- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1844 Culés
Gorące dyskusje
DariaFCB
122
A pochwalę się. Miesiąc temu urodziłam synka! Młody jest zdrowy i nawet bardzo nie dokucza.... » Czytaj dalej
38 odpowiedzi
Safrani
41
Sejm przegłosował projekt ustawy ws. zakazu patostreamingu. Projekt zakłada kryminalizację... » Czytaj dalej
41 odpowiedzi
Ilka
5
Ten Piket to głupi był, że Shakire zostawił dla jakiejś podróbki ...
14 odpowiedzi
Media
Sonda
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1844 Culés
7
Zmarnowane pokolenie argentyńskiego futbolu:
@Visca_barca
@Sysia11
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
7
@FCBparasiempre
Wspaniałe zwycięstwo w rozgrywanych w Peru mistrzostwach Copa America w 1957 roku zwiększyło jeszcze argentyńskie poczucie własnej mocy, choć tak naprawdę tamtejszy świat futbolu potrzebował już otrzeźwienia. Na rozgrywany rok później mundial w Szwecji reprezentacja Albicelestes jechała pewna sukcesu, choć przecież nie brakowało sygnałów ostrzegawczych, gdyby tylko ktoś zechciał je zauważyć… Najbardziej oczywistym ciosem był wyjazd do Włoch ,,Trio de la muerta”, oznaczający że Angelillo, Maschio i Sivori nie mogli już grać w reprezentacji. Czy aby na pewno nie mogli? Guillermo Stabile od razu wiedział co to oznacza: ,,Za kilka milionów peso straciliśmy wszystko co zyskaliśmy w Limie”- mówił. Eliminacje do Mistrzostw Świata rozgrywane przez Argentynę po raz pierwszy od 1934 roku poszły wprawdzie nieźle. Trzech spośród ,,carasucias” odeszło ale magia pozostała nawet jeśli na starcie Albicelestes przydarzyła się porażka z Boliwią w La Paz, wysokość, na której rozgrywano spotkanie tłumaczyła jakoś ten wynik a kiedy gole Norberto Mendeza i Norberto Conde pozwoliły wygrać 2.0 wyjazdowy mecz z Chile wydawało się że sprawy wróciły do normy. Na własnym terenie Argentyńczycy rozbili zresztą Chile 4:0 po dwóch golach Corbatty, z których jeden do dziś zalicza się do najwspanialszych w dziejach tutejszej piłki. Gospodarze prowadzili już 2:0, kiedy napastnik Racingu zgubił kryjącego go przeciwnika, wyminął bramkarza, zaczekał na powrót kolejnego chili Chica, przedryblował go a kiedy tłum domagał się strzału na widok bramkarza i dwóch Obrońców którzy za ułamek sekundy mogli mu przeszkodzić po raz kolejny, Corbatta zamarkował jedynie uderzenie i dopiero gdy wszyscy trzej przeciwnicy znaleźli się na ziemi, blokując strzał, którego nie było zdecydował się wbić piłkę do siatki. ,,El Grafico” nazwało to ,,najbardziej nieprawdopodobną akcją w historii”. Kolejne 4:0 z Boliwią oraz następne gole Corbatty i Mendeza zapewniły awans na szwedzki turniej. Argentyńska opinia publiczna żyjąca w przekonaniu o sile miejscowej ligi i karmiona przez propagandę historiami o tym że jej ulubieńcy grają najlepszy futbol świata była przekonana że Albicelestes są również faworytami mundialu. Przez pół godziny wydawało się że się nie myli. Argentyńczycy rozgrywali mecz inauguracyjny przed 31-tysięczną widownią w Malmo i objęli prowadzenie z obrońcami tytułu Zachodnimi Niemcami już w trzeciej minucie gdy atakujący z prawej strony Corbatta wdarł się w pole karne i zaskoczył Fritza Herkenratha strzałem przy krótkim słupku ale dyscyplina Taktyczna i fizyczna przewaga Niemców rychło dały znać o sobie. Bohater finału poprzedniego mundialu Helmut ran otrzymał znów powołanie do reprezentacji dopiero po tym, jak zrezygnował z picia piwa i w Fakcie tym można by się właściwie dopatrywać lekcji dla Argentyńczyków. Toran był autorem wyrównującej bramki po strzale prawą nogą zza pola karnego a potem(gdy Uwe Seeler wyprowadził już Niemców na prowadzenie wpychając piłkę do siatki na 3 minuty przed przerwą) przypieczętował wygraną kolejną podkręconą piłką zza 16-tki, tym razem jednak uderzoną lewą nogą. ,,Nie jesteśmy przyzwyczajeni do aż tak brutalnej gry”- mówił Stabile ale jego komentarz odnosił się chyba bardziej do tempa niż do jakiejś przesadnej agresji ze strony Niemców. Odpowiedzią Stabilego na tę w cudzym słowie przemoc było wstawienie do składu na drugi mecz z Irlandią Północną 39-letniego Angela Labruny i powierzenie mu roli lewego łącznika. Pomocnik Irlandczyków Jimmy Mcillroy opisywał później rywali jako w cudzysłowie gromadę małych grubasków, którzy uśmiechali się do nas i wymachiwali do dziewczyn na trybunach zamknąć cudzysłów. To właśnie Irlandia Północna objęła prowadzenie. Pięta Danny’ego Blanchflowera pozwoliła Billiemu Binghammowi dośrodkować na głowę Petera McParlanda. Stopniowo jednak Argentyńczycy wrócili do gry choć wyrównujący gol padł w okolicznościach raczej szczęśliwych. W 37 minucie dośrodkowanie Ludovico Avio odbiło się od uda Dicka Keita i trafiło w jego rękę. Szwedzki sędzia Stan Ahlner podyktował rzut karny, który na gola zamienił Corbatta. Irlandia Północna nadal miała jednak szansę i powinna ponownie objąć prowadzenie po tym jak Billy Cush przepuścił podanie McIlroya do będącego tuż przed bramką Faya Coyle'a, ten jednak źle trafił w piłkę. Było to jedno z trzech naprawdę fatalnych pudeł w meczu, który dla irlandzkiego napastnika okazał się ostatnim w karierze reprezentacyjnej. Menendez wykorzystał prostopadłe podanie od Avio dając w Argentynie prowadzenie, później zaś Avio główkował na 3:1 zapewniając kolegą poczucie komfortu, dzięki któremu zaczęli popisywać się sztuczkami technicznymi podbierając piłkę jeden drugiemu albo, jak to określił McIlrroy ,,Robiąc sobie jaja”. Nie zmienia to faktu że zwycięstwo wcale nie przyszło łatwo a spodziewana przez Argentyńczyków różnica klas na boisku raczej nie rzucała się w oczy. Słabości w argentyńskiej grze dawały się zauważyć już w czasach gdy wielu piłkarzy grało w kolumbijskiej lidze Eldorado. Kiedy Neil Franklin wrócił na wyspy po nieudanym epizodzie w Independiente Santa Fe opowiadał że spotkał się z ostracyzmem argentyńskiej kliki obawiając się brytyjskiej inwazji. ,,Stali się okropnie zazdrośni, jak tylko zobaczyli że piłkarze z Anglii będą trenować i to ciężko. Przykładanie się do zajęć nie było ich najlepszą stroną. Dobrze posługiwali się piłką, chętnie się popisywali ale podczas ćwiczeń byli nieprawdopodobnie leniwi”- opowiadał Franklin.
