Bez fajerwerków; Barça - Racing 1:0
Barça odniosła dziś trzecie ligowe zwycięstwo z rzędu, na dodatek triumfując w kolejnym spotkaniu po nowym roku. W styczniowych meczach La Liga podopieczni Rijkaarda tylko wygrywali nie tracąc przy tym żadnej bramki. Triumf z Racingiem nie jest okazały, bowiem wygrana 1:0 i to w stylu rzec można "nijakim", nie przyniesie piłkarzom splendoru, ale też widać, że nie to w tej chwili jest dla nich najważniejsze. Zagraliśmy tak, aby zwyciężyć. Efektowności w grze nie było prawie wcale, choć kilka zagrań mogło się podobać.
Mecz rozpoczął się żywo z obu stron, bowiem przyjezdni nie zamierzali się w pierwszych minutach bronić. Valdésa starali się zaskoczyć Serrano i Oriol, a z szybką akcją sunął Tchite. W owych sytuacjach skończyło sie jedynie na strachu. Do głosu zaczęli dochodzić gospodarze, którzy prawą stroną przeprowadzali groźne ataki, zwłaszcza za sprawą aktywnego Zambrotty. Nie tylko Włoch zresztą dał się zauważyć kibicom. Także Gudjohnsen i Henry często znajdowali się przy piłce i to właśnie ten ostatni w 31 minucie trafił do bramki gości. Rzut rożny egzekwował, futbolówkę niefortunnie starał się wybijać obrońca Racingu, ta trafiła na głowę Henry'ego, który z najbliższej odległości trafił na 1:0.
Barça starała się iść za ciosem, lecz szybko mogła zostać skarcona, bowiem już minutę później poszła szybka kontra przeciwnika, która niemal zakończyła się golem. Katalończycy odpowiedzieli kilkoma szybkimi atakami, jednak nie udało im się strzelić drugiej bramki, która pozwoliłaby na spokojną grę po przerwie.
Drugie 45 minut zaczęło się tak jak pierwsza część gry. Kilka akcji Racingu i w odpowiedzi rajd Henry'ego i strzał Deco. Było jeszcze uderzenie Giovaniego, który jednak nie pierwszy raz tego wieczoru zapomniał, że futbol to gra zespołowa usilnie szukając strzału na bramkę przy każdej możliwej okazji. W 66. minucie Meksykanin został zresztą zmieniony przez powracającego po kontuzji Messiego, którego kibice przywitali głośną owacją.
Spotkanie gasło jednak w oczach obserwatorów, bowiem Barça zaczęła koncentrować się na obronie korzystnego rezultatu, a Racing nie bardzo potrafił znaleźć metodę na rozmontowanie solidnej defensywy gospodarzy. Bardzo dobrą postawą wykazali się Puyol i Milito, tworząc parę stoperów, która okazała się nie do przejścia.
Skromna wygrana oznacza, że wobec zwycięstwa Realu, nasz dystans do lidera w tabeli La Liga nie uległ zmianie. Rośnie natomiast przewaga Dumy Katalonii nad trzecim zespołem - Villarreal. W tej chwili wynosi ona 5 punktów. Za tydzień czeka nas trudny wyjazd do Bilbao i raczej ciężko przypuszczać, aby "nijaki" styl uległ zmianie. W myśl zasady "cel uświęca jednak środki" dlatego pretensje o mało efektowną grę mogą kierować jedynie ci, którzy nie widzą, iż lider z Madrytu wcale nie prezentuje się imponująco, ale nie pozwala nam się dogonić.
FC Barcelona: Valdés; Zambrotta, Puyol, Milio, Sylvinho (Abidal, 82'); Gudjohnsen (Márquez, 58'), Deco, Iniesta; Giovani (Messi, 65'), Henry, Bojan.
Racing Santander: Coltorti; Sergio Sánchez, Navas, Oriol, Luis Fernández; Jorge López, Duscher, Jordi, Serrano (Colsa, 61'), Bolado (Pablo Alvarez, 45'), Tchite (Pinillos, 75').
Sędziował: Medina Cantalejo.
Żółte kartki: Luis Fernández (22') Jordi (47'); Deco (84')
Gol:
1-0, Henry (30')
Mecz rozpoczął się żywo z obu stron, bowiem przyjezdni nie zamierzali się w pierwszych minutach bronić. Valdésa starali się zaskoczyć Serrano i Oriol, a z szybką akcją sunął Tchite. W owych sytuacjach skończyło sie jedynie na strachu. Do głosu zaczęli dochodzić gospodarze, którzy prawą stroną przeprowadzali groźne ataki, zwłaszcza za sprawą aktywnego Zambrotty. Nie tylko Włoch zresztą dał się zauważyć kibicom. Także Gudjohnsen i Henry często znajdowali się przy piłce i to właśnie ten ostatni w 31 minucie trafił do bramki gości. Rzut rożny egzekwował, futbolówkę niefortunnie starał się wybijać obrońca Racingu, ta trafiła na głowę Henry'ego, który z najbliższej odległości trafił na 1:0.
Barça starała się iść za ciosem, lecz szybko mogła zostać skarcona, bowiem już minutę później poszła szybka kontra przeciwnika, która niemal zakończyła się golem. Katalończycy odpowiedzieli kilkoma szybkimi atakami, jednak nie udało im się strzelić drugiej bramki, która pozwoliłaby na spokojną grę po przerwie.
Drugie 45 minut zaczęło się tak jak pierwsza część gry. Kilka akcji Racingu i w odpowiedzi rajd Henry'ego i strzał Deco. Było jeszcze uderzenie Giovaniego, który jednak nie pierwszy raz tego wieczoru zapomniał, że futbol to gra zespołowa usilnie szukając strzału na bramkę przy każdej możliwej okazji. W 66. minucie Meksykanin został zresztą zmieniony przez powracającego po kontuzji Messiego, którego kibice przywitali głośną owacją.
Spotkanie gasło jednak w oczach obserwatorów, bowiem Barça zaczęła koncentrować się na obronie korzystnego rezultatu, a Racing nie bardzo potrafił znaleźć metodę na rozmontowanie solidnej defensywy gospodarzy. Bardzo dobrą postawą wykazali się Puyol i Milito, tworząc parę stoperów, która okazała się nie do przejścia.
Skromna wygrana oznacza, że wobec zwycięstwa Realu, nasz dystans do lidera w tabeli La Liga nie uległ zmianie. Rośnie natomiast przewaga Dumy Katalonii nad trzecim zespołem - Villarreal. W tej chwili wynosi ona 5 punktów. Za tydzień czeka nas trudny wyjazd do Bilbao i raczej ciężko przypuszczać, aby "nijaki" styl uległ zmianie. W myśl zasady "cel uświęca jednak środki" dlatego pretensje o mało efektowną grę mogą kierować jedynie ci, którzy nie widzą, iż lider z Madrytu wcale nie prezentuje się imponująco, ale nie pozwala nam się dogonić.
FC Barcelona: Valdés; Zambrotta, Puyol, Milio, Sylvinho (Abidal, 82'); Gudjohnsen (Márquez, 58'), Deco, Iniesta; Giovani (Messi, 65'), Henry, Bojan.
Racing Santander: Coltorti; Sergio Sánchez, Navas, Oriol, Luis Fernández; Jorge López, Duscher, Jordi, Serrano (Colsa, 61'), Bolado (Pablo Alvarez, 45'), Tchite (Pinillos, 75').
Sędziował: Medina Cantalejo.
Żółte kartki: Luis Fernández (22') Jordi (47'); Deco (84')
Gol:
1-0, Henry (30')
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)