La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 601 Culés

9

Kolejne El Clasico, tym razem w Pucharze Hiszpanii:

25 stycznia 2012 r. FC Barcelona remisuje z Realem Madrid w rewanżowym ćwierćfinale Copa del Rey 2:2 i awansuje do półfinału. Na początku drugiej połowy rozległ się okrzyk: „Mourinho, zostań!”. Problemem dla menedżera Realu Madryt było to, że to kibice Barçy śpiewali tę piosenkę. Tak samo jak kibice Barçy ujawnili parodię reklamy, która brzmiała: „Poszukiwany: godny rywal dla porządnego Clasico. Zapytaj tutaj o szczegóły”. Katalończycy wygrywali 2:0 ale za wcześnie zaczęli skandować. Podopieczni José Mourinho wygrali zaledwie jeden z dziesięciu meczów z FC Barceloną i ostatecznie odpadli z Pucharu Króla. Ale zanim to nastąpiło, narobili sporo zamieszania na Camp Nou. Ledwie piosenka obiegła stadion, Real Madryt strzelił dwa gole, za sprawą Cristiano Ronaldo i Karima Benzemy, ustalając wynik na 2:2 i przygotowując 20 napiętych i dramatycznych ostatnich minut. Jeden gol dałby Realowi awans – a okazje też były. To był wspaniały mecz, który zmieniał się w jedną stronę, potem w drugą a potem z powrotem. Blaugrana strzeliła dwa gole w ciągu trzech minut pierwszej połowy; Real Madryt strzelił dwa gole w ciągu czterech minut drugiej połowy. Obaj mogli strzelić więcej w pozostałych 83 minutach. To był prawdopodobnie najlepszy występ Realu Madryt w El Clasico pod wodzą Mourinho. Kiedy zabrzmiał końcowy gwizdek, Real Madryt otoczył sędziego. Sergio Ramos niedawno opuścił boisko, otrzymując drugą żółtą kartkę i wydawało się, że zegar powinien dać mu więcej czasu. Odpadli z Pucharu Króla – trofeum, które zdobyli w zeszłym sezonie dzięki jednemu zwycięstwu nad Barceloną. Choć Real Madryt stracił kontrolę nad pucharem, może czuć, że niedawny kryzys ją osłabił. Tym razem walczyli; tym razem zrobili to, czego tak bezczelnie nie udało im się zrobić siedem dni temu. Barcelona powitała końcowy gwizdek z ulgą; te ironiczne okrzyki ucichły. Mourinho przyznał to samo. „Słyszałem w szatni: »Tu nie da się wygrać«. W przerwie nie musiałem wiele mówić, bo graliśmy tak dobrze” – powiedział. „Strzelili bramkę, nie robiąc nic, żeby ją zdobyć, podczas gdy my mieliśmy trzy, cztery lub pięć świetnych okazji. Pogratulowałbym Barcelonie zwycięstwa na Bernabéu, ale nie dzisiaj”. Ostatnie siedem dni było trudne dla Mourinho. Po porażce w pierwszym meczu nastąpiła krytyka i intrygi. Przecieki ujawniły podziały w kadrze i rozpoczęły polowanie na kreta. Pojawiły się również zarzuty moralne. Pepe został skrytykowany za najście Leo Messiego w pierwszym meczu. Wśród sugestii, że powinien zostać pominięty z powodów dyplomatycznych, Mourinho zdecydował inaczej. Portugalski obrońca, który przed rozpoczęciem meczu dowiedział się, że nie zostanie ukarany zakazem gry, został włączony do składu. Na zewnątrz, aż do stadionu, do drzew przyklejono plakaty z podobizną Pepe. Wewnątrz panował ogłuszający hałas. Za każdym razem, gdy dotykał piłki, podnosiła się ona o ton. Rozbrzmiewały okrzyki „zabójca!”. Kiedy Messi tuż przed przerwą trafił go w nogę, ten przewrócił się a Camp Nou zadrżało. „Messi! Messi!”

Madryt błyskawicznie rzucił się Blaugranie do gardeł – i to w odpowiedni sposób. W składzie znalazł się Pepe, ale dołączyli do niego również Kaká, Mesut Özil, Gonzalo Higuaín i Ronaldo. Naciskając na Barçe, dusili ją, Real stwarzał sobie okazje od samego początku. Już po jedenastu sekundach mogli objąć prowadzenie. Gerard Piqué zobaczył, jak podanie minęło go i wróciło w kierunku bramki José Pinto, nieświadomy, że Higuaín pędzi za nim. Nie mogąc uwierzyć w swoją sytuację, Argentyńczyk chybił i strzelił daleko obok bramki. To był fatalny strzał. Minutę i dwadzieścia dziewięć sekund później Real Madryt powinien był ponownie strzelić gola, gdy dośrodkowanie Xabiego Alonso z rzutu wolnego minęło statyczną obronę i poleciało w kierunku Sergio Ramosa i Higuaína. Argentyńczyk znów był na miejscu. Tym razem Pinto obronił. Pojawił się pewien schemat. FC Barcelona nie czuła się komfortowo, środkowi obrońcy byli powolni i niepewni, zaskakująco podatni na błędne oceny tempa biegu i odbicia piłki. Pinto ponownie obronił strzały Cristiano Ronaldo i Higuaína; Özil potężnym strzałem odbił się od poprzeczki. Real Madryt odzyskał już część wiarygodności, którą stracił w zeszłym tygodniu. Nie odzyskał jednak prowadzenia. Kilka minut przed przerwą Real Madryt oddał pięć strzałów na bramkę, Barcelona ani jednego. Nagle jednak mieli dwa – i te dwa się liczyły. Dani Alves jakimś cudem uniknął naporu z prawej strony i podał do Messiego. Argentyńczyk przyspieszył środkiem i podał piłkę między Pepe i Ramosem do Pedra. Pedro, który zastąpił kontuzjowanego Andrésa Iniestę, strzelił gola. Dwie minuty później Alves posłał piłkę z hukiem w dalszy górny róg bramki. Kiedy Ronaldo dobiegł do podania Özila i minął Pinto, strzelając gola, Real Madryt zasłużył na niewiele więcej. Mógł na znacznie mniej. Nagle Karim Benzema wpadł do bramki, ograł Pinto i pokonał go. Do końca meczu pozostało 20 minut a mecz był wyrównany. Były okazje po obu stronach boiska. Ramos miał nawet piłkę w siatce, ale jego gol został anulowany z powodu szarpnięcia Alvesa. Końcowy gwizdek powitał okrzyki ulgi.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?