- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1719 Culés
Gorące dyskusje
clyde
77
Teraz zwolennicy Tuska udają, że nic się nie stało i nawet się nie wychylają. Zaraz coś... » Czytaj dalej
82 odpowiedzi
NeroTFP1
55
Konate 24 mln brutto rocznie, a Bernardo Silva 18-20. Do tego jeszcze premie za podpisy.No nie... » Czytaj dalej
37 odpowiedzi
Bogan
3
Niezły hejt się wylał. Nikt go w Barcelonie nie chciał, poszedł do Realu i płacz. Mam... » Czytaj dalej
41 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1719 Culés
2
@Bernard777 coś dla ciebie w odpowiedzi na komentarz.
2
@FCBparasiempre
Argentyna pogrążona w żałobie(a ja wraz z nią):
Zwykłe samochody, minibusy, kampery, vany. Pojazdy zaparkowane ciasno jeden przy drugim na poboczu drogi wiodącej wzdłuż plaży. Cała ,,Copacabana” pełna biało-niebieskich flag i szalików. Rankami, gdy słońce wschodziło nad Atlantykiem, następowało to wielkie, zbiorowe przebudzenie, setki argentyńskich kibiców zaczynały kręcić się przy maleńkich turystycznych kuchenkach i podgrzewać wodę na matę. Niektórzy spali na plaży, inni na ulicznych ławkach pozbawiając miejsca bezdomnych. ,,Fun Fest” to straszliwe centrum korpoświata FIFA, gdzie za pomalowanie twarzy trzeba zapłacić równowartość 40 zł a za butelkę ,,oficjalnego" wina ponad 600, leżało na drugim końcu plaży ale prawdziwe serce turnieju było tutaj, w tym anarchicznym skupisku, gdzie kibice z całego świata (choć głównie jednak z Argentyny) spotykali się i pili, flirtowali i się kłócili a nade wszystko oglądali mecze na wielkich telebimach. Wraz z nimi pojawiła się rzecz jasna pieśń - śpiewany na melodię ,,Bed Moon Rising” nieoficjalny hymn turnieju, opisujący brazylijski horror, czyli zwycięstwo najgorszego rywala na Maracanie. ,,Brasil, decime que se siente tener en casa a tu Papa? Seguro que aunque pasen los anos, nunca lo vamos a olvidar que el Diego te gambeto, El Cani te vacuno: Estas llorando desde Italia hasta hoy a Messi lo vas a ver La Copa nos va a traer. Maradona es mas grande que Pele"(Brazylio powiedz jak to jest gościć swojego Papę, lata miną a ty nigdy nie zapomnisz jak kiwał cię Diego, jak El Cani(Claudio Caniggia strzelający gola z podania Maradony przeciwko Brazylii na mundialu w 1990 r.) cię kłuł. Włochy widzą wciąż twoje łzy a Messi, ech zobaczysz zawiezie puchar do domu, Maradona jest lepszy niż Pele). Podczas Mistrzostw Świata w Brazylii tę piosenkę słyszało się wszędzie. To nie wszechobecność tych słów robiła jednak największe wrażenie ale fakt że stanowiły podsumowanie wszystkich argentyńskich fascynacji. Być może przywołanie turnieju we Włoszech wiązało się po prostu z faktem że w drugiej rundzie ,,Albicelestes” wygrali tam z Brazylią ale wydawało się też odzwierciedlać fakt że zainteresowanie grą Argentyńczyków było o wiele większe w kraju niż za granicą a jeszcze bardziej znaczące było zestawienie Maradony z Messim. Ich rodacy wierzyli że mundial w Brazylii będzie turniejem Messiego, tak jak mistrzostwa w Meksyku należały do Maradony. Tyle że jak się wkrótce okazało, to co przeżył Leo w 2014 roku przypominało raczej doświadczenia Maradony z roku 1990. O tym że będą to mistrzostwa Messiego mówiono niemal od dekady A to kolejna rzecz łącząca go z maratonu. Jesienią 2005 roku Leo negocjował swój pierwszy dorosły kontrakt z FC Barceloną. Miał 18 lat i od roku grał już w hiszpańskiej Ekstraklasie. Obie strony pragnęły podpisać wieloletnią umowę ale różnił je pewien szczegół: klub chciał by upływała w 2014 roku (i w końcu postawił na swoim), jednak ojciec piłkarza upierał się natomiast przy rok krótszym kontrakcie. Chodziło mu o to że gdyby w Barcelonie coś poszło nie tak, Leo mógłby odejść na rok przed turniejem i miałby czas na odbudowę formy. Po latach okazało się że w kadrze Argentyny na Mistrzostwa Świata w Brazylii znalazło się sześciu zawodników, którzy w 2005 roku wystąpili w finale Mistrzostw Świata do lat 20. Messi nie odegrał na turnieju tak dużej roli jak jego wielki poprzednik w 1986 roku, a zresztą nawet fizycznie nie byłby w stanie tego zrobić. Owszem przeprowadził wiele kluczowych akcji ale zarazem przekonał się po raz kolejny że w dorosłej piłce nie da się wygrać meczu w pojedynkę, ,, wkurzając się", aby przywołać raz jeszcze fraze Grighiniego, tak jak to robił wiele lat wcześniej w spotkaniach juniorskich Newell’s Old Boys. Argentyńczycy rozpoczęli eliminacje do mundialu w Brazylii w ustawieniu 4-4-1-1 z Messim za plecami Higuaina, później jednak przeszli na 4-3-3 z Leo po prawej stronie napastnika ale schodzącym do środka i wymieniającym się z nim pozycję, oraz Aguero po lewej. Mówiło się wtedy że sam Messi naciskał na tę zmianę, chcąc załatwić miejsce w wyjściowej 11-tce dawnemu koledze z pokoju. Jakiekolwiek były powody drużyna została świetnie zbalansowana. Di Maria biegał między polami karnymi po lewej stronie pomocy asekurowany przez defensywnie usposobionego obrońcę Marcosa Rojo, przed parą stoperów operował Javier Mascherano a ustawiony po jego prawej stronie Fernando Gago również często trzymał się własnej połowy ułatwiając rajdy po skrzydle Pablo Zabalecie, drugiemu bocznemu obrońcy. Strategię Argentyńczyków skomplikowały kontuzję. Gago miał problem z kolanem i choć zdołał wyleczyć się na mundial był daleki od szczytu formy. Aguero narzekał na łydki i ścięgna a Higuain zmagał się z kontuzją kostki, wszystko to tuż przed pierwszym meczem ,,Albicelestes” na turnieju przeciwko Bośni i Hercegowinie na stadionie Maracana. Zważywszy jednak nawet na te wszystkie utrudnienia, decyzje personalne Sabelli zaskakiwały tak bardzo że wśród argentyńskich kibiców pojawiło się wiele teorii spiskowych; selekcjoner zrezygnował z ustawienia 4-3-3 i zastąpił je systemem 5-3-2, które podczas eliminacji testował tylko trzykrotnie w trakcie wyjazdowych meczów z Wenezuelą, Boliwią i Ekwadorem zakończonych porażką i dwoma remisami.
Jak się w końcu okazało rzecz nie miała nic wspólnego ani z oczekiwaniami Messiego aby Argentyna grała dwójką z przodu, ani z żadnymi innymi dziwacznymi koncepcjami. Po prostu Sabella nie chciał równocześnie ryzykować zdrowia całej trójki zdolnych do gry zawodników ofensywnych, wśród których był i tak daleki od formy Aguero. Selekcjoner wystawił Messiego za plecami Aguero, w drugiej linii zaś di Marię i Maxi Rodrigueza, między którymi operował Mascherano. Z Bośnią i Hercegowiną Argentyńczycy objęli prowadzenie już w trzeciej minucie, kiedy po rzucie wolnym Messiego i strzale Rojo piłkę odbiła się od Kolasinača. Po tym szczęśliwym początku zostali jednak zepchnięci do głębokiej defensywy i w przerwie(tym razem podobno rzeczywiście za sprawą Messiego, choć przecież nie on jeden zrozumiał że jest tylko kwestią czasu aż jedno z zabójczych podań Pjanicia albo Missimovicia trafi do snajperów rywali) zmienili ustawienie na 4-3-3. Na boisku pojawił się Gago i Higuain a gra Argentyńczyków natychmiast się uspokoiła. Messi wprawdzie wciąż nie błyszczał ale w 65 minucie wziął udział w akcji typowej dla tej drużyny z okresu eliminacji. Higuain wszedł na lewą stronę aby zrobić mu miejsce w środku a piłkarz Barçy minął dwóch obrońców i strzelił po ziemi tuż przy lewym słupku. W końcówce spotkania Ibiševič zdobył gola honorowego i mecz zakończył się wygraną 2:1. Kiedy drużyna zostanie przy ustawieniu 433 a jej kluczowi zawodnicy wrócą do zdrowia, w kolejnych meczach będzie dużo łatwiej. Wymęczone zwycięstwo na początek turnieju to scenariusz dobrze Argentyńczykom znany, wydawało się więc iż kiedy drużyna zostanie przy ustawienu 4-3-3 a jej kluczowi zawodnicy wrócą do zdrowia, w kolejnych meczach będzie dużo łatwiej. Mimo to cały turniej przebiegał dla Albicelestes w podobny sposób jak mecz z Bośnią. Irańczycy bronili się znakomicie, frustrując Argentyńczyków i samemu stwarzając dogodne sytuacje, w końcu jednak już w doliczonym czasie gry Messi dostał piłkę po prawej stronie boiska jakieś 10 m. przed polem karnym rywala. Między nim a bramką znajdowało się 11 Irańczyków ale Leo się rozejrzał, przełożył piłkę na lewą nogę a potem uderzył obok Ghuczanneżada, ponad Sadeghim i pomiędzy próbującym interwencji bramkarzem a słupkiem. W każdych okolicznościach byłby to fantastyczny gol ale zdobyty w chwili gdy zirytowany Maradona zdążył już opuścić stadion, wydawał się jeszcze bardziej wyjątkowy. Oto lider Argentyńczyków wziął odpowiedzialność za losy meczu i pokazał że skoro nikt inny nie może trafić do siatki, zrobi to on. Zwycięstwo z Iranem dało piłkarzom Sabelli awans i stawką ostatniego meczu grupowego(z Nigerią) było wyłącznie to, kto wyjdzie z grupy z pierwszego miejsca. Argentyńczyków satysfakcjonował remis ale zdołali wygrać 3:2, Messi zaś zdobył dwa gole, najpierw po kapitalnym uderzeniu z pierwszej piłki, które omal nie rozerwało siatki, po tym jak wcześniejsze uderzenie Di Marii odbiło się i od słupka i od próbującego interweniować bramkarza a drugiego po kolejnym świetnym rzucie wolnym. Po awans do ćwierćfinału trzeba było grać ze Szwajcarami w São Paulo. Rywale cofnęli się bardzo głęboko a cała ich strategia sprowadzała się do pozbawiania Messiego przestrzeni na boisku. ,, Może nam się udać tylko wtedy, jeśli będziemy to robić wszyscy razem. Jeśli zejdzie taka potrzeba pokryjemy go we trzech albo czterech"- mówił trener Szwajcarów Ottmar Hitzfeld. Tak też to właśnie wyglądało, przez cały mecz Messi opędzał się od roju czerwonych koszulek. Argentyna cierpiała. Aguero, któremu odnowiła się kontuzja ścięgna został zmieniony przez Lavezziego. Messi w zasadzie nie schodził na prawą stronę, grał za dwójką napastników jak klasyczny ,, enganche", co być może dodatkowo ułatwiało przeciwnikom krycie. Nagle okazało się że w całym tym zamieszaniu nie chodzi już o to, czy Argentyna będzie grać dalej ale o to, czy wypełni się los Lionela Messiego. Z perspektywy współczesnych rozmów o piłce nożnej wydaje się to zastanawiające. Zamiast dyskusji o znalezieniu równowagi w drużynie czy integracji poszczególnych jej elementów wróciliśmy do spojrzenia staroświeckiego. ,, Jest naszym najważniejszym zawodnikiem, naszym kapitanem i najlepszym piłkarzem świata. My wszyscy gramy dla niego i zdajemy sobie sprawę ile dla nas znaczy. Mamy wielkie szczęście że jest Argentyńczykiem. Dlatego zawsze, kiedy udaje nam się odebrać piłkę próbujemy podawać do niego, jako najlepszego i liczymy na to że strzeli"- mówił później Zabaleta. Jak zauważył wówczas dziennikarz Ken Early, w FC Barcelonie Messi dostaje piłkę, potem zagrywa do kolegi i rusza na wolne pole, gdzie mógłby ewentualnie otrzymać futbolówkę po raz kolejny. W Argentynie, kiedy dostaje podanie wszyscy pozostali stają i czekają aż zrobi coś wyjątkowego. W meczu drugiej rundy mundialu w Brazylii po boisku biegały Szwajcaria po jednej stronie i niezbyt ścisły sojusz Messiego z Argentyną po drugiej. Do końca regulaminowego czasu gry pozostawało już zaledwie kilka minut, kiedy Messi dostał piłkę z lewej strony boiska tuż przy linii bocznej. Widać było jak się rozgląda a potem (to również dawało się wyczuć) zamyka się w sobie i próbuje rozpocząć kolejną gambetę. Został powstrzymany ale wrażenie było oczywiste: Po raz kolejny usiłował samemu znaleźć drogę prowadzącą do wygranej swojej drużyny. Ponieważ do 90 minuty nie padły gole sędzia zarządził dogrywkę. Oba zespoły skupiły się wokół ławek rezerwowych. Messi był kapitanem Argentyny (wybór dyktowany po trosze względami sentymentalnymi i potrzebą jak najściślejszego powtórzenia historii Maradony) ale dołączył do grupy jako ostatni. Stanął z tyłu, sięgnął po butelkę wody i wylał sobie jej zawartość na głowę. Pierwszy przemówił Sabella, później głos zabrał Mascherano. Messi nie powiedział ani słowa. Czy był to jeszcze jeden przykład cichego przywództwa, o którym mówili jego pierwsi nauczyciele i trenerzy? A może niezależnie od swojego geniuszu był kapitanem tylko z nazwy?
2
@FCBparasiempre
Minimalizm Leo fascynował od zawsze. Zdolny do aktów niezwykłej wirtuozerii, Lider Argentyńczyków miał również rzadką umiejętność wybierania w każdej sytuacji najprostszych rozwiązań, nigdy nie starał się być szczególnie brawurowy czy przesadnie ekstrawagancki. W spotkaniu ze Szwajcarią dostrzegało się jednak również że odstaje kondycyjnie i było to coś nowego. Przez 120 minut przebiegu jedynie 10 km i 700 m a więc najmniej ze wszystkich piłkarzy z pola. Zaprezentował też najmniejszą ze wszystkich graczy z pola aktywność o średniej i wysokiej intensywności (Jak nazwała Ten parametr w FIFĘ). Miał tylko 31 sprintów, spośród graczy z pola rzadziej robili to jedynie środkowi obrońcy Federico Fernandez i Fabian Schar. Kiedy w tej samej rundzie Brazylia pokonywała Chile po serii rzutów karnych okazało się że Neymar przebiegł o 3 km więcej od Messiego i wykazywał się aktywnością o średniej i wysokiej intensywności przez 21 minut (przy dziewięciu minutach Messiego), Brazylijczyk zaliczył też 57 sprintów. To raczej statystyki Neymara wydają się typowe dla zawodnika występującego na tej pozycji; w innym meczu tej fazy Thomas Muller biegał ze średnią i wysoką intensywnością przez 20 minut i zanotował 56 sprintów. Mimo to Leo kolejny raz wygrał mecz dla swojej ojczyzny. Szwajcarzy stracili koncentrację na 3 minuty przed końcem dogrywki. Kapitan Argentyńczyków przyspieszył, osiągając prędkość 27,58 km na godzinę. Wedle FIFA był to jego najszybszy bieg w trakcie całego meczu obrońcy rzucili się w jego stronę, on zaś faktycznie w sposób, który przypominał nieco zagranie Maradony do Caniggii w meczu z Brazylią sprzed 24 lat, o którym śpiewali teraz argentyńscy fani posłał piłkę w kierunku di Marii. Strzał tego ostatniego nie był może tak piękny jak tamten gol ale miał równie wielkie znaczenie. Po objęciu prowadzenia Argentyńczycy zaczęli Zresztą grać fatalnie a Dżemaili niemal doprowadził do wyrównania, główkując W najbliższej odległości w słupek a potem próbując jeszcze bez powodzenia do bitki kolanem. Suma summarum mecz skończył się wynikiem 1:0 i Argentyna awansowała do ćwierćfinału. Kibice czekali jednak na powtórkę z historii, na to że Messi błyśnie tak, jak zrobił to Maradona w 1986 roku. Wówczas stało się to przecież właśnie w ćwierćfinale. Błysku jednak nie było, Argentyńczycy ograli Belgów ale ich kapitan grał słabo a co gorsze Di Maria złapał kontuzję uda. Pod nieobecność tego ostatniego akcje ofensywne Albicelestes w półfinale z Holandią nie było już takie groźne. Mecz ten rozgrywano zresztą w wielkim smutku. Argentyńczycy wyszli na boisko z żałobnymi opaskami aby uczcić pamięć zmarłego dwa dni wcześniej Alfredo di Stefano. Symbol ten nabrał dodatkowego znaczenia rankiem w dniu meczu, ponieważ dziennikarz Jorge Lopez zginął w wypadku samochodowym, po tym jak jego taksówka została potrącona przez pojazd, którym złodzieje uciekali przed policyjnym pościgiem. Żona zmarłego również pracująca przy obsłudze mistrzostw dowiedziała się o wszystkim z tweetu Diego Simeone który wyrażał smutek i przerażenie w związku z tą tragedią. Messi będący skądinąd dobrym znajomym Lopeza i tym razem błyszczał tylko sporadycznie, choć jego rajd i dośrodkowanie w ostatnich sekundach omal nie przyniosły Argentynie zwycięstwa. Ostatecznie wygrała po rzutach karnych ale najlepszym piłkarzem meczu był niewątpliwie Mascherano, opanowany i waleczny defensywny pomocnik, który w samej końcówce spotkania zdołał dogonić szarżującego Robbena i zablokować jego strzał. Przy tym zagraniu, jak później wyznał ,, rozerwał sobie odbyt". Przecież to wciąż jeszcze mógł być turniej Messiego, musiał jedynie zagrać wielki mecz o złoto z Niemcami, które w półfinale rozgromiły gospodarza … 7:1! Gdyby tylko zdobył gola na wage zwycięstwa, to w połączeniu z czterema golami w fazie grupowej i podaniem do Di Marii w meczu ze Szwajcarią dałoby się pewnie zbudować wokół jego mundialowego występu stosowną narrację. Nie brakowało zresztą wiele, gdyż tuż przed przerwą uderzył minimalnie niecelnie. Nie brakowało wiele całej Argentynie, Higuain zmarnował sytuację sam na sam, sędziowie(słusznie) nie uznali mu gola ze spalonego a bramkarz Niemców Manuel Neuer mógł obejrzeć czerwoną kartkę za brutalne wejście w argentyńskiego napastnika.
Sabella być może z wieczną swoją szansę i w przerwie finału wprowadził Aguero w miejsce Lavezziego, tyle że napastnik Manchesteru City wciąż nie był w pełni sił i nie zdołał odmienić losów meczu. O tym że to Niemcy zdobędą złoty medal przesądził wolej Mario Götzego 113 minucie. Jeśli brać pod uwagę przebieg całego turnieju, było to zapewne zwycięstwo zasłużone, choć trzeba przyznać że Argentyńczycy znaleźli się bardzo blisko sukcesu. Ostatni akt z udziałem Messiego nastąpił w ostatniej minucie, kiedy Argentyna miała rzut wolny tuż zza linii pola karnego. Najlepszym rozwiązaniem wydawała się wrzutka w pole karne, gdzie na taką okazję czekał Ezequiel Garay; doświadczenie meczu ze Szwajcarią uczyło jak obrońców rywala może rozproszyć perspektywa rychłej nagrody, więc postawienie Niemców przed koniecznością wybicia piłki stanowiłoby przynajmniej test ich charakterów. Messi jednak podjął inną decyzję a piłka po jego strzale poszybowała w powietrze. Oczywiście z perspektywy czasu łatwo go za to krytykować ale gdyby strzelił mielibyśmy kolejny dowód ile potrafi, kiedy ,, się wkurzy", i bierze odpowiedzialność i rozwiązuje problem. Wówczas jednak wydawało się że sam uległ narracji o człowieku, który wygrywa mundial w pojedynkę. Przepadła najlepsza okazja aby zawodnicy, którzy w 2005 roku sięgnęli po mistrzostwo świata do lat 20-tu, pokonali Niemców, z których pięciu wygrało z kolei Mistrzostwa Europy do lat 21 w 2009 roku. Po ostatnim gwizdku, kiedy Niemcy czekali na wręczenie pucharu ogłoszono że Lionel Messi został uznany za najlepszego zawodnika turnieju. Trudno sobie wyobrazić aby wciśniętą mu w ręce nagrodą mógł wyglądać bardziej ponuro. Nikt go wprawdzie nie obwiniał o niepowodzenie Argentyńczyków, nikt nie miał poczucia że zawiódł, pojawiły się jednak wątpliwości. Czy biegał tak mało ze względu na wspomniany już minimalizm, czy były ku temu jakieś poważniejsze przyczyny? W tygodniu poprzedzającym finał jego ojcu przypisywano (szybko zresztą zdementowane) słowa że nogi Messiego ,, ważą po 100 kg". Czy miało to coś wspólnego ze zjawiskiem, które dawało się zauważyć w ciągu ostatnich kilku lat a mianowicie obrazem zawodnika, który wymiotuje na boisku? Kiedy potem w FC Barcelonie znów zaliczył znakomity sezon, trudno było nie myśleć że podczas mundialu w Brazylii wydarzyło się coś niedobrego, choć nigdy nie zdołano przekonująco ustalić co mianowicie, a sam Argentyńczyk mówił że przez cały rok 2014 nie mógł złapać formy. Mówienie o klęsce drużyny, która właśnie wystąpiła w finale Mistrzostw Świata a co więcej, miała w nim więcej szans na wygraną, byłoby skrajną niesprawiedliwością. Większość Argentyńczyków żywiła wdzięczność dla Sabelli i jego piłkarzy, także za to że dzięki nim dobiegła końca niepokojąca tendencja: do mundialu w Brazylii jedyną drużyną, którą ich rodacy pokonali w fazie pucharowej wszystkich Mistrzostw Świata od 1990 roku bez serii rzutów karnych był Meksyk. W następnych tygodniach Messi musiał więc jeszcze wiele razy prezentować żałobne oblicze podczas różnych publicznych ceremonii, snując się osowiały gdzieś w tle choćby podczas przywitania reprezentacji przez panią prezydent Cristinę Kirchner. Nie ulegało wątpliwości: to, że Argentyna nie wygrała mundialu, który miał być mu przeznaczony, że tamta młodzieżówka z 2005 roku wówczas nie spełniła pokładanych w niej nadziei i że jeszcze jedno argentyńskie marzenie rozwiązało się bezpowrotnie, było dla Leo źródłem wielkiego bólu.
No cóż, dla zagorzałych sympatyków Albicelestes, takich jak ja, ten ból był okropny, zwłaszcza że te znienawidzone przezemnie ,,Niemiaszki” miały więcej szczęścia niż rozumu. No ale taki bywa futbol, nie raz okrutny i ciężki do przeżycia. Bogu dzięki że po latach Messi i spółka zdobyli w końcu to, co okrutny los odebrał im niemal dekade wcześniej…
0
@FCBparasiempre możesz w dwóch zdaniach streścić?
1
@tbas Takich historii nie streszcza się w dwóch zdaniach. Widać zamiast czytać artykuły i książki, to większość z was woli durnowate strony internetowe...
1
@FCBparasiempre Dokładnie-takie historie wymagają głębszej analizy i zagłębienia się w nie. Dla mnie super napisane bo o to chodzi a nie żeby to przeczytać jak "pasek" na TVN 24 :)
0
@Bernard777 No właśnie! Zgadzam się z tobą w stu procentach!