- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1784 Culés
Gorące dyskusje
Laminedependencia
34
Rozczarował mnie Messi tym zachowaniemhttps://x.com/i/status/2078979339190780239
22 odpowiedzi
Danny Gaucho
5
☎️ Ballon d'Or ☎️Nie wiem czy jest sens w ogóle się w to zagłębiać i analizować. Na... » Czytaj dalej
21 odpowiedzi
Deviler
0
Czy po odejściu Messiego z reprezentacji będziecie kibicować Argentynie?
12 odpowiedzi
Media
Sonda
Kto powinien wygrać Złotą Piłkę 2026?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1784 Culés
8
Angielski pragmatyzm(część druga):
@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
10
@FCBparasiempre
Jak w przypadku wielu innych trenerów styl szkoleniowy Stana Cullisa nie miał wiele wspólnego z tym, jakim był zawodnikiem. Uznawano go za wyrafinowanego, ofensywnie usposobionego środkowego pomocnika. Nawet Puskas wychwalał Cullisa jako jednego z „najbardziej klasycznych środkowych pomocników swoich czasów". Jego zdolności przywódcze objawiły się szybko i w wieku 19 lat został kapitanem Wolves a dwa lata później reprezentacji Anglii. Był też bardzo skrupulatny: prowadził notes, gdzie zapisywał spostrzeżenia na temat środkowych napastników, z którymi się mierzył. Tommy Lawton powiedział że aby wywieść w pole Cullisa napastnik potrzebował „siły przebicia czołgu i szybkości pędzącego charta". Cullis był także znany z uczciwości i sprawiedliwości; zyskam sławę, gdy zdecydował się nie podcinać Alberta Stubbinsa, kiedy te minął go aby zdobyć gola dla Liverpoolu w decydującym o tytule meczu. John Arlott nazwał Cullisa „żarliwym purytaninem". Jeśli chodzi o trenerską edukację, Cullis miał tę przewagę że grał u ekscentrycznego Franka Barclaya, jednego z najbardziej śmiałych trenerów lat 30-tych. W szatni Molineux Butley zainstalował terapeutyczne urządzenie do diatermii, machinę do galwanizacji i leczenia prądem stałym i zmiennym oraz kolejną, używaną do naświetlania promili ultrafioletowymi. Poza tym przed finałem Pucharu Anglii w 1939 roku wstrzykiwał swoim zawodnikom „zwierzęcą wydzielinę", rzekomo pobraną z gruczołów małpy, choć Cullis twierdził że było to placebo, podane bardziej po to żeby zwiększyć wiarę piłkarzy w siebie niż ich masę mięśniową. Zachęcony do kwestionowania tradycyjnego podejścia Cullis wrócił do podstaw. Zawsze powtarzał że nic nie zastąpi ciężkiej pracy i był jednym z pierwszych szkoleniowców w Anglii, którzy poważnie potraktowali trening fizyczny. Miał zbierać swoich piłkarzy na przedsezonowe biegi przez las „Cannock Chase", by w ten sposób budować ich kondycję i zatrudnił w roli trenera przygotowania fizycznego Franka Morrisa, byłego biegacza międzynarodowej sławie. Mówił że jego zawodnicy „muszą mieć ogromnego ducha gry zespołowej, być doskonale sprawni i używać właściwej taktyki na boisku". Taka taktyka sprowadzała się przede wszystkim do ustawienia „W-M" i jak najszybszego dostarczenia piłki do przodu. Tak jak nieliczni trenerzy hołdujący podobnej filozofii Cullis upierał się żeby jego zawodnicy nie zagrywali bezmyślnie długich piłek ale starali się ją natychmiastowo podawać do dwóch skrzydłowych, którymi byli Jimmy Mullen i Johnny Hancocks. " nierozważni krytycy nazywali ten sposób gry „kopnij i biegnij"- mówił Billy Write, środkowy pomocnik i kapitan. - Nie można się było bardziej mylić. Każda faza jest całkowicie logiczna, choć przedkładając pozbawioną egoizmu koordynację działań nad indywidualizm, Cullis nigdy nie gardził zawodnikami grającymi piłką". Choć udało mu się pomieścić w swojej drużynie tak utalentowanych zawodników jak Peter Broudbant, Jimmy Murray i Bobby Mason, zdaniem Cullisa umiejętności musiały być ujarzmione dla dobra kolektywu a z pewnością nie mogły być celem samym w sobie. Choć z oddaniem wierzył że piękno jest istotne, pojęcie właściwego sposobu gry nic dla Cullisa nie znaczyło, chodziło mu bowiem o wygrywanie. Mówił: „Ponieważ naciskamy na to by każdy zawodnik przy piłce przemieszczał ją szybko do przodu i w ten sposób inicjował atak, nie zachęcamy ich do ostentacyjnego prezentowania umiejętności, co mogłoby spodobać się niewielkiej części widowni, za cenę jednak zmniejszenia efektywności działania". Podczas gdy inni sławili wygraną 6:3 Węgrów na Wembley jako festiwal podań i indywidualnych umiejętności, Cullisa mecz ten utwierdził w jego własnych przekonaniach. Wskazywał że bramkarz Grosics miał w zwyczaju wybijać piłkę daleko. Tylko jeden z goli dla Węgrów padł po akcji, która zaczęła się na ich połowie; trzy były efektem akcji składającej się z jednego podania, jeden- akcji z dwoma podaniami a jeden- rzutu wolnego. Według Cullisa tak podziwiana gra oparta na podaniach i ruchu miała miejsce tylko w drugiej połowie, kiedy Węgrzy utrzymywali się przy piłce. „Liczba sytuacji bramkowych w trakcie meczu jest bezpośrednio zależna od tego, jak wiele czasu piłka znajduje się pod bramką- wyjaśniał. - Jeżeli obrońcy Wolves opóźniają wybicie piłki, będzie ona przed naszą bramką zbyt długo i to rywal dostanie szansę na strzelenie gola. Jeśli spędzamy zbyt wiele czasu na budowaniu własnych akcji, piłka krócej będzie w polu karnym przeciwnika, więc rzecz jasna zdobędziemy mniej goli".
Cullis znalazł sojusznika w osobie Charlesa Reepa, podpułkownika lotnictwa, oficera RAF stacjonującego w pobliskim Bridgnorth. W latach 30-tych przebywał w bazie w Bushy Park na południowym zachodzie Londynu i po tym jak w 1939 roku wziął udział w dwóch wykładach prawego pomocnika Charlesa Jonesa, zafascynował się stylem gry Arsenalu Herberta Chapmana. Jones podkreślał potrzebę błyskawicznego dostarczenia piłki do przodu i wyjaśnił, w jaki sposób Chapman postrzegał rolę skrzydłowego. Pod koniec wojny Reep został przeniesiony do Niemiec a po powrocie do kraju w 1947 roku był rozczarowany, odkrywszy że choć "W-M" się przyjęło, nie dotyczyło to innych pomysłów w Chapmana. Zdaniem Reepa w Anglii grano zbyt wolno a skrzydłowy ponownie stał się postacią, która niemal w izolacji wykonuje zwody by w końcu wrzucić piłkę w pole karne, co rzadko przynosiło gola. Czuł coraz większą frustrację aż w końcu(jak napisał w autobiograficznym artykule dla szkockiego fanzinu "The Punter" w 1989 roku) 19 marca 1950 roku podczas meczu z Swindon Town na „County Ground” stracił cierpliwość. 19 marca 1950 roku nierozegrano tam co prawda żadnego spotkania, co jest dość kłopotliwe zważywszy na troskę Reepa o statystyczną dokładność(choć po prawdzie mogła też zawieźć redakcję) ale 18 marca 3-ligowy Swindon pokonał u siebie 1:0 Bristol Rovers. Wydaje się więc prawdopodobne że Reep odnosił się do tego meczu. Po pierwszej połowie, w której widział kolejne nie przynoszące skutków ataki, zdecydował się odnotowywać je w kolejnych 45 minutach. Według jego zapisków w drugiej odsłonie meczu Swindon przeprowadziło 147 akcji ofensywnych. Szacunkowo założył więc że w jednym spotkaniu drużyna atakuje 280 razy, co daje jej średnio dwa gole na mecz; zrozum iż współczynnik niepowodzenia wynosi 99,29%. Co oznacza że aby strzelić trzy gole w meczu wystarczy poprawa o ledwie 0,71%. . To zdaniem repa niemal gwarantowałoby awans. Podrasował swoje analizy i zaczął badać akcje obu stron. Pisał: " Wtedy, w 1950 roku nikt nie uznawał tych odkryć ale czas pokazał że miałem rację. Tylko dwie na dziewięć bramek padają z akcji składających się z więcej niż trzech podań". Ważył też że długie podanie z własnej połowy wydaje się skuteczniejsze i że odzyskanie piłki w polu karnym rywala albo tuż przed nim to najefektywniejszy sposób na strzelenie gola ażeby zdobyć bramkę, potrzeba około 8 celnych strzałów.
W tym czasie rep stacjonował w Yatesbury i zaczął pracować tamtejszą drużynę RAF. Opracował teorię, jak powinni grać w skrzydłowi I choć nie przetrwały żadne zapiski z tamtego okresu w eseju o wpływie repa na norweski futbol Oyvind Larson umowie raport, jaki Anglik wysłał w latach 90-tych ówczesnemu trenerowi Norwegii Egilowi Olsenowi. Pierwotnie dokument powstał dla Waltera Winterbottoma(choć nie ma dowodu by ten go kiedykolwiek przeczytał) przed towarzyskim meczem Anglii z Urugwajem w 1954 roku a Reep bazował na obserwacji Urugwaju w wygranym 7:0 meczu ze Szkocją Podczas Mistrzostw Świata z tego roku. Twierdził że skrzydłowi powinni grać jak najwyżej, byle tylko nie być na spalonym, biegać niemal przy linii bocznej i czekać na długie podania z defensywy, mając zaś piłkę powinni zawsze kierować się na najbliższy słupek a następnie strzelać lub dośrodkowywać, bez piłki natomiast muszą wbiegać na dalszy słupek(patrząc od strony piłki) by wspomagać środkowego napastnika. Tak mniej więcej zachowywali się skrzydłowi Chapmana i w ten sposób grało Yatesbury, co przyniosło im sukces w postaci sięgnięcia w 1950 roku po puchar dowództwa Armii Południowej. W tym samym roku Reepa ponownie przeniesiono do Bushy Park. Tam jego teorie zwróciły uwagę Jackiego Gibbonesa, menadżera Brandfordu, dzięki czemu od lutego 1951 roku został niepełnoetatowym pracownikiem klubu. Kiedy się w nim pojawił 14 meczów przed końcem sezonu, zespołowi groził spadek ale rady Reepa sprawiły że średnia strzelonych przez drużynę goli podskoczyła z półtora do trzech na mecz i Brandford zdobył 20 na 28 możliwych punktów, spokojnie utrzymując się w lidze. W tym samym roku Reep został jednak ponownie przeniesiony do Bridgntorth. Pomiędzy 1953 a 1967 rokiem Reep wraz z Bernardem Benjaminem, szefem Królewskiego Towarzystwa Statystycznego przeanalizował 578 meczów, w tym trzy mundiale ale głównie zajmowali się angielskimi rozrywkami ligowymi i odkrył że tylko 5% wszystkich akcji składa się z czterech lub więcej podań ale dwie jeden procent z sześciu lub więcej zebrań. " powód jest jasny- napisał w książce " Jak strzelać gole" Ken Bray, stypendysta Uniwersytetu Bath sekcji Nauk o Sporcie i Gimnastyce. - Długie łańcuchy podań wymagają powtarzalnej dokładności, bardzo trudnej do utrzymania, gdy sekwencja podań się przedłuża a obrońcy podchodzą, by ograniczyć przestrzeń i pokryć odbiorców piłki". Reep uznał zatem że gra oparta na utrzymywaniu się przy piłce jest przeciwskuteczna, w czym może być sporo prawdy, jeśli wziąć pod uwagę na jakim niskim poziomie rozgrywkowym występowały drużyny RAF albo Brentfordu. On nigdy tego nie różnicował ale Bray jest zadziwiająco bezkrytyczny i wobec niego i wobec Charlesa Hughesa dyrektora technicznego FA, który w latach 80-tych rozwinął podobną teorię. Fakt że dłuższe akcje podaniami były rzadkością w angielskiej piłce lat 50-tych nie oznacza iż to niepożądamy z tych gry. Od czasów Chapmana zawodników zachęcano do zagrywania długich piłek i wcześniej, na błotnych basenach uchodzących za boiska, był ku temu dobry powód. Jeśli długie łańcuchy podań to rzadkość, nie zaskakuje że pada po nich tak mało goli.
Niemniej istnieje zdumiewająco oczywiste uchybienie w argumentacji tych, którzy używali analiz Reepa aby uznać grę bezpośrednio za bardziej efektywną. Jego liczby wskazują że 91,5% akcji w analizowanych przez niego meczach składała się z trzech lub mniejszej liczby podań. Jeśli liczba podań w akcji nie robi żadnej różnicy, według logiki procent goli strzelonych po akcjach złożonych z trzech lub mniej podań również powinien wynosić 91,5%. Jeśli bezpośrednio gra byłaby bardziej efektywna, ta liczba powinna być wyższa. Jednak Bray na podstawie danych Reepa dochodzi do wniosku że „około 80% wszystkich goli to efekt akcji z wykorzystaniem trzech lub mniej podań". Jak już wcześniej zauważono sam Reep twierdził że tylko „dwa na 10 goli padają z akcji składających się z więcej niż trzech podań"(więc 7 na 9 trafień, 77,8%, zdarza się po akcjach z wykorzystaniem trzech lub mniej zagrań). Co prawda Watford w sezonie 1981/82 strzelił 93,4% swoich goli po akcjach z maksymalnie trzema podaniami ale tylko 72 ze 106 goli na Mistrzostwach Świata w 1982 roku(67,9%) były efektem akcji zbudowanej z trzech lub mniej liczby zagrań.
Jeśli, jak sugerują te liczby, około 80% goli pada po akcjach zbudowanych z maksimum trzech podań ale 91,5% akcji składa się z trzech lub mniej podań, z całą pewnością wynika z tego(nawet przy tak mało subtelnych parametrach przedstawionych przez Reepa) że akcje z trzema lub mniejszą liczbą podań są mniej efektywne niż te z ponad trzema zagraniami. Dodatkowo te liczby nie biorą pod uwagę goli strzelonych, gdy długa sekwencja podań doprowadziła do stałego fragmentu gry albo jej przerwania a nawet faktu że drużyna utrzymująca się przy piłce wolniej się męczy, więc w końcówce będzie w stanie ustrzelić wyczerpanego przeciwnika. Szczerze mówiąc to zatrważające że myśl oparta na tak błędnej u podstaw interpretacji liczby mogła stać się kamieniem węgielnym angielskiego szkolenia. Antyintelektualizm to jedno ale znacznie gorsza jest wiara w uporczywy pseudointelektualizm. Z wydanej przez Królewskie Towarzystwo Statystyczne publikacji wyłania się jedna istotna statystyka, lecz ponieważ stoi w opozycji do jego tez, pozostała niezauważona. Na Mistrzostwach Świata w 1958 roku 1,3% wszystkich akcji składało się z siedmiu lub więcej podań, w porównaniu z 0,7% wybranych przez niego meczach ligowych w Anglii z lat 1957-1958. Na mundialu w 1962 roku było to odpowiednio 2,3 i 1,3%, a w 1966 roku- 2,6 i 1,2%. To zdaje się prowadzić do dwóch konkluzji(o ile jakieś istotne wnioski mogą zostać wyciągnięte z tak małej próby). Po pierwsze pomiędzy 1958 a 1962 rokiem długie sekwencje podań stawały się coraz częstsze a po drugie okazało się że w piłce międzypaństwowej(w tamtych czasach wciąż najistotniejszej w tym sporcie) szanse na długie łańcuchy podań są mniej więcej dwa razy większe niż w klubowej. Jeśli długie i bezpośrednie zagranie rzeczywiście byłyby lepsze czy nie powinno być ich więcej na wyższym poziomie? Nie chodzi o to że grę bezpośrednie jest zawsze zła, bardziej o to że fundamentalizm w taktyce może być równie nieprzemyślany, jak w każdej innej dziedzinie. Taktyka musi być raczej uwarunkowana okolicznościami i dostępnymi zawodnikami. Apologeci Reepa źle zinterpretowali liczby ale nawet gdyby tego nie zrobili jego metoda jest tak ogólna że staje się bezsensowna. Dlaczego według niej podejście pasujące do meczu trzeciej ligi w Rotterhamie w grudniu będzie tak samo odpowiednie w meczu mistrzostw świata w Guadalajarze w lipcu? Częścią geniuszu wielkich taktyków była ich umiejętność użycia odpowiedniego systemu w odpowiednim czasie. Przyznał to nawet Ramsey przyjmując podejście bardziej oparte na utrzymywaniu się przy piłce podczas Mistrzostw Świata w 1970 roku w Meksyku. Mimo to statystyki Reepa utwierdziły Cullisa we własnych przekonaniach. W lidze angielskiej i współpraca okazała się bardzo owocna. „Takie podejście pomogło mi zmodyfikować elementy taktyki, które albo kosztowały nas gole, albo zmniejszały nasz potencjał strzelecki"- mówił Cullis. Przekonał go też pomysł określenia przez repa tak zwanej strefy największej szansy- strefy tuż przy bramce, w pobliżu dalszego słupka, skąd strzał jest statystycznie uderzająco skuteczny, więc Reet zachęcał aby skrzydłowi w nią wbiegali. „Notatki Reepa z meczów Węgrów dowodziły dokładnie reguł, w jakie wierzyłem- mówił Cullis. - był w stanie pokazać czarno na białym fakty, przy których dotąd musiałem ufać mojej pamięci, przez co część z nich nieuchronnie została stracona lub pomieszana".
2
@FCBparasiempre
Równie przekonany o zwodniczym charakterze przegranej 3:6 z Węgrami był Ramsey, który zagrał w tym meczu na prawej obronie i zdobył trzeciego gola dla Anglii, wykorzystując rzut karny. On także zaobserwował ile zbioru dla Węgrów padło po długich podaniach i w zawoalowany sposób skrytykował Gila Merricka, bramkarza, sugerując że golkiper miał jeden z tych dni, kiedy wpuszcza się wszystko co leci na bramkę. Zważywszy na fakt że stosunek strzałów wynosił 35:5 na korzyść Węgier i niemal upokarzającą łatwość, z jaką goście utrzymywali się przy piłce w drugiej połowie, słowa to wydają się nieszczere, jednak intrygują. Być może ma to związek z faktem że kiedy Ramsey miał kontakt z obcokrajowcami doznawał zaćmienia umysłu, bo nie w końcu to człowiek, który odrzucił propozycję obejrzenia " Śpiącej Królewny" w Teatrze Bolszoj aby nie przegapić odcinka serialu z Alfem Garnettem w klubie brytyjskiej ambasady w Moskwie. A ponieważ rozwinął się w klubie o stylu nie aż tak odległym od tego, co zaprezentowali Węgrzy i występował w zespole, gdzie napastników zachęcano do cofania się w głąb polach aby zrobić wolne miejsce partnerom, może po prostu nie oszołomiła go techniczna i taktyczna maestria rywali. Z pewnością Ramsey nie był człowiekiem, którego piękno mogłoby oślepić. Biorąc pod uwagę że doprowadził reprezentację Anglii do jedynego międzynarodowego triumfu, wydaje się dziwaczne że ocenia się go w tak sprzeczny sposób. Niektórzy patrzą na rok 1966(jak inni przed nimi spoglądali na Chapmana albo 2-3-5) widząc w nim zapowiedź futbolu przyszłości, reszta Jednak wydaje się winić Ramsaya za posiadanie takich wielbicieli, tak jakby był winny że pozostali znajdując się pod wpływem odniesionego przez niego sukcesu Próbowali go bezrozumnie kopiować. Nawet gdy Anglia zdobywała mistrzostwo świata Ramseya podziwiano niechętnie. Jego biograf Dave Bowler pisał: „Krytycy wskazywali na to że analizował grę tak wnikliwie, jak gdyby była ona zwierzęciem laboratoryjnym i twierdzili że okrada to piłkę z poetyczności i sprowadza ją do nauki. On sam nie polemizował by z taką oceną a nawet mógłby uznać ją za komplement. Postrzegał piłkę jako ćwiczenie taktyczne, Sport tyleż ciała, co umysłu". Nie żeby radzę się tym przejmował ale jego reputacji nie pomogło żeby go tak potwornie krnąbrny. W głębi duszy Ramsey był realistą. Stało się to widoczne, gdy w sierpniu 1955 roku przejął drużynę Ipswich. Mógł akceptować pomysły Rowe'a w Tottenhamie ale szybko zorientował się że metoda „pchnij i biegnij" nie sprawdzi się w trzecioligowej drużynie, po której niewiele się oczekuje. Zaczął więc od prostych rzeczy i choć przegrał pierwszy mecz, reporter z „East Anglian Daily Timesa" zachwycał się tym, w jaki sposób drużyna wykorzystywała całą szerokość boiska. Wyniki szybko się poprawiły ale dopiero w grudniu Ramsey dokonał zmiany, która miała zapoczątkować dekadę ewolucji i skończyła się zdobyciem Pucharu Świata. Jimmy Leadbetter wyłącznikiem, świetnie wyszkolony, inteligentnym zawodnikiem, który borykał się jednak z brakiem szybkości. Pozyskał go poprzednik Ramseya Scott Duncan. W ciągu pierwszych czterech miesięcy rządów Ramseya Leadbetter zagrał tylko raz i martwił się o swoją przyszłość. Wtedy, tuż przed nowym rokiem trener poprosił go aby zagrał na lewym skrzydle. Łącznik obawiał się że nie jest wystarczająco szybki, Ramseya jednak bardziej interesowała gra tego zawodnika, gdy miał piłkę przy nodze.
„Miałem być lewoskrzydłowym ale nie grałem w ten sposób- mówił Leadbetter. - Zostałem wycofany aby odbierać piłki od naszych defensorów a ponieważ boczne obrońca przeciwnika nie wychodził do przodu na tyle daleko by mnie pilnować, miałem sporo miejsca. Gdy szedłem później do przodu wyciągałem bocznego obrońcę z jego pozycji. Nie mógł zostać tam, gdzie stał, nie kryjąc nikogo czuł się w obowiązku pójść ze mną a to sprawiało że po lewej stronie boiska pojawiała się wielka dziura. Było to miejsce, gdzie grał w środkowy napastnik Ted Philips. Potrzebował miejsca ale jeśli mu je zapewniłeś i podałeś piłkę kończyła ona w siatce". 1957 roku drużyna awansowała a wraz z pozyskaniem sportu środkowego napastnika Raya Crawforda oraz klasycznego skrzydłowego Roya Stevensona z Leicester City plan Ramseya nabrał kształtu. Było to 4-2-4, choć podobnie jak w ustawieniu, w którym Brazylia sięgnęła po Puchar Świata, tkwił tu pewien haczyk. Canarinhos mieli ustawionego wysoko ale cofającego się głęboko Mario Zagallo, Ipswich zaś Leadbettera, który musiał ustawiać się bliżej własnej bramki ze względu na brak szybkości. Kształtem przypominało to bardziej asymetryczne 4-3-3, które Brazylia przyjęła w 1962 roku, niż jej wcześniejsze o cztery lata 4-2-4. Anglicy grali jednak w zupełnie innym stylu. „Wierzymy w szybkie wyprowadzenie ataku z obrony- mówił Ramsey. - Drużyna jest najbardziej podatna na akcję przeciwnika Jeśli jej własny atak się nie powiódł. Gdybym miał zasugerować optymalną liczbę podań określiłbym ją na trzy". Być może nie ma w tym przypadku że odpowiadało to magicznej liczbie podań Reepa, choć nie istnieje żaden ślad że kiedykolwiek się spotkali. „Według Alfa im mniej podań wykonasz, tym mniejsza szansa że zagrasz źle- mówił Leadbetter. - Lepiej wykonać trzy dobre i proste podania, ponieważ jeśli próbujesz dziesięciu, jest właściwie pewne że któreś zepsujesz. Trzecie zagranie powinno stwarzać okazję do strzału. Dzięki sposobowi, w jaki się wtedy grało dało się to zrobić". Wielką słabością systemu "W-M" i gry tylko trzema obrońcami była konieczność ciągłego manewrowania. Jeśli rywale atakowali lewą stroną, prawy obrońca musiał powstrzymać skrzydłowego, środkowy obrońca zajmował się środkowym napastnikiem ale w obrońca wciskał się za środkowego by go zabezpieczać. Kiedy zaś przeciwnicy grali w ustawieniu 4-2-4 albo w innym systemie z dwójką napastników, prawy obrońca pilnował drugiego z nich. „To było jedyne możliwe wsparcie, więc gdy napastnik minął bocznego obrońcę miał dobrą sytuację"- wyjaśniał Leadbetter. Ku zdziwieniu wielu w 1961 roku Ipswitch ponownie awansowało A w kolejnym sezonie zdobyło tytuł mistrzowski, choć nas skompletowanie składu wydało ledwie 30 000 funtów, mniej niż 1/3 tego, co zapłacił Tottenham za ściągnięcie Jimmiego Gravesa z powrotem z Włoch. Jak pisał „The Times” gra Ipswich „nie wymaga wyjaśnienia- robią proste rzeczy, dokładniej szybko, w ich stylu nie ma fajerwerków ani udawania. Nie są ekscytujące, nie powodują że serce bije szybciej. Koniec końców, w przypadku uczciwego wyrobnika to cnota". Niewielka liczba telewizyjnych transmisji a często wręcz ich brak utrudniała zrozumienie taktyki Ipswich i nawet najlepsi obrońcy mieli problem aby poradzić ze sposobem gry zespołu Ramseya. "Leadbetter wstawiam się tak głęboko że nie wiedziałem kogo u diabła mam kryć- mówił George Cohen, boczny obrońca Fulla i reprezentacji Anglii. - wyciągał mnie z pozycji, po czym kopał piłkę do Crawforda czy Philipsa i zdobywał dwa gole, zanim zorientowaliśmy się o co chodzi. Zmień Philipsa i Crowforda na Hursta i Hunta i masz gotowy skład reprezentacji Anglii".
Jednak już w kolejnym sezonie rywale wiedzieli czego się spodziewać. Ipswich przegrało w meczu o tarczę dobroczynności 1:5 z Tottenhamem; Nicholson nakazał swoim bocznym obrońcom przesunąć się do środka i zająć środkowymi napastnikami a pomocnikom poradzić sobie z Ladbetterem i Stephensonem. Inne drużyny postępowały podobnie i do końca października 1962 roku, kiedy Ramsey został zatrudniony jako selekcjoner reprezentacji Anglii IPS Switch wygrało tylko dwa na 15 meczów. Działania poprzednika Ramseya w kadrze Waltera Winterbottoma realizowało wybieranie składu przez komitet, którego był tylko członkiem. Ramsey domagał się władzy absolutnej. Bez tego eksperymenty taktyczne byłyby niemożliwe: jeśli grupa ludzi po prostu głosuje, który zawodnik jest najlepszy na daną pozycję, taktyka musi być z góry określona; nie sposób brać wtedy pod uwagę równowagi czy interakcji między zawodnikami a w przeszłości oznaczało to bezmyślną wiarę zalety systemu "W-M". Ramsay protestował: „Ludzie mówili że Matthews, Finney, Carter i inni nigdy nie potrzebowali planów. Cóż, grałem z wieloma z tych zawodników i powiedziałbym że drużyna angielska była wtedy dobra, lecz byłaby o wiele lepsza, gdyby oprócz tego miała ścisły plan". Pewną kontrolę nad kadru Ramsey dostał jednak dopiero w maju następnego roku, wcześniej zaś poprowadził drużynę w dwóch meczach, przy których musiałem współpracować z komitetem. Przed pierwszym z nich gremium wybrało system "W-M" i Anglia przegrała 2:5 z Francją w Paryżu. To przekonało decydentów by spełnić życzenie Ramsaya i zmienić ustawienie na 4-2-4. Choć przyniosło to porażkę 1:2 u siebie ze Szkocją, nowy selekcjoner pozostał przy tym wariancie na początku pracy na nowym stanowisku. Posezonowe turnieje w maju 1964 roku po Ameryce Południowej okazało się kluczowe dla rozwoju taktycznej myśli Ramseya. Anglia rozniosła 10:0 Stany Zjednoczone w Nowym Jorku(selekcjoner zrewanżował się w ten sposób za przegrany 0:1 mecz w Belo Horizonte w 1950 roku) ale wyczerpani podróżą i zmuszeni do gry ledwie 3 dni później wyspiarze zostali zmiażdżeni 5:1 przez Brazylię w pierwszym meczu czterozespołowego turnieju. Później był remis z Portugalią ale kluczowe okazało się trzecie starcie z Argentyną. Rywale wiedzieli że wystarczy im remis aby wygrać cały turniej, więc mając dni świetności "la nuestry" dawno za sobą, ustawili się za linią piłki starając się ją utrzymywać, przeszkadzać przeciwnikowi i przetrwać do końcowego gwizdka. Anglicy, niczym grupa wieśniaków starająca się odnaleźć wyjście z labiryntu, jak określił to Desmond Hackett w " Daily Express", zostali zupełnie zaskoczeni. Dominowali w meczu ani przez chwilę jednak nie sprawiali wrażenia drużyny mogącej strzelić gol, do tego zostali zaskoczeni kontra i przegrali 0:1. „Zagraliśmy 4-2-4 z Roberto Telchem wycofujący się w stylu Zagallo z 1962 roku- opowiadał kapitan Argentyny Jose Ramos Delgado. - Anglia miała wtedy wielką drużynę, z Moor’em, Charltonem i Thompsonem ale my graliśmy inteligentnie. To prawda że Anglicy dużo dłużej utrzymywali się przy piłce, lecz tylko dlatego że oddaliśmy im środek pola, więc mogliśmy skupić się na kryciu konkretnych zawodników".
Kilku piłkarzy było rozczarowanych a Hackett napisał że „trzy lwy w herbie Anglii można zastąpić prążkowanymi kotami". Zareagował w typowy sposób: Anglia mogła zostać przechytrzona przez rywali trzymających się inteligentnego planu, lecz dziennikarz zakładał(jak często bywało i jak miało bywać w przyszłości) że piłkarze nie pokazali w barwach reprezentacji wystarczającej zawziętości i hardości. Brian James w „Daily Mail”, choć nie mniej wściekły wyciągnął z tego spotkania wnioski bliższe rzeczywistości: „Jeśli nie przejmujesz się stylem gry i uważasz że po rozrywkę idzie się do wodewilu, możesz wygrać wszystko- pisał. - Argentyna była po prostu skrajnie logiczna. Mieli następujące założenie: Jeśli oni nie strzelą, my nie przegramy. Tylko w najdzikszych momentach ostrość bezmyślności byli gotowi aby się otworzyć". Rzecz jasna Ramsey prędzej przyznałby się do uwielbiania Czajkowskiego niż do tego że Argentyna wywarła na niego wpływ, nie mniej musiał zaakceptować ogromną przepaść pomiędzy dwoma gigantami z Ameryki Południowej a Anglią. Co znaczące, raport angielskiej federacji po wygranej 1966 roku wspomina o tym, jak istotne było doświadczenie zebrane na tym tournee. W trakcie tego lata ramce ponownie przemyślał swoją strategię: prawdopodobnie uznał że system gry jest bardziej istotny niż personalia. I jego małomówność nie pozwalała na pewność, lecz można domniemywać że w ciągu następnych dwóch lat drużyna przeszła starannie kontrolowaną ewolucją, która doprowadziła Anglię do wygrania Pucharu Świata. Boby Charlton i Peter Thompson, czyli zawodnicy wystawiani przez Ramsey na flankach w 4-2-4 nie byli piłkarzami, po których można by się spodziewać powrotów do defensywy. Również od środkowych napastników Greavesa i Byrne'a praktycznie nie żądano by się cofali w głąb pola. George Easthem, który regularnie grał jako jeden ze środkowych pomocników był przekwalifikowany łącznikiem a jego partner Gordon Milne także nie miał sprawy w przeszkadzaniu rywalom. Ramsay zorientował się że 4-2-4 było dobrym ustawieniem do pokonywania słabszych zespołów ale nie pasowało na mecze z silniejszymi, mogło ponadto uczynić podatną na ataki rywala także wyraźnie lepszą ekipę, jeśli akurat miała zły dzień. W skrócie problem sprowadzał się do tego że 4-2-4 stwarzało zagrożenie pod bramką przeciwnika, kiedy miało się piłkę ale nie pomagało jeśli najpierw trzeba było ją zdobyć. Nie jest jasne, kiedy po raz pierwszy Ramsay zaczął myśleć o Nobbym Stilesie, walecznym defensywnym pomocniku Manchesteru United ale gdy tylko powołał go do kadry, okazało się że piłkarz nie może grać w ustawieniu 4-2-4. Takie rozwiązanie bowiem sprawiało że ciężar kreowania gry wpadł na barki jednego zawodnika. Ofiarą tego stanu rzeczy okazał się Thompson, nawet jeśli bym najlepszym reprezentantem w Anglii w Brazylii a tamtejsza praca ochrzciła go mianem „białego Pele". Znowu przyjętej perspektywy ranseja skrzydłowy Liverpoolu miał w sobie Zbyt wiele z artysty estradowego, więc selekcjoner zwrócił się ku takim zawodnikiem jak John Connelly, Jan Callaghan i Terry Paine. Powoli zaczął rezygnować z Thompsona. W pierwszym meczu nowego sezonu Anglicy zagrali w październiku na wyjeździe w rozgrywkach International. Ramsay ponownie postawił na 4-2-4 ale z Bobi Charltonem wycofanym na pozycję Easthama do pomocy i Painem oddelegowanym na prawą stronę, z zadaniem schodzenia w głąb pola w stylu Zagallo albo Leadbettera. Do przerwy Anglia prowadziła 4:0, lecz ostatecznie wygrała tylko 4:3. Pisząc o „90 minutach bałaganu" dziennikarz „The mail” domagał się głowy Ramseya, lecz ten, chodź wściekał się na niechlujność swojego zespołu nie był człowiekiem, który pozwoliłby na to by reakcja mediów odwiodła go od raz powziętego planu.
2
@FCBparasiempre
Później Anglia mnie przekonującym stylu zremisowała 2:2 z Belgią, prawdziwy przełom przyszedł natomiast na zgrupowaniu w lutym 1965 roku. Sześciu zawodników, w tym Gordon Banks, Bobi Charlton i Peter Thompson nie zagrało z powodu rywalizacji w pucharze Anglii, lecz Ramsey nie zmienił planów a w kontrolnym meczu reprezentacji seniorskiej z kadrą u-23 zdecydował się na ustawienie 4-3-3. Był oczarowany efektami. „Zagrałem coś, co okazało się okrutnym podstępem dla młodych zawodników, ponieważ nie ostrzegłem ich jaką taktyką zamierzają zagrać seniorzy- opowiadał. – w pomocy pierwszej reprezentacji wystąpiło trzech uznanych, wybitnych piłkarzy: Brian Douglas po prawej stronie, Johnny Byrne w środku a George Estham po lewej. Wszyscy oni szaleli na tle młodzieży". Tak został zrobiony pierwszy krok w kierunku drużyny znanej w Anglii jako „Wings Wonders(bezskrzydłe cuda). :Dwaj zawodnicy ustawieni szeroko na plamkach to luksus, który w praktyce sprawia że drużyna gra w dziewiątkę, w rywale są w natarciu"- mówił Ramsey. Dla Dave'a Bowena selekcjonera reprezentacji Walii w latach 1964-1974, geniusz Ramseya polegał na tym że wcześniej niż ktokolwiek inny w Wielkiej Brytanii zauważył iż jeśli drużyny grają czwórką Obrońców, tradycyjny skrzydłowy jest martwy. „Z trzema obrońcami było inaczej- wyjaśnia. - obrońca na długim słupku zabezpieczą środkowego obrońcę, więc skrzydłowy zawsze miał miejsce na wypadek podania krzyżowego. Przy czterech obrońcach bocznej defensorzy mogą grać blisko skrzydłowych, przez co ci nie mają miejsca by się rozpędzić a bez tego skrzydłowy jest skończony". Gdy system taktyczny został ustalony, Ramsey przystąpił do wynajdywania najlepszych piłkarzy, który można by w nim wykorzystać. W zremisowanym 2:2 kwietniowym meczu ze Szkocją debiutowali Stiles i Jack Charlton a w następnym miesiącu zremisowanym 1:1 spotkanie z Jugosławią po raz pierwszy w kadrze zagrał Alan Ball, niemniej dopiero w kolejnym meczu towarzyskim starciu z RFN Ramsey zaprezentował światu swoje 4-3-3. Ron Flowers z Wolves zastąpił stillesa, Ball zagrał w środku, Estham i Mike Jones z Leeds United pozostali ustawieni z przodu a Pain i Derek Temple z Evertonu w jego jedynym występie w reprezentacji naprzemiennie schodzili na skrzydło lub zapewniali wsparcie dla pomocników. Anglia wygrała 1:0. Następnie ponownie ze Stilesem w składzie pokonała Szwecję 2:1, co przekonało Ramseya że zmiana ustawienia na 4-3-3 była słuszna. Prawdopodobnie kluczowy w tym systemie okazał się Ball, któremu niespożyta energia pozwalała operować zarówno w roli skrzydłowego, jaki dodatkowego pomocnika, tak jak to robił Zagallo w Brazylii w 1962 roku. Pierwsze występy Anglii w sezonie 1965/66 nie były już tak imponujące ale w grudniu, ze Stilesem, Ballem i Charltonem w pomocy i Rogerem Huntem, Easthamem oraz Joem Bakerem , Anglicy pokonali Hiszpanię 2:0 w meczu, w którym zagrali zdecydowali lepiej od rywala. Zdając sobie sprawę z tego, jak skuteczny Jest to system Ramsay zdecydował się utrzymać go w tajemnicy. " Pomyślałem że byłoby błędem pozwolić wreszcie świata, naszym rywalom dowiedzieć się co robimy- wyjawił Bryanowi Jamesowi w wywiadzie dla „Mail". - Myślę że moim obowiązkiem jest chronić pewnych zawodników do momentu, w którym będziemy potrzebować ich najbardziej. To był bardzo wielki krok, jeśli chodzi o naukę, jaką zaczerpnął nasz zespół. Miałem stworzyć właściwą drużynę we właściwym czasie i nie zawsze oznaczało to parcie do przodu w określony sposób tylko dlatego że kiedyś to działało".
Ramsay wrócił do 4-2-4 przy okazji towarzyskiego remisu z Polską i zwycięstwa 1:0 z RFN. Wtedy zadebiutował Geoff Hurst, z miejsca odnajdując wspólny język z Huntem. Następujące po tych meczach starcie ze Szkocją wygrane 4 3 zadowoliło fanów i media ale zdaniem Ramsaya potwierdziło to, o czym już wiedział: 4-2-4 nie spełniało oczekiwań w grze obronnej. W wygranym 2:0 meczu z Jugosławią na Wembley w maju 1966 roku Ramsey zaprezentował ostatni element swojej układanki, Martina Peters opanowanego pomocnika West Hamu. Choć fakt że Ramsey uznał go za gracza będącego „10 lat przed nami", miał ciążyć Petersowi, był pan, podobnie jak Ball i Hurst, nowoczesnym, uniwersalnym zawodnikiem, zdolnym zarówno do kreowania gry, jak i żmudnej pracy w defensywie. W wyjazdowym towarzyskim meczu z Finlandią Ramsey uznał go za gracza będącego 10 lat przed nami, miał ciążyć Petersowi, był on, podobnie jak Boll i Hurst, nowoczesnym, uniwersalnym zawodnikiem, zdolnym zarówno gry jak i żmudnej pracy w defensywie. W wyjazdowym towarzyskim meczu z Finlandią Ramsey postawił na 4-3-3 z Ballem, Petersem i Charltonem w pomocy oraz Callaghanem w roli jedynego skrzydłowego. Anglicy wygrali 3:0 a trzy dni później pokonali w Oslo Norwegie 6:1, tym razem z dwoma skrzydłowymi: Connely zagrał jako klasyczny zawodnik tej pozycji a Paine schodził głębiej, w stylu Leadbettera. Peters wciąż nie był brany pod uwage jako pierwszy wybór(przynajmniej nie przez media) dostał jednak powołanie na ostatni sparing przed mistrzostwami z Polską w Katowicach. Było to wreszcie ustawienie, do którego zmierzał Ramsey, co potwierdziłby fakt że kiedy odczytywał skład mediom, z niezwyczajnym dla siebie wyczuciem dramatyzmu zrobił pauze, nim ujawnił że z numerem 11 zagra Peters. Było to ustawienie bez skrzydłowych przynajmniej tradycyjnych. Choć wciąż system określano jako 4-3-3, w rzeczywistości było to, jak wskazuje Nobby Stiles w autobiografii, 4-1-3-2 z nim w roli zakotwiczonego defensywnego pomocnika, mającego przed sobą Petersa, Charltona i Balla, którzy mogli ruszać do ataku i wspierać Hunta oraz(co wydawało się wtedy najbardziej prawdopodobne) Greavesa. Anglia wygrała 1:0 po golu Hunta. To wtedy Ray Wilson powiedział że zaczął godzić się z tym iż Ramsey mógł mieć rację, kiedy trzy lata wcześniej upierał się że Anglia zdobędzie mistrzostwo świata. W pierwszym meczu na mistrzostwach świata z Urugwajem, Ramsey wystawił Connelly'ego zamiast Petersa i powrócił do asymetrycznego 4-3-3. Być może wciąż nie chciał odkryć kart a może nadal myślał że skrzydłowy odegra rolę w pokonaniu słabszej drużyny, która, jak się spodziewał selekcjoner Anglików, zagęści obrone. Tak czy inaczej sposób nie zadziałał a pomocnicy mieli trudność z ruszaniem do ataku by wspomóc ofensywne trio. Urugwaj wywalczył bezbramkowy remis. W drugim meczu z Meksykiem Peters zastąpił kontuzjowanego Balla a Pain wyszedł zamiast Connely'ego. To odwróciło przechył ustawienia, tym razem skrzydłowy nie grał po lewej stronie a po prawej ale założenia pozostały takie same. Ramsey ponownie użył skrzydłowego przeciwko rywalowi, którego spodziewał się pokonać. Tak się też stało, Anglicy wygrali 2:0 po nie do końca porywającej ale wystarczająco dobrej grze. Callaghan znalazł się w składzie na trzeci mecz grupowy z Francją a Anglia ponownie zwyciężyła 2:0, choć spotkanie zapamiętano raczej z powodu brutalnego wejścia Stilesa w Simona. FIFA ostrzegła go przed kolejnymi takimi zachowaniami a Ramsay otrzymał wiadomość od angielskiej federacji z zapytaniem czy naprawdę musi w dalszym ciągu wystawiać Stilesa. Selekcjoner zagroził rezygnacją, być może dla zasady, lecz z pewnością głównie dlatego że wiedział jak niezbędny drużynie to przeszkadzanie rywalom jest pomocnik Manchesteru United.
Przeciwko Argentynie w ćwierćfinale Ramsey wrócił wreszcie do 4-1-3-2, ujawniając wreszcie" bezskrzydłe cuda". Być może Taktyczna zmiana okazałaby się wystarczająca ale Ramseyowi przyszła z pomocą kontuzja Greavesa. Dzięki temu mógł wystawić Hursta, napastnika mniej spektakularnego ale zdolnego do wygrania górnej piłki i utrzymania jej bez obawy o reakcję na posadzenie na ławce ulubieńca prasy. Spotkanie było ponure i pełne przemocy(jak to ujął Hugh McIlvanney, przypominało „nie tyle mecz piłkarski ile incydent międzynarodowy" ale Anglia grała mądrze i po czerwonej kartce dla kapitana Argentyńczyków Antonio Rattina wygrała 1:0 dzięki golu zdobytemu głową przez Hursta. Nie było to widowisko ale jeśli chodzi o Ramseya lekcja z porażki sprzed dwóch lat na Maracanie została odrobiona. Stiles, co niecodzienne, musiał kryć indywidualnie Onege, co uczynił z dużym zdyscyplinowaniem a Ball grając wysoko po prawej stronie był tego dnia znakomity, nie tylko sprawiając kłopoty Argentyńczyków w ofensywie ale i nie pozwalając ich bocznemu obrońcy Marzoliniemu na podłączenie się do ataków. Stiles odegrał ponownie kluczową rolę w meczu z Portugalią w półfinale, gdy zneutralizował w wygranym 21 spotkaniu(oba gole dla Anglików zdobył Bobby Charlton). Skuteczność systemu pozwalającego na grę z trzema ofensywnymi pomocnikami uwidoczniła się jeszcze raz w finale, gdy najpierw Peters w ciągu pierwszego gola dla gospodarzy a potem, po dośrodkowaniu z prawej klamki niezmordowanego Balla, Hurst zdobył(kontrowersyjnie uznaną) bramkę na 3:2 dogrywce. Przesądzającego o tytule mistrzowskim czwartego gola wbił Hurst w doliczonym czasie gry, po długim podaniu od Bobiego Moor’a, co(jak odnotował później Leadbetter) było trafieniem do złudzenia przypominającym gole, jakimi Ramsay najbardziej zachwycał się w czasach Ipswich: żadnego zawracania głowy, prosta piłka i zdecydowanie wykończenie. Być może pasowało to do Anglii, lecz było także nieco mylące bo ta drużyna potrafiła perfekcyjnie utrzymywać się przy piłce, co miała udowodnić ponad wszelką wątpliwość w Meksyku cztery lata później. Nie mniej wraz z upływem czasu pragmatyzm Ramseya stawał się coraz bardziej męczący. McIlvanney wyraził zdanie wielu ludzi, kiedy po porażce u siebie 1-3 z RFN 1972 roku uszczypliwie zauważył że „ostrożny, pozbawiony radości futbol był ledwo do wniesienia nawet wtedy, gdy przynosił zwycięstwa. Kiedy przyszły porażki, reakcja może być tylko jedna". Gdy Dzięki heroicznym wysiłkom Jana Tomaszewskiego w polskiej bramce Anglicy zaprzepaścili na Wembley awans do Mistrzostw Świata w 1974 roku Ramsey został zwolniony. Przy całym zdawkowym podejściu Ramsaya do mediów antypatię wobec niego ożywił powrót starego sporu pomiędzy estetyką a rezultatem. Nie było wątpliwości, po której on sam stał w stronie. Gardził podejściem Argentyny a jego zespoły są pewnością nie miały na sumieniu " wyczynów" rodem z anti-futbolu ale menadżer Anglików zgodziłby się z przemyśleniami Osvaldo Zubeldii na temat roli trenera. „Zatrudniono mnie aby wygrywać mecze - powiedział kiedyś Ramsey. - To wszystko w tym temacie".