0

@FcPortoFan1999 Zgadzam się w stu procentach!

1

@Ghostface Wybacz ale ja z piłki nożnej nigdy nie żartuje!

1

@Ghostface Już wiem o co ci chodzi ale jeśli się nie zgadzasz z moim komentarzem to nie pisz jakichś durnot, tylko zwyczajnie odpisz że się z tym nie zgadzasz i tyle w temacie...

0

@Ghostface To jakieś żarty do cholery czy co?

0

@Ghostface Nie bardzo rozumiem? Jesteś w szpitalu psychiatrycznym?

0

@FcPortoFan1999 No właśnie naszą reprezentacje ostatnio bardzo ciężko przewidzieć. Potrafi grać jak równy z równym z Holandią czy Francja, żeby w międzyczasie przegrać z... Mołdawią!

1

@Ghostface Ogólnie się zgadzam ale z tym ,,nigdy nie był Polakiem" i że się skończył to przesadziłeś!
Ps. O co chodzi z tą ,,bezglutenowa bachata"? i kulki mocy?

1

@FcPortoFan1999 Ja już od dłuższego czasu mam niepokój co do kadry. Po raz pierwszy w życiu nie chciałem aby Polacy grali na mistrzowskiej imprezie. Doskonale wiedziałem czym to sie może skończyć i wcale się nie myliłem. Nasza jakość nie pozwala nam grać na przyzwoitym europejskim poziomie i to się chyba prędko nie zmieni...

1

@Recha_0684 Matematyka nie kłamie, powiadasz? Wilimowski średnia 1,30 gola na mecz a Lewandowski na tą chwile 0,75! No to rzeczywiście matematyka nie kłamie....

0

Oto jeden z głównych powodów aby nie rozpatrywać Roberta Lewandowskiego w kategorii najlepszego polskiego piłkarza wszechczasów a już na pewno nie napastnika!
Najskuteczniejsi polscy piłkarze w historii na poziomie pierwszej ligi:


Ernest Wilimowski: 86 meczów/ 112 goli ; średnia 1,30 gola na mecz Ludwik Gintel: 30 meczów/30 goli : średnia 1 gol na mecz Henryk Reyman: 149 meczów/128 goli ; średnia 0,86 gola na mecz Karol Kossok: 117 meczów/100 goli ; średnia 0,85 Teodor Peterek: 192 mecze/157 goli ; średnia 0,82 gola na mecz Józef Kohut: 145/115 ; średnia 0,79 Robert Lewandowski: 515/390 ; średnia 0,75 gola na mecz Artur Woźniak: 144/102 ; średnia 0,71 Ernest Pohl: 264 mecze/186 goli ; średnia 0,70 Gerard Cieślik: 237/168 ; średnia 0,70 Teodor Anioła: 196/138 ; średnia 0,70 Józef Nawrot: 193/121 ; średnia 0,63 Michał Matyas: 172/108 ; średnia 0,62


Włodzimierz Lubański: 430/237 ; średnia 0,55


Krzysztof Warzycha: 554/310 ; średnia 0,55 Andrzej Szarmach: 355/193 ; średnia 0,54


Henryk Kempny: 194/99 ; średnia 0,51


Lucjan Brychczy: 368 meczów/182 gole ; średnia 0,49 Tomasz Frankowski: 350/ 173 ; średnia 0,49


Kazimierz Kmiecik: 397/186 ; średnia 0,46



1

A ja tak przekornie chciałem aby Real Valladolid strzelił honorowego gola i żeby wynik dźwięcznie brzmiał 7:1...!

0

@Marian_Pazdzioch Po pierwsze mówie o obecnym sezonie a po drugie(co ważniejsze) mam na myśli gre w Lidze Mistrzów...
Nie krytykuje gry w La Liga, tylko oczekuje takiej samej gry w LM, zwłaszcza Lewandowskiego i Raphinhy...

0

No to jeśli z Raphinhy dzisiaj taki kozak, to jestem bardzo ciekaw co pokaże w Lidze Mistrzów, zwłaszcza przeciwko Bayernowi? Podobnie rzecz ma się z naszym Robertem, gdyż przeciwko takiemu przeciwnikowi jak Real Valladolid, to większość piłkarzy tej klasy z powodzeniem mogłoby się popisywać...

0

@13th Generalnie tak ale uważam że wyjazdówka na Gran Canaria a mecz na Estadio lluis Companys(u siebie) to jest mimo wszystko inna bajka...

0

No chyba nikt na świecie nie wyobraża sobie straty choćby jednego punktu przez Barcunie w dzisiejszym meczu? Kwestia tylko ile strzeli ,,nasza" Barca, no i ile strzeli Robert Lewandowski?

0

@yzyr Aha, więc tu jest pies pogrzebany! Nie liczy się piłkarz nie liczy się kibic, tylko liczy się wyłącznie kasa...

0

Nasza Barcunia zacznie mecz z Realem o 17.00 tak? Natomiast mecze w tygodniu rozgrywane są o 21.30 tudzież nie rzadko o 22.00. Z tego co wiem to w Hiszpanii są bardzo wysokie temperatury i jest przewidziana przerwa na picie. Skoro przy takich warunkach zarządzane są przerwy w meczach o późnych porach to po jakiego grzyba rozgrywać mecz w pełnym słońcu o godzinie 17.00 i to jeszcze w sobote, gdzie nikt nie pracuje a w dodatku są wakacje! Czy ci Hiszpanie troche myślą...?

0

@FcPortoFan1999 No to bezwzglednie! Przecież już te pierwsze trzy mecze przeszły do historii Dumy Katalonii(!) i że nikt o tym nie wspomniał...?

0

Czy redakcja serwisu informowała już o tym że Barcunia po raz pierwszy w historii wygrała 3 pierwsze mecze sezonu w La Liga w stosunku 2:1? Czy też mnie to omineło?

13

Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu:

Dokładnie 80 lat kończy dziś były środkowy napastnik Joachim Marx. Przygodę z piłką zaczynał w Sośnicy Gliwice. Potem przyszedł czas na GKS Gliwice a stamtąd Joachim Marx powędrował do Gwardii Warszawa, by odrobić tam służbę wojskową. W stołecznym klubie wypłynął na szerokie wody. Spędził w nim sześć lat, zagrał 139 spotkań i strzelił 78 goli. Miał odejść już w 1967 r. Przez jakiś czas trenował z Górnikiem Zabrze. Jednak na jeden z treningów czarną wołgą przyjechał pułkownik Budziłowski z Gwardii i namówił ,,Achima”, by ten spędził jeszcze sezon w Warszawie. Odszedł dwa lata później. Pojechał na Śląsk, ale już nie do Zabrza. Wybrał występy w niebieskiej koszulce Ruchu Chorzów. Zadebiutował w meczu z… Górnikiem. Gdy prezes Eryk Wyra z Zabrza zobaczył go w barwach lokalnego rywala, wykrztusił tylko zdezorientowany: Synek, coś ty zrobił? W Ruchu grał do 1975 r. Wystąpił w 162 ligowych meczach i 66 razy wpisywał się na listę strzelców. Z Niebieskimi wywalczył dwa tytuły mistrza Polski (1974 i 1975) i puchar Polski (1974). W finale tych ostatnich rozgrywek Ruch zwyciężył były klub Marxa – Gwardię Warszawa a ,,Achim” zdobył w tym spotkaniu dwa gole. Uchodził w tamtych czasach za jednego z czołowych snajperów ligi. Był już wówczas reprezentantem Polski. W narodowych barwach zadebiutował 3 grudnia 1966 r., w meczu z Izraelem w Jaffie, który zremisowaliśmy 0:0. Z orłem na piersi zagrał łącznie 23 razy i strzelił dla kadry 10 goli. Jego występy rozkładały się na niemal dekadę, bo ostatni raz reprezentował nasz kraj 26 października 1975 r. Graliśmy wówczas z Włochami i również było 0:0. Pomimo przyzwoitych statystyk wiele osób uważa, że Marx był piłkarzem, który świetnej gry w klubie nie potrafił przełożyć na występy w narodowych barwach (dziewięć goli zdobył w meczach towarzyskich). Mimo to może się poszczycić złotym medalem olimpijskim zdobytym w Monachium w 1972 r. Na olimpiadzie zagrał w dwóch spotkaniach: drugą połowę meczu z Ghaną (4:0) i pierwszą połowę meczu z Danią (1:1). Z gry w mistrzostwach świata w RFN, wykluczyła go choroba. Należy do elitarnego „klubu 100”.

W najwyższej lidze zdobył łącznie 102 gole w 244 meczach. W 1975 r. zdecydował się na wyjazd za granicę. Postanowił spróbować sił we Francji. Początkowo wyjazd utrudniali mu chorzowscy działacze, nie chcąc się zgodzić na ten transfer. Podobno w przejściu do Lens pomógł mu prezydent Francji – Valery Giscard d’Estaing – który interweniował w czasie wizyty w Polsce. Francuski prezydent żył w dobrych relacjach z ówczesnym merem Lens, stąd miała wyniknąć ta pomoc. Marx dzień po przybyciu do Francji zagrał już mecz i … popisał się hat-trickiem. Przeciwnikiem Lens był wtedy Lyon, jedna z najlepszych francuskich drużyn. Z Les Sang et Or zdobył wicemistrzostwo Francji. Łącznie zagrał tam 110 razy i strzelił 38 goli. Nie miał większych problemów z aklimatyzacją, gdyż okolice Lens były zamieszkane przez dużą ilość imigrantów z Polski. Po czterech latach przeniósł się do zespołu Noeux-les-Mines. Do gry w tym klubie przekonał go młody trener tego zespołu – Gerard Houllier. Grę w tym zespole łączył z pracą w markecie Leroy Merlin. Karierę piłkarza zakończył w 1982 r. Postanowił pozostać we Francji. Od tego czasu zawsze był blisko futbolu, wiążąc się z nim różnymi funkcjami. Był trenerem Lens, które wprowadził do Pucharu UEFA. Przez krótki okres pracował również w Tunezji, lecz szybko wrócił do Francji. Prowadził kluby z Ligue 2. Odpowiadał też za pracę związkowej szkółki piłkarskiej, z której wypłynęli m.in. Raphael Varane czy Gaël Kakuta. Pełnił też rolę skauta w Lens. Obecnie odpoczywa na zasłużonej emeryturze.



@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

2

@misterio Ja akurat na tamten moment tylko sympatyzowałem Barcuni. A pokochałem ją(jak już wspominałem) dokładnie 20(!) lat temu, kiedy przybył Deco a zwłaszcza mój ulubiony napastnik Samuel Eto'o...

14

Bardzo udany debiut w Primera Division:

31 sierpnia 1997 r. w swoim pierwszym meczu w La Liga w barwach FC Barcelony Rivaldo strzelił 2 gole przeciwko Realowi Sociedad na Camp Nou i to w pierwszej kolejce. FC Barcelona wygrała to spotkanie 3:0 a w końcowym rozrachunku tryumfowała w Primera Division, mając 9 punktów przewagi nad Athletic Bilbao.


@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

6

@Lisek A od czego jest La Masia i druga drużyna? Z niej trzeba absolutnie korzystać! Jak pokazuje historia, to na bazie szkółki były największe sukcesy Barcuni...

11

(Nie)zapomniane legendy katalońskiej Dumy:

31 sierpnia 1880 r. w Barcelonie urodził się Ernest Witty Cotton, anglo-hiszpański piłkarz, tenisista i biznesmenem. W 1899 r. Ernest zdobył mistrzostwo Hiszpanii w tenisie ziemnym, został również członkiem-założycielem Real Club de Tenis Barcelona a na początku XX wieku grał w piłkę nożną dla FC Barcelona. Był także odnoszącym sukcesy handlowcem a jego rodzinna firma Witty Group działa do dziś. Był młodszym bratem Arthura Witty'ego, również byłego piłkarza, biznesmena a nawet prezydenta klubu. Ernest korzystając z kompanii transportu morskiego Witty S.A., którą odziedziczył po ojcu, zaczął regularnie importować regulaminowe piłki, gwizdki i siatki do bramek. W ten sposób stał się jednym z pierwszych dostawców sprzętu sportowego w tamtej epoce. W pierwszych latach istnienia klubu, Blaugrana używała piłek wykonanych ze skórzanych kawałków, zszytych ze sobą nitką. Rezultatem była mało konwencjonalna piłka o nieregularnym kształcie, która szybko przestawała nadawać się do gry aż do czasu, gdy Ernest Witty ofiarował dwie piłki marki Greenville-Birmingham, które kupił podczas pobytu w Wielkiej Brytanii. Przywiózł również jeden z pierwszych gwizdków dopuszczonych regulaminem do wykorzystywania przy sędziowaniu meczów oraz pierwszą pare butów piłkarskich, które wywołały podziw wśród jego kolegów z drużyny z uwagi na ich wysoką jakość.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

0

@FcPortoFan1999 No ja osobiście nie jestem wyluzowany i radosny...
Przed chwilą włączyłem mecz Rakowa z Piastem i po 2,3 minutach zaraz to wyłączam...!

0

@FcPortoFan1999 Co? Ty poważnie tak uważasz???

6

@FCBparasiempre
Czeski pomocnik Pavel Nedved. W jego zachowaniu ciężko było szukać jakichkolwiek kontrowersji. Ten przykład idealnie pokazuje, że skromnością, małomównością i ciężką pracą można dojść na sam szczyt. Nawet zastąpienie przez niego Zinedine’a Zidane’a w Juventusie nie było zadaniem niemożliwym do wykonania. Pavel Nedved urodził się w Chebie, natomiast dorastał w Skalnym Mieście, miejscowości położonej niedaleko granicy z Niemcami. Rodzice – Anna i Vaclav – wyobrażali sobie swojego syna w roli księgowego bądź pracownika fizycznego. Matka Pavla sprzedawała towary na tamtejszym miejskim rynku. Z kolei ojciec grał dla drugoligowej Cheby a na tygodniu pracował w kopalni. Syn towarzyszył ojcu podczas jego treningów oraz meczów, niekiedy sam w nich uczestniczył. Od najmłodszych lat Pavel przejawiał zainteresowanie piłką nożną. Kiedy Nedved nie mógł grać z dorosłymi ze względu na oczywiste braki fizyczne, często ćwiczył w domu, kopiąc w drzwi. Lustro służyło mu do obrania odpowiedniej trajektorii przy uderzniu. Vaclav zapisał syna do drużyny młodzieżowej w Skalnym, gdzie mógł trenować z chłopakami w swojej kategorii wiekowej. Technika, szybkość i szczuplejsza sylwetka wyróżniają Pavla, przez co jest znacznie lepszy od rówieśników. Po treningach gra się nie kończyła. Chłopcy kontynuowali zabawę, kopiąc piłkę na ulicy. Jeden z tamtejszych trenerów chciał Nedvedowi wybić z głowy grę w piłkę i sadzał go na ławce rezerwowych, powtarzając, że jest beztalenciem i powinien się cieszyć, że w ogóle znajduje się wśród zmienników. W 1986 roku Pavel otrzymał propozycję gry dla drużyn młodzieżowych Viktorii Pilzno (dawniej znanych pod nazwą Skoda Pilzno). Decyzja była oczywista. Po czasie zawodnik podziękował rodzinie za wsparcie, które pozwoliło mu bardzo szybko wydorośleć, odnajdując się w nowej rzeczywistości. Chłopak zamieszkał u Josefa Zaloudka i jego rodziny. Jak się potem okazało, „Pepi” prowadził Pavla w drużynach młodzieżowych i był dla niego drugim ojcem. Okazał się nieocenionym wsparciem. Po pewnym czasie Nedved zdecydował się wynająć mały pokój na własną rękę, za swoje zarobione pieniądze. Kiedy piłkarz skończył osiemnaście lat, został zauważony przez pierwszą drużynę Viktorii. Pojawił się jednak problem – obowiązkowa służba wojskowa. Aby jej uniknąć, trzeba było być jednym z najlepszych młodych piłkarzy w kraju. Stąd też decyzja o przenosinach do Dukli Praga latem 1991 roku, gdzie Pavel poddał się służbie w wojsku. Prażanie zmagali się ze sporymi problemami. Około pięć lat wcześniej Dukla należała do jednej z najlepszych drużyn w Czechach. Pavel w swoim pierwszym poważnym sezonie zdobył trzy gole w dziewiętnastu występach i okazał się jednym z objawień. Jego dobrą dyspozycję zauważyła Sparta Praga, która zdecydowała się go zakontraktować po sezonie 1991/1992. Kiedy Pavel został piłkarzem Sparty, miał przyjemność obcowania ze swoimi idolami z dzieciństwa – Jiri Nemecem czy Jozefem Chovancem. Ten drugi był niekwestionowanym liderem w szatni i, co ciekawe, później został trenerem reprezentacji Czech. ,,Kiedy go zobaczyłem po raz pierwszy, myślałem, że nie ma takiego talentu, jak inni. Sporo się jednak pomyliłem. Miał świetne cechy jako piłkarz, ale też jako człowiek. Szanował dużo starszych od siebie. Nie mówił dużo, wolał obserwować”– Pavel Nedved o Jozefie Chovancu. Sparta, nazywana wówczas „czeskim Juventusem”, nie miała sobie równych na krajowym podwórku. Dla Nedveda była to ogromna szansa na rozwijanie swoich piłkarskich umiejętności. Pierwszy rok ukończył bez bramki. W kolejnych sezonach Pavel strzelił odpowiednio trzy, sześć i czternaście goli. W sezonie 93/94 skrzydłowy zadebiutował w Lidze Mistrzów z AIK Solną a kilkanaście miesięcy później zadebiutował w pierwszej reprezentacji Republiki Czeskiej przeciwko Irlandii. W latach 1992-1995 Sparta z Nedvedem w składzie zdobyła trzy mistrzostwa Czech i jeden krajowy puchar. Rozgrywki 1995/1996 były pierwszymi od sezonu 91/92, gdzie „Czerwoni” nie zdobyli mistrzostwa – wtedy jeszcze istniała Czechosłowacja. W 1/8 finału Pucharu UEFA Sparta została zatrzymana przez Milan Arrigo Sacchiego. Pavel w europejskich pucharach zrobił bardzo dobre wrażenie i często okazywał się najjaśniejszym punktem zespołu z Pragi. Jego postać nie była znana w świecie calcio. Świetna dyspozycja Nedveda sprawiła, że w kolejce po jego podpis ustawiło się sporo klubów. Najbardziej konkretne było Lazio, które podpisało go po mistrzostwach Europy w 1996 roku. Wcześniej bardzo blisko pozyskania skrzydłowego było PSV Eindhoven, które ustaliło już warunki transferu ze Spartą – 1,5 miliona euro. Na wielkiej imprezie jednym z najważniejszych momentów dla Nedveda był mecz z Włochami, w którym Pavel walnie przyczynił się do wygranej (2:1) w fazie grupowej. Kluczową postacią przy transferze był Zdenek Zeman, który był zorientowany w futbolu czeskim i przekonał ówczesnego prezydenta „Biancocelestich”, Sergio Cragnottiego, do sprowadzenia utalentowanego skrzydłowego za niecałe pięć milionów euro. Kiedy Nedved został oficjalnie piłkarzem Lazio, szum medialny wokół jego osoby był niewielki. W zasadzie niewiele o nim wiedziała prasa i kibice. Był on też nazywany „medvedem” (ze słoweńskiego: niedźwiedź).

W Europie niemal wszystkie zespoły miały w składzie wybitną postać, grającą na „dziesiątce” – przykładowo Zinedine Zidane, Oliver Bierhoff, Roberto Baggio, Rui Costa, David Beckham, Zvonimir Boban czy Rivaldo. To była idealna okazja dla Czecha, aby się odnaleźć. Pierwszym ważnym momentem dla Pavla po transferze do Rzymu była pierwsza bramka, zdobyta w eliminacjach do Pucharu UEFA przeciwko CD Tenerife. Kiedy piłka trafiła w lewy dolny róg bramkarza, Nedved nie był w stanie opanować emocji. Cieszył się, krzyczał i od razu pobiegł do Zdenka Zemana, który od początku mu zaufał. Pięć dni później, 20 października 1996 roku, Lazio grało na Stadio Olimpico z Cagliari. W trzeciej minucie spotkania czerwoną kartkę po złapaniu piłki poza polem karnym zobaczył Luca Marchegiani. Jego miejsce zajął Carlo Cudicini. To oznaczało, że cały mecz rzymianie będą grali w osłabieniu. Ostatecznie Lazio wygrało 2:1 a znakomitym golem otwierającym mecz, popisał się Pavel Nedved, który wziął na siebie ciężar gry i uderzył z ponad dwudziestu metrów w okienko. W styczniu 1997 roku Zdenek Zeman został zwolniony. Na stanowisku trenera ekipy ze stolicy Włoch zastąpił go Dino Zoff. Włoskie gazety wówczas pisały o Nedvedzie, że jest piłkarzem dyskretnym, zdenerwowanym i brakuje mu zrozumienia z kolegami z boiska. Wystarczyło pół roku, aby Pavel znów oczarował swoją grą kibiców na Półwyspie Apenińskim. Pojawiło się potem ważne pytanie – która noga jest tą lepszą? Wikipedia sugeruje, że Pavel ma lepszą lewą nogę. Z kolei gdy sprawdzi się jego bramki na YouTube, sporo z nich pada także po uderzeniu prawą kończyną. Jak zatem jest? „Kiedy uderzam lewą nogą, strzał jest silniejszy. Kiedy prawą – bardziej precyzyjny” – mówił Nedved. Po sezonie 1996/1997 sytuacja klubowa Nedveda nie była w pełni jasna. Po poprzednim sezonie Dino Zoffa na ławce trenerskiej zastąpił Sven-Goran Eriksson, a w linii ataku pojawił się Roberto Mancini. Lazio miało problem z zawodnikami spoza Unii Europejskiej, co powodowało, że pozycja Pavla była pod znakiem zapytania. Piłkarz zapytany o swoją przyszłość wówczas odpowiedział: „Moja sytuacja nie jest najlepsza. Nie wiem, jaka będzie moja przyszłość. Rozważę wszystkie oferty. Tutaj gram niewiele i jest to dla mnie trudne. Trener Eriksson gra formacją z trzema napastnikami, która dla mnie nie jest najlepsza. Uważam, że drużyna w formacji 1-4-4-2, ustawiona przez Dino Zoffa, grała w cudowny sposób.” Kibice „Biancocelestich” pokochali Nedveda 1 listopada 1997 roku, kiedy to Nedved przyczynił się do wygranej w derbach miasta z Romą (3:0). Na ławce trenerskiej „Lupich” był… Zdenek Zeman, którego fani Lazio nazywali „gównianym Czechem”. Kilka tygodni przed derbami Nedved określił styl gry Zemana jako „nieodpowiedni do wygrywania we Włoszech”. Pavel uważał, że nie rozumiał zaleceń swojego rodaka. W sezonie 1997/1998 Nedved okazał się najlepszym strzelcem Lazio w Serie A (11 goli), ale nie wystarczyło to na więcej, niż siódme miejsce. Podopieczni Erikssona zanotowali jednak wspaniały rok w Pucharze UEFA, gdzie dopiero w finale uznali wyższość Interu Mediolan. Ich łupem padł Puchar Włoch, w którym wygrali z Milanem po dwumeczu. Przed rozgrywkami 98/99 do Lazio trafił Christian Vieri, Dejan Stankovic czy Marcelo Salas. Pierwsza część sezonu nie była najlepsza dla reprezentanta Czech z powodu licznych urazów. Drużyna z kolei zajęła drugie miejsce w lidze, wygrała Superpuchar Włoch i, co najważniejsze, odniosła sukces w Europie, wygrywając z Mallorką w finale Pucharu Zdobywców Pucharów. To było pierwsze międzynarodowe trofeum dla Nedveda. Nadszedł zatem punkt zwrotny i ważny moment w historii klubu. Lazio w sezonie 1999/2000 przeżywało stulecie istnienia. Punktem zwrotnym w lidze okazuje się starcie z Romą w 27. kolejce Serie A. Lazio przystępowało do derbów z pozycji wicelidera, który miał dziewięć punktów straty do Juventusu. Po szybkiej bramce Vincenzo Montelli wizja dalszej walki o scudetto znacznie się oddalała. Kluczowa okazała się rola Pavla Nedveda, który napędzał ataki Lazio. Jego bramka na remis, a potem uderzenie Juana Sebastiana Verona dała ostatecznie wygraną „Biancocelestim”. Potem do końca sezonu Lazio było niepokonane. Jedyna drużyna, która była w stanie postawić się podopiecznym Sven-Gorana Erikssona, była Fiorentina, która zdołała zremisować. Juventus po porażce w bezpośrednim meczu z Lazio stracił punkty z Hellasem i Perugią, co pozwoliło rzymianom świętować pierwsze scudetto od sezonu 1973/1974. Dla Nedveda było to pierwsze mistrzostwo krajowe po opuszczeniu Czech. Lazio Erikssona było plejadą gwiazd. W bramce stał Luca Marchegiani, w obronie występował Alessandro Nesta, Paolo Negro czy Sinisa Mihajlovic. W pomocy poza Nedvedem grał Diego Simeone i Sergio Conceicao. Przed nimi zazwyczaj Juan Sebastian Veron, a w ataku Marcelo Salas, Roberto Mancini lub Simone Inzaghi.

Po tak znakomitym sezonie pojawiło się sporo kontrahentów na największe gwiazdy Lazio. Sergio Cragnotti od razu uciął spekulacje i nie miał zamiaru sprzedawać żadnego ze swoich kluczowych piłkarzy. Z klubu odszedł jedynie Sergio Conceicao, a biało-niebieskie barwy ubrał między innymi Hernan Crespo i Angelo Peruzzi. Po drodze pojawiły się plotki o chęci ponownego sprowadzenia Christiana Vieriego do Rzymu. Prezydent Lazio potwierdził także zainteresowanie Markiem Overmarsem. Kolejne rozgrywki już nie okazały się tak udane dla rzymian. Co prawda Lazio zdobyło Superpuchar Włoch, ale nie było w stanie powtórzyć tak dobrego wyniku w lidze. „Biancocelesti” zajęli trzecie miejsce, a w Pucharze Włoch w ćwierćfinale musieli uznać wyższość Udinese. W Lidze Mistrzów w pierwszej fazie grupowej „Biancocelesti” wyszli z drugiego miejsca, natomiast w drugiej fazie grupowej zajęli ostatnią lokatę, uznając wyższość Realu Madryt, Leeds United i Anderlechtu. Sezon zaczynał Sven-Goran Eriksson, kończył go natomiast Dino Zoff. Latem 2001 roku do Manchesteru United odszedł Juan Sebastian Veron. Nedvedem był zainteresowany Juventus. Pavel był zakochany w Rzymie i chciał tam zostać do końca kariery z żoną Ivaną. Pojawiły się jednak kontrowersje, których jest kilka wersji. Zdaniem ówczesnego prezydenta Lazio, Nedved i Juve dopuścili się zdrady i rabunku. Z kolei inne zdanie miał Mino Raiola, agent Czecha – według jego wersji zdarzeń najpierw zmusił piłkarza do podpisania nowej umowy z mniejszą pensją a potem poinformował go o chęci sprzedaży. Nie licząc Nedveda, Juventus zanotował świetne letnie mercato. Do Turynu barwy „Starej Damy” przywdział Marcelo Salas, Gianluigi Buffon i Lilian Thuram. Kibice Juve liczyli na to, że Nedved zastąpi odchodzącego do Realu Madryt Zinedine’a Zidane’a. Ten strofował fanów: „Nie mogę się porównywać do tak fantastycznego piłkarza, jak Zidane. Nie jestem gotowy na to. Ale dam klubowi to, co najlepiej potrafię – determinację i szybkość.” Pierwsze tygodnie nie były dla Czecha proste – ciężko było mu się odnaleźć w nowym środowisku i szukał swojej pozycji na boisku. Zimą miał pojawić się temat wymiany z Lazio, w ramach której Nedved wróciłby do Rzymu, a do Juventusu trafiłby Gaizka Mendieta. Marcello Lippi, ówczesny trener „Bianconerich”, uznał taką propozycję za żart. Pierwszego gola dla turyńczyków Nedved zdobył w trzynastej kolejce Serie A, gdzie przeciwnikiem była Perugia. To był ważny moment dla reprezentanta Czech, który pozwolił mu się odblokować. Z pleców spadł mu ogromny kamień, który go obciążał od momentu przenosin do Turynu. Później Pavellino stał się jedną z najważniejszych postaci Juventusu, z którym zdobył swoje drugie scudetto. Nedved był niezwykle pracowitym piłkarzem. Anegdoty z nim związane są bardzo pomysłowe i ciekawe. Pavel zbudował w domu siłownię, trenował każdego wieczoru nie tylko w domu, ale i na balkonie – tę sytuację zgłosił jeden z jego sąsiadów. Wysiłek fizyczny był dla Czecha przyjemnością, a nie obowiązkiem. Sezon 2002/2003 dał Juventusowi mistrzostwo i Superpuchar Włoch, ale nadal brakowało jednego trofeum zarówno Nedvedowi, jak i klubowi – Ligi Mistrzów. W drodze do finału Pavel strzelał bramki Deportivo La Coruna, Barcelonie i Realowi Madryt. W finale na Old Trafford czekał na niego Milan, z którym nie mógł zagrać z powodu nadmiaru żółtych kartek. Kiedy po trofeum po rzutach karnych sięgnęli „Rossoneri”, ból przeszywał Nedveda podwójnie: sam nie mógł zagrać w tak ważnym meczu i nie mógł się cieszyć z potencjalnego zwycięstwa swoich kolegów. Dopiero czas pokazał, jak długo Juventus musiał czekać na drugą taką szansę od losu. W grudniu 2003 roku Nedved otrzymał Złotą Piłkę. Po czasie zawodnik stwierdził: „Jeżeli mógłbym oddać ją w zamian za grę w finale Ligi Mistrzów, zrobiłbym to bez wahania”. Kiedy na jaw wyszła afera Calciopoli, z Juventusu odeszło kilku ważnych piłkarzy, takich jak Zlatan Ibrahimović czy Lilian Thuram. W klubie pozostali najbardziej lojalni – Nedved, Buffon oraz Del Piero. Dla Juventusu była to nowa rzeczywistość. Serie B nie okazało się ogromną przeszkodą, więc po roku czyśćca „Stara Dama” wróciła do Serie A. Najjaśniejszą postacią Juventusu był Nedved, który co mecz nie dawał o sobie zapomnieć. Czech był już sporo po trzydziestce i naturalnie nie był już tak szybki, zabójczy i skuteczny, jak kiedyś. W 2009 roku Pavel skłaniał się ku zawieszeniu butów na kołku. Wtedy też pojawiła się oferta od Interu Mediolan a osobiście na transfer namawiał go Jose Mourinho. Prawdopodobnie byłaby to największa szansa dla 37-latka na wygranie Ligi Mistrzów. Ten postanowił być fair wobec obecnego pracodawcy. – „Nie przyjdę do Interu, wolę zakończyć karierę. Nawet jeśli nie jestem tak zmęczony” – skwitował Czech. Pavel Nedved niemal w pełni może się nazwać piłkarzem spełnionym. Złota Piłka, liczne nominacje na piłkarza roku w ojczyźnie, krajowe mistrzostwa i puchary, srebrny medal na EURO 1996, wygrana w Pucharze UEFA – liczba osiągnięć Czecha jest ogromna. Jednak tak duża ilość trofeów nie sprawiła, że Nedved przestał być normalny i zwyczajny i chwała mu za to! Wielka postać w świecie calcio. Czempion na i poza boiskiem.

6

Legendy futbolu:

30 sierpnia 1972 r. w Chebie urodził się….(tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz)


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

0

@wpwelement O! Rzeczywiście jest! A to najmocniej przepraszam. Najwidoczniej jestem przewrażliwiony na waszym punkcie gdyż już nie raz usuwaliscie moje komentarze..

0

@Hindus A no faktycznie! Dzięki śliczne :)

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?