Lionel Messi - Od karła do futbolowego boga
Poniższy tekst jest tłumaczeniem artykułu autorstwa Grahama Huntera, który ukazał się na łamach "Champions Magazine" - oficjalnego magazynu Ligi Mistrzów.
Aby stać się najlepszym na świecie, Messi przezwyciężył wielki ból, przekonał do siebie futbolowych przeciwników i potrzebował małej pomocy przy użyciu papierowej serwetki.
Od dłuższego czasu świat futbolowy zadaje sobie pytanie, czy Lionel Messi już jest najlepszym piłkarzem wszech czasów? Ale oprócz tego, jest wiele innych fascynujących pytań związanych z argentyńską gwiazdą/ Dlaczego nie rósł? Dlaczego Barcelona zainwestowała ponad 50 tysięcy funtów w dziecko na drugim końcu świata? Kto go wypatrzył? Kto wziął wstydliwego młodzieniaszka pod swoje skrzydła i dlaczego klub ostatecznie zdecydował się zaniechać tę przyjaźń? Co sprawiło, że stracił swój charakter w swoim pierwszym finale Ligi Mistrzów? W jaki sposób zniwelował w tak wielki sposób swoją kontuzjogenność? Kiedy Barça zdecydowała się zbudować swoją dynastię wokół niego? I w jaki sposób Arsenal nie zdołał wypatrzeć go w Barcelonie, kiedy trenował w Klubie bez podpisanego kontraktu, podczas gdy wyciągali stamtąd Fábregasa w 2003 roku?
Wyjątkowe dziecko
"Ludzie związani z klubem [FC Barcelona - przyp. red.] przyszli do mnie i powiedzieli: ‘Mamy tutaj tego małego. Jest fenomenem, ale musi urosnąć'. Brakował mu hormonu, który może się genetycznie odnawiać i dostarczać organizmowi tego, czego brakuje. Był tylko jeden problem - kuracja była droga" - Dr Diego Schawrzstein, specjalista medyczny.
"Samodzielnie przygotowywał strzykawkę i wstrzykiwał ją sobie. Było to ciężkie dla całej rodziny nawet pomimo tego, że nigdy nie narzekał. Ale każdy sobie zdawał sprawę, że tuż przed pójściem spać musiał przechodzić przez ten proces - a to nie było całkiem fajne w takim wieku" - Matías Messi, starszy brat Leo.
"Wszyscy koledzy z klasy go podziwiali. Miał w sobie to coś z przywództwa i oczywiście wyróżniał się ponad innych w podczas gry w piłkę. Traktowali go jak księcia. W szkole tez radził sobie dobrze" - Diana Ferretti, nauczycielka w szkole podstawowe Colegio de las Heras.
Jego mądry agent
Dwadzieścia lat przed przybyciem Messiego do Europy, Josép Maria Minguella pomógł Barcelonie sprowadzić średnio znanego wtedy Argentyńczyka na Camp Nou - Diego Maradonę. Następnie, pod koniec lat 90. dwóch skautów Minguelli poinformowało go, że w Argentynie znajduje się niesamowity, ale malutki chłopak, który - jak twierdzili - wart jest ceny lotu z Barcelony do Rosario w Argentynie i z powrotem.
"Kiedy pierwszy raz widziałem filmy, to było jak oglądanie światła", wspomina Minguella. "Leo wyglądał jakby pochodził z innej planety. Z tej samej, z której przychodzą inni wyjątkowi ludzie jak skrzypkowie, architekci czy doktorzy. Ludzie wybrani".
Minguella przekonał najważniejsze osoby w klubie - prezydenta Joana Gasparta i jego doradcę Antóna Parera i legendę Camp Nou - Charly Rexach'a - by sprowadzić Messiego, jego rodziców i starszego brata do Barcelony pod koniec 2000 roku. Klub i agent podzielili się kosztami. Obie strony wiedziały, że Messi potrzebuje kuracji hormonem wzrostu, która kosztowała 700 funtów miesięcznie, ale było jasne, że przyjechało cudowne dziecko.
Decyzja o kupnie nie była jednak jednogłośna. Jeden z obserwatorów powiedział Rexachowi: "Ten dzieciak może co najwyżej zostać piłkarzem futsalowym, ale zapomnijcie o pierwszym zespole Barçy". Na szczęście dla Barçy, trzej mężczyźni nie mieli wątpliwości: Joan Lacueva - asystent dyrektora generalnego, Rexach i Quimet Rife - szef rozwoju. Lacueva zatwierdził nawet kupno kilku porcji hormonu wzrostu zanim osiągnięto porozumienie. "Rodzina Messiego tkwiła w hotelu obok Camp Nou przez około miesiąc, podczas gdy decydowała się jego przyszłość", wspomina Minguella. Prawdą jest też, że takim długim okresem podejmowania decyzji, Barcelona doprowadziła rodzinę Messiego do utraty cierpliwości i zamiaru powrotu do domu. Albo co gorsza, przeniesieniu się do Madrytu.
Legenda, serwetka i magiczne momenty
Podczas gdy trwały rozmowy, Messi kontynuował treningi, a rówieśnicy mogli zobaczyć jego niesamowity talent z bliska. "Pomimo tego, że już wtedy mieliśmy świetny zespół, to Leo się wyróżniał. Ale był naprawdę bardzo, bardzo mały", mówi Gerard Piqué. Na koniec, zorganizowano mecz towarzyski.
Efekt był natychmiastowy. "Zorganizowaliśmy odpowiedni mecz przeciwko zawodnikom, którzy byli starsi i więksi od niego", mówi Rexach, który reprezentował sztab szkoleniowy Barcelony. "Musieli poddać go naprawdę trudnym testom, ponieważ jako dziecko z zagranicy, które było supermałe musiał być wspaniały, inaczej jego transfer nie miałby sensu.
"W tym meczu po prostu dał popis. Ciągle chciał piłkę i za każdym razem robił coś niesamowitego. Jak dla mnie te czternaście dni testów były stratą czasu". Rexach był tak pewny talentu Messiego, że stracił cierpliwość w tej kwestii. W grudniu 2000 roku, w barze lokalnego klubu tenisowego i towarzystwie ojca Messiego oraz Minguelli, wziął papierową serwetkę i napisał na niej kontrakt, który brzmiał: "Ja, Charly Rexach, w obecności Horacio Gaggioli (ówczesnego agenta Messiego) i Josépa Marii Minguelli, zobowiązuje się do oferty kontraktowej i warunków ustalonych dla Lionela Messiego, pomimo wewnętrznego sprzeciwu w klubie". Camp Nou będzie mu na zawsze wdzięczne za to.
Drybling zadecydował
Messi przekonał wszystkich do siebie swoim biegiem z piłką. Nie zmysł strzelecki, mocna osobowość czy zdolności towarzyskie, tylko nieziemska umiejętność mijania zawodnika po zawodniku zrobiły największe wrażenie.
"Byłem taki odkąd tylko pierwszy raz zagrałem w piłkę. Po prostu ufałem mojemu instynktowi i stylowi, który przychodzi całkiem naturalnie. Całe życie pracowałem nad tą umiejętnością dryblingu lub uciekaniu zawodnikom, którzy mnie kryli lub chcieli sfaulować", mówi Leo. "To jest tak naturalne, że jeśli zagram dobry mecz - jak to określają - i ktoś podekscytowany pyta się mnie o jakiś konkretny trik, którego używam, to najczęściej go po prostu nie pamiętam".
Zmiana wyglądu
Na szczęście, Messi trafił do klubu w dobrym momencie. Strategia Barçy zwana indywidualnym programem rozwoju fizycznego została wymyślona po to, by polepszyć warunki fizyczne młodych zawodników ze wspaniałą techniką, ale słabszą posturą. Pierwszymi owocami tego programu mieli później zostać właśnie Messi, Piqué i Víctor Vázquez.
Messi podpisał swój pierwszy kontrakt z Barceloną w wieku 13 lat. Miał 147 cm wzrostu i ważył 39 kilogramów. Trzy lata miał już 165 cm i przytył prawie 25 kg. Był na dobrej drodze do obecnych warunków fizycznych: 169 cm wzrostu i 69 kg wagi.
Specjalnie przygotowany program dla Leo skupiał się na pracy na siłowni, zdrowej diecie oraz suplementach diety odegrał ważną część w jego rozwoju. Ale nawet mimo tego, bez terapii hormonowej, świat futbolu mógł nigdy nie doświadczyć jego magii. "To było naprawdę dziwne", wspomina Messi. "Nikt nie wiedział co mi dolega dopóki nie poszliśmy do doktora (kiedy miałem dziesięć lat). Powiedział nam, że osiągnąłbym swój naturalny wzrost, tylko krócej niż normalnie się to odbywa. Doktor powiedział również, że na tę przypadłość cierpi jedna osoba na 20 tysięcy".
Lekarz Barçy Josép Borrell pracował ze specjalistami medycyny sportowej, dietetykami, fizjoterapeutami i trenerami fitness, by zmienić budowę ciała Messiego i zmniejszyć ilość przepisanego hormonu wzrostu.
Znaczenie diety Messiego zmieniła się ponownie osiem lat później, kiedy trenerem został Pep Guardiola. Zachęcił on Leo by wzbogacił swoją bardzo argentyńską dietę opartą o mięso, mięso i jeszcze więcej mięsa o ryby, owoce i warzywa. Na początku nie podobało mu się to za bardzo, ale teraz jest szczuplejszy, silniejszy, szybciej się regeneruje i jest mniej podatny na kontuzje.
Chrzest bólu
Messi miał swój pierwszy zastrzyk hormonu w Rosario, kiedy miał 12 lat. Bolał. I kosztował za dużo, by móc stosować go regularnie. Ale nawet w tak młodym wieku demonstrował znaczącą część jego charakteru, ciągle widoczną kiedy jest brutalnie atakowany - kamienny temperament. "Każdy uważa takie zastrzyki za bolesne, ale ja nie mogłem sobie pozwolić na to. Nawet jeśli to czułem, to nie mogłem tego pokazać nowemu klubowi. Zawdzięczam Barcelonie wszystko, bo zmienili moje życie", powiedział w 2006 roku.
W taki sam sposób jak z bólem, radził sobie z tęsknotą za domem i jego trenerzy nigdy nie widzieli by płakał. "Płakałem sam ze sobą tak, by nawet mój tata nie mógł tego zobaczyć. Znajdowałem sobie miejsce w domu, w samotności, zamykałem drzwi tak by nikt mnie nie widział i o tym nie wiedział".
"Były czasy kiedy było ciężko. Czasami byłem tylko z tatą, podczas gdy reszta rodziny mieszkała w Argentynie. Nie brakowało nam niczego, ale bardzo tęskniliśmy za rodziną. Nikt nie zmuszał mnie do przeprowadzki. Rodzice dali mi wybór zostania na miejscu albo przeprowadzenia się do Barcelony. Kiedy tylko zadecydowałem, że zostanę piłkarzem, nie mogłem pozwolić by ból tęsknoty za domem i rodziną zadecydował o moim niepowodzeniu".
Efekt Ronnie'ego
Deco był pierwszym, który dał cynk mediom, że w szkółce Barçy jest "mały karzeł", którzy może przebić zarówno jego jak i Ronaldinho w siatkonodze. Szacunek dla rozwijającego się geniusza doprowadził Argentyńczyka, że został "przygarnięty" przez największych futbolowych wrogów Argentyny - Brazylijczyków. Sylvinho, Edmílson, Belletti i Deco powitali go i opiekowali się nim, ale największy dług wdzięczności ma u Ronaldinho. "Ronnie był pierwszym, który podszedł i spojrzał na mnie, kiedy dołączałem do pierwszego zespołu", opowiada Messi. "Nie było żadnej zazdrości, wręcz przeciwni. Ronnie dawał przykład, a inni podążali jego śladem. Mogłem trafić na kogoś innego, ale to wszystko sprawiło, że czułem się szczęściarzem".
Starsi piłkarze również nie szczędzili mu pochwał: "Będziesz jedynym Argentyńczykiem, któremu pozwoli się jeść przy brazylijskim stole". Wybrali bardzo dobrze, jak Rexach kilka lat temu.
Plan prezydenta
Około początku 2007 roku, pięć miesięcy przed końcem ery Franka Rijkaarda, prezydent Barcelony Joan Laporta oraz jego specjalny doradca i dyrektor Raul Sanllehi, zdecydowali, że potrzebna jest zmiana. Sądzili, że Ronaldinho i Deco są już u schyłku futbolowej kariery i Camp Nou potrzebowało nowego lidera.
Wybrali 19-letniego Messiego, który 20 miesięcy wcześniej zdobył swojego pierwszego gola dla klubu. Futbol, marketing, sponsoring i koncepcje filozoficzne (zapewne chodzi tu o filozofię stawiania na wychowanków w klubie - przyp. red.) od tej pory miały być konstruowane wokół Messiego. "Przywództwo drużyny się zmieniło", wyjaśniał Laporta. "Messi może stać się jednym z największych piłkarzy w historii".
Ronaldinho i Deco pożegnali się z klubem ze względu na zmianę kierunku rozwoju Barcelony, ale także by oddalić ich od Messiego - członkowie zarządu sądzili, że mieliby oni zły wpływ na niego.
Messi podpisał nowy kontrakt, wiążący go z klubem z Camp Nou do 2016 roku, z klauzulą odejścia wynoszącą 170 milionów funtów (250 milionów euro) i piątą podwyżką zarobków w ciągu czterech lat. "Jedna era kończy się tylko po to, by zaczęła się następna" - tak zarząd Barcelony opisywał odejście Ronaldinho i Deco oraz wzrost roli Messiego.
Laporta mówił: "Nasza strategia zadziałała, ponieważ ostatecznie Leo doprowadził tę drużynę do stworzenia historii. Zapewnił, że Barça wyraża swoją tożsamość poprzez styl gry Leo Messiego".
Sekretna broń
Wiosną 2006 i 2008 roku Messi nabawił się kosztownych kontuzji mięśni. Pierwsza z nich uniemożliwiła mu występ w finale Ligi Mistrzów w Paryżu, choć sam zawodnik sądził, że jest zdolny do gry. Druga kontuzja oznaczała powrót do drużyny na przegrany półfinał z Manchesterem United.
Od tego czasu, jego sekretną bronią stał się trener fitness i fizjoterapeuta Juanjo Brau. Kiedy po wysiłku fizycznym Messi wykonuje lekkie ćwiczenia, jest z nim Brau. Kiedy Messi dozna małego nadwyrężenia bądź naciągnięcia mięśnia, Brau ustala tempo rekonwalescencji. Gdy Messi przemierza dziesiątki tysięcy mil, aby zagrać w reprezentacji Argentyny, Brau towarzyszy mu na własny koszt, nadzorując go, doradzając, prowadząc go i chroniąc. Na każdym etapie - joggingu, sprintu, rozciągania, pracy na siłowni czy regeneracji sił - osobisty trener Messiego upewnia się, że gracz maksymalnie wykorzystuje swoje ciało.
Wyzwanie Pepa
Rijkaard zaufał Messiemu i pozwolił mu zadebiutować w pierwszej drużynie, jednak najwyższy poziom Argentyńczyk osiągnął pod wodzą Pepa Guardioli. Trener Barçy sprzeciwił się klubowi i wysłał zawodnika na Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Zmienił jego dietę, przydzielił mu nową pozycję. Guardiola był dla Messiego dobry.
"Każdy walczył o to, czy mogę lub powinienem jechać na Igrzyska", powiedział Messi. "Przybył Pep, zapytał mnie, czego chcę i wybrał to. Zawodnicy uwielbiają go, ponieważ sprawił, że każdy z nas jest lepszy. Zawsze martwi się tym, jak o siebie dbamy. Od pierwszego dnia mówił mi, czego ode mnie oczekuje i potrzebuje. Mówił, że chce, abym grał wyżej na boisku i bliżej bramki przeciwnika, żebym zdobywał więcej goli".
"Podobał mi sie ten pomysł, ponieważ to właśnie tam grałem najczęściej w drużynach młodzieżowych. Pamiętam pokonanie Realu Madryt 6:2 na Bernabéu. Pep podkreślał znaczenie tego, co osiągnęliśmy i jak będzie to towarzyszyć nam przez całe nasze życie".
Maradona
Początkowo ich relacja była przypadkowa. Maradona zadziwił świat swoją grą podczas Mistrzostw Świata w Meksyku w 1986 roku, tym samym, w którym Messi był poczęty. Leo grał w "Maszynie 86" - nazwę tę nadano niepowstrzymanej dziecięcej drużynie Grandoli, którą trenował jego ojciec. Większość dzieci była urodzona właśnie w tym roku, przynajmniej rok wcześniej niż Messi.
Jednak przez lata, nieustanne porównania przeniknęły do relacji pomiędzy obecną a najsłynniejszą argentyńską '10'. Początkowo Maradona unikał konfrontacji z tą sytuacją, a następnie zrobił coś bardzo mądrego. Udał się do Barcelony i porozmawiał z Messim. "Powiedziałem mu, że moja kariera dobiegła końca. Rekordy zostały ustanowione. I że jest na właściwej drodze do zostania najlepszym graczem w historii. Porównania będą miały sens dopiero gdy Leo zakończy karierę. Obecnie mamy perspektywę na to, że Brazylijczycy, Włosi, Niemcy, Hiszpanie i Francuzi będą musieli zaakceptować fakt, iż największy piłkarz wszech czasów pochodzi z tego kraju, z Argentyny".
Ja i ty przeciwko reszcie świata, Leo - to była sprytna wiadomość Maradony.
Poruszenie i ekstaza
Jorge Messi, głowa rodziny, pewnie prowadził swojego syna i właściwie dbając o finansowe, marketingowe, promocyjne, sportowe i personalne aspekty jego wyjątkowej kariery.
"Kiedy tu przybyliśmy, Leo był tylko dzieckiem i w tym wieku było to dla niego olbrzymie poświęcenie. Obecnie jesteśmy strasznie szczęśliwi. Wszystko, co dzieje się wokół mojego syna jest niesamowite. Kiedy widzę Leo zdobywającego gola, czuję coś wzniosłego - ekstazę".
"Przyjechaliśmy tu, aby spełnić marzenie i każdy może zobaczyć, że mój syn jest szczęśliwy. Mamy tylko jeden problem. Kiedy oglądam jego grę, jestem bardzo poruszony. Będę rozmawiał, krzyczał - nie mogę zapanować nad dziwnym doborem słów, nawet nad obelgami, do tego stopnia, że nikt nie chce oglądać ze mną meczów. Nawet moja żona".
[Źródło: Champions Magazine]
Aby stać się najlepszym na świecie, Messi przezwyciężył wielki ból, przekonał do siebie futbolowych przeciwników i potrzebował małej pomocy przy użyciu papierowej serwetki.
Od dłuższego czasu świat futbolowy zadaje sobie pytanie, czy Lionel Messi już jest najlepszym piłkarzem wszech czasów? Ale oprócz tego, jest wiele innych fascynujących pytań związanych z argentyńską gwiazdą/ Dlaczego nie rósł? Dlaczego Barcelona zainwestowała ponad 50 tysięcy funtów w dziecko na drugim końcu świata? Kto go wypatrzył? Kto wziął wstydliwego młodzieniaszka pod swoje skrzydła i dlaczego klub ostatecznie zdecydował się zaniechać tę przyjaźń? Co sprawiło, że stracił swój charakter w swoim pierwszym finale Ligi Mistrzów? W jaki sposób zniwelował w tak wielki sposób swoją kontuzjogenność? Kiedy Barça zdecydowała się zbudować swoją dynastię wokół niego? I w jaki sposób Arsenal nie zdołał wypatrzeć go w Barcelonie, kiedy trenował w Klubie bez podpisanego kontraktu, podczas gdy wyciągali stamtąd Fábregasa w 2003 roku?
Wyjątkowe dziecko
"Ludzie związani z klubem [FC Barcelona - przyp. red.] przyszli do mnie i powiedzieli: ‘Mamy tutaj tego małego. Jest fenomenem, ale musi urosnąć'. Brakował mu hormonu, który może się genetycznie odnawiać i dostarczać organizmowi tego, czego brakuje. Był tylko jeden problem - kuracja była droga" - Dr Diego Schawrzstein, specjalista medyczny.
"Samodzielnie przygotowywał strzykawkę i wstrzykiwał ją sobie. Było to ciężkie dla całej rodziny nawet pomimo tego, że nigdy nie narzekał. Ale każdy sobie zdawał sprawę, że tuż przed pójściem spać musiał przechodzić przez ten proces - a to nie było całkiem fajne w takim wieku" - Matías Messi, starszy brat Leo.
"Wszyscy koledzy z klasy go podziwiali. Miał w sobie to coś z przywództwa i oczywiście wyróżniał się ponad innych w podczas gry w piłkę. Traktowali go jak księcia. W szkole tez radził sobie dobrze" - Diana Ferretti, nauczycielka w szkole podstawowe Colegio de las Heras.
Jego mądry agent
Dwadzieścia lat przed przybyciem Messiego do Europy, Josép Maria Minguella pomógł Barcelonie sprowadzić średnio znanego wtedy Argentyńczyka na Camp Nou - Diego Maradonę. Następnie, pod koniec lat 90. dwóch skautów Minguelli poinformowało go, że w Argentynie znajduje się niesamowity, ale malutki chłopak, który - jak twierdzili - wart jest ceny lotu z Barcelony do Rosario w Argentynie i z powrotem.
"Kiedy pierwszy raz widziałem filmy, to było jak oglądanie światła", wspomina Minguella. "Leo wyglądał jakby pochodził z innej planety. Z tej samej, z której przychodzą inni wyjątkowi ludzie jak skrzypkowie, architekci czy doktorzy. Ludzie wybrani".
Minguella przekonał najważniejsze osoby w klubie - prezydenta Joana Gasparta i jego doradcę Antóna Parera i legendę Camp Nou - Charly Rexach'a - by sprowadzić Messiego, jego rodziców i starszego brata do Barcelony pod koniec 2000 roku. Klub i agent podzielili się kosztami. Obie strony wiedziały, że Messi potrzebuje kuracji hormonem wzrostu, która kosztowała 700 funtów miesięcznie, ale było jasne, że przyjechało cudowne dziecko.
Decyzja o kupnie nie była jednak jednogłośna. Jeden z obserwatorów powiedział Rexachowi: "Ten dzieciak może co najwyżej zostać piłkarzem futsalowym, ale zapomnijcie o pierwszym zespole Barçy". Na szczęście dla Barçy, trzej mężczyźni nie mieli wątpliwości: Joan Lacueva - asystent dyrektora generalnego, Rexach i Quimet Rife - szef rozwoju. Lacueva zatwierdził nawet kupno kilku porcji hormonu wzrostu zanim osiągnięto porozumienie. "Rodzina Messiego tkwiła w hotelu obok Camp Nou przez około miesiąc, podczas gdy decydowała się jego przyszłość", wspomina Minguella. Prawdą jest też, że takim długim okresem podejmowania decyzji, Barcelona doprowadziła rodzinę Messiego do utraty cierpliwości i zamiaru powrotu do domu. Albo co gorsza, przeniesieniu się do Madrytu.
Legenda, serwetka i magiczne momenty
Podczas gdy trwały rozmowy, Messi kontynuował treningi, a rówieśnicy mogli zobaczyć jego niesamowity talent z bliska. "Pomimo tego, że już wtedy mieliśmy świetny zespół, to Leo się wyróżniał. Ale był naprawdę bardzo, bardzo mały", mówi Gerard Piqué. Na koniec, zorganizowano mecz towarzyski.
Efekt był natychmiastowy. "Zorganizowaliśmy odpowiedni mecz przeciwko zawodnikom, którzy byli starsi i więksi od niego", mówi Rexach, który reprezentował sztab szkoleniowy Barcelony. "Musieli poddać go naprawdę trudnym testom, ponieważ jako dziecko z zagranicy, które było supermałe musiał być wspaniały, inaczej jego transfer nie miałby sensu.
"W tym meczu po prostu dał popis. Ciągle chciał piłkę i za każdym razem robił coś niesamowitego. Jak dla mnie te czternaście dni testów były stratą czasu". Rexach był tak pewny talentu Messiego, że stracił cierpliwość w tej kwestii. W grudniu 2000 roku, w barze lokalnego klubu tenisowego i towarzystwie ojca Messiego oraz Minguelli, wziął papierową serwetkę i napisał na niej kontrakt, który brzmiał: "Ja, Charly Rexach, w obecności Horacio Gaggioli (ówczesnego agenta Messiego) i Josépa Marii Minguelli, zobowiązuje się do oferty kontraktowej i warunków ustalonych dla Lionela Messiego, pomimo wewnętrznego sprzeciwu w klubie". Camp Nou będzie mu na zawsze wdzięczne za to.
Drybling zadecydował
Messi przekonał wszystkich do siebie swoim biegiem z piłką. Nie zmysł strzelecki, mocna osobowość czy zdolności towarzyskie, tylko nieziemska umiejętność mijania zawodnika po zawodniku zrobiły największe wrażenie.
"Byłem taki odkąd tylko pierwszy raz zagrałem w piłkę. Po prostu ufałem mojemu instynktowi i stylowi, który przychodzi całkiem naturalnie. Całe życie pracowałem nad tą umiejętnością dryblingu lub uciekaniu zawodnikom, którzy mnie kryli lub chcieli sfaulować", mówi Leo. "To jest tak naturalne, że jeśli zagram dobry mecz - jak to określają - i ktoś podekscytowany pyta się mnie o jakiś konkretny trik, którego używam, to najczęściej go po prostu nie pamiętam".
Zmiana wyglądu
Na szczęście, Messi trafił do klubu w dobrym momencie. Strategia Barçy zwana indywidualnym programem rozwoju fizycznego została wymyślona po to, by polepszyć warunki fizyczne młodych zawodników ze wspaniałą techniką, ale słabszą posturą. Pierwszymi owocami tego programu mieli później zostać właśnie Messi, Piqué i Víctor Vázquez.
Messi podpisał swój pierwszy kontrakt z Barceloną w wieku 13 lat. Miał 147 cm wzrostu i ważył 39 kilogramów. Trzy lata miał już 165 cm i przytył prawie 25 kg. Był na dobrej drodze do obecnych warunków fizycznych: 169 cm wzrostu i 69 kg wagi.
Specjalnie przygotowany program dla Leo skupiał się na pracy na siłowni, zdrowej diecie oraz suplementach diety odegrał ważną część w jego rozwoju. Ale nawet mimo tego, bez terapii hormonowej, świat futbolu mógł nigdy nie doświadczyć jego magii. "To było naprawdę dziwne", wspomina Messi. "Nikt nie wiedział co mi dolega dopóki nie poszliśmy do doktora (kiedy miałem dziesięć lat). Powiedział nam, że osiągnąłbym swój naturalny wzrost, tylko krócej niż normalnie się to odbywa. Doktor powiedział również, że na tę przypadłość cierpi jedna osoba na 20 tysięcy".
Lekarz Barçy Josép Borrell pracował ze specjalistami medycyny sportowej, dietetykami, fizjoterapeutami i trenerami fitness, by zmienić budowę ciała Messiego i zmniejszyć ilość przepisanego hormonu wzrostu.
Znaczenie diety Messiego zmieniła się ponownie osiem lat później, kiedy trenerem został Pep Guardiola. Zachęcił on Leo by wzbogacił swoją bardzo argentyńską dietę opartą o mięso, mięso i jeszcze więcej mięsa o ryby, owoce i warzywa. Na początku nie podobało mu się to za bardzo, ale teraz jest szczuplejszy, silniejszy, szybciej się regeneruje i jest mniej podatny na kontuzje.
Chrzest bólu
Messi miał swój pierwszy zastrzyk hormonu w Rosario, kiedy miał 12 lat. Bolał. I kosztował za dużo, by móc stosować go regularnie. Ale nawet w tak młodym wieku demonstrował znaczącą część jego charakteru, ciągle widoczną kiedy jest brutalnie atakowany - kamienny temperament. "Każdy uważa takie zastrzyki za bolesne, ale ja nie mogłem sobie pozwolić na to. Nawet jeśli to czułem, to nie mogłem tego pokazać nowemu klubowi. Zawdzięczam Barcelonie wszystko, bo zmienili moje życie", powiedział w 2006 roku.
W taki sam sposób jak z bólem, radził sobie z tęsknotą za domem i jego trenerzy nigdy nie widzieli by płakał. "Płakałem sam ze sobą tak, by nawet mój tata nie mógł tego zobaczyć. Znajdowałem sobie miejsce w domu, w samotności, zamykałem drzwi tak by nikt mnie nie widział i o tym nie wiedział".
"Były czasy kiedy było ciężko. Czasami byłem tylko z tatą, podczas gdy reszta rodziny mieszkała w Argentynie. Nie brakowało nam niczego, ale bardzo tęskniliśmy za rodziną. Nikt nie zmuszał mnie do przeprowadzki. Rodzice dali mi wybór zostania na miejscu albo przeprowadzenia się do Barcelony. Kiedy tylko zadecydowałem, że zostanę piłkarzem, nie mogłem pozwolić by ból tęsknoty za domem i rodziną zadecydował o moim niepowodzeniu".
Efekt Ronnie'ego
Deco był pierwszym, który dał cynk mediom, że w szkółce Barçy jest "mały karzeł", którzy może przebić zarówno jego jak i Ronaldinho w siatkonodze. Szacunek dla rozwijającego się geniusza doprowadził Argentyńczyka, że został "przygarnięty" przez największych futbolowych wrogów Argentyny - Brazylijczyków. Sylvinho, Edmílson, Belletti i Deco powitali go i opiekowali się nim, ale największy dług wdzięczności ma u Ronaldinho. "Ronnie był pierwszym, który podszedł i spojrzał na mnie, kiedy dołączałem do pierwszego zespołu", opowiada Messi. "Nie było żadnej zazdrości, wręcz przeciwni. Ronnie dawał przykład, a inni podążali jego śladem. Mogłem trafić na kogoś innego, ale to wszystko sprawiło, że czułem się szczęściarzem".
Starsi piłkarze również nie szczędzili mu pochwał: "Będziesz jedynym Argentyńczykiem, któremu pozwoli się jeść przy brazylijskim stole". Wybrali bardzo dobrze, jak Rexach kilka lat temu.
Plan prezydenta
Około początku 2007 roku, pięć miesięcy przed końcem ery Franka Rijkaarda, prezydent Barcelony Joan Laporta oraz jego specjalny doradca i dyrektor Raul Sanllehi, zdecydowali, że potrzebna jest zmiana. Sądzili, że Ronaldinho i Deco są już u schyłku futbolowej kariery i Camp Nou potrzebowało nowego lidera.
Wybrali 19-letniego Messiego, który 20 miesięcy wcześniej zdobył swojego pierwszego gola dla klubu. Futbol, marketing, sponsoring i koncepcje filozoficzne (zapewne chodzi tu o filozofię stawiania na wychowanków w klubie - przyp. red.) od tej pory miały być konstruowane wokół Messiego. "Przywództwo drużyny się zmieniło", wyjaśniał Laporta. "Messi może stać się jednym z największych piłkarzy w historii".
Ronaldinho i Deco pożegnali się z klubem ze względu na zmianę kierunku rozwoju Barcelony, ale także by oddalić ich od Messiego - członkowie zarządu sądzili, że mieliby oni zły wpływ na niego.
Messi podpisał nowy kontrakt, wiążący go z klubem z Camp Nou do 2016 roku, z klauzulą odejścia wynoszącą 170 milionów funtów (250 milionów euro) i piątą podwyżką zarobków w ciągu czterech lat. "Jedna era kończy się tylko po to, by zaczęła się następna" - tak zarząd Barcelony opisywał odejście Ronaldinho i Deco oraz wzrost roli Messiego.
Laporta mówił: "Nasza strategia zadziałała, ponieważ ostatecznie Leo doprowadził tę drużynę do stworzenia historii. Zapewnił, że Barça wyraża swoją tożsamość poprzez styl gry Leo Messiego".
Sekretna broń
Wiosną 2006 i 2008 roku Messi nabawił się kosztownych kontuzji mięśni. Pierwsza z nich uniemożliwiła mu występ w finale Ligi Mistrzów w Paryżu, choć sam zawodnik sądził, że jest zdolny do gry. Druga kontuzja oznaczała powrót do drużyny na przegrany półfinał z Manchesterem United.
Od tego czasu, jego sekretną bronią stał się trener fitness i fizjoterapeuta Juanjo Brau. Kiedy po wysiłku fizycznym Messi wykonuje lekkie ćwiczenia, jest z nim Brau. Kiedy Messi dozna małego nadwyrężenia bądź naciągnięcia mięśnia, Brau ustala tempo rekonwalescencji. Gdy Messi przemierza dziesiątki tysięcy mil, aby zagrać w reprezentacji Argentyny, Brau towarzyszy mu na własny koszt, nadzorując go, doradzając, prowadząc go i chroniąc. Na każdym etapie - joggingu, sprintu, rozciągania, pracy na siłowni czy regeneracji sił - osobisty trener Messiego upewnia się, że gracz maksymalnie wykorzystuje swoje ciało.
Wyzwanie Pepa
Rijkaard zaufał Messiemu i pozwolił mu zadebiutować w pierwszej drużynie, jednak najwyższy poziom Argentyńczyk osiągnął pod wodzą Pepa Guardioli. Trener Barçy sprzeciwił się klubowi i wysłał zawodnika na Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Zmienił jego dietę, przydzielił mu nową pozycję. Guardiola był dla Messiego dobry.
"Każdy walczył o to, czy mogę lub powinienem jechać na Igrzyska", powiedział Messi. "Przybył Pep, zapytał mnie, czego chcę i wybrał to. Zawodnicy uwielbiają go, ponieważ sprawił, że każdy z nas jest lepszy. Zawsze martwi się tym, jak o siebie dbamy. Od pierwszego dnia mówił mi, czego ode mnie oczekuje i potrzebuje. Mówił, że chce, abym grał wyżej na boisku i bliżej bramki przeciwnika, żebym zdobywał więcej goli".
"Podobał mi sie ten pomysł, ponieważ to właśnie tam grałem najczęściej w drużynach młodzieżowych. Pamiętam pokonanie Realu Madryt 6:2 na Bernabéu. Pep podkreślał znaczenie tego, co osiągnęliśmy i jak będzie to towarzyszyć nam przez całe nasze życie".
Maradona
Początkowo ich relacja była przypadkowa. Maradona zadziwił świat swoją grą podczas Mistrzostw Świata w Meksyku w 1986 roku, tym samym, w którym Messi był poczęty. Leo grał w "Maszynie 86" - nazwę tę nadano niepowstrzymanej dziecięcej drużynie Grandoli, którą trenował jego ojciec. Większość dzieci była urodzona właśnie w tym roku, przynajmniej rok wcześniej niż Messi.
Jednak przez lata, nieustanne porównania przeniknęły do relacji pomiędzy obecną a najsłynniejszą argentyńską '10'. Początkowo Maradona unikał konfrontacji z tą sytuacją, a następnie zrobił coś bardzo mądrego. Udał się do Barcelony i porozmawiał z Messim. "Powiedziałem mu, że moja kariera dobiegła końca. Rekordy zostały ustanowione. I że jest na właściwej drodze do zostania najlepszym graczem w historii. Porównania będą miały sens dopiero gdy Leo zakończy karierę. Obecnie mamy perspektywę na to, że Brazylijczycy, Włosi, Niemcy, Hiszpanie i Francuzi będą musieli zaakceptować fakt, iż największy piłkarz wszech czasów pochodzi z tego kraju, z Argentyny".
Ja i ty przeciwko reszcie świata, Leo - to była sprytna wiadomość Maradony.
Poruszenie i ekstaza
Jorge Messi, głowa rodziny, pewnie prowadził swojego syna i właściwie dbając o finansowe, marketingowe, promocyjne, sportowe i personalne aspekty jego wyjątkowej kariery.
"Kiedy tu przybyliśmy, Leo był tylko dzieckiem i w tym wieku było to dla niego olbrzymie poświęcenie. Obecnie jesteśmy strasznie szczęśliwi. Wszystko, co dzieje się wokół mojego syna jest niesamowite. Kiedy widzę Leo zdobywającego gola, czuję coś wzniosłego - ekstazę".
"Przyjechaliśmy tu, aby spełnić marzenie i każdy może zobaczyć, że mój syn jest szczęśliwy. Mamy tylko jeden problem. Kiedy oglądam jego grę, jestem bardzo poruszony. Będę rozmawiał, krzyczał - nie mogę zapanować nad dziwnym doborem słów, nawet nad obelgami, do tego stopnia, że nikt nie chce oglądać ze mną meczów. Nawet moja żona".
[Źródło: Champions Magazine]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)