0

Do trzech razy sztuka. Wreszcie zasłużenie. Ładny gol.

51

Rozumiem, że są tutaj kibice Francji i mają swoje racje, ale moim zdaniem tylko jedna drużyna w tym finale gra w piłkę nożną, i nie są to Trójkolorowi. Wybaczcie, mając taką ekipę, że w piłkarzach można przebierać jak w ulęgałkach, budząc powszechny strach jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego i grać takie wielkie nic? Wiadomo że w futbolu chodzi o to, żeby wygrać, a na mundialu liczą się ci, co podniosą puchar, ale... panowie i panie, drodzy kibice, jestem zażenowany postawą Francji. Wstyd. Do boju, Chorwacjo!

0

Nie byli Mistrzami Świata :)

12

Jeśli Francja wygra, będzie chyba najnudniejszym Mistrzem Świata, jakiego pamiętam. Gdzie im np. do Niemiec, Hiszpanii, Brazylii czy chociażby samych siebie z 98 roku.

6

Tylko czasami się znam na piłce nożnej, ale ta Anglia od początku mi nie pasowała. Ślamazarna, ze stałych fragmentów podszczypująca rywali w tyłek, tartaczna w środku pola, z pata-taj pata-taj jeźdźcami bez głowy na skrzydłach. Po fazie grupowej okrzyknięto Kane'a najgenialniejszym z genialnych środkowych napastników, ale długimi momentami znika z murawy jak Lewandowski. Nie potrafię zrozumieć, skąd się wziął ten radosny kocioł wśród angielskich kibiców i prasy, że oto po latach tułania się po bezdrożach reprezentacyjnego futbolu, nagle świat zawojują. Oczywiście, jeszcze co najmniej 45 minut meczu o brąz pozostało i mogą zagrać ciekawiej oraz skuteczniej, ale jak dla mnie ich drużyna to taki solidny przeciętniak, medialny, o głośnej nazwie. Nic poza tym. Nudy.

18

Widzę, że Naczelny Robot postanowił postawić wóz przed koniem i już zawczasu poinformował wszystkich dookoła, że żaden Neymar go nie interesuje. A już na pewno nie teraz. Póki co w najlepsze trwa żałoba. Najpierw jak miedź brzęcząca i cymbał brzmiący siedział na pożegnalnej konferencji Klaskacza, co to jak Pan Twardowski i samego Diabła potrafił wykorzystać, a potem wywieść w pole, a teraz prawdopodobnie z Katarczykami czmychnie na Księżyc. Potem jak na dżentelmena przystało bronił dumy swej - już przecież nie takiej wcale na wydaniu - panny i zgodnie z jej oczekiwaniem zezwolił na zamążpójście i transformację w Starą Damę. Palą się więc mu obwody, tryby chroboczą, z nosa tryska mleczna para, koniec oprogramowania nadciąga, error bliski. Cóż teraz począć? Na kim się wesprzeć? Gdzie ratunku szukać? Lecz wściekle milczą twittery androidalnych pajęczaków, mikroskopijnych współbraci. I nawet tych jego sercu umiłowanych? Nawet tych z Polski? Patrzaj, że i tych nawet! Tylko cisza w eterze. Tylko cisza przed burzą. Już nikt nie słucha jak świnia Grzmotu.

23

Chciałbym tylko nieśmiało zauważyć, że w tej całej transferowej gonitwie za gwiazdami pierwszego formatu, nie można zapominać o wprowadzaniu do drużyny przynajmniej 2-3 wychowanków. Za parę lat okaże się, że FC Barcelona, która niegdyś słynęła z wysokiej jakości piłkarskich produktów La Masii, będzie miała problem z zarejestrowaniem składu do Ligi Mistrzów. Ewentualnie wychowankowie staną się kitem wpychanym do uszczelniania okien. Musi być jakaś równowaga. Żeby się już do końca w główkach kibicom nie poprzewracało od tych dwustu-trzysta milionowych transferów.

2

Nie ma się co przejmować. Mi się już te wszystkie plotki transferowe - niezależnie od źródła - przelały na dobre i zamierzam je w najbliższym czasie ignorować. Strata czasu i pożywka dla tłumów, nabijania wyświetleń, wyższej poczytności gazet. Czymś trzeba zapełnić pustą przestrzeń między sezonami. Rollercoaster. Będzie, nie będzie. Dzisiaj tak, jutro siak. Jak w brazylijskiej telenoweli. Czuję się jak za dzieciaka w erze Bravo Sportu. Jedyna informacja jak mnie zainteresuje to: oficjalnie!

2

Bo najważniejsze jest to, co się znajduje w głowie i w sercu, a nie na zewnątrz. Nie uważam ludzi obczepionych gadżetami w żaden sposób za gorszych ani lepszych od innych, aczkolwiek jest to dla mnie lekko dziecinne. Być może z takiej postawy z czasem się wyrasta. Tyczy się to również subkultur. Ostatnio byłem na festiwalu bluesowym i tzw. hippisi z filozofii, starsi wiekiem, wcale nie muszą się obnosić ze swoją przynależnością. Wystarczy delikatny akcent. Poza tym nie lubię, jak ktoś jednym spojrzeniem jest w stanie mnie zidentyfikować, zaszufladkować i ocenić. Brak jakiejkolwiek tajemnicy. Flaki na wierzchu.

13

Zauważyłem samonapędzający się wśród kibiców mechanizm, polegający na wylewaniu słodkich słów pod adresem transferowych nabytków. Oczywiście nie wszystkich. Pragnienia i oczekiwania czasami przysłaniają rzeczywistość. Sami na tym portalu, jako polskie barcelonismo, budujemy fantasmagoryczne kreacje. Ostatnio dowiedziałem się, że Arthur będzie lekiem na całe zło, niemal jest geniuszem. Po odejściu Neymara, Dembele charakteryzowano jako piłkarza, którzy wypełni po nim lukę, ot tak, na pstryknięcie palców. Semedo miał z powodzeniem zastąpić Alvesa. Gomesa typowano na nowego Xaviego. I tak cofając się w czasie, można by wymieniać kolejnych. Lukier, cukier i pączusie. Potem przychodzi sezon - kontuzje, słaba psychika, niedostatki taktyczne i inne niuanse, przez los rzucane nam pod nogi niczym kłody. Część dalej wierzy w piłkarzy, część stara się jedynie bronić ich przed hejtem, ale znaczna większość kibiców po prostu wylewa gorzkie żale, zgrzyta zębami i pluje. Bo tak się pompowało ten balonik, że jak z hukiem pękł przy ustach, to niestety, ale musiało zaboleć. Następuje furia i pieniactwo. A przecież na dobrą sprawę żaden transfer nie jest z góry przesądzony jako zły lub dobry. Wszystko wychodzi w praniu - trwałość materiału na przebarwienia, odporność tkaniny na proszek, wreszcie i na wodę. Tak i każdy piłkarz będzie borykał się z przeciwnościami losu. Jeden wyjdzie z tego zahartowany i się obroni, drugi polegnie z kretesem, a trzeci po prostu stanie się przeciętniakiem. Zawód jest okropną sprawą. Szczególnie gdy co chwila czyta się peany. Choćby kibic był asertywny, to przecież setki pochlebnych opinii wsiąkają w mózg, a potem gdzieś się po jego zakątkach kołaczą i w kryzysowym momencie, kiedy tama nie jest już w stanie opierać się wodzie, następuje powódź złych emocji. Nic sobie z nauk historii najwyraźniej nie robimy. Smutne, lecz prawdziwe.

1

Napisałem długi komentarz i przez przypadek uciąłem... Od dawna wiedziałem, że zwierzęta na trybunach to ogromny problem dla rozwoju klubów, ale nie miałem pojęcia, że aż tak wpływa na sponsorów, jednak jeśli bliżej się temu przyjrzeć, jest to jak najbardziej logiczne. Po co inwestować pieniądze w próżnicę i stawać się marką wstydu? Po co ojciec ma przyprowadzać kilkuletniego synka i martwić się o jego bezpieczeństwo? W Anglii było pewnie jeszcze gorzej, ale Żelazna Dama się za to wzięła i teraz jest spokój i kultura - trybuny pod samą murawę, brak zabezpieczeń jak np. w Niemczech. Większość polskich talentów bierze się z niższych lig, z klubów z małych miasteczek, gdzie ludzie zajmują się piłką hobbystycznie, przychodząc na treningi po pracy. Nie bezpośrednio z Jagiellonii, Legii czy Lecha, ale dopiero jak skauci wypatrzą ich w kilkutysięcznej mieścinie, to mogą tam trafić. Czasami jest już za późno na pełną obróbkę piłkarza. Co by było, gdyby od razu miał do czynienia z profesjonalnym sztabem szkoleniowym, ćwiczeniami od małego, podejściem taktycznym, grą piłką? W wioskach trenuje się głównie aspekty fizyczne, dużo biega, robi pompki, sprinty, wykonuje się stałe fragmenty gry, ale nie uczy się podstaw: wymiany piłki na jeden kontakt, ustawiania się na boisku, przesuwania formacji i techniki. Talenty biorą się stąd, że jakiś chłopak obejrzy gwiazdę piłki nożnej i zaczyna od żonglerki, a potem na niewielkich boiskach wymija kolegów jak tyczki. Tylko to jeszcze nie gwarantuje sukcesu. Gorzej jak popada w nałogi i cała para idzie w gwizdek. Znałem wiele takich przypadków. Taki Małecki wcale nie był wybitny, a patrz jak daleko doszedł. Bo codziennie rano wstawał o 6, biegał, trenował na własną rękę, miał ambicje. Ale byli lepsi, zwinniejsi, finezyjni, bardziej kreatywni. Nie było odpowiednich osób, które mogłyby ich zmotywować, pokazać ścieżkę w życiu. To jest przykre, bo czasami odpowiedni, inteligentny trener, który znajdzie się w odpowiednim miejscu, potrafi pociągnąć chłopaków do sukcesów, wskazać im drogę, zainspirować, po prostu zaszczepić we krwi futbol, tak że nim żyją i oddychają. Tylko takich osób jest za mało. Mamy okropny przesiew. To co widzimy w Ekstraklasie i w reprezentacji, to jest jedynie jakiś ułamek dziesiętny całej możliwości kraju. No, ale skoro każdy ma na utrzymaniu rodzinę, to przecież pasją jej nie nakarmi i chłopakami nie ma kto się zająć. My naprawdę nie mamy ułomnych juniorów, wcale nie jesteśmy gorsi od Islandii czy Chorwacji. Problem leży u podstaw. Leży i kwiczy.

1

Jasna sprawa, w pełni rozumiem Twój przekaz i w 100% się z nim zgadzam. Chodzi mi też o to, co trzeba zrobić, aby zwiększyć nakłady finansowe w Ekstraklasie. Bo przecież państwo jest spore, naród liczny, więc i stosunkowo tych kibiców powinno się trochę znaleźć - tych na trybunach, i tych przed odbiornikami. Doskonale sobie zdaję sprawę, że zagraniczne ligi już od dawna dysponują nieporównywalnymi pieniędzmi, ale co zrobić, żeby choć trochę się do nich zbliżyć, żeby powoli, rok po roku, zacząć zasypywać tę dzielącą nas przepaść, tak żeby np. za 20-30 lat Polska wskoczyła na poziom np. Belgii, Szwajcarii, Austrii? Wiadomo, że tego z dnia na dzień się zrobić nie da. Również wiadomo, że ma tutaj spory wpływ stan portfela kibica, jak i państwa, czynników ekonomicznych. Trzeba po prostu cierpliwie czekać, aż Polska zacznie doganiać gospodarczo inne kraje? A może jest też jakieś inne wyjście? Pójście własną ścieżką? Czy pozbycie się zwierząt z trybun, przyciągnie szarych zjadaczy chleba na stadiony, czy może spowoduje odpływ kilkuset kibiców na meczu? Czy można załatać to wszystko pijarem, jakoś zachęcić ludzi do kibicowania? Czy istnieje szansa na przyciągnięcie sponsorów? Tak jak napisałeś, młodzi mając możliwość lepszych zarobków uciekają na Zachód, i to nie tylko piłkarze, nikt ich winić za to nie może, bo każdy chce się rozwijać, mieć więcej pieniędzy, poczuć sławę. Czy inwestycja w infrastrukturę, ale taką na poważnie, a nie tylko Orliki, nie zwiększyłaby szans na zwielokrotnienie talentów, tak gdy odejdzie jeden, na jego miejsce za chwilę wskoczy drugi? Uważam też, że warto rozejrzeć się pedagogami, psychologami od najmłodszych lat. Powiem Ci, że Polska posiada wiele wspaniałych juniorskich talentów, które w czasie dorastania zaczynają zaglądać do kieliszka, popalać, rozbijać się na dyskotekach. Myślę, że tylko na przestrzeni ostatniej dekady straciliśmy kilkudziesięciu chłopaków o potencjale przewyższającym Lewandowskiego. Wszak Robert jest świetny, ale to nie geniusz, wszystko wypracował siłą woli, determinacją. To jest jego. Pewnie w dużej mierze dzięki wychowaniu, wierze we własne siły, dzięki rodzicom sportowcom. Myślę, że tego także nam brakuje. Stąd oprócz nowych boisk, sprzętu, dobrze byłoby postawić na zmianę mentalności już u żaków, trampkarzy. Trzeba im wpajać pewne zasady, dyscyplinę. Jako przykład przedstawiać Lewego i spółkę. Żałuję tego mundialu, bo to mógłby być wielki kop energii dla początkujących. Szkoda, że roztrwoniono tę szansę.

0

Fakt, iż ktoś był piłkarzem wcale nie musi świadczyć o tym, że będzie równie sprawnym zarządcą czy planistą. Inna sprawa, jeśli jest w danej dziedzinie fachowcem np. oprócz piłki nożnej zna się również na ekonomii, logistyce i tym podobnych. Argumentu ze stadionami nie chwytam. Jasne, fajnie że są, ale jeszcze muszą się utrzymywać. Po co budować kolosy na kilkadziesiąt tysięcy, kiedy na trybunach zajętych jest 1/3 krzesełek? Dwudziestotysięczniki wystarczyłyby w pełni. Oczywiście, takie, które w przyszłości da się rozbudować. Niemcy, Anglicy, Francuzi, Włosi nie muszą wyjeżdżać z kraju, bo u nich w domu ligi stoją na bardzo wysokim poziomie. Dla naszego trenera byłaby to nobilitacja i możliwość przywiezienia zza granicy świeżego powiewu idei piłkarskich, szerszego spojrzenia na przeróżne zagadnienia. Nabrania doświadczenia na wyższym poziomie, obcowania z większym stresem i odpowiedzialnością. Z dotowaniem przez państwo mam mieszane uczucia. Z jednej strony dobrze by było, gdyby dyscyplina sama się utrzymywała, ale wiadomo, że w polskich warunkach gospodarczych jest to niemożliwe. Powiedz mi lepiej, co musi się stać, żeby Ekstraklasa przestała być pośmiewiskiem? Żeby polskie kluby zaczęły się w Europie liczyć?

0

Z ogólną tendencją Twojego komentarza, kolego, się zgadzam. Bardziej położyłbym nacisk na poziom Ekstraklasy i drużyn, które w Europie nie znaczą nic. Raz na kilka lat uda się którejś ekipie dojść do 1/16 LE, bo akurat trafnie zainwestowano w transfery. Zauważ, że polskich szkoleniowców nie zatrudnia się w szanowanych ligach. Są tłem. Uważam też, że zbyt mało promuje się nasz narybek, chociaż ostatnio pojawiają się już ozdrowieńcze reakcje w tym temacie. Mam na myśli stawianie na młodzież w Ekstraklasie, zamiast pakowanie pieniędzy w obcokrajowców. Z tą komuną chodzi też przecież o sytuację gospodarczą państwa, tu też jest spora część odpowiedzi na pytanie: dlaczego jest, jak jest? Może musi jeszcze minąć kilkanaście lat, żeby pojawili się poważni rodzimi sponsorzy, którzy wtłoczą konkretną kasę w sport? Bo przecież kibiców mamy wspaniałych, teleodbiorniki i komputery są wypełnione transmisjami. Gdzieś to wszystko się rozłazi, nie chcę oskarżać, że jest rozkradane, ale nie powiesz mi, że na EURO 2012 z głową pobudowano stadiony? Grubszy temat jak widać. Osobiście nie wierzę PZPNowi, tak jak nie wierzę politykom. Jedna sitwa.

