La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1047 Culés

8

11

@FCBparasiempre
Podczas mistrzostw świata w Niemczech Messi nie odegrał wielkiej roli ale w FC Barcelonie jego znaczenie rosło z każdym miesiącem. Jeśli ktokolwiek jeszcze żywił wątpliwości, czy ma do czynienia z wielkim zawodnikiem, musiał zostać przekonany w trakcie sezonu 2006/07. W zremisowanym 3:3 meczu z Realem na Camp Nou Argentyńczyk zaliczył hattricka a w półfinale Copa del Rey z Getafe zdobył gola, który musiał skłaniać do porównań z Maradoną, nawet gdyby strzelec nie urodził się nad La Platą. Wszystko zaczęło się mniej więcej w środku boiska, Xavi podał na prawo do stojącego przy linii bocznej Messiego. Argentyńczyk minął jednego rywala, potem założył siatke drugiemu, gwałtownie przyspieszył a po jakichś 25 metrach znalazł się naprzeciwko kolejnych dwóch przeciwników(trzeci, daremnie starający się go dogonić próbował choćby złapać go za koszulke) ale tych także wyminął, wpadł w pole karne, objechał bramkarza i z ostrego kąta podciął piłke nad usiłującym jeszcze interweniować obrońcą. Jeśli zamierzał po prostu powtórzyć słynną akcje Maradony w meczu z Anglią, wyszło mu coś więcej niż doskonała imitacja. Bilardo i Maradona podkreślali zresztą że boiskowe otoczenie było inne. Przez dwadzieścia kilka metrów biegu Messi nie był atakowany; nawet jeśli mieli racje, skojarzenia z legendarną akcją wciąż czynią gola wyjątkowym. Inna sprawa że zazdrośnie strzegąc wyższości oryginału, Maradona i Bilardo nieświadomie przywołali inny wczesny mit argentyńskiej piłki: o piłkarzu, który strzelił cudownego gola po indywidualnej akcji a wracając na własną połowe, zacierał pozostawione przez siebie ślady w boiskowym pyle by nikt nigdy nie powtórzył tego aktu wirtuozerii. Sam Messi zadedykował gola Maradonie, przebywającemu wówczas na leczeniu w klinice psychiatrycznej. 6 tygodni po tym, jak odtworzył jednego z goli strzelonych Anglikom przez Maradone, skopiował też drugiego, wbijając piłke do siatki ręką w zremisowanym 2:2 meczu z Espanyolem. „To Diego! – krzyczał wówczas argentyński komentator. – Nie mówcie mi że nie. Dla mnie to Diego. To ten sam człowiek… Narodził się na nowo. Nie wierze w reinkarnacje ale… on naprawdę narodził się na nowo. Nie może być aż tylu zbiegów okoliczności. Nikt mi nie wytłumaczy że dwie rzeczy mogą się powtórzyć w sposób naprawdę, ale to naprawdę identyczny”. Gole z Getafe i Espanyolem stanowiły ostateczne potwierdzenie: wszyscy zestawiali już Messiego z Maradoną. Niezależnie jednak od gambet potwierdzających jego geniusz, nie był to dla Messiego i FC Barcelony udany sezon. Jego cudowny gol z Getafe padł w trakcie meczu wygranego 5:2. Odrobienie strat przez rywali wydawało się niemożliwe, więc przed rewanżem Argentyńczyk dostał wolne. Barça, wbrew wszelkim oczekiwaniom przegrała jednak 0:4. Gole tracone w końcówkach spotkań z Espanyolem i Betisem również okazały się kosztowne: Katalończycy stracili wówczas mistrzostwo kraju gorszą różnicą goli.

Po rezygnacji Pekermana nowym selekcjonerem został ponownie Alfio Basile, który dopiero co wygrał z Boca Aperture i Clausure. W tym czasie zdołał już posiwieć ale jego długie, zaczesywane do tyłu włosy opadały aż za kołnierzyk. Po profesorskim z wyglądu Pekermanie wydawało się to zapowiadać zejście na ziemie, jednak Basile nie zmienił wiele, jeśli idzie o styl gry. Drużyna wciąż występował w klasycznym argentyński ustawieniu 4-3-1-2, z Javierem Macherano jako „piatką”, Cambiasso i Veronem jako dobrze zbalansowaną parą otaczających go pomocników i Riquelme jako „enganche” za plecami duetu Messi-Crespo. Przez 17 dni Copa America w Wenezueli grali znakomicie, o wiele lepiej niż którakolwiek z drużyn wygrywających te rozgrywki pod Basile na początku lat 90-tych. Rzut karny Eddiego Johnsona zapewnił wprawdzie Amerykanom prowadzenie w 9 minucie inauguracyjnego meczu w Maracaibo ale już 2 minuty później Argentyna wyrównała: Crespo wykorzystał wahanie bramkarza Kellera przy opadającym w pole karne rzucie wolnym Riquelme. Po godzinie gry Riquelme dostrzegł Messiego w tłoku przed 16 metrem a precyzyjne zagranie piłkarza Barçy trafiło do wychodzącego na pozycje Crespo, który strzelił z pierwszej piłki obok bezradnego Kellera. Na ławce trenerskiej Basile, robiący wrażenie rozpiętą niemal do mostka koszulą w fioletowe-białe paski, uniósł zaciśnięte pięści w geście triumfu, dokładnie takich goli oczekiwał od składu, który wybrał. Rezerwowy Aimar strzelił głową trzeciego gola a kolejny ze zmienników, Tevez, wpadł między zmęczonych obrońców USA i ustalił wynik na 4:1. W kolejnym meczu również trzeba było zacząć od odrabiania strat: Edixon Perea przedłużył piętą strzał jednego z kolegów po rzucie wolnym sprzed pola karnego i Kolumbijczycy prowadzili 1:0. W 20 minucie Crespo wykorzystał karnego po faulu na Messim ale przy okazji nabawił się kontuzji i musiał opuścić boisko, na którym pojawił się Diego Milito. Dwa gole Riquelme(główka po dośrodkowaniu Zanettiego i jeszcze jeden fantastyczny rzut wolny) pozwoliły Argentynie prowadzić do przerwy 3:1. Nadzieje Kolumbii odżyły dzięki główce Castrillona po rzucie wolnym z lewej strony boiska ale już w doliczonym czasie gry Milito ustalił wynik meczu na 4:2. Pewni awansu Argentyńczycy wystawili przeciwko Paragwajowi rezerwowy skład ale i tak wygrali 1:0. Ćwierćfinałowym przeciwnikiem było Peru a futbol w wykonaniu Argentyńczyków był jeszcze lepszy niż dotąd, w przypadku Messiego i Riquelme hipnotyczny wręcz, z jednej strony skrzący się od gambet, z drugiej od pauz przed kolejnymi rozrywającymi peruwiańską obrone podaniami. Wydając się niemal nieprawdopodobne że przez 45 minut utrzymał się wynik bezbramkowy ale w przerwie Basile wprowadził Teveza na miejsce Milito i efekt tej zmiany był niemal natychmiastowy. W 47 minucie Tevez podał do Riquelme, który znalazł sobie miejsce do oddania strzału i uderzył tuż przy słupku z dwudziestu kilku metrów. Później Tevez trafił w poprzeczkę po dośrodkowaniu Zanettiego a mniej więcej po godzinie gry Messi strzelił drugiego gola dla Argentyny, będącego efektem popisowej akcji Riquelme, który przyjął podanie od Verona, obrócił się, zaczekał a następnie wyłożył piłkę graczowi FC Barcelony jak na tacy. Nie był to Zresztą koniec popisów: Tevez i Messi dwukrotnie wymienili podania z klepki, peruwiański bramkarz obronił strzał Leo ale był bezradny wobec dobitki Mascherano a 40 metrowy rajd Teveza zakończył się drugą w tym meczu bramką Riquelme. To prawda, rywalem było nie najsilniejsze Peru ale koncert piłkarzy Basile w drugiej połowie spełnił marzenia wszystkich argentyńskich tradycjonalistów. W półfinale czekał Meksyk, który zdążył już ograć Brazylię w fazie grupowej i rozgromić Paragwaj 6:0 w ćwierćfinale. Zaczął dobrze: Guardado trafił w słupek w pierwszej połowie a Mary Castillo w poprzeczkę na początku drugiej ale w końcu i ten zespół musiał skapitulować. Najpierw Gabriel Heinze wyskoczył do piłki długo opadającej w pole karne po rzucie wolnym Riquelme a później nastąpił kolejny błysk geniuszu Leo, równy wszystkim, jakie zaprezentował do tej pory, choć zarazem kompletnie inny. Heinze wybił długą piłkę na wolne pole do Teveza, który od razu zagrał ją na prawą stronę do wchodzącego w pole karne Messiego. Gracz Blaugrany zaś po prostu podciął ją nad bramkarzem Oswaldo Sanchezem, wyleciała wysoko w górę a potem raptownie opadła, grzęznąc w siatce ale jej trajektoria wydawała się równie nieprawdopodobna, jak naturalność, z jaką została zagrana. Wynik spotkania ustalił z rzutu karnego Riquelme ale wydarzeniem wieczoru był gol Messiego, skłaniający Basile do pytania, czy po czymś takim piłka nożna może stać się jeszcze lepsza. „Czy mamy zwinąć manatki i zająć się czymś innym? - chrypiał argentyński selekcjoner. - Czy jest coś jeszcze, co moglibyśmy zrobić? Czy po zobaczeniu takiej bramki powinniśmy w ogóle dalej grać w piłke?". Jednak gol, jakkolwiek piękny, to jeszcze nie wszystko: zanim Argentyna mogła po raz 15-ty świętować zdobycie Copa America musiała jeszcze pokonać Brazylię Dungi. Drużyna, która(po przegranej z Meksykiem na inaugurację) okazała się równie nieustępliwa, jak jej szkoleniowiec, gromiąc Chile w ćwierćfinale i pokonując po rzutach karnych Urugwaj w półfinale. Już w czwartej minucie meczu Baptista dostał długie podanie od Elano, zmienił kierunek biegu, umożliwiając sobie strzał prawą nogą i huknął w samo okienko. Na 5 minut przed przerwą skrzydła Argentyńczykom podciął samobójczy gol Ayali to dośrodkowaniu Dani Alvesa a w 69 minucie prawy obrońca Brazylii dopadł do podania Wagnera Love i ustalił wynik meczu. Po raz kolejny w historii swoich występów na wielkich turniejach Argentyna pokazała fantastyczny futbol i znów nie wystarczyło to do wygranej.

Jeśli w sezonie 2006/07FC Barcelonie nie szło najlepiej, to następny okazał się jeszcze gorsze. O Ronaldinho, który najlepsza lata kariery miał już za sobą mówiono że wywiera zły wpływ na drużynę i w końcu sprzedano go do AC Milan. Z posadą trenera rozstał się z kolei Frank Rijkaard a na jego miejsce przyszedł(ku zaskoczeniu wielu obserwatorów) niedoświadczony Josep Guardiola. Jedna z pierwszych ważnych decyzji młodego szkoleniowca było, wbrew stanowisku klubowego zarządu wyrażenie zgody na wyjazd Messiego do Pekinu, gdzie odbywały się kolejne Igrzyska Olimpijskie i gdzie Argentyńczyk miał leczyć rany zadane przez Brazylijczyków w Wenezueli. Nie była to łatwa decyzja ale okazała się słuszna, nie tylko z perspektywy Messiego i Argentyny ale także klubu, któremu zapewniła wdzięczność a co za tym idzie: lojalność zawodnika. Reprezentacja Olimpijska Argentyny była skądinąd bardzo silna. Wielu jej członków sięgnęło po młodzieżowe mistrzostwo świata w 2005 roku. Znaleźli się wśród nich Messi i Riquelme, który wrócił tymczasem do Boca a do składu został włączony jako jeden z trzech starszych zawodników. To właśnie duet Messi-Riquelme rozszczelnił obronę Wybrzeża Kości Słoniowej w meczu na inaugurację a kolejne wygrane(z Australią i Serbią) zapewniły Argentyńczykom awans do ćwierćfinału z Holandią. Tam nieporozumienie w obronie Holendrów pozwoliło Messiemu strzelić pierwszego gola dla Albicelestes a później(choć Bakkal zdołał wyrównać) jego świetne podanie umożliwiło Angelowi Di Marii zdobycie zwycięskiej bramki w dogrywce. Półfinał z Brazylią kompletnie nie przypominał ciężkiego boju dorosłych drużyn sprzed roku. Płynna wymiana podań w 52 minucie stworzyła nieco wolnej przestrzeni dla Di Marii a jego dośrodkowanie zamienił na gola Aguero, który szybko dołożył drugiego gola, w końcu zaś Riquelme wykorzystał jedenastke i ostateczny wynik można uznać za rewanż za to, co wydarzyło się w Maracaibo. Mecz o złoty medal był powtórką finału z 1996 roku, kiedy to Argentyna w pojedynku z Nigerią dwukrotnie obejmowała prowadzenie by ostatecznie przegrać 2:3. Tym razem jednak Di Maria wyprowadził Argentyńczyków na prowadzenie po solowej akcji i sprytnym wykończeniu a potem udało się uniknąć wpadek w obronie i zwyciężyć 1:0. Był to początek złotej ery Messiego. Prowadzona przez Guardiolę FC Barcelona przeżywała najlepszy okres w historii klubu a Argentyńczyk odgrywał w nim kluczową rolę, dodając szczyptę indywidualizmu i nieprzewidywalności do statecznej i często przewidywalnej tiki-taki. Grał w środku jako „fałszywa dziewiątka", po raz pierwszy występując na tej pozycji w ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów w 2009 roku, wygranym z Bayernem aż 6:2(!) a już wkrótce stając się jej symbolem. W finale z Manchesterem United zaczął z kolei na prawej stronie i po 10 minutach zszedł do środka kompletnie konfundując rywali. W tym meczu wygranym przez Barce 2:0 zdobył drugiego gola w nietypowy dla siebie sposób a mianowicie strzałem głową. Były i inne fantastyczne mecze z jego udziałem: wygrane 5:0 pierwsze El Clasico z Realem Jose Mourinho w listopadzie 2010 roku, 7:1 z Bayerem Leverkusen, w którym to meczu strzelił 5 goli będąc w trakcie serii 9 spotkań, w których zdobył 21 goli i sezonu 2011/12, w którym zaliczył w sumie 50 trafień w lidze. W kolejnym sezonie zebrał ich 46. W tamtym czasie to, co nadzwyczajne, u niego wydawało się całkowicie normalne, choć śledząc jego wyczyny w klubie Argentyńczycy wciąż się zastanawiali czy będzie w stanie powtórzyć swoje wyczyny w reprezentacji? Z daleka od Katalonii, od środowiska, które nie tylko go stworzyło ale wydawało się także stworzonym dla niego...

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?