Obrona Barcelony to najbardziej newralgiczna formacja w tym sezonie. Po utracie Iñigo Martíneza klub został bez lidera, który nie tylko spajał całą linię defensywną, ale był też mentorem dla młodszych zawodników. Nie można zaprzeczyć, że formacja ta ma niewielkie doświadczenie – z młodym Pau Cubarsím, przesuniętym na środek obrony Gerardem Martínem czy Alejandro Balde na boku, który przez większą część sezonu prezentował się co najwyżej przeciętnie.
Problem pojawia się jednak również w przypadku bardziej doświadczonych zawodników – nie tylko przy Ronaldzie Araujo i jego nierównej dyspozycji i poprzednich problemach, ale także u Julesa Koundé, który jeszcze niedawno był jednym z liderów tej formacji i punktem odniesienia, a obecnie prezentuje przeciętną formę. Co gorsza, nie jest to kwestia jednego miesiąca, lecz problem trwający od dłuższego czasu.
Nierówna dyspozycja nie byłaby niczym zaskakującym w przypadku nowego lub młodego zawodnika. Gdy jednak dotyczy doświadczonego gracza i utrzymuje się przez dłuższy okres, zaczyna być realnym problemem. Zwłaszcza w kontekście Koundé, który wcześniej prezentował poziom klasy światowej i był jednym z najbardziej stabilnych punktów defensywy.
Nie można powiedzieć, że Jules gra cały czas słabo, bo byłoby to uproszczenie. Wciąż potrafi dać drużynie konkret w defensywie i bywa wartością dodaną w ofensywie – choćby dzięki dobrej współpracy z Laminem Yamalem. Nie przykrywa to jednak powtarzających się błędów. Francuz zbyt często bywa rozkojarzony, ma problemy z kryciem oraz pojedynkami jeden na jeden. Przekłada się to na proste straty, niecelne zagrania czy nieudane przyjęcia piłki, które narażają zespół na kontrataki, co przy wysoko ustawionej linii obrony są one szczególnie niebezpieczne.
Koundé już wcześniej miewał słabsze okresy, trwające kilka tygodni, co jest czymś całkowicie naturalnym na tym poziomie. Tym razem sytuacja wygląda jednak inaczej, ponieważ problemy te ciągną się od kilkunastu miesięcy – można powiedzieć, że nawet od około roku. Coraz częściej można odnieść też wrażenie, że w samej Barcelonie przestał być zawodnikiem nietykalnym.
Na tym etapie trudno mówić o chwilowym spadku formy. To raczej dłuższy okres, który zaczyna mieć realny wpływ na funkcjonowanie całej defensywy. Koundé wciąż ma jakość, by być jednym z liderów tej formacji, ale aby tak się stało, musi wrócić do poziomu koncentracji i stabilności, które wcześniej były jego znakiem rozpoznawczym. Bez tego trudno będzie zbudować linię obrony, która w kluczowej fazie sezonu da Barcelonie potrzebny spokój.
Jak Wy oceniacie formę Koundé w tym sezonie?
Komentarze (37)