Wszystkie ostrzeżenia zostały jednak zignorowane i złoty wiek argentyńskiej piłki znalazł swój tyle że gorzki co szokujący koniec w Helsingborgu podczas meczu z reprezentacją Czechosłowacji, która przegrała już z Irlandią Północną i straciła szansę na wyjście z grupy. ,,przyzwyczailiśmy się grać w piłkę bardzo wolno a oni okazali się szybcy- wspominał Jose Ramos Delgado, który znalazł się w kadrze na tamte mistrzostwa choć nie wystąpił w żadnym meczu. - od dawna nie braliśmy udziału w rozgrywkach międzynarodowych, dlatego kiedy pojechaliśmy do Szwecji wydawało się nam że jesteśmy bardzo utalentowani, na miejscu okazało się jednak że nie potrafimy dotrzymać kroku reszcie świata. Naprawdę zostaliśmy w tyle. Europejskie drużyny grały prosto i dokładnie kropkę myśmy dobrze utrzymywali się przy piłce ale nie umieliśmy się przebić pod bramkę rywali”. Pierwszego gola strzelił Milan Dworak płaskim uderzeniem zza pola karnego już w 8 minucie meczu a komiczne błędy argentyńskiej obrony pozwoliły Zdenkowi Zikanowi zdobyć drugiego gola. Ten sam zawodnik ustalił wynik pierwszej połowy na 3:0, po tym jak Carriso wypuścił piłkę z rąk i chociaż Corbatta wykorzystał kolejnego karnego dając Argentyńczykom nadzieją na odrobienie strat, ostatni kwadrans meczu przyniósł im pogrom. Najpierw gola zdobył Feureisl a w samej końcówce Hovorka dołożył jeszcze dwa. W przypadku pierwszego gola wymijając Carriso a przy drugim wbijając do pustej bramki dośrodkowanie jednego z kolegów. Wynik 1:6 był najwyższą porażką w historii reprezentacji Argentyny. Atmosferę szoku i niedowierzania próbował wyrazić bramkarz Amadeo Carriso: ,,Gdybym miał wyjaśnić przyczyny tak słabego występu użyłbym jednego tylko słowa: dezorganizacja. Podróż do Szwecji zajęła nam jakieś 40 godzin, naprawdę kiepski początek, zważywszy że Brazylia na przykład wynajęła prywatny samolot a przed mistrzostwami zorganizowała tournee, w trakcie którego przećwiczyła swoją taktykę na boisku byliśmy równie niezorganizowani. Nic nie wiedzieliśmy o rywalach. Cztery gole Czechów były w zasadzie identyczne: dośrodkowanie wzdłuż bramki i piłkę w siatce. Kolejne dośrodkowanie wzdłuż bramki i kolejny gol. W końcu im się znudziło. Gdy wysiadaliśmy z samolotu myśleliśmy że to będzie łatwizna. Owszem była ale dla naszych rywali”. Kibice w kraju byli wściekli. Kiedy drużyna wylądowała na lotnisku w Ezeizie, obrzucono ją owocami i monetami. ,,Okropne To było. Obrażano nas na każdym stadionie nawet tych, którzy w Szwecji nie zagrali ani minuty. Reprezentację trzeba było przebudować. Zaczęto szukać innych piłkarzy a mianowicie takich, którzy byliby skłonni bardziej się poświęcać niż popisywać Futbol po tym wszystkim przestał być sztuką”- wspominał Ramos Delgado. Szwedzka porażka była tak miażdżąca że wydawała się niemal nie do pojęcia. Szok i wściekłość okazały się tym większe że trzy lata po obaleniu Perona runął jeszcze jeden z życiowych pewników. Pełne samozadowolenia przekonanie o argentyńskiej wyższości Rozpadło się w proch i pył. Stwierdzenie że jeden mecz odmienił losy całej argentyńskiej piłki wydaje się oczywiście zbyt daleko idącym uproszczeniem ale w tamtym momencie tak to właśnie mogło wyglądać. Po 1:6 z Czechosłowacją nic już nie było takie samo. ,,Jaka szkoda że Brazylia, która została zmieciona z boiska przez biało-błękitny sztorm (w Limie) rychło zdołała się podnieść i zdobyć mistrzostwo świata w Szwecji, podczas gdy my, uważani przecież za faworytów turnieju zaczęliśmy rozmontowywać zespół zaraz po tamtym zwycięstwie. Jaka szkoda że skończył się czas ,,carasucias” i że straciliśmy radosny futbol, który tak kochano na trybunach a który dziś jest już tylko wspomnieniem”- pisało ,,El Grafico". Gwałtowność argentyńskich reakcji można było zrozumieć. Reprezentacja przeżyła dokładnie ten rodzaj upokorzenia, którego tak obawiał się Peron, choć wypada dodać że pobierana przez polityka sportowego izolacjonizmu, mające na celu uniknięcie podobnych niepowodzeń w gruncie rzeczy pomogła rozwinąć się poczuciu samowystarczalności i samozadowolenia a więc najważniejsze przyczyny klęski. Właśnie dlatego jednak że katastrofa przyszła tak niespodziewanie Wściekłość i wstrząs okazały się o wiele większe niż w innych tego typu przypadkach o piłkarzach obrzuconych owocami i monetami na lotnisku już wspomnieliśmy. Dodajmy jeszcze że Stabile stracił pracę i rozpoczęła się ogólnonarodowa debata na temat każdego właściwie z futbolowych dogmatów, do których Argentyńczycy wcześniej przywiązywali tak wielką wagę jeśli ,,La nuestra" nie była odpowiedzią, cóż nią było? Jeśli wiara w argentyńską wielkość okazała się fałszywa, gdzie leżała prawda? Częścią problemu było oczywiście to że argentyńscy trenerzy strzelili sobie w stopę nie powołując na mundial żadnego z ,,carasucias”. Argentyńczycy uwierzyli że ponieważ Maschio, Sivori i Angelilio przeprowadzili się do Włoch nie mogli już dłużej grać dla swojej ojczyzny. Była to jednak bzdura, gdyż cała trójka zdecydowała się występować w reprezentacji Włoch dlatego że ojczyzna już ich nie chciała.
Przekonanie że argentyńska piłka jest tak mocna a argentyńska liga tak pełna utalentowanych zawodników że z łatwością da się wypełnić lukę po ,,Trio de la muerta” było przejawem mentalności, które zakładała też że reprezentacja może po prostu wygrać swoje nie biorąc pod uwagę taktyki przeciwnika. Skauting i analiza gry rywala były w powijakach. Ze wściekłością i bólem, z jakimi zareagowano na wyeliminowanie reprezentacji z Mundialu, kryły się głębsze kwestie. Od lat 20-tych Argentyńczycy wiązali swój sposób gry w piłkę z narodowym charakterem; prestiż i tożsamość narodowa były współzależne z wynikami reprezentacji. Jeśli więc kadra została rozgromiona a jej styl obnażono jako kompletnie nieadekwatny do współczesnych standardów, cóż to mogło znaczyć dla całego kraju? Nowe władze odziedziczyły te problemy po czasach Perona ale ich postawa generalnie przyczyniła się do postępu w świecie piłki. Zniknęły preferencyjne kredyty dla klubów oznaczające w gruncie rzeczy państwowe subwencje w piłkę nożną. Rozwój klasy średniej (będący skąd inną efektem polityki gospodarczej peronistów) i telewizyjne transmisje meczów doprowadziły do spadków frekwencji na stadionach, pogłębionego oczywiście rozczarowaniem po katastrofie w Helsingborgu. Dochody klubów malały, zaczęto więc uważnie patrzeć na pieniądze i Odtąd w meczach chodziło już bardziej o wygrywanie niż o spektakl. Piękno i wierność określonym wartością zeszły na drugi plan i Argentyna znów, jak Przy tylu innych okazjach miała się przekonać że kiedy umierają marzenia Ich miejsce zajmuje cynizm. Po Złotym wieku futbolu przyszła era antyfutbolu, częściowo z powodu szwedzkiego rozczarowania i wątpliwości wobec dotychczasowego podejścia do futbolu, częściowo zaś w związku z ekonomią cudzysłów to właśnie wtedy pojawiła się Europejska dyscyplina do argentyńskiej piłki wdarła się nowoczesność rozumiana jako rygor, treningi kondycyjne, higiena, zdrowie, profesjonalizm, poświęcenie, cały ten fordyzm. Trenerzy zaczęli się zajmować przygotowaniem fizycznym i przywiązywać wagę do gry obronnej, kto wcześniej zwracał uwagę na grę obronną? Wtedy, gdy brazylijski triumf na mundialu mógł właściwie dostarczać argumentów za naszym dotychczasowym stylem gry"- zauważył filozof Thomas Abraham.
1
@FCBparasiempre w pierwszej chwili zrozumiałem że ty mówisz o oznaczonych jako zmarnowane pokolenie :p
0
@Piorun Nie no, ja też często dopisuje aby przeczytać to w odpowiedzi na mój komentarz. Tym razem nie dopisałem ale większość użytkowników już wie o co chodzi...