7

@FCBparasiempre
21 stycznia 1970 r. urodził się Alen Bokšić, znakomity chorwacki napastnik. Alen Bokšić spędził większość swojej kariery we Francji i we Włoszech, gdzie pozostawił po sobie ślad dzięki swojej technice, sile i spektakularnym golom w takich klubach jak Olympique Marsylia, Juventus czy Lazio. Do dziś jest uważany za jednego z najlepszych piłkarzy w historii chorwackiej drużyny piłkarskiej, obok Davora Šukera, Zvonimira Bobana czy Roberta Prosinečkiego. Był niesamowicie atletycznym napastnikiem, jednym z pierwszych prototypów nowoczesnego napastnika w czasach, gdy futbol zaczął stopniowo odchodzić od tradycyjnej dziewiątki na rzecz bardziej dynamicznych i zwinnych napastników. Imponujący fizycznie, ale obdarzony doskonałą techniką i niesamowitą szybkością, Bokšić był dla wielu zagadką nie do rozwiązania. „Nie wiem, kto jest lepszy”, powiedział kiedyś jego były kolega z drużyny, Slaven Bilić, poproszony o porównanie Bokšicia z jego partnerem w ataku Davorem Šukerem. „Jeśli zapytasz mnie jako środkowego obrońcy, kiedy grasz przeciwko Bokšićowi, zabiłbym cię. Bieganie, drybling, schodzenie w lewo w kanale. Kopnąłem cię, uderzyłem, cokolwiek. Ale może nie zdobyłbym gola. Ale Suker? Mogłeś rozegrać przeciwko niemu dobry mecz, ale potem strzelił parę goli.” Z Olympique Marsylia Bokšić wygrał Ligę Mistrzów UEFA 1992-93 i zajął czwarte miejsce w plebiscycie Europejskiego Piłkarza Roku 1993. W tym samym roku został wybrany Chorwackim Piłkarzem Roku. Zdobył także dwa tytuły Serie A, w 1997 i 2000 roku, odpowiednio z Juventusem i Lazio, i jest uważany za jednego z najlepszych zagranicznych graczy w historii Serie A od 1980 roku. W 1987 roku Jugosłowiańska Federacja Piłki Nożnej, mimo wszystko, odrzuciła Bokšića, aby dołączyć do legendarnej jugosłowiańskiej drużyny, która wygrała Mistrzostwa Świata Juniorów, obecnie Mistrzostwa Świata FIFA U-20. To było pierwsze z wielu rozczarowań, jakie zawodnik przeżywał podczas swojej międzynarodowej kariery. Drugi miał miejsce na mundialu 1990 we Włoszech, kiedy w wieku 20 lat nie grał w turnieju, gdyż trener Ivica Osim preferował w składzie bardziej doświadczonych napastników. Po uzyskaniu przez Chorwację niepodległości Bokšić stał się integralną częścią chorwackiej drużyny narodowej w latach 90. pod wodzą trenera Miroslava Blaževicia. Grał dla Chorwacji na Euro 1996, ale nie znalazł się w kadrze na Mistrzostwa Świata FIFA 1998, z powodu kontuzji, której doznał kilka tygodni przed turniejem. Bokšić ostatecznie zadebiutował w Pucharze Świata w 2002 roku, w wieku 32 lat, występując we wszystkich trzech meczach grupowych zespołu, zanim przeszedł na emeryturę zaledwie rok później w 2003 roku. Bokšić, urodzony w Makarskiej, zaczynał w młodzieżowych szeregach HNK Zmaj Makarska, chorwackiego klubu założonego w 1921 roku. Jego projekcja zwróciła uwagę harcerzy z Hadjuk Split, którzy zaproponowali mu podpisanie kontraktu z drużyną młodzieżową, zadebiutował w pierwszej drużynie w 1987 roku, w tym samym roku, w którym wygrali swój pierwszy Puchar Jugosławii.

Drugi miał nadejść w 1991 roku, ostatnim roku w chorwackim zespole po 174 meczach i 60 golach. Jego gol w finale Pucharu Jugosławii w 1991 roku przeciwko Red Star Belgrad, który okazał się zwycięskim golem, nie tylko wzbudził zainteresowanie Cannes podpisaniem z nim kontraktu, ale był także ostatnim golem zdobytym w Pucharze Jugosławii, ponieważ kraj rozpadł się kilka miesięcy później. Bokšić podpisał kontrakt z AS Cannes, aby grać w pierwszej lidze na sezon 1991–92 i pomóc podmiotowi w utrzymaniu kategorii. Ten rok zakończył się totalnym dramatem, nie tylko dla klubu, który spadł do 2. ligi, a on rozegrał tylko 1 mecz z powodu licznych kontuzji z rzędu. Pomimo katastrofalnego przybycia na terytorium Francji latem 1992 roku, został podpisany przez Olympique Marsylia. W swoim jedynym pełnym sezonie w Olympique Marsylia (1992-93) był królem strzelców 1. ligi, prowadząc w tabeli z 23 bramkami. W tym sezonie wygrali ligę francuską, ale później Marsylia została pozbawiona tytułu. Jego największy sukces w klubie miał miejsce w maju 1993 roku, kiedy Olympique Marsylia pokonał AC Milan i wygrał finał Ligi Mistrzów UEFA 1993. Na początku sezonu 1993/94 rozegrał dla klubu kolejne 12 meczów ligowych, aż do grudnia 1993 roku, kiedy został przeniesiony do SS Lazio. Bokšić opuścił klub w następstwie jednego z największych klubowych skandali piłkarskich w historii. W 1994 roku, z powodu nieprawidłowości finansowych i skandalu z ustawianiem meczów z udziałem ówczesnego prezydenta Bernarda Tapie, zostali zmuszeni do degradacji do drugiej ligi. Pomimo chęci Marsylii do rozstania się z dużymi graczami, Lazio potrzebowało około 15 miliardów lirów, aby przekonać klub do wypuszczenia Bokšicia. Pomimo tego, że był prawdziwą gwiazdą, tylko Roberto Baggio, Dennis Bergkamp i Eric Cantona wyprzedzili go w klasyfikacji Ballon d'Or w 1993 roku, przybycie Chorwata do Rzymu było dziwnie zaniżone. Gdy Bokšić obserwował z trybun, jak jego nowi koledzy z drużyny pokonują Udinese 2:1 na Stadio Olimpico, włoska gazeta Corriere dello Sport określiła go jako „pędzącą gwiazdę u steru klubu na skraju upadku”. Niestety Bokšić nigdy nie spełnił oczekiwań. Przez trzy sezony w Lazio nigdy nie okazał się lekarstwem na chorobę, która zdawała się nękać Rzymian. Nieporozumienia ze Zdeněkiem Zemanem, który na początku sezonu 1994/95 zastąpił Dino Zoffa na stanowisku menadżera, sprawiły, że pobyt Bokšicia nad brzegiem Tybru stał się nieprzyjemną sprawą. Dla człowieka, który strzelał więcej niż jednego gola co drugi mecz w Marsylii, jego 17 bramek w 67 meczach Serie A było marnym wynikiem. Rozrzutność Bokšicia przed bramką była piętnem, które towarzyszyło mu przez całą karierę. W Serie A jego rekord wynosił 34 w 137 meczach. Trzy z nich udało się osiągnąć dzięki noszeniu czarno-białych pasków Juventusu w sezonie 1996/97. Mając dość metod Zemana, Bokšić latem 1996 roku przeniósł się do Turynu za 14 miliardów lirów, by dołączyć do aktualnych mistrzów Europy. „Prawdziwym problemem było skupienie się Zemana na treningu” - powiedział La Repubblica w tym samym roku. „Jego sesje przygotowania fizycznego łamią graczy. W ciągu dwóch sezonów cztery razy robiłem ścięgna podkolanowe. Nie można traktować wszystkich graczy w ten sam sposób”.

Gdy Gianluca Vialli, Fabrizio Ravanelli i Paulo Sousa zostali wyrzuceni z boiska, Bokšić, Christian Vieri i Zinedine Zidane byli ludźmi, do których zwrócił się Marcello Lippi, aby zwiększyć dominację swojego zespołu w kraju i za granicą. Jednak podczas gdy Zidane odniósł niesamowity sukces, najlepszy moment Bokšicia z bianconeri nastąpił po oszałamiającej bramce przeciwko Manchesterowi United w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Gol był jednym z siedmiu zdobytych przez Chorwata we wszystkich rozgrywkach w swoim jedynym sezonie pod wodzą Mole Antonelliany. Jeśli ten, który strzelił gola przeciwko United był najlepszy pod względem stylu, to jego gol przeciwko Bolonii był kluczowy w wyścigu o tytuł. Na sześć meczów przed końcem Juventus prowadził Parmę jednym punktem po przegranej u siebie z Udinese (3:0). Gol Bokšicia pozwolił La Vecchia Signora pokonać Bolonię i otworzyć czteropunktową przewagę nad Ducali, który przegrał u siebie z Udinese 0:2. Jedyna szansa Parmy na zmniejszenie straty do czterech punktów została zniweczona, gdy Juventus zremisował 1:1 na Ennio Tardini w przedostatnim meczu sezonu, zanim remis w przedostatnim meczu sezonu przypieczętował 24. Scudetto. Jedyny sezon napastnika w Turynie zakończyłby się rozczarowaniem, ponieważ Juventus przegrał ostatnią przeszkodę w Lidze Mistrzów, kiedy Borussia Dortmund przełamała szanse na zwycięstwo 3: 1 w Monachium. Mimo zdobycia tytułu mistrzowskiego i Pucharu Interkontynentalnego, opuszczenia dwumeczowego finału Superpucharu Europy z powodu kontuzji, Chorwat był nieobliczalny podczas pobytu pod Alpami. Dobrze znany brak gola w połączeniu z serią kontuzji i bogactwem opcji Juve w ataku przekonał Lippiego, że nadszedł czas, aby zamienić pierwszą podróż Bokšicia do Turynu w powrót do Rzymu. Niecały rok po opuszczeniu Lacjum Chorwat wrócił do błękitnej połowy Rzymu za 25 miliardów lirów. Tutaj znalazł znacznie zdrowszy zespół niż ten, który podpisał po raz pierwszy cztery lata wcześniej. Sven-Göran Eriksson zastąpił Zemana na ławce rezerwowych, a ekstrawagancja Sergio Cragnottiego sprawiła, że Biancocelesti przeszli z drugiej ligi do poważnych pretendentów do tytułu. Pierwszy sezon Bokšicia nad brzegiem Tybru był również najlepszym w jego karierze w Serie A, z 15 golami w 38 rozgrywkach, w tym 10 w 26 meczach ligowych. Oprócz wyczynu w Marsylii, był to drugi raz, kiedy osiągnął dwucyfrową liczbę w sezonie ligowym, odkąd strzelił 12 goli w 27 meczach w swoim przedostatnim sezonie dla Hajduk Split w sezonie 1989/90. Jeden z tych dziesięciu goli, u siebie przeciwko Sampdorii, był prawdopodobnie najpiękniejszym, jaki zdobył podczas swojego pobytu we Włoszech. Po otrzymaniu piłki 40 metrów od bramki Bokšić znalazł się między dwoma obrońcami. Odebrał piłkę temu pierwszemu, po czym z łatwością uderzył drugiego i minął Fabrizio Ferrona zachwycającym uderzeniem lewą nogą z krawędzi pola karnego. Gdy piłka przeleciała mu nad głową, bramkarz Sampdorii mógł tylko patrzeć i klaskać.

Jeśli bramki nie padały często, trofea tak. W swoim pierwszym sezonie w Rzymie Bokšić zdobył Puchar Włoch po tym, jak Lazio pokonało AC Milan 3:2 w dwumeczu w finale. Po następnym sezonie nastąpiła chwała kontynentalna. Decydującego gola zdobył w ostatnich minutach meczu Lazio w Moskwie z Lokomotiwem (1:1) w pierwszym meczu półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. Remis w rewanżu wystarczył, by Biancocelesti awansowali do finału w Birmingham, gdzie po pokonaniu Majorki 2:1 wznieśli pierwsze europejskie trofeum w swojej historii. Cztery miesiące później Lazio dodało do swojego rekordu drugie trofeum kontynentalne, pokonując Manchester United, który właśnie zdobył potrójną koronę (1:0) w Superpucharze Europy. Jeśli zwycięstwo nad United w Monako było ukoronowaniem europejskiego triumfu poprzedniego sezonu, nadało również ton temu, który okazał się najbardziej niezapomnianym sezonem dla Laziali. Na osiem meczów przed końcem Lazio traciło dziewięć punktów do prowadzącego w lidze Juventusu, a ich nadzieje na pierwszy tytuł od 1973 roku wydawały się martwe. Pomimo wygrania sześciu z pozostałych siedmiu meczów – w tym wygranej na wyjeździe z Juventusem – do rozpoczęcia ostatniego meczu sezonu mieli dwa punkty straty do Bianconerich. Jednak podczas gdy Lazio pozbyło się Regginy (3:0) na Stadionie Olimpijskim, Juve zatonęło w Perugii, gdzie zalane boisko zmusiło grę do zawieszenia na prawie godzinę. Kiedy mecz został wznowiony, Alessandro Calori wpisał się w folklor Lazio, zdobywając zwycięską bramkę, dając rzymskiemu klubowi drugie Scudetto. Drugi tytuł mistrzowski w ciągu trzech lat zakończył drugi pobyt Bokšicia w Rzymie, a wraz z nim jego pobyt we Włoszech. Skromny wynik ośmiu bramek w 34 meczach we wszystkich rozgrywkach w jego ostatnim sezonie we Włoszech nie wystarczył, by zniechęcić potencjalnych zalotników i Chorwat zamienił Serie A na Premier League, przemierzając mało wydeptaną ścieżkę między Rzymem a Middlesbrough. Bokšić szybko usprawiedliwił cenę, jaką Boro zapłacił za niego w wysokości 2,5 miliona funtów, strzelając dwa gole w swoim debiucie w wygranym 3:1 meczu z Coventry. Miał to być jednak fałszywy świt, ponieważ Chorwat wkrótce znalazł się w centrum uwagi jako najlepiej opłacany gracz w angielskiej piłce nożnej. Chociaż Bryan Robson szybko temu zaprzeczył, „mówienie o 63 000 funtów tygodniowo to kompletna bzdura”, grzmiał menedżer Boro, plotki o pensji Bokšicia nie sprawiły, że Chorwat był szczególnie popularny w szatni. Sytuacja nie uległa zmianie, gdy następcą Robsona został Terry Venables, a następnie Steve McClaren. „Wyczuwałem, że chłopakom się to nie podoba i łatwo było zrozumieć dlaczego” – powiedział Gareth Southgate, który przeniósł się na Riverside Stadium w drugim sezonie Bokšicia na Teesside. „W wizji McClarena dla Boron wszyscy pracowali razem i nikt nie szukał specjalnego traktowania. Ale w Boro obowiązywały dwa zestawy zasad: zasady dla Alena i zasady dla reszty. Pomimo jego chronicznych problemów z formą i rzekomego preferencyjnego traktowania, czar Bokšicia w Middlesbrough miał kilka jasnych chwil. Był najlepszym strzelcem w pierwszych dwóch sezonach klubu i został wybrany piłkarzem roku w swoim debiutanckim sezonie. W 2002 roku strzelił jedynego gola, dzięki któremu Boro pokonał Manchester United na Old Trafford po raz drugi od 1973 roku. Sześć miesięcy później strzelił gola temu samemu przeciwnikowi w wygranym 3:1 meczu Middlesbrough na Riverside w Boxing Day.

To był ostatni gol Bokšicia jako profesjonalisty, który wycofał się niecałe dwa miesiące później, gdy jego ciało odmówiło posłuszeństwa. Człowiek, który olśnił europejską piłkę nożną, znalazł swój łabędzi śpiew w starciu z jednym z jej wielkich zawodników wagi ciężkiej. Pozostaje jednym z największych talentów Chorwacji i człowiekiem, który w innej epoce, bardziej odpowiadającej jego stylowi, mógłby stać się szerszą legendą, na którą z pewnością zasługiwał jego talent.

8

Nieco zapomniane legendy rodzimego futbolu:

21 stycznia 1948 r. w Nysie urodził się Zygmunt Kukla, bramkarz, wychowanek i legenda Stali Mielec, z którą dwa razy zdobył mistrzostwo Polski. 20 razy zagrał w reprezentacji Polski, w tym w dwóch meczach w finałach MŚ 1978 w Argentynie. Urodził się z dala od Mielca, jednak to właśnie z niewielkim miastem na Podkarpaciu związał całe swoje życie (podobnie jak urodzony w Malborku Grzegorz Lato). Do Stali zapisał się w wieku 12 lat, został wicemistrzem Polski juniorów, jednak przez pewien czas zawiesił przygodę z futbolem na rzecz piłki ręcznej (tam też był bramkarzem). Szybko wrócił i w 1965 r. trafił do pierwszej drużyny. Prawie rok czekał na swoją szansę: ,,Do składu dostałem się przez przypadek. Pierwszy bramkarz złamał obojczyk, drugi w trzech meczach zagrał i wszystkie trzy „czapa”. Spadliśmy do trzeciej ligi. Piękny początek kariery, nie? Ale później awans i już poszło – rok po roku. Druga liga, pierwsza. Dziesiąte miejsce, piąte i wreszcie mistrz. Dwa razy mistrzostwo Polski w Mielcu, na wsi! ‘’– mówił w wywiadzie dla Weszło.com. Debiutował w sierpniu 1966 r. w meczu z Olimpią Poznań (w ówczesnej drugiej lidze). Wszedł w przerwie, kiedy Stal przegrywała 0:3 i „zamurował” bramkę. Skończyło się 4:3 dla Stali, a bluzy z numerem 1 nie oddał aż do 1980 r. Zagrał dla ekipy z Mielca 340 ligowych spotkań, co do dzisiaj stanowi klubowy rekord. W 1979 r. w plebiscycie krakowskiego Tempa został uznany za najlepszego bramkarza ligi. Ostatni raz w barwach Stali Mielec wystąpił we wrześniu 1980 r. Potem dostał telefon od trenującego Apollon Ateny Jacka Gmocha i wyjechał do Grecji, z której wrócił po trzech latach. Miał wtedy 35 lat i działacze prosili go, aby pomógł Stali wrócić do ekstraklasy. Postanowił jednak zakończyć karierę, odrzucił także propozycję posady trenera i rozpoczął pracę w WSK Mielec. W reprezentacji zadebiutował 16 października 1976 r. w meczu eliminacji MŚ 1978 z Portugalią (wygrana w Porto 2:0). Podobno Jacek Gmoch typował go na pierwszego bramkarza kadry w finałach MŚ 1978 w Argentynie, jednak ostatnie miesiące przed turniejem Zyga spędził na leczeniu złamanej nogi. Ostatecznie wystąpił w dwóch meczach – w wygranym 1:0 z Peru i ostatnim, przegranym 1:3 z Brazylią. 17 października 1979 r. zanotował kapitalny występ w Amsterdamie, a Polska zremisowała w meczu eliminacji Euro 1980 z Holandią 1:1. Niestety, ten wynik oznaczał, że Polska na finały Euro do Włoch nie pojechała, a dla Kukli był to dwudziesty i ostatni mecz w bluzie z orzełkiem na piersi. W mieleckiej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego pracował tylko trzy lata, bo w 1986 r. wózek widłowy zmiażdżył mu stopę i dwa lata walczył o uniknięcie jej amputacji. Przeszedł na rentę, a w latach 90. przyplątał się jeszcze rak krtani. Kukla pokonał nowotwór, ale w 2016 r. nie miał już tyle szczęścia – po wylewie nie odzyskał przytomności i zmarł w wieku 68 lat. W Reprezentacji rozegrał 20 meczów, 14 straconych goli.



@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon

1

@FcPortoFan1999 A nie! No przecież mnie jeszcze na świecie nie było! Zresztą nawet kiedy zakochałem się w Barcuni w 2004 r. to jeszcze długo nie oglądałem El Clasico na żywo, gdyż miałem dostęp wyłącznie do telewizji publicznej i bodaj do słynnego El Clasico 29 listopada 2010 r. nie miałem takiej przyjemności oglądać na żywo. A o komputerze to co najwyżej mogłem pomarzyć...

11

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

21 stycznia 1927 r. w Czeladzi urodził się Stanisław Hachorek. Przygodę z piłką zaczynał jako skrajny obrońca, ale szybko dał się poznać jako niezwykle ambitny, przebojowy i skuteczny napastnik. Pochodził z Czeladzi, ale złotymi zgłoskami zapisał się w historii Gwardii Warszawa, gdzie wymienia się go w gronie klubowych legend. Swoje pierwsze piłkarskie szlify zdobywał w lokalnym CKS Czeladź a potem w WMKS Katowice, szybko jednak przeniósł się do stolicy. Zasilił szeregi nowo powstałego wielosekcyjnego klubu sportowego WKS Gwardia Warszawa, który szybko udowodnił, że ma ambicje do poważnego grania. ,,Harpagany” relatywnie szybko wywalczyły awans do najwyższej ligi i w pierwszych sezonach zajmowały miejsce tuż za podium. W sezonie 1954 Gwardia sensacyjnie zdobyła Puchar Polski pokonując w finale 3:1 Wisłę Kraków. Walnie przyczynił się do tego Hachorek, który zdobył dwa pierwsze gole w meczu. Poza niezwykłą skutecznością pod bramką rywala, czego dowodem był tytuł króla strzelców w sezonie 1955, jego atutem była wprawiająca w zdumienie kondycja.. Podczas jego gry w Gwardii, ta występowała w najwyższej lidze przez 9 sezonów. Hachorek zdobył w tym czasie 86 goli w 174 spotkaniach, co do dziś stanowi rekord klubowy. Uwzględniając pozostałe sezony strzelił on łącznie 111 goli w 206 meczach jako piłkarz ,,Harpaganów”. W 1962 roku przeniósł się do Warszawianki, w której zakończył karierę piłkarską i rozpoczął przygodę trenerską. Ta niestety nie była zbyt owocna. Hachorek to przede wszystkim reprezentant drużyny narodowej i uczestnik igrzysk olimpijskich 1960 w Rzymie. Debiutował w 1955 r. w starciu z Rumunią i strzelił nawet gola. Łącznie rozegrał w biało-czerwonych barwach 16 spotkań, w których zdobył 8 goli. Jedną z nich zanotował na igrzyskach w pojedynku z Tunezją.


@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

1

@FcPortoFan1999 Przecież w tym wypadku nie chodzi o to że człowiek musi być naocznym świadkiem dawnych wydarzeń. Tu chodzi o kultywowanie historii ,,naszego" klubu, znaczących postaci i ważnych wydarzeń a takim ważnym, gdyż wygranie El Clasico jest dla każdego prawdziwego cule wydarzeniem ważnym, jest właśnie to zwycięstwo 3:1! Przecież gdy Mieszko I przyjmował chrześcijaństwo dla narodu Polskiego, to czy to ktoś z żyjących dzisiaj widział i zapamiętał...?

1

@FcPortoFan1999 Nie, nie oglądałem. Nie musiałem oglądać go na żywo by uszanować historyczną wartość ukochanego klubu...

12

Zapomniane El Clasico:

21 stycznia 1962 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 3:1 w ramach 20 kolejki Primera Division, po 2 golach Brazylijczyka Evaristo oraz jednym Sandora Kocsisa. Po wygranym klasyku Barça zajmowała 3 pozycje w tabeli ze stratą 8 punktów do Realu Madryt i 2 do Atletico Madryt. Pościg Blaugrany za Realem niestety się nie powiódł i w rezultacie Duma Katalonii zdobyła tylko wicemistrzostwo tracąc do Królewskich 3 punkty.


@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon

11

Legendy, o których prawdziwi cules nigdy nie zapominają:

21 stycznia 1901 r. w Barcelonie urodził się Ricardo Zamora, wielka legenda nie tylko Barçy lecz i światowego futbolu. Jeden z najlepszych bramkarzy w historii tej dyscypliny. Swoją karierę rozpoczynał w Espanyolu. Miał zaledwie 16 lat gdy zadebiutował w zespole lokalnego rywala Barçy. W roku 1919 przeniósł się do FC Barcelony, która wówczas potrzebowała klasowego bramkarza. Jego ojciec poprosił go wtedy aby zawiesił karierę i dokończył studia. Ricardo spełnił życzenie ojca ale wraz z innymi socios założył czwartą drużynę Barçy, która grała co niedziele dla własnej przyjemności. Władze Blaugrany uznały to za marnotrawstwo jego talentu i w końcu udało się namówić piłkarza do powrotu w szeregi pierwszej drużyny. Zamora miał świetne warunki fizyczne(186 cm./82 kg), doskonały refleks, potrafił wyczuć intencje strzelca i rzucić się w odpowiedniej chwili w stronę właściwego słupka. Słynął również z solidności i stalowych nerwów. Bardzo szybko zaczął uchodzić za jednego z najlepszych bramkarzy świata. W Dumie Katalonii Ricardo spędził 3 sezony, dwukrotnie zdobywając Puchar Króla(La Liga jeszcze wówczas nie istniała) i trzykrotnie mistrzostwo Katalonii. W 1922 Zamora opuścił jednak Dume Katalonii, po konflikcie jaki wynikł pomiędzy nim a władzami klubu. Ricardo zażądał od prezydenta Gampera podwyżki, na którą ten się nie zgodził. Wykorzystali to dyrektorzy Espanyolu, którzy proponując zawodnikowi 25 tys. peset za przejście do ich klubu oraz miesięczne pobory w wysokości 1 tys. peset, zapewnili sobie jego powrót. Za ten transfer hiszpańska federacja nałożyła na zawodnika karę. Za opuszczenie Blaugrany bez zgody tegoż klubu Zamora nie mógł występować przez rok. Z Espanyolem zdobył Puchar Hiszpanii a kilka lat później przeniósł się do Realu Madryt gdzie zakończył swoją wielką karierę. Zamora do dziś uważany jest za najlepszego bramkarza swojej epoki. Ponieważ we wszystkich sezonach La Ligi od jej powstania w 1928 r. aż do zakończenia kariery, Zamora był bramkarzem, który miał na koncie najmniej puszczonych goli w każdym z sezonów, to od jego nazwiska nazwano trofeum wręczane co roku najskuteczniejszemu bramkarzowi tych rozgrywek. Mimo że na Camp Nou spędził tylko 3 sezony to jednak cules uważają go do dziś za swoją wielką legende. Rodzinne miasto uczciło Zamore nazywając jego imieniem jeden z placy nieopodal Camp Nou.


@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

1

@NeroTFP1 Dokładnie, masz racje. Postać ikoniczna, niezmiennie odkrywcza i fascynująca...

3

@NeroTFP1 Nasz najlepszy(The best!) piłkarz w dziejach polskiego futbolu!
Nie może być inaczej skoro na dzień dobry w mistrzostwach świata przeciwko Brazylii zdobył 4 gole i skoro w jednym meczu profesjonalnej najwyższej ligi polskiej zdobył 10 goli!!!

10

Czy wiemy że...
41 lat temu zmarł Manoel Francisco dos Santos, piłkarski geniusz dryblingu, dwukrotny mistrz świata, stawiany na równi(nie tylko przeze mnie) z Pele i Maradoną, jako najlepszy piłkarz w historii futbolu. Brazylijczykowi zawdzięczamy m.in tzw. gest Garrinchy, kiedy to w 1960 r. podczas meczu Botafogo – Fluminense były brazylijski skrzydłowy wychodził „sam na sam” z bramkarzem. Był w doskonałej sytuacji ale kątem oka zobaczył, że na boisku leży jeden z rywali, który ewidentnie potrzebuje pomocy. Co zrobił jeden z najlepszych piłkarzy w historii? Zamiast wykorzystać sytuację, wybił piłkę na aut, by rywalowi mogła zostać jak najszybciej udzielona pomoc medyczna. Gracze Fluminense postanowili wykonać aut i oddać piłkę przeciwnikom. Od tamtej pory gest ten, jest jednym z elementów meczów piłkarskich.

@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon
@AFA90

8

Żywe legendy urugwajskiego futbolu:

20 stycznia 1956 r. urodził się Rodolfo Sergio Rodríguez Rodríguez, urugwajski bramkarz. Piłkarską karierę rozpoczął w 1971 roku w klubie CA Cerro, skąd w 1976 przeniósł się do Club Nacional de Football, gdzie rozpoczęła się jego kariera zawodowa. W Nacionalu występował do 1984 roku zdobywając w tym okresie trzykrotnie mistrzostwo Urugwaju (1977, 1980 i 1983) oraz wygrywając turniej Copa Libertadores 1980 a następnie Puchar Interkontynentalny. W 1984 Rodríguez przeniósł się do Brazylii, do klubu Santos FC, z którym jeszcze w tym samym roku zdobył mistrzostwo stanu São Paulo (Campeonato Paulista). W Santosie grał do 1988 roku. Następnie Rodríguez rozegrał jeden sezon w portugalskim klubie Sporting CP, skąd w 1990 wrócił do Brazylii, gdzie grał w klubie Portuguesa São Paulo, z którego po dwóch latach przeszedł do EC Bahia. Z klubem Bahia dwukrotnie został mistrzem stanu Bahia - w 1993 i 1994. Rodríguez bronił bramki reprezentacji Urugwaju w czterech meczach grupowych nieudanego turnieju Copa América 1979. Urugwaj grał w grupie z Paragwajem i Ekwadorem, plasując się ostatecznie na drugim miejscu za Paragwajem (późniejszym trumfatorem). Z reprezentacją Urugwaju Rodríguez wygrał w rozegrany na przełomie lat 1980 i 1981 prestiżowy turniej ,,Mundialito” zorganizowany w 50 rocznicę pierwszych mistrzostw świata. W turnieju Copa América 1983 Urugwaj zdobył mistrzostwo Ameryki Południowej a Rodríguez był podstawowym bramkarzem drużyny, broniąc jej bramki we wszystkich ośmiu meczach: z Chile i Wenezuelą w fazie grupowej, z Peru w półfinale oraz w dwóch finałowych spotkaniach z Brazylią. Będąc piłkarzem brazylijskiego klubu Santos FC był w kadrze reprezentacji Urugwaju w finałach mistrzostw świata w 1986 roku, gdzie Urugwaj dotarł do 1/8 finału. Choć był podstawowym bramkarzem reprezentacji, z powodu kontuzji nie zagrał w żadnym meczu. Zastąpił go Fernando Álvez.



@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

@Mixtape Generalnie najlepsze są horrory Poe i Kinga. Tutaj przesyłam ci taką strone: https://www.ppe.pl/publicystyka/309772/10-najlepszych-horrorow-rozgrywajacych-sie-w-szpitalach-psychiatrycznych.html

10

Wybitne legendy hiszpańskiego futbolu:

20 stycznia 1921 r. urodził się Telmo Zarraonandia Montoya, genialny napastnik. Zanim Cristiano Ronaldo i Lionel Messi zaczęli swój kosmiczny wyścig, najlepszym strzelcem w historii ligi hiszpańskiej był Telmo Zarra. Urodzony w Erandio zawodnik stał się największą legendą Athletiku Bilbao(277 meczów i 251 goli), zdobywając w tym klubie tytuł mistrzowski, pięć krajowych pucharów i sześciokrotnie sięgając po koronę króla strzelców. Do dziś trofeum najlepszego hiszpańskiego snajpera w Primera Division jest nazywane jego nazwiskiem. Zarra świetnie radził sobie również w reprezentacji Hiszpanii (20 meczów i 20 goli!). Zagrał też na mistrzostwach świata w 1950 roku a jego zwycięski gol w meczu z Anglią zadecydował o tym, że uważający się za najlepszych na świecie Anglicy nie wyszli z grupy.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon
@AFA90

0

@Katalończyk 99 Owszem, zgadza się, taki jest sport. Jednak z drugiej strony to nie jest normalne w każdym sporcie aby pierwsza rakieta świata przegrywała z 20-tą, czy tam 30-tą rakietą świata! Gdzieś chyba musi być jakaś przyczyna tej szokującej porażki?

0

@Fartlow Tylko skąd to tragiczne granie Igi się wzieło akurat dzisiaj???

0

@tristan87 No i to mnie szokuje! Gdyż od tej czeszki była zdecydowanie lepsza a co się porobiło dzisiaj??
Czyżby tylko dzisiaj akurat była gorsza? Tylko jak to wytłumaczyć?

1

Nie no nie wierze! Wchodze na sport.tvp.pl a tam piszą że 19-latka wyrzuciła Ige z turnieju!? No jakim prawem!? Jestem w szoku! Igunia nasza kochana, co to się ponawyrabiało???

9

Premierowy mecz Barçy o punkty:

20 stycznia 1901 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w swojej historii mecz o stawke. Działo się to na Camp del Hotel Casanovas w Barcelonie, gdzie Blaugrana niestety uległa nieistniejącemu już lokalnemu rywalowi Hispania AC 1:2 w premierowych rozgrywkach o Puchar Macaya. Historycznego a zarazem honorowego gola dla Blaugrany strzelił Szkot George Guirvan. Pierwszym triumfatorem Pucharu Macaya został Hispania Athletic Club, który wyprzedził FC Barcelone o 2 punkty. Na pocieszenie pierwszym królem strzelców Copa Macaya został legendarny Joan Gamper z 31 golami.


@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

@Mixtape Służe uprzejmie :)
Copa America to mój konik...

4

@Mixtape Kluczowe były warunki klimatyczne. Pozwól że przypomne tobie historie tamtego turnieju:
10 marca 1963 r. Boliwia remisuje z Ekwadorem 4:4 na Estadio Hernan Siles w La Paz. Tym samym rozpoczyna się 28 edycja Copa America. Po raz pierwszy w historii uczestników turnieju gościła Boliwia. Nigdy wcześniej piłkarze z nizin nad La Platy nie występowali na wysokościach tak podniebnych. Stolica Boliwii nazywana ,,Dachem Ameryki” leży bowiem 3600 metrów nad poziomem morza. Rozrzedzone powietrze powodujące odczuwalny niedobór tlenu oraz inne klimatyczne problemy stawiały przed organizmami zawodników wymagania, którym słabsi fizycznie nie mogli sprostać. Owe specyficzne warunki dla odmiany faworyzowały gospodarzy oraz do pewnego stopnia także obytych z wysokogórską specyfiką- Peruwiańczyków. Główną areną imprezy był stołeczny Estadio Hernan Siles, jednak organizatorzy, uwzględniając argumenty drużyn przyjezdnych, większość spotkań przenieśli na jeszcze pojemniejszy Estadio Felix Capriles w miejscowości Cochabamba, położonej nieco niżej niż La Paz. Nieobecność Urugwaju, trzeciorzędna ekipa Brazylii(najlepsi jej piłkarze akurat szykowali się do wielkiego tournée po Europie), pokoleniowa zmiana w drużynie Peru, wreszcie personalna rewolucja w kadrze Argentyny- wszystko to stwarzało gospodarzom wręcz życiową szanse. Trzeba przyznać iż bodaj nigdy wcześniej turniej tej rangi nie był, w skutek powyższych okoliczności, obsadzony tak słabo. Toteż Boliwia przygotowywała się do niego niezwykle starannie. Poświęcono temu wszystkie możliwe środki, zapewniając ekipie idealne warunki. Czuli oni ogromną społeczną presje, lecz owe wygórowane oczekiwania okazały się czymś w rodzaju wiatru w żagle. Poczucie odpowiedzialności za wynik nie paraliżowało ich, wprost przeciwnie, wyzwoliło wszelkie rezerwy, dopingując do największych poświęceń. Zresztą pod tym względem boliwijscy górale zawsze stali wysoko. Ambicją, bitnością, wolą walki dorównywali niemal samym Paragwajczykom. Było też jasne że w niebywale trudnych warunkach klimatycznych wydolność ich organizmów pozwoli na ,,zabieganie” przeciwnika. Ich asem atutowy, idolem absolutnym, wręcz bohaterem narodowym był nieodmiennie, już od końca lat 40-tych, Victor Agustin Ugarte, z pochodzenia Indianin, który w czasie turnieju miał… 37 lat! Niewysoki, silny fizycznie, w odróżnieniu od bitnych, twardych lecz nieco topornych kolegów był przede wszystkim niezrównanym technikiem. Jego dryblingi, sposób panowania nad piłką czy imponujący repertuar zwodów, nasuwały porównanie z największymi artystami piłki z Brazylii, Urugwaju czy Argentyny. Nie ustępował im niczym. Na początku lat 60-tych pojawił się wreszcie w Boliwii godny partner Ugarte. Nie był wprawdzie technikiem tak finezyjnym ale potrafił wiele. Występował na prawym skrzydle, lecz z upodobaniem zmieniał pozycje, często przechodząc do środka. Strzelał ostro i kąśliwie, w najmniej spodziewanych momentach. Ten groźny napastnik nazywał się Ramiro Blacutt i miał już za sobą doświadczenie zdobyte w argentyńskim Ferro Carril Oeste. Wraz z Blacuttem w tymże Ferro grali jeszcze twardy jak skała Wilfredo Camacho oraz często w charakterze rezerwowego de Lorenzo. Boliwijczycy szukali wzorów do naśladowania właśnie u potężnego sąsiada. Argentyńscy zawodnicy byli gwiazdorami klubów z La Paz i Cochabamba a niektórzy z nich po pewnym czasie przyjęli nawet obywatelstwo boliwijskie, nabywając tym samym praw do występów w drużynie narodowej. Taki status uzyskali obrońcy Cainzo i Eduardo Espinoza oraz pomocnik Vargas. Odsiecz ta bardzo wzmocniła linie defensywne i chociaż wspomniana trójka z pewnością nie reprezentowała klasy światowej, lecz jej doświadczenie i obycie przydało całemu zespołowi wiele solidności i pewności siebie. Spośród uczestników turnieju zupełnie nie liczyła się Kolumbia. Tylko kompletnie osamotniony Gamboa przeprowadzał błyskotliwe indywidualne akcje. Nieco lepiej wypadł Ekwador, lecz pozbawiony swego asa atutowego Alberto Spencera, nie mógł zwojować zbyt wiele. Jednak to Ekwadorczyk Carlos Raffo dosyć nieoczekiwanie wywalczył tytuł króla strzelców imprezy z 6 golami. Z kolei Peru zmieniało skóre. Odeszli niemal wszyscy wybitni piłkarze dawnej generacji,, traktujących futbol jako beztroską , cudowną zabawę. Dopiero wyrastało pokolenie nowe, o innej mentalności. Nazwiska takich piłkarzy jak Rubinos, Campos, Leon czy Gallardo miał poznać futbolowy świat po kilku następnych latach , kiedy dojrzały fantastyczne talenty młodej generacji: Cubillas, Sotil, Challe, Baylon czy Ramirez. Natomiast nad podziw udany okazał się powrót Paragwaju do kontynentalnej elity. ,,Guarani” przywieźli zespół jak zwykle bojowy i nieprzytomnie ambitny, który znakomicie znosił trudne warunki klimatyczne, kondycyjnie wytrzymując wszystkie mecze do ostatniego gwizdka. Paragwajczycy urwali punkt faworyzowanej Argentynie, ulegli tylko gospodarzom a w przekroju całego turnieju stracili najmniej goli. W obronie bez zarzutu spisywali się Antonio Insfran i Vicente Bobadilla, zaś w ataku wielkie wrażenie wywarł głownie Eladio Zarate, potężne, wysokie chłopisko, poruszające się wszakże z gracją baletnicy. Zdobył wprawdzie tylko 3 gole ale widać było że gra świetnie głową i ma zadatki na snajpera wyborowego. Wiedząc że Brazylia sprawdza swoje głębokie rezerwy, również kierownictwo ekipy argentyńskiej postanowiło poddać próbie całą grupe młodych, obiecujących piłkarzy. Legendarny piłkarz a wówczas trener Nestor Rossi, zebrał naprawdę zdolnych młokosów. Do ciekawych postaci należał bramkarz Edgardo Andrada, prawoskrzydłowy Raul Bernao czy wreszcie szczupły napastnik Cesar Luis Menotti, bardzo inteligentny o silnej osobowości. Jednak to było za mało by rywalizować o miano mistrza Ameriki Południowej i w efekcie Argentyna zajęła dopiero 3 miejsce. Losy turnieju przesądził właśnie mecz gospodarzy z Argentyną w La Paz. Boliwijscy górale nie dali sobie wydrzeć zwycięstwa, chociaż wygrali 3:2 po zaciętej walce. O dziwo Albicelestes dobrze znieśli klimatyczne niedogodności, toteż zażarty, wyrównany bój trwał do końcowego gwizdka. Ponad 20 tys. fanatycznych kibiców ryczało tak przeraźliwie że ich krzyk zdawał się wprawiać w drżenie szczyty okolicznych gór. Ten szaleńczy doping nie pozostał bez wpływu na wynik spotkania. ,,Mieliśmy wrażenie że w przypadku wygranej nie uszlibyśmy cało ze stadionu”- komentował argentyński napastnik Savoy. Decydujący gol padł w okolicznościach, które wzbudziły protesty gości. Blacutt został sfaulowany na polu bramkowym. Rzut karny obronił Andrada w iście kocim stylu, wybijając piłke na korner, po czym utonął w ramionach kolegów, przyjmując gratulacje za ten wyczyn. Tym czasem Boliwijczycy bez chwili zwłoki wykonali rzut rożny i korzystając z zamieszania, Camacho strzelił gola. Swój ostateczny sukces Boliwia przypieczętowała pare dni później w Cochabamba, pokonując Brazylie 5:4! Niebywała euforia ogarnęła stadion, miasto i cały kraj. Bohaterów zniesiono z boiska na ramionach. Prezydent republiki, Victor Paz Estenssoro osobiście pojawił się w szatni, ściskając po kolei wszystkich piłkarzy. Na wniosek rządu minister edukacji wypłacił każdemu zawodnikowi po 10 milionów pesos, zaś dwie postaci najbardziej zasłużone uhonorował najwyższym odznaczeniem państwowym: orderem Andyjskiego Kondora. Zaszczytu tego dostąpili prezes federacji futbolowej Roberto Prada oraz największy piłkarz Boliwii w dziejach- Victor Agustin Ugarte. Doprawdy, trudno o godniejsze zakończenie, wieloletniej, wspaniałej kariery. Długo jeszcze szczęśliwa Boliwia napawała się tym jedynym w historii triumfem. Nie ma się co dziwić, w końcu Boliwia poza swoim terytorium jest piłkarskim outsajderem i nie wiadomo kiedy i czy w ogóle zdobędzie jeszcze to trofeum…

0

@Roobo Ale że Guardiola o czymś takim się wypowiedział to aż nie do wiary?

9

Żywe legendy włoskiego futbolu:

19 stycznia 1960 r. urodził się Mauro Tassotti, były włoski piłkarz grający na pozycji obrońcy a obecnie trener. Pierwszy mecz w reprezentacji rozegrał 14 października 1992, w wieku 32 lat. Uczestniczył w Mistrzostwach Świata w piłce nożnej w roku 1994, gdzie zdobył z włoską reprezentacją tytuł wicemistrzów świata. Po meczu 1/4 finału z Hiszpanią, w którym złamał nos Luisowi Enrique, został zawieszony na osiem spotkań. Po odbyciu kary nie zagrał już w reprezentacji. Z drużyną A.C. Milan zdobył trzy Puchary Europy (w latach 1989, 1990 i 1994) i pięć tytułów mistrza Włoch (1988, 1992, 1993, 1994 i 1996). Karierę piłkarską zakończył w roku 1997. W Serie A rozegrał łącznie 404 mecze. Od roku 2001 był w mediolańskim zespole asystentem kolejnych trenerów: Carlo Ancelottiego, Leonardo i Massimiliano Allegriego. W styczniu 2014 roku po zwolnieniu Allegriego był tymczasowym trenerem Milanu, dopóki nowym szkoleniowcem nie został Clarence Seedorf. Do końca sezonu Tassotti był asystentem Holendra a po jego zwolnieniu skautem odpowiedzialnym za śledzenie postępów piłkarzy wypożyczonych z Milanu. W 2016 roku został asystentem Andrija Szewczenki, selekcjonera reprezentacji Ukrainy.



@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@wojopancer stepową? a co to niby znaczy?

9

@FCBparasiempre
1925. Niektórzy zapamiętają ten rok jako jeden z nielicznych, w których nastąpiło całkowite zaćmienie słońca. Niektórzy, jako rok przełomowy dla historii Włoch, bo wtedy Mussolini ogłosił się dyktatorem. Inni, jako rok, w którym powstał grecki Olympiakos. A Ci, co fascynują się Premier League, jako rok, w którym Kanonierów objął Herbert Chapman, twórca słynnego WM, legenda klubu z północnego Londynu. Urodzony w Kiveton Park, Chapman był zawodnikiem przeciętnym. Przez kilkanaście lat swej kariery nie osiągnął wiele . Zapisanie na kartach historii miała mu zapewnić przyszła praca. Swą przygodę trenerską rozpoczął w Northampton, by potem prowadzić Leeds i Huddersfield Town (dwa mistrzostwa kraju), by w końcu latem 1925 podjąć najważniejszą życiową decyzję. Zgodził się zastąpić na pozycji trenera Kanonierów Leslie Knightona. ,,Nikt nie spodziewał się, że ten kiepski piłkarz osiągnie takie sukcesy na Highbury. Arsenal jest otwarty na oferty objęcia stanowiska menedżera zespołu. Musi on posiadać doświadczenie i najwyższe kwalifikacje na to stanowisko, zarówno pod względem umiejętności i charakteru” – ogłoszenie Sir Henry’ego Norris w Athletic News. Chapman objął zespół w ciężkim momencie. Gdy razem z Huddersfield zdobywał mistrzostwo, Arsenal walczył do końca o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Anglik nie bał się podjąć wyzwania. Jedną z jego pierwszych decyzji było sprowadzenie 34-letniego napastnika, Charlie Buchana. Przybycie dwóch nowych ludzi na Highbury nastąpiło w momencie zmiany przepisu o spalonym – od tamtej pory przed zawodnikiem do którego kierowana była piłka mogło być już tylko dwóch zawodnikiem (łącznie z bramkarzem), a nie trzech jak to było dotychczas. Odpowiedzią na tą zmianę była taktyczna rewolucja Chapmana. Słynne pociski „WM” nie powstałyby bez pomocy Buchana, który w rozmowie z trenerem miał zasugerować zmianę ustawienia z dotychczas używanego 2-3-5 na 3-4-3, by móc skutecznie wykorzystać zmianę w przepisach. Tak o taktyce Arsenalu w latach dwudziestych piszą autorzy książki „Wielcy piłkarzy sławne kluby”: ,,Rewolucyjny pomysł Chapmana polegał na zwiększeniu siły defensywy i lepszym wykorzystaniu zawodników w środkowej strefie boiska poprzez cofnięcie środkowego pomocnika pod własną bramkę- tak narodziła się funkcja stopera (…) Jego zadania defensywne i ofensywne zostały rozłożone na dwóch łączników, czyli cofniętych napastników (…) Od ustawienia zawodników wzięła się nazwa systemu, który obok atutów- wzmocnienie defensywy i możliwości lepszego opanowania środkowej strefy boiska, miał też ujemne skutki. Dość wyraźnie zwiększał obciążenia łączników i pomocników. (…) System WM Chapmana rozwinęła dopiero w zasadzie ,,brazyliana” Feoli, w ponad 30 lat później!”. Z nowym napastnikiem i ustawieniem Chapman wyciągnął w sezonie 1925/26 Arsenal z ligowego dna na drugą pozycję w lidze, przegrywając walkę o mistrzostwo jedynie z Huddersfield Town (pierwszy raz ktoś zdobył wówczas trzy mistrzostwa z rzędu). Następne lata pokazały, że Anglik to właściwa osoba na właściwym miejscu. ” Zamierzam uczynić Arsenal największym klubem na świecie” Liczne dyskusje z zarządem, udostępnienie jak na tamte czasy znaczących funduszy transferowych, które skończyło się ściągnięciem takich graczy, jak: Bill Harper (Hibernian), Joe Hulme (Blackburn), czy Herbie Roberts (Oswestry) sprawiło, że nastały złote czasy w historii Arsenalu. Chapman, który zmarł 6 stycznia 1934 roku w wieku 55 lat, był świadkiem tylko niektórych z nich, lecz bezsprzecznie położył kamień węgielny pod budowę silnych Kanonierów. Pod wodzą Anglika, Arsenal przegrał w 1927 w finale Pucharu Anglii 0:1 z Cardiff, by po trzech latach w 1930 zdobyć go po wygranej 2:0 z Huddersfield. Największy sukces w swej karierze Herbert Chapman odniósł w kampanii 1930/1931, gdy z siedmiopunktową przewagą wygrał ligę. Było to pierwsze mistrzostwo zdobyte przez Arsenal w historii. Zdobyte wówczas w 42 meczach 66 punktów pozostawało rekordem, aż do 1969 roku. Potem udało mu się poprowadzić Kanonierów do wicemistrzostwa w 1932 i finału Pucharu Anglii. Przedwczesna śmierć nie pozwoliła być świadkiem pięknych trzech sezonów Arsenalu, które zawsze kończyli na pierwszym miejscu powtarzając wyczyn Huddersfield. ” Piłkarz jest panem swojego losu. Ma swój kontrakt i żaden klub nie może go zmusić do zerwania go”


Chapman to nie tylko taktyczny rewolucjonista. To także człowiek, który był jednym z pierwszych tak zwanych menedżerów biorących pełną odpowiedzialność za zespół, dbających o szczegóły. Wierzył również, że sprawność fizyczna to składowa niezbędna do osiągnięcia sukcesu, zatrudniając masażystów i fizykoterapeutów. Teraz to czynność powszechnie stosowana, kiedyś mało kto o tym myślał. Wpłynął na zmianę strojów Arsenalu, dodając do nich białe rękawy. Był zwolennikiem wprowadzenia numerów na koszulkach i korzystania podczas meczu z białych piłek. Rzeczy teraz nam tak dobrze znane, kiedyś nie istniały. Angielska piłka nie zapomniała Herberta Chapmana. W 2003 roku został częścią piłkarskiej Galerii Sław za swoje niezwykłe dokonania. W marcu 2005, na domu znajdującym się w Hendon, została umieszczona tabliczka upamiętniająca miejsce, w którym Anglik mieszkał przez ostatnie 7 lat swego życia. Dziesięć lat temu The Sunday Times uznał go za najlepszego brytyjskiego menadżera w historii. Chapman został upamiętniony nie tylko na poziomie krajowym. Jeszcze, gdy Arsenal występował na Highbury, rzeźbiarz Jacob Epstein stworzył popiersie, którego kopia została podarowana Huddersfield Town 6 sierpnia 2008, gdy miało miejsce niezwykłe wydarzenie. Tego piątkowego popołudnia Arsenal i Huddersfield rozegrali mecz, którego stawką było trofeum Herberta Chapmana. W meczu obejrzanym na żywo przez 19 044 widzów (najwyższa frekwencja w meczu przedsezonowym na Galpharm Stadium) Arsenal wygrał 2:1. Obecnie każdy człowiek odwiedzający Emirates, może zrobić sobie zdjęcie przy pomniku Chapmana, który został odsłonięty 9 grudnia 2011 z okazji 125-lecia klubu z północnego Londynu.

9

Blaugrana w Superpucharach:

19 stycznia 1983 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Aston Ville 1:0 w pierwszym meczu o Superpuchar Europy. Zwycięskiego gola zdobył Marcos Alonso Peña w 52 minucie meczu. Siedem miesięcy po zdobyciu Pucharu Europy Villa zmierzyła się z FC Barceloną w Superpucharze UEFA – dwumeczowym finale, w którym zwycięzcy Pucharu Europy mierzyli się ze zwycięzcami (nieistniejącego już) Pucharu Zdobywców Pucharów UEFA. To była ich pierwsza wizyta na stadionie od porażki w ćwierćfinale Pucharu UEFA w 1978 roku. Z tamtego meczu pozostało już tylko trzech zawodników – Ken McNaught, Gordan Cowans i Dennis Mortimer, którzy po raz trzeci w swojej karierze stanęli w kolejce, by zmierzyć się z hiszpańskimi gigantami. Po raz kolejny Aston Villa została pokonana jednym golem, a Nigel Spink nie był w stanie zapobiec odbiciu strzału z 25 jardów, który trafił w narożnik bramki. Nie wszystko jednak było stracone. Tony Barton powtórzył to, co lokalna prasa określiła jako najlepszy występ Barcelony w sezonie 1982/83. Gospodarze nadal jednak nie wykorzystali kilku okazji i mecz zakończył się skromnym 1:0. Mimo wielu bardzo dogodnych okazji na zdobycie gola, tego wieczoru Aston Villa była wdzięczna że takim wynikiem skończyło się to spotkanie, gdyż mogła wrócić do Birmingham i czekać z niecierpliwością na rewanż.


@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

8

Szczęśliwe El Clasico:

19 stycznia 1991 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:1 w ramach 19 kolejki Primera Division. Jednym z goli dla Barçy było samobójcze trafienie Spasicia w 62 minucie i to ono zadecydowało o zwycięstwie Blaugrany. Pierwszego, znakomitego gola w tym meczu strzelił dla Dumy Katalonii Laudrup w 18 minucie, natomiast honorowe trafienie zaliczył Butragueño w 28 minucie. To zwycięstwo pozwoliło FC Barcelonie utrzymać pozycje lidera z czteropunktową przewagą nad Atletico i aż 10-punktową nad Realem Madryt!

Przypomnijmy:




@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

11

Ku pamięci wybitnych Katalońskich legend:

19 stycznia 1936 r. rozegrano pożegnalny mecz legendarnego Josepa Samitiera. Reprezentacja Katalonii zremisowała z czeskimi Židenicami 1:1. Tak oto ostatnie chwile Samitiera na boisku relacjonował dziennik ,,El Mundo Deportivo”: ,,Pepe Samitier, jeden z najbardziej podziwianych piłkarzy katalońskich, z najlepszą grą indywidualną, od dłuższego czasu zasługiwał na pożegnanie”. Ostatecznie Židenice wygrały trofeum dzięki większej liczbie….. wykonanych rzutów rożnych(9-8).


@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?