La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1508 Culés

konto usunięte

15

Satyryczna opowieść marynistyczna o Barcelonie. Kto nie lubi, ten szczur lądowy.

Niemal trzy lata temu wypłynęliśmy w morze z kapitanem Valverde u steru. Podróż zapowiadała się nijako, bo i wielkich oczekiwań po odejściu Neymara (i też patrząc na CV trenera), nie było. Nasza fregata - w końcu byle leszczem nie jesteśmy - była mocno poobijana, lecz szkielet zachowany w stanie nienaruszonym, toteż wiatry i spienione bałwany odstraszyć nas nie mogły. Za kurs obraliśmy wyspę skarbów, a że zaciąg na pokład był solidny i wielu znamienitych marynarzy wstąpiło wtenczas w nasze szeregi, z każdym kolejnym miesiącem oczekiwania rosły.

Początkowo szło dobrze, nam sprzyjała pogoda, a rywalom niezbyt. Kiedyśmy omijali szkwały i inne zawieruchy, pozostałe statki tonęły, albo osiadały na mieliźnie i zrezygnowanym wzrokiem odprowadzały nas za horyzont. Dużo szczęścia żeśmy mieli, a rumu przy tym lało się na umór. Do tego dzikie szanty i beczki z miodem. Dobry to był czas, a bandera nasza powiewała na nieznanych wodach i strach wzbudzać musiała, bo za wielu śmiałków do abordażu nie było. A na banderze żadnego umarlaka! Tylko słowiański-baskijski przykuc, niby nic, a na jej widok pierzchali w cztery strony świata.

Pech chciał, że z tej sielanki, czujność nam jakby zdrętwiała. W oddali pojawiła się średniej wielkości Karaka. Ze spokojem rozpoczęliśmy ostrzał z wszystkich armat. Uszkodziliśmy im takielunek oraz kadłub; drewno pękało pod naszym naporem, a wióry wzbijały się w powietrze raniąc przeciwników. Na tym jednak spoczęliśmy i pozwoliliśmy im umknąć. Kapitan Valverde nakazał ruszyć w pogoń nie bacząc na porywisty wiatr, który w żagle począł dąć niemiłosiernie, co wielu z nas uznało za zły omen. Karaka z Rzymu była mniejsza, sponiewierana, ale nadal zwrotniejsza. Już żeśmy mieli ich na strzał z muszkietu, gdy wtem jeb! Mielizna. Tak nas wyprowadzili w pole. Zarzuciło nas do przodu jak diabli, kadłub przedziurawiony, zapasy zniszczone, a Karaka z szyderą cała naprzód. Tak właśnie skończyła się nasza pierwsza eskapada.

Historia zatoczyła koło rok później, aczkolwiek tym razem zatopił nas olbrzymi galeon. A mieliśmy go już na wyciągnięcie ręki, bo nieroztropnie rozporządzali prochem i w końcowej fazie bitwy pozostały im już tylko falkony - działka okrętowe. Wiwat na naszym pokładzie rozpoczął przedwczesne świętowanie i aniśmy się spostrzegli, jak kule zadudniły o spardek, tym samym zmuszając nas do szybkiej ewakuacji. Powrót do portu przebiegł w ciszy, a sam kapitan stwierdził, że to nie z jego przyczyny i chętnie poprowadzi trzecią wyprawę. A że załoga syta i niezbyt spragniona nowych wrażeń oraz obowiązków, to zaaprobowała ten pomysł bez większych polemik.

No i płyniem raz trzeci, wody znane, ale teraz strach wzbudza w nas byle korweta, a czasem nawet szalupa z pijanym wymoczkiem. Najlepszy przykład z ostatniej środy. Płynie jakiś lichy frachtowiec z Pragi, do zatopienia na jedną salwę, ale nasz el capitan Valverde zaczął podejmować niewytłumaczalne decyzje. Okrążaliśmy ten marny statek z kilka godzin, po czym przeszliśmy do abordażu, który omal nie skończył się klęską z uwagi na flautę i przypadkowy wybuch beczek z prochem za sprawą jednego z marynarzy - Suareza. Chłop miał jedno zadanie, a poślizgnął się na bananie i wpadł na zaplecze z fajką w buzi. Ale nic to, jakoś się udało. Bandera nasza wprawdzie powiewa i nadal wzbudza pewnego rodzaju sentyment, jednak nie jest to już ta sama renoma, jaka towarzyszyła nam kilka lat temu. Doświadczeni marynarze wiodą statek umiejętnie i sprawnie omijają niespokojne prądy. Mimo to, wszyscy dobrze wiemy, że i tym razem pierwszy większy galeon spuści nam manto i znowu przyjdzie nam zawijać kiecę, a potem wracać do portu. Wyspa skarbów nie ucieknie, ale załoga coraz starsza. Aż chciałoby się powiedzieć: pora na bunt i wymianę kapitana! A co z kapitanem? Na ląd wygonić, co by się zajął uprawą roli czy innym pożytkiem. Granatowe chmury zbierają się nad nami, a żagle wystrzępione.

Jo ho ho! I butelka rumu.

1

@kerouac Ciekawe czy ktoś Twoje głupoty czyta.

konto usunięte

6

@Grzesior667 Ja czytam i podobała mi się ta marynistyczna opowiastka. Ku przestrodze innych!

konto usunięte

1

@Grzesior667 Nasz stary Grzesiu, i zawsze mruczy pod nosem - JESTES NAJLEPSZY

konto usunięte

2

@Lamora Na ziomeczka zawsze mogę liczyć, nie to co taki @Grzesior667

1

@kerouac Nie taki stary, w kwiecie wieku.

3

@Grzesior667 Głupoty to Ty napisałeś XD. Bardzo fajny wpis, przyjemnie i szybko się czyta. Humorystyczna opowieść, za pomocą której zostały przekazane pewne realia.

konto usunięte

1

@kerouac

Przestałem czytać po "Satyryczna"

iks deeee

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?