Latem tego roku zdecydował się opuścić Barçę po 10 latach w drużynach młodzieżowych i czterech w FCB Escola. Nie otrzymywał wielu szans od Gerarda Lópeza w Barcelonie B i teraz chce pokazać swój potencjał w Herculésie Alicante. Adria Vilanova w wywiadzie dla Mundo Deportivo opowiedział o karierze w katalońskim klubie oraz o swoim ojcu.
Mundo Deportivo: Jak ci idzie w Alicante?
Adria Vilanova: Ciężko mi było wejść w rytm, bo nie byłem gotowy na 100%. Nie rozegrałem żadnego meczu w presezonie i to widać. Teraz już czuję się bardzo dobrze i będę gotowy, kiedy trener będzie mnie potrzebował.
Zadebiutowałeś 10 dni temu w bardzo dobrym stylu: zdobyłeś bramkę i wygraliście.
Byłem bardzo zadowolony z siebie, ale przede wszystkim z powodu całej drużyny, ponieważ potrzebowaliśmy zwycięstwa na swoim stadionie. Poza tym zdobyłem gola. Można powiedzieć, że to był wymarzony debiut.
Jednak sprawy nie układały się dobrze i zmieniono trenera. Teraz prowadzi was Claudio Barragan.
Ma jasno określone idee i bazuje na intensywności. Chce, byśmy grali odważnie. Wymaga od nas i to mi się podoba. Celem jest dostać się do baraży i awansować do Segunda A. Choć nie rozpoczęliśmy dobrze tego sezonu, dzielą nas cztery punkty od miejsc premiowanych barażami. Wygramy trzy mecze i będziemy na górze.
A twój osobisty cel?
Grać w meczach i odzyskać wiarę, którą utraciłem w zeszłym sezonie, kiedy nie rozegrałem ani jednego spotkania w pierwszym składzie. Chcę znów się cieszyć futbolem, bo to lubię najbardziej.
Przygoda z Barçą nie zakończyła się dobrze.
Z Barceloną rozstałem się definitywnie, rozwiązaliśmy umowę na rok przed jej zakończeniem. Zaskoczyło mnie, że trener odłączył nas od grupy w trakcie presezonu. Mimo że na nas nie stawiał, to w końcu w większości byliśmy wychowankami i należało nam się minimum szacunku. Nie spodobało mi się to za bardzo, ale zaakceptowałem sytuację i poszukałem najlepszego dla mnie rozwiązania. I tak przyszedłem do Herculésa.
Czujesz żal z powodu tego, że nie udało ci się zdobyć miejsca w drużynie rezerw Barcelony?
Tak, bo każdego dnia trenowałem najlepiej jak mogłem i koledzy uważali, że powinienem grać, ale trener nie dał mi szansy, na którą moim zdaniem zasługiwałem. Mógłbym udowodnić, że jestem w stanie grać w Barcelonie B. Czekałem na swoją szansę, gdy ktoś dozna kontuzji lub zostanie wezwany do pierwszej drużyny. Zeszły sezon przeżyłem bardzo źle.
Ciąży ci nazwisko Vilanova?
Wcześniej tak. Na początku ludzie mówili, że jestem w Barcelonie ze względu na to, kim był mój ojciec. Było to trochę niesprawiedliwe, chociaż potem udowodniłem, że jestem tam ze względu na moje warunki i jakość.
Co zapamiętasz z Barcelony?
Ludzi i radosne momenty. Kolegów, trenerów, personel klubu i La Masíi. Jestem im wdzięczny za wszystko, co zrobili dla mnie jako zawodnika i człowieka. To klub mojego życia i zawsze nim będzie.
Porozmawiajmy o twoim ojcu. Co zostawił Tito Vilanova Barcelonie?
Spuścizną po moim ojcu jest wiara w La Masíę. To było podstawowe założenie jego projektu, filar idei jego Barçy. Był pierwszym, który wystawił jedenastkę złożoną z samych wychowanków. To był jego wielki sukces obok rekordowej ligi stu punktów, która zostanie w historii na zawsze.
Tak samo na zawsze zostanie ochrzczone jego imieniem boisko nr 1 w Ciutat Esportiva Joan Gamper.
Dla mojej rodziny był to bardzo piękny gest ze strony klubu. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że boisko treningowe pierwszej drużyny nosi imię Tito Vilanovy. Niech wszyscy, którzy będą trenowali na nim od tego momentu, wiedzą, kim był.
Kiedy zmarł twój ojciec, grałeś w drużynie juvenil. Czy z tego powodu ciężej ci było znieść tę sytuację?
Utrata ojca to zawsze trudna sytuacja. Szczególnie, że byłem wtedy w klubie. Jednak ostatecznie to futbol, jego wielka pasja, był dla mnie ucieczką, pozwolił mi o tym nie myśleć i iść naprzód.
Był twoim wielkim wzorem. W życiu i w futbolu.
Jest ciągle obecny w moim życiu, a przede wszystkim jego wiele rad. Mówił mi, żebym codziennie się starał, bo ostatecznie nie wiadomo, kiedy to się skończy. Trzeba zawsze doceniać miejsce, w którym się jest. Tak robiłem w Barcelonie i robię teraz w Herculésie.
W dodatku w Alicante robisz uprawnienia trenerskie, by podążać śladami ojca.
Tak, chciałbym być trenerem po zakończeniu piłkarskiej kariery. Jeśli uda się w Barcelonie, tym lepiej. Najpierw chciałbym zacząć pracę z dziećmi, a potem iść do góry. Zawsze stosując filozofię mojego ojca, sawiając na canterę i wychowanków.
Komentarze (4)