0

@FcPortoFan1999 Akurat klątwe to rzucił ,,Zibi"......:)

12

Panie i Panowie, 82 lat kończy dziś Antoni Piechniczek! Panie Antoni, zdrowia szczęścia i słodyczy cała sportowa Polska panu życzy.

"Brałem dwa razy udział w mistrzostwach świata, byłem na igrzyskach olimpijskich z reprezentacją Tunezji, pracowałem na trzech kontynentach. To była fantastyczna przygoda” – powiedział były trener polskich piłkarzy Antoni Piechniczek. Piechniczek dwukrotnie wprowadził polską reprezentację do mundialu a w 1982 w Hiszpanii zajął z nią trzecie miejsce. „Gdybym powiedział, że nie mam satysfakcji, byłoby to bluźnierstwo. Zjeździłem świat, pięć razy grałem w eliminacjach MŚ. Czego można żądać więcej?”– dodał Piechniczek, który pracował też z reprezentacjami Tunezji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Przyznał, że podobnie jak polscy piłkarze, wiedział, czym dla kibiców( także w sensie pozasportowym) były sukcesy kadry w latach 80-tych. „Kiedy jechaliśmy na MŚ w Hiszpanii, wiedząc w jakim stanie wyjeżdżamy z kraju (trwał stan wojenny), chcieliśmy kibicom, a także, jeśli tak można powiedzieć – narodowi – zafundować fantastyczny serial, składający się z siedmiu meczów. By to zrealizować, trzeba było się dostać do strefy medalowej. I to się nam udało. Satysfakcję mam olbrzymią”- stwierdził Piechniczek, który biało-czerwonych poprowadził w sumie w 11 spotkaniach podczas finałów MŚ. „Tym nie może się(jak na razie) poszczycić żaden polski trener”- podkreślił Piechniczek, który po zakończeniu pracy trenera był m.in. wiceprezesem PZPN. W latach 2007-2011 zasiadał w Senacie RP. Łącznie pod jego kierunkiem biało-czerwoni rozegrali 74 spotkania, 26 wygrywając, 21 remisując i 27 przegrywając. Od wielu lat mieszka w Wiśle.


@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Visca_barca

11

Duma Katalonii w Pucharze Mistrzów:

3 maja 1961 r. Barça po raz pierwszy w historii awansowała do finału Pucharu Mistrzów. Stało się to dzięki zwycięstwu w trzecim, dodatkowym spotkaniu z HSV Hamburg. Po zwycięskich dwumeczach z Koninklijke Lierse, Realem Madryt oraz Hradec Kralove na drodze do finału w Bernie stanęli mistrzowie Niemiec. Blaugrana wygrała w pierwszym spotkaniu u siebie 1:0 po golu Evaristo ale w rewanżu przegrywała 0:2 i dopiero trafienie Sandora Kocsisa w ostatniej minucie doprowadziło do wyrównania stanu rywalizacji. W tamtych czasach nie obowiązywała zasada iż gole na wyjeździe liczą się podwójnie. O awansie miał rozstrzygnąć dodatkowy pojedynek na Brukselskim Heysel(brak rozstrzygnięcia mógł skutkować rzutem monetą). Jednak Duma Katalonii wygrała 1:0 po golu Evaristo i awansowała do finału, w którym przegrała niestety ze słynną Benficą, o czym napisze w rocznice tegoż finału.



@Visca_barca
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@Arkon
@AssisMoreira

8

Blaugrana w Copa del Rey:

3 maja 1925 r. FC Barcelona pokonała w Saragossie Atletico Madryt 2:1 w ramach półfinału Pucharu Króla. To był trzeci dodatkowy mecz, który wyłonił finaliste Copa del Rey. Barça miała szczęście ponieważ w pierwszym meczu wygrała tylko 3:2 a w rewanżu przegrała 2:1, jednak wówczas nie brano pod uwagę goli strzelonych na wyjeździe i w efekcie doszło do trzeciego starcia. Gole dla Blaugrany strzelili Arnau oraz Sagi Barba.

@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

10

Pamiętajmy!

2 maja 1979 r. Polska pokonała Holandie na ,,Śląskim” 2:0 w eliminacjach do mistrzostw Europy. ,,Nie pomogły Johany, zwiędły tulipany"– śpiewali kibice na Stadionie Śląskim, gdy Zbigniew Boniek i Włodzimierz Mazur strzelali gole a Polska pokonywała wielką Holandię, ówczesnych wicemistrzów świata. Niecałe cztery lata wcześniej reprezentacja Polski rozegrała prawdopodobnie najlepszy mecz w historii. 10 września 1975 roku na Stadion Śląski zawitali wicemistrzowie świata Holendrzy i... dostali prawdziwą lekcję futbolu od biało-czerwonych, którzy wygrali 4:1. Także i tym razem Oranje przyjechali do Chorzowa w roli drugiej drużyny na świecie i... kolejny raz musieli uznać wyższość Polaków. Skończyło się wynikiem 2:0. Co ciekawe, Holandia trzeci raz gościła w słynnym „Kotle czarownic” i poniosła trzecią porażkę.



@Visca_barca
@Symson
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon

1

@BabyGang Zgadza się, jak dotąd tylko on z Hiszpanów.

16

Grande Espectacolo el Clasico!

2 maja 2009 r. FC Barcelona rozgromiła na Santiago Bernabeu Real Madrid 2:6(!) w ramach 34 kolejki Primera Division. Tydzień wcześniej podopieczni Guardioli zremisowali 2:2 z CF Valencią i gdy w 14 minucie starcia w Madrycie Gonzalo Higuain wyprowadził ,,Królewskich” na prowadzenie, realizator transmisji pokazał wirtualną tabele z zaledwie jednopunktową stratą Realu na 4 kolejki przed końcem. Już po czterech minutach padł jednak gol wyrównujący autorstwa Henry’ego a przed przerwą Barça prowadziła już różnicą dwóch goli. Najpierw po rzucie wolnym skuteczną główką popisał się Carles Puyol a następnie Ikerowi Casillasowi nie dał szans Lionel Messi. Drugą połowe ponownie dobrze zaczął Real za sprawą gola Sergio Ramosa, lecz Blaugrana ponownie zdobyła 3 gole(Henry’ego, Messiego i Pique) i odniosła historyczne zwycięstwo w ,,jaskini lwa”, praktycznie zapewniając sobie odzyskanie po 3 latach mistrzostwa Hiszpanii. Wynik mógł być jeszcze bardziej okazały, lecz sędzia w końcówce nie podyktował karnego po faulu na Inieście, chcąc najwyraźniej oszczędzić gospodarzy. ,,Barça zademonstrowała na Bernabeu różnice pomiędzy tymi dwoma drużynami”- podsumowało ,,El Mundo Deportivo”. Ja osobiście byłem w szoku, ale takim radosnym szoku, gdy na drugi dzień rano zobaczyłem wynik w telegazecie. Do internetu miałem wówczas bardzo ograniczony dostęp. Co prawda miałem Cyfrowy Polsat ale prawa do La Liga miał wtedy Canal+ ale za to Polsat Sport prezentował powtórki, więc byłem wniebowzięty bo przy okazji nagrałem powtórke tego spektakularnego wyczynu na płyte dvd. Pamiątka bezcenna a komentował Mateusz Borek.

Składy epokowego triumfu:

Real Madryt: Iker Casillas; Sergio Ramos (Van der Vaart, m.71), Cannavaro, Metzelder, Heinze; 'Lass' Diarra, Gago, Marcelo (Huntelaar, m.59), Robben (Javi García, m.78); Higuaín, Raúl.

FC Barcelona: Víctor Valdés; Dani Alves, Piqué, Puyol, Abidal; Touré (Busquets, m.84), Xavi, Iniesta (Bojan, m.84); Messi, Henry (Keita, m.60), Eto'o.

Grande partidazo:




@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
@Sysia11
@Visca_barca

11

Kolejny triumf w Copa del Rey:

2 maja 1920 r. FC Barcelona pokonuje w finale w Gijon, Athletic Bilbao 2:0 i sięga po raz czwarty w historii po Puchar Hiszpanii. Gole dla Barçy strzelili Vicente Martinez oraz Paulino Alcantara. Cules celebrowali ten tytuł jak nigdy wcześniej. Na stacji kolejowej Nord zgotowali jedno z największych powitań piłkarzy w historii. Szacuje się że na stacje przyszło około 6 tysięcy ludzi. Wśród nich zwracała uwagę obecność władz miasta z radnym Degolladą na czele, który przybył w imieniu burmistrza Antoniego Martineza i Domingo, członka Ligi Regionalistycznej. Oto historyczny skład z tego finału: Zamora, Coma, Galicia, Torralba, Sancho, Samitier, Vinyals, Sesúmaga, Martínez, Alcántara, Plaza.



@Visca_barca
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon

13

Wybitne legendy hiszpańskiego futbolu:

2 maja 1935 r. urodził się Luis Suarez Miramontes, jeden z najwybitniejszych snajperów w historii hiszpańskiego futbolu. Wielka legenda Blaugrany, z którą dwukrotnie wygrał La Lige oraz dwukrotnie Puchar Miast Targowych. Jak dotąd jest jedynym Hiszpanem, który został nagrodzony Złotą Piłką France Football. Dziękujemy panie Luisie za wszystko co uczyniłeś Blaugranie. My cules nigdy o tobie nie zapomnimy.

https://dumakatalonii.pl/luis-suarez-miramontes/


@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

8

Pamiętamy!

1 maja 1977 r. Polska pokonała Danię 1:2 na wyjeździe w eliminacjach mistrzostw Europy. Przed odlotem do Kopenhagi trener Jacek Gmoch powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że postara się sprawić prezent klasie robotniczej z okazji Święta Pracy. Obietnicę spełnił. 1 maja 1977 roku biało-czerwoni odnieśli na wyjeździe efektowne zwycięstwo, a jego ojcem był Włodzimierz Lubański. Niewiele brakowało zresztą, by nie pojawił się na boisku, bo wówczas kluby nie miały obowiązku zwalniania zawodników na spotkania reprezentacji. Włodarze Lokeren, w którym grał, najpierw nie chcieli go puścić na mecz, ale ponieważ zależało im na przedłużeniu kończącego się kontraktu, ulegli jego namowom. Partia była dumna z piłkarzy. Pierwszy sekretarz KC PZPR Edward Gierek przesłał depeszę gratulacyjną na ręce kapitana Kazimierza Deyny. ,,Kolejny wspaniały sukces polskiego piłkarstwa! Proszę państwa, jakież spokojne lato przed naszą reprezentacją… Zwycięstwa, same zwycięstwa, a przecież eliminacje się jeszcze nie skończyły. Zwycięstwo z trudnym przeciwnikiem w Porto z Portugalią i tu w Danii na Idrætsparken, gdzie mimo wszystko faworytami byli gospodarze naszpikowani tymi różnymi zawodowcami grającymi na zachodzie Europy. Ale reprezentacja Polski jeszcze raz udowodniła wysoką dyscyplinę taktyczną, świetną grę w środku pola, wykorzystała bezbłędnie prawie wszystkie szanse, no a Włodzimierz Lubański swój 70. występ w reprezentacji ukoronował wspaniałymi dwiema bramkami.”- tak oto komentował nieodżałowany JAN CISZEWSKI.



@Visca_barca
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Arkon

0

@FcPortoFan1999 A to jeśli Polsat Sport to całkowicie zmienia postać rzeczy, gdyż najzwyczajniej w świecie nie było mnie stać na płatną telewizje...

0

@FcPortoFan1999 Na otwartym Polsacie? No to ciekawe bo jakoś sobie nie prezypominam?

0

@etobzyk No ja akurat nie pamiętam, zwłaszcza że wówczas jeszcze nie zakochałem się w Barcuni. Skoro pamiętasz to El Clasico to powiedz mi na jakim programie było transmitowane?

8

(Nie)zapomniane El Clasico:

1 maja 2002 r. FC Barcelona zremisowała na Santiago Bernabeu z Realem Madryt 1:1 w rewanżowym meczu półfinału Ligi Mistrzów. Nie było niespodzianki w Madrycie. Real zremisował z Barceloną 1:1 i awansował do finału Ligi Mistrzów. Atmosfera przed półfinałowym spotkaniem Ligi Mistrzów pomiędzy Realem i Barcą była wyjątkowo gorąca. Prezydent katalońskiego klubu lekceważąco wypowiadał się o mistrzowskiej drużynie królewskich z lat pięćdziesiątych, która pięć razy zdobywała Puchar Europy. Waga tych oskarżeń zmalała po zamachach bombowych w Madrycie, w których lekko rannych zostało 17 osób. Rozważano nawet przełożenie meczu, ale po konsultacjach z policją UEFA dała piłkarzom zielone światło. ,,Na początku trochę się bałem, ale teraz wszystko się uspokoiło” - mówił przed meczem jeden z kibiców Realu. -,,Nie mógłbym zresztą przepuścić takiego wydarzenia”. Mecz jednak wielkim wydarzeniem nie był. W pierwszej połowie był niemalże wierną kopią pojedynku sprzed tygodnia. Barça, która żeby awansować, musiała strzelić trzy gole, atakowała a Real spokojnie się bronił. Najlepszą okazję Katalończycy stworzyli dość przypadkowo. Fabio Rochemback strzelił silnie z 20 metrów, tor lotu piłki zmienił jeszcze Cocu, ale nie na tyle by wpadła do siatki. Po odbiciu od słupka próbowali dopaść do niej Patrick Kluivert i Cesar. Holender nieumyślnie rozorał korkami twarz bramkarza Realu, który jednak grał do końca meczu. Pod koniec pierwszej połowy obrońcy Blaugrany stracili piłkę pod polem karnym. Raul przymierzył i zza pola karnego strzelił nie do obrony w okienko bramki Bonano. Wprawdzie tuż po przerwie po samobójczym strzale Ivana Helguery był remis ale więcej goli już nie padło. Piłkarze FC Barcelony zagrali ambitnie ale w finale(o dziewiąty puchar Europy w historii)- zagrał Real.

Składy:

Real: Cesar - Salgado, Hierro, Helguera, Roberto Carlos - Makelele, Zidane (46. Flavio Conceicao), Figo (68. McManaman), Solari - Raul, Guti (87. Pavon)

FC Barcelona: Bonano - Puyol, de Boer, Abelardo, Coco (46. Overmars) - Xavi, Rochemback (67. Geovanni), Cocu (75. Sergi), Luis Enrique - Kluivert, Saviola




@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Visca_barca

1

@Visca_barca Dla mnie osobiście najlepsza Brazylia na mundialu to ta z Chile z 1962 r. , zwłaszcza że niemal w pojedynke(Pele doznał kontuzji) Garrincha doprowadził Brazylie do złota a wielkich gwiazd w ekipie Canarinhos nie brakowało...

0

@MOLESTA No to gratuluje wiedzy piłkarskiej...

9

Premierowe trafienie ,,La Pulgi”:

1 maja 2005 r. Leo Messi strzelił swojego pierwszego gola w La Liga. Niespełna 18-letni wówczas Argentyńczyk pojawił się na boisku w 87 minucie meczu z Albacete. Po dwóch minutach otrzymał świetne podanie od Ronaldinho i przelobował bramkarza lecz sędzia boczny zasygnalizował spalonego. Jak wykazały powtórki, niesłusznie. Zaledwie 60 sekund później Ronaldinho ponownie wspaniale podał piłke za plecy obrońców i Messi strzelił niemal identycznego gola, tym razem uznanego przez arbitra. Dokładnie 1 maja 2005 roku w meczu z Albacete Balompie Messi zdobył swoją pierwszą bramkę w La Liga. Miał wtedy 17 lat i 311 dni, co uczyniło go najmłodszym strzelcem ligowego gola dla klubu. Prawie trzynaście lat później Argentyńczyk ma na swoim koncie 365 trafień więcej. Dotychczas najskuteczniejszym w klasyfikacji strzelców w pięciu najsilniejszych ligach był Gerd Mueller, ale w starciu z Realem, 30-latek przebił legendarnego Niemca.

Tylko spójrzcie:



@Visca_barca
@Sysia11
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@Arkon

11

Pierwsze trofeum pod egidą UEFA:

1 maja 1958 r. FC Barcelona zdobyła pierwsze prestiżowe trofeum w Europie a mianowicie Puchar Miast Targowych(późniejszy Puchar UEFA). Zwycięzcy trzyzespołowych grup utworzyli pary półfinałowe. W jednym z półfinałów ,,Duma Katalonii’’ stoczyła niezwykle zażarty dwumecz z Birmingham City. Barça przegrała w Anglii 4:3, wygrała u siebie 1:0(po golu Kubali w końcówce) a w dodatkowym spotkaniu pokonała anglików 2:1. W finale rywalem była reprezentacja Londynu. Blaugrana w pierwszym meczu zremisowała na wyjeździe 2:2 a w rewanżu rozgromiła rywali 6:0! Po dwa gole zdobyli Luis Suarez oraz Evaristo a po jednym trafieniu dołożyli Eulogio Martinez i Verges.


@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Visca_barca

7

Spektakularny wyczyn Martineza:

1 maja 1957 r. jedna z legend Barçy, znakomity paragwajski napastnik Eulogio Martinez ,,huknął’’ 7 goli w jednym meczu(!) i to 5 pod rząd w pierwszej połowie! Wydarzyło się to w meczu 1/8 Pucharu Króla z Atletico Madryt, wygranym aż 8:1(!), co jest jednym z najwyższych wyników FC Barcelony w tych rozgrywkach. Wyczyn Martineza jest wprost niebywały a przecież w tym meczu grał również genialny Kubala, który strzelił zaledwie jednego gola.


@Visca_barca
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@AssisMoreira

8

Premierowe starcie Blaugrany:

1 maja 1904 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w swojej historii międzynarodowy mecz. Przeciwnikiem był francuski ESTADE OLYMPIQUE DE TOULOUSE. Oczywiście był to mecz towarzyski, rozgrywany w Tuluzie, który Barça wygrała 3:2, po golach Steinberga, Lassaleta i legendarnego Romy Fornsa.


@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Visca_barca

9

Barça w La Liga:

30 kwietnia 2017 r. FC Barcelona pokonuje RCD Espanyol na Estadio Cornella-El Prat w derbach Barcelony 0:3 w 35 kolejce Primera Division. Gole strzelili: Luis Suare(2) oraz Ivan Rakitič. To zwycięstwo umocniło Blaugrane na drugiej pozycji w tabeli i na tejże pozycji Barça zakończyła sezon ligowy ze stratą 3 punktów do Realu Madrid.


@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon

0

@KyngPyng Ter Stegen? Valdes? Nigdy w życiu! Zdecydowanie najlepszy w historii to Ricardo Zamora!

7

Po prostu El Clasico!

30 kwietnia 1988 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madrid 2:0 po golach Carrasco(już w pierwszej minucie) oraz Linekera(70 minuta) w 35 kolejce Primera Division. Niestety Blaugrana uplasowała się w rozgrywkach ligowych dopiero na 6 pozycji w tabeli. Blaugrane prowadził wówczas Luis Aragoñes a w następnym sezonie Barçe poprowadził już sam Johan Cruijff. Składy obu drużyn:

FC Barcelona: Zubizarreta, Gerardo, Migueli, Alexanko, Julio Alberto, Victor (Urbano), Roberto Fernandez, Schuster, Caldere, Carrasco, Lineker

Real Madrid: Buyo, Maqueda, Tendillo, Sanchis, Camacho, Gallego, Gordillo, Michel, Martin Vazquez, Aldana, H. Sanchez



@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

11

Zapomniane El Clasico:

30 kwietnia 1976 r. FC Barcelona pokonuje Real Madrid na Santiago Bernabeu 0:2 na dwie kolejki przed końcem rozgrywek Primera Division po golach Rexacha i Heredii. W końcowym rozrachunku to zwycięstwo pozwoliło zająć tylko drugie miejsce w tabeli za Realem Madrid.



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon

2

@PatrykBarca Nasz bramkarz jest jednym wielkim chodzącym paradoksem. Najlepszy bramkarz świata z babolami od czasu do czasu...

0

@Mixtape Obawiam się że wyjaśnił to tylko wczoraj i to grając w przewadze z bardzo przeciętną drużyną, przed sezonem typowaną do spadku...

8

Feliz cumpleaños panie Marcu! Dzisiaj swoje 32 urodziny obchodzi Marc Andre Ter Stegen, dobrze znany i lubiany bramkarz FC Barcelony.

@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

9

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

29 kwietnia 1903 r. w Moskwie urodził się Jerzy Bułanow. Pierwszym piłkarzem spoza Polski reprezentującym nasz kraj, który dodatkowo nie miał na początku z nią nic wspólnego, był człowiek urodzony w Imperium Rosyjskim. Jerzy Bułanow przebył długą drogę po to, żeby zostać kapitanem reprezentacji Polski. Zanim piłkarz urodzony w Moskwie trafił do Polski, grywał w lokalnych klubach. Niestety nie ma zbyt wielu informacji na temat jego przygody z nimi. Rodzina piłkarza wyemigrowała do Polski w obawie przed Bolszewikami. Sam zawodnik szybko dostosował się do warunków panujących w naszym kraju i na początku lat 20. XX wieku zadebiutował w Polskiej kadrze. Jego rodzina dostarczyła kilku dobrych piłkarzy, Jerzy miał trzech braci, którzy dobrze grali w piłkę i reprezentowali Polonię Warszawa. Gdy dostał się do kadry, nie miał nawet Polskiego obywatelstwa. Nikt jednak nie robił mu przez to problemów. Jerzy Bułanow swoją karierę w Polsce rozpoczął w nieistniejącej już Koronie Warszawa. Po dobrych meczach, które rozgrywał, dostał zaproszenie do Krakowa na mecz treningowo-kwalifikacyjny przed starciem z Rumunią. Na stadionie w Krakowie wypadł całkiem nieźle i znalazł się w drodze do Czerniowców. Musicie przyznać, że na pewno było to wielkie wydarzenie w życiu niespełna 19-letniego Rosjanina. Obawiano się, że na granicy może mieć problemy, ponieważ nie posiadał polskiego obywatelstwa. W rękę wciśnięto mu paszport Stefana Popieli, piłkarza Cracovii i tym o to sposobem przeszedł kontrolę. Świeżo upieczony reprezentant miał mieszane uczucia przy hymnie narodowym. Opowiadał, że czuł się dziwnie mały. Po raz pierwszy stał z orzełkiem na piersi, wysłuchując Mazurka Dąbrowskiego. Miał chwile, w których chciał wykrzyczeć „puśćcie mnie!” i uciec. Mecz zakończył się remisem a Bułanow całkiem dobrze sobie poradził. Na kolejne spotkanie w kadrze narodowej musiał czekać aż 6 lat! Sam Jerzy wspominał, że PZPN nie wiedział, że jest Rosjaninem i dlatego dostał powołanie. Ponoć przez to nieporozumienie nie był brany pod uwagę. Nie miało nawet znaczenia to, że był kluczowym piłkarzem Polonii Warszawa. Można powiedzieć, że stał się jej legendą. W drodze wyjaśnień należy zaznaczyć, że Jerzy Bułanow przez rodziców nazwany został Jurij. Dopiero po kilku latach w Polsce zmienił imię, żeby brzmieć bardziej swojsko. Mówił coraz lepiej w naszym ojczystym języku. Jego zainteresowaniem było dziennikarstwo. Lubił wcielać się w rolę reportera sportowego. Wydawał pismo, napisał również dwie książki. Zanim bohater tego tekstu ponownie zagrał w kadrze, wraz z Polonią sięgnął po wicemistrzostwo kraju. Po dobrych występach dostał propozycję z Wiednia, w którym miał grać na zasadzie profesjonalnego kontraktu. Wysłannicy z Austrii argumentowali, że w Polonii nic dobrego go nie czeka, a u nich będzie grał na odpowiednim poziomie i zarobi sporo pieniędzy. Jednak od zawsze twierdził, że sport kończy się tam, gdzie są pieniądze. Dzisiaj chyba już nikt na to nie zważa, jeśli tak jest, to rzadko. W obecnym futbolu bez pieniędzy nic nie można osiągnąć, ale fakt nie można porównywać czasów przed II wojną światową do dzisiejszego rozwoju, jedno jest pewne, piłka jest była i będzie.

Bułanow po powrocie okazał się ważnym ogniwem dla zespołu. Obrońca został kapitanem w drużynie prowadzonej przez Józefa Kałużę. W 1931 roku wyprowadził Polskę na stadionie w Brukseli już, jako najważniejszy zawodnik w zespole. Mimo przegranej Polacy zaimponowali 40-tysięcznej publiczności. W jego wspomnieniach możemy przeczytać, że przegrali z powodu słabej gry Kossoka czy Wypijewskiego, którzy grali całkowicie bez wyrazu. Po dwóch latach Polacy zagrali pierwszy mecz w historii z reprezentacją Niemiec. Broniąc się do ostatnich minut, Polacy ulegli w końcówce spotkania. Nim wybuchła wojna, w 1934 roku pożegnał się z reprezentacją. Przygotowywał się do meczu z Niemcami, który miał być jego 30-stym spotkaniem z orłem na piersi, lecz nagle został całkowicie usunięty z kadry. Bułanow skomentował to po latach poniższym zdaniem: ,,Zostałem wycofany z obiegu. Szmelc wyrzuca się do kosza. Czyż trzeba publicznie dać mi do zrozumienia, że już się zestarzałem, że tacy jak ja nie mają żadnej wartości dla reprezentacji? Zaprawdę nie wszystko było robione w myśl zasady fair play!”. W wieku 34 lat doznał ciężkiej kontuzji kolana, która zakończyła jego karierę. W sumie pewnie nie pograłby za długo, w czasie wojny mało kto uprawiał ten sport. W późniejszym okresie Rosjanie przepędzili go z Polski. Trafił do armii prowadzonej przez Władysława Andersa we Włoszech. Po zakończeniu wojny osiedlił się w Anglii a władzę PRL rozkazały wymazać Jerzego Bułanowa z wszelkich archiwów. Żeby w miarę godnie żyć, zajmował się różnymi rzeczami, od bycia trenerem po zajęcie się wcześniej wspomnianym dziennikarstwem. Przed tym wyemigrował do Buenos Aires, gdzie zmarł na zawał serca 17 marca 1980 roku.

@Visca_barca
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon

7

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

29 kwietnia 1950 r. urodził się Piotr Drzewiecki, obrońca. ,,Wychowałem się w Chorzowie-Batorym i chodziłem z synem Gerarda Cieślika do szkoły. Gdy jego słynny ojciec był trenerem w Lędzinach, zabierał nas samochodem na mecze”- opowiada pan Piotr. Przesiąkł legendą Cieślika, więc nie ma co się dziwić iż przez całą karierę grał tylko w jednym klubie, w Ruchu Chorzów, z którym 3 razy zdobywał mistrzostwo Polski. Po medalowym Mundialu w RFN mógł być następcą Adama Musiała w reprezentacji Polski ale lewy obrońca Niebieskich przegrał z kontuzjami. Pierwszej doznał gdy miał zaledwie 19 lat, 17 września 1969 r. w wyjazdowym meczu w ramach rozgrywek o Puchar Miast Targowych z Wiener Sport Club. Nawet dzisiaj dźwięk nazwiska Kaltenbrunner robi na nim złowieszcze wrażenie, choć przecież nie chodzi o nazistowskiego zbrodniarza skazanego w procesie norymberskim na kare śmierci. Günter Kaltenbrunner to austriacki piłkarz, który ostro władował się Drzewieckiemu w nogi podczas wiedeńskiego meczu. ,,Wszedłem na boisko po przerwie, tak samo jak Józef Jandula i od początku właśnie Józek ścinał się z tym Kalterbrunnerem. Twardo było, Jandula nie odpuszczał i Austriak, wysoki, mocny napastnik, koniecznie chciał się odegrać a że akurat ja znajdowałem się w pobliżu, sfaulował mnie. Nie wiem jakie miał zamiary ale skutek był taki że kompletnie rozwalił mi kolano.. W pierwszym, całkiem rozsądnym zamyśle Drzewiecki miał być operowany w Wiedniu. ,,Działacze Ruchu szybko przeliczyli że będzie to słono kosztować, więc zapadła decyzja o powrocie do Polski. Najpierw z Wiednia zabrali mnie do Krakowa a stamtąd samochodem do Bielska-Białej, prosto na stół operacyjny. Poskładali mi kolano ale czekała mnie długa rekonwalescencja. Na początku kariery wszystko pięknie się układało i nagle alarm. Niemal po każdym meczu noga była spuchnięta. Cały czas chodziłem na jakieś konsultacje lekarskie. Musiałem ciągle się pilnować żeby nie przeciążać kolana. Nauczyłem się z tym żyć bo alternatywą było zakończenie kariery. Noga puchła? Trudno. Zaciskałem zęby i grałem dalej, uważając żeby nie wydarzyło się coś gorszego niż obrzęk. Zawsze wiedziałem że będę grał w klubie z Cichej. Nie było innej opcji! Wychowałem się w Chorzowie-Batorym a to oczywiście matecznik Niebieskich. Po sąsiedzku mieszkali Wyrobek, Bula a Cieślik miał mieszkanie tylko 3 klatki dalej. Z jego synem chodziłem do podstawówki. Korzystałem na tym bo pan Gerard zabierał nas samochodem na mecze swojej drużyny, gdy został trenerem”- opowiada pan Piotr. Powrót do normalnego grania zabrał mu rok ale gorzej było z odzyskaniem wysokiej formy. Gdy przyszło grać co 3 dni, kolano nie wytrzymywało takiego obciążenia. Wreszcie w Ruchu pojawił się trener Vičan, który w 1969 r. po finałowym zwycięstwie nad FC Barceloną(3:2) zdobył ze Slovanem Puchar Zdobywców Pucharów. Nic dziwnego że w nowym polskim klubie miał wielki posłuch. Praca z nim była dużą przygodą bo potrafił dokręcić śrube piłkarzom. Nie wszyscy dobrze to znosili. Młody chłopak z ciężką kontuzją w papierach stawał przed sporym wyzwaniem. ,,Przede wszystkim Vičan znał moją przeszłość i wcale nie zalecał mi forsownych zajęć. Wręcz przeciwnie, był wyrozumiały, podpowiadał, co i jak mam robić”- zapewnia pan Piotr. To był czas, kiedy z Ruchem powoli rozstawali się starsi piłkarze jak Jandula, Faber, Nieroba, Piechniczek czy Herman. Dla Drzewieckiego zaczynał się lepszy okres. Kolano doprowadził do jako takiego porządku, oswoił się z powracającym bólem, wiedział jak minimalizować ryzyko. Długo jednak nie nacieszył się grą, ponieważ… doznał kolejnej poważnej kontuzji. ,,Zerwałem mięsień uda i było to również pokłosie tamtego dramatu z Wiednia. Wtedy pomyślałem sobie że już nie dam rady, że nie będę grał zawodowo w piłke. Gips sięgał mi aż do biodra. Gdy wchodziłem w mieszkaniu do ciasnej toalety, to zostawiałem otwarte drzwi bo usztywniona noga musiała wystawać na zewnątrz. Powoli zaczęło się to wreszcie goić a potem czekało mnie zwiedzanie sanatoriów aż w końcu znowu wróciłem do grania”- wspomina z satysfakcją pan Piotr. Niesamowite że wszystko co najlepsze, ciągle było przed nim. Nie dość że z Ruchem 3-krotnie zdobył mistrzostwo Polski, to zagrał jeszcze w reprezentacji kraju. W momencie szczególnym bo jesienią po mistrzostwach świata w RFN. Przygotowania do turnieju sprawiły że rozgrywki ligowe zostały dokończone już po powrocie do medalistów do Polski. Tytuł zdobył Ruch a forme piłkarzy Vičana docenił Kazimierz Górski. 9 października 1974 w kwalifikacjach do mistrzostw Europy Polacy pokonali Finlandię 3:0. W naszej drużynie co prawda zabrakło Maszczyka ale pojawiło się aż 5 jego kolegów z Ruchu, których nie było na mistrzostwach: Ostafiński, Wyrobek, Bula, Marx oraz Drzewiecki i to właśnie on miał największe szanse aby utrzymać się w kadrze na dłużej bo wypadł Musiał, który na początku września spowodował wypadek samochodowy. Musiał w reprezentacji już nigdy nie zagrał ale Drzewiecki ograniczył się tylko do 3 występów, wszystkie zaliczył jesienią 1974 r. Jeszcze w kwietniu 1975 pojechał do Rzymu na mecz z Włochami w eliminacjach ME. ,,Miałem zagrać ale kolano mi spuchło, nic się nie dało z tym zrobić. Zastąpił mnie Henryk Wawrowski i zadomowił się w jedenastce na dłużej a ja już skupiłem się wyłącznie na grze w Ruchu”- wyjaśniał obrońca Niebieskich. Pan Piotr nieźle sobie radził, zdobył z drużyną jeszcze 2 tytuły mistrzowskie. Wtedy czuł się potrzebny, choć rozumiał że wysiłek i poświęcenie mają swoją cene. Wielu jego rówieśników po 30-tce wyjeżdżało za granice aby jeszcze pograć i zarobić w obcej walucie. W jego przypadku nie było na to szans. Jak jakaś klątwa wlokła się za nim ta nieszczęsna kontuzja z Wiednia. Musiał odciążać prawe kolano, więc siłą rzeczy robił nienaturalne ruchy a z biegiem czasu zaczęły się pojawiać inne dolegliwości. Gdy kończył grać w Ruchu, odezwał się jeszcze walczący o awans do 2 ligi BKS Bielsko-Biała ale Drzewiecki nie dał się już namówić na dalsze granie a tym bardziej na przeprowadzke.



@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Visca_barca

10

Wybitne legendy polskiego futbolu:

29 kwietnia 1927 r. w Hajdukach Wielkich urodził się Gerard Cieślik, bohater pamiętnego, wygranego przez Polskę 2:1 meczu ze Związkiem Radzieckim. 20 października 1957 roku strzelił dwa gole legendarnemu Jaszynowi i sam stał się legendą. W Ruchu Chorzów rozegrał łącznie 249 spotkań i zdobył 177 goli, co do dziś jest klubowym rekordem. Pierwszą piłką Cieślika była szmacianka uszyta z pończoch ukradzionych mamie, starych skarpet i szmat. Niespełna 10-letni Gerard zrobił ją własnoręcznie. ,,Na moim podwórku był tylko jeden chłopak, który miał skórzaną piłkę. Był jednak mały problem. On grał od czasu do czasu a ja za futbolówką mogłem się uganiać od rana do wieczora– wspomina Cieślik. Jego szmacianka była nie tylko okrągła, tak jak normalna piłka, ale i sprężysta, bo odbijała się od ziemi. – Idealnie nadawała się do ćwiczenia siły i techniki uderzenia. Dzięki temu doświadczeniu strzelałem gola za golem, grając już normalną piłką”– zauważa pan Gerard.

Oczywiście bardzo chciał zostać napastnikiem. Gdy podawał piłki zawodnikom Ruchu, to z rozmysłem trafiał w słupek lub poprzeczkę. ,,Żeby mieć jeszcze jedną szansę na kopnięcie bala (tak mówiło się na piłkę w śląskiej gwarze)”– wyjaśnia słynny gracz Ruchu. Uczył się też trafiać w jedno miejsce. Kiedy stanął do naboru, to za pierwszym razem uderzył w spojenie a potem bezbłędnie powtórzył swój trik! Egzaminujący chłopaków Teodor Peterek przecierał oczy ze zdziwienia. Tak zaczęła się kariera piłkarza, który dziś jest symbolem przywiązania do klubowych barw. ,,Ofert miałem bez liku. Legia cztery razy podchodziła. A Widzew Łódź kusił trzypokojowym mieszkaniem, w dodatku ładnie umeblowanym. Ja wtedy miałem jeden pokój z kuchnią”– mówił Cieślik. W chorzowskim zespole debiutował jako 18-latek. Był 12 września 1945 roku, Ruch grał ze Zgodą Bielszowice. Niebiescy dopiero zaczynali marsz do I ligi. Dotarli tam trzy lata później, przy wydatnej pomocy Cieślika, który strzelał jak na zawołanie. Czasami nawet i po 5 goli w meczu. Najtragiczniejszym rozdziałem w życiu byłego gracza Ruchu jest II wojna światowa. Antoni Cieślik, ojciec piłkarza, zginął w nalocie Luftwaffe pod Wolborzem. Uciekali z Chorzowa, bo tata walczył w powstaniach śląskich. Po jego śmierci rodzina wróciła do domu. ,,Drzwi były jednak zaplombowane. Dzieci powstańców nie miały prawa się kształcić. Cudem uniknęliśmy wywózki na roboty do Niemiec. W wieku siedemnastu lat zostałem jednak wcielony do Wehrmachtu”- wspominał Cieślik. Okres służby w hitlerowskiej armii wspomina w swojej książce „Urodzony na boisku". „Musiałem stawić się w Cottbus. Miałem więcej szczęścia niż rozumu, bo szef kompanii był nieprzychylny Hitlerowi. Przez pierwszych pięć dni pobytu nie zakładałem munduru. Przełożonemu powiedziałem, że Niemcy ojca mi zabili i dlatego nie założę tych ciuchów. Szef poklepał mnie po ramieniu i odszedł" – pisze o pierwszych dniach w niemieckiej armii.

Później trafił do radzieckiej niewoli. Pół roku siedział w obozie w Brandenburgu. Wywózki na Sybir uniknął dzięki Teodorowi Wieczorkowi. ,,Ruscy go szanowali, bo w czasie wojny pracował z rosyjskimi jeńcami w kopalni. Jak się dowiedział, że jestem na liście do wywózki, to nakrzyczał na kogo trzeba i zwolniono mnie do domu – wspomina Cieślik. W 1957 roku mógł się odegrać na Ruskich na boisku. – Tyle że wtedy nie myślałem o zemście za jakieś stare krzywdy – opowiada o największym momencie chwały w swojej karierze. – Początkowo nie miałem wystąpić w tym meczu. W ostatnim sparingu kadry z reprezentacją Śląska strzeliłem jednak dwie bramki i dostałem powołanie. Kiedy Ewald Cebula przyszedł do mnie do domu, by mi o tym powiedzieć, to akurat jadłem obiad. Z wrażenia łyżka zawisła mi nad talerzem z zupą – uśmiecha się na wspomnienie tamtej historii Cieślik. – Trener Tadeusz Foryś taktykę na spotkanie przedstawił przy śniadaniu. Przełykaliśmy kolejne kęsy i słuchaliśmy wskazówek. Miałem strzelać w dogodnej sytuacji i to robiłem. Pierwszą gola zdobyłem z podania Kempnego. Kopnąłem fałszem i piłka wpadła do siatki, odbijając się od słupka. Drugie trafienie to wymiana podań z Brychczym. „Kici" zacentrował a ja uderzyłem głową i przelobowałem Jaszyna” – mówi Cieślik. Wielki Brat padł na kolana a kibice zanieśli strzelca goli na rękach do szatni. W latach 50-tych był jedną z największych gwiazd polskiej piłki. To m.in. o nim jest słynna piosenka „Trzej przyjaciele z boiska" z muzyką Władysława Szpilmana i słowami Artura Międzyrzeckiego. Cieślik był w tej piosence „łącznikiem z miasta Chorzowa". Potrafił się postawić. Kiedy PRL-owska władza, w ramach akcji przywracania polskości na Górnym Śląsku, kazała mu zmienić imię na Czesław, to stwierdził, że prędzej przestanie grać. Dzisiaj jest za to wzorem do naśladowania dla młodych piłkarzy Ruchu i klubową legendą. ,,Jak tak mówią, to ja się nie gniewam. Kiedy grałem, chciałem być dla Ruchu tym, kim dla Wisły był Mieczysław Gracz – zdradza. – A Ruch to było i jest całe moje życie. Urodziłem się na boisku, bo pierwszy stadion Niebieskich był w Chorzowie-Batorym, obok mojego bloku. Do dziś pamiętam popisy Ernesta Wilimowskiego i pierwsze treningi w kolarkach, które zaprzyjaźniony szewc przerobił mi na korki. A pierwsze buty piłkarskie dostałem od Ryszarda Wyrobka. Były trzy numery za duże, więc napchałem bandaży. Ciągle staram się chodzić na mecze mojej ukochanej drużyny, ale jak są późno, to wolę je oglądać w telewizji. Zresztą w domu czuję się, jakbym był na Cichej. Otacza mnie całe mnóstwo pamiątek.”- wspominał Śp. Gerard Cieślik.

@Visca_barca
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon

Media

Sonda

Kto wygra mistrzostwo świata?