Sport: Afera Barcagate dotknęła również La Masię

Maciej Łoś

13 kwietnia 2020, 15:00

Sport

1 komentarz

Fot. Getty Images

  • Sport informuje, że afera Barcagate dotknęła również La Masię
  • W dokumentach szkółki znalazła się faktura, która nie była uwzględniona przez osoby zarządzające jej finansami
  • Kolejne ujawnione fakty pokazują, w jak niewłaściwy sposób fukcjonuje dyrekcja klubu

Gorące dni w Barcelonie. Od momentu ujawnienia afery Barcagate przez Cadena SER 17 lutego i zawieszenia szefa gabinetu prezydenta Jaume Masferrera, zarząd klubu nie może spać spokojnie.

Dyrektorzy klubu zostali poinformowani o całej sprawie przez samego Masferrera na nieformalnym spotkaniu w październiku 2018 roku. Mimo to byli zaskoczeni informacjami ujawnionymi w lutym 2020 roku. Dopiero wtedy Barcelona zdecydowała się na wszczęcie śledztwa i zleciła wykonanie audytu firmie Price Waterhouse Coopers (PWC).

W tym czasie, w obliczu niepewności spowodowanej skandalem, dyrektorzy zaczęli działać. Na początku ustalili, w jaki sposób funkcjonował ten projekt. Szef gabinetu prezydenta Jaume Masferrer zakontraktował firmę i3 Ventures, a także resztę firm powiązanych z osobą urugwajskiego biznesmena Carlosa Rafaela Ibáñeza Constantino, do monitorowania portali społecznościowych w kontekście różnych obszarów działania klubu. Comiesięczne raporty na ten temat były przeglądane przez dyrektorów ds. komunikacji, którzy następnie kierowali się z nimi do Masferrera, zamykając koło. W tym procesie ani dyrektorzy innych obszarów, ani inni członkowie zarządu nie byli świadomi tego, co się dzieje. Objęta tym była nawet La Masia.

W listopadzie 2017 roku Masferrer zamówił raport o treściach na portalach społecznościowych poświęcony poszczególnym obszarom klubu, w tym Barcelonie B i sekcjom młodzieżowym. Według protokołu odpowiedzialny za komunikację La Masii Mario Ruiz miał sporządzać raporty i przekazywać je bezpośrednio Masferrerowi. Z tego powodu o sprawie nie wiedział żaden inny dyrektor odpowiedzialny za szkółkę Barcelony, aż do momentu ujawnienia afery przez Cadena SER.

Osoby zarządzające La Masią otrzymały dokumenty z działu administracji, o które poprosiły kilka miesięcy wcześniej w celu sprawdzenia stanu kont w ciągu pierwszy sześciu miesięcy trwania sezonu 2019/2020. Odkryły w nich fakturę w wysokości 99 tysięcy euro dla firmy, która nie była przewidziana w budżecie zatwierdzonym przez nich na początku sezonu. Była to Tantra Soft, firma konsultingowa w dziedzinie informatyki i technologii informatycznych. Zapytano o to w klubie, jednak nie otrzymano nigdy odpowiedzi.

Tantra Soft została założona w Buenos Aires w czerwcu 2007 roku. Pełniący od 2016 roku funkcję prezesa firmy Juan Carlos Vera Zanotti również jest powiązany z i3 Ventures. Co więcej, od 2009 roku jednym z dyrektorów firmy jest Carlos Rafael Ibáñez Constantino.

Tantra Soft jest kolejną firmą, która została zatrudniona przez Barcelonę w celu realizacji projektu Masferrera, który w przypadku La Masii był realizowany od końca 2017 roku i trwał do połowy obecnego sezonu, gdy kontrakt z firmą został rozwiązany. Dyrektorzy przepytani przez Sport potwierdzili te informacje i dane dotyczące (nieznanego do tej pory) związku między Tantra Soft i La Masią.

Z polecenia prezydenta, Barcelona jest obecnie klubem wyższej kadry kierowniczej. Barcagate jest tego najlepszym przykładem. Zgodnie z ustalonym protokołem, kierownictwo wyższego szczebla nie musi wyjaśniać reszcie dyrekcji wszystkich swoich działań. Podsumowując aferę w La Masii: Jaume Masferrer zatrudnił do wykonywania swojego projektu firmę Tantra Soft za pośrednictwem Carlosa Ibáñeza; umowy sporządził dyrektor działu prawnego Roman Gómez Ponti; dyrektor działu finansowego Pancho Schroder był odpowiedzialny za kontrolę wydatków; dyrektor generalny klubu Oscar Grau zatwierdził operację.

Relacje pomiędzy poszczególnymi działami dyrekcji klubu są skomplikowane. Często nie ma współpracy w działaniach, a dyrektorzy nie informują innych osób o podejmowanych przez siebie akcjach. Sprawa La Masii rozciąga się na cały klub. Oprócz Tantra Soft i i3 Ventures, w projekcie brały jeszcze udział cztery inne firmy powiązane osobą Carlosa Ibáñeza, a także inne departamenty Barcelony. Mimo to nie wiedzieli o tym inni dyrektorzy klubu z powodu protokołu wprowadzonego przez Bartomeu. Afera ta spowodowała spadek reputacji klubu i kolejny kryzys podczas trwania kadencji tego zarządu.

Osoby odpowiedzialne za poszczególne departamenty klubu, w tym La Masię, widzą teraz, jak administracja centralna Barçy obciążyła ich budżety nieznanymi wydatkami. W przypadku La Masii była to kwota 198 tysięcy euro za sezon 2018/2019 i wspomniane 99 tysięcy euro, a więc połowa tej kwoty, za pierwszą część obecnego sezonu. Rozwiązanie umowy pozwoliło na uniknięcie zapłacenia drugiej połowy tego zobowiązania.

Dyrektorzy informują, że „to Barcelona płaciła tym firmom, ale faktury były wysyłane na konto poszczególnych departamentów. W ten sposób działają firmy na całym świecie”. Nie ma jednak wyjaśnienia faktu, że faktury zostały podzielone na kwoty w wysokości 198 tysięcy euro w celu uniknięcia zainteresowania się nimi przez radę dyrektorów.

Emili Rousaud, jeden z sześciu członków zarządu, którzy w ubiegłym tygodniu podali się do dymisji, powiedział: „Ktoś musi nam wyjaśnić to, co się stało, a przede wszystkim musimy zmienić procedury podejmowania decyzji i realizacji projektów. Płatności zostały podzielone na części po 198 tysięcy euro po to, aby uniknąć interwencji zarządu, według mnie nie powinno tak być”. Mimo to nie zostały wprowadzone zmiany w sposobie działania, a decyzje były kwestionowane przez dyrektorów, ale nie przez cały zarząd Bartomeu. Wydaje się, że prezydent jest coraz bardziej chroniony przez swoich zaufanych ludzi.

Jeśli chodzi o fałszywe konta, które wysyłały negatywne informacje na temat piłkarzy, liderów opozycji i dziennikarzy, nikt w La Masii nie potrafi tego wyjaśnić. Podobnie zresztą jak w całym klubie. Faktem jest jednak, że takie konta istniały, dlatego Bartomeu rozwiązał umowy z i3 Ventures i resztą firm Carlosa Ibáñeza.

Audyt PWC spróbuje wyjaśnić kwestię, czy kwota zapłacona przez Barcelonę (900 tysięcy euro) jest zgodna z cenami rynkowymi, czy została zawyżona. W tym kontekście oskarżenia Emiliego Rousauda („Ktoś wziął pieniądze do kieszeni”) są poważne. Śledztwo ma wykazać również, czy z klubowych komputerów ktoś prowadził nieczyste interesy, mimo zapewnień Bartomeu, że „nikt w Barcelonie tego nie robił”.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze