@Bogan No nie odsiejemy, bo nie o to chodzi. Sztuka szeroko pojęta to tak efemeryczny temat, że jutro może Olga Tokarczuk wydać największą szmirę ostatniego stulecia, a Zenek Martyniuk natchniony patriotyzmem napisać piękną balladę o Polsce. Nie wiesz tego, nie dowiesz się, więc IMO nie ma co dyskryminować.
Co wiemy, to że pomimo co tu poniektórzy sugerują, dobry artysta wcale nie musi być w stanie zarobić swoją sztuką na życie. Biorą pod uwagę np. ile zostawiają dla siebie serwisy streamingowe, tylko najwięksi artyści czy zespoły mogą wyżyć z grania muzyki. Taki już nawet średniej sławy muzyk albo ledwo wiąże koniec z końcem dzięki koncertowaniu i merchu, albo ma drugą czy trzecią pracę. Już nie wspominając, że nie jest obecnie niespotykanym fakt, że muzycy akurat muszą dokładać z własnych pieniędzy żeby wydać płytę czy pojechać w trasę, a zyski to dla nich pieśń przyszłości. A działalność artystyczna cierpi.
Tak zastanawiając się nad tym, nie wiem ile z istotnych dzieł sztuki wszelakiej stracilibyśmy, jeżeli artyści nie mieliby wsparcia od monarchów, rządów czy mecenasów. Czy Chopin stworzyłby to i ile stworzył, gdyby, z całym szacunkiem, musiał zapierdalać w fabryce na dwie zmiany.
"Niedowieżanie" - wy tak serio? Ja rozumiem, że artykuły się produkują na szybko, bo jest ich faktycznie sporo codziennie, ale aż dziw, że autokorekta tego nie wychwyciła
@PeRRy Porównianie tutaj do NFZ jest okrutnie nie na miejscu. Górnictwo na tą chwilę generuje tylko straty, a jakość surowca sprawia, że węgiel i tak trzeba importować. A to co się wykopie na miejscu w życiu nie zaspokoi potrzeb energetycznych kraju. To jest seria przedsiębiorstw państwowych, które nie przynoszą zysku.
NFZ z założenia ma być usługą, dostępną dla każdego obywatela i nie oczekuje się, że będzie przynosić zyski, bo nie taki jest jej cel. A w polskim NFZ wcale tak różowo nie jest, lekarze (i cała obsada szpitali) wcale nie trzaskają kokosów, a wręcz zarabiają mało jak na odpowiedzialność którą na siebie biorą. I przez to w ogóle dziwnym nie jest, że spora część absolwentów medyny z rodzimych uczelni zawija kitę za granicę, gdzie mogą lepiej zarobić.
Można tu argumentować, że sprywatyzowanie służby zdrowia rozwiązałoby by problem płaca, ale jestem zdania, że pogorszyłoby problem dostępności (bo wszystkie te zabiegi, wycieczki karetkami, etc. które mamy z NFZ tanie nie są, więc nie każdy miałby możliwość z nich skorzystać w potrzebie). A jeżeli zabrałyby się za to wielkie międzynarodowe korporacje, to nie jestem przekonany czy nawet pensji dla pracowników by się wielce polepszyły. Część z ww. mógłby zmitygować porządny nadzór rządowy, ale jakoś nie wierzę, że nasz rząd (nieważne kto aktualnie byłby przy sterach) by ten temat udźwignął.
@AlexDark00 Cross dressing czy drag to nie to samo co transpłciowość. Jak chcesz pluć po ludziach to chociaż sprawdź, czy w dobrą stronę. A w takich kryteriach to żadne czasy nie były normalne, ani nie kierowały się rozsądkiem - odczłowieczanie grup społecznych mamy od zawsze. Śpiewka zawsze ta sama, tylko cele się zmieniają. Czy to byli katolicy, czarni, kobiety, żydzi, niepełnosprawni czy ktokolwiek inny, zawsze znajdował się chłopiec do bicia.
@Recha_0684 Nie bardzo mi idzie uzyskiwanie odpowiedzi w tym wątku, ale spróbuje znowu. Powiedzmy, że Ci wierzę w tego szwagra i te znajome. Wybacz cynizm, ale argument pt. "mam znajomego x" słyszałem milion razy, ale ten znajomy, szwagier czy kto tam się jakoś nie materializował. Ale dla dobra dyskusji powiedzmy, że wierzę że mówisz prawdę.
Jakie argumenty na nierównanie małżeństwa podali ci ludzie? Ten z konstytucją możemy sobie pominąć, bo już wcześniej było poruszane, że niektórzy widzą w "jako związek" a inni "to związek". Co oprócz tego? Dlaczego dobrowolnie odrzucają dostęp do instytucji małżeństwa, która oprócz uprawomocnienia związku, ułatwia współmałżonkom masę rzeczy?
I pytanie do Ciebie osobiście - skoro Ci pary niehetero "nie przeszkadzają" to czy byłbyś za wprowadzeniem jakiejś instytucji pośredniej, jak proponowana ostatnio ustawa o osobie najbliższej? Jak nie, to dlaczego? Bo piszesz o ustawianiu tych spraw po urzędach i notariuszach, ale dlaczego z powodu orientacji tacy ludzie muszą mieć nieporównywalnie więcej pracy i kosztów (notariusz w końcu tani nie jest) żeby zalegalizować związek, w porównaniu do krótkiej wycieczki do urzędu i podpisania paru papierów?
@sakuo Niestety, drogi użytkowniku, z Twojej wypowiedzi, że masz wszystko przeciwko. Argument, że "wszystko okej, ale nie chce tego oglądać" jest, za przeproszeniem, z dupy. A ja mogę nie chcieć oglądać par heteroseksualnych wymieniających ślinę na przystanku autobusowym, bo uważam to za nieestetyczne. Ale prawo im tego nie zabrania, ja też nie będę, niech żyją i się cieszą miłością.
I nie, widok dwóch kolesi idących za rękę po deptaku nie zbałamuci Twoich dzieci. Jeżeli któreś z nich jest homoseksualistą, to już jest dawno "po ptakach". Możesz próbować je kontrolować, możesz je zamknąć w piwnicy, ale tylko je skrzywdzisz, a orientacji nie zmienisz, bo to nie jest kwestia wyboru. Jedynie działanie w tym kierunku (np. wejście w związek z osobą tej samej płci) jest czynnym wyborem, orientację mamy wbudowaną.
A jeżeli Ty, na taki widok na ulicy, nie będziesz potrafił wyjaśnić swojej latorośli, że miłość między ludźmi przybiera wiele postaci, i że należy ją celebrować, tak jak ich rodzice pielęgnują swoją miłość do siebie i do swoich dzieci, to problem jest z tobą, a nie z tymi panami na ulicy.
I nie, nie mamy tylko dwóch płci. Temat jest zdecydowanie bardziej skomplikowany, ale to pozostawiam już Tobie do doedukowania się. Czego pewnie nie zrobisz, ale na to już nic nie mogę
@Klejnot_Nilu "10 lat temu kobiet nie obchodziło czy będą mogły wyskrobać upośledzone dziecko, a przyrost naturalny i tak był ujemny." - weź ty, człowieku mam nadzieję rozumny, porozmawiaj najpierw z paroma różnymi kobietami, a potem dopiero spróbuj wyskakiwać z takimi głupotami. Bo to już jest poziom Czarnka pitolącego, że aborcja jest nieistotnym tematem, bo co piekarzy to obchodzi. Jakby od pracy piekarni zanikały jajniki i usychały gonady.
10 lat temu to jeszcze nie ciemnogród z większością w sejmie nie zdążył zdeptać i tak już chwiejnego kompromisu, to i problem nie był taki ważki, bo jakieś poczucie bezpieczeństwa dla samych zainteresowanych było.
A przy okazji - wybacz, ale nie możesz sobie tak po prostu przekierowywać dyskusji w takie ramy jakie są Ci wygodne. Koledzy już wcześniej dość jasno przyznali, że sama regulacja aborcji nie jest odpowiedzią na kwestię przyrostu, ale jest jedną z wielu elementów problemu.
Tak jak zarobki, inflacja, dostęp do mieszkań, dostęp do medycyny prenatanlnej, etc. etc. ad infinitum. Nie da się tego tak prostu do ograniczyć do jednej kwestii, żeby pasowało pod tezę.
W ogóle, w mojej opinii, bez przywalania się do Ciebie osobiście w tym momencie, takie rozumowanie jest symptomem popularnej znowu "polityki prostych rozwiązań". Wycelowanych elegancko w statystycznego Polaka, który nie ma siły czy chęci zagłębiania się w różne tematy polityczne, ekonomiczne czy społeczne złotych środków na wszelkie problemy. Które brzmią fajnie i ładnie jak się usłyszy, ale rozpadają się jak domek z kart przy rozpoznaniu, że problem jest bardziej złożony niż się wydawało. A potem wychodzi, że pod spodem jest jeszcze cały lodowiec powiązanych tematów.
Próbowaliśmy tak, dajemy 800+ rodzicom. Z wierzchu, nie powiem, niegłupi pomysł, ogólnie nie mam problemu ze wspieraniem młodych rodzin. Problem w tym, że to tylko elegancka zapchajdziura i kiełbasa wyborcza, która w dłuższej perspektywie problemu nie rozwiąże, jeżeli nie rozwiąże się problemów zródłowych.
Komentarze
0
@Bogan No nie odsiejemy, bo nie o to chodzi. Sztuka szeroko pojęta to tak efemeryczny temat, że jutro może Olga Tokarczuk wydać największą szmirę ostatniego stulecia, a Zenek Martyniuk natchniony patriotyzmem napisać piękną balladę o Polsce. Nie wiesz tego, nie dowiesz się, więc IMO nie ma co dyskryminować.
Co wiemy, to że pomimo co tu poniektórzy sugerują, dobry artysta wcale nie musi być w stanie zarobić swoją sztuką na życie. Biorą pod uwagę np. ile zostawiają dla siebie serwisy streamingowe, tylko najwięksi artyści czy zespoły mogą wyżyć z grania muzyki. Taki już nawet średniej sławy muzyk albo ledwo wiąże koniec z końcem dzięki koncertowaniu i merchu, albo ma drugą czy trzecią pracę. Już nie wspominając, że nie jest obecnie niespotykanym fakt, że muzycy akurat muszą dokładać z własnych pieniędzy żeby wydać płytę czy pojechać w trasę, a zyski to dla nich pieśń przyszłości. A działalność artystyczna cierpi.
Tak zastanawiając się nad tym, nie wiem ile z istotnych dzieł sztuki wszelakiej stracilibyśmy, jeżeli artyści nie mieliby wsparcia od monarchów, rządów czy mecenasów. Czy Chopin stworzyłby to i ile stworzył, gdyby, z całym szacunkiem, musiał zapierdalać w fabryce na dwie zmiany.
0
"Niedowieżanie" - wy tak serio? Ja rozumiem, że artykuły się produkują na szybko, bo jest ich faktycznie sporo codziennie, ale aż dziw, że autokorekta tego nie wychwyciła
0
@PeRRy Porównianie tutaj do NFZ jest okrutnie nie na miejscu. Górnictwo na tą chwilę generuje tylko straty, a jakość surowca sprawia, że węgiel i tak trzeba importować. A to co się wykopie na miejscu w życiu nie zaspokoi potrzeb energetycznych kraju. To jest seria przedsiębiorstw państwowych, które nie przynoszą zysku.
NFZ z założenia ma być usługą, dostępną dla każdego obywatela i nie oczekuje się, że będzie przynosić zyski, bo nie taki jest jej cel. A w polskim NFZ wcale tak różowo nie jest, lekarze (i cała obsada szpitali) wcale nie trzaskają kokosów, a wręcz zarabiają mało jak na odpowiedzialność którą na siebie biorą. I przez to w ogóle dziwnym nie jest, że spora część absolwentów medyny z rodzimych uczelni zawija kitę za granicę, gdzie mogą lepiej zarobić.
Można tu argumentować, że sprywatyzowanie służby zdrowia rozwiązałoby by problem płaca, ale jestem zdania, że pogorszyłoby problem dostępności (bo wszystkie te zabiegi, wycieczki karetkami, etc. które mamy z NFZ tanie nie są, więc nie każdy miałby możliwość z nich skorzystać w potrzebie). A jeżeli zabrałyby się za to wielkie międzynarodowe korporacje, to nie jestem przekonany czy nawet pensji dla pracowników by się wielce polepszyły. Część z ww. mógłby zmitygować porządny nadzór rządowy, ale jakoś nie wierzę, że nasz rząd (nieważne kto aktualnie byłby przy sterach) by ten temat udźwignął.
0
@AlexDark00 Cross dressing czy drag to nie to samo co transpłciowość. Jak chcesz pluć po ludziach to chociaż sprawdź, czy w dobrą stronę.
A w takich kryteriach to żadne czasy nie były normalne, ani nie kierowały się rozsądkiem - odczłowieczanie grup społecznych mamy od zawsze. Śpiewka zawsze ta sama, tylko cele się zmieniają. Czy to byli katolicy, czarni, kobiety, żydzi, niepełnosprawni czy ktokolwiek inny, zawsze znajdował się chłopiec do bicia.
0
@Recha_0684 Nie bardzo mi idzie uzyskiwanie odpowiedzi w tym wątku, ale spróbuje znowu. Powiedzmy, że Ci wierzę w tego szwagra i te znajome. Wybacz cynizm, ale argument pt. "mam znajomego x" słyszałem milion razy, ale ten znajomy, szwagier czy kto tam się jakoś nie materializował. Ale dla dobra dyskusji powiedzmy, że wierzę że mówisz prawdę.
Jakie argumenty na nierównanie małżeństwa podali ci ludzie? Ten z konstytucją możemy sobie pominąć, bo już wcześniej było poruszane, że niektórzy widzą w "jako związek" a inni "to związek". Co oprócz tego? Dlaczego dobrowolnie odrzucają dostęp do instytucji małżeństwa, która oprócz uprawomocnienia związku, ułatwia współmałżonkom masę rzeczy?
I pytanie do Ciebie osobiście - skoro Ci pary niehetero "nie przeszkadzają" to czy byłbyś za wprowadzeniem jakiejś instytucji pośredniej, jak proponowana ostatnio ustawa o osobie najbliższej? Jak nie, to dlaczego? Bo piszesz o ustawianiu tych spraw po urzędach i notariuszach, ale dlaczego z powodu orientacji tacy ludzie muszą mieć nieporównywalnie więcej pracy i kosztów (notariusz w końcu tani nie jest) żeby zalegalizować związek, w porównaniu do krótkiej wycieczki do urzędu i podpisania paru papierów?
34
"trzcionka"?
15
Czemu? Pod względem czysto sportowy, mecz Polaków będzie najsłabszy, więc nic dziwnego że ktoś chce zobaczyć bardziej widowiskowe spotkanie
11
@sakuo Niestety, drogi użytkowniku, z Twojej wypowiedzi, że masz wszystko przeciwko. Argument, że "wszystko okej, ale nie chce tego oglądać" jest, za przeproszeniem, z dupy. A ja mogę nie chcieć oglądać par heteroseksualnych wymieniających ślinę na przystanku autobusowym, bo uważam to za nieestetyczne. Ale prawo im tego nie zabrania, ja też nie będę, niech żyją i się cieszą miłością.
I nie, widok dwóch kolesi idących za rękę po deptaku nie zbałamuci Twoich dzieci. Jeżeli któreś z nich jest homoseksualistą, to już jest dawno "po ptakach". Możesz próbować je kontrolować, możesz je zamknąć w piwnicy, ale tylko je skrzywdzisz, a orientacji nie zmienisz, bo to nie jest kwestia wyboru. Jedynie działanie w tym kierunku (np. wejście w związek z osobą tej samej płci) jest czynnym wyborem, orientację mamy wbudowaną.
A jeżeli Ty, na taki widok na ulicy, nie będziesz potrafił wyjaśnić swojej latorośli, że miłość między ludźmi przybiera wiele postaci, i że należy ją celebrować, tak jak ich rodzice pielęgnują swoją miłość do siebie i do swoich dzieci, to problem jest z tobą, a nie z tymi panami na ulicy.
I nie, nie mamy tylko dwóch płci. Temat jest zdecydowanie bardziej skomplikowany, ale to pozostawiam już Tobie do doedukowania się. Czego pewnie nie zrobisz, ale na to już nic nie mogę
6
@Klejnot_Nilu "10 lat temu kobiet nie obchodziło czy będą mogły wyskrobać upośledzone dziecko, a przyrost naturalny i tak był ujemny." - weź ty, człowieku mam nadzieję rozumny, porozmawiaj najpierw z paroma różnymi kobietami, a potem dopiero spróbuj wyskakiwać z takimi głupotami. Bo to już jest poziom Czarnka pitolącego, że aborcja jest nieistotnym tematem, bo co piekarzy to obchodzi. Jakby od pracy piekarni zanikały jajniki i usychały gonady.
10 lat temu to jeszcze nie ciemnogród z większością w sejmie nie zdążył zdeptać i tak już chwiejnego kompromisu, to i problem nie był taki ważki, bo jakieś poczucie bezpieczeństwa dla samych zainteresowanych było.
A przy okazji - wybacz, ale nie możesz sobie tak po prostu przekierowywać dyskusji w takie ramy jakie są Ci wygodne. Koledzy już wcześniej dość jasno przyznali, że sama regulacja aborcji nie jest odpowiedzią na kwestię przyrostu, ale jest jedną z wielu elementów problemu.
Tak jak zarobki, inflacja, dostęp do mieszkań, dostęp do medycyny prenatanlnej, etc. etc. ad infinitum. Nie da się tego tak prostu do ograniczyć do jednej kwestii, żeby pasowało pod tezę.
W ogóle, w mojej opinii, bez przywalania się do Ciebie osobiście w tym momencie, takie rozumowanie jest symptomem popularnej znowu "polityki prostych rozwiązań". Wycelowanych elegancko w statystycznego Polaka, który nie ma siły czy chęci zagłębiania się w różne tematy polityczne, ekonomiczne czy społeczne złotych środków na wszelkie problemy. Które brzmią fajnie i ładnie jak się usłyszy, ale rozpadają się jak domek z kart przy rozpoznaniu, że problem jest bardziej złożony niż się wydawało. A potem wychodzi, że pod spodem jest jeszcze cały lodowiec powiązanych tematów.
Próbowaliśmy tak, dajemy 800+ rodzicom. Z wierzchu, nie powiem, niegłupi pomysł, ogólnie nie mam problemu ze wspieraniem młodych rodzin. Problem w tym, że to tylko elegancka zapchajdziura i kiełbasa wyborcza, która w dłuższej perspektywie problemu nie rozwiąże, jeżeli nie rozwiąże się problemów zródłowych.
5
@Striker No przecież. Dzień bez zbicia piany to dzień zmarnowany