zoltan87
Dołączył/a: przed 2011 rokiem
Bytom
4 obserwujących
1 obserwowany
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Xavi, tuż po pamiętnym spotkaniu wspomniał, że pozdrawia Van Gaala, bo jego marzeniem było to, by kiedyś w strojach Barcy wybiegło na boisko jej jedenastu wychowanków. W podobnym tonie niejednokrotnie wypowiadał się Cruyff, ale jakość ówczesnej szkółki nie stała po prostu na poziomie, który gwarantował możliwość pogodzenia owego marzenia z rywalizowaniem na najwyższym poziomie sportowym chociażby z królewskimi. Zmierzam jednak do tego, że nawet gdyby Iker miał rację i kilkanaście lat temu Barcelona faktycznie grała samymi zawodnikami z zewnątrz (co jest nieprawdą), to już oczekiwanie, iż wobec tego dzisiaj nie powinna się cieszyć spełniającym się marzeniem tysięcy osób ze środowiska katalońskiego klubu, uważam za totalnie niedorzeczne. Jeżeli ja dzisiaj marzę o zbudowaniu własnego domu, i w wieku powiedzmy czterdziestu lat uda mi się tego dokonać, to jakie znaczenie będzie miało to, że dziś nie mam nawet swojego kąta? Analogicznie do wypowiedzi Ikera, można by atakować każdego kto spełnia swoje marzenie, czy cel, wytykając mu, że kiedyś był od niego bardzo daleki. Barcelona nigdy nie ukrywała, że przede wszystkim jest klubem, który chce osiągać sukcesy - pomysł stworzenia ogromnego centrum szkolenia (a wraz z nim marzenie o graniu kiedyś samymi "swoimi" zawodnikami) zrodził się i został w sposób optymalny wprowadzony w życie dopiero w erze Cruyffa. Mało kto sądził, że ten odległy cel uda się kiedyś w ogóle zrealizować, godząc go z tak wysokim poziomem sportowym - a jednak. Oczywiście, że jest się czym cieszyć. Wytykanie trudnej drogi prowadzącej do tego celu, w chwili tak doniosłej dla Barcelony jest nie tylko absurdalne, ale przede wszystkim słabe, małostkowe, nieprzyzwoite. Mourinhowe.
0
Fenomalny występ Argentyńczyka - zdecydowanie najlepszy w tym sezonie. Chciałbym zobaczyć statystykę sprintów jaką wykonał w ciągu tych 90 minut Leo. Był tak zmotywowany, że kilkakrotnie niemal nie eksplodował, czego najlepszym dowodem jest sytuacja z końcówki i jego walka o dojście do pressingu z Maxi Pereirą. Mam jednak dwie smutne refleksje związane z tym spotkaniem. Po pierwsze jeśli chodzi o grę obronną Argentyńczyka był to zupełnie inny występ niż te, które oglądamy od początku sezonu w Barcelonie - podczas, gdy w Albicelestes widzimy starego, szaleńczo goniącego za przeciwnikami Leo, w Barcy, w grze obronnej ogranicza sie on jedynie do dreptania po środku boiska. Nie sądzę jednak by chodziło o brak motywacji - takie są chyba zalecenia Tito i tyle. I po drugie - w Argentynie Leo gra za dwoma klasycznymi napastnikami (Aguero, Higuain), podczas, gdy w Barcelonie nie ma przed sobą ani jednego tego typu zawodnika. Problem z tego wynikający idealnie ilustruje z jednej strony sytuacja przy bramce na 2:0, w której Leo rzuca idealna piłkę do Di Marii a ten z pierwszej piłki dogrywa do Aguero, który tylko czeka by dostawić nogę; z drugiej strony mamy sytuacje z Gran Derbi, kiedy to Leo fantastycznymi prostopadłymi podaniami uruchamia Pedro, bądź Alexisa, jednak Ci nie mogą zrobić tego co Angel, bo nasza jedyna "9" jest w okolicach środka boiska. Pedro zatem musi się kręcić w miejscu a Alexis wycofywać piłkę na 35 metr. Zdecydowanie brakuje nam killera grającego przed Leo, który w moim przekonaniu jest dziś słabiej wykorzystywany w Barcelonie niż w Argentynie!
0
Alves/Montoya------------ Puyol------------ Javier -----------------Alba/Adriano
-------------------------------------Sergio/Song------------------------------------
--------------------Messi ----------------------------Xavi/Cesc----------------------
Pedro/Alexis----------------------------------------------------------- Iniesta/Tello
----------------------------------------Villa------------------------------------------
0
Gaspar - dokładnie o tym pisał Czarna Wołga i parę innych osób w tym i innych tematach. Messi od początku tego sezonu gra po prostu rozgrywającego i nawet jeżeli zagrywa dobra piłkę do skrzydłowego to Pedro, czy Alexis muszą czekać aż Argentyńczyk dobiegnie w pole karne. Dla mnie od kilku spotkań oczywistą rotacją powinno być cofnięcie Leo do środka i ustwienie go obok Xaviego (w ten sposób może byśmy go też trochę zmusili do biegania).
Valdes
Alves/Montoya Puyol Javier Alba/Adriano
Sergio/Song
Messi Xavi/Cesc
Pedro/Alexis Iniesta/Tello
Villa
0
a zatem podsumowując wszystko: Messi jest nietykalny a ja jestem frajerem :D
0
Mam nadzieję, że wkrótce zobaczę Leo wracającego za przeciwnikiem po własnej stracie, a jego koledzy nie będa musieli kulić ogona za każdym razem, gdy wybiorą inne rozwiązanie akcji od tej, która Najlepszemu piłkarzowi świata wydawała się najbardziej odpowiednia.
0
To oczywiste, że na boisku często można usłyszeć okrzyki mające na celu wzajemną motywację. Zachowanie Leo (i nie muszę znać zapisu audio by to stwierdzić) w żadnym razie nie nosiło w sobie znamion zdrowej sportowej motywacji (takiej, którą często pokazuje Puyol, czy Valdes, rzucanej nieraz w dużych emocjach). Sugestywne ruchy Leo można było odczytać wyłącznie jako mocno protekcjonalne, wyrażający brak szacunku do kolegi obok. David odczytał to zresztą dokładnie w taki sposób i widać było jak mimo, iż odpowiada, to maleje w oczach. Status Leo jako najlepsza piłkarza świata zmusił niestety Ville do tego by odpuścić. Ogromnie żałuję, że Massi zaczyna wykorzystywać swoją niepodważalną pozycję w zespole - parę lat temu w tej samej szatni mieliśmy juz podobny problem, z którym nie poradził sobie niestety Frank. Dodatkowym smaczkiem jest to, że tej konkretnej sytuacji Leo otrzymał ostatecznie piłkę, ale nie udało mu sie jej przyjąć, i dopiero po tym własnym błędzie wylał co miał wylać na Villę. Zdaję sobie sprawę z tego, że większość z tu obecnych będzie chciało usprawdiedliwiać Leo - to oczywiście nie będzie miało żadnego znaczenia dla środowiska na Camp Nou, ale jeżeli tamtejsze osoby równiez pójdą tą drogą, to moim zdaniem bardziej skrzywdzą Argentyńczyka, aniżeli mu pomogą. Leo gubi pokorę, która była jego bardzo mocnym punktem, i która charakteryzowała niemal wszystkich wychowanków Barcy. Nie twierdzę, że Leo nie szanuje Villi - twierdzę jednak, że jest nieco pogubiony i ma problemy z przyznaniem się do tego. Być może rozmiary jego talentu zaczynają go przerastać - mam nadzieję, że gdzieś tam w szatni, w klubie, czy w domu znajdzie się jakiś przyjaciel z pedagogicznym zmysłem, który z nim szczerze pogada i przypomni kim w istocie jest.
0
Zachowanie Leo było na tyle sugestywne, że nie potrzebuję żadnej ściażki audio, by określić ją mianem protekcjonalnego. Zrozumiałem już, że Ty widzisz to inaczej, i że raczej nie dojdziemy w tym względzie do porozumienia. Masz rację - pewnie mam jakiś problem w związku z postawą Leo. Nie możesz jednak widzieć, że Villa nie ma z tym problemu (szacowania tego na podstawie obrazków video, byłoby co najmniej nieuzasadnione). Tymczasem żegnam juz dzisiaj wszystkich. Tym razem ostatecznie :)
0
Eoren
Nie rozumiem niedostrzegania różnic między motywującymi okrzykami Puyola, a kompletnie demotywującymi, protekcjonalnymi zachowaniami Leo. W podziale na lepszych i gorszych absolutnie nie chodzi o podział na tych grającch z tyłu i z przodu. Iniesta pół ostatniego sezonu grał w ataku, podobnie Fabregas, ale Leo ani razu nawet na nich krzywo nie spojrzał.
0
(rzucając na odchodne)
Pokaż mi te Twoje 6 sekund w dzisiejszym meczu. Pokaż mi te 6 sekund w ostatnich spotkaniach. Pokaż mi Barcelonę grającą dobrze pressingiem, gdy Leo zachowuje sie tak jak dzisiaj. Ale przede wszystkim - napisz mi to tutaj - napisz, że Twoim zdaniem można grać bardzo dobry, konstruktywny pressing z przyzwoitym rywalem, mimo całkowitej bierności jednego z zawodników.
0
MVP,
Jeżeli upierasz się, że można grać jakikolwiek konstruktywny pressing bez zaangazowania jednego z zawodników, to kończę dyskusję. Byś może niepotrzebnie niepokoje tutejsze spokojne głowy. Już mnie nie ma :)
0
Eoren
Parafrazując słowa Guardioli - istnieją godziny nagrań ze spotkań Barcy, które powiedzą więcej niż ja tu teraz. Problem, na który zwróciłem uwagę zaczał pojawiać się w zeszłym sezonie i każdy sportowy dziennikarz, komentujący spotkania Barcelony, zwracał na to uwagę. Myślę, że nie będziesz miał problemu ze znalezieniem filmów pokazujących Messiego rzucającego niewybredne komentarze i gesty w kierunku Alexisa, Tello, Cuenci, czy Villi. Ale jeżeli znajdziesz Leo zachowującego się w taki sposób w stosunku do Xaviego czy Puyola to przeproszę od razu i przyznam się do błędu.
0
MVP,
Rzecz pierwsza: systemu Realu i Barcy są zupełnie inne, więc porównywanie gry obronnej Leo do Cristiano jest zupełnie nietrafione.
Rzecz druga: oto jak Argentyńczyk gra w obronie, pressingiem i nie tylko:
Rzecz trzecia: taka a nie inna postawa Leo w grze obronnej ciągnie się niemal od początku tego sezonu.
0
Zwróciłem uwagę - jak mi się zdaje - na przynamniej dwa poważne problemy wynikające z zachowania Leo. Po pierwsze - niestanowienie kolektywu w grze w obronnej (granie pressingiem w 10 przeciwko 11 jest tak trudna, że niemal niewykonalna, a tak własnie dzisiaj to wyglądało); po drugie dzielenie zawodników, na lepszych i gorszych. Prosze o merytoryczne argumenty które pokażą mi, że tych problemów nie ma.
0
Proponuję spróbować wyobrazić sobie jakiegokolwiek innego wychowanka reagującego w sposób, jaki zaprezentował dziś Leo. Albo sytuację odwrotną - tj. pretensje Villi do Messiego. To się nie zdarza. A myślę, że biorąc pod uwagę notoryczne, głupie straty Leo w ostatnich meczach, totalny brak zaangażowania w grę obronną i jego ogólną nonszalancję, wręcz zdarzyć się powinno. Jeżeli ktoś poważnie nie pogada z genialnym Argentyńczykiem to klimat i w szatni i na boisku na pewno na tym ucierpi. Nie może być tak, że Cesc robi pressing w strefie Messiego, a potem zapieprza na swoje miejsce, tracąc ogrom sił, których potem brakuje w ofensywie. Poza tym reakcje Leo wprowadzają pewne niepotrzebne podziały w zespole - na tych, których można zbesztać z błotem (jak Cuenca, Tello, Pedro, Villa, Alexis) i na tych których się nie tyka (Xavi, Iniesta, Puyol i sam Messi). To w żadnym razie nie jest spójne z filozofią, którą wyznawać chcą Katalończycy. Moim zdaniem Leo bezsprzecznie powinien przeprosić Davida - lekceważąc tę historię pokazuje niestety swoją małość, nie wielkość.
0
Rexach dał niestety wyraz niewyobrażalnej ignorancji (działa tym samym na szkodę wizerunku klubu, z którym jest utożsamiany, ale to w tym momencie sprawa drugorzędna). Podstawowe rozumienie pojęcia subiektywizmu, czy relatywizmu wystarcza by zrozumieć to, co tłumaczył poniżej użytkownik Gitkolo. Świadomość tego, że w krajach trzeciego świata ludzie nie mają czego włożyć do ust (czasem przez kilka długich dni), niekoniecznie musi poprawić samopoczucie przeciętnego polskiego dziecka rozpoczynającego właśnie rok szkolny w nowym nieznanym środowisku. Podobnie jak świadomość tego, że przeciętnego Polaka nie stać na Ferrari, niekoniecznie musi poprawiać samopouczcie super gwiazdy Realu Madryt, o którego percepcji rzeczywistości, psychice, czy problemach wiemy bardzo niewiele (jeśli w ogóle coś wiemy). Wypowiedź byłego trenera Barcy jest jednak tym bardziej przykra, że do dziś nikt nie zna problemów, które męczą Ronaldo - być może jestem skłonny się zgodzić, że gdyby okazało się, że chodzi po prostu o podniesienie zarobków, to całe to zamieszanie możnaby nazwać żenującym; póki jednak nie wiemy w czym rzecz, krytykę Raxacha (i jemu podobnych) uważam za uwłaczającą im samym.
0
Hiob93
Wyrzucenie z podstawowej jedenastki Puyola i Pique to chyba klasyczny syndrom zachłyśnięcia się nowym nabytkiem. Song ostatni raz jako środkowy obrońca grał bodaj trzy lata temu (nie licze pojedynczych przypadków wynikających z kontuzji, kartek itd.), więc wystawianie go na tej pozycji w meczu z silnym przeciwnikiem byłoby chyba lekko szalone. Co do linii pomocy - rozumiem, że chcesz zmieścić Xaviego, Iniestę i Cesca w pierwszej jedenastce, ale w takiej konfiguracji - tj. bez klasycznego defensywnego pomocnika, to raczej nie przejdzie. Xavi całą karierę miał kogoś kto go ubezpieczał - bądź to Cocu, Edmilsona, czy Mottę, a ostatnio Toure i Sergio. Przy jego warunkach (i umiejętnościach), grając jako DMF nie tylko stracił to co oferuje w ofensywie, ale przede wszystkim nie wywiązałby się z zadań defensywnych.
0
Dał finał, ale mimo to bardzo ciężko patrzy mi się na jego grę. Chłopak dysponuje niesamowitymi umiejętnościami indywidualnymi (przez co raz po raz robi różnicę), ale gdybym nie wiedział, że jest wychowankiem Barcy, miałbym ogromny problem z dostrzeżeniem tego na boisku. Oglądałem trzeci mecz na tych mistrzostwach Hiszpanów i Gerard za każdym razem wydawał mi się (paradoksalnie) najmniej Barcelońskim piłkarzem spośród wszystkich Hiszpanów. Gwiazdorstwo, bierność po straci piłki, uciekanie od tiki-taki na rzecz dziesiątek indywidualnych akcji, bieganie z opuszczoną głową itd. - to wszystko nijak ma się do tego co graja seniorzy Barcy. To przykre, ale ten chłopak coraz mocniej przypomina mi starszego z braci Dos Santos - choć ten drugi bezsprzecznie dawał z siebie więcej w obronie. Jeżeli ktoś nie zacznie pracowac nad nim indywidualnie poza boiskiem, to będzie miał kolosalny problem z wkomponowaniem się w pierwszą drużynę. Szczególnie jeżeli spojrzymy jakich walczaków preferuje ostatnimi czasy barca na skrzydłach - patrz Pedro, czy Alexis.
0
Darkstar
Nie muszę być guru. Wystarczy, że sam byłem zawodowym piłkarzem i niejednokrotnie rozmawialiśmy o tym w szatni. Jeżeli nasze Polskie podwórko nie jest dla Ciebie żadnym wyznacznikiem to wystarczy dodać tak prozaiczne uzasadnienie, iż od kilkunastu lat oglądam mecze, magazyny, wywiady, wypowiedzi zawodników i ludzi związanych z piłką. W trakcie wszystkich tych moich styczności ze światem piłki tysiące razy słyszałem zdanie, iż krótko skoszona, polana murawa to najlepsze warunki do gry w piłkę nożną (jeszcze raz odsyłam do świata Premier League, czy Bundesligi). W ciągu swojego życia ani razu nie spotkałem się natomiast z krytyką tak przygotowanej murawy. Stąd moje 99% piłkarzy (1% pozostawiam jako margines). Skąd zaś Twoje 99% procent - czym uzasadniasz swoje - do tego momentu - wyciągnięte z kosmosu przekonanie?
0
BlauGranaPolaco
Twoja diagnoza jest zasadna tylko pozornie. Krótko skoszona, polana murawa, to warunki do gry optymalne nie dla takiego czy innego zespołu, lecz po prostu obiektywnie najlepsze warunki do gry w piłkę nożną. W Premier League, czy Bundeslidze nie do pomyślenia jest by nie nawodnić trawy przed spotkaniem. Dlaczego? Ponieważ 99% zawodników woli grać na boisku krótko skoszonym i polanym przed spotkaniem. Myślisz, że Włosi z zasady wolą występować na powierzchni, po której piłka właściwie się nie toczy? Jeżeli tak to - pardon - nazwę Cię człowiekiem wyjątkowo naiwnym. Nie pozwalają na polanie murawy tylko dlatego, iż wiedzą, że gorsze warunki, obniża poziom gry, co będzie sprzyjało słabszemu zespołowi. Ktoś już tu pisał o uzasadnionych pretensjach jakie często mają hokeiści w kontekście jakości lodu na którym przychodzi im grać - analogia idealna. Powtarzam jednak - 99% zawodników woli grać na krótko skoszonej, polanej murawie - jeżeli od tego odstępują, w celu obniżenia poziomu widowiska to jest to mym zdaniem zachowanie o wiele bardziej niesportowe, niż wypominanie im tego przez Xavi'ego, Iniestę, czy Ramosa.
0
Jedyne o co proszę to kategoryczne zaprzestanie używania sloganu w postaci: "Boisko było fatalne, ale obie drużyny miały te same warunki, więc dlaczego tylko my mamy pretensje?" - ktokolwiek miał styczność z profesjonalną piłką i potrafi logicznie myśleć, musi wiedzieć, że gorsza murawa zawsze faworyzuje zespół słabszy. To bardziej oczywiste, niż fakt, że Real od przyjścia Mourinho nie potrafi przegrywać i pokazuje to w wyjątkowo nieprzyzwoity i brutalny sposób - taki który wymaga wskazania na to palcem.
0
Przepraszam za długość wypowiedzi i związany z tym konieczny jej podział na pięć części. Wartościowa polemika z felietonem Karola (której miałem zamiar stać się autorem), wymagała mym zdaniem takiej a nie innej ilości tekstu. Jeśli ktokolwiek miałby ochotę zapoznać z argumentami zawartymi w komentarzu proszę pamiętać o oczywistej zasadzie, iż poniższe notki należy czytać od końca - tj. od tej umieszczonej najniżej, z końcowym dopiskiem "1/5", przechodząc do kolejnych. Mam nadzieję, że redakcja nie uzna mnie za spamowicza. Pozdrawiam!
0
Twoja zasada zapomina właściwie o największym fenomenie piłki, który uczynił ten sport najbardziej popularną konkurencją na świecie (wytnijmy na chwilkę Stany, ich kijki i bieganie po piaskowym rombie) - zapomina o tym, iż piłka nożna jest tak emocjonująca, bo właśnie tutaj nie zawsze "wygrany" oznacza "lepszy". W żadnym innym z popularnych światowych sportów szczęście i przypadek nie mogą odrywać tak istotnej roli. Nie dziwię się wcale fachowcom z całego świata, którzy często podkreślają, iż tytuły ligowe mają dla nich największe znaczenie ponieważ są najbardziej WYMIERNE, by nie powiedzieć właśnie najbardziej SPRAWIEDLIWE. Oczywiście i tutaj szczęści, pech i przypadek robią swoje, jednak przy około 40 spotkaniach ich rola i znaczenie niezwykle maleją. Tutaj prawdopodobieństwo tego, iż po puchar sięgnie najlepszy jest o wiele większe, niż w przypadku siedmiu spotkań rozgrywanych w ramach ME. Jeżeli zatem nadal twierdzisz, iż masz prawo trzymać się kurczowo swojego: "lepszy zawsze wygrywa", to ok rozumiem, masz swoje racjonalne ku temu przesłanki. Pozwól jednak, iż ja włożę tam między Twoje "lepszy" a "zawsze" swoje "nie" i równie racjonalnie jak Ty będę się starał bronić swojego podejścia. 5/5
0
. Nie chodziło mi wcale o kontrowersyjne decyzje sędziego, bo tych patrząc na oba mecze, było wówczas mniej więcej po równo na niekorzyść jednego i drugiego zespołu - mówię o tym, iż Chelsea, zasłużyła w drugim meczu na zwycięstwo, a jednak zremisowała i odpadła. Nie smakował mi wówczas w pełni ten awans, przez co mniej smakował mi również sam finał. Wolę już chyba by mój zespół odpadł w sposób, który wewnętrznie oceniam za niesprawiedliwy, niżby w taki sposób miał wywalczać awans. To poczucie o którym tu mówię (nazywam je racjonalnym, nie emocjonalnym, bo takie ma właśnie podstawy), trudne do rozbicia na części pierwsze, miewa z pewnością wielu z nas. Nie wierzę w to, iż Ty Karolu go nie znasz. "Lepszy jest zawsze ten kto wygrywa" pozwoliło Ci po prostu poczucie to skrzętnie przykryć - wygodny aksjomat rozwiązał niewygodną niejasność. Patrząc na przykłady z przeszłości: nikt mi nie wmówi, że Grecja była najlepszym zespołem w Europie podczas Mistrzostw w Portugalii; nikt mi nie wmówi, że Włosi byli lepsi od Holendrów w półfinale EURO 2000; nikt mi nie wmówi, że Niebiescy w ostatnim dwumeczu byli zespołem lepszym od skądinąd nie najlepiej grającej Barcy. I wcale nie mam tu na myśli zastosowanej taktyki - Chelsea wybrała pewien sposób gry, jednak wcale - w moim przekonaniu - w tym sposobie nie była wyśmienita (i tak - jest to eufemizm pełną gębą w moim wykonaniu). Dwie poprzeczki, dwa słupki, dwukrotne wybijanie piłki z linii bramowej, czy kilkukrotne dopuszczenia do sytuacji sam na sam z bramkarzem są faktami, z którymi trudno dyskutować. 4/5
0
Cieszyliśmy się jak dzieci, ale i ja i Kowal i Wojtas - cała nasza ofensywna trójka czuliśmy, że wygrał zespół o niebo słabszy. Nie było nam z tego powodu wstyd - ze szczęścia trzeba się cieszyć - a jakże, ale gwarantuję - pełna satysfakcja, to również nie była. Piszę jednak tylko o naszej trójce - wiem, że inni chłopcy mogli mieć inne postrzeganie tego wszystkiego. My w każdym razie mieliśmy absolutną świadomość, że graliśmy z zespołem, który zdominował nas pod każdym względem, że wyszkolenie techniczne tych chłopków, ich zaangażowanie, podejmowane decyzje, cała wykonana przez nich praca powinna przynieść im zwycięstwo. Czuliśmy, cholera mać, że oni na to zasłużyli - to było dla nas tak oczywiste, racjonalne i logiczne jak to, że to człowiek stworzył Bogów, a nie odwrotnie. By jednak wejść na ścieżkę, w której czytelnicy będą mogli w większym stopniu zrozumieć to o czym piszę, przejdę do wydarzeń sprzed trzech lat. Każdy z nas pamięta pewnie półfinał z The Blues, bramkę Iniesty, radość Szpaka itd. Ja jednak pamiętam coś jeszcze z tego dnia - pamiętam jak tuż po ostatnim gwizdku wyszedłem przed kamienicę by wymienić uwagi ze znajomymi i czułem dokładnie to samo, co po wspomnianym zwycięstwie nad Gwarkiem. Chelsea zdominowała nas wówczas absolutnie - była lepsza pod każdym możliwym względem i nie miałem co do tego absolutnie żadnych wątpliwości. Jedni znajomi cieszyli się wówczas radością absolutnie pełną, inni, w tym ja, nie bali się powiedzieć, że remis był rezultatem niesprawiedliwy. To się czuło, cholera - żadne gadanie pokroju: "zremisowaliśmy więc na to zasłużyliśmy" nie mogło mnie wówczas do niczego przekonać - nie potrafię okłamywać samego siebie, naprawdę jestem w tym wyjątkowo kiepski. 3/5
0
Pomijając kwestie aksjologiczne w szerokim ujęciu (gdzie kategorie "dobry" i "zły" od kilku tysięcy lat stanowią problem niewyobrażalnie trudny do rozwiązania, uchwycenia, czy opisania), a skupiając wyłącznie na świecie sportu, śmiem przypuszczać, iż wielu z nas nieraz zmagało się z dylematem jak należałoby we właściwy sposób interpretować stwierdzenie "byliśmy lepsi". Przy zaistnieniu jakich warunków, możemy bez przesady tego rodzaju zdanie wypowiedzieć; co musi zostać spełnione - co daje nam prawo wypowiedzieć coś tak odważnego; kiedy nasze słowa będą wynikiem RACJONALNEJ analizy właśnie, a nie czynników emocjonalnych, bądź jakiegoś jednego, niepodważalnego nigdy i nigdzie aksjomatu? Wszystkie te pytania, to naprawdę kwestie niezwykle skomplikowane i niełatwe do obiektywnej oceny. Wydaje mi się jednak, że sposób w jaki Ty do tego wszystkiego podszedłeś jest niewskazanym w tym miejscu uproszczeniem. Uściślijmy: słowo "lepszy" traktujesz po prostu w sposób synonimiczny ze słowem "wygrany". Ma to oczywiście swoją pozorną bądź nie logikę i racjonalność - ten prosty slogan w postaci "lepszy jest ten kto wygrał" brzmi właściwie tak oczywiście, że przy pierwszym z nim kontakcie, nawet osoba, która ma wewnętrzne, zracjonalizowane przekonanie, że coś tu nie gra, czuje się w swoisty sposób zaszachowana. Chciałbym jednak w tym miejscu, nie uciekając wcale od racjonalności, pozwolić sobie na krótką wycieczkę w głąb siebie. Sam grałem w piłkę kilkanaście lat - od trampkarzy, przez juniorkę, i rezerwy po pierwszą drużynę. Uwierz mi - nie zawsze po wygranym meczu czułem, że byliśmy lepsi. Pamiętam jak któregoś dnia udało nam się pokonać genialny wówczas zespół Gwarka Zabrze - 1:0. Jakiś cud, kupa szczęścia, strzał życia kolegi i stało się. 2/5
0
Artykuł świetny, Karolu - należałoby pewnie napisać: jak zwykle. Tekst spójny, smakowity, wciągający, dynamiczny [!], logiczny, merytoryczny i konsekwentny. Całość ma wydźwięk wyraźnie dosadny, ale siłę przekazu budujesz niezwykle subtelnie - niepostrzeżenie, chciałoby się napisać. Bez wykrzykników, przesadnych powtórzeń, manipulacji czy użycia siły, nie wiedzieć do końca w jaki sposób, pozostawiasz na końcu czytelnika w nieznośnym poczuciu, iż każda próba dyskusji, z tym co właśnie przeczytał wydaje się totalnie idiotyczna. Czy wobec tego jedyne co nam pozostaje, to po prostu zgodzić się ze wszystkim i pójść spać? Myślałem o tym chwilkę. Być może nawet dużej niż chwilkę, bo jest 2:17, gdy to piszę. I wiesz co - śmiem twierdzić, że nie. Mało tego - myślę, że Ty na moim miejscu pomyślałabyś jak ja! Jak jednak, będąc urodzonym redukcjonistą i racjonalistą, podejść krytycznie do czegoś co wydaje się być tak racjonalnie oczywiste? W zasadzie to chyba proste - wystarczy starać się być co najmniej tak samo racjonalnym jak Ty w swym artykule, lecz przedstawić interpretację inną od tej zaproponowanej przez Ciebie. Do rzeczy zatem: problem kategorii "lepszy" i "gorszy" - od tego przede wszystkim należy zacząć. Relatywista powiedziałby na wstępie, że wszelkie rozważania w tym temacie są zbędne, ponieważ czegokolwiek byśmy nie wymyślili będzie to zawsze zdanie, teza, twierdzenie, spaczone jakąś subiektywnością, a przez to obdarte z jakiejkolwiek prawdziwości. Na potrzeby tej wypowiedzi zgódźmy się jednak, iż relatywizm jest jedynie jedną z wielu teorii, próbujących zdefiniować otaczają nas rzeczywistość - niekoniecznie jedyną prawdziwą, wobec czego mamy prawo brnąć dalej w naszą zabawę. 1/5
0
Nie rozumiem skąd ta dezorientacja co do oceny pozycji Alvesa. Guardiola zagrał wyraźne 3-4-3, gdzie Dani wszedł w rolę prawoskrzydłowego, zastępując Pedro. Niestety także komentatorzy C+ nie potrafili rozszyfrować tego przez 90 minut. Swoją drogą - Barca w tym sezonie zagrała tym ustawieniem 2 mecze, strzelając 13 bramek i nie tracąc żadnej. Mam nadzieję, że Pep nie zatęskni zbyt szybko za "starym" 4-3-3. Thiago kapitalnie spisuje się w destrukcji.
0
Dla Barcy to idealne wyjście. Bez tych dodatkowych dwóch tygodni, falstart chłopaków Guardioli jest niemal pewny (tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę cholernie trudny kalendarz). A więc ja trzymam kciuki by wszystko się odwlekło. No i czekam tylko, aż Mourinho wyczuje w tym spisek :D
0
W tej konkretnej sprawie kibicuję Arsenalowi i Panu Hill-Wood. Zgadzam się ze wszystkimi argumentami postawionymi przez Challengera w felietonie na temat Cesca, poza jednym - Thiago musi grać więcej niż ogonki. Poza tym - moim zdaniem - błędne jest nazywanie Fabregasa następca Xaviego (wiem, że robi to również sam zainteresowany, ale odbieram to raczej jako swego rodzaju kurtuazję). Cescowi brakuje przede wszystkim krótkiej dynamiki Xaviego, krótkiego prowadzenia piłki z tysiącem dotknięć na sekundę, niecodziennej zwrotności i koordynacji - wszystkiego tego co charakteryzuje nie tylko drugiego kapitana Barcy, ale i Iniestę, Messiego, czy Thiego - to nie te gabaryty. Fabregas ma inne zalety, przez co jest innym piłkarzem i przez co w kadrze ustępuję miejsca swoim "mniejszym" kolegom. Kolejnym przykładem małych jest Silva - myślę, że taki David, albo Goetze, którzy wcale nie wychowali się w klubie, byliby dla Barcy lepszymi środkowymi niż Cesc.