2

Mi nie chodziło nawet o samą postać Jerzego Brzęczka. Moim zdaniem, w związku z tym, że masz wpływowe kontakty z ludźmi polskiej piłki, nie jesteś w stanie wyjść poza tę perspektywę i spojrzeć na sprawę z boku. Niewiele jest na świecie takich struktur piłkarskich jak PZPN, które są doszczętnie skompromitowane. Wiadomo, nie każdy musiał babrać się w komunizmie, tylko my, nic z tym betonem nie zrobiliśmy. Niechaj Jurek się sprawdzi, niech poprowadzi Polskę do sukcesów. Tylko, czy to nie zaciemni sedna sprawy? Wybryk może zdarzyć się niemal każdej drużynie. A mnie interesuje przebudowa rodzimego futbolu. Od podstaw. Od szkolenia młodzieży po dobrą ligę. Wstydem jest, że tak wielkie państwo jak Polska znajduje się na piłkarskim zadupiu Europy. Kto za to odpowiada? Kibice? Dziennikarze? Czy PZPN, który po raz kolejny planuje szminkować nieboszczyka? Chyba rozmawiamy o dwóch różnych sprawach.

1

Czytałem. I tak jak często się z Tobą zgadzam, tak tym razem jest nam nie po drodze.

@damianex10
Nie krytykuję samego trenera i życzę mu jak najlepiej, ale dostrzegam niepokojący sposób wyboru. Negatywny. Nie jakie cechy ma posiadać, a jakich mieć nie powinien.

31

Odnoszę wrażenie, że Jerzy Brzęczek wpisuje się w schemat Bońka: tani, posłuszny, nieutytułowany, wdzięczny za wyniesienie na piedestał. Ma być podnóżkiem Prezesa, tak jak na początku Nawałka. Będzie między nimi sztama, przepływ informacji. Stuprocentowa rola selekcjonera: wybieracza składu i taktyki. Bez wpływu na szkolenie młodzieży, bez dalekosiężnej wizji rodzimego futbolu, bez restrukturyzacji związku. Słowem: brak reform. Masz tutaj swoją kadrę, klocki LEGO - dopasowuj sobie wedle woli, baw się. Resztą zajmie się tylko PZPN. Od zaglądania, co znajduje się za kurtyną: wara! I Jerzy nie zabrzęczy.

Jak już miał być Polak, dlaczego nie Henryk Kasperczak? Bodaj najbardziej renomowany trener, jakiego wydała na świat ojczysta ziemia od czasów legendarnego Górskiego, Piechniczka, Gmocha. Z CV tak bogatym, że trudno pomieścić je na dwóch stronach. Były trener m.in. Metz, Saint-Etienne, Strasbourga, Racingu, Montpellier, Lille, Wybrzeża Kości Słoniowej, Tunezji, Bastii, Maroka, Mali, Wisły Kraków, Senegalu.

A bo miałby coś więcej do powiedzenia, niż tylko przytakiwanie i wygrzewanie się w blasku Bońka. Może - nie daj Boże - chciałby coś pozmieniać, poprzestawiać, skrytykować? Niestety, Reprezentacja Polski pozostaje w rękach ugrzecznionej twarzy selekcjonera, za którą kryje się ziejąca ogniem piekielna czeluść i te same, od dawna pociągające za sznurki zakulisowe mordy.

Czemu nie trener zza granicy? Jedynie w nadwiślańskim kraju tak wielką i cenioną w futbolu postać jak Leo Beenhakker potraktowano zwolnieniem przed kamerami, nawet nie bezpośrednio, tylko w krótkim wywiadzie telewizyjnym półgębkiem udzielonym przez Grzegorza Latę. Smak goryczki wciąż pozostał w ustach poważnych ludzi. Trzeba by słono zapłacić, aby ktoś rozsądny zechciał wziąć udział w tym polskim cyrku.

9

Kiedy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Jak dla mnie nie ma innego wytłumaczenia. Czasy się zmieniły. Prawa jazdy już tak nagminnie nie kupisz. Licencji trenerskiej również. Żeby szkoleniowy narybek przebił się przez ławicę na wpół śniętych ryb, musi być inteligentny, z warsztatem, charyzmatyczny, obiecujący. Jak nie każdy, to co drugi taki jest. A wśród nich na haczyk złapano Jerzego Brzęczka. Trenera z niewielkim CV. Moim zdaniem znajduje się na zbyt wczesnym etapie przygody z trenerką, aby zostać selekcjonerem Reprezentacji Polski. Zaryzykował i sam zainteresowany, i Prezes Boniek. Tylko, czy w życiu wszystko musi zdarzać się dwa razy? Będzie jak z Nawałką? A może podzieli losy Fornalika i Smudy? Jasne, nie zamierzam go skreślać, ale jestem rozczarowany, że PZPN stać jedynie na zakup kota w worku. Niech mu Fortuna sprzyja. Powodzenia!

1

Pamiętam atmosferę tuż przed ME 2008.

Dziennikarz pyta Leo Beenhakkera: Jaki jest cel naszej kadry na tym turnieju?
Odpowiedź: Mistrzostwo Europy!
I miny prawie wszystkich... Co on opowiada?

To jest właśnie ta różnica w mentalności. Jedzie się po zwycięstwo, choćby było niemal nierealne. Ciekawe co kiedyś myślała sobie Dania, z jakim nastawieniem walczyła Grecja.

16

Dwanaście lat czekania na mundial z udziałem Polaków. Kolejny trener. Ciężkie początki. Pierwszy raz w historii wygrana z Niemcami. Zaangażowanie jak w ostatniej akcji meczu ze Szkocją. Bardzo dobre ME. Pechowa porażka w rzutach karnych z Portugalią. Transfery. Polscy piłkarze grający w europejskiej klasy klubach. Wschodząca młodzież. Kolejne dobre eliminacje. Rozbudzone nadzieje. I totalna żenada na mundialu. Przeszli sobie obok najważniejszego turnieju na świecie. Na początku niedowierzanie. Potem złość. A teraz smutek. Za jakiś czas znowu wiara w lepszą wersję reprezentacji. To tak w pigułce.

1

Graliśmy solidnie w obronie, z dobrymi długimi piłkami, szybkimi kontrami i walką w środku pola, udanym pressingiem. Od czasu do czasu udało się zagrać nieszablonowo. Na mundialu nie było żadnej taktyki. Może Nawałka próbował z nas zrobić Brazylię, przestawić na atak pozycyjny, grę piłką, ale okazało się to wszystko zadaniem niemożliwym i wyszło z tego wielkie NIC. Niech wreszcie przemówi ludzkim głosem.

30

Na MŚ taktycznie byliśmy profanacją futbolu. Technicznie daleko nam do poziomu przeciętnych drużyn z mundialu. Mentalnie przyjechaliśmy na wakacje. Mecze Polaków celowo starałem się oglądać na angielskich kanałach, tak żeby zasięgnąć opinii nienacechowanej emocjami. Komentatorzy umierali z nudów, byli zażenowani. Dziwili się, co stało się z naszą reprezentacją z eliminacji. Zobaczymy, co ma do powiedzenia Nawałka. Jeśli dalej będzie czarował kibiców płaskimi argumentami, powinien go Boniek uszanować, podziękować za wspaniałe chwile i przystąpić do wyboru następcy.

4

Myślę, że mecze powinny wyglądać tak:



Kwintesencja futbolu. Jestem pewien, że wtedy nie tylko trybuny byłyby pełne, ale i jeszcze powiększane o kilkadziesiąt tysięcy. Kibice staliby w długich kolejkach po bilety.

13

Dlaczego nawet jak wygrywamy, musimy być częścią żenady? Umiarkowanie pozytywnie jestem nastawiony do Japończyków, ale mam nadzieję, że w najbliższym meczu dostaną potężny oklep.

0

Zaraz zaczyna się mecz, więc krótko. Yin i yang przeplatają się nawzajem. Z definicji. Ignorujący historię a śmiejący się, oraz, ignorujący historię a krytykujący śmiejących się, również są wobec siebie dychotomią, i również się przeplatają w ramach własnego podejścia. Rozrasta się nam teoria na dwie równoległe dychotomie, pomiędzy którymi częściami składowymi można znaleźć styczne. Okej, tak jest uczciwiej, zgodzę się z Tobą.

Prawidłowość jest prosta. Nie lubię Niemców - lubię Niemców. Argumenty za i przeciw są przeróżne, wyrasta nam z tego swoiste drzewo mądrości, ze wszystkimi odgałęzieniami. Są też i obojętni. W moim mniemaniu jest ich mniej, dużo, dużo mniej. Człowiek dość często określa się do różnych sytuacji np. lubię orzechy laskowe, albo np. nie lubię pomarańczy. Ci sami użytkownicy, którzy "bronią" Niemców, nie będą lubić np. Rosjan albo Filipińczyków. Jakie mają ku temu powody? To już tylko dygresja.

Na rozwinięcie tematu politycznej poprawności już nie mam czasu. Zapewne przy innej okazji znowu się spotkamy.

9

Zacznę od siebie:
1) Cieszę się z odpadnięcia Niemiec.
2) Nie odmawiałem polskości kibicującym innym reprezentacjom.
3) Zawiodła mnie i wkurzyła nasza kadra niesamowicie. Nie tyle wynikami, co postawą na boisku, brakiem taktyki.
4) Dzisiaj nadal trzymam za nich kciuki!
5) Tak, jeśli pokażą się z fatalnej strony w meczu z Japonią, będę ich krytykował. Nie zamykam oczu na rzeczywistość.

0

Chodzi Ci o parafrazę słów Stefana Kisielewskiego? Są jak najbardziej na miejscu.

2

Wprowadzą, potem będziemy mieć negatywne skutki, i rakiem się wycofają, tak jak z niektórymi przepisami ustawy o IPN. Rząd RP coraz częściej bohatersko rozwiązuje problemy, które uprzednio sam stwarza.

0

Szkoda, bo konstruktywnie się dyskutowało. Uważam, że dopiero dokopaliśmy się do sedna tematu. Wcześniej był tylko prolog.

Należy zauważyć dysonans pomiędzy ideami a rzeczywistością. Chrześcijaństwo to wspaniała idea, lecz jej "realizowanie" przynosiło okropne skutki. Komunizm miał wprowadzić ład, równość, braterstwo, jednak stał się najbardziej zbrodniczy w historii. Fryderyk Nietzsche pisząc o nadludziach, miał zupełnie co innego na myśli niż hitlerowcy, którzy później wykoślawili jego ideę. Można by tak mnożyć przypadki.

Nie uważam, aby nazwanie konia koniem było uproszczeniem. A już na pewno nie krzywdą. Tutaj wkracza polityczna poprawność, której jestem przeciwnikiem, bo miesza pojęcie wolności słowa. Odgrywa rolę językowej gilotyny. I jeszcze się kat oburza, że skazaniec miota się przed egzekucją.

Czym innym jest myślenie na skróty i stereotypami, bez uzasadnień. To jest oczywiste. Osobiście staram się rozwijać swoje teorie, podawać argumenty, szczególnie jeśli jestem na nie. Tak by interlokutor wiedział, że to nie są jakieś wyssane z palca brednie, oparte jedynie na czystych emocjach.

Zdarza mi się czytać Twoje komentarze i uważam, że raczej starasz się być obiektywny i kompleksowo podchodzisz do tematów. To się ceni. Wszak nie zawsze muszę się z Tobą zgadzać. I tak jest w tym przypadku.

0

A co zarzuca się śmiejącym? Że wojna! A co zarzucam zarzucającym? Że polityczna poprawność! Doprawdy, fałszywa dychotomia? Myślę, że całkowicie naturalna. Jak yin i yang. Prawda jest prosta jak budowa cepa i nie ma co się oszukiwać, na siłę szukając nie wiadomo jakich kombinacji. Mamy w narodzie niepokornych i ugłaskanych. I o to jest ten cały spór. Z tym że niepokorność i ugłaskanie jest płynne. Zamień temat Niemiec na np. Kościół, to zobaczysz, że Koło Fortuny obróci się natychmiast. Jedyni będą ugłaskani, a drudzy niepokorni. Trzecich jest niewielu, praktycznie ich nie ma.

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?