Na gorąco po Celcie. Takie mecze mnie nie martwią

Challenger

25 września 2015, 15:34

własne

43 komentarze

Barcelona kusiła fortunę cały sezon. Flirtowała z rachunkiem prawdopodobieństwa, wodziła los za nos. Co dziwnego, że ten rachunek wreszcie zapłaciła? Poza Levante, wszystkie zwycięstwa – różnicą jednej bramki. Porażki: trzema i czterema, kiedy w ubiegłym sezonie ani razu więcej niż jedną. Z Bilbao, Málagą i Atléti się udało.

Z Celtą nie mogło.

Poprzedniego dnia Lewandowski strzelił pięć. W tempie takim, że skończyłby z piętnastoma. Może spodziewano się po Barcelonie, że zrobi coś podobnego. Nie wyszło, efektem znowu lawina lamentu jakby Barça przegrała finał Ligi Mistrzów z Realem po karnym w ostatniej minucie… Przesadzone reakcje to brak szacunku dla rywala.

To nie trauma z Bayernem, półfinał LM czy Pucharu Króla. Chodzi o trzy punkty w długiej i coraz cięższej, bo spłaszczającej się poziomem, lidze. Można je odrobić w dowolnym momencie sezonu.

Jeśli spodziewano się spaceru, to spodziewano się z głupoty i ignorancji. Przypominam bilans Barçy z Celtą w zeszłym sezonie: porażka w listopadzie, wygrana ledwo-ledwo w kwietniu, bilans goli: 1-1. Dziś się nie pamięta, że Celta przed rokiem zapewniła Barçy pierwszy mini-kryzys w sezonie. Po rozczarowujących derbach z Realem, to była druga ligowa porażka z rzędu. Taka seria nie spotkała zespołu nawet w rozczarowującym sezonie za Gerardo Martino.

Nie pamięta się, bo laur kryzysu sezonu zgarnął świt po Realu Sociedad. Ta burza w styczniu na pewno nie osiągnęłaby tych rozmiarów gdyby nie wcześniejszy „dublet” z Madrytem i Celtą właśnie.

Nie chodzi o to, że w Galicji wymyślono jakiś magiczny eliksir na Barçę. W poprzedniej kampanii niby mieli go w Andaluzji. Widać, na kolejny sezon już go Máladze nie wystarczyło. Chcę powiedzieć, że Barça jest dziś dziewczyną z problemami, a Celta miała świeże doświadczenie w tym by z tego skorzystać. Spotkało się kilka czynników, które Barcelonie nie pomogły, a Celta już wiedziała co robić.

Trzeba zagryźć zęby po wpadce i wyciągać kolejno wnioski, które w plecaku od Celty leżą zaraz obok czterech bramek. Na szczęście ostatnią kampanią Lucho dowiódł, że jest w tym skuteczniejszy niż wielu jego kolegów po fachu, jak Wenger, Moyes, Pellegrini, Guardiola i ostatnio nawet Mourinho.

„Ścieżka zdrowia” jaką Katalończykom zaserwował kalendarz na otwarcie rozgrywek to żadna ściema. Udało się pokonać Bilbao, Atlético na wyjeździe, ale czy ktoś oczekiwał, że Barça zakończy tę morderczą serię z kompletem punktów? Na pewno nie ja.

Jeśli już przegrywać, to wolę z Celtą niż z Realem w „Klasyku”. Albo z wilkami Simeone, co odwróciłoby jakże luksusowy bilans Barçy przeciw nim z ubiegłej kampanii przy pierwszej okazji i zasiliło punktami bezpośredniego rywala o Ligę. Celta nie jest jednym ani drugim, gra o swoje cele i wątpię by zdobyła komplet punktów np. z tymi rywalami, których Barça ma już ligowo za sobą.

Popularne powiedzonko trenerów mówi, że lepiej wygrać kilka razy po 1:0 niż raz, powiedzmy, „szóstką”. Odwrócę je. Wolę przegrać raz soczystymi batami niż kilka razy o źdźbło szprychy i szczyptę psiego swędu. Raz, a dobrze… Buuuum! Stało się. To czas się zbierać i poprawić przy kolejnej okazji. W kolejnej kolejce czeka idealny rywal na „odreagowanie” i odzyskanie rytmu na nowo. Real zgubił punkty w I kolejce, Barça w piątej. Nie szkodzi. Na tym etapie sezonu jest czas.

W końcowym rozrachunku Barça zrobiła wiele aby osiągnąć lepszy wynik. Mimo „tuzina” – jak wynikałoby z niektórych relacji – sytuacji sam na sam z ter Stegenem, zatrzyzmała Celtę na mizernych 5 strzałach na bramkę. Na tym, że to o 1 więcej niż suma zdobytych goli mógłbym zbudować osobny artykuł. Barça trafiała w obrys 7-krotnie. Podopieczni Enrique stworzyli sobie 16 okazji bramkowych. O trzy więcej niż z Levante. Messi strzelił w słupek w sytuacji, którą innego dnia skończyłby golem z zamkniętymi oczami. Długimi momentami Barça oblegała pole karne Celty, co potwierdzają mapy gry. Nawet rzutów rożnych Katalończycy mieli dwukrotnie więcej od rywala, co przy tej różnicy (10:5) dopełnia wniosek, który chodzi mi po głowie.

Mecze, gdy rywalom wychodzi prawie wszystko – czasami się zdarzają. Tym razem padło na Barcelonę. Uwypukliło, jak wspomniałem, jej obecne problemy, ale mecze o takim przebiegu rzadko uzasadniają wyciąganie głębszych wniosków ogólnych. Barcelona w dyspozycji z innego dnia wygra 8 na 10 takich meczów jak z Celtą. Dziewiąty zremisuje. Ktokolwiek następny zagra tak otwarcie z Blaugraną to życzę

dobrego... Tyle nieskuteczności duetowi Leo-Ney rzadko występuje równocześnie. Dodajmy przezroczysty występ Luisito i mamy jakieś 40% sukcesu Celty z głowy.

Jak trzeźwo zauważył jeden z publicystów ESPN, Celta pokazała futbol „dziki”. Taki ze snu Marcelo Bielsy. Czy Celta wskazała drogę naśladowcom? Może. To czekam jak znów zobaczę przeciw Barcelonie równie kompletny mecz grany na 80-procentowej skuteczności podbramkowej i takiej intensywności w innych strefach boiska. Ze świadomością, że mogę czekać cały sezon i się nie doczekam.

W środę wychodziło im wiele. Na jeszcze więcej pozwoliła Barça błędami w defensywie. Zgromadzić ich tyle w jednym meczu to też wyczyn – i paradoksalnie widzę w tym nadzieję Barçy na lepsze jutro. Warunek jest jeden: trener musi kierować się aktualną formą graczy, rzadziej wystawiać za nazwisko.

Alves, Mascherano i Piqué w kolejnym wspólnym występie tego sezonu zostawiali za sobą obszar, którym przedarłoby się stado żubrów. A co dopiero jeden, dwóch piłkarzy. Przy takiej głębi składu na tej pozycji Piqué musi częściej "odpoczywać" na ławie, kolejny raz udowodnił, że ile nie zanotuje występów dobrych i poprawnych, te wybitne zdarzają mu się za rzadko, a te mierne – zdecydowanie za często.

Mówiąc o akcjach prowadzących do goli gospodarzy, swoje dodał Busi. Znów wyszło jak zależna jest jego forma od spójności gry kolegów, zwłaszcza obrony. Słabo zagrali z Celtą obrońcy, słabo wyglądał i Busi. Jak pisałem w niedawnym tekście, nie jest to zarzut. To nie typ pomocnika, który sam wybroni mecz i przy jego innych zaletach nie ma co go o to winić. Wskazuję za to ławkę. Testowanie przy takich okazjach Gumbau lub Sampera nie przegra meczu, a na pewno pozwoli ich koledze lepiej zregenerować siły.

Dla odmiany Mascherano wygląda na... przemęczonego i też powinien wybrać się na ławkę. Albo do Gary’ego Medela zobaczyć jak się przepycha rywala szorującego na bramkę. Masche dalej nie urósł, a podmęczony jest mniej zwrotny (refleks) niż zazwyczaj. Bartra nie dał żadnego powodu z Levante aby posadzić go na ławce. Za to dał parę by wstać z niej na 3 mecze z rzędu. Mathieu był dla mnie zawodnikiem meczu z Atlético. Głębia składu w obronie to wielki komfort Barçy. Czy Enrique odważy się na wymianę dwóch podstawowych stoperów z „Palmami”? Uważam, że powinien. Chętnie zobaczę efekt.

Wstawienie Alvesa z miejsca do pierwszej jedenastki było błędem, który popełnia wielu trenerów bardziej doświadczonych od Lucho. Wyleczą mi zawodnika o dużym nazwisku, od razu wrzucam go do wyjściowej jedenastki – co za bzdura! Gracz po długiej przerwie to zawsze wybór gorszy niż ograny tydzień temu kolega... Stopniowo, po kolei, tranquilo. Najpierw włączenie do kadry meczowej, ewentualne wejście z ławki jak wynik bezpieczny i dopiero w kolejnym meczu I skład.

Takie podejście niesie też aspekt „wychowawczy” dla gwiazd i psychologiczny dla zmienników. Gdy tylko Alves, Piqué, Busquets, Iniesta wyzwolą się z bandaży (lub zawieszenia) to dostają miejsce „w podstawie” z urzędu. Ignorowanie jak znakomicie zagrał dany zmiennik w poprzednim meczu (Piqué z Romą zesłał Mathieu po Atléti na lewą stronę i Francuz grał tam - zaskoczenie - gorzej; Bartra po koncercie z Levante spędził 90 minut na ławie) to kasowanie rywalizacji w drużynie i ryzykowanie wynikiem meczu jeśli mówimy o dłuższej przerwie danego zawodnika.

Takie przypadki z Celtą były trzy: Alves z powodu kontuzji, Piqué kary i Sergi Roberto w pomocy. Jak można wyciągać pozornie poważne wnioski po tym, jak Roberto zagrał w pomocy? Nawet jeśli nie był najgorszym graczem na boisku, to nie dał żadnej wartości dodanej w ofensywie gdy zespół musiał gonić wynik. Rakitić musi trochę odpocząć, to prawda, ale z Roberto w pomocy porażkę z miejsca wrzucam w koszty długiego i wymagającego sezonu.

Zostawienie Messiego na ławce z Rojiblancos było krokiem we właściwym kierunku pod względem „ławkowania” gwiazd. Oby Enrique częściej dokonywał tego typu wyborów. Jest przywiązany do nazwisk, bo jest trenerem „stąd”. W zeszłym sezonie jednym z „nietykalnych” był Iniesta, który bez względu na słabszą formę jesienią grał prawie zawsze gdy był zdrowy. Busquets też prawie nie schodził z boiska i dlatego w obecnym sezonie od początku wygląda na zajechanego. Teraz dotyczy to Piqué w defensywie, a przecież konkurencja na jego pozycji daje trenerowi wybór.

Na koniec dwa wątki poboczne. Prawa obrona. Sergi Roberto gra tam bezpieczniej, spokojniej i z większą pokorą. I nie wraca po straconej piłki na swoją połowę tym irytującym truchtem zachwyconego otrzymaniem przedłużenia kontraktu Brazylijczyka. To nie przypadek, że wyniki z Roberto na pozycji Alvesa były jakie były, a moi koledzy tak często doceniali chłopaka ocenowo.

Bramka. Ter Stegen częściej niż w swoim pierwszym sezonie przypomina nam, ile ma lat i ile znaczy doświadczenie na tej pozycji. Jest narwany i za bardzo chce pokazać, że jest lepszy od Bravo i Neuera razem wziętych. Nie przekłada się to często na bezpośrednie prokurowanie goli, lecz z Bravo w bramce defensywa wygląda po prostu spokojniej. Faza grupowa LM powinna pozostać działką Niemca. W lidze czekam na powrót Chilijczyka.

Przed rokiem Celta zwyciężyła po golu „z zupy” Larrivey’a. Takie mecze to mogą wpienić kibica. Barça miała wtedy więcej z gry, więcej z wrażeń, 30 wolnych, 11:4 w celnych strzałach, więcej wszystkiego. I najważniejsze: zero punktów na koniec.

Porażki odniesione w sposób logiczny nie martwią jeśli mówimy o stabilnym kolektywie, bo nie mogą. Mogą i powinny natomiast stanowić lekcję na przyszłość. Liczę na pewne 3 punkty z Las Palmas - goleada nie jest wykluczona - i większą koncentrację tak trenera, jak i zespołu w meczach z rywalami pokroju Celty. Wszystkimi silniejszymi - tym bardziej.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (43)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze