriere della Sera" pojawiły się artykuły mocno krytykujące stan przygotowań w kraju, który zaledwie dwa lata wcześniej przeżył największe trzęsienie ziemi w historii ludzkich pomiarów. W jego wyniku zginęły tysiące ludzi, a cztery z ośmiu stadionów stały się niezdalne do użytku. "W Santiago nie działają telefony, taksówki są tak rzadkie jak wierni mężowie a za telegram do Europy płaci się ręką i nogą. Panują tu niedożywienie, analfabetyzm, alkoholizm i bieda, a prostytucja jest na porządku dziennym" – pisali Antonio Ghiredelli i Corrado Pizzinelli. Ich korespondencje tak rozwścieczyły Chilijczyków, że dziennikarze musieli ratować się ucieczką z kraju. Jeden z argentyńskich reporterów został wzięty za Włocha i dotkliwie pobity. Nawet takie tło nie tłumaczy jednak boiskowych wydarzeń. ,,Mecz, który za chwilę państwo zobaczą, najgłupszy, najbardziej przerażający, obrzydliwy i haniebny pokaz piłki nożnej, być może w całej historii tej gry” – mówił brytyjski komentator BBC David Coleman we wstępie do swojej relacji.

Mundial w Chile nie był pokazywany na żywo w Europie. Skomentowane relacje były wysyłane za Ocean samolotem. Dopiero cztery lata później MŚ w Anglii transmitowano na żywo do wielu innych krajów. Początkowo do prowadzenia spotkania wyznaczono sędziego z Hiszpanii. Po proteście Włochów zmieniono go na doświadczonego Anglika, Kena Astona. Sędziował on jednak stronniczo. Nie dostrzegał fauli i prowokacji gospodarzy, nie zauważył nawet, gdy Leonel Sanchez (syn zawodowego boksera) lewym sierpowym złamał nos kapitana Italii, Humberto Maschio. Obwiniał później za to niedoświadczonych sędziów liniowych. Tymczasem już po czterech minutach Aston wyrzucił z boiska pierwszego z Włochów, Giorgio Ferriniego. Ten odmówił zejścia. Musiała interweniować uzbrojona policja. Od tego momentu na boisku zapanowała już zupełna samowolka. Mnożyły się niewiarygodnie brutalne ataki, choć po latach obie drużyny twierdziły, że one się tylko broniły. W drugiej połowie z boiska wyleciał Mario David. Grający w dziewiątkę Włosi nie byli w stanie utrzymać bezbramkowego remisu. Przegrali 0:2 po golach Jaime Ramireza w 73. i Jorge Toro w 87. minucie. Komentujący spotkanie Coleman był w szoku, że zostało dokończone. Sędzia Aston naciągnął w nim ścięgno Achillesa i nie poprowadził już żadnego meczu ani na tym, ani na kolejnych mundialach. Zasiadł za to w Komisji Sędziowskiej FIFA i był głównym szefem arbitrów na MŚ 1966, 1970 i 1974. Był pomysłodawcą wprowadzenia żółtych i czerwonych kartek (pierwszy raz pojawiły się na mundialu w Meksyku 1970). Być może przekonało go do tego wspomnienie z Santiago... ,,Spodziewałem się trudnego meczu, ale nie aż takiego... Przyszło mi do głowy, by go przerwać, ale obawiałem się, co wówczas stałoby się z włoskimi zawodnikami. Wiedziałem tylko, że nie doliczę do tego nawet minuty!”– wspominał. W trzeciej kolejce RFN wygrało z Chile 2:0, co dla Włochów oznaczało pożegnanie z turniejem. Niechęć chilijsko-włoska jeszcze wzrosła. Jeden z lokalnych działaczy oskarżył Azzurrich o grę pod wpływem narkotyków. Rywale nazwali gospodarzy kanibalami, a w Rzymie wysłano wojsko do ochrony chilijskiego konsulatu. Chile doszło do półfinału, w którym przegrało z późniejszym triumfatorem, Brazylią. Trzecie miejsce to najlepszy wynik w historii tego kraju. Cały turniej do końca obfitował jednak w agresywne faule i boiskowe bijatyki. Zresztą, zdrowie zawodników nie było priorytetem dla FIFA jeszcze przez długie lata. Za to przemowa komentatora BBC przeszła do historii. Coleman kończył: ,,Nacje te spotkały się po raz pierwszy i miejmy nadzieję, że ostatni. Jeśli mistrzostwa świata przetrwają w obecnej formie, to należy coś zrobić z drużynami grającymi w ten sposób. Powinny one być natychmiast usuwane z rywalizacji”.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

9

Zapomniane legendy światowego futbolu:

2 czerwca 1904 r. w Pradze urodził się František Plánička, legendarny czeski bramkarz. Jest jedną z największych legend czechosłowackiego futbolu i uchodzi za jednego z najlepszych bramkarzy w historii futbolu. Graczem Slavii Praga był w latach 1923-1938, pełnił funkcję kapitana zespołu. Wielokrotnie był mistrzem Czechosłowacji(1925, 1929, 1930, 1931, 1933, 1934, 1935, 1937) a w 1938 triumfował także w prestiżowym Pucharze Mitropa. W barwach Slavii rozegrał 969 meczów. Bronił w golfie, którego gruba wełna łagodziła upadki. Często wychodził na boisko w czapce z daszkiem ażeby wyglądać na wyższego. Miał bowiem niewiele ponad 170 cm wzrostu ale był bardzo skoczny. W reprezentacji Czechosłowacji zagrał 73 razy. Debiutował 17 stycznia 1926 r. w meczu z reprezentacją Włoch a ostatni raz zagrał w 1938 roku. Wielokrotny kapitan, w tej roli poprowadził Czechosłowację do wicemistrzostwa świata w 1934. Cztery lata później w meczu z Brazylią na mundialu we Francjii doznał kontuzji i był to jego ostatni reprezentacyjny występ. Wielokrotnie nagradzany, w 1985 został uhonorowany nagrodą fair play UNESCO.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Astad
@Adran360

9

Swoisty debiut:

2 czerwca 1952 r. FC Barcelona po raz pierwszy w swojej historii rozegrała mecz z Manchesterem City. Był to mecz towarzyski wygrany przez Barçe 5:1. Jednocześnie w tym meczu zadebiutował legendarny lewy obrońca Sigfrid Gracia, strzelając jednego z goli. Wówczas ,,The Citizens” nie byli tak silną ekipą jak dziś a do tego w Blaugranie ,,szalał” Kubala więc nie można się dziwić takiemu wynikowi.



Półfinał na piątke:

2 czerwca 1957 r. FC Barcelona „rozjeżdża” Real Sociedad na „Estadi d'Atotxa” 1:5 w ramach pierwszego półfinału Copa del Generalisimo. Po dwa gole zdobyli Justo Tejada i Eulogio Martinez, jedno trafienie zaliczył Urugwajczyk Ramón Alberto Villaverde. Co ciekawe, tydzień później rewanż na ,,Les Corts” zakończył się rezultatem… również 5:1 dla Blaugrany.

@Adran360
@Astad
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

0

@FcPortoFan1999 Niewykluczone że masz racje, gdyż już nic z niego nie pamiętam poza tym tekstem...

6

@FCBparasiempre
Wewnątrzkrajowy finał wzbudził u mieszkańców Zjednoczonego Królestwa olbrzymi głód zobaczenia go na żywo. Bilety z drugiej ręki kosztowały nawet 35 000 funtów. Prawdę powiedziawszy po wyznaczeniu Madrytu na miejsce finału mieszkańcy tego miasta mogli liczyć jeśli nie na derby to na obecność przynajmniej jednego zespołu ze stolicy Hiszpanii w zbiorze drużyn, które przystąpią do decydującego starcia. Przecież na ostatnich 10 finalistów Ligi Mistrzów 7 pochodziło ze stolicy Hiszpanii. Ale skoro nic z tego nie wyszło, to zaczęli masowo wyjeżdżać z miasta na cały weekend lub spoglądali z rozbawieniem na słaniających się nie tylko z powodu upału Anglików. Faworytem był Liverpool, nie tylko dlatego że sezon ligowy skończył mając 28 punktów więcej niż Tottenham i wygrał 2:1 oba mecze ligowe z tym rywalem. Nikt nie wątpił że Klopp nie będzie eksperymentował z taktyką. Jedynym zawodnikiem leczącym uraz był Nabi Keita ale jego brak nie stanowił przecież istotnego osłabienia. Przed finałem Niemiec zabrał zawodników na 6 dni do Marbelli, gdzie mieli zapomnieć o przegranej o włos walce z Manchesterem City o tytuł mistrza I odzyskać świeżość. Pochettino zaś głowił się nad wieloma kwestiami między innymi nad taktyką bo w obu przegranych bojach ligowych z ,,The Reds” zdecydował się na inne systemy i oba mecze przegrał, więc wybierał między złym a fatalnym. W pierwszym postawił na kwartę obrońców, trzech pivotów i murowanie bramki. Liverpool zdobył ją jednak dwa razy a jego ludzie trafili dopiero w ostatniej minucie. Z kolei w wiosennym rewanżu obrońców było trzech (albo pięciu w fazie defensywnej) a za napastnikami zagrał ofensywny pomocnik Dele Alli. Tym razem to Liverpool trafił na 2:1 w samej końcówce, więc ten schemat wydawał się odrobinę lepszy. No ale przeciwko Ajaksowi w pierwszym meczu Argentyńczyk zagrał z trzema stoperami a w drugim z czterema obrońcami z wiadomym efektem, drużyna z Amsterdamu zaś grała w identycznym ustawieniu co Liverpool. To była prawdziwa łamigłówka, w końcu jednak Pochettino postawił na 4-2-3-1. Na szczęście dla niego cudownie ozdrowiał Harry Kane. Kontuzja z pierwszego meczu z City miała wykluczyć go z gry do końca sezonu, diagnoza jednak okazała się błędna. Przewidywano że Tottenham będzie starał się przetrwać pierwszą połowę i zaatakować w drugiej kropkę przecież dwa przegrane europejskie finały Liverpoolu Kloppa wyglądały tak że The Reds prezentowali się świetnie do przerwy i fatalnie po niej. Sam mecz nie przyniósł specjalnych emocji a to dlatego że zawodnicy Liverpoolu poszli po ,,uszatkę” jak po swoje. ,,Byłem zrelaksowany rok temu przed meczem z Realem, jestem zrelaksowany i teraz. Dawać już ten mecz”- powiedział Van Dijk i słowa Holendra dobrze ilustrowały pewność siebie graczy Kloppa. W efekcie, po niezwykłych rozgrywkach Ligi Mistrzów 2018/19 zdarzył nam się całkiem zwyczajny finał. Wygrał zespół lepszy i ten, który pierwszy strzelił gola. Dodajmy że był to też zupełnie nie angielski finał, jeśli chodzi o waleczność. W całym starciu popełniono tylko 11 fauli a po raz pierwszy w historii decydujących starć w Lidze Mistrzów sędzia nie pokazał ani jednej żółtej kartki (w 1984 roku zdarzyło się to w finale Pucharu Europy Mistrzów klubowych między Liverpoolem a Romą). Zaczęło się jednak fenomenalnie bo od najszybszego karnego w całej historii Ligi Mistrzów, gdyż podyktowanego już w 23 sekundzie za zagranie ręką, czy raczej pachą przez Moussez Sisoko, którego nastrzelił Sadio Mane. Salah trafił z 11 metrów a potem w słynnej cieszynce zaprezentował ruchy klauna, o co prosiła go córka Makka. Po meczu Egipcjanin zdradził: ,, W szatni przed wyjściem na boisko oglądałem obrazki z zeszłorocznego finału, widziałem nasz wielki smutek i obiecałem sobie że dziś sprawie iż będzie inaczej”. Zapytany czy czuł presje odparł: ,, Niedawno strzeliłem karnego, który dał reprezentacji Egiptu powrót do finałów Mistrzostw Świata. Ten był dużo łatwiejszy”.

Następnie Liverpool wiózł wynik do końca, niewiele sobie robiąc ataków kogutów, przy których gwałtem postawiony na nogi Kane raczej statystował niż brał w nich udział. Gwiazdor zaliczył ledwie 26 kontaktów z piłką kropkę może Pochettino popełnił błąd trenując przed meczem w Londynie, zamiast przyjechać do Madrytu wcześniej niż w środę? Do 70 minuty bohaterem był Van Dick który powstrzymywał wszelkie zapędy rywali, potem jego rolę przejął Alisson, gdyż zawodnicy Spurs wcześniej straszliwie anemiczni, wreszcie zaczęli wyrabiać sobie pozycję strzeleckie. W końcu wynik ustalił Origi trafiając w finale Ligi Mistrzów dopiero jako drugi Belg po Yannicku Carrasco przed trzema laty. ,, Wydawało się że jest to raczej koronacja niż rywalizacja”- jakże trafnie podsumował finał Anthony Quinn. ,, Zasłużyliśmy w tym roku na trofeum bardziej niż ktokolwiek inny”- jeszcze na boisku powiedział Aleksander Arnold. Pochettino wpisał się w szereg argentyńskich trenerów, którzy przegrali siedem kolejnych finałów Pucharu Europy. Passa ta zaczęła się w 1967 roku od Helenio Herrery a wiodła przez Juana Carlosa Lorenzo, Hektora Raula Coopera oraz Diego Simeone. ,, Masz jakiś plan na mecz a potem w 20 sekundzie możesz go wyrzucić na śmietnik bo rywale dostają rzut karny. Nie wiem czy powinien zostać podyktowany ale został. Finałów się nie analizuje, finały się wygrywa. Co z tego że byliśmy dwa razy dłużej Przy piłce że Oddaliśmy dwa razy więcej uderzeń. Rywal strzelił dwa gole A my żadnego, więc zasłużył na zwycięstwo. Jestem dumny z tego, jak moi zawodnicy walczyli”- żalił się po meczu szkoleniowiec Tottenham. Z kolei Jurgen Klopp powiedział: ,,Przygotowanie się do tego meczu było nie lada sztuką. Kończyliśmy ligę 3 tygodnie temu, graliśmy w strasznym upale. Nie mam ochoty tłumaczyć czemu wygraliśmy, powiem tylko że w trakcie sezonu okazaliśmy się odporni na wszystko. To jedna z najpiękniejszych nocy w moim życiu, cieszę się szczęściem chłopców, moim, całej rodziny. 6 razy wracałem do domu ze srebrnym medalem. Wreszcie mam złoty. Normalnie już byłbym pijany. Mam młodą drużynę, to na pewno nie koniec naszych sukcesów”. Trener napił się po konferencji. Razem z piłkarzami. Prawdę bowiem powiedział Jordan Henderson: ,,To wszystko zasługa Kloppa, bez niego ten triumf nie byłby możliwy. Dokonał wielkiej rzeczy, stworzył prawdziwy zespół, w którym panuje genialna atmosfera. Dziś spełniłem dziecięce marzenie. Nie zamierzam tej nocy spać”. Po kilku dniach rekordy popularności na YouTubie bił sześciominutowy filmik zatytułowany: ,,Jurgen Klopp’s Madrid Celebration uncut’. Trzeba go obejrzeć by zrozumieć, jaka wspólnota panowała w szatni The Reds między trenerem a zawodnikami i trzeba zobaczyć przejazd czerwonego autobusu z piłkarzami ulicami miasta Beatlesów.

6

9

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

1 czerwca 1903 r. w Katowicach urodził się Emil Görlitz, polski bramkarz pochodzenia niemieckiego o pseudonimie Schlosser, wychowanek Preußen 05 Kattowitz (pięciokrotny mistrz Górnego Śląska). Jako pierwszy niemiecki Ślązak dostał powołanie do reprezentacji Polski, w której zadebiutował 18 maja 1924 r. w przegranym 1:5 meczu ze Szwecją. W sumie zagrał osiem razy dla Polski, z kadrą pożegnał się 2 października 1925 r. w wygranym 2:1 meczu z Turcją. Był rezerwowym bramkarzem na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 1924 r. Lata 1924-1925 spędził w mistrzowskiej Pogoni Lwów i razem z Józefem Słoneckim stał się pierwszym polskim zawodowym futbolistą. Trener ,,Pogoniarzy” Austriak Karl Fischer namówił obydwu na wyjazd do włoskiego Triestu. Przygoda z zawodowstwem okazała się niewypałem, więc na sezon 1927 Emil Görlitz wrócił do rodzinnych Katowic. 1. FC Katowice (kontynuator tradycji Preußen 05 Kattowitz) w pierwszym sezonie ligowym w 1927 r. prawie został mistrzem Polski a o braku tytułu przesądziła porażka w meczu z Wisłą Kraków u siebie (Gӧrlitz był wtedy kapitanem swojej drużyny). Zapisał się w kronikach jako pierwszy bramkarz w historii ligi, który strzelił gola z rzutu karnego. Zespół z Katowic w kolejnych sezonach spisywał się coraz gorzej, więc Emil w 1934 r. zdecydował się na wyjazd do Niemiec. Po wybuchu II wojny światowej wrócił do Katowic i został pracownikiem huty Ferrum. Nadejście Armii Czerwonej oznaczało dla niego zesłanie do obozu w Kłodzku, gdzie jednak ze względu na znajomość języka ukraińskiego (efekt dwuletniego pobytu w Pogoni Lwów) i przeszłość w reprezentacji Polski był traktowany bardzo przyzwoicie. Został zwolniony i trafił do Zgorzelca, skąd wspólnie z żoną wyjechał do Niemiec. Zmarł w wieku 84 lat, kilkakrotnie wracał do Katowic, gdzie wciąż mieszkała część jego rodziny.

@Adran360
@Astad
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

0

@Kamiloza91 Nie przecze że mecz wygladałby inaczej. Tyle tylko że kto dałby sobie palca czy ręke uciąć, że przy tak doskonale grającym PSG Barca pokonałaby ,,żabojadów"??

9

Czy wiecie że…

1 czerwca 2006 r. otwarto ,,Ciutat Esportiva Joan Gamper”. Ten kompleks sportowy FC Barcelony położony jest w miejscowości Sant Joan Despi, 4,5 kilometra od Camp Nou i zajmuje powierzchnie 136,839 m2. Kosztująca niemal 80 milionów euro baza treningowa składa się między innymi z pięciu pełnometrażowych boisk ale także z hali sportowej i sal treningowych. Regularne zajęcia odbywają tutaj członkowie wszystkich sekcji sportowych Blaugrany. W 2011 r. na terenie centrum utworzono nową La Masie czyli budynek, w którym mieszkają zebrani z całego świata piłkarze juniorskich drużyn FC Barcelony.



Rekordy Azulgrany:

1 czerwca 2013 r. FC Barcelona pokonuje Malage CF 4:0 w ostatniej kolejce ligowej i zdobywa 100 punktów w jednym sezonie Primera Division, wyrównując rekord ustanowiony sezon wcześniej przez Real Madrid. Bilans podopiecznych Ś.p. Tito Vilanovy to 32 zwycięstwa, 4 remisy i tylko 2 porażki. Natomiast bilans goli wyniósł 115:40.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Astad
@AssisMoreira
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?