- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1244 Culés
Gorące dyskusje
Fog_W_1899
2
Ale ten sezon będzie dla nas ciężki. W sumie to myślę, że możemy już odpuścić i za bardzo... » Czytaj dalej
44 odpowiedzi
BezglutenowyPedri
1
Czy jest jakiekolwiek miejsce na świecie gdzie mają mleko roślinne do kawy poza Polską?
14 odpowiedzi
martusiaaaa
0
gdzie jest wybrzeże kości słoniowej czy jak im tam ? XD
14 odpowiedzi
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1244 Culés
14
Jakże cenne zwycięstwo w Tiranie:
30 maja 1985 r. reprezentacja Polski pokonała Albanie 0:1 w eliminacjach MŚ 1986. Tak, to właśnie Albania okazała się drużyną rozdającą karty w pierwszej grupie eliminacji. W maju 1985 roku 11 dni po efektownych wygranej nad Grecją w Atenach(4:1) przyszło ekipie Piechniczka zagrać w Tiranie. Były to niezwykłe dni dla Bońka. 19 maja na ateńskim Stadionie Olimpijskim po raz pierwszy założył opaskę kapitana reprezentacji a w 78 minucie strzelił gola na 3:1. 29 maja na stadionie Heysel w Brukseli jego Juventus zmierzył się w finale Pucharu Europy z Liverpoolem. Mecz miał rozpocząć się o 20:15 ale o tej porze zamiast piłkarzy przyszło wszystkim oglądać obrazy tragiczne, wstrząsający i przerażające. Chuligani z Liverpoolu natarli na sektor kibiców włoskich, ratując przypartych do siatki i muru ludzi. 38 osób zginęło ale futbolistom nakazano grać obawiając się aby w razie odwołania spotkania nie doszło do jeszcze większej tragedii. Juventus wygrał 1:0 po golu strzelony przez Michella Platiniego zrzutu karnego podyktowanego po faulu na Bońku. Jeszcze w nocy "Zibi" musiał wsiąść w samolot, dolecieć do Tirany i już o 17:30 wybiec na boisko aby poprowadzić reprezentację do kluczowego meczów eliminacjach i na dodatek w 24 minucie strzelił zwycięskiego gola, swego 24 i ostatniego zresztą w biało-czerwonych barwach. Oto jak Boniek opisywał te wydarzenia we wspomnieniach spisanych przez Andrzeja Persona: „Później spotkałem się z zarzutami że zupełnie zapomnieliśmy o tym, co stało się na stadionie Heysel przed dwiema godzinami. To nieprawda, zresztą wystarczyło popatrzeć na zawodników, którzy zmuszeni byli wyrzucać aut. Bali się iść po piłkę jeśli spadła ona gdzieś dalej od boiska. Wszędzie mnóstwo psów, koni, policji i ta tragiczna, zrujnowana trybuna. Po meczu ani w szatni, ani podczas kolacji nikt się nie odzywał. Ten puchar, na który tak czekaliśmy okazał się zupełnie nieznaczący, zniknął w cieniu tragedii. Oczywiście nie było nawet mowy o szampanie czy jakimś innym fetowaniu zwycięstwa. (...) Nie miałem już czasu na rozmyślania. Teraz nadszedł dla mnie czas największej próby. Oczywiście byłem przygotowany na dwa mecze ale przecież nie mogłem przypuszczać i nikt nie mógł że będę jechał do Tirany w tak fatalnym nastroju. Szybko spakowałem się, było już po północy, gdy opuszczałem hotel. Włosi zgodnie zresztą z zobowiązaniami wobec PZPN bardzo precyzyjnie przygotowali moją podróż do Albanii. Samochodem pojechałem prosto na lotnisko. Władze celne i graniczne nie przeprowadziły żadnej kontroli. Tymczasem w części lotniska wyznaczone dla samolotów prywatnych panował tłok i zamieszanie. Nikt nie był w stanie powiedzieć, którym samolotem mam lecieć bo takich samych awionetek czekało gotowych do odlotu około... 400. Wszyscy bezradnie rozkładali ręce, tłumy kibiców kręciły się między samolotami. Nie pozostało mi nic innego jak wziąć walizkę w rękę i pytać kolejno pilotów. I miałem szczęście, bodaj 12 napotkany samolot był właśnie tym, którym w ciągu doby miałem odbyć podróż niemal dookoła Europy. W środku byli tylko dwaj piloci i ja. Nie był to, jak pisano prywatny samolot prezesa Agnellego, lecz specjalnej firmy przewozowej, która świadczy takie właśnie usługi. Niewielki, komfortowy samolot, wyposażony w barek ale rozwijający prędkość ponad 800 km na godzinę. O tym miałem się przekonać dopiero za godzinę, gdyż tyle czasu zajęło nam oczekiwanie na zgodę z wieży kontrolnej lotniska zezwalającą na odlot. Około 6:00 rano dolecieliśmy do Pizy. Dlaczego właśnie tam? Z dwóch powodów, po pierwsze samolot nie był w stanie bez przerwy pokonać odległości dzielącej Brukselę od Tirany, po drugie piloci nie znali dokładnie warunków atmosferycznych nad Albanią. Poza tym postój w Pizie wykorzystałem na 3 godzinną drzemkę w hotelu obok lotniska. Po 9:00 znów znalazłem się na lotnisku. Druga tura podróży nie była już tak przyjemna. Nad Tiraną znajdowała się strefa między dwiema burzami. Solidnie nami trzęsło. Na szczęście nigdy nie miałem żadnych obaw w trakcie lotu, poza tym wierzyłem fachowość pilotów. Około 14:00 byliśmy na miejscu". W taki sposób, dzięki Bońkowi i meczem rozegranym w drugiej połowie maja w Atenach i Tiranie reprezentacja Polski całkowicie odwróciła losy eliminacji. Na wrześniową, decydującą walkę z Belgami w Chorzowie biało-czerwoni wychodzili z uprzywilejowanej pozycji: remis dawał im pierwsze miejsce w grupie i bezpośredni awans.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani