Ależ to był mecz! Starcia Sevilli z Barceloną zawsze elektryzowały fanów, ale dzisiejsze widowisko przebiło wszystko. Dobrze grająca Barça niespodziewanie straciła gola, tuż po przerwie otrzymała kolejny cios, jednak potrafiła się podnieść i to w jakim w stylu! Już miałem pisać o niezdobytej twierdzy Sevilla, już miałem szukać przyczyn porażki i kolejny raz wypominać nasze klepanie w nieskończoność, które niczego nie daje, a tu proszę. Futbol bywa nieprzewidywalny, dla jednych jest piękny, dla innych brutalny. Dziś to Barça miała więcej szczęścia i zdobyła bezcenne 3 punkty na jednym z najgorętszych, a może i najgorętszym terenie w Hiszpanii. Ale po kolei.
Wyjście piłkarzy na murawę boiska poprzedził chóralnie zaśpiewany hymn Sevilli przez miejscowych fanów, który za każdym razem robi niesamowite wrażenie, nie inaczej było i dziś. Gospodarze natchnieni ubiegłotygodniową wygraną z Realem Madryt mieli być dla Barçy bardzo wymagającym rywalem i tak też było.
Początek spotkania należał do Barcelony, która od pierwszych minut zaatakowała prezentując przede wszystkim wysoki pressing. Już w 2. minucie z dobrej strony pokazał się Pedro, który potężnie huknął zza szesnastki, niewiele zabrakło by futbolówka uderzona przez Rodrígueza trafiła w światło bramki strzeżonej przez Palopa. Kilka minut później oglądaliśmy świetną akcję zespołową, którą zakończyć mieli Pedro do spółki z Messim. Pochodzący z Teneryfy skrzydłowy dograł jednak zbyt głęboko i futbolówkę przejął portero klubu z Andaluzji. Katalończycy mogli imponować dokładnością i ogromną chęcią do otwarcia wyniku. W 13. minucie Barça kolejny raz akcją zespołową ośmieszyła rywala, a do pełni szczęścia zabrakło tylko gola. Strzał Messiego świetnie zatrzymał Palop. Po chwili doszło do kuriozalnej sytuacji. Przy szarży na bramkę brzydko sfaulowany przez Botię został Messi, jednak arbiter nie przerwał akcji. Nie przerwał jej również po faulu na Pedro by później... dopatrzyć się spalonego. Przewinienia gospodarzy widzieli wszyscy zgromadzeni na Sánchez Pizjuan oprócz tego, który powinien faule dostrzec jako pierwszy. Poprzez błąd sędziego bliscy strzelenia bramki byli gracze Sevilli, którzy nie oglądając się na (słusznie) protestujących podopiecznych Tito Vilanovy wyprowadzili kontrę, którą strzałem zakończył Rakitić.
W 26. minucie gola strzeliła drużyna Los Palangan. Po uderzeniu Medela i rykoszecie piłka trafiła pod nogi Trochowskiego, który przy biernej postawie Daniego Alvesa silnym strzałem po ziemi zaskoczył Víctora Valdésa. Zachowanie Brazylijczyka woła o pomstę do nieba, gdyż prawy defensor Blaugrany nawet nie próbował przeszkodzić graczowi polskiego pochodzenia. Przykro to przyznać, ale Dani w pierwszych dwóch kwadransach był... najlepszym graczem rywali. Kilkanaście minut później bliski podwyższenia był Alvaro Negredo, jednak jego uderzenie z około 20 metrów minimalnie minęło prawy słupek bramki Valdésa. Do końca pierwszej części gry nie wydarzyło się już nic ciekawego i po pierwszych 45 minutach to Sevilla prowadziła w spotkaniu na szczycie szóstej koszulki La Liga.
Druga połowa rozpoczęła się fatalnie. Nieporozumienie pomiędzy Busquetsem a Messim wykorzystał Medel, który przechwycił piłkę, fantastycznie dograł do wychodzącego na czystą pozycję Negredo, ten poradził sobie z Songiem i bez najmniejszych problemów w sytuacji sam na sam umieścił piłkę w siatce. Barça starała się odpowiedzieć w 49. minucie. Ładna kombinacyjna akcja Messiego i Alexisa, piłkę w pole karne dorzucił aktywny Alba, z woleja świetnie uderzył Pedro i tylko wybicie piłki z linii bramkowej przez Botię zapobiegło stracie gola przez gospodarzy. Co się odwlecze to nie uciecze. W 53. minucie Messi popędził na bramkę rywala, podał do Pedro, ten z pierwszej piłki odegrał do Cesca, który fantastycznie strzelił z dystansu nie dając żadnych szans Palopowi. Dlaczego uderzeń z dystansu w każdym meczu ze strony Barcelony jest tak mało skoro znów dają one gola? To już problem Tito Vilanovy, miejmy nadzieję, że zostanie dostrzeżony. Po zdobyciu bramki kontaktowej Blaugrana dążyła do zdobycia kolejnej, dającej wyrównanie.
W 56. minucie z rzutu wolnego fantastycznie strzelił Messi, jednak wspaniałą paradą popisał się Palop. Na kolejną godną uwagi musieliśmy czekać do 69. minuty. Pedro podał piłkę na dobieg do Fàbregasa, który świetnie zacentrował z lewej flanki jednak wrzutka Cesca jakimś cudem nie znalazła adresata. Chwilę później boisko z powodu czerwonej kartki opuścił Medel, który ‘starł' się z Fàbregasem. Niestety na murawie kompletnie nie było widać w zespole Sevilli braku jednego gracza, na boisku pojawili się kolejno Tello, Thiago i Villa, ale Barcelona nie miała pomysłu na rozpracowanie dobrze poukładanej drużyny Sevilli. Mijały kolejne minuty, a na tablicy świetlnej widniał wynik, który był spełnieniem snów miejscowych fanów. Ograć dwóch wielkich już na początku sezonu? Niesamowita sprawa. Jak się okazało - nierealna.
W 87. minucie idealną sytuację do wyrównania miał Tello, ale z sobie tylko znanego powodu zamiast uderzać na bramkę z kilku metrów... postanowił poszukać partnerów i wyszło z tego jedno wielkie... nic. Złość i irytację słyszeli chyba nawet moi sąsiedzi, ale chwilę później stało się coś niebywałego. W 89. minucie kolejny raz dzisiejszego wieczora błysnął Fàbregas. Ten, którego tak bardzo krytykowano, przede wszystkim za brak skuteczności, dziś został bohaterem absolutnym. Jak za czasów gry w Arsenalu był liderem z prawdziwego zdarzenia dwukrotnie pokonując bramkarza gospodarzy. Takiego Cesca chcemy oglądać! Barcelonie było mało. Na zwycięstwo może i nie zasługiwała, ale dążyła do niego z całych sił. Po zdobyciu gola i szybkim wyjęciu piłki z siatki piłkarze w bordowo-granatowych trykotach pobiegli na środek boiska czekając na wznowienie. W 92. Minucie Barça zdobyła gola na wagę zwycięstwa. Jej autorem był drugi, równie mocno krytykowany - David Villa. El Guaje wykorzystał dogranie Messiego i z zimną krwią trafił do siatki rywala uciszając całe Sánchez Pizjuan, by po chwili utonąć w objęciach kolegów, którzy jeszcze przed chwilą siedzieli załamani na ławce rezerwowych czekając na pierwszą w sezonie stratę punktów. Chwilę później arbiter główny zakończył to jakże niesamowite spotkanie, starcie, które nie bez powodu było spotkaniem na szczycie szóstej kolejki La Liga.
Barça po raz kolejny pokazała, że ma po prostu jaja i walczy do końca. Gra znów nie zachwycała, styl pozostawiał wiele do życzenia, ale serce i wola walki jaką pokazali żołnierze Vilanovy sprawia, że rozpiera mnie duma. Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że ta drużyna zrobi wszystko by wrócić, gdzie jej miejsce? Pisałem to już ostatnio, ale... takimi meczami zdobywa się mistrzostwo! Na tydzień przed Gran Derbi mamy przynajmniej 8 punktów przewagi nad Madrytem. Czy to nie brzmi pięknie? Visca el Barça!
Składy:
Sevilla: Palop, Cicinho, Botia, Navarro, Spahic, Maduro, Medel, Navas, Rakitic, Trochowski, Negredo
Barcelona: Valdés, Alves, Mascherano, Song, Alba, Busquets, Xavi, Cesc, Pedro, Messi, Alexis
Bramki:
1:0 - Trochowski 26'
2:0 - Negredo 47'
2:1 - Fàbregas 53'
2:2 - Fàbregas 89'
2:3 - Villa 92'
Kartki: Rakitic 27', Busquets 70', Botia 95' - żółte. Medel 70' - czerwona.
Statystyki:
Strzały: 8-14
strzały celne: 3-6
spalone: 4-5
posiadanie piłki: 31-69
faule: 15-3
rzuty rożne: 2-7
Komentarze (2631)