La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 896 Culés

1

Mam a właściwie miałem przyjaciela z którym świetnie się dogadywałem, chciał zdobyć zawód żyć normalnie itp. a teraz jeździ po całej Polsce i śpi na dworcach, nie chce żadnej pomocy, ma 19 lat, nie skończył szkoły średniej, jego jedyną rodziną jest ciotka i rodzeństwo które jak sam twierdzi ma go gdzieś. Poza tym widzę, że zrobił się z niego zwykły margines, nie będę już tu pisał jakimi rzeczami mi się chwali. Z jednej strony mi go żal, a z drugiej wiem, że sobie na to zasłużył, bo od jakiegoś czasu dawał do zrozumienia, że szkoła go nie obchodzi i nie ma zamiaru do niej chodzić.

konto usunięte

13

@Spartaa Berlin tak się w młodości stoczył?

3

@Spartaa Ale co było przyczyną tej zmiany zachowania? Chciał zdobyć normalny zawód, żyć normalnie, a się stoczył, dlaczego? Wpadł w złe towarzystwo, coś złego się wydarzyło w jego życiu? Co się stało?

3

@Spartaa To jest, kurde, strasznie smutne. Ludzie mają wielki potencjał, a potem z różnych powodów nadchodzi jakaś trudna chwila w życiu i są wystawieni na próbę. Twój przyjaciel widocznie ugiął się pod wpływem różnych czynników (nie wiem jakich) i stoczył się. Szkoda, bo pewnie za dwadzieścia/trzydzieści lat uświadomi sobie jaki popełnił błąd, ale wtedy może już być za późno.

4

@Spartaa Ciekawe, czy ktoś kiedyś zadał sobie pytanie, skoro ta szkoła, ten system, który jest w Polsce i zachował się od czasów Prusów, ma jedyne co robić to kształcić obywateli na jednostki, które poradzą sobie potem w życiu, ma dać możliwość zdobycia tudzież poszerzenia wiedzy teoretycznej i praktycznej, to czemu osoby młode, ambitne, skore do życia, chcące dokonywać ciągłej samorealizacji, rozwijać się, tak bardzo nie znoszą polskiej szkoły?

Dlaczego w szkołach panuje atmosfera, jeśli czegoś nie umiesz - nie potrafisz rozwiązać - pogubiłeś się w realizowanym temacie - NIE WIESZ JAK SIĘ TEGO NAUCZYĆ, to jesteś przekreślany, piętnowany złą oceną, nieraz wyśmiewany.

Podałeś chłopaka, który fakt faktem, (nie wiem, nie znamy się) możliwe, że pobłądził i zrobił jakąś głupotę. Ja ci przytoczę sytuację mojego kolegi, który przepadł w szkole średniej. Chłopak miał swoje zainteresowania, realizował się w różnych dziedzinach i rozwijał te gałązki hobby, ale co z tego, skoro na jego drodze paradoksalnie stała szkoła. Nie wiedział jak ma się uczyć materiału potrzebnego do zdania jakiejś tam kartkóweczki, nie wiedział jak ma przyswajać tematy realizowane miesiąc przed pisaniem sprawdzianu, żeby wciąż pamiętał o jakichś bzdetach. Nie wiedział jak analizować epoki, żeby podpiąć się pod klucz, nie wiedział, że na rozwiązanie nierówności kwadratowej na sprawdzianie musi użyć delty, nie może iść na skróty. Przez takie głupoty w szkole, przez nauczycieli z niespełnionymi ambicjami, przez mus spędzania prawie połowy dnia z ludźmi, z którymi niekoniecznie kolega miał dobre stosunki (mówię tutaj o tzw. śmieszkach czy innych po prostu głupich), i przez inne pierdoły, do których zaczął się diametralnie przywiązywać przez fakt, że szkoła to pół twojego życia, mój kolega teraz regularnie odwiedza psychiatrę, konsultuje się z psychoterapuetą i od półtora roku próbuje pozbyć się stanów lękowych, ich napadów i innych ciężkich gówień. To wszystko przez szkołę.

1

@Forza_Juve Myślę że złe towarzystwo, widziałem z jakimi zadawał się osobami i próbowałem go uświadamiać że oni nie są dla niego odpowiedni, ale szedł w zaparte, że są w porządku, więc odpuściłem. Czasami wystarczyło popatrzeć na ich profile na fb, na zdjęcia czy na opisy i było jasne z kim się ma do czynienia.

1

@Spartaa Przykra sprawa. Mówisz, że miał tylko ciotkę i rodzrństwo, którzy w dodatku mieli go gdzieś, może chłopak potrzebował wzorca, a czy jest coś lepszego dla młodego człowieka niż ludzie wolni i niezależni(którzy w dodatku wiedzą jak wykorzystać słabości), może szukał akceptacji, dowartościowania? Nie znam sytuacji i w sumie na jakieś socjolgii i psychologii też się szczególnie nie znam("nie znam się, więc się wypowiem":P). Ale młodzi ludzie chyba potrzebują autorytetów i to jest chyba moment, kiedy najłatwiej się stoczyć, bo taki człowiek, którego wszyscy mają gdzieś, nie ma nikogo dla kogo mógłby się starać, nikogo, kto by mu zaznaczył błędy, nikogo, kto by dał do zrozumienia, że nie tędy droga... A potem spotyka taką patologię i często jest już po człowieku...

Komentarz usunięty przez użytkownika

2

@Foro Nie bardzo rozumiem Twój tok myślenia. Twój kolega chodzi do psychiatry, bo nie rozumie czegoś w szkole, czy nie podoba mu się sposób w jaki się to robi? To raczej nie jest wina szkoły. A koledzy, których nie lubi, to wina szkoły? Może Twój kolega po prostu ma jakąś słabszą psychikę? Ja do podstawówki i gimnazjum chodziłam z ludźmi, których nie lubiłam, nie zawsze wszystko rozumiałam, ale jednak w życiu nie spotyka się tylko fajnych ludzi i nie wszystko zawsze jest piękne. To, że jak czegoś nie umiesz, to dostajesz złą ocenę, to według mnie oczywiste, bo dlaczego miałbyś dostać dobrą. Jak czegoś nie rozumiesz, to może dopytasz nauczyciela, np. po lekcji, indywidualnie? Jak nadal nie rozumiesz, to może jakieś korki? Boisz się, że kolega Sebek, który nie zna tabliczki mnożenia, z Ciebie zadrwi? Jak się przejmujesz takimi ludźmi, to coś z Tobą jest nie tak.

Nie wiem czego ren Twój kolega oczekiwał. Że nauczyciel mu będzie dokładnie tłumaczył jak ma się przygotowywać do danego sprawdzianu? Że będzie nieograniczony czas na przyswojenie danego materiału, bo ktoś nie wyrabia się w miesiąc? Każdy ma swoje metody nauki, nauczyciel ma tylko trochę naprowadzić, rozwiać wątpliwości. Nie wtłoczy do mózgu wiedzy i umiejętności, jeśli ktoś nie chce tego przyjąć. Samemu też trzeba dużo pracować, nikt tego za nas nie zrobi.

Ja podam trochę na jakby swoim przykładzie. Co prawda nadal się uczę, więc jeszcze nie wiadomo jak skończę, ale już też trochę za mną. Nie wiem czy miałam takiego farta, czy co, ale zawsze miałam bardzo dobrych nauczycieli(oprócz 4 w gimnazjum i 1 w liceum), podczas gdy wielu moich znajomych ich nie lubiło. Może to była kwestia podejścia? Bo jak ktoś się nie chce nauczyć, to wiadomo, że nauczyciel, który robi sprawdzian/kartkówkę/pyta jest głupi, co on sobie w ogóle myśli, po cholere ma sprawdzać naszą wiedzę, po cholerę mi umiejętność dodawania i co go to obchodzi czy umiem, czy nie? Ja też np. wpodstawówce i gimnazjum miałam średnio miłe towarzystwo i jeszcze daję jako tako radę, wydaje mi się, że będę mieć normalną pracę. A moi znajomi z gimnazjum, czy podstawówki? Niektórzy są w podobnym lub lepszym miejscu, co ja. Inni, mimo że byli lubiani, często rozpieszczani przez rodziców, mieli jakieś zdolności, narazie są w ośrodkach odwykowych, wśród jakiejś patologii, a starsi-nawet w więzieniach. To nie jest zależne tylko od szkoły, a przede wszystkim od człowieka i jego rodziców/opiekunów.

1

@Forza_Juve Dokładnie. Dlaczego nauczyciele nie uczą dzieci jak się uczyć. Przychodzą, realizują lekcję, program czy temat, po czym zadają zadanie domowe w stylu poćwicz przed sprawdzianem, porób zadanka i przygotuj się. Dobra, i co dalej? Jak to zrobić? Wkuwać na blachę, byleby zapamiętać do testu? Tysiąc razy powtórzyć parę słów? Jaki w tym sens. Ktoś, pamiętam, ciekawie porównał sytuację z nauką do nauki pływania. Wyobraź sobie, że idziesz na lekcję pływania - twój nauczyciel wskakuje do wody i zaczyna pływać, mówiąc w trakcie i tłumacząc "tutaj robisz taki ruch, potem taki i w ten sposób pływasz. Powtórzcie to sobie w domu, jutro sprawdzian." Poradziłabyś sobie na sprawdzianie z pływania?
Chcę też sprostować, że nie chodziło mi o to, by mieć nieokreślony czas na przystąpienie do napisania sprawdzianu, tylko o to, że przez brak umiejętności skutecznego i faktycznego uczenia się, kolega powtarzał jak głupi materiał znowu i znowu i znowu, a i tak na sprawdzian połowę materiału zapominał. Wylatywał mu z głowy po prostu punkt z tematu realizowanego miesiąc przed testem.

Co do ocen, to też sprowadzają się do tego, że nikt nigdy nikogo w szkole nie nauczył, jak ma się uczyć. Dla mnie to wszystko to takie równanie pojedynczych jednostek do poziomu takiej szarej masy. Umiesz coś z zakresu wiedzy ogólnej, jesteś dobrym uczniem dostajesz piątkę, przechodzisz dalej - nie umiesz, to jesteś głupi, musisz poćwiczyć, żeby dorównać intelektualnemu poziomu innych z klasy. Bo muszę chyba zaznaczyć ten fakt, że chodziliśmy razem do klasy technikum. Ogólnie rzecz biorąc, z lekcjami zawodowymi kolega nie miał żadnych problemów, ale przepadał przez przedmioty, nazwijmy je, ogólne. I właśnie to mnie zaintrygowało, że człowiek ma swoje zainteresowania, realizuje się w jakiejś dziedzinie, samorealizuje się jako człowiek, ciągle rozwija, ale tutaj nagle przychodzi taka szkoła, do której podświadomie niejeden z nas bardzo się przywiązuje. Przywiązuje się do ocen, przywiązuje się do ludzi z klasy, a nie każdy potrafi przez te elementy przejść mając wywalone, nie przejmując się zbytnio. I przez to przywiązywanie dużej uwagi kiepska ocena, głupie wyśmianie czy nawet krzyk zniecierpliwionego nauczyciela potrafi, jak się dowiedziałem, zniszczyć człowieka.

Nie. Mój kolega zaczął rozmawiać z psychiatrą, bo szkoła, jej otoczenie, pojedyncze zdarzenia w niej wywołały u niego jakieś napady lękowe, stres, jakieś popyrtane stany emocjonalne. Człowiek podczas czegoś takiego potrafi odczuwać dokładnie taki sam stan, jak chwilę przed zawałem serca.

Jest późno i możliwe, że niezbyt składnie przelewałem myśli na literki, ale chciałem wejść w dyskusję, bo tak lubię.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: