1

Pomyśleć, że w październiku skończy dopiero 20 lat! Obserwuję go od tamtego sezonu i gość się rozwija kapitalnie. Jestem wielkim fanem, przyznaję.

11

Dzisiaj były:
7, 21, 24, 36, 38, 42

Proszę bardzo.

12

Mi absolutnie nie jest go szkoda, wręcz przeciwnie. Jakoś pod nosem się uśmiecham patrząc, jak PSG bije głową w mur z mocniejszymi (:

1

Trent Alexander Arnold - rocznik 98
Joe Gomez - rocznik 97
Andy Robertson - staje się nagle dzięki Kloppowi jednym z najlepszych LO w Anglii - rocznik 94
Van Dijk - skała na środku - rocznik 91

Fajnie to wygląda, co mi jako osobie sympatyzującej z Liverpoolem baaaaardzo się podoba!

0

Wszystko spoko, tylko on ma za miesiąc 27 urodziny

9

Trent Alexander Arnold to będzie kiedyś Pan Piłkarz. Gość jest rocznik 98, a od dłuższego czasu gra świetnie na PO w Liverpoolu. Patrząc na to, jaka jest bieda w dzisiejszych czasach na tej pozycji, nie zdziwię się jak w przeciągu kilka sezonów wyrośnie na czołowego zawodnika na prawej obronie na świecie.

0

Ile masz do wyjęcia? Piątaka? Igrasz z ogniem :d

0

Klopp, uwielbiam Cię :D

27

Ogrywamy 4:0 PSV , które wygrało 5 na 5 spotkań w lidze będąc obecnie liderem. W dodatku ich bilans bramek przed tym spotkaniem wynosił 21:3. Nadal znajdą się jednak wybitne jednostki narzekające na styl bądź też na trenera.



Typowa La Rambla (:

0

O stęskniłem się za Tobą :d

0

Carvajal, Meunier, Kimmich, Azpilicueta, no i niech nasz Roberto będzie

7

Poniosło Cię

11

Myślę, że powinien przeczytać to każdy. Może zrozumie, jak ciężko przebić się wychowankom (:


Bez zbędnego wstępu - oto, co znaczy dla wychowanka Barcelony debiut w pierwszej drużynie. Pepe Reina w sezonie 2000-2001 niemal narobił w spodnie. Albo finalnie narobił i dziś nie chce się przyznać.

***

W La Masii ciągle uczono nas, że musimy być w gotowości do gry, bo nasza kariera może zmienić się w ułamku sekundy. Dosłownie przy okazji mrugnięcia okiem. Niektórzy nie są jednak gotowi na to, że w wieku 18 lat grają dla Barcy B, a za chwilę debiutują w jednym z największych klubów świata i jeszcze w tym samym sezonie grają w półfinale Pucharu UEFA. Tak, mowa o mnie.

Oczywiście dzieje się tak w efekcie kontuzji innych. Nasz bramkarz Francesc Arnau doznał urazu kolana w meczu z Club Brugge. Wskakiwał za niego Richard Dutruel, ale kogoś trzeba było posadzić na ławce. Padło na mnie.

W najbardziej szalonych snach nie przypuszczałem jednak w co przerodzi się zwykły wyjazd na mecz z Celtą Vigo w La Liga. Chciałem tylko zyskać trochę doświadczenia, podglądając dorosłych kolegów i zobaczyć jak szykują się do spotkania.

Z perspektywy ławki widziałem jak Dutruel pada na murawę. W okolicach 42. minuty kazano mi się rozgrzewać. W głowie miałem taki harmider, że nawet nie docierało do mnie, że zaraz mogę zadebiutować w Barcelonie. Spodziewałem się, że może ma lekkie stłuczenie i za chwilę znowu będę mógł spokojnie usiąść i obserwować wszystko z pokoju. Chciałem tylko się porozgrzewać i pobiegać przy linii bocznej. Tyle by mi wystarczyło!

Dutruel jednak się nie podnosił i zajmowali się nim nasi medycy. Docierało do mnie, że zaraz wejdę. Pierwsza myśl brzmiała następująco: „Ja pie*dolę”. Wiedziałem, że nigdy nie zapomnę tego momentu, bo w końcu o tym marzyłem, ale ekscytacja mieszała się z bladym strachem. Potem zacząłem się zastanawiać - czy coś w spektakularny sposób obronie, czy zawalę, co powie rodzina, co to dla niej znaczy, co napiszą gazety dzień później, jeżeli pójdzie dobrze lub źle. Nie chciałem zawieść samego siebie, ale nie oczekiwałem heroizmu.

Podbiegł do nas nasz trener - Serra Ferrer. Znowu pomyślałem: „Kur*a, to się dzieje”. Serce zaczęło bić mocno, ale Ferrer mi nie pomagał - zaczął wrzeszczeć, żebym jeszcze szybciej się przebierał. Wydzierał mi się prosto do ucha z najbliższej odległości. Było 1:3. W tym całym chaosie Dutruel się pozbierał. Wstał i między słupkami doczekał do gwizda kończącego pierwszą połowę. Było 1:3. Ja w tym czasie niemal narobiłem w spodnie, przysięgam.

Po przerwie wskoczyłem do bramki. Skończyło się 3:3 i do dziś wmawiam sobie, że zrobiłem różnicę. Znajomym powtarzam, że skoro zdobyliśmy w 45 minut dwie bramki i uratowaliśmy remis, to wynik mojego debiutu to tak naprawdę 2:0… Tak oto zagrałem w klubie, którego legendami są Cruyff, Romario, Maradona i mój bohater Zubizarreta.

Nikt jednak nie wymyśliłby tego, że potem wystąpię w 31 meczach z rzędu w pierwszym składzie. Gazety zaczęły mnie nazywać... talizmanem.

2angrymen

2

Douglas Costa zachował się skandalicznie. Oplucie Federico Di Francesco jest czynem haniebnym i absolutnie nieakceptowalnym. Nie ma żadnego znaczenia, że rywal go prowokował, stosując najpodlejsze słowa.

Kiedyś rozmawialiśmy na temat "trash talkingu" z wybitnym reprezentantem Polski. Zapytaliśmy go o język nienawiści na boisku. Odpowiedział, że padał jego ofiarą wielokrotnie, ale nigdy nie stracił kontroli nad sobą , bo to jedna ze składowych twojego profesjonalizmu. Jako zawodowiec nie możesz pozwolić sobie na wykluczenie z tak błahego powodu jak czyjeś słowa.

Są różne drogi rewanżu. Najlepszą bez wątpienia - kolejna dobra interwencja, gol, asysta, poprowadzenie drużyny do zwycięstwa. Michał Żewłakow podczas jednego z meczów w Belgii był prowokowany przez Branko Strupara. Rywal w końcu go opluł. Polak zaczekał więc do końca meczu i w prowadzącym do szatni tunelu zrewanżował mu się ciosem w twarz. Nokaut był brutalny. Strupar padł na posadzkę.

Nie pochwalamy, ale pokazujemy, że dla Polaka boisko było świętością.

Jeśli chcecie zobaczyć wzajemną nienawiść i prowokacje, które kończą się przybiciem piątki, to obejrzyjcie kultowy filmik z derbów Madrytu. Wojnę wypowiedzieli sobie Diego Costa i Pepe. Wyzywali się, obrażali, stosowali wulgarne słowa, by po ostatnim gwizdku sędziego powiedzieć: to futbol, nie ma problemu.




2AngryMen: Święcicki & Kapica

3

Nikt nie jest krystalicznie nieskazitelny i każdy ma swoje za uszami. Jak dla mnie cała ta sytuacja została na siłę rozdmuchana przez media i postawiła naszego bramkarza w takim świetle. Nikt z nas nie wie, jak było naprawdę, także dorabiać mu łatkę przez taką głupotę jest zupełnie zbędne ;)

12

Wiadomo, że Leo uwielbia tutaj każdy, to jest rzecz oczywista. Ale nie licząc Leosia z którym z naszych piłkarzy najbardziej sympatyzujecie? Osobiście od dłuższego czasu na samym szczycie mam naszego portero. Ter Stegena chyba nie da się nie lubić, na boisku klasa, poza nim również. Mamy bramkarza na lata, bardzo chętnie zobaczę go kiedyś w roli jednego z naszych kapitanów :)

0

łokieć pięta nie ma klienta

0

Ter Stegen jest na jakiejś misji od tamtego roku. Brawo MATS!

0

Czasem się zastanawiam, czy komentowanie w trakcie meczu nie powinno być wyłączone. Z meczu na meczu wchodząc tutaj jestem coraz bliżej tego zdania..

1

Ręce opadają czytając takie komentarze

0

Arthur nie był powołany.

5

Komentarz po meczu Tottenham - Liverpool

When You are Virgil Van Dijk and you come home after a long day and empty your pockets from your phone, wallet, keys and Harry Kane

:D

0

Oj zaprosiłby. Tylko, że kazałby mu grać cały czas Argentyną ;d

54

Leo Messi jako człowiek? Wielka klasa. Poniżej wspomnienia Mauro Icardiego, który w La Masii spędził kilka lat i jednym z jego największych marzeń było poznanie wielkiego mistrza.

W moim drugim roku w Barcelonie, wreszcie spotkałem Leo. Całymi dniami czekałem na odpowiedni moment. Pewnego wieczoru, gdy zespół trenował na Camp Nou postanowiłem rozpaczliwie zatrzymać go przy wyjeździe.

Przed wyjściem wziąłem prysznic, odmówiłem modlitwę za powodzenie mojej misji, podszedłem pod bramę i czekałem na Mistrza. Strasznie się denerwowałem. Przyszedłem wcześnie, by niczego nie przegapić, choć to było bez sensu. Wiedziałem przecież o której kończy się trening.

Jego Porsche Cayenne Magnum zbliżało się do bramy. Kiedy zwolnił tuż przy wyjeździe, podbiegłem i powiedziałem przez okno:

- Cześć Leo, jestem Mauro z Rosario. Dałeś mi kiedyś proporczyk. Pamiętasz?

Uśmiechnął się i powiedział: jasne, muszę jechać, nie mogę poświęcić ci czasu. Przyjdź tu jutro o 11:00.

Źle się poczułem. Byłem pewien, że mnie olewa. A ten tekst o jutrze jest tylko po to, bym się odczepił. Nie spałem całą noc, nie poszedłem do szkoły. Przed jedenastą zameldowałem się pod bramą. Chciałem sprawdzić, czy mnie wystawi.

Przyjechał punktualnie. Opuścił szybę w aucie i powiedział: co? Myślałeś, że nie przyjadę? Wsiadaj.

Zabrał mnie do sali VIP, gdzie piłkarze jedli śniadanie. Dzięki jego klasie i otwartości poznałem wszystkich mistrzów z Barcy. Byłem oszołomiony. Mój rodak z Rosario, tego samego miasta, zabrał mnie do miejsca, o którym marzą miliony. Zobaczyłem tam zwykłych, ciepłych ludzi, których media przekształcają w gwiazdy. Oni sami siebie nie tworzą nadludźmi. Są normalni.

Obejrzałem trening z wysokości trybun. Leo dał mi swój numer telefonu i powiedział: jeśli będziesz kiedykolwiek czegoś potrzebował to dzwoń. A jeśli będziesz czuł się źle, przyjeżdżaj do mnie. Pogramy w FIFĘ.
Nigdy nie skorzystałem z tej okazji. Nie mógłbym. To było już za dużo dla nastolatka.



2AngryMen: Święcicki & Kapica

13

Richarlimom i Richarlidad są na pewno bardzo dumni z Richarlisona (:

1

Komentarz usunięty przez użytkownika

10

Pewna pani wybrała się do Afryki na safari i zabrała ze sobą swojego pupila - pudelka.
W trakcie wyprawy piesek wypadł z jeepa, czego nikt nie zauważył.
Biegł za samochodem, biegł i biegł, ale nie dogonił.
Nagle słyszy gdzieś za sobą szelest i kątem oka dostrzega zbliżającego się lamparta.
Pudelek zadrżał ze strachu, przed oczami przeleciało mu całe życie.
Wtem jednak patrzy, a kawałek dalej w trawie leżą jakieś poobgryzane szczątki.
- Może nie wszystko stracone - myśli i dopada do padliny.
Lampart wyłazi z krzaków, patrzy, a tam jakiś dziwaczny mały stwór coś zajada, ciamka, mlaska.
Już ma na niego skoczyć, ale słyszy jak stworzenie mruczy do siebie:
-Mmmm... jaki smaczny ten lampart... rarytas... mięsko palce lizać... a kosteczki... co za rozkosz!
Lampart przeraził się i dał nura w krzaki.
- Całe szczęście, że mnie nie widział ten mały diabeł, bo zeżarłby mnie raz-dwa! - myśli uciekając.
Pudelek odetchnął, ale zauważył, że na drzewie siedzi małpa, która najwyraźniej
obserwowała całą sytuację, bo minę ma zdziwioną.
Nagle małpa puszcza się biegiem za lampartem i wrzeszczy.
- Oj, niedobrze - myśli pudelek - Ta małpa wszystko mu wygada. Co robić?
Małpa faktycznie dopada lamparta i opowiada mu, jak to został wystrychnięty na dudka.
Lampart wnerwił się strasznie.
Kazał małpie wsiąść mu na grzbiet i wrócić ze sobą na polankę, żeby była świadkiem tego, jak rozprawi się z tym stworem.
Wracają, patrzą, a tam pudelek rozwalony na grzbiecie, dłubie w zębach pazurem i gada do siebie:
- Gdzie do cholery ta małpa? Wysłałem ją po kolejnego lamparta, a ona, nie wraca i nie wraca!

8

Czysto piłkarsko MATS niestety bije Valdesa na głowę, mimo że Victora bardzo lubiłem.

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?