5

@FCBparasiempre
29 kwietnia 1894 r. urodził się Stanisław Mielech, wybitna postać polskiego sportu. Był założycielem Legii Warszawa i pomysłodawcą jej nazwy. Wystąpił w pierwszym meczu reprezentacji Polski i strzelił pierwszego gola w finałach mistrzostw Polski. Był pierwszym prowadzącym na żywo relację radiową z meczu naszej kadry. Jako pierwszy prowadził też klasyfikację strzelców ekstraklasy. Doktor prawa, oficer Wojska Polskiego, dziennikarz, działacz i trener, ale przede wszystkim świetny piłkarz krakowskich klubów tuż po ich powstaniu. Stanisław Mielech to postać absolutnie wyjątkowa w historii polskiej piłki nożnej. Był świadkiem i uczestnikiem powstawania wszystkiego, co ważne– klubów, Polskiego Związku Piłki Nożnej, reprezentacji, ligi a także dziennikarstwa sportowego. ,,Wspomnienia moje zaczynam od roku 1907. W tym to roku zmarł dobry dr Jordan, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, dokonawszy dzieła swojego życia. Dał już bowiem młodzieży impuls do uprawiania ćwiczeń fizycznych i od r. 1891 istniał Park Sportowy jego imienia. Nie byłem świadkiem narodzin krakowskiej piłki nożnej, gdyż wtedy nie interesowałem się jeszcze piłką nożną. Nie widziałem pierwszego w Krakowie meczu piłki nożnej. Na Zielone Świątki 1906 roku przyjechała pod Wawel drużyna I LKPN „Czarni” i w obecności prof. Jordana, na XIII boisku Parku pokonała 2:0 drużynę przodowników Parku. Był to właściwie mecz reprezentacji szkół średnich Krakowa i Lwowa. Wtedy to Kraków po raz pierwszy zobaczył drużynę piłkarską ubraną w kostiumy i obuwie sportowe. Tak zaprezentowali się lwowianie; przodownicy Parku wystąpili w meczu w mundurkach szkolnych. XIII boisko Parku miało wymiary 60×35 m. Nie widziałem też drużyny Mazura uchodzącej za pierwszą w Krakowie. W roku 1906 literat Tadeusz Konczyński sprawił jej pierwsze kostiumy, słynne później biało-czerwone pasiaki.” W 1906 r., kiedy powstawały pierwsze krakowskie kluby, Stanisław Mielech miał 12 lat i jeszcze do końca nie wiedział, o co chodzi w piłce nożnej. Zresztą football był wówczas czymś egzotycznym, fanaberią garstki zapaleńców, tępioną przez kadrę nauczycielską porządnych szkół. Dopiero rok później zaczął pisać swoją fantastyczną piłkarską historię. Stanisław Feliks Mielech urodził się 29 kwietnia 1894 r w Stanach koło Niska. Miał niecałe trzy miesiące, kiedy 14 lipca 1894 r. rozegrano pierwszy oficjalny mecz na ziemiach polskich (historyczny gol Włodzimierza Chomickiego). Rodzice szybko przenieśli się jednak do Krakowa, gdzie spędził dzieciństwo i młodość. W symbolicznym roku 1906 jedynie przyglądał się trenującym na krakowskich błoniach „mistrzom” (tak nazywano drużyny seniorów). Miał już wtedy swojego idola – był nim Staszek Szeligowski „samorodny talent, pierwszy wielki piłkarz Polski”. Kilka razy zdarzyło się 12-letniemu Stasiowi kopać piłkę w przerwie „poważnych” meczów, jednak sam swoje prawdziwe granie zaczął poza Krakowem. W lecie 1907 r. Mielech zdał do II klasy gimnazjum i pojechał na letnią kolonię do Poręby Wielkiej w Gorcach. Było tam boisko piłkarskie i choć jeden „out” podchodził trochę w górę, a drugi opadał w dół, można było rozgrywać mecze. Co kilka dni rozgrywano wielkie mecze między klubami „Zorza” i „Poręba”. Takie bowiem dwa kluby stworzyli koloniści. (…) [miejscowi górale] pękali ze śmiechu, gdy któryś z zawodników odbił „banię” głową, uważając go za wybitną niezdarę. „Młodemu” kazali grać na boku i podawać piłkę starszym, aby mogli strzelać na bramkę. Dzięki temu opanował niemal do perfekcji dośrodkowania. Umiejętności zdobyte pod Turbaczem przydały się po powrocie do Krakowa. W nowym roku szkolnym powstała drużyna klasy II B piątego gimnazjum a Mielech został jej kapitanem. Marzył o grze w Cracovii, ale konkurencja była zbyt wielka. Mieli tam wówczas aż 12 juniorskich drużyn, więc Staszek z kolegami postanowił „zapukać” po drugiej stronie błoń. Zostali trzecią drużyną Wisły. Na debiut w pierwszej drużynie czekał rok. W 1910 r. 16-letni Mielech zagrał po raz pierwszy dla Wisły: ,,Pierwszym moim meczem w I drużynie Wisły było spotkanie z podgórskim Krakusem. Wygraliśmy 7:1 a ja strzeliłem jednego gola. Prawdę powiedziawszy chciałem tylko z trudnego kąta, z półobrotu oddać centrę, ale piłka poszła w bramkę. Podobno przerzuciłem ją nad bramkarzem. Sam tego momentu nie widziałem, bo popchnięty przez przeciwnika wyczyniałem na trawie koziołki. Po tym meczu prasa po raz pierwszy wymieniła moje nazwisko, przepowiadając mi wielką przyszłość. Sam tego sprawozdania nie czytałem, bo zamieścił je jako korespondencję z Krakowa lwowski „Nowy Wiek”. Ta bramka, której nie chciałem strzelić i sprawozdanie, którego nie czytałem, miały jednak wpływ na moją dalsza karierę.” W Wiśle zagrał zaledwie kilka spotkań, ale w księdze jubileuszowej z 1936 r. został wymieniony jako jeden z „najwybitniejszych graczy I drużyny” w latach 1910-1911.

W 1911 r. niejaki Romański (ps. Kusy), zawodnik pierwszej drużyny Wisły, obraził jednego z młodszych kolegów. Zapoczątkowało to konflikt między „starymi” a młodzieżą, w którym zarząd klubu wziął stronę „Kusego”. Mielech i spółka opuścili więc Wisłę i przenieśli się do Cracovii. Moje przejście do Cracovii w czasie, gdy miałem widoki na grę w I drużynie Wisły, bądź co bądź jednej z najlepszych drużyn w Polsce, było z punktu widzenia sportowego dobrowolną degradacją. Na tym transferze bardziej jednak straciła Wisła niż Mielech. W Cracovii pod okiem ekscentrycznego Czecha Františka Kożelucha i Węgra Imre Pozsonyi’ego stał się jednym z najlepszych polskich piłkarzy. Zadebiutował 6 czerwca 1912 r. Cracovia wygrała w Opawie 3:2, a sam Mielech nie wspomina dobrze tego występu : Grałem nieodpowiedzialnie, nie rozgrywałem piłek, starając się pozbywać ich jak najprędzej. Potem zagrał jeszcze 29 września we Lwowie z Pogonią, ale na szerokie wody wypłynął 5 października w Krakowie w starciu z Floridsdorfer Atletic Club z Wiednia. Na początku był stremowany, ale kiedy trzy raz z rzędu, wykorzystując „trick Poznańskiego”, ośmieszył wiedeńskiego obrońcę, złapał wiatr w żagle. Cracovia wygrała 2:0, a publiczność na dobre zapamiętała jego nazwisko. Sława przyniosła pewien problem – wciąż był uczniem gimnazjum, a ci mieli zakaz wstępowania do klubów sportowych. Wydrukowanie jego nazwiska w oficjalnym programie meczowym mogło przynieść spore kłopoty, zwłaszcza że miał „opinię ucznia, który gdy tylko może, broni się przed nadmiarem wiedzy”. W oficjalnym składzie pojawił się więc tajemniczy Wieruski – pod tym pseudonimem Mielech występował aż do wybuchu pierwszej wojny światowej. Były też dobre strony popularności. Pewnego razu odprowadzał wieczorem koleżankę. Nagle drogę zastąpiło mu kilku mało sympatycznych typów, którym nie podobało się podrywanie dziewczyn „na ich dzielni”. Robiło się bardzo nieciekawie, kiedy nagle jeden z osiłków krzyknął: Chłopcy, to pan Wieruski z Cracovii!. Porozmawiali więc sobie sympatycznie o futbolu i rozeszli po serdecznym uścisku dłoni. Dziewczyna była zapewne mocno zaskoczona (przypomina wam to scenę z „Poranku Kojota”?). Sława pomagała też na studiach (po maturze dostał się na prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim), zwłaszcza podczas zajęć u profesorów kibicujących Cracovii. Dostawał powołania do reprezentacji Krakowa (grał m.in. w bardzo prestiżowych przed powstaniem niepodległej Polski rozgrywkach o Puchar Żeleńskiego, w których rywalizowały Kraków i Lwów), został też reprezentantem Galicji. Wybuch pierwszej wojny światowej sprawił, że piłka nożna zeszła chwilowo na dalszy plan. W 1914 r. Stanisław Mielech, jak większość młodych mieszkańców Galicji, został powołany do wojska. W maju bądź czerwcu 1915 r. znalazł się w Piotrkowie, dokąd przybył ze szpitala wojskowego w Arad w Rumunii. Jechałem „na krótsze drogi” przez Budapeszt, Wiedeń, Kraków, z przerwami, przystankami, oglądaniem ciekawszych meczów, odwiedzaniem ciotek i znajomych i naturalnie z „fasowaniem” w każdym Verpflegungsstelle co się tylko dało. Wojna miała trwać długo i jak się później okazało, Austria miała ją przegrać, nie było się więc do czego śpieszyć. Właśnie na dworcu w Piotrkowie skończyła się ta sielanka niczym z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”. Mielecha zatrzymał żandarm i zaprowadził do Komendy Miasta. Tam przyglądał się żołnierzom aresztowanym za symulowanie chorób. Mocno już spocony Mielech spodziewał się, że jego też zamkną. Nagle pojawił się… Antoni Poznański.

– Co to wszystko znaczy? – zawołałem. – Za co jestem aresztowany?

– Nie jesteś aresztowany – śmieje się Poznański – tylko widzisz, my tu w Piotrkowie organizujemy drużynę piłki nożnej i z nadchodzących transportów wyławiamy piłkarzy. Sierżant cię poznał jako gracza Cracovii i … przyprowadził do mnie. Chyba się cieszysz?

– A niech was wszyscy diabli wezmą. Tak straszyć ludzi.

– Widocznie masz niezbyt czyste sumienie – zanoszą się obaj ze śmiechu – ale to nic, będziemy razem kopać piłkę. Montuje się mocna drużyna, jest już Wykręt z Cracovii, Kowalski z Wisły i inni. Zaraz się z nimi zobaczysz. Będziemy grać z drużyną Landwehry. W ten sposób zwerbowano mnie do drużyny, z której później powstała Legia. Stanisław Mielech miał udział w pionierskich grach Wisły i Cracovii, jednak w żadnym z tych klubów nie był od samego początku.

W przypadku warszawskiej Legii był nie tylko jednym z założycieli, ale nawet wymyślił jej nazwę. „Metoda Poznańskiego” po raz drugi przyniosła mu chwałę. W porozumieniu z żandarmerią z Komendy Garnizonu, spośród legionistów-ozdrowieńców wracających ze szpitala, Antoni Poznański wyławiał piłkarzy i wcielał ich do formującej się Kompanii Sztabowej. Powstała drużyna, ale nie było z kim grać – na razie musiały wystarczyć treningi. Dopiero w 1916 r. żołnierze Legionów powędrowali na Wołyń i Kompania Sztabowa znalazła się niedaleko Maniewicz. Front się ustabilizował, więc można było pomyśleć o graniu. Mielech i spółka wyrównali teren, przygotowując boisko do gry. Był problem ze sprzętem, siatki do bramek sporządzili z łupanych na pół prętów brzozowych, przybijając je gwoździami do poprzeczek i słupków… Najważniejsze, że piłka przez taką siatkę nie przelatywała. Legia na początku miała czarne barwy. Skąd taki pomysł? Otóż istniało już wtedy wiele drużyn pułkowych, które biel i czerwień wyeksploatowały na wszystkie możliwe sposoby, a jakoś przecież trzeba było się odróżniać. Legioniści postanowili więc pójść w ślady Czarnych Lwów. Był to pierwszy polski klub, oni natomiast chcieli być pierwszym polskim klubem wojskowym. Stanęło więc na bieli i czerni. W kwietniu 1916 r. w budynku „Sztabówki” odbyło się pod przewodnictwem chorążego Zygmunta Wasseraba zebranie założycielskie klubu. Długo zastanawiano się nad nazwą. Wreszcie na mój wniosek, poparty przez chorążego Wasseraba, zgodzono się na nazwę „Drużyna Sportowa Legia”. Nazwa przypominała Legiony, a poza tym tkwiły w niej reminiscencje lektury Cezara. Jego legie grając w „harpastum” zaznajomiły w Wielkiej Brytanii Anglików z tym sportem, który później przerodził się w piłkę nożną. W tym momencie pewna dygresja. Cytowany fragment pochodzi z książki „Sportowe sprawy i sprawki” (s. 194-195), która wyszła już po śmierci Mielecha (1963). Nawiązywanie do rzymskiego Harpastum i legii Cezara pojawiło się także w księdze jubileuszowej Legii, która też ukazała się po jego śmierci. Andrzej Gowarzewski twierdzi, że był to celowy zabieg, aby pomniejszyć legendę Legionów i Józefa Piłsudskiego, a te zdania do wspomnień Stanisława Mielecha dopisała cenzura. Wracając do roku 1916 – Legia rozegrała latem kilka meczów, na które przychodziło wielu kibiców, kuszonych zapowiedzią na afiszu, że „dziś będzie grał Poznański”. Raz zdarzyło się, że w czasie meczu nadleciał nieprzyjacielski lotnik. Sędzia mecz przerwał, publiczność przezornie skoczyła do lasu, ale lotnik po kilku okrążeniach boiska odleciał nie rzucając bomb. Sędzia odliczył stracony czas i zawody potoczyły się dalej. Ofensywa gen. Aleksieja Brusiłowa zakończyła sielankę na Wołyniu. Legioniści musieli się wycofać, a pierwsze boisko Legii zajęły rosyjskie tabory. Drużyna Legionowa znalazła się w Warszawie i tutaj grała dalej, m.in. przeciwko Cracovii z Józefem Kałużą w składzie. Jednak historycznym pierwszym meczem Legii w Warszawie było derbowe starcie z Polonią na stadionie Agrykoli. Działo się to 29 kwietnia 1917 r. – dokładnie w dniu 23. urodzin Stanisława Mielecha. Padł remis 1:1, a nasz bohater, jak na pioniera przystało, strzelił w tym meczu bramkę. Pierwszy historyczny gol dla Legii na warszawskiej ziemi padł w ostatniej minucie spotkania. O meczach Legii z Mielechem w składzie rozpisywała się prasa, jednak po tzw. kryzysie przysięgowym (lipiec 1917 r. – polscy żołnierze odmówili złożenia przysięgi na wierność cesarzowi w Wiedniu) trzeba było zapomnieć o piłce nożnej. I Brygadę Legionów internowano w obozie w Szczypiornie (gdzie pomysłowi żołnierze wymyślili piłkę ręczną na dużym trawiastym boisku, czyli… szczypiorniaka! Ale o tym więcej mógłby opowiedzieć Andrzej Strejlau), natomiast II Brygada razem z Kompanią Sztabową trafiła pod Przemyśl. Lwowska Pogoń próbowała zorganizować mecz z legionistami, ale veto postawiły władze austriackie. Stanisław Mielech wrócił do swojej Cracovii, gdzie – jak sam pisał – „osiągnął życiową formę” (choć zagrał jeszcze okazyjny mecz w drużynie legionowej w 1921 r. – nazwę Legia oficjalnie przywrócono w 1922 r.). Legia zamarła aż do 1920 r., kiedy to wznowiła działalność jako Wojskowy Klub Sportowy (choć specjalista od historii sportu w stolicy dr Robert Gawkowski powiedziałby zapewne, że powstał wtedy zupełnie nowy klub, niemający nic wspólnego z Legią z Wołynia). Rok 1921 przyniósł kolejne dwie rzeczy, w których Mielech okazał się pionierem. 21 sierpnia w 20. minucie meczu Cracovii z Pogonią stał się strzelcem pierwszego gola w finałach mistrzostw Polski (Cracovia wygrała 2:0).

Natomiast 18 grudnia doszło do historycznego, pierwszego meczu reprezentacji Polski. Przegraliśmy w Budapeszcie z Węgrami 0:1 ale liczył się przede wszystkim debiut drużyny z białym orłem na piersi na arenie międzynarodowej. Mielech wspominał to jako jedno z najważniejszych wydarzeń w swoim życiu. W biało-czerwonej koszulce zagrał potem jeszcze tylko raz, w meczu przeciwko Jugosławii i też był to pionierski występ – 1 października 1922 r. nasza reprezentacja zanotowała pierwsze zwycięstwo w historii (3:1). W 1923 r. przeniósł się do Warszawy i przez ostatnie cztery lata swojej kariery piłkarskiej występował w Legii. Spotkanie Red Star – Cracovia (5-2) rozegrane 1 stycznia 1923 r. było moim ostatnim meczem rozegranym w barwach Cracovii. W parę tygodni później przeniesiono mnie służbowo do Warszawy. Maczał w tym palce WKS Legia i to bez porozumienia ze mną. Ponieważ jednak cichym pragnieniem mojej żony, która była warszawianką i miała rodziców mieszkających w Warszawie, było zamieszkanie w stolicy, nie oponowałem przeciwko przeniesieniu i już na wiosnę występowałem w barwach WKS Legia. Udało mu się jeszcze zaliczyć występ w meczu ligowym Legii w sezonie 1927. Było to 10 kwietnia w derbach z Polonią Warszawa – do swojej bogatej kolekcji udziałów w pionierskich wydarzeniach „dorzucił” udział w pierwszym historycznym sezonie polskiej ligi piłkarskiej. Karierę piłkarską zakończył w wieku 33 lat. Był świetnym piłkarzem, uważanym za pioniera zwodów w pełnym biegu (wiele czerpał od Antoniego Poznańskiego). Miał także życie poza graniem w piłkę. W 1924 r. uzyskał doktorat z prawa na UJ, specjalizował się w zagadnieniach celnych. Był także oficerem Wojska Polskiego i dziennikarzem „Przeglądu Sportowego”, „Stadionu”, „Raz Dwa Trzy”, „Kuriera Porannego” i „Kuriera Sportowego”. W świecie mediów również był pionierem.3 grudnia 1933 r. Polska reprezentacja grała w Berlinie z Niemcami. Przegraliśmy ten mecz 0:1 (na zwycięstwo z Niemcami trzeba było jeszcze czekać… 81 lat), ale to akurat nie jest najistotniejsze. Po raz pierwszy Polskie Radio postanowiło przeprowadzić transmisję na żywo z meczu piłkarskiego, a przed mikrofonem zasiadł Stanisław Mielech. Miał za zadanie relacjonować wyjście drużyn na boisko, przywitanie i rozpoczęcie, a potem całą drugą połowę. Pamiętam, iż transmisję drugiej połowy spotkania rozpocząłem słowami: Na pewno niejedno polskie serce zacznie żywiej bić na wiadomość, że tu w Berlinie nasza drużyna toczy równorzędną walkę z reprezentacją Niemiec, budząc podziw dla swej gry, i że nasi nie dali sobie jeszcze strzelić bramki”. Wszyscy chwalili Mielecha za relację, także przewodniczący Związku Polskich Związków Sportowych płk Ulrych. Jednak na koniec wbił szpilkę – według niego Mielech nie powinien się cieszyć, kiedy utrzymywał się wynik bezbramkowy. Należało biadolić, że nie wygrywamy! Zaliczył też epizod trenerski – w 1933 r. prowadził tymczasowo Legię Warszawa przed przyjazdem Austriaka Gustawa Wiesera. Potem cały czas był aktywny jako dziennikarz sportowy, rozwijał też swoją karierę prawniczą. W 1939 r. dr Stanisław Mielech został mianowany polskim naczelnym inspektorem ceł w Wolnym Mieście Gdańsku. Właśnie nad morzem zastał go wybuch II wojny światowej. Przywieziono do Victoria Schule i działaczy polskich. Do naczelnego inspektora ceł dra MIELECHA (znanego w swoim czasie piłkarza) strzelano przy aresztowaniu, pobito jeszcze przed przywiezieniem do Victoria Schule, stawiano pod ścianą z rękami w górę przed plutonem egzekucyjnym itd. – to relacja Melchiora Wańkowicza we „Wrześniu żagwiącym”. Jako oficer Stanisław Mielech został internowany przez Niemców i prawie całą wojnę spędził w obozie na Węgrzech. Losy rzuciły mnie na Węgry. Wojnę przebyłem w obozach dla internowanych. Miałem tam okazję przypatrzeć się organizacji sportu wiejskiego. Każda wieś w pobliżu Budapesztu posiadała klub sportowy i boisko do gry, na którym odbywały się również różne kiermasze i obchody narodowe. W sezonie toczyły się na nich zawody o mistrzostwo powiatu.

Była też okazja do oglądania zawodowców: ,,W roku 1944 mieszkając w Budapeszcie co niedziela chodziłem na mecze zawodowców o mistrzostwo Węgier. Dziwne to były mistrzostwa. Radzieckie armie weszły już na teren Węgier i gdy zajęły jakąś prowincję, to drużynę pochodzącą z tej prowincji… skreślano z ligi i rozgrywki toczyły się dalej.” Wycofujący się Niemcy wywieźli Mielecha do oflagu w Luckenwalde na południe od Berlina. Tam doczekał się wyzwolenia. Przed powrotem do Polski obejrzał jeszcze kilka meczów, rozgrywanych między oficerami różnych armii. Piłka nożna była obecna zawsze i wszędzie. Po powrocie do kraju zaangażował się odbudowę polskiego piłkarstwa. Był autorem projektu rozgrywek o pierwsze powojenne MP w 1946 r. Działał także aktywnie w PZPN, a w latach 1946-1947 był nawet pierwszym zastępcą prezesa. Napisał historię Legii Warszawa do 1939 r. na potrzeby księgi jubileuszowej z okazji 50-lecia. Jest autorem trzech wspaniałych książek, pozycji obowiązkowych dla fanów wczesnego piłkarstwa polskiego: „Style, szkoły i systemy w piłce nożnej” (Warszawa 1955), „Gole, faule i ofsajdy” (Warszawa 1957) oraz „Sportowe sprawy i sprawki” (Warszawa 1963). Stanisław Feliks Mielech zmarł 17 listopada 1962 r. w Warszawie.




10

Blaugrana w Pucharze Hiszpanii:

29 kwietnia 1998 r. FC Barcelona tryumfowała w Copa del Rey po raz 22 w historii pokonując w finale RCD Mallorca po rzutach karnych. Tylko raz w historii zdarzyło się tak aby Barça potrzebowała rzutów karnych aby sięgnąć po Puchar Hiszpanii. Mallorca już w 3 minucie objęła prowadzenie po golu Stankovicia. W 66 minucie wyrównał Rivaldo i pomimo późniejszej dogrywki i dwóch czerwonych kartek dla graczy Mallorki więcej goli z gry już nie padło. Rzuty karne trwały aż 8 serii. W pierwszej z nich solidarnie pomylili się Rivaldo oraz Ivan Rocha a w trzeciej Celades i Ivan Campo. W szóstej serii strzał Luisa Figo został obroniony więc przed wielką szansą stanął Stankovič ale przestrzelił. Wreszcie w ósmej serii trafił Reiziger a następnie strzał Xaviego Eskurzy(byłego piłkarza Blaugrany) obronił Ruud Hesp i Duma Katalonii wygrała 5:4 zdobywając Puchar Hiszpanii.

Popatrzmy:





@Visca_barca
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon

10

Historia Barçy jakiej nie znacie a jaką wypadałoby poznać:

W roku 1916(dokładną datą nie dysponuje), prawdopodobnie na przełomie kwietnia i maja, w popularnym barze kibiców ,,Izquierda” w dzielnicy Eixample w Barcelonie, działacze FC Barcelony zorganizowali swoje coroczne zgromadzenie. Spotkanie miało wyłonić nowy zarząd oraz zakończyć polemikę odnośnie do zachowania niektórych piłkarzy pierwszej drużyny w półfinale Pucharu Hiszpanii(15.04.1916). W tamtym dwumeczu Barça została wyeliminowana po rozegraniu dwóch dodatkowych spotkań z FC Madrid. Część barcelońskiej publiczności okazała niezadowolenie wobec boiskowej postawy niektórych zawodników w ostatnim meczu, który oznaczał wyeliminowanie Blaugrany po porażce 2:4. Wszystko to sprzyjało zmianom na czele klubu. Nowym prezydentem został Gaspar Roses i Arus, wówczas szef barcelońskiego Ratusza a niedługo potem deputowany do hiszpańskich Kortezów z ramienia Ligi Regionalistycznej. Aby rozwiązać sprawę z półfinałów, nowy zarząd, dowodzony przez Rosesa, postanowił zreformować drużynę, pozbywając się wielu piłkarzy, jak choćby braci Massana i sprowadzając innych. Klub opuścił również(tyle że dobrowolnie) legendarny Paulino Alcantara, który z powodów osobistych wrócił na Filipiny. Związek Esquerry, jak powszechnie zwany był bar, z Barçą nie skończył się wraz z tamtym zgromadzeniem. Trzy lata później klub znów zwołał swoich socios do lokalu przy Exaimple na zgromadzenie ogólne zarządu. Miało ono na celu poproszenie Gampera, by wrócił na stanowisko szefa klubu. Jak podają kroniki z tamtych lat, była to prośba jednogłośna i pełna entuzjazmu. Mimo to założyciel FC Barcelony odrzucił propozycje, w następstwie czego nowym prezydentem został Ricard Graells i Miro. Lokal, który w prasie nazywano mianem ,,pierwszorzędnej restauracji”, w 1923 r. stał się siedzibą Penyi Esquerra- jednego z pierwszych klubów kibica Barçy. Z dala od wszelkich konotacji ideologicznych jego nazwa odnosiła się tylko do miejsca, w którym spotykali się sympatycy klubu. Penya Esquerra, złożona wyłącznie z socios Blaugrany była pionierem wśród barcelońskich klubów kibica, które po latach zaczęły zrzeszać się wokół klubu. Do penyi należą honorowi barceloniści, tacy jak Delfi Vinyoles, Pere Lloveras czy Ernest Gassol ale także byli piłkarze, jak choćby legendarny Katalończyk Roma Forns.



@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
@Sysia11
@Visca_barca

1

@NeroTFP1 Akurat Iga bardzo przypomina mi Justyne Henin, którą powinna prześcignąć...

8

Był sobie snajper:

28 kwietnia 1948 r. urodził się Evanivaldo Castro Silva, znany lepiej jako Cabinho. Meksyk kojarzy się głównie z Hugo Sanchezem, ale jego wszyscy doskonale znają. Mało kto natomiast pamięta, że wielką gwiazdą ligi meksykańskiej był Brazylijczyk Evanivaldo Castro da Silva, znany jako Cabo lub Cabinho. Ten zawodnik nie sprawdził się w brazylijskich Flamengo, czy Atletico Mineiro, ale po wyjeździe do Meksyku stał się wręcz legendą tamtejszej ligi. Cabinho strzelił w 415 meczach aż 312 goli(160 w barwach UNAM, 108 dla Atlante i 44 dla Leon). Dlaczego Cabinho nigdy nie został globalną gwiazdą? Być może dlatego, że nigdy nie zagrał w reprezentacji kraju. W Brazylii nikt nie interesował się jego dokonaniami w lidze meksykańskiej, a żeby mieć możliwość gry w barwach Meksyku, musiał mieszkać w tym kraju przez dziesięć lat.
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
@Visca_barca

7

Żywe legendy hiszpańskiego futbolu:

28 kwietnia 1988 r. urodził się Juan Manuel Mata García, hiszpański piłkarz grający na pozycji pomocnika w Manchesterze United i w reprezentacji Hiszpanii, mistrz świata (2010) i Europy (2012), uczestnik Mistrzostw Świata 2014. Wychowanek klubu Real Oviedo, od 2003 do 2006 roku zawodnik juniorskich zespołów Realu Madryt. W sezonie 2006/2007 podstawowy gracz Realu Madryt Castilla, występującego w Segunda División. Latem 2007 roku przeszedł na zasadzie wolnego transferu do Valencii. 2 września zadebiutował w jej barwach w Primera División w wygranym 2:1 meczu z Almeríą, natomiast pierwszego gola strzelił 3 lutego 2008 w spotkaniu z Realem Valladolid. W 2008 roku wraz z Valencią zdobył puchar Hiszpanii – w wygranym 3:1 finale z Getafe CF zdobył jedną z bramek. W sezonie 2007/2008 zadebiutował również w europejskich pucharach – 11 grudnia 2007 zagrał w spotkaniu Ligi Mistrzów z Chelsea. Podstawowym zawodnikiem Valencii stał się w połowie grudnia 2007 roku. W sezonach 2008/2009 i 2009/2010 regularnie występował w rozgrywkach Pucharu UEFA/Ligi Europy, natomiast w sezonie 2010/2011 rozegrał siedem meczów i zdobył jednego gola (z rzutu karnego w meczu fazy grupowej z tureckim Bursasporem) w Lidze Mistrzów. 21 sierpnia 2011 roku Chelsea porozumiała się z Valencią w sprawie transferu Maty. Trzy dni później Hiszpan został zawodnikiem londyńskiego klubu, podpisując z nim pięcioletni kontrakt. W nowym zespole zadebiutował 27 sierpnia w wygranym 3:1 meczu z Norwich City, w którym strzelił jednego z trzech goli dla swojej drużyny. W sezonie 2011/2012 wraz z Chelsea zdobył puchar Anglii, wygrał również Ligę Mistrzów – w spotkaniu finałowym z Bayernem Monachium wystąpił w podstawowym składzie, a w serii rzutów karnych nie zdobył bramki (Manuel Neuer obronił). W sezonie 2013/14 po przyjściu do klubu nowego trenera - Jose Mourinho, Mata zasiadł na ławce rezerwowych. Nie wystąpił w Superpucharze Europy w meczu z Bayernem, a jego drużyna uległa w rzutach karnych. Dopiero po kilku meczach portugalski szkoleniowiec dał zagrać w podstawowym składzie The Blues. Ostatecznie Mata znowu wrócił do pierwszego składu londyńskiej drużyny.

24 stycznia 2014 roku Manchester United poinformował, że ustalił z Chelsea warunki transferu Maty. Dzień później piłkarz oficjalnie podpisał kontrakt z nowym klubem. 28 stycznia 2014 roku zadebiutował w meczu z Cardiff City wygranym przez zespół z Manchesteru 2:0, Mata zanotował asystę przy drugim trafieniu. 29 marca 2014 zdobył pierwszego gola w barwach United, w wygranym 4:1 spotkaniu z Aston Villą. Od 1 lipca 2021 roku, po wygaśnięciu kontraktu z Manchesterem United, był wolnym zawodnikiem. Następnego dnia ponownie związał się roczną umową z tym klubem. 2 czerwca 2022 roku Manchester United poinformował o nie przedłużeniu kontraktu z Matą. W 2006 wraz z reprezentacją Hiszpanii U-19 został mistrzem Europy. W turnieju, który został rozegrany w Polsce strzelił cztery gole (w tym hat-tricka w spotkaniu grupowym z Turcją) w pięciu meczach. Rok później uczestniczył w mistrzostwach świata do lat 20 w Kanadzie – wystąpił w czterech pojedynkach i zdobył dwie bramki. W 2007 zadebiutował w reprezentacji U-21, z którą w 2011 wywalczył mistrzostwo Europy oraz został wybrany do drużyny gwiazd turnieju. W seniorskiej reprezentacji Hiszpanii zadebiutował 28 marca 2009 w wygranym 1:0 meczu z Turcją. W tym samym roku wziął udział w Pucharze Konfederacji – wystąpił w dwóch spotkaniach, zaś Hiszpania zajęła trzecie miejsce. W 2010 roku wraz z reprezentacją został mistrzem świata. W turnieju, który odbył się w Republice Południowej Afryki zagrał jedynie w meczu fazy grupowej z Hondurasem (2:0), zmieniając w drugiej połowie Fernando Torresa. W mistrzostwach Europy w Polsce i na Ukrainie (2012) wystąpił jedynie w wygranym 4:0 meczu finałowym z Włochami, w którym zmienił w 87. minucie Andrésa Iniestę i chwilę później strzelił czwartego gola dla Hiszpanów. Następnie uczestniczył w igrzyskach olimpijskich w Londynie, w których był podstawowym zawodnikiem reprezentacji – zagrał we wszystkich trzech meczach kadry w podstawowym składzie.



@Visca_barca
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon

0

@MOLESTA Doprawdy! A ty nigdy się w życiu nie pomyliłeś?

9

Czy wiemy że…

Manchester United został założony 28 kwietnia 1878 roku jako Newton Heath LYR Football Club przez pracowników wagonowni kolei Lancashire i Yorkshire w Newton Heath. Początkowo rozgrywał mecze przeciwko innym wydziałom i przewoźnikom kolejowym a w 1888 został jednym z założycieli The Combination – regionalnej ligi piłkarskiej.


@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson

4

@FCBparasiempre
W roku 1921 The Football Association, organizator finałów Pucharu Anglii i meczów reprezentacji, podjął decyzje o budowie nowego stadionu. Nosił on nazwe The Empire Stadium Wembley. Mówiło się jednak Wembley i tak już zostało. Jego historia zaczęła się tak efektownie że nawet najwięksi spece od marketingu nie mogli tego przewidzieć. W sobotę 28 kwietnia 1923 r. na nowym Wembley rozgrywano finał Pucharu Anglii pomiędzy Bolton Wanderers a West Ham United. Poczatek meczu wyznaczono, jak to w Anglii, na godz. 15.00. Tradycją finału jest obecność na nim kogoś z rodziny królewskiej. Pierwszym monarchą, który oglądał finał z loży na stadionie był Jerzy V w roku 1914 na meczu Burnley-Liverpool. W roku 1923 na Wembley też był Jerzy V i to, co zobaczył przeszło jego wyobrażenia. Im bliżej Wembley znajdował się jego samochód, tym większe tłumy policja musiała usuwać z drogi. Specjalnym tunelem prowadzącym niemal do samej loży królewskiej wjechał bez przeszkód ale kiedy spojrzał z góry na boisko… boiska nie było. Na całej jego powierzchni tłoczyły się tłumy ludzi. Ponad ich głowami wystawały tylko bramki. W kasach stadionu sprzedano wszystkie bilety ale przygotowano ich około sto tysięcy a pod bramami stało ponad trzy razy tyle chętnych. Przedsprzedaży nie było, z czego zresztą w następnych latach wyciągnięto wnioski. Kto przyszedł na stadion wcześniej, ten wszedł. Tysiące innych ludzi sforsowało bramy a przede wszystkim ogrodzenie, za którym już nikt nikogo nie kontrolował. Każdy siadał na miejscu, do którego się przecisnął. Z pomeczowego raportu wynika że około 12 tysiącom ludzi z biletami w ogóle nie udało się wejść na stadion. Organizatorzy zmuszeni zostali do zwrotu w sumie ponad 4 tys. funtów. Najdroższy bilet kosztował 15 szylingów a najtańszy 2 szylingi. Już wtedy do stadionu dochodziło metro, reklamowane jako najszybszy środek transportu z centrum Londynu do stacji Wembley Park, istniejącej nadal, dla linii Metropolitani Jubilee. Zainteresowanie meczem było tak duże że bodaj pierwszy raz wydrukowaną piracką wersje oficjalnego programu. Kiedy kibice pokonywali zamknięte bramy i stadion nie mógł już pomieścić wszystkich chętnych sędzia David Asson wezwał kapitanów obu drużyn na narade. ,,Panowie – powiedział. Tam na górze czeka Jego Wysokość, ludzi jest tyle że zaczyna się robić niebezpiecznie. Co robimy w tej sytuacji? Gramy czy przekazujemy komunikat o przełożeniu meczu? Przekładamy – zadecydował kapitan West Ham George Key. Gramy – odparł kapitan Bolton Joe Smith. Jest popołudnie. Jeśli policja szybko usunie tłum z boiska, powinniśmy skończyć przed zmierzchem”. Być może sędzia w porozumieniu z policją brał pod uwagę konsekwencje decyzji o odwołaniu finału tego dnia. Mogłoby dojść do paniki, która pociągnęła by za sobą ofiary. Już karetki odwoziły do szpitali ludzi z połamanymi nosami, żebrami, ogólnie potłuczonych, nieomal stratowanych i uduszonych. To cud że nikt nie zginął. Na pewno ważna była informacja policji że w kierunku stadionu zbliżają się posiłki,. W centrum Londynu pakowano policjantów w samochody ciężarowe i przywożona na Wembley. Ważniejszy od funkcjonariuszy pieszych okazał się szwadron policji na koniach. To oni weszli w tłum i delikatnie przesuwali go z boiska na boki, gdzie tylko się dała a dało się nie wiele. Tysiące ludzi stało przy liniach bocznych, utrudniając piłkarzom wrzucanie autów i wykonywanie rzutów rożnych. Ta operacja trwała ponad pół godziny i przeszła do historii futbolu dzięki białemu koniowi, wyróżniającemu się na tle szarego tłumu. Dlatego mecz znany jest pod nazwą White Horse Final. Był to jedyny koń tej maści w szwadronie. Nazywał się Billy a dosiadał go posterunkowy George Scorey, który nie miał nic wspólnego z futbolem, nie był kibicem i kiedy w sobotni poranek przed pójściem do pracy jadł grzanki z konfiturą myślał o ślubie , który czekał go za kilka dni. Nie wiedział nawet że na Wembley odbywa się jakiś mecz. Na posterunku powiedziano mu że wraz z resztą szwadronu pojedzie na stadion. Zrobił co do niego należało ale koń przyniósł mu sławe. Na początku tego wieku przejście łączące stacje metra z drogą prowadzącą na stadion nazwano Mostem Białego Konia. Na trybunach i w pobliżu boiska doliczono się wtedy 126 047 widzów ale nikt nie jest w stanie zweryfikować tej liczby. Bardziej prawdopodobne jest to że ludzi było więcej niż mniej. Wraz z kibicami stojącymi pod stadionem uzbierało się ich około ćwierć miliona. To rekord świata. Sam mecz stał się w tej sytuacji niemal dodatkiem do niecodziennych wydarzeń. Bolton wygrał 2:0. Po ostatnim gwizdku sędziego problem powrócił, ponieważ kibice znów weszli na boisko. Ledwo udało się utorować drogę do loży królewskiej, gdzie Jerzy V wręczył puchar kapitanowi Bolton, Joemu Smithowi i pogratulował zawodnikom obydwu drużyn. Każdy otrzymał pamiątkowy medal. Zawodnicy Bolton dostali w nagrodę od klubu złote zegarki. Król był zachwycony. Pierwszego gola na Wembley zdobył już w 3 minucie 24- letni reprezentant Anglii David Jack. Trzy lata później ponownie zagrał na Wembley. Tym razem Bolton pokonał Manchester City 1:0, znowu po jego golu. Jack był tez pierwszym piłkarzem na Wyspach Brytyjskich, za którego zapłacono ponad 10 tys. funtów. W 1928 Arsenal wydał na niego 10 890 funtów. Jack był pierwszym piłkarzem, który wywalczył Puchar Anglii z dwoma różnymi klubami. W 1930 jego Arsenal pokonał 2:0 Huddersfield. Stadion Wembley był dla piłki nożnej czymś takim jak La Scala dla opery. Jego dwie charakterystyczne wierze Twin Towers, mające w planach architektów stanowić londyńska odpowiedź na wieże Eifla, stały się znakiem towarowym. Tu Anglia rozgrywała większość swoich meczów, tu w roku 1966 zdobyła mistrza świata. Stadion był arena pierwszych po wojnie igrzysk olimpijskich, odbywały się na nim finały Pucharu Mistrzów/Ligi Mistrzów oraz koncertowały gwiazdy rocka.


1

@FCBparasiempre A gdyby nie ,,nieziemska" gra Kubali, to dużo dłużej czekalibyśby na wspaniałe Camp Nou...

1

@RoberDzik Jeśli już mówimy o największych legendach to bezwzględnie zalicza się do nich Josep Samitier. Gdyby nie on, w ,,naszym" klubie nie znalazła by się kolejna wielka legenda, o której grzech nie wspomnieć a mianowicie Ladislao Kubala!

9

Legendy futbolu:

28 kwietnia 1907 r. urodził się Raymond Braine, legendarny belgijski napastnik. Dawno temu, kiedy liga Czechosłowacka była jedną z najsilniejszych w Europie, Raymond Braine, najskuteczniejszy snajper zespołu Beerschot VAC (141 goli w 142 meczach) przeszedł do Sparty Praga. W Pradze Braine zadziwił publiczność, wykazując się jeszcze większą skutecznością niż w Belgii(120 goli(!) w 106 występach). Po sześciu latach powrócił do Antwerpii, ponownie zakładając koszulkę Beerschot, gdzie wyśrubował swój strzelecki dorobek do 210 goli. W reprezentacji Braine dziurawił siatki rywali 26 razy w 54 występach, co daje mu piąte miejsce w historii najlepszych belgijskich snajperów. Ogółem Braine nastrzelał 338 goli na poziomie pierwszej ligi, tyle samo co wybitny portugalski snajper Mario Jardel.


@Symson
@patataj
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon

9

Żywe legendy futbolu:

28 kwietnia 1970 r. urodził się Diego Pablo Simeone, argentyński pomocnik i trener. Zawodową karierę zaczynał w 1987 w Vélez Sársfield, w 1990 wyjechał do Europy i przez dwa sezony bronił barw włoskiej Pisy. Następnie przeszedł do hiszpańskiej Sevilli. Po kolejnych dwóch latach gry zmienił pracodawcę. W 1994 roku dołączył do ’Los Rojiblancos’, grał przez trzy kolejne lata, został kapitanem i ulubieńcem kibiców, a w sezonie 95/96 wygrał dublet, po czym w 1997 roku przeniósł się na Półwysep Apeniński. Na dwa lata został piłkarzem mediolańskiego Interu, z którym zdobył Puchar UEFA w 1998, by w 1999 przejść do Lazio. Z rzymskim klubem wywalczył Superpuchar Europy w 1999, a w następnym sezonie wszystkie krajowe tytuły: mistrzostwo kraju, Puchar i Superpuchar Włoch. W Madrycie ponownie zawitał w 2003 roku. Grał przez dwa lata, lecz nie odniósł już żadnych sukcesów z czerwono-białymi. W 2005 roku wrócił do Argentyny, by grać w Racing Club. Po 12 miesiącach gry zakończył piłkarską karierę. Simeone w sumie zagrał w 197 meczach w hiszpańskiej Primera Division. Po zawieszeniu butów na kołku nie rozstał się z futbolem. Szybko wziął się za trenerkę, a pierwsze doświadczenia zdobywał prowadząc Racing Club. W latach 2006–2007 kierował Estudiantes de La Plata, zdobył z klubem tytuł mistrza Argentyny (Apertura 2006). Od grudnia 2007 był trenerem River Plate, później San Lorenzo,od stycznia 2011 trenował Calcio Catania, następnie krótko Racing Club. 23 grudnia 2011 został wybrany na trenera Atletico Madryt. Pół roku później, zdobył z klubem puchar Ligi Europejskiej. W finale Madrytczycy pokonali Athletic Bilbao (3:0). Simeone został trzecim człowiekiem w historii, który najpierw wygrał Ligę Europejską jako piłkarz (w barwach Interu Mediolan), a potem jako trener. 31 sierpnia 2012 zdobył Superpuchar Europy po pokonaniu londyńskiej Chelsea (4-1). W kolejnym sezonie wygrał Puchar Króla, po pokonaniu w finale Realu Madryt (2:1) na Estadio Santiago Bernabeu. Sezon 2013/14 najbardziej obfitował w sukcesy. Stołeczny klub zdobył mistrzostwo Hiszpanii i doszedł do finału Ligi Mistrzów, który przegrał po dogrywce. Dwa lata później, ponownie zagrał w finale Ligi Mistrzów i po raz drugi przegrywając z Realem Madryt, tym razem po rzutach karnych. W maju 2018, po raz drugi sięgnął po trofeum Ligi Europy, zwyciężając w finałowym spotkaniu Olympique Marsylia (3-0). W maju 2021 po rozegraniu ostatniego meczu sezonu 2020/2021 zdobył Mistrzostwo Hiszpanii.



@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
@Sysia11

0

@ProrokkNo niby tak ale czy Bojan pomógł by na tyle aby rozstrzygnąć losy awansu do finału?

11

Zadecydowało skandaliczne sędziowanie w pierwszym meczu:

28 kwietnia 2010 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou 1:0 Inter Mediolan w półfinale Ligi Mistrzów ale odpadła z rozgrywek. Rewanż ustawiła czerwona kartka dla Thiago Motty w 28 minucie. Pomocnik Interu trącił lekko w podbródek Busquetsa, który natychmiast padł jak rażony piorunem i tylko zezował, czy sędzia wywali rywala z boiska. Po usunięciu ,,Busiego” Mourinho porzucił wszelkie zamiary gry ofensywnej i ustawił przed polem karnym swej drużyny ,,autobus”. To on jako pierwszy użył tego określenia, opisując taktykę rywali po meczu Chelsea z Tottenhamem ale na Camp Nou sam zademonstrował światu prototyp pojazdu parkującego potem przed szesnastkami na wielu stadionach świata. ,,Mou” po incydencie z Mottą wcale nie wyglądal na zmartwionego. Podszedł nawet do Guardioli i powiedział(o czym poinformowali specjaliści od czytania z ruchu warg): ,,Jeśli myślisz że teraz będzie wam łatwiej, to się mylisz”. Miał racje, łatwiej gospodarzom na pewno nie było. Co ciekawe, sam Motta w 2018 roku w rozmowie z ,,France Football” powiedział że kartka dla niego nie zmieniła taktyki zespołu: ,,Od początku mieliśmy stać w 11 na własnej połowie i czekać na kontry”. Tuż przed końcem, przy stanie 1:0 dla Barçy, piłka jeszcze raz wpadła do bramki Interu ale sędzia dopatrzył się zagrania ręką zawodnika gospodarzy. Jednak po obejrzeniu licznych powtórek wydaje się że gol zdobyty przez Krkicia powinien zostać uznany. W końcu sędzia zagwizdał po raz ostatni. Ekstatyczny bieg Mourinho z dłońmi zaciśniętymi w pięści, z których wystawały wskazujące palce, w kierunku sektora kibiców Interu to jeden z ikonicznych momentów całej historii Ligi Mistrzów. Victor Valdes ruszył do niego chyba po to by przyłożyć Portugalczykowi. Na szczęście jednak ktoś zdążył bramkarza złapać. Po zejściu z murawy bardzo religijny Mourinho udał się na modły dziękczynne do kaplicy na Camp Nou. ,,To była najsłodsza porażka w mojej karierze”- powiedział później.

Dla chętnych:





@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
@Sysia11
@Visca_barca

1

@tomek8756 Prosze nie używać chińszczyzny bo nie każdy rozumie

9

Niepokojący remis przed rewanżem:

28 kwietnia 2009 r. FC Barcelona remisuje na Camp Nou z Chelsea FC 0:0 w pierwszym półfinale Ligi Mistrzów. Na Camp Nou Hiddink znalazł sposób na sparaliżowanie atutów Barçy, która po groźnym początku, gdy piłke kopniętą przez Xaviego z linii bramkowej wybił Terry, z trudnością zbliżała się do bramki świetnie dysponowanego tego dnia Cecha. Pod nieobecność kontuzjowanych Cole’a i Paulo Ferreiry na lewej obronie zagrał Bosingwa i praktycznie wyłączył z działań Messiego. Gdyby nie fenomenalna podwójna parada Victora Valdesa po strzałach Drogby w 39 minucie, goście wywieźliby zasłużoną wygraną. Przed rewanżem Guardiole musiała też martwić kontuzja Marqueza i kolejna kartka dla Puyola. Oznaczało to iż na Stamford Bridge Blaugrana musiała zagrać zaimprowizowaną defensywą.



@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
@Sysia11
@Visca_barca

8

Jubileusze Barçy:

28 kwietnia 1999 r. z okazji obchodów stulecia klubu został rozegrany specjalny mecz na Camp Nou. FC Barcelona zagrała towarzysko z reprezentacją Brazylii w obecności 60 tysięcy widzów. Spotkanie zakończyło się wynikiem 2:2. Gole dla Barçy strzelili Luis Enrique oraz Cocu, natomiast dla Brazylii Rivaldo i Ronaldo. Co ciekawe w przerwie meczu Pepa Guardiole zmienił wówczas nastoletni… Xavi.


@Visca_barca
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon

9

Nietypowi goście w ,,Hesperia":

28 kwietnia 1988 r. grupa piłkarzy FC Barcelony(praktycznie cały skład z wyjątkiem trzech zawodników) zwołała konferencje prasową w Hotelu Hesperia, gdzie od czasu do czasu odbywały się zgrupowania drużyny. Tamtego dnia brakowało tylko Linekera(powołany do reprezentacji), Francisco Lopeza(kontuzja) oraz Niemca Schustera, który nie pojawił się z nieznanych do dzisiaj powodów. Przyszedł natomiast trener Lluis Aragones aby wspierać swoich zawodników. Trwająca 2 godziny konferencja prasowa zorganizowana została w wielkim salonie hotelu Hesperia, miejscu, w którym odbywają się bankiety i inne uroczystości. Podczas spotkania z mediami jeden z trzech kapitanów drużyny, Jose Alexanco odczytał komunikat, w którym piłkarze proponowali zdymisjonowanie zarządu klubu na czele którego stał Josep Lluis Nuñez. Futboliści mówili że stracili zaufanie do prezydenta, ,,który zawiódł nas jako ludzi i upokorzył jako profesjonalistów”. ,,Bunt w Hesperii” stał się faktem. Piłkarze Barçy wybrali ten właśnie sposób aby upublicznić konflikt, jaki istniał między nimi a zarządem klubu. Dotyczył tego, która ze stron miała się rozliczyć z urzędem skarbowym przy kontraktach do dysponowania wizerunkiem piłkarzy. Wcześniej władze klubu doszły do porozumienia w tej kwestii z zawodnikami sekcji koszykówki, piłki ręcznej i hokeja na rolkach. Opłata miała zostać podzielona po równo między obie strony by uregulować całą sprawę. Brak dobrych relacji między piłkarzami a kibicami, co wynikało z fatalnego sezonu w wykonaniu drużyny tylko przyspieszył wydarzenia. Po zakończeniu kampanii władze klubu zatrudniły nowego trenera Johana Cruyffa, który całkowicie zmienił skład. Klub opuściło aż 13 piłkarzy, co postrzegano jako czystke w szatni. Bez cienia wątpliwości tamci piłkarze byli najbardziej osobliwymi gośćmi w historii hotelu Hesperia.


@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

11

(Nie)zapomniane legendy rodzimego futbolu:

27 kwietnia 1962 r. we Wrocławiu urodził się Ryszard Tarasiewicz, pomocnik. Specjalista od rzutów wolnych i strzałów z dystansu. Mógł zostać czwartym polskim piłkarzem po Fryderyku Scherfke, Erneście Wilimowskim i Grzegorzu Lacie z golem strzelonym Brazylii na Mundialu. Na drodze stanęło mu ledwie kilka milimetrów… Dosłownie chwile po rozpoczęciu gry, popularny ,,Taraś” z odległości około 35 metrów wyrobił sobie niewielką przestrzeń. Jego niezbyt mocny ale techniczny strzał powędrował ponad głowami całej defensywy Canarinhos i spadł na linii ,,piątki”. Kozioł zmylił bramkarza rywali, który nie miałby szans na złapanie piłki ale ostatecznie trafiła ona w słupek. W Polsce takie strzały Tarasiewicza nazywano ,,spadającymi liśćmi dębu”. Niezbyt mocne, zdawało się opadające przez długi czas, w końcowym rozrachunku okazywały się śmiercionośną bronią dla bramkarzy. Szczególnie jeśli pomocnik Śląska Wrocław podchodził do stałego fragmentu gry. Dlatego oddawano mu do wykonania większą część rzutów wolnych i karnych w zespole. Zdobył w sumie ponad 50 goli dla tej drużyny, co stawia go na 3 miejscu w historii. 5 razy notował wynik na poziomie co najmniej 8 trafień w sezonie, w tym trzykrotnie dwucyfrówki. Zespołowo jego największy sukces stanowią Puchar Polski oraz Superpuchar Polski zdobyte w 1988 r. Razem z wrocławianami wywalczył wicemistrzostwo kraju oraz brązowy medal. Indywidualnie tytułem Piłkarza Roku 1989 nagrodziły go redakcje zarówno ,,Piłki Nożnej”, jak też katowickiego ,,Sportu”. W reprezentacji Polski zagrał 58 razy strzelając 9 goli, w tym w debiucie przeciwko Norwegii. Mimo to pierwszy selekcjoner, pod którego wodzą grał, Piechniczek, nie miał do niego zbyt dużego zaufania. W kwalifikacjach Mundialu zagrał niespełna 20 minut. Na MŚ jego jedynym występem było starcie 1/8 finału z Brazylią. Brał też udział w młodzieżowym Mundialu 5 lat wcześniej. Po występach w Śląsku wyjechał do Szwajcarii, gdzie grał w Neuchatel Xamax. Ponadto bronił barw francuskich drużyn: AS Nancy, RC Lens, Besancon RC. Wrócił na chwile do Szwajcarii do Etoile Carouge. Kariere zakończył z kolei w norweskim Sarpsborgu, w wieku 35 lat. Od przeszło dekady obecny jest w Polsce w roli trenera. Trzykrotnie udało mu się, pełniąc te funkcje, uzyskać awans do Ekstraklasy- ze Śląskiem Wrocław, z Pogonią Szczecin oraz z Zawiszą Bydgoszcz. Zdobył Puchar Ekstraklasy(z Zawiszą). Na najwyższym poziomie rozgrywkowym prowadził ŁKS i Korone Kielce. W 1 lidze pracował zaś z Jagiellonią Białystok, Miedzią Legnica, GKS Tychy a ostatnio prowadził Arke Gdynia.

@AssisMoreira
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

11

Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:

27 kwietnia 1911 r. urodził się Antonio Sastre, głównie pomocnik. Legenda Independiente, po dziś dzień uchodzi za piłkarza ,,mas completo” od chwili wprowadzenia zawodowstwa. Uniwersalny, wszechstronny, z jednakim powodzeniem grający na wszystkich pozycjach w polu a przy tym wybitny strateg zespołu. W Independiente zadebiutował w 1931 r. zastępując kontuzjowanego Lalina jako lewy atakujący, najwyraźniej pod wpływem sugestii Seoanego, którego miejsce miał ostatecznie zająć. Wysoki i silny, mógł zostać klasycznym środkowym napastnikiem ale przeniósł się na lewą stronę po tym, jak Independiente kupiło znakomitego urugwajskiego snajpera Roberto Portę. Jego największym kapitałem okazała się więc uniwersalność. W sumie rozegrał w Independiente 340 meczów i zdobył 112 goli, pomagając drużynie wygrać lige w 1938 r. a w 1941 przeniósł się do brazylijskiego São Paulo, gdzie oprócz 3 tytułów mistrza kraju doczekał się pomnika na swoją cześć. ,,Gdyby kiedykolwiek ustanowiono Nagrode Nobla w dziedzinie futbolu, nie mam wątpliwości iż cała Brazylia głosowałaby na Sastrego”- mówił prezes klubu Pedroso.



@Visca_barca
@Pawel13sz
@Sysia11
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@AssisMoreira

7

Grande Espectacolo El Clasico!

27 kwietnia 2011 r. FC Barcelona pokonała na Santiago Bernabeu Real Madryt 0:2 w pierwszym półfinałowym starciu Ligi Mistrzów. Kluczowa dla losów spotkania okazała się sytuacja z 61 minuty, gdy Pepe wszedł wyprostowaną nogą w Daniego Alvesa. Portugalczykowi takie sytuacje w przeszłości uchodziły płazem, więc ani on ani ławka rezerwowych Los Blancos na czele z Jose Mourino nie mogli uwierzyć, gdy sędzia pokazał czerwoną kartke. Duma Katalonii w dalszym ciągu grała zachowawczo a cały mecz nie obfitował w wiele klarownych sytuacji bramkowych. Wreszcie w 77 minucie wprowadzony chwile wcześniej Afellay zdecydował się na solowy rajd, minął Marcelo, dośrodkował piłke w pole karne a Messi z bliskiej odległości pokonał Cassillasa. Trzy minuty przed końcem Messi otrzymał piłke blisko linii środkowej boiska i wykonał wspaniały rajd, mijając kilku piłkarzy Realu i w pełnym biegu prawą nogą posłał piłke obok bezradnego golkipera rywali. W ten sposób Blaugrana praktycznie zapewniła sobie awans do finału już po pierwszym meczu. Tak na marginesie to równo rok później Josep Guardiola ogłosił swoje odejście z klubu, pomimo prób przekonania go do pozostania.

Przeżyjmy to jeszcze raz:





@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
@Sysia11
@Visca_barca

11

Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:

Dokładnie 30 lat temu FC Barcelona pokonała FC Porto 3:0 w półfinałowym starciu Ligi Mistrzów i awansowała do finału. Na Camp Nou w starciu z Porto najlepszy był Stoiczkow, który oprócz strzelenia 2 goli wypracował wiele sytuacji kolegom i ośmieszył pilnującego go Aloisio. Christo zdecydowanie wygrał pojedynek wspaniałych bułgarskich napastników z reprezentującym mistrzów Portugalii Emiłem Kostadinowem. Trzeci gol dla Blaugrany był autorstwa Koemana, który znów popisał się strzałem kpiącym z zasad fizyki. W tamtej edycji Ligi Mistrzów mecz półfinałowy był rozgrywany tylko jeden. Składy: FC Barcelona: Zubizarreta, Ferrer, Guardiola, Koeman, Nadal, Bakero, Sergi (Goikoetxea), Stoichkov, Amor, Romario, Begiristain (Ivan) FC Porto: Vitor Baia, Joao Pinto, Jorge Costa, Aloisio, Fernando Couto, Andre (Paulinho Santos), Secretario, Kostadinov,Folha(Semedo),Rui Felipe, Drulovič



@Visca_barca
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon

16

Jeden ze smutniejszych dni w historii Blaugrany:

Dokładnie 12 lat temu trener FC Barcelony Josep Guardiola na piątkowym treningu zakomunikował piłkarzom, że po zakończeniu obecnego sezonu nie przedłuży z klubem kontraktu – jako pierwsi dowiedzieli się o tym dziennikarze agencji Reuters obserwujący zajęcia. Popularny Pep prowadził pierwszy zespół Barcelony od czerwca 2008 roku. Z drużyną dwukrotnie triumfował w Lidze Mistrzów i tyle samo razy zdobył z nią Superpuchar Europy oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. Poprowadził zespół do trzech tytułów mistrza Hiszpanii i trzech Superpucharów Hiszpanii. Blaugrana pod jego wodzą ma w dorobku też dwa Puchary Króla.



@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz

7

@FCBparasiempre
26 kwietnia 1910 r. w Moskwie urodził się Wiktor Masłow, piłkarz, trener, wizjoner futbolu. Szarża Ajaksu Amsterdam do półfinału Ligi Mistrzów 2018/19 skradła serca kibiców. Młodzi piłkarze zaskoczyli doświadczonych kolegów, nie pozwalając im utrzymać się przy piłce – Real Madryt miał problem, aby wyjść z własnej połowy. Holendrzy stosowali intensywny pressing – element wymyślony przez Wiktora Masłowa, zapomnianego wizjonera futbolu. Walery Łobanow ski i Rinus Michels dali podwaliny współczesnej piłce nożnej. Ich wkład w grę został doceniony po latach. Mało kto pamięta jednak o protoplastach nowoczesnego futbolu, na których bazowali sami rewolucjoniści. Ludziach, takich jak Wiktor Masłow. ,,Zawsze zastanawiało mnie to, dlaczego nazywają go dziadkiem. Piłkarze, których prowadził, mogli być jego synami, ale nie wnukami. Myślę, że przydomek odnosił się raczej do jego sposobu bycia i wyglądu. Do słusznej postawy, łysej głowy, krzaczastych brwi, ale też do ogromnej mądrości, która go cechowała. Był uczciwym i dobrym człowiekiem”– wspominał po latach swojego byłego trenera Mychajło Koman. Masłow był otwarty dla graczy. Byli dla niego przede wszystkim ludźmi, dopiero później piłkarzami. Ufał im, a oni odpłacali mu tym samym. Był jednak kategoryczny w swoich sądach. Jeśli ktoś mu podpadł, nie miał szans na rehabilitację. W konflikcie znaczenia nie miała nawet klasa zawodnika. Przekonał się o tym Eduard Strielcow, gwiazdor prowadzonego przez Masłowa Torpedo Moskwa. W 1958 roku, po budzącym kontrowersje procesie, został skazany za gwałt. Trener się za nim nie wstawił, a piłkarz trafił do łagru na dwanaście lat. Podobne doświadczenia z Masłowem miał sam Łobanowski. Wiodący wówczas gracz Dynama Kijów miał odmówić wypicia toastu za sukces drużyny, czym podpadł trenerowi. Dalsze tarcia i napięcia pomiędzy oboma panami poskutkowały odejściem młodszego z nich. Łobanowski przeszedł do Czornomorca Odessa. Masłow był uznanym zawodnikiem. Stanowił o sile przedwojennego Torpedo. Był jedną z gwiazd nowo powstałej ligi radzieckiej. Po zakończeniu kariery, jeszcze w trakcie II wojny światowej, został pierwszym trenerem zespołu. W Moskwie czuł się doskonale. To tutaj się urodził i wychował. To tutaj osiągał też pierwsze sukcesy. Jako szkoleniowiec dwukrotnie został wicemistrzem Związku Radzieckiego. W latach sześćdziesiątych przyszedł jednak czas na zmiany. Po krótkiej przygodzie w Rostowie nad Donem trafił do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej. Dzięki umiejętnemu poruszaniu się po politycznych salonach szybko złapał wspólny język z Wołodymyrem Szczerbyckim. To ówczesny przewodniczący komitetu centralnego ściągnął go do Kijowa. W 1964 roku Masłow trafił na Ukrainę, rozpoczynając najważniejszy etap swojego życia. Miał 54 lata i głowę pełną pomysłów. W ich realizacji pomagał mu... Szczerbycki. Dzięki koneksjom ukraińskiego działacza do Kijowa zaczęli trafiać najlepsi piłkarze z całej republiki. Kusiły ich mieszkania i profity oferowane przez partię. Choć Masłow był ściśle powiązany z kastą rządzącą, potrafił zachować niezależność. Jedną z kijowskich legend przytoczył Jonathan Wilson w książce "Odwrócona piramida". W przerwie meczu do szatni Dynama miał wejść jeden z aparatczyków, chcąc przekazać swoje niezadowolenie z boiskowej postawy zespołu. Masłow miał wyprosić go z szatni, twierdząc, że następnego dnia ma spotkanie z jego szefem i to z nim wyjaśni wszystkie kwestie. "Dziadek" był bowiem dobrym trenerem. Przed każdym spotkaniem krótko instruował graczy, zachęcając ich niczym nadinspektor komisarza Rybę w "Kilerze". – Macie być silni jak lwy, szybcy jak jelenie i zwinni jak pantery – zwykł wołać. Choć plastyczna motywacja przynosiła efekty, za wyniki odpowiadała przede wszystkim taktyka. Masłow widział, w jaką stronę podąża futbol. Coraz więcej zespołów odchodziło od archaicznej formacji WM (3-2-5) wymyślonej przez Herberta Chapmana. Przykładami dla trenera Dynama były węgierska "Złota Jedenastka" oraz mistrzowska Brazylia z 1958 i 1962 roku. Te grały już w systemie 4-2-4, korzystając z czterech obrońców. Masłow postanowił pójść krok dalej. Zdecydował się wycofać wysoko ustawionych skrzydłowych, przesuwając ich do linii pomocy.

Jako jeden z pierwszych zastosował ustawienie 4-4-2. Zmianę formacji dotkliwie odczuł wspomniany wcześniej Łobanowski. Powodem jego odejścia z zespołu nie był wyłącznie konflikt personalny. Dynamo grało bez bocznych atakujących, więc lewoskrzydłowy nie był już potrzebny drużynie Masłowa. Kluczową rolę w zespole przejął rozgrywający. To wokół niego budowano cały zespół. Wszyscy zawodnicy na boisku poruszali się tak, jak chciał tego środkowy pomocnik. By to osiągnąć, gracz na tej pozycji musiał otrzymać pełnię swobody. Oznaczało to więcej pracy dla jego kolegów. Odejście od szerokich ataków na rzecz centralnego rozgrywającego zmusiło Masłowa do kolejnej korekty. Postanowił zrezygnować z używanego dotychczas krycia indywidualnego, zastępując je strefą. Oznaczało to, że piłkarz nie biegał już za wyznaczonym mu rywalem. Asekurował przypisaną mu przestrzeń. Takie rozwiązanie pozwoliło Dynamu na innowacyjną wówczas wymienność pozycji. Obrońca mógł podłączyć się do ataku, wiedząc, że w jego strefę wejdzie inny gracz. Drużyna nie traciła na defensywie, zyskując w ofensywie. Przeciwnik korzystający z krycia indywidualnego mógł być zdziwiony faktem, że atakowany jest przez jednego z obrońców, gdy napastnik stoi przy linii środkowej. Zmiana systemu bronienia otworzyła kolejną szufladkę w głowie Masłowa. Skoro piłkarze nie są przywiązani do wyznaczonego zawodnika, to dlaczego nie mogliby kolektywnie zaatakować newralgicznych stref rywala. Formację 4-4-2 przemodelował tak, by ta przypominała bardziej 4-1-3-2. Nietypową pozycję tuż przed linią obrony zajął Wasyl Turianczuk. Jak pisał Wilson stał się tym samym jednym z pierwszych defensywnych pomocników w historii. Jego zadaniem było bowiem aktywne odbieranie piłki od przeciwnika. Turianczuk miał atakować przeciwnika, nie bacząc, w jakiej ten znajduje się strefie. Swoimi ruchami miał dawać sygnały całej drużynie, by ta dołączała do jego prób. Dynamo Kijów połowy lat sześćdziesiątych jako jeden z pierwszych zespołów na świecie zaczęło korzystać z pressingu. Taka gra nie spodobała się moskiewskiej prasie. Ta miała skrytykować styl gry Masłowa słowami – "Nie chcemy takiej piłki". Gracze Dynama atakowali bowiem kolektywnie, utrudniając grę rywalowi. Efekty były doskonałe. Dzięki obronie strefowej i pressingowi Dynamo było bardzo trudnym przeciwnikiem. Rywale nie mogli poradzić sobie ze skomasowanymi atakami, często oddając pole gry. Drużyna Masłowa zaczęła tracić coraz mniej bramek. By grać w tak aktywny sposób gracze Dynama musieli być znakomicie przygotowani fizycznie. Motoryka to kolejny element, na który Masłow kładł ogromny nacisk. ,,Był pierwszym trenerem Dynama, który dbał o przygotowanie piłkarzy. Nie Łobanowski, jak zwykło się mówić, a Masłow zmienił podejście do tego tematu– mówił Wołodymyr Muntian. Robił jednak wszystko to, co uważał za słuszne. Łobanowski do przygotowań wprowadził za to badania naukowe”– dodał. Choć Masłow był twórcą wielkiego Dynama, komunistyczne władze nie uszanowały jego dorobku. Gorsze wyniki z sezonu 1969/70 przekreśliły piękną kartę, którą zapisał w zespole z Kijowa. Przed meczem z CSKA do delegacji zespołu dołączył jeden z działaczy partyjnych. Tuż przed spotkaniem, na zebraniu w Hotelu Rosja, ogłosił drużynie, że Masłow nie jest już trenerem zespołu. Szkoleniowiec nie poprowadził Dynama w meczu z CSKA. Cały mecz obejrzał z trybun, po czym po prostu został w Moskwie. W latach siedemdziesiątych prowadził jeszcze jego ukochane Torpedo i ormiański Ararat Erywań, ale nigdy nie powtórzył już osiągnięć z Dynama. Zmarł 11 maja 1977 roku, pozostawiając schedę, z której czerpali najwięksi. Nie tylko pracujący z nim Łobanowski, ale także Rinus Michels. Masłow dał bowiem podwaliny futbolowi totalnemu stosowanemu przez Ajax nie tylko w latach siedemdziesiątych ale i obecnie.


7

1

@Ogorinho1974 A wiesz że nawet nie mam zielonego pojęcia! Musiałbym gdzieś grzebać w internecie bo w żadnej książce o Barcuni nie natknąłem się jeszcze na to. Chociaż zaraz, to jest PZP? No akurat mam taką książke o tym pucharze gdzieś(?) ale nie wiem czy jest to uwzględnione akurat. Jak znajde to napewno dam ci znać.

11

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

26 kwietnia 1920 r. urodził się Stanisław Baran, pomocnik/boczny obrońca. Był w kadrze na mistrzostwa świata w 1938 roku, zagrał w drużynie narodowej w słynnym meczu z Węgrami w ostatnią przedwojenną niedziele. Najlepsze piłkarskie lata zabrała mu niemiecka okupacja ale potem zdążył jeszcze zostać legendą ŁKS, z którym zdobył mistrzostwo kraju. Jest jednym z trzech piłkarzy(obok Szczepaniaka i Jabłońskiego), którzy wystąpili w ostatnim przed wojną i pierwszym po wojnie meczu reprezentacji Polski, lecz przecież nie to czyni go zawodnikiem wyjątkowym. Stanisław Baran doskonale wiedział czego od sportu chce i był w stanie temu wiele poświęcić. Podejmował trudne, często dramatyczne decyzje a jednak na koniec życia miał prawo powiedzieć że warto było się męczyć i ryzykować. ,,Jest jedną z legend naszego klubu. Zasłużył sobie na wielki szacunek każdego kibica”- zapewnia Jacek Bogusiak, kustosz tradycji ŁKS. Baran pochodził z Podkarpacia, w piłke uczył się grać w Resovii ale gdy miał 17 lat ruszył w Polskę. ,,Mówiąc wprost: uciekł z domu, zresztą ze swoim o 2 lata starszym kolegą Tadeuszem Hogendorfem. Dojechali do stolicy i tam się zgłosili do Warszawianki. Musieli być nieźli bo szybko zapadła decyzja że warto ich zatrzymać w klubie”- opowiada Bogusiak. Warszawianka natomiast była już drużyną z elity. Stanisław zaczął w niej grać jako żółtodziób, razem z Hogendorfem, mając za kolegów byłych reprezentantów Polski: Sroczyńskiego, Jokscha, Kniołę, Smoczka a nade wszystko olimpijczyka z Berlina Henryka Martyne. Baran migiem zaistniał w nowej rzeczywistości. W ekstraklasie debiutował 24 kwietnia 1938 a już na początku czerwca był z reprezentacją Polski na mistrzostwach świata we Francji! Z Brazylią jednak nie zagrał ale zbierał cenne doświadczenie. Natomiast pierwsze minuty w kadrze zaliczył jako 19-latek w ostatnim przedwojennym meczu z Węgrami w Warszawie. Cenił go kapitan związkowy Józef Kałuża. Mocno zachwalał też trener Alex James., były reprezentant Szkocji i wieloletni zawodnik Arsenalu, zaproszony przez polską federacje do pomocy w tworzeniu nowej drużyny narodowej. Prowadził treningi ale też jeździł po Polsce i wypatrywał piłkarzy, których warto sprawdzić w kadrze. Miał skale porównawczą. Wprawdzie nazwisko Barana w notesie Kałuży pojawiło się już wcześniej, to jednak Szkot podobno przy każdej okazji zachwalał walory prawoskrzydłowego Warszawianki. Do tego przekonania doszedł podczas zajęć z reprezentantami. Encyklopedia Piłkarska Fuji donosi iż ,,James był zachwycony fenomenalną koordynacją ruchową młodego gracza, co zapewne było następstwem jego ogólnej sprawności fizycznej bo uprawiał wiele konkurencji lekkoatletycznych”. To miał być człowiek, który bez wątpienia za chwile będzie kluczową postacią reprezentacji. Wszystkie prognozy brutalnie przekreśliła wojna. Pan Stanisław stracił najlepsze piłkarskie lata. Po wojnie Barana wywiało nad morze, zresztą znowu w towarzystwie Hogendorfa. Zaczeli grać w Baltii Gdańsk, poprzedniczce dzisiejszej Lechii ale najwyraźniej ŁKS był im pisany. Do Łodzi sprowadził ich Lucjan Zapędowski, nieformalny sponsor ŁKS, który robił wszystko by skompletować silną piłkarską ekipe. Zapędowski załatwił im prace w elektrowni, zadbał by mieli co jeść i mogli grać w piłke. Więc oni grali i robili to coraz lepiej, tak jakby nie zauważali że zbliżają się do trzydziestki. Encyklopedia Piłkarska wytypowała Barana do najlepszej drużyny złożonej z polskich piłkarzy za lata 1945-52. W ŁKS był kimś więcej niż zwykłym zawodnikiem podstawowej jedenastki. Dla młodych stawał się autorytetem z ciekawą także przedwojenną przeszłością. ,,Panowie – kapelusze z głów! Tak grają Rycerze Wiosny”- pisał ,,Przegląd Sportowy”, gdy w kwietniu 1957 ŁKS w drugiej ligowej kolejce wygrał w Zabrzu z Górnikiem 5:1! a przecież przegrywał w 30 minucie 0:1, na dodatek od tego momentu musiał grać w 10-tke bo kontuzji doznał jeden z zawodników a przepisy nie pozwalały na wprowadzenie gracza rezerwowego. Nie miało to jednak żadnego znaczenia a wręcz natchnęło gości do kosmicznej gry. ,,ŁKS dokonał w Zabrzu naprawdę huzarskiej sztuki”- napisał w relacji ,,PS”. To był kapitalny mecz ełkaesiaków, najlepsza godzina w dziejach klubu. ,,Tak grająca drużyna mogłaby się pokazać na każdym boisku świata”- komplementował zwycięzców węgierski trener gospodarzy Zoltan Opata. Właśnie wtedy pojawił się ,,rycerski” przydomek, który już na zawsze przylgnął do łódzkiej drużyny. Najbardziej zapracował na niego Baran, który wtedy miał… 37 lat! Wcześniej bywał już ustawiany bliżej swojej bramki ale w nowym sezonie trener Król przywrócił go do formacji ofensywnej. A Baran grał tak, jakby znowu się narodził. Po zabrzańskim boisku hasał niczym młodzieniaszek. W takim meczu strzelił 4 gole! ,,Mecz w Zabrzu był pięknym benefisem strzeleckim pana Stanisława, jedynego ligowca, który grał jeszcze w przedwojennych mistrzostwach. Baran był żywym przykładem dla młodych piłkarzy, jak należy grać i jak należy strzelać”- zachwycał się ,,Przegląd Sportowy”. ,,Kilka dni później w Łodzi odbył się prestiżowy, towarzyski mecz z mistrzem Austrii Rapidem Wiedeń. ŁKS wygrał 2:1 a Baran zdobył zwycięskiego gola. Miał swój wielki czas, kibice najchętniej nosiliby go na rękach”- opowiada Bogusiak. Stanisław Baran był w świetnej formie a skoro tak dobrze mu szło, to otwarcie deklarował gotowość powrotu do reprezentacji. Ostatni raz zagrał w niej w 1950, zresztą tak jak zaczął czyli znowu z Węgrami. W przeciwieństwie do przedwojennego zwycięstwa tym razem świetna ekipa Madziarów z kapitanem Puskasem przećwiczyła Polaków na stadionie Wojska Polskiego(5:2). W Warszawie Baran zagrał tylko w pierwszej połowie, po przerwie zastąpił go dobry znajomy Marian Łącz. No i po 7 latach 37-letni weteran znowu zgłaszał akces do kadry. ,,Byłoby to dla mnie duże wyróżnienie, gdyby władze naszego piłkarstwa, nie mając nikogo lepszego, pozwoliły mi jeszcze przywdziać koszulke z Białym Orłem. Nie ukrywam iż przyjął bym to wyróżnienie z największą radością. Ze swej strony dołożyłbym wszelkich starań aby godnie wypełnić ten wielki obowiązek”- deklarował na łamach ,,PS”. Jednak nic z tego, powołania nie dostał. Jego reprezentacyjny licznik zablokował się na 9 występach, każdy z nich był grą towarzyską. Za to w lidze ciągle potrafił błyszczeć. Porównywano go do Stanleya Matthewsa. Słynny w tamtych czasach reprezentant Anglii, również prawoskrzydłowy był od Polaka 5 lat starszy i ciągle wyczynowo grał w piłke. Pan Stanisław deklarował że boiskową długowiecznością postara się dotrzymać mu kroku ale tego ambitnego zadania nie zdołał wykonać. Piłkarska emerytura oznaczała płynne przejście do innych zajęć. Zresztą już jako zawodnik zajmował się pracą trenerską gdzie prowadził m.in. Włókniarza Pabianice. Stanisław Baran trafił do wielkiej historii ŁKS a potem do końca życia był jego wiernym kibicem. Zmarł w wieku 73 lat, został pochowany na łódzkim Starym Cmentarzu. Dla kibiców ŁKS stał się jednym z najważniejszych symboli sportowej świetności ukochanego klubu.



@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz

Media

Sonda

Kto wygra mistrzostwo świata?