zoltan87
Dołączył/a: przed 2011 rokiem
Bytom
4 obserwujących
1 obserwowany
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Twoja "Wiwisekcja" była dla mnie trochę jak pierwszy strzał Quentina z jego "Wściekłymi psami" - wydaje się, że po takiej torpedzie trudno potem utrzymać tak samo wysoki poziom - cóż, i jemu i Tobie, wychodzi to póki co bardzo dobrze.
Chciałbym poruszyć jedynie dwie kwestie: po pierwsze byłbym chyba ostrożniejszy w kwestii zestawiania rozrywki dostarczanej przez kino i sport - w tym wypadku piłkę nożną. Dziś bardzo łatwo jedno i drugie nazwać produktem, który naturalnie (hedonistycznie, egoistycznie) możemy określać mianem dobrego, lub słabego, kupować bilet, albo upominać się o zwrot pieniędzy. O ile w przypadku kina jestem w stanie zrozumieć takie podejście, o tyle w piłce sama taka myśl jawi mi się zwyczajnie jako nieadekwatna, nieuczciwa, w jakimś sensie nieludzka. Co mam na myśli? Kiedy widzę zmęczonego (kompleksowo zmęczonego - nie mam tu na myśli jedynie ciężkich nóg) Iniestę zmagającego się z perfekcyjnie przygotowanym przeciwnikiem - kiedy patrzę jak próbuje raz po raz, a mimo to nic nie wychodzi, przewraca się, traci piłkę, a po chwili Mascherano ratuje zespół wślizgiem przed niechybną stratą bramki, to najzwyczajniej w świecie chcę być w tych cholernie trudnych chwilach z Andresem - właśnie teraz chcę być szczególnie mocno. Najpiękniejszym momentem jaki pamiętam spośród całej mojej przygody z oglądaniem Barcelony jest być może chwila, gdy Messi dwa lata temu pudłuje karnego w meczu z Chelsea, Barca odpada w półfinale ligi mistrzów, a kibice najpierw skandują głośne "Leo", a następnie najgłośniej jak to tylko możliwe wyśpiewują hymn. Myślę o swoim egoizmie, pamiętam o nim - Ci faceci jednak karmili go przez ostatnich parę lat w taki sposób, że zasłużyli na mój altruizm i empatię, przez kolejnych sto pięćdziesiat wiosen.
0
Nie będę wypunktowywał wszystkich tych słów, zdań, czy akapitów, które uważam za nietrafione, nieadekwatne, ale przede wszystkim niezrozumiałe i nieuczciwe. Powiem tak: doczytałem ten artykuł do końca tylko i wyłącznie ze względu na jakość Twoich niektórych wcześniejszych tekstów, Karol. Uznałem, że tak będzie uczciwie. Myślę przy tym, że równie uczciwie byłoby, gdybyś Ty, choćby ze względu na to wszystko, co zyskałeś dzięki takim zawodnikom jak Xavi, Iniesta, czy Messi, dziś, gdy nie wszystko klei się idealnie, podziękował im właśnie wsparciem, kupnem biletu, zdarciem gardła podczas hymnu, albo oklaskami po przegranym meczu.
Byłem na Camp Nou podczas rewanżu z Atletico - cholernie żałowałem, że doping nie jest silniejszy, bo faceci z boiska wyraźnie go potrzebowali. I byłem wniebowzięty, kiedy Mascherano przecinał wyprzedzającym wślizgiem kolejną akcję wojowników Simeone, a cały stadion nagradzał jego grę obronną brawami.
0
Bardzo dużo niewiadomych, ogrom domysłów, ale - tak jak napisałeś, Karol - takie historie fajnie się czyta. Nasz odbiór Pepa wynika z tego co mówił i jakim był przez cztery lata pracy z pierwszym zespołem - nie może być inaczej. Eoren jakiś czas temu skonstruowała fantastyczną metaforę z atakują owcą, którą nagle zobaczyliśmy w Pepie - długo nad tym myślałem. Pep nigdy nie był dla mnie owcą - nawet, kiedy na złośliwe ataki takiej czy innej strony odpowiadał spokojem, nie był to moim zdaniem owczy spokój. Opanowanie Pepa porównałbym raczej do lwa, który nie specjalnie ma ochotę reagować na zaczepki hien - jego cisza nie wynikała ze strachu, czy nieśmiałości, a raczej lwiej godności, świadomości, pewności i siły. Po pewnym czasie wystarczyło raz warknąć, by momentalnie zwrócić uwagę całego królestwa. Owe warknięcie jednak nie było moim zdaniem pęknięciem, efektem wytrącenia z równowagi - wręcz przeciwnie. Oczywiście tak postrzegając Pepa nie mogę nie mieć do niego żalu za jego wystąpienie z Monachium - facet, który potrafi być panem sytuacji w niemal każdych okolicznościach, nagle w tak dziwny sposób, soczyście uderza w klub, któremu ma życzyć jak najlepiej. Jaki efekt chciał osiągnąć - jaką korzyść (być może długofalową) klub ma wyciągnąć z tego co zrobił Pep? Trudno mi uwierzyć, że stracił panowanie nad sobą, ale jeszcze trudniej zobaczyć w tym bodziec, szansę do zmian dla Barcelony - nie ta forma, nie ta treść.
0
Jakiś czas temu na stronce Troll Football, pojawiła się fotka zabawna korków Pirlo, które to miały mieć od spodu wyryte symbole L1 + "trójkąt", nawiązujące do gier komputerowych oraz mierzonego na centymetry, charakterystycznego podania prostopadłego zagrywanego przez Włocha ponad głowami obrońców. Cesc bez wątpienia ten element piłkarskiego rzemiosła opanowany ma niemal do perfekcji i stąd wspomnienie przez Ciebie o świetnie wychodzących do takich piłek Alexisie i Neymarze jak najbardziej na miejscu. Myślę jednak, że istnieje bardzo istotny element, którego Fabregasowi brakuje, jeżeli porównujemy go z Iniestą, Xavim, czy Thiago - mam tu na myśli szereg umiejętności mieszczących się w tzw. krótkiej dynamice, a więc przyspieszenie, zwrotność, zwinność, czy równowaga. Cesc sporo porusza się po boisku, jest niezwykle wydolny, ale samym sposobem poruszania przypomina bardziej Riquelme, aniżeli nisko osadzonych Hiszpanów (jak Silva, Cazorla, Xavi itd.). Być może jednak cofnięcie Fabregasa na pozycję cofniętej "ósemki" i przesunięcie Iniesty bardziej do przodu (o czym wspominałeś), sprawi, iż były gracz Arsenalu, będzie mógł lepiej wykorzystać swoją siłę, grze w odbiorze, i w jakimś sensie przykryć własne niedostatki. Byłoby wspaniale.
0
Niebywała precyzja, ale i gracja w formułowaniu własnych myśli, koncepcji. Tych parę zdań Martino pozwala stwierdzić, że facet jest świetnym analitykiem, potrafi bardzo celnie wyłuskać z danego zagadnienia, to co najcenniejsze, opisać to, podkreślić i wyciągnąć wnioski. Wydaje się bardzo dobrze znać historię, ale jeszcze lepiej rozumieć wymagania teraźniejszości - do tego dochodzi trzeźwość, świadomość i pokora w ocenie własnych poczynań. Najbardziej imponuje mi jednak pewien dystans, który się dostrzega (odsyłam do innych wywiadów) - facet naprawdę ma umiejętność spoglądania na to, co się dzieje z różnych perspektyw. Sporo w nim filozofa (bez cienia ironii) i w tym sensie bardzo przypomina Pepa. Wskazanie jednak Guardioli, Pellegriniego i Bielsy jako swoich inspiracji jest bez dwóch zdań jego najlepszą rekomendacją - hybryda tych trzech szkoleniowców, stworzyłaby, mam wrażenie, szkoleniowca idealnego - dla Barcelony ma się rozumieć.
0
Ogromne brawa dla Cochise, być może jeszcze większe dla redakcji. W komentarzach zamieszczanych pod artykułami, często gubią się, rozmywają rozsądne, ciekawe wypowiedzi czytelników, które zasługują na pojawienie się w takiej formie, w jakiej pojawił się tekst kolegi.
0
@challenger
Pełna zgoda co do Thiago, Karol. Jedyny, w moim odczuciu, człowiek, który jest w stanie zastąpić Xaviego to właśnie starszy z braci Alcantara. Fabregas to zupełnie inny gracz - brakuje mu krótkiej dynamiki, nie jest odpowiednio mobilny, zwrotny, zwinny, ponadto gorzej reguluje tempo gry i jest zwyczajnie słabszy technicznie niż Thiago. Syna Mazinho charakteryzuje to samo ciągłe przemieszczanie się po boisku i pewność przyjęcia piłki co Xaviego - dziś zdarza mu się grać mniej odpowiedzialnie, ale już w tym momencie jest lepszy od starszego kolegi w takich elementach jak drybling, przyspieszenie, odbiór, gra głową, czy siła. Nowy, ulepszony Xavi, który powinien w tym sezonie grać zdecydowanie więcej.
Zgadzam się także, że odejście Mou równa się osłabieniu Realu - nie mam co do tego złudzeń. Syndrom sierot po Portugalczyku był dobrze znany już wcześniej i nie sądzę by w tym wypadku było inaczej.
Nie zgodzę się jednak z tym, by z czwórki środkowych, tj. Sergio, Xavi, Cesc i Iniesta tylko w postawie tego ostatniego upatrywać przyczyn słabszej gry tej formacji. Moim zdaniem z całej tej czwórki to właśnie Iniesta rozegrał najlepszy sezon (do pewnego momentu fantastycznie grał Sergio, ale potem zwyczajnie umarł), co oczywiście nie znaczy, że był to jego wielki rok.
0
Karol jak zwykle na profesjonalnym poziomie, ale moim zdaniem również jak zwykle wyszła słabość do Zlatana. Nie będę tu wyliczał wszystkich tych sytuacji, w których Szwed udowadniał, że stawianie własnego ego, przed dobro grupy, jest dla niego rzeczą normalną. Pozwolą sobie wkleić krótką wypowiedź Ibry, w której tłumaczy co nie podobało mu się w funkcjonowaniu klubu z Camp Nou:
„Żaden z chłopaków nie zachowywał się jak supergwiazda i to było dziwne. Messi, Xavi, Iniesta i cała ta szajka wyglądali jak uczniacy. Najlepsi piłkarze świata stali tam, żeby się kłaniać, a ja w ogóle tego nie rozumiałem. To było śmieszne. Jeśli we Włoszech trener mówi >>skaczŻe co? Dlaczego?
0
Kończę dyskusję, dzięki.
0
@LeB
Pokaż mi proszę jedną moją wypowiedź (lub jej fragment), przez którą za zasadne uznałeś nazwanie mnie członkiem, cytuję: "armii zindoktrynowanych lewaków, gotowych zrobić wszystko by nie urazić Żyda, Murzyna, homoseksualisty, czy Araba, którzy teraz bardzo chętnie to wykorzystują żyjąc na nasz koszt."
0
@LeB
Kilkadziesiąt lat temu kwestia genitaliów determinowała nie tylko zarobki. I tak jak "murzyn" w Missisipi w latach 50' dostawał mniej niż biały na tym samym stanowisku (choć niejednokrotnie robił o wiele więcej), tak kobiety jeszcze w połowie wieku (a w wielu krajach nadal) były ofiarami seksizmu w kwestiach wynagrodzeń (i nie tylko!). Polecam "Mistykę kobiecości" Betty Friedan, by kolejny raz nie być oskarżony o powtarzanie utartych haseł.
Tymczasem uciekam, podobnie jak kolega wcześniej. Dzięki za dyskusję.
P.S. Magda - następnym razem się "mieszaj"! Lubię kiedy się "mieszasz" :)
0
@Ras White Nigga
A ja jestem większym optymistom w kwestii nauki tolerancji. Z pewnością ogrom ludzi działa dziś inaczej, bo zwyczajnie za zachowanie w "starym stylu" groziłyby im poważne sankcję. Osobiście znam jednak całkiem sporą grupę osób, którym - jak mniemam - udało się zrozumieć, zaakceptować i świadomie zinternalizować, te istotne wartości, do których cały czas się odwołujesz. Ich działanie nie jest zatem dzisiaj mechanicznym efektem skutecznego bodźcowania z zewnątrz, a realną, wewnętrzną, świadomą zmianą postaw i przekonań, z których są dumni. Konkludując: zgadzam się, iż nadal częściej tresujemy, niż wychowujemy, ale jestem zdania, że "jutro" będzie lepiej. Mam nawet kilka istotnych przesłanek w kieszeni, które sprawiają, że moja wiara nie jest irracjonalna.
0
A czy dziadek pracującym na tym stanowisku powinien zarabiać tyle samo? A osoba na wózku? Wyciągasz temat prac fizycznych, który jest stary i obgadany. Oczywiście, że w takim wypadku więcej powinna zarabiać osoba, która jest bardziej wydajna (niekoniecznie zawsze będzie to mężczyzna - z pewnością jestem w znaleźć kobietę, która byłaby w takiej pracy bardziej wydajny niż Ty, bez względu an to jakim samcem alfa byś nie był). Mi oczywiście chodziło o sytuacje, w których kobiety w przeszłości pracowały tak samo wydajnie jak mężczyźni na pewnych stanowiskach, ale dostawały za to gorsze wynagrodzenie tylko dlatego, że były kobietami. Klasyczna dyskryminacja. Przepraszam, że wcześniej nie dookreśliłem swojej wypowiedzi.
P.S. Magda (Eoren) - jeżeli nieco się złościsz, że pod Twoim fantastycznym (bez cienia ironii) wywiadem, miast rozmawiać o Lilianie, prowadzimy dyskusję na temat feminizmu, to daj znać, szybciutko wszystko utnę. Myślę jednak, że nasz kolega z Francji by się nie pogniewał :)
0
@Ras White Nigga
Ale ja się z Tobą zgadzam! Zrównanie zarobków to dobry krok, ale w sferze mentalnej często nadal pozostajemy w prehistorii i tak naprawdę kobiety nadal są "podgatunkiem" w wielu sferach życia. Do tych samych rzeczy dojdziemy, gdy będziemy analizowali inne mniejszości, inne problemy... W którym miejscu stwierdziłem, że wszystko jest dobrze? Masz pełną rację - zmiany, które staramy się wprowadzać zmieniają bardzo niewiele. Chciałem jednak podać jak najprostszy przykład.
0
@Pershing
"Lewactwo się szerzy i rozpowszechnia" - przecież to tak propagandowe, że aż wylewa się bokami. Na mojej uczelni (UŚ, wydział PiPs) jakieś 75% wykładowców było osobami wierzącymi, naprawdę trudnymi do jednoznacznego określenia. W ogóle całe te prowadzone tu przez Ciebie podziały są bzdurą i prowadzą do zafałszowywania rzeczywistości. Pozwolę sobie zacytować jednego z kolegów niżej:
"Mi geje nie przeszkadzaja, mam to gdzies niech zyja wychowuja dzieci. Znajda sie tacy co beda chorzy w tym gejostwie i tacy ktorzy stworzoa rodzine z dzieciakiem, sprawia ze ten wyjdzie na ludzi i bedzie szanowal innych." - ja tu widzę wypowiedź opartą na zdrowym rozsądku, logice, wyważeniu. Nazywanie kogoś lewicowcem, za wypowiedzenie tego rodzaju słów byłoby absurdalne.
0
@Ras White Nigga
Mam tu na myśli przede wszystkim naukę tego gdzie i kiedy należy stawiać granicę - gdzie kończy się granica a zaczyna obojętność. Przykład: jestem wielce uradowany, kiedy widzę jak kobieta pracując na tej samej pozycji co ja, otrzymuje za to identyczne wynagrodzenie, mimo, iż kilkadziesiąt lat temu byłoby to nie do pomyślenia. Ale! Nie chcę być "tolerancyjny" wobec widoku okaleczanej w imię jakiejś prymitywnej religii Afrykanki - brak mojej reakcji w tym momencie uważam za obojętność. Temat ten jest jednak niezwykle trudny i kłopotliwy - cały czas oscylujemy między relatywizmem a uniwersalizmem kulturowym. Świetnie pisał o tym Kołakowski - myślę, że jako, iż był Polakiem, w dodatku jakoś tam wierzącym, powinien być ciekawym przykładem nawet dla tych z nas, którzy na widok lewicowych treści, zaciskają pięści.
0
A tak ode mnie - wokół mnie widzę setki "heteroseksualnych rodzin", wewnątrz których, funkcjonuje o wiele więcej gorszych wynaturzeń, od tego, które Ty zarzucasz homoseksualistom (przez "gorszych" mam tu na myśli takich, które grożą poważniejszymi konsekwencjami, dla dzieci i nie tylko). Gdybyśmy wprowadzili coś na zasadzie "pozwolenia na dzieci", podejrzewam, że zdawalność byłaby tu gorsza niż w przypadku nowych egzaminów z prawa jazdy. Co zaś do Twojego odwoływania się do natury - już wiele razy człowiek stawiał kulturę przed naturą - nierzadko czyny takie nazywaliśmy istotą człowieczeństwa właśnie.
0
@Preshing
"ja nie piszę propagandy, ja piszę prawdę" - zabrzmiało jak nauki Mojżesza z góry Synaj. W ciągu pięciu lat studiów pedagogiki, przeczytania masy poleconych mi przez kolejnych profesorów artykułów, książek, opracowań, ani razu nie zetknąłem się ze stwierdzeniem, iż homoseksualizm można i należy leczyć. Powtarzasz zasłyszane w pewnych środowiskach słowa, które jednak w zestawieniu z naukowymi treściami, brzmią jak majaczenie schorowanego starca.
"Do niektórych spraw trzeba podchodzić radykalnie" - mam dziwne przekonanie, że tych sto lat temu ludzie o umyśle podobnym do Twoich, w taki sam sposób tłumaczyli konieczność "usunięcia" pewnych zbyt wojujących kobiet - "do niektórych spraw trzeba podchodzić radykalnie" - dało się zapewne usłyszeć. Na szczęście nauczyliśmy się, że radykalne rozwiązania są najgorsze. Powtórzę raz jeszcze - dziś dopiero uczymy się tolerancji. Po tym co stało za sprawą Hitlera, wiele środowisk wciąż jest przewrażliwionych, przez co czasem zbyt mocno idziemy w jedną stronę, by potem wrócić. Wspomniałem przykład partii w Holandii, która miała walczyć o legalizację pedofilii - przede wszystkim partia ta walczyła o możliwość dyskusji na temat pedofilii - to dosyć subtelna, acz istotna różnica. Przede wszystkim chciałbym jednak zaznaczyć, że to sami Holendrzy zorientowali się, że stanęli właśnie w momencie, którym coś idzie o krok za daleko - to Holandia poprosiła w tej sprawie o pomoc i temat został rozwiązany. Nie wiem czy adoptowanie dzieci przez pary homoseksualne może mieć złe konsekwencje dla psychiki dziecka - z pewnością istnieje wiele badań, które zdają się zaprzeczać takiej teorii. Niewątpliwe jednak do bardziej optymalnego poznania tego problemu potrzeba więcej czasu.
0
@Pershing
Piszesz o poprawności politycznej, która dzisiaj utrudnia wypowiadanie własnych myśli (wspomniała o tym Eoren) - teoretycznie zapraszasz do dyskusji akademicko-politycznej, ale Twoje wypowiedzi, zarówno w treści jak i formie - o ironio - pachną propagandą bardziej, niż najbardziej liberalne słowa Palikota. Oczywiście, że temat poprawności politycznej jest dziś problematyczny - w krajach zachodnich poziom niepełnosprawności lub koloru skóry, w niektórych kwestiach staje się elementem, który tworzy swoistą "przewagę" nad pozostałymi członkami społeczeństwa. Pragnę jednak zauważyć, że 60 lat temu masowo zabijano nie tylko żydów, ale także np. ludzi leczących się psychiatrycznie. Dziś dopiero uczymy się tolerancji - ten proces wymaga czasu. Mieszanie homoseksualizmu do pedofilii czy zoofilii jest wyrazem kompletnej ignorancji - to właśnie przez rzucane z taką łatwością stereotypowe "perełki" marsze równości w tym kraju wciąż są potrzebne (acz osobiście wątpię w ich skuteczność i krytykuję samą formę). Mówisz językiem skrajnego prawicowca i absolutnie się z tym nie kryjesz - właściwie sam wkładasz się w pewne ramy. Liberalnemu zachodowi z pewnością można wiele zarzucić, ale chciałbym przypomnieć, że to ludzie o orientacji podobnej do Twojej 500 lat temu palili naukowców na stosie, 100 lat temu nie pozwalali kobietom chodzić w spodniach, głosować, siedzieć w pokoju "mężczyzn", dyskutować itd, a w niektórych Stanach USA, jeszcze w XX wieku, mogli bez specjalnych konsekwencji zabijać swoich murzynów.
0
Trafiłem na Twój felieton dosłownie minutę po tym, jak skończyłem poprawiać rozdział metodologiczny we własnej magisterce. O ile Łobocki i Maszke zaczęli mnie już naprawdę nużyć, Twoje naukowe zabawy rozniosły całe moje zmęczenie właściwie w jedną chwilę (to chyba dobrze, że coś rozniosły, co?). Po przeczytaniu ostatniego zdania, pomyślałem sobie, że z tą Messidependencją to jest trochę tak, jak z nauką w ogóle - i tu i tu nie dojdziesz do odpowiedzi ostatecznych. Fakt ten nie sprawia jednak - co subtelnie zaznaczyłaś - że Twoje rozważania są bezsensowne. Zaproszenie do tej zabawy, która nie ma końca - zabawy w poznawanie, poszerzanie i refleksję, jest chyba najfajniejszą częścią Twojej wypowiedzi. Dzięki.
0
Zgadzam się jednak również z Challengerem, że Barca grała wczoraj bez trenera. Dawniej w takich sytuacjach, Katalończycy mieli jeden, ulubiony sposób na rozmontowywanie tak głęboko cofniętej ekipy rywali. Jaki? Mam na myśli lekkie, mocno cięte zagranie nad głowami obrońców do wbiegającym na pełnej szybkości bocznych obrońców, którzy z pierwszej piłki zgrywali futbolówkę do wchodzących napastników. Tego rodzaju pasy za kadencji Guardioli bez przerwy grane były przez Xaviego czy Iniestę. Oczywiście przy defensywie cofniętej na szesnasty metr nie możesz zagrać tego rodzaju loba w okolicę środka bramki, bo tam wszystko wyłapie bramkarz, jednak już rzucenie piłki nieco w boczne rejony pola karnego, sprawdzało się niejednokrotnie. Kompletnie nie rozumiem dlaczego ten schemat jest zupełnie zapomniany. To dokładnie po takim zagraniu Alba strzelił Celicowi gola na 2:1. Bramka Iniesty z tego samego spotkania była cudowna, ale ile razy w roku można zrobić coś takiego? Ile razy w roku można wykonać serię idealnie dokładnych podań z pierwszej w piłki, w polu karnym przeciwnika, między kilkunastoma, próbującymi zablokować linię piłki nogami? Raz? Dwa?
0
@Scorpion222
Pełna zgoda. Oba spotkania z Celticiem, a także dzisiejszy mecz z Milanem obnażają wszystkie słabe strony Barcelony. Mizerne umiejętności kończenia akcji strzałami z dystansu i brak zawodników groźnych w grze powietrzu, powodują, że przy tak głęboko cofniętym przeciwniku stworzenie czystej sytuacji bramkowej jest niemal niewykonalne. I Allegri i Lennon doskonale wiedzą, że każdy, dobrze grający zespół Angielski, serią dośrodkowań i uderzeniami zza szesnastki, bardzo szybko skarciłby ich za cofanie całego zespołu na dwudziesty piąty metr od własnej bramki. Wiedzą też jednak, że Barcelona praktycznie nie ma narzędzi by ich jakkolwiek za to "ukarać". Wobec tak ustawionej, silnej fizycznie drużyny, Katalończycy pozostają praktycznie bezbronni w ataku - gdy tracą przypadkowego gola, sytuacja staje się właściwie beznadziejna.
0
@Seron27
Poniższe modele 3D świetnie ilustrują wszystkie kontrowersyjne sytuacje, więc chyba nie ma co na ten temat dalej dyskutować. Mam jednak pytanie (do wszystkich, którzy siedzą trochę w przepisach), z zakresu przepisów/regulaminów, na które nie mogę znaleźć odpowiedzi w sieci. Chodzi mi o problem walkowera w sytuacji dwumeczu np. w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Czy oddanie jednego meczu skutkuje automatycznie przegraniem całej dwumeczowej rywalizacji? Czytałem gdzieś, że tak się dzieje jeżeli oddamy walkowerem drugie spotkanie. Wówczas nawet jeżeli w pierwszym meczu wygraliśmy 5:0, drugi mecz (oddany walkowerem) zawsze zapisuje się jako wynik premiujący przeciwnika jedną bramką - w tym wypadku byłoby to 0:6. Czy ktoś może mi potwierdzić bądź zweryfikować tę zasadę? Zgodnie z tym o czym czytałem, w przypadku oddania walkowerem pierwszego meczu, w drugim mamy prawo stawić się na boisku jednak musimy odrabiać trzybramkową stratę. Zasada ta wydaje się o tyle logiczna, iż niejednokrotnie zdarza się, iż jakiś zespół w pierwszym spotkaniu pokonuje przeciwnika różnicą wyższą niż trzy bramki - gdyby oddanie rewanżu walkowerem skutkowało jedynie przegraną w wymiarze 0:3, tak naprawdę można by w ogóle odpuścić sobie takie spotkanie. Ciekawi mnie też jak wyglądało potraktowanie sytuacji gdy w rozgrywkach ligowych, w ostatniej kolejce mierzą by się dwie pierwsze drużyny lecz jedna z nich, by osiągnąć mistrzostwo musi pokonać drugą różnicą czterech bramek - czy w takich okolicznościach oddanie meczu walkowerem przez drużyną prowadzącą w tabeli skutkowałoby czymś więcej niż tylko wynikiem 0:3? Może ekipa, która w trakcie sezonu oddaje choć jedno spotkanie walkowerem nie może zdobyć tytułu samą różnicą bramek - to byłoby chyba dosyć sprawiedliwe. Proszę o pomoc kogoś kompetentnego.
0
@^matirix20^
Wiele razy temat ten poruszany był już na tej stronce. Messi z pewnością ma ograniczone zadania w defensywie - pamiętajmy jednak, że Barca w obronie nie potrafi grac inaczej niż pressingiem, a ten zawsze powinien być zaczyna przez zawodnika który najbliżej przeciwnika z piłką. Niestety Messi nie robią czasem nawet tych paru kroków po stracie, które z pewnością ułatwiły kolegom odzyskanie piłki. Poza tym mam mniejsze pretensje o to, że nie wraca, a większe o to, że stracił nieco umiejętność podejmowania ryzyka we właściwym momencie. Przeanalizuj ostatnich kilka spotkań Barcy i policz ilość głupich strat Messiego - takich, na które żaden inny zawodnik Barcy nie może sobie pozwolić. Rozumiem, iż Argentyńczyk działa na nieco innych prawach - tj. jest tym elementem układanki, który ma właśnie najczęściej podejmować ryzyko grania trudnych piłek. Ostatnio jednak Messi zalicza mnóstwo strat w sytuacjach, w których korzyść dla drużyny, w wypadku powodzenia danego zagrania, byłaby i tak bardzo niewielka. Mówię to o krótkim graniu w środku pola, mającym na celu raczej zwolnić niż przyśpieszyć grę. To w tym rejonie Argentyńczyk gra ostatnio zbyt bezczelnie, często między dwoma lub trzeba przeciwnikami. Używając języka tenisowego: mimo, iż sporo piłek wygrywa, jest niestety na minusie, bo ma ostatnio zbyt wiele niewymuszonych strat. Zwróć na to uwagę w następnych spotkaniach - jeżeli ktoś w Barcy w sposób nieodpowiedzialny traci ostatnio piłkę to na 90% jest to Messi.
0
Xavi - 9 - taka ocena właściwie wynika z opisu Challengera, który jest bardzo dobry. Ósemka wobec słów z uzasadnienia wydaje się po prostu nieadekwatna. Jak dla Xavi wywiązał się ze swoich zadań tak samo dobrze, a może nawet lepiej niż Messi ze swoich, zatem dlaczego ten drugi ma dostać ocenę o dwa punkty wyższą? Parafrazując słowa autora: Xavi zasłużył na "dyszkę" już za drybling i fenomenalną asystę przy pierwszej bramce Messiego.
Thiago - 7,5 - uważam, iż pominięty został fakt, iż w tym spotkaniu to Thiago był najbardziej ruchliwym i najbardziej agresywnym zawodnikiem w środku pola. To dzięki jego pracy Xavi tak często miał komfort grania stosunkowo łatwych piłek, z czego zresztą drugi kapitan Barcy skrzętnie korzystał (potem podobnie czynił Fabregas).
Messi - 9 - mimo, iż był to zdecydowanie jeden z najlepszych meczów Messiego (w poprzednich paru spotkaniach wypadał moim zdaniem po prostu słabo, a oceny jakie dostawał na stronce, były moim zdaniem nieprzystające poziomowi redaktorów), na 10 z pewnością nie zasłużył. Argentyńczyk od jakiegoś czasu ma problem z momentami w których należy podejmować ryzyko przez co zalicza mnóstwo kompletnie głupich strat, po których na dodatek zupełnie nie wraca na swoja połowę, tylko patrzy jak czynią to koledzy. W tym spotkaniu było lepiej, ale nadal słabiej niż kilkanaście miesięcy temu.
0
@N20
W pełni się zgadzam. Cała drużyna grała na zwolnionych obrotach. Trochę jak Hiszpania na Euro, nie korzystając właściwie z niemal żadnej okazji do wyjścia z kontrą, bardzo chętnie zwalniając grę. Tyle tylko, że na dzień dzisiejszy jakość tej drużyny jest tak ogromna, że grając na 70% praktycznie nie daje szans czwartej drużynie ligi. Niesamowicie się to ogląda. Wróciły czasy, gdy warto zachowywać na dysku każde spotkanie. A Busquets w ostatnich dwóch miesiącach stał się moim zdaniem najlepszym piłkarzem globu. Momentami to jak czyta grę oraz decyzyjność z jaką przechodzi kolejne spotkania, tworzy obraz wręcz groteskowy - na tle przeciwników wygląda jak nauczyciel grający z uczniami.
0
@piieter
Będę się upierał, że bardziej męczące jest tego rodzaju atakowanie, bo tutaj cały czas musisz prowadzić piłkę przez co ruchów ciała jest dodatkowo więcej i są one nienaturalne. Nie zgodzę się też, że Sergio, czy Iniesta są równie często kopani jak Leo - nie potwierdzają tego moje obserwacje. Andres jest faktycznie jedynym zawodnikiem, który prócz Leo podejmuje próby indywidualnego "wbijania" się w linie pomocy bądź obrony przeciwników robiąc w ten sposób przewagę. Robi to jednak o wiele rzadziej i w sytuacjach o wiele mniej "kolizjogennych". Analogicznie do Twoich zarzutów w stosunku do Leo mógłbym zapytać: dlaczego Pedro, Alexis, Villa nie biorą piłki i nie zapie..lają przez połowę boiska kiedy drużynie nie idzie? Dlaczego "dla drużyny" nie idą ciało w ciało z jednym czy drugim obrońcą? Dlaczego nie wracają na 50 metr od swojej bramki i nie przepychają się tam z gromadą przeciwników, jeżeli jest to konieczne? Tego rodzaju zadania to specjalność wyłącznie Leo i należy o tym pamiętać - to kosztuje mnóstwo sił. Poza tym - jak już ktoś wspomniał - Argentyńczyk w przeciwieństwie do wszystkich ofensywnych graczy Barcy praktycznie nie pauzuje. Sam musi dozować swoje siły.
0
Myślę, że Leo liczył po prostu na to, iż Costa zrobi wymach, ale piłki nie złapie, dzięki czemu sam będzie mógł go łatwiej minąć. Błąd zapoczątkował Xavi, ale zgadzam, że Leo wślizgiem mógł ratować sytuację - to jednak nie w jego stylu :)
Co do filmiku - oglądając tych 5 minut można zadać pytanie, czy jakikolwiek inny ofensywny zawodnik Barcy wytrzymałby w ogóle grę na takim poziomie fizyczności i agresywności. Jak mniemam sam grywasz w piłkę i masz świadomość, że tego rodzaju sytuacje są absolutnie najbardziej męczące dla zawodnika. Miejscami te pojedynki wyglądają jak zapasy - w tych krótkich chwilach męczysz cały organizm o stokroć bardziej niż bieganiem w pressingu - na pewno masz tego świadomość.
0
@piieter
Mekston ma rację - przy tej bramce zawinił Xavi (choć tego rodzaju straty są chyba wliczone w ryzyko grania tiki-taki z każdym przeciwnikiem).
Co do grania dla drużyny i zostawiania całego zdrowia na boisku - nie trzeba chyba oglądać każdego spotkania. Rzucam pierwszy filmik z brzegu jaki znalazłem na ten temat (rzecz jest aktualna, bo urywki pochodzą wyłącznie z obecnego sezonu):
Co zaś do tego czy Leo wpisuje się w tak słów "Mes que un club" - to oczywiście problem dosyć subiektywny, acz analizując jego wypowiedzi, działania pozaboiskowe, osobowość to moim zdaniem (pomijając kilka sytuacji) jest on - obok Xaviego, Puyola i Iniesty - najlepszym reprezentantem tego sloganu jaki gra dziś w Barcie.
0
@piieter
Miałem podobne odczucia na początku sezonu - tj. bolało mnie to, iż Leo praktycznie nie uczestniczy w pressingu (całą pracę w tamtym czasie wykonywałem za niego Cesc i można to było spokojnie dostrzec w kolejnych spotkaniach). Pomyślałem sobie, że kiedyś bronił lepiej i częściej - w dodatku pojawiły się te historie ze zbyt obscenicznym i często nieuzasadnionym zwracaniem uwagi kolegom (Villa, Tello, Alexis). Potem jednak Leo po pierwsze się uspokoił (chyba ktoś z nim pogadał o tych sprawach bo Argentyńczyk przestał się tak frustrować, machać rękoma, krzyczeć), a po drugie zaczął trochę więcej biegać. Najlepszym chyba dowodem na to, że Leo pressingiem grać nadal potrafi były dla mnie spotkania reprezentacyjne, gdzie Messi grał w obronie jak szalony, ocierając się nawet o czerwoną kartkę za zbyt agresywne wejścia. Jego bierną postawę w meczach Katalończyków traktuję zatem jako element taktyki Tito - być może słuszny. Absolutnie jednak nie zgodzę się z tym, że Messi robi dla drużyny mniej niż inni - tj. zostawia mniej zdrowia, serca, potu niż pozostali zawodnicy - taka teza to jakieś totalne nieporozumienie. Rysowanie obrazu,w którym to wszystko co Leo daje Barcelonie wynika po prostu z jego niewyobrażalnego talentu jest cholernie niesprawiedliwe. Żaden z piłkarzy Barcelony nie jest tak często kopany, przewracany, skrobany po kostkach jak Leo. To do Argentyńczyka zawsze wędruje piłka, gdy ekipie nie idzie, nawet jeżeli on także czuje się fizycznie słabiej. Wiele razy ma się wrażenie, że Leo naprawdę wygrywa spotkania w pojedynkę. Odpowiedzialność jaka na nim spoczywa jest trudna do wyobrażenia, a mimo to cały czas ją unosi. Dodatkowo poza boiskiem to idealny przykład barcelońskiej szkoły - cichy, skromny, pracowity, udzielający się charytatywnie.