3

@RumbleDelivery Często się bijesz/biłeś? Z ciekawości pytam, do statystyk.

1

@Frimpong 1. Pedri - skromność, przyziemność plus cudowny styl gry.
2. Raphinha - kapitan bez opaski, zasuwa za trzech, płuca drużyny.
3. Fermin - młody, ambitny, waleczny. Trochę taki nowy Gavi, to samo przebodźcowanie tylko z mniejszą ilością głupiej brutalności (nadal potrafi zfaulować ale nie jak Gavi, tak często niemal bez piłki. Nie zrozumcie mnie źle, lubię Gaviego za te same cechy, to nasz wojownik, ale zdaję sobie sprawę, że gdyby to był zawodnik innej drużyny to byłby w top3 antypatii :P) . Serce drużyny. No i jest często decydujący na boisku, potrafi wyszarpać gola, gdy drużynie idzie gorzej.

A poza nimi to oczywiście Yamal (uwielbiam magików na boisku, a dzieciak dostarczył mi największej przyjemności z oglądania piłki od czasu odejścia Messiego z Barcelony). Szkoda że Martinez odszedł, byłby w top3. A Joan Garcia kiedyś do tej topku trafi gdy już będzie dłużej w drużynie, to ile ten gość da nam punktów to będzie coś magicznego. Jeśli kiedyś wygramy LM to Garcia będzie ważną częścią tego triumfu.
Polacy to wiadomo - wspaniały sen, w którym żyjemy i będziemy o tym pamiętać za te x lat.

5

@kuz Niektórzy doświadczają czegoś takiego jak absolutny przesyt własnym hobby. Pewnie grałeś w setki, może nawet tysiące tytułów w swoim życiu i rejestrowałeś mechanizmy, które Cię całkowicie zachwycały w tych grach. Były one dla Ciebie atrakcyjne, bo lubiłeś grać w gry a nadal było one (te mechanizmy) dla Ciebie świeże. Nie mówię, że nigdy się z nimi nie spotkałeś, ale nadal ekscytowały Twój mózg jak za pierwszy razem. Ale w pewnym momencie to zniknęło, to ten sam mechanizm opakowany w inne sreberko.

Ja tak miałem z oglądaniem horrorów. Pochłaniałem ten gatunek nałagowo, potrafiłem codziennie oglądać po 2 filmy znalezione na jakiś totalnie obskurnych stronach. Dziś horrory nie wywołują we mnie żadnej emocji - i nie mówię tu o strachu, nie o to chodzi. Gdy film zaczyna opowiadać historię mam do niej zupełnie ambiwalentny stosunek, a motywy nadprzyrodzony nie wywołują we mnie żadnej reakcji, żadnego podniecenia. Nadal się zdarzają takie filmy, które całkowicie mnie pochłonął (rzadko, ale jednak) i nie są już z pewnością to filmy stricte horrorowe (np. najnowszy Frankenstein, mógłbym o tym obrazie napisać 10 stron analizy). Podobnie miałem z futbolem, chociaż zeszłoroczna Barca odzyskała mój entuzjazm do tego sportu (a oglądam naprawdę sporo piłki poza-Barcelońskiej, to nie jest tak że futbol mnie nudził do Barcelona nie dowoziła).

Taka rada-propozycja, mi w pewnych sferach hobby pomogła - ograniczyć i znaleźć alternatywne zainteresowanie i poświęcić się mu. Gdy odpalisz jakąś znakomitą (w opinii osób, którym ufasz) gierkę po 3 miesiącach nie grania, pochłoniesz ją w jeden wieczór i pojawi się ekscytacja. To samo jest z książkami, serialami, futbolem, cokolwiek. Przerzucam swoją uwagę, interesuję się czymś innym, szukam drobnych rzeczy, które mnie interesującą, troszkę w ciemno szukam ścieżek do rozwoju tego tematu-zainteresowania (np. czytam najnowsze książki o rozwoju AI. Jak najbardziej różne od siebie. Jednak dla laika, jedna z masą szczegółów, jedna spekulatywna, jedna zbiór opowiadań SF). I poświęcam się temu, potem czemuś innemu, wychodzi nagle gierka, na którą czekałem i "wow, ale granie jest przyjemne". Albo pyknę sobie pierwszy serial od 4 miesięcy (Pluribus na Apple). Początek jest najtrudniejszy - gdzie szukać inspiracji, tematów - ale później gdy ma się tych drobnych zainteresowań więcej to idzie niemal automatycznie. Np. mam zaległości w odcinkach 3 kanałów poświęconych astronomii, nie oglądałem ich od dobrych 3 miesięcy i mam akurat chęć nadrobić te wszystkie ciekawy filmy :)

Praktycznie w każdym moim hobby przechodziłem kiedyś przez motyw "i'm dead inside, nie jara mnie to a mimo to nadal to robię". Odkąd rozproszyłem te hobby (w danym czasie nadal poświęcam czas tylko jednemu, może dwóm) to właściwie przestałem odczuwać braku zaangażowania (z wyjątkiem wspomnianych horrorów: to już chyba nigdy do mnie nie wróci). Wiem, że nie pytałeś o zdanie, ale skończyłem książkę, wszedłem tutaj i postanowiłem dać się zrelaksować mózgowi ;-)

7

Bardzo dobry wywiad, wielkie dzięki za jego przeprowadzenie i udostępnienie! :)

16

Widocznie nikt mu nie powiedział, że tam strzela się trudniej niż w Hiszpanii.

3

@Janusz_Krawczykowski Napisałeś 3 linijki tekstu i popełniłeś trzy rzeczy, które nie zostały przez niego powiedziane:
1. Najlepsza w historii
2. Lamine złota piłka
3. Każdy jest nikim.
Przyłóż się następnym razem.

2

Przyznać się kto dał mu tego pojedynczego upvote'a.

0

@norbi77 To byśmy musieli mieć 100 posiadania :P Przecież aby rzucić piłkę za obrońców to nie potrzeba nawet mieć jakiegoś wybitnego środka pola czy kontroli meczu. A ostatnie mecze pokazują, że o wiele słabsze od Realu drużyny potrafią nas w ten sposób ukąsić.

0

@norbi77 a nie łapanie Mbappe czy Viniego na spalonych? Bo jak z tak wysoko ustawioną linią go nie złapiemy to nikt go już nie dogoni.

@LeoMessiiBarcaPepa Trzeba przyznać, że o dziwo masz rację. W poprzednim sezonie straciliśmy 39 goli w 38 kolejkach, teraz 10 goli w 9 kolejkach. Choć to jedynie statystyka, test oka każe jednak zauważyć, że pułapki offside'owe działają gorzej niż w zeszłym roku. A one się nam bardzo przydawały przeciwko Mbappe.

0

@Roobo Gdzieś czytałem, że są kraje, że jeśli producent zmienia gramaturę produktu to muszą być widocznie oznaczenia tego faktu na opakowaniu (przez jakiś tam okres). Bardzo pro-konsumencki przepis i dla dobra naszych własnych portfeli chciałbym, aby i u nas taki istniał.

Z pomocą przyszedł mi tym razem chatgpt, o dziwo lepiej zadziałał niż zwykła wyszukiwarka, choć potrzebowałem aż 4 kroków, aby uzyskać informację, którą chciałem.
"Tak — są kraje, które wprowadziły konkretne obowiązki informowania o zmianie ilości/gramatury (nie tylko ogólną regułę „nie wprowadzaj w błąd”). Krótkie podsumowanie najważniejszych przypadków i różnic:

Co już istnieje (przykłady)

Włochy — TAK: obowiązek etykietowania na opakowaniu
Włoski ustawodawca wprowadził art. 15-bis do Kodeksu Konsumenckiego (wejście w życie 1 kwietnia 2025). Przepis nakłada na producenta, który zmniejszył nominalną ilość produktu, obowiązek umieszczenia w głównym polu wizualnym opakowania albo na naklejce informacji: np. „This package contains a product that is X less than the previous quantity”. Informacja musi pozostać przez określony czas (pierwotnie 6 miesięcy). Źródła omawiają treść i zastosowanie tego przepisu.
Osborne Clarke
+1

Francja — TAK, ale obowiązek sklepu (oznaczenie na półce), niekoniecznie front opakowania
Od 1 lipca 2024 francuski rząd wprowadził obowiązek, by średnie i duże sklepy informowały klientów (widocznie na półce/znaku) o przypadkach „shrinkflation” — gdy ilość produktu spadła, a cena za jednostkę wzrosła. To oznaczenie ma być widoczne przez określony czas po wprowadzeniu zmiany (np. 2 miesiące). To regulacja detaliczna — nie identyczna z obowiązkiem umieszczania napisu na froncie każdego opakowania, ale wymusza publiczną informację w miejscu sprzedaży.
AP News
+1

Należy pamiętać, że nie zweryfikowałem tych informacji. Być może oba źródła odnosiły się jedynie do planów. Zakładam że faktycznie tak jest bo gdzieś mi się obiło u uszy, że tak gdzieś jest.

1

@Lokusekpl pójdźmy krok dalej, El Jarek z realmadryt.pl zadzwonił do Trumpa, ten zadzwonił do Infantino, a ten do promotora. Jeśli granice naszej wyobraźni są jakimś wskaźnikiem dla wersji wydarzeń, to czemu ograniczać się do tak błachego wyjaśnienia? Wciśniejmy gdzies jeszcze zemstę Ter Stegena za odstawienie go od składu.

2

@Zeptere spokojnie, nie zobaczysz. Już teraz międzynarodowe instytucje sportowe piszą przepisy, które mają to ukrócić już w przyszłym roku.

1

@Coveta Ps. a ta wstawka o Footrola to nie przypadkowa widzę, choć rzuciłeś to tak od niechcenia, jakby Cię to zupełnie nie obchodziło :P a tu mi się wyświetlił jego najnowszy film sprzed 5 godzin i czyj komentarz widzę? ;-) Co jak co, ale aby w głupich komentarzach zasłużyć na miano ulubionego to trzeba się postarać i wyobrażam sobie, jak mogło być to dotkliwe.

1

@Coveta "Perezowi żyłka pęknie , że to nie jego klub poleci jako ambasador LaLigi do USA"

Gdyby chciał to by poleciał. Gdyby potrzebował kasy tak za zabój jak my to my poleciał. A w tej chwili międzynarodowe struktury piłkarskie pracują nad regulacjami, które w kolejnych latach zabronią rozgrywania spotkań ligowych za granicą. Więc to poselstwo do USA będzie prawdopodobnie pierwszym i ostatnim.
A w USA graliśmy już klasyki z Realem, towarzyskie ale nadal taki klasyk cieszył się z pewnością większym zainteresowaniem niż mecz o 3 punkt z jakimś Villarrealem. Z Atletico Real też grał w US, w 2019.

1

@Aragorn33 Mądrze używany w pracy (tzn. sprawdzając te informacje, których sami nie mamy) jest bardzo przydatny, co potwierdzają liczne przykłady osób powyżej.

Ale w wykorzystaniu takim codziennym, ludzie nie potrafią się nim obsługiwać. Co więcej osoba bez żadnej wiedzy wkleja "argument" z czata i później musisz się z takim argumentem mierzyć, ale to jest walka na próżno, bo osoba po drugiej stronie i tak nie posiada tych informacji w głowie, aby wprowadzić nowe informacje na podstawie tego, co usłyszy od Ciebie. W obecnej formie czat nie myśli, tworzy zbitki słowne - a takie zbitki bywają prawdziwe lub fałszywe.

Gdyby ludzie korzystali z tego odpowiedzialnie, traktując jako punkt wyjścia do poszukiwania informacji, to byłoby dobrze. Ale niestety na tym się zatrzymują i podejmują potem decyzje w oparciu o dane, które nie mają żadnego poziomu wiarygodności (statystycznie posiadają jakiś poziom ufności, ale każda z osobna jest niewiadomą). No i mamy całą tą falę źle napisanych artykułów, którym było udowodnione korzystanie z AI (fikcyjne tytuły, charakterystyczne błędy i konstrukcje). Mamy badania na temat wpływania korzystania z AI na zdolności kognitywne.

Chyba nie chcemy żyć w świecie, gdzie wszystkie treści nie są napisane przez człowieka. To będzie demotywujące dla tych wszystkich małych kanałów np. popularnonaukowych, które robią świetną robotę w edukowaniu ludzi, ale AI zrobi takich materiałów więcej, szybciej, taniej - a że gorzej, to człowiek bez wiedzy tego nie dostrzeże.

Na pytania które osobiście mu zadaję zwykle zmyśla - ale to po części moja wina, bo używam go do pytań, na które wiem, że będę miał problem ze znalezieniem samodzielnie w internecie. Szukam strzępka informacji, które pomoże mi pójść dalej w googlowaniu. Ale otrzymuję odpowiedź pełną podstawowych błędów więc nawet nie mam jak z tym pójść dalej. Natomiast w kontaktach międzyludzkich w internecie ludzie zgrywają jeszcze większych Einsteinów niż byli przed AI. Nie zgadzają się z jakimś argumentem ekonomicznym, który głęboko przebadałem, a w odpowiedzi wklejają mi odpowiedź z chata na ich (prawdopodobnie) tendencyjnie zadane pytanie. Pełne uogólnień, których nie użyliby rozmawiających między sobą ludzie, którzy temat znają. Denerwuje mnie to, przyznaję. Ale też przypomina mi to, że nie warto dyskutować w necie. Jeśli dostajesz odpowiedź zerżniętą z czata, nie odpisuj - szkoda Twojego czasu. Osoba po drugiej stronie nie ma żadnej pozyskanej wiedzy, kłóciłbyś się z czatem.

0

@Roobo Podziwiam Cię stary, już dawno nie widziałem argumentacji "podnoszenia poprzeczki" tak konsekwentnie stosowanej jak u Ciebie.
Ja wiem, że bardzo ciężko jest się przestawić z narracji internetowej o tym, że wszyscy chcą nas ukatrupić, nikt się na niczym nie zna i wszyscy działają na własną szkodę, a jedyne rozwiązanie ma opozycja, więc 'ludzie przyjrzyjcie na oczy'.

Przekonanie, że ludzie na bardzo wysokich stanowiskach nie posiadają za sobą żadnego zaplecza intelektualnego do wprowadzania koniecznych decyzji, a wszystkie ich wybory są tragiczne, ponieważ "są źli i niekompetentni" to atutowa karta wszystkich ugrupowań prawicowych. Gdy tak naprawdę to przeciętni ludzi się na niczym nie znają, ale chcieliby się znać - są zainteresowani tematem, ale nie na tyle, aby podjąć się rzetelnej analizy. Coś jak różnica pomiędzy entuzjastą fizyki oglądającym popularnonaukowy kanały na youtube a kimś, kto się tą fizyką zajmuje i dzięki swojej bazie wiedzy nie wpada w pułapki pospolitego myślenia.

Problem jest, gdy entuzjasta tematu myśli, że się na nim zna. Gdy (w przykładzie zastosowanym powyżej) entuzjasta fizyki myśli, że mógłby poprawiać fizyków, bo "zapoznał się z tematem i uważa że ten Einstein to wcale taki mądry nie był, ale miał establishment za sobą". Nie chodzi mi w tej sytuacji o autorytety, jedynie o sposób postrzegania swojej wiedzy hobbystycznej w kategorii wyznacznika znajomości tematu. Np. ja przez pół życia interesuję się fizyką, czytam, słucham, oglądam, przyswajałem tego mnóstwo, ale mam tyle oleju w głowie, aby wiedzieć, że ja nie znam się na fizyce na tyle, by przeprowadzić eksperyment, przeliczyć skomplikowany problem liczbowy etc. Decyzja polityczne, gospodarcze, środowiskowe oprócz tego, że ktoś się na czymś dorobi, mają wielce skomplikowany aparat naukowy za sobą, kompletnie poza naszą wiedzą powszechną - np. w ramach ciekawości poświęćcie 8h życia na przeczytanie 4 szerokich prac naukowych dotyczących problemu recyklingu plastików. Cała ukryta przed dyskursem publicznym (np. dziś w temacie systemu kaucyjnego) wiedza, po którą wystarczy tylko sięgnąć, by z odrobiną mniejsza pewnością powtarzać tezy polityków opozycji o tym, że to wszystko bzdury. A to już ważny pierwszy krok - mniej pewności odnośnie nieomylności narracji polityków, których darzymy zaufaniem. Więcej samodzielności intelektualnej, większej pogoni za własnym odpowiedziami i nie kupowanie z automatu sensacyjnych narracji o tym, jak moloch władzy (do którego polityk ją krytykujący stara się dorwać) próbuje zniszczyć Ciebie i cały świat wokół.

9

@Trojanek23 "a ja tego totalnie nie czuje i nie rozumiem, więc pytam o co chodzi, to nie jest żaden atak, tylko ciekawość" Ciekawość można poznać po tym, jak głęboko ktoś zdołał puścić wodze wyobraźni w szukaniu wytłumaczeń dla czegoś, czego nie rozumie. Jeśli "jedyne wytłumaczenie, które przyszło Ci do głowy" to to, że ludzie potrzebuję kogoś, aby im rozkazywać, to albo oblałeś test z empatii, albo to nie jest ciekawość, a zaplanowane od początku "dajcie mi swoje empatyczne, związane z miłością/sympatią gówna a ja je wszystkie zniszczę".

Bardzo ładne jest to napisałeś o tych nieświadomych pragnieniach, wszystko się zgadza, ale powód jest dużo prostszy - niektórzy po prostu lubią zwierzęta. Wszelkie. Te biegające po lasach, te w zoo, te domowe, wszystkie. Nie ma w tym nic bardziej niezwykłego. Tak jak niektórzy ludzie lubią jeździć na rowerze, zbierać grzyby, układać puzzle, ludzie lubią interakcje ze zwierzętami. Nikt nie przygarnia zwierzaka z myślą "będę teraz mu rozkazywał", tylko po prostu ktoś kto lubi zwierzęta może mieć chęć stworzenia więzi z jednym z nich. Jeśli ktoś lubi kontakty ze zwierzęciem jest to przyjemne. To zwierze reaguje na Ciebie, z czasem rozumiecie się mimo że nie mówicie jednym językiem. Poznajesz po zachowaniu psa czy coś go boli, czy jest głodny, czy chce iść na spacer, czy chce się pobawić. I niesamowite jest też to, gdy zwierzak wie, gdy jesteś smutny, zmęczony i przychodzi do Ciebie aby Cię pocieszyć. Wiem co sobie myślisz, TO DLATEGO ludzie biorą psy. Nie, w momencie gdy się takiego psa bierzesz nie wiesz, że taka osobista więź się nawiąże (przynajmniej ja nie wiedziałem), że w ogóle jest możliwa między przedstawicielami innego gatunku. A potem przychodzi zaskoczenie, że nagle ten zwierzak przechodzi Twoje największe oczekiwania. Że to coś ma uczucia o wiele bardziej skomplikowane, niż się wydawało to możliwe. Że to nie wyłącznie radość z jedzenie i zaspokajania potrzeb (mógłbym napisać anegdotkę, skrócę ją do dwóch zdań: po kilku latach zaprowadziłem psa do matki, nie widzieli się na oczy od czasu rozwodu rodziców. Radość psa była niezrównana i nie dająca się wytłumaczyć żadnymi prostymi bodźcami, zaspokajaniem potrzeb podstawowych).

Skrótowo, odpowiedź jest prostsza niż mogło się wydawać: ludzie po prostu lubią zwierzęta. Nic bardziej skomplikowanego nie jest potrzebne. Reszta to wyłącznie bonus. Nie wszystko w życiu musi być interesowne, polegać na wymienia "coś za coś". Zwierzęta są szczere, oddane właścicielowi i faktycznie zdolne do tworzenia bardzo mocnych więzi. A jeśli chcesz już zastosować argument potrzeb psychologicznych to proszę: ludzie potrzebuję miłości i nikt nie daje jej bezpośredniego wyraz tak chętnie i często jak psy. Jest to prosta miłość, ale jak najbardziej prawdziwa. I tak, jest to obowiązek. Ale kurczę, tak samo jak posiadanie dzieci (jeszcze większy obowiązek!) I nie sądzę, aby ludzie chcieli mieć dzieci dlatego, że chcą komuś rozkazywać. Po prostu chcą je mieć.

7

Aż się przypomniał Lord Farquaad ze Shreka.
"Jest to poświęcenie, na które jestem gotów!" :D

0

@Maker0 "za rok wycena tego się zmienia na poprawną, ale to już nie ma znaczenia, bo sezon minął" To tak nie wygląda, że nie ma to wpływu na przyszłe okresy finansowe. To skomplikowany temat.

0

@addept Według mnie pasuje idealnie, ale nie jestem obiektywny, to mój ulubiony napadzior który nie gra w Barcelonie. Ma znakomite prowadzenie piłki, ma świetny strzał (top 2% ligi). Dobrze się porusza bez piłki, tworzy przewagi tam gdzie go akurat potrzeba. No i jak widać z wolnych też potrafi, choć szczerze mówiąc nie wiem ile w karierze ma tych bramek po stałych fragmentach, ale z pewnością jest to gość u ułożoną nogą. Ja bym bardzo chciał, choć uważam że i tak nie ma szans, chociaż kto wie na ile zasada 1:1 przez nowy stadion nam pozwoli.

Ale trzeba przyznać, wstrzeliłeś się w fatalny tydzień z tym komentarzem o Alverezie, ludzie do dziś do niego nawiązują w komentarzach ;-) cóż, pech. Nikt nie mógł przewidzieć że Argentyńczyk zagra swój tydzień.

0

@addept czyli jednak nie wolno mi oceniać zawodników po jednym meczu? Kurka wodna, źle przyswoiłem lekcję sprzed paru dni, poprawię się ;)

Ps. luzik stary, ja tak zaczepiam czysto humorystycznie, nie będziemy się kłócić :-)

PPs. przekroczy. To jak, bierzemy?

5

@addept Jak tam, nadal kupujemy tego Alvareza, bo to "idealny napastnik do Barcelony?" ;-)

(apropos wpisu z 21 września po niewykorzystanym karnym)

1

@AxelF "a potem przyglądasz się decyzjom w dowolnych 10 klasykach z tego okresu i cała teoria upada." To też byłaby jakaś informacja zwrotna. Wynik negatywny to również widza. Wtedy moglibyśmy "wykluczyć" jedną teorię a przyjrzeć się innym.

Oczywiście takich podziałów trzeba by było zrobić więcej. Tylko klasyki, mecze z top5, uwzględniające sytuacja w tabeli (przewagi punktowe/brak przewagi), tylko mecze wyjazdowe. Bo nie znamy hipotetycznego kryterium, według którego by się te ustawianie arbitrów odbywało.

Chodzi o te, że rzeczywiście pewni arbitrzy są bardziej szczęśliwi dla Realu i Barcelony, obie drużyny mają inne rezultaty z innymi sędziami w dużym ujęciu statystycznym. I nie bierze się to z przypadku, a nawet nie z korupcji. Może to polegać na lekkiej sympatii i "zawahaniu" w kluczowej sytuacji, albo na poziomie faulu vs. styl drużyny. W każdym razie są arbitrzy, który w zupełnie naturalny sposób zwiększają prawdopodobieństwo wygranej na przestrzeni wielu spotkań. W futbolu, który jest przecież tak nastawiony na "te detale", niwelowaniu niewielkich różnic, takie dodatkowe 15% w meczu o szczególnym znaczeniu byłoby bardzo pożądane. Trudne do wykrycia, powierzchownie nawet ok, bo sędziowie nadal sędziują zgodnie ze swoimi sumieniem i kryteriami przewinienia, jedynie dobierałoby się tych, którzy dają te parę procent więcej.

Stosują przykład odwrotny, gdyby Marciniak z jego sztabem sędziowali nam więcej spotkań prawdopodobnie mielibyśmy tych punktów mniej niż zamiast niego sędziował nam jakiś hiszpański sędzia. I nie dlatego, że Mariniak się na nas uparł, a inni nam sprzyjają, tylko w hipotetycznej sytuacji gdy remisujemy 1:1 w 89 minucie, z Marciniakiem będzie dużo mniejsza szansa, że dostaniemy karny z tyłka, niż w przypadku naszych "ukochanych" sędziów hiszpańskich. Dlatego przydzielenie nam sędziego z bardziej soft pojęciem przewinienia na dłuższą metę Barcelonie (która prowadzi grę, gdy przegrywa i próbuje odrobić straty) służy.

Jestem ciekaw. Może ktoś to kiedyś zrobi. Wiele danych jest publicznie dostępnych, jakieś głęboko zainteresowane medium mogłoby bez problemu taką analizę przygotować.
Swoją drogą w korupcję poszczególnych arbitrów nie wierze też z tego względu, że kiedyś prowadziłem analizę poważnych błędów sędziowskich, w zupełnie neutralny sposób (brałem opinie ekspertów sędziowskich, które w tamtych czasach jeszcze nie były tak rozbieżne jak dziś - ciekawe, prawda?) i w jednym sezonie (za czasów tych naszych płatności) Barcelona straciła na poważnych błędach arbitrów (netto, czyli już po odliczeniu punktów, które uzyskali na decyzjach arbitrów) 19 punktów w jednym sezonie. Real zdobył mistrzostwo wtedy. To jest zbyt duża liczba punktów, aby mówić o tym, że Barcelona komuś zapłaciła, po czym sędziowie tak nam pomagali, aby zabrać prawie 20 punktów.

M.in. dlatego w to nie wierzę. A na temat wyboru arbitrów przychylnych to po prostu nie mam danych, do tego trzeba poważnej analizy. Jest to dla mnie hipoteza, która mogłaby mieć sens - 7 mln za coś takiego to całkiem realna możliwość. Ale ciężko byłoby wykryć takiego wspólnika Negreiry, który miałby niby tego dokonywać (bo podobno on sam nie miał wpływu na wybór arbitrów). Dlatego jedyne co mogło by nam dać jakąś odpowiedź byłoby badanie statystyczne. Cóż, może kiedyś sam się za to zabiorę ;-) Ale mówiąc zupełnie szczerze mam lepsze rzeczy w życiu do roboty ;-)
Pozdrawiam.

0

@Fake69 Tak, o tym mówiłem pisząc, że "nie byłoby to takie proste". Ale był to gość który miał duże znajomości w tym środowisku i nie byłoby myślę problemu zgłosić się do niego, aby ten zgłosił się do kogoś zaufanego, który już ten wpływ na wybór arbitrów miał. Gdybym chciał kupić bardziej przychylne wybory arbitrów to właśnie w ten sposób bym to zorganizował - zwróciłbym się do gościa, który wszystkich wpływowych ludzi na stanowiskach zna (pewnie nawet na stopie prywatnej), ale sam nic nie może. Daje to dodatkowe krycie (bo płacę komuś, kto realnego wpływu nie ma) i nawet troszkę pomaga zachować milczenie, bo jeśli to było dwoje ludzi zaangażowanych w proceder, to pilnowaliby sami siebie nawzajem, aby nic takiego nie wypłynęło.

Nadal takie śledztwo statystyczne byłoby wskazane. Sądy często nie biorą tego typu dowodów (na youtube możne wysłuchać ciekawych materiałow na temat tego, jak w przeszłości niesłusznie skazywano ludzi na podstawie źle przeprowadzonych badań statystycznych), ale gdyby zrobić to dobrze, to czegoś moglibyśmy się dowiedzieć. Profesjonalny statystyk mógłby oszacować prawdopodobieństwo danego rozkładu i gdyby było ono skrajnie nieprawdopodobne to wiedzielbyśmy wtedy, gdzie szukać na co szły te pieniądze.

0

@addept Gość wykorzystał 12 z 14 karnych w karierze. Jeszcze do dziś było to 12 z 13 (conversion rate na poziomie 92%).

2

@AxelF Albo wyprowadzali kasę albo (czego się obawiam) mogło to w jakiś pokręty sposób (bo czytaliśmy wcześniej, że to nie byłoby takie proste) pomagało to częściej wybierać przychylnych sędziów. Oczywiście nie za często, bo gdyby np. 10 klasyków z rzędu prowadzili sędziowie, którzy mieli wyraźnie lepszy współczynnik wygranych dla jednego klubu niż dla drugiego (powiedzmy 60 do 85%) to to już te 7 mln byłoby jak najbardziej realne. I jeszcze by to świetnie korespondowało z tymi raportami - byliby wyłaniani w ten sposób bardziej i mniej przychylni sędziowie. Więc gdy mieli np. 12 punktów przewagi można było dawać "neutralnego" arbitra o porównywanym win% dla obu zespołów, a w przypadku gonienia punktów - jakiegoś pozytywnego. Fajnie by było zobaczyć takie porównanie.

Ciekawe czemu media madryckie (chyba że coś takiego było to popraw mnie) nie zabrały się za taki checking - wziąć np. same klasyki, albo mecze z top4 i w jakiś sposób przeprowadzić badanie statystyczne, jaki się rozkładają nominacje sędziów pod kątem przychylności w meczach o najwyższą stawkę i z jakim prawdopodobieństwem jest to rozkład zupełnie normalny/atopowy. Takie badanie bym zobaczył a nie jakieś bzdurne porównania czerwonych kartek mając 1. dwa inne zespoły 2. dwa inne style gry 3. inne podejście przeciwników do danego stylu 4. inną "kulturę gry" w defensywie 5. najlepszą Barcelonę w historii vs. kolejny Real Madryt.

Gdyby w ten sposób coś wykryli to byłoby ciekawe. Natomiast w żadne przekupywanie arbitrów po prostu nie wierzę.

0

@Kaioken88 Zrób sobie tydzień wolnego od mediów społecznościowych. Ta bańka pochłonęła Cię aż za mocno.

4

Zawsze bagatelizowałem te wszystkie przejawy pewności siebie u Yamala, że niby sodówka itd. Ale ten konkretny tekst to dla mnie (osobiście) taka pierwsza wyraźna czerwona flaga.

9

@LukaszFan Wydaje się absurdalną kwotą, dopóki się samemu nie spróbuje czegoś takiego pomalować, nie bierze się pod uwagę wielu czynników. Po pierwsze nie maluje się tylko raz, po drugie nie maluje się tylko powierzchni poziomej, ale i pionową, więc jeśli masz np. 50 metrów schodów to tak naprawdę malujesz dwa razy tyle. Minimum dwukrotne malowanie. Po trzecie przed wszystkim musisz usunąć bród specjalnym środkiem, a potem to zmyć (najlepiej specjalną maszyną która leje wodę pod dużym ciśnieniem). Jeśli w okolicy są jakieś kwiaty albo chociaż trawa to musisz to zabezpieczyć, bo jeśli ten żel w dużych ilościach spadnie, to się pozabija roślinność. No i malowanie. Każdy pojedynczy schodek osobno. Plus do tego wszystkiego materiały, i robocizna dla dwóch osób co najmniej. Podatek.

Myśmy kiedyś wzięli robotę malowania ławek pod siedzibą pewnej firmy (mimo że się tym nie zajmowaliśmy na co dzień). Gdzieś 8 ławeczek i dwa leżaki, malowanie drewna. Problem w tym, że oprócz drewna były też elementy metalowe, no i trzeba malować z każdej strony (pomiędzy szczebelkami, pod spodem). A najgorzej było zabezpieczanie, aby metalowe konstrukcje nie zostały pochlapane farbą, z papieru toaletowego zrobiliśmy wkładki, które przed malowaniem trzeba było wkładać pomiędzy szczebelki (w leżakach było ich z 50-70 sztuk). Malowanie z myciem tylko 8 ławek w dwóch sporych leżaków zajmowało dwójce ludzi 3 dni robocze! (no, dwa i pół powiedzmy, bo pierwszy dzień wyłącznie mycie, to krócej). Za pierwszym razem daliśmy jakąś śmieszną cenę za tyle godzin roboty, zgodzili się od razu. Potem gdy już widzieliśmy, że malowanie "nie ścian" to nie jest taka szybciutka robota, jak się mogło wydawać, to policzyliśmy 3 razy tyle. I też przyjęli.

Także wiem jedno, malowanie konstrukcji zawsze wydaje się mniej uciążliwe, niż jest w rzeczywistości. Btw. ta sama firma chciała pomalować wszystkie wiatry śmietnikowe i altanki na swoim terenie. Wyszło sporo metrów i cena to było ok. 25 tys. złotych.

0

Świat zwariował. Liverpool płaci 130 mln funtów z Isaka. Tak, za tego Isaka, który grał jeszcze nie tak dawno w Realu Sociedad i marnował wiele akcji (może delikatnie się wyróżniał na tle RS, ale w życiu bym nie przypuszczał, że kiedykolwiek będzie się mówić o nim w kontekście kwot >60 mln i topowych klubów).

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: