Zasada 1:1, a pięć "prac domowych" Deco

Michał Gajdek

8 czerwca 2024, 14:25

32 komentarze

Fot. Getty Images

Letnie miesiące w sporcie już dawno nie są wyłącznie martwym okresem bez meczów o stawkę. Zamiast „sezonu ogórkowego” dziennikarze serwują nam rollercoaster plotek oraz karuzelę nazwisk, których nie powstydziłby się najlepszy park rozrywki. Nim jednak pochłoną nas na dobre medialne spekulacje dotyczące tego, kto może wzmocnić FC Barcelonę przed kolejnym sezonem, warto zatrzymać się na chwilę przy bardziej przyziemnych kwestiach.

Sytuacja finansowa klubu wymusiła na culés odbycie przyspieszonego kursu z dziedziny księgowości. Dyskusje o tym, czy Barça wróci do „zasady 1:1” stały się niemal tak gorące jak te o wyższości jednego piłkarza nad drugim. Od razu jednak muszę Was rozczarować: możliwych zmiennych jest w tym zakresie tak dużo, że w tym tekście nie znajdziecie konkretnej odpowiedzi na pytanie, ile pieniędzy będzie mogła wydać Blaugrana podczas najbliższego okienka transferowego.

Dla porządku należy jedynie wspomnieć, że kluczowe operacje w tym zakresie to kolejno:

  1. Nowy kontrakt z Nike, mający zagwarantować jednorazowy bonus za przedłużenie umowy wynoszący około 100 milionów euro,
  2. Pokrycie dźwigni finansowej z 2022 roku dotyczącej sprzedaży udziałów w spółce Barça Studios; do zaległych 40 milionów euro niezapłaconych w zeszłym roku przez fundusz Libero, tego lata może dojść kolejne 60 milionów euro należne od innych partnerów (choć ostatnio media donosiły, że termin ich płatności został przesunięty na wrzesień),
  3. Temat nie aż tak popularny, a potencjalnie równie lukratywny – sprzedaż miejsc VIP na nowym Camp Nou. Jakiś czas temu klub chwalił się, że sprzedano już 90% miejsc, w większości na okres 8-10 lat. Roczne przychody szacowane są na 120 milionów euro.

Jak więc widać, w zależności od tego, które kontrakty ostatecznie zostaną „dopięte”, różnica w przychodach klubu może być gigantyczna. Z tego względu, udzielenie odpowiedzi na pytanie o „osiągnięcie zasady 1:1” przypomina w chwili obecnej rozwiązywanie równania z kilkoma niewiadomymi, do których w każdym momencie mogą dołączyć dodatkowe zmienne.

Tak czy owak, słynnej „zasady 1:1” nie należy również przesadnie mitologizować. Co prawda jej osiągnięcie z pewnością ułatwiłoby funkcjonowanie klubu na rynku transferowym, ale nie oznacza to całkowitej swobody działania. Upraszczając temat, o tym, czy klub funkcjonuje w „zasadzie 1:1” decyduje bowiem relacja jego wydatków (czyli tego, co klub rzeczywiście wydaje) do limitu FFP (czyli tego, co może wydawać w zgodzie z regulacjami LaLigi). Możliwe są zatem zasadniczo dwie sytuacje:

  1. klub wydaje mniej niż mógłby wydawać. Przykładowo, jeżeli limit FFP danego klubu wynosi 300 mln euro, a klub przeznacza na pensje i amortyzacje piłkarzy 250 mln euro, to dysponuje 50 mln wolnego miejsca w limicie. Można zatem stwierdzić, że klub nie tyle znajduje się w zasadzie 1:1, co może swobodnie działać aż do momentu osiągnięcia limitu (bo przecież klub może wydać 50 mln bez konieczności oszczędzania 50 mln gdzie indziej - i dalej będzie się mieścił w limicie),
  2. klub wydaje więcej niż może wydawać. Przykładowo, jeżeli limit FFP danego klubu wynosi 300M euro, a klub przeznacza na pensje i amortyzacje piłkarzy 350M euro, to przekracza limit o 50M. Klub może w dalszym ciągu rejestrować nowych piłkarzy, ale tylko w obrębie miejsca wytworzonego w wyniku dokonanych oszczędności bądź uzyskanych przychodów, w określonych proporcjach (czyli na nowych piłkarzy można przeznaczyć tylko określony % wygenerowanych środków).

Poprzez „dojście do zasady 1:1” rozumiemy doprowadzenie do sytuacji, w której klub będzie wydawał maksymalnie tyle pieniędzy, ile wynosi wyznaczony mu przez LaLigę limit FFP, czyli przejście z pkt 2 do pkt 1. Dalej jednak nie będzie to oznaczać pełnej swobody na rynku transferowym. Jeżeli bowiem, przykładowo, klub sprzeda jednego z piłkarzy, w wyniku czego jego rzeczywiste wydatki zrównają się z limitem wyznaczonym przez La Ligę, to wprawdzie znajdzie się w „zasadzie 1:1”… ale, aby móc kogokolwiek kupić, najpierw będzie musiał kogoś jeszcze sprzedać (aby ponownie nie przekroczyć limitu).

Tak czy siak, nim na dobre przejdziemy do rozważań, kto i za ile ostatecznie zasili szeregi kadry Hansiego Flicka przed kolejnym sezonem, warto przypomnieć, że przed Deco & spółką znajduje się szereg wyzwań związanych z utrzymaniem dotychczasowej kadry. Część tych „prac domowych” była już kilkukrotnie przekładana – i prędzej niż później trzeba będzie je odrobić.

1. Zaległe rejestracje kontraktów obecnej kadry

Na pierwszy plan wysuwa się z pewnością kwestia rejestracji nowego kontraktu Gaviego… choć trudno nazywać go „nowym”, bo został on podpisany we wrześniu 2022 roku. Ostatnie półtora sezonu wychowanek FC Barcelony rozegrał w oparciu o tymczasową rejestrację, dokonaną na podstawie środka zabezpieczającego przyznanego przez sąd, przed którym toczy się bój prawny pomiędzy Barçą, a LaLigą. Teoretycznie, w każdej chwili możliwe jest wydanie niekorzystnego dla klubu orzeczenia, co spowodowałoby konieczność „standardowej” rejestracji młodego pomocnika.

Gavi to jednak niejedyny piłkarz, który w dalszym ciągu czeka na zarejestrowanie nowego kontraktu: taki sam problem dotyczy choćby Alejandro Balde, z którym przedłużono umowę zeszłej jesieni. Nawet poważniejszy jest zaś przypadek Iñigo Martíneza, który trafiając do klubu latem 2023 roku podpisał dwuletni kontrakt… jednak zarejestrowany został zaledwie na rok. Javier Tebas ujawnił, że jeżeli Barça będzie chciała skorzystać z usług Baska również w kolejnym sezonie, to będzie musiała ponownie znaleźć środki finansowe w limicie FFP.

2. Przyszłość Vitora Roque

Najbliższa przyszłość Brazylijczyka niekoniecznie musi zależeć wyłącznie od kwestii sportowych. Choć Hansi Flick ma na niego liczyć, to jego rejestracja może być niemałym wyzwaniem. Przypomnijmy, że przez ostatnie miesiące Roque był zarejestrowany tymczasowo w miejsce… kontuzjowanego Gaviego. To jednak wymagało uwzględnienia w limicie FFP wyłącznie jego półrocznej pensji.

Jeżeli młody napastnik ma pozostać w klubie na kolejny sezon, to konieczna będzie już jego „standardowa” rejestracja – a to wymaga uwzględnienia nie tylko jego zarobków, ale i amortyzacji części kwoty odstępnego zapłaconej Athletico Paranaense. Łącznie mówimy z pewnością o kwocie przekraczającej 10 milionów euro.

3. Los wypożyczonych

Choć zdania wśród kibiców są podzielone, to Joan Laporta ostatnio jasno zadeklarował, że chce, aby zarówno João Felix, jak i João Cancelo również w kolejnym sezonie byli piłkarzami FC Barcelony. Nawet jeżeli znów uda się wynegocjować z ich macierzystymi klubami darmowe wypożyczenia (co wydaje się mało prawdopodobne), to pozostaje jeszcze kwestia pensji obu Portugalczyków, którzy ponownie będą traktowani jak nowi zawodnicy. Przypomnijmy, że Javier Tebas wprost przyznawał, że na cele FFP zaliczył kwotę wyższą niż tą płaconą przez klub Felixowi.

Na drugim biegunie znajdują się zaś piłkarze powracający z wypożyczeń do klubu. Wśród nich kluczowe są nazwiska Ansu Fatiego, Clementa Lengleta oraz leczącego poważną kontuzję Sergiño Desta. Każdy z nich obciąża budżet klubowy w niemałym stopniu i trudno sobie wyobrazić, aby jakieś inne kluby pokryły 100% ich pensji. 

4. Nowe kontrakty dla Ronalda Araujo i Frenkiego de Jonga

Sytuacja Urugwajczyka i Holendra jest w istocie bardzo podobna: obaj mają dużą wartość na rynku transferowym… ale tylko w najbliższym okienku. Ich kontrakty wygasają bowiem w 2026 roku, co sprawia, że w przyszłym roku klub nie zarobi na nich zbyt dużo. Z tego względu, klub stoi przed dylematem, czy uzyskać z ich sprzedaży sporą sumę już teraz, czy liczyć na nich w kolejnym sezonie.

Aby jednak sprzedać jakiegokolwiek piłkarza, konieczne jest spełnienie jednego, podstawowego warunku: uzyskanie jego zgody. Zapewne również z tego względu, zamiarem dyrekcji sportowej wydaje się być przedłużenie obu umów, choć na chwilę obecną zarówno Frenkie de Jong, jak i Ronald Araujo mają mieć ku temu wątpliwości. Jeżeli jednak ostatecznie uda się osiągnąć porozumienie, to ich nowe umowy powinny zostać zarejestrowane w LaLidze, co znów wiąże się z koniecznością wygenerowania miejsca w Finansowym Fair Play

5. Awanse młodzieży

Podczas ostatniego wywiadu, Joan Laporta zapowiedział awans Marca Casadó do pierwszego zespołu. Niewiadomą pozostaje, czy będzie to oznaczać także jego formalne zakwalfikowanie jako zawodnika pierwszej drużyny – w takim przypadku, konieczna będzie jego odrębna rejestracja.

Podobna kwestia może wkrótce dotyczyć również jego młodszych kolegów, którzy niedługo zapewne będą oczekiwali profesjonalnych kontraktów: Hector Fort 18 lat skończy już tego lata, Pau Cubarsí w trakcie najbliższego sezonu, zaś Lamine Yamal tuż po jego zakończeniu. Ewentualne ich nowe umowy będą wymagać – tak, tak – wygenerowania miejsca w FFP.

Najpierw odrobić prace domowe

Jak widać, „osiągnięcie zasady 1:1” przez FC Barcelonę podczas najbliższego okienka transferowego jest niepewne – a nawet jeżeli cel ten uda się spełnić, to nie jest on dany raz na zawsze. Niezależnie zaś od tego, jak swobodnie będzie mógł operować Deco podczas mercado, nie sposób oczekiwać, aby poddał się on szałowi zakupów. Jak się wydaje, dyrektor sportowy Barçy w pierwszej kolejności powinien skupić się przecież na utrzymaniu obecnej kadry.

Niezależnie od tego bowiem, jak ocenimy konkretne ruchy, to klub ma niemałe zobowiązania wobec swoich aktualnych piłkarzy, którzy mogą się słusznie zniecierpliwić, patrząc, jak środki finansowe przeznaczane będą w pierwszej kolejności na nowe transfery.

A skoro mamy ten powiew realizmu już za sobą, to jak myślicie – Kimmich czy Merino? Nico Williams czy Bernardo Silva?

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (32)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze