Pięć wniosków po meczu z Mallorcą

Michał Gajdek

23 kwietnia 2025, 06:30

48 komentarzy

Fot. Getty Images

FC Barcelona pokonała 1:0 Mallorcę w 33. kolejce LaLigi. Co zapamiętamy z dzisiejszego spotkania?

1. Absurdalna nieskuteczność

40 strzałów, w tym 26 z pola karnego i 13 celnych. xG na poziomie 3.41 (za Sofascore). Efekt końcowy? Tylko jedna bramka. Piłkarze Barçy w ofensywie robili wczoraj wszystko dobrze - aż do pola karnego. Tam albo sami strzelali niecelnie, albo na wysokości zadania stawał Leo Roman, który zaliczył aż 12 interwencji. Wczorajsze zwycięstwo nie tylko mogło, ale wręcz powinno być bardziej okazałe. Pozostaje się cieszyć, że zespołowi udało się zachować czyste konto, mimo że Mallorca niekiedy napędzała strachu, zwłaszcza po stałych fragmentach gry. 

2. Nie tędy droga, Lamine

Nastoletni skrzydłowy nie miał wczoraj swojego dnia. Co prawda zaprezentował kilka zagrań, które u kogokolwiek innego stanowiłyby temat do rozmowy jeszcze długo po meczu ("siatka" założona praktycznie z miejsca na własnej połowie, podanie zewnętrzną częścią stopą do Olmo - identyczne jak w starciu z Espanyolem), ale ogólnie częściej niestety irytował niż zachwycał. U Lamine Yamala szwankowała decyzyjność, nie zauważał lepiej ustawionych kolegów, a skuteczność dryblingów miał na niższym poziomie niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni (zaledwie trzy na siedem udanych prób). Przede wszystkim jednak mistrz Europy był bardzo nieskuteczny pod bramką rywala - a za zmarnowaną sytuację, gdy po genialnym podaniu Pedriego stanął oko w oko z bramkarzem Mallorki powinien dostać reprymendę po meczu. Lamine musi prędko nastawić celownik i wrócić do swojej najlepszej wersji, która będzie bardzo potrzebna w nadchodzących, kluczowych starciach.

3. Flick zaryzykował... i wygrał 

Eric García w roli prawego obrońcy. Gavi jako defensywny pomocnik. Hector Fort oraz Ansu Fati... na boisku. We wczorajszym meczu mieliśmy okazję zobaczyć kilku piłkarzy w nietypowych dla siebie w tym sezonie rolach. Wszyscy wywiązali się z nich co najmniej przyzwoicie. Eric zagrał przekonująco z tyłu i dołożył asystę, Gavi był wszędzie (129 kontaktów z piłką!), Fort starał się odważnie wchodzić w pojedynki, a Ansu non stop pokazywał się do gry. Choć i Mallorca nie zagrała w najmocniejszym zestawieniu, to musi cieszyć fakt, że w tym eksperymentalnym składzie Barça zupełnie zdominowała ekipę z Balearów. Zespół był dobrze przygotowany do meczu, a mimo licznych zmian personalnych piłkarze doskonale wiedzieli, co mają robić w przydzielonych im rolach. 

4. Czarodziej Pedri

Podstawowym założeniem tego cyklu jest niepowtarzanie wniosków po kolejnych meczach. Choć jednak Kanaryjczyka chwaliliśmy już w ramach niego wielokrotnie, to po takim występie jak wczoraj nie sposób nie zrobić tego ponownie. Barcelona gra w rytmie byłego zawodnika Las Palmas. To on decyduje kiedy przyspieszyć, a kiedy zwolnić. Dokłada do tego mnóstwo pokonywanych kilometrów, tytaniczną pracę w obronie oraz - gdy tylko nadarzy się okazja - idealnie dopieszczone podania, tak jak to do Lamine Yamala. Dołożenie mu do współpracy dwóch pomocników wychowanych w La Masii (bardzo dobre zawody zarówno Gaviego, jak i Daniego Olmo) tylko uwyplukliło jego zalety. Patrząc, jak radzi sobie Hiszpan w grze na małej przestrzeni, trudno uwierzyć, że sam nie wychował się w szkółce Barçy. 

5. Nadzieja dla Ansu?

Największym zaskoczeniem w wyjściowej jedenastce było z pewnością pojawienie się w niej Ansu Fatiego. Choć już mało kto wierzy, że w dalszym ciągu całkiem młody (23 lata skończy w październiku) Hiszpan będzie jeszcze kiedyś grał na miarę swojego talentu, to ten sezon jest dla niego prawdziwą katastrofą - 10-tka Barçy właściwie od początku była dla Hansiego Flicka dosłownie ostatnim piłkarzem w kolejce do gry. Z tej perspektywy, jego wczorajszy występ należy ocenić jako pozytywne zaskoczenie. Ansu z jednej strony często chciał otrzymywać piłkę, a z drugiej nie grał samolubnie. Ewidentnie dobrze czuł się na boisku - trudno się zresztą dziwić, skoro na bokach obrony zagrali wychowankowie Barçy (Fort i García), w środku pola było ich kolejnych dwóch (Gavi i Olmo) oraz "adoptowany" Pedri, a z przodu do Lamine Yamala doszedł Ferran Torres, który także dobrze czuje się w grze na małej przestrzeni. W takim środowisku można było dostrzec, że u Ansu pewne automatyzmy jeszcze nie zanikły. Hiszpan doskonale wiedział, gdzie powinien znaleźć się w konkretnym momencie, a także gdzie może spodziewać się kolegi z drużyny. Jak się wydaje, wczorajszy mecz nie powinien być ostatnim dla niego w tym sezonie, a zespół będzie mógł mieć jeszcze z niego pożytek, nawet jeżeli tylko w roli epizodycznej. Nie bez znaczenia pozostaje też to, że ewidentnie bardzo pozytywnie podchodzą do niego zarówno koledzy, jak i kibice. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (48)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze