W mediach krąży temat powrotu José Mourinho do Realu Madryt i nie pochodzi on z byle jakiego źródła, bo z brytyjskiego The Athletic. Dla culés to zaproszenie do podróży w czasie. Jeśli gdzieś jego historia ma prawdziwy ciężar, to w relacji z FC Barceloną. Czy kibice Barcelony naprawdę chcieliby przeżyć to jeszcze raz?
Mourinho przybył do Madrytu jako prawdziwy król. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej wygrał z Interem Mediolan wszystko, co się dało - Serie A, Puchar Włoch i Ligę Mistrzów, pokonując w finale Bayern Monachium. Lepszej odpowiedzi na Barçę Guardioli, która także zdobyła tryplet sezon wcześniej, po prostu nie było.
Guardiola zbudował maszynę do kontroli – posiadanie, piłki, tiki-taka. Mourinho odpowiedział pragmatyzmem: zamykanie przestrzeni, prowokacja, kontratak. Dlatego El Clásico z lat 2010–2012 smakowało inaczej. 5:0 na Camp Nou było demonstracją siły Barcelony, ale półfinał Ligi Mistrzów w sezonie 2010/11 i słynne "¿Por qué?" Mourinho pokazały, że ta rywalizacja żyje także poza boiskiem.
Guardiola rzadko wychodził z roli, ale gdy to zrobił, zapamiętano to na lata: "W tej sali on jest el puto amo [piep***nym szefem]". To był moment, w którym Pep odciął się od medialnej gry Mourinho, oddając mu scenę, a zatrzymując dla siebie boisko.
Granice zostały przekroczone
Są obrazy, które definiują epokę. Faul, przepychanka i palec w oku śp. Tito Vilanovy podczas Superpucharu w 2011 roku. To już nie była tylko rywalizacja – to był konflikt. Incydent miał miejsce w końcówce rewanżu Superpucharu Hiszpanii na Camp Nou, wygranego przez FC Barcelonę 3:2. Iskrą był brutalny faul Marcelo na Cescu Fàbregasie, po którym wybuchła masowa przepychanka przy ławkach. W tym chaosie José Mourinho podszedł od tyłu do Tito Vilanovy i włożył mu palec w okolice oka. Gest szybki, wykonany z ukrycia, bez wcześniejszej konfrontacji. Vilanova natychmiast się odwrócił i odepchnął Mourinho, pytając, co robi – całe zajście uchwyciły kamery i w ciągu chwil obiegło świat.
W Barcelonie mówiono o przekroczeniu wszelkich granic. Pep Guardiola po meczu otwarcie skrytykował zachowanie rywala, a sam Mourinho dodatkowo podgrzał atmosferę, twierdząc, że nie wiedział, kim jest Vilanova. Sankcje formalne (zawieszenie, później złagodzone) nie zmieniły faktu, że incydent stał się jednym z najbardziej symbolicznych momentów ery El Clásico – punktem, w którym rywalizacja przestała być wyłącznie sportowa, a zaczęła przypominać otwarty konflikt personalny.
Mourinho odszedł z Realu Madryt w atmosferze spalonej ziemi. Najmocniejszym punktem sporu był konflikt z Ikerem Casillasem, który dla kibiców Realu był postacią nietykalną. Mourinho zarzucał kapitanowi brak lojalności i zbyt bliskie relacje z piłkarzami Barcelony, co doprowadziło do posadzenia legendy klubu na ławce rezerwowych i sprowadzenia Diego Lópeza. To wywołało "wojnę domową" w szatni, po stronie bramkarza stanął m.in. Sergio Ramos, a z czasem relacje trenera pogorszyły się nawet z Cristiano Ronaldo, któremu Mourinho publicznie wytykał zbytnią pewność siebie. Atmosfera stała się tak toksyczna, że drużyna była podzielona na zwalczające się obozy, co ostatecznie uniemożliwiło dalszą współpracę i zmusiło Florentino Péreza do zakończenia ery Portugalczyka w Madrycie.
Czy culés tęsknią za rywalizacją z Mourinho?
Culés mogą tęsknić za poczuciem, że każdy Klasyk jest wydarzeniem globalnym, starciem wizji, a nie tylko meczem o trzy punkty. Za emocjami, które zaczynały się na konferencjach i kończyły po ostatnim gwizdku. Czy kibice Barçy tęsknią za Mourinho? Powrót Portugalczyka przywróciłby dramaturgię, lecz niekoniecznie to, co w niej najcenniejsze. Najlepsza odpowiedź Barcelony na Mourinho zawsze była ta sama: wygrać po swojemu i zostawić resztę jako tło.
Xabi Alonso miał być w Realu Madryt Mourinho 2.0. Nie udało się. Czas więc na oryginał? Na to wygląda. Czego może obawiać się culé? Być może tylko Mourinho jest postacią, która w końcu okiełzna Galacticos na czele z Kylianem Mbappe i narzuci im ramy, których dotąd brakowało. José Mourinho zawsze był trenerem, który potrafił zamienić chaos w strukturę, a gwiazdy w narzędzia do realizacji konkretnego planu. Jeśli coś w ostatnich latach uwierało Real Madryt, to właśnie brak tej bezwzględnej dyscypliny, a to jest środowisko, w którym Portugalczyk czuje się najlepiej.
Komentarze (29)