Ósma pozycja w tabeli, więcej potknięć niż zwycięstw i porażki z głównymi kandydatami do tytułu mistrza Hiszpanii. Taka charakterystyka idealnie pasowałaby do Celty Vigo czy Realu Betis, a w bieżącym sezonie jest świadectwem kryzysu Barcelony, który trwa w najlepsze. Dzisiaj podopieczni Ronalda Koemana zmierzą się z liderem, którym po rozegraniu dwóch kolejek więcej od drugiego Atlético jest Real Sociedad. Zwycięstwo pomoże ekipie z Madrytu wskoczyć na czoło tabeli, a strata punktów pogrąży Holendra w prawdziwym piekle tuż przed wyborami. Piłkarsko? Będzie to pewnie kolejny mecz bez historii.
W stolicy Katalonii wymówki pojawiały się zwykle w wyniku złości lub zwykłej słabości. I o ile narzekanie na wysokość trawy i defensywną taktykę rywali fundowane dziennikarzom regularnie przez Xaviego nie drażniło szczególnie kibiców, o tyle użalanie się nad sobą trenerów przybliżało ich do końca kariery w Barcelonie. Przypadek Koemana jest jednak niezwykle trudny do oceny. Liczba urazów, braki kadrowe czy napięta atmosfera po dymisji zarządu to niewątpliwie pewne okoliczności łagodzące. Z drugiej strony brak zmian taktycznych i chwilami trudne do zrozumienia zarządzanie składem to zarzuty, z którymi co prawda można polemizować, ale tylko do czasu. A ten ucieka w bardzo szybkim tempie.
Lider (nie)przypadkowy
Jeżeli ktoś nie śledzi dokładnie rywalizacji w LaLidze, może wysnuć wniosek, że pozycja Realu Sociedad jest jedynie oznaką słabości hiszpańskich potentatów. W tym wypadku pobieżnie dokonany osąd sytuacji jest wyjątkowo celny. Sytuacja jest oczywiście dynamiczna. Real szybko się odbudował i po pokonaniu Atlético oraz Athleticu wrócił do gry o tytuł, a ekipa prowadzona przez Diego Simeone nawet pomimo porażki z Królewskimi jest o punkt zdobyty w dwóch zaległych meczach od pozycji lidera. W normalnych warunkach rozmawialibyśmy jednak o maksymalnie kilku potknięciach Realu czy Barcelony, a tymczasem cała wielka trójca ligi hiszpańskiej traciła punkty w tym sezonie już w 14 pojedynkach.
Problemy tych najbogatszych to szansa, którą trzeba umieć wykorzystać. Imanol Alguacil zbudował drużynę, która nie tylko potrafi zdobywać punkty, ale też dominować przeciwnika fizycznie i taktycznie. Nie brakuje w niej również czystej jakości piłkarskiej. Mikel Merino to obecnie jeden z najlepszych pomocników całej ligi, a Oyarzabal imponuje skutecznością. Dzisiaj najlepszego napastnika w Realu Sociedad jednak zabraknie, podobnie jak Aritza Elustondo. Mimo to wciąż to goście mają w składzie dwóch silnych i utalentowanych środkowych napastników w osobach Williana José i Isaka, podczas gdy w Barcelonie nr 9 nosi Martín Braithwaite, a zmiennika próżno szukać. Ponadto ciekawym uzupełnieniem kadry są niezwykle ograni na boiskach europejskich Januzaj i David Silva, a swoich kilka groszy do statystyk dołożył doświadczony Portu. Nie ma tutaj przypadku - jest ciężka praca nad projektem sportowym, która zaprocentowała.
Meta goni Ronalda Koemana
Dużo trudniej pozytywnie ocenić pracę holenderskiego szkoleniowca Barcelony. Niezłe mecze przeplata on z fatalnymi i przede wszystkim przegrał kilka ważnych spotkań. Bez Ansu Fatiego, Piqué i Dembélé oraz z jednym środkowym napastnikiem Koeman musi zacząć regularnie zdobywać punkty albo podążająca za nim w coraz szybszym tempie meta wreszcie go dopadnie. Być może nie stanie się to przed wyborami, ale jego zwolnienie mogłoby być jedną z pierwszych decyzji nowego zarządu, jeśli Barcelona nie złapie kontaktu z czołówką ligi. Pożądanym krokiem w tym kierunku powinno być wygranie wszystkich czterech spotkań pozostających do rozegrania w tym roku.
Problemy Barcelony znają wszyscy i nietrudno też wytypować ten najważniejszy. Wbrew wielu opiniom nie jest nim brak kreatywności w środku pola, ale skuteczność. Podopieczni Koemana oddają średnio najwięcej strzałów, a o kłopotach ze zdobywaniem bramek Messiego i Griezmanna rozmawia się w zasadzie przed każdym kolejnym meczem. Bez Dembélé i Fatiego trudno też liczyć na gole skrzydłowych, choć Braithwaite dał nadzieję na pewne zmiany w samym ustawieniu. Postawa Duńczyka cieszy, tym bardziej że Trincão całkowicie zawodzi i nic nie wskazuje, by zrobił wyraźny krok naprzód w najbliższym czasie. W tych okolicznościach pozostaje wierzyć w to, że słowa Imanola Alguacila staną się proroctwem, a Barcelona odzyska goleadorów w osobach Leo Messiego i Griezmanna. Wtedy błędy stoperów nie będą już tyle kosztować.
Czasem warto zachować spokój
W futbolu na najwyższym poziomie za projekt sportowy rzadko odpowiada trener, o wynikach lub ich braku decydują detale, a do rzetelnej oceny sytuacji potrzeba czasu. Kiedy Barcelona po raz ostatni triumfowała w Lidze Mistrzów, w ataku Barcelony występowali Suárez i Neymar, na prawej obronie grał Dani Alves, w pomocy Andrés Iniesta, a Leo Messi nie miał 30 lat. Dziś Ronald Koeman praktycznie na każdej pozycji ma zawodników słabszych. Busquets, Alba i Leo nie grają już na takim poziomie, a piłkarze pozyskani w ostatnich pięciu latach w najmniejszym stopniu nie uzupełnili braków po Neymarze, Suárezie czy nawet Rakiticiu. Jaka jest zatem podstawa, by oczekiwać od Barcelony jakości wystarczającej do rywalizacji z Bayernem czy Liverpoolem? Żadna. Mamy jednak prawo oczekiwać poprawy z meczu na mecz i gry wystarczającej do pokonania Realu Sociedad. Nawet jeśli trzy punkty będzie trzeba wyszarpać w 96. minucie.
Komentarze (